
Jon Arryn jest bohaterem o tyle nietypowym, że umiera tuż przed rozpoczęciem akcji Pieśni lodu i ognia. Ale to właśnie on jest jednym z tych, którzy najmocniej odcisnęli swe piętno na najnowszej historii Siedmiu Królestw i to zarówno za życia, jak i po śmierci.
Smutny koniec
„Nasienie jest silne” to ostatnie słowa Jona Arryna. Aż do swego nagłego zejścia z łez padołu przez piętnaście lat sprawował urząd namiestnika króla Roberta Baratheona i de facto rządził Królestwem w zastępstwie łajdaczącego się monarchy. Zaawansowany wiek nie odebrał mu sił, bystrości umysłu ani determinacji, nie nauczył jednak niezbędnej na tak wysokim stanowisku pewnej zdrowej dawki nieufności. Sympatyczny w obejściu i chętnie otaczający się ludźmi namiestnik nie zdawał sobie sprawy, jak wielu ma wrogów. Z jednym z nich dzielił nawet małżeńskie łoże.
– Łzy, łzy, łzy. – Łkała histerycznie.- Po co te łzy… ale w Królewskiej Przystani mówiłeś co innego. Powiedziałeś, żebym dodała Jonowi łez do wina i spełniłam twoje życzenie. Dla Roberta i dla nas!
– Nawałnica mieczy –
Petyr Baelish cynicznie wykorzystał niestabilną psychicznie i od lat szaleńczo w nim zakochaną Lysę Arryn, namawiając ją, by otruła własnego męża i w liście do siostry oskarżyła o zbrodnię Lannisterów. Jon Arryn podpisał na siebie wyrok w chwili, gdy postanowił wydostać swego jedynego syna spod toksycznego wpływu matki i wysłać pod opiekę Stannisa Baratheona na Smoczą Skałę. Małżeństwo z Lysą już choćby z powodu olbrzymiej różnicy wieku od samego początku było nieudane, z biegiem lat kryzys zaś narastał i z pewnością nie był on zawiniony tylko przez jedną ze stron.
– […] Jon spełniał swój obowiązek w sypialni, ale nie potrafił dać mi przyjemności, tak samo jak nie potrafił dać mi dzieci. Jego nasienie było stare i słabe. Wszystkie moje dzieci umarły, oprócz Roberta. Trzy dziewczynki i dwóch chłopców. Moje maleństwa umierały, ale ten starzec o śmierdzącym oddechu nie dawał za wygraną.
– Nawałnica mieczy –
Lysa, która utraciła aż pięcioro nowonarodzonych dzieci, a także przeżyła kilka poronień, miała na punkcie swego jedynaka obsesję i nie wyobrażała sobie rozstania z nim, co wykorzystał Littlefinger. Nawet jednak on nie był w stanie przewidzieć, że wydarzenia mogą się ułożyć tak korzystnie dla niego i jednocześnie pechowo dla Arryna. Jon mimo zaawansowanego wieku wciąż był krzepkim mężczyzną, zaś jego osobisty maester podjął skuteczną kurację, która być może mogłaby go jeszcze uratować. Wtedy jednak postanowił zainterweniować wielki maester Pycelle.
[…] – Widziałem wśród twoich medykamentów lyseńskie łzy. Odesłałeś też maestera lorda Arryna i opiekowałeś się nim osobiście, by mieć pewność, że umrze. […] – Tak – zaskomlał. – Tak, Colemon podawał mu mikstury przeczyszczające, więc go odesłałem. Królowa pragnęła śmierci lorda Arryna. Nie powiedziała tego, nie mogła powiedzieć, Varys słuchał, zawsze słuchał, ale gdy na nią spojrzałem, wiedziałem wszystko.
– Starcie królów –
Skąd przekonanie Pycella, że śmierć Arryna byłaby na rękę Cersei? Wielki maester wiedział, kto tak naprawdę jest ojcem dzieci królowej. Gdy Jon na dzień przed zapadnięciem na zdrowiu pożyczył od niego księgę poświęconą przedstawicielom wielkich westeroskich rodów, z której wprost wynikało, że ze związków Baratheonów z Lannisterami rodzą się dzieci z ciemnymi włosami, Pycelle zrozumiał, że namiestnik poznał, albo wkrótce pozna sekret królowej.
Wielki maester miał rację: Arryn zaalarmowany przez Stannisa zaczął interesować się, dlaczego Joffrey, Myrcella i Tommen przypominają bardziej wuja niż ojca. Trudno powiedzieć, czy młodszemu z Baratheonów do myślenia dał wygląd przebywającego w Końcu Burzy Edrica Storma, uznanego przez Roberta za swego bękarta, a który wyglądał jak skóra zdjęta z monarchy, czy to raczej ktoś „życzliwy” zwrócił mu na to uwagę. Stannis wiedział jednak, że jeśli oskarżenia wyjdą od niego, król z pewnością mu nie uwierzy.
– Brat nigdy nie traktował mnie zbyt serdecznie – wyjaśnił Stannis. – I gdyby usłyszał te oskarżenia z moich ust, uznałby tylko, że jestem małostkowy i interesowny. Że chodzi mi o pozycję jego następcy. Sądziłem, że Robert będzie bardziej skłonny uwierzyć lordowi Arrynowi, którego miłował.
– Starcie królów –
Jon i Stannis w swych poszukiwaniach dotarli na Jedwabną oraz Stalową, gdzie odnaleźli kolejne pochodzące z nieprawego łoża dzieci Roberta, podobnie jak Edric, ciemnowłose. Księga miała być kolejnym dowodem na potwierdzenie prawdziwości oskarżeń. Śledztwu kres położyła śmierć Jona Arryna, po której Stannis przezornie wyjechał ze Stolicy, zaś ostatnie słowa pana Orlego Gniazda dadzą do myślenia jego następcy.
Kiepski bilans
– […] Przez piętnaście lat zasiadałem w jego radzie, pomagając Jonowi Arrynowi zarządzać królestwem, podczas gdy Robert pił i chędożył dziwki, ale czy po śmierci Jona brat mianował mnie swym namiestnikiem?
– Starcie królów –
Przez Stannisa przemawia typowa dla niego gorycz, ale wszyscy – łącznie z samym Robertem – zgadzali się, że trud codziennego sprawowania rządów spoczywał na Jonie Arrynie, którego Baratheon zaraz po zdobyciu Żelaznego Tronu mianował swym namiestnikiem. Pan Orlego Gniazda energicznie przystąpił do umacniania władzy nowego monarchy, postanawiając związać z nim potężnych Lannisterów, którzy przyłączyli się do rebelii dopiero pod sam jej koniec.
– […] I jeszcze Cersei… To Jon Arryn nakłonił mnie bym ją poślubił. Nie miałem zamiaru żenić się w ogóle po śmierci Lyanny, ale Jon powiedział, że Królestwo potrzebuje dziedzica. Mówił też, że Cersei będzie dobrą partią, że dzięki temu małżeństwu będę miał po swojej stronie lorda Tywina, na wypadek gdyby Viserys Targaryen próbował odzyskać tron ojca. – Król pokręcił głową. – Przysięgam, że kochałem staruszka, choć teraz uważam, że był głupi. Och, Cersei jest piękną kobietą, miło na nią popatrzeć, ale jest… zimna.
– Gra o tron –
Pretensje Roberta co do mariażu nie wynikają z kwestii politycznych, lecz osobistych: małżeństwo – w dużej mierze z winy samego monarchy – okazało się kompletnie nieudane. Pozostaje jednak pytanie na ile rzeczywiście realną była perspektywa wparcia przez Tywina sprawy Viserysa, skoro to właśnie Lannisterowie przyczynili się do śmierci jego ojca jak i bratanków. Być może Jon wolał jednak dmuchać na zimne, tym bardziej, że znalazł się człowiek otwarcie nawołujący do wsparcia ostatniego żyjącego syna Szalonego Króla – Oberyn Martell. Stąd niedługo po objęciu urzędu Arryn udał się do Dorne by zawrzeć pokój z księciem Doranem – rozgoryczonym śmiercią siostry, jej dzieci i swego wuja Lewyna – oraz spacyfikować Czerwoną Żmiję. Skutek osiągnął, przynajmniej w takim zakresie, iż Martellowie nie wystąpili przeciw Żelaznemu Tronowi otwarcie, chociaż po kryjomu wciąż grali na Targaryenów.
W kolejnych latach Jon Arryn podejmował beznadziejne próby utemperowania zapędów coraz bardziej niesfornego i szastającego pieniędzmi Roberta. Poprzedni monarcha co prawda palił ludzi żywcem i nie obcinał paznokci, państwowy skarbiec pozostawił jednak wypełniony złotem. Za panowania Roberta nie tylko opróżniono go do dna, ale też potężnie zadłużono Koronę.
– Nie uwierzę, że Jon Arryn pozwolił Robertowi żebrać po całym Królestwie – przemówił gwałtownie Ned.
Wielki Maester Pycelle pokręcił głową, pobrzękując cicho łańcuchem.
– Lord Arryn był roztropnym człowiekiem. Obawiam się jednak, że Jego Miłość nie zawsze słucha mądrych rad.– Gra o tron-
Nie będąc w stanie zapanować nad wydatkami, Arryn rozpaczliwie szukał sposobów na ponowne zapełnienie skarbca. Nieoceniony okazał się ulubieniec jego żony – Petyr Baelish – który gdziekolwiek został skierowany, zwielokrotniał przychody. Namiestnik nie zaprzątał sobie głowy tym, jakim sposobem Littlefinger dokonuje tego niezwykłego wyczynu oraz dlaczego mimo rosnących wpływów wydatki wciąż są od nich wyższe. Potrzebował efektów, stąd szybka kariera Baelisha, której zwieńczeniem było mianowanie go starszym nad monetą.
Arryn nie dostrzegł również jeszcze jednego i chyba nawet ważniejszego: Littlefinger nie tylko cudownie pomnażał pieniądze, sam wzbogacając się coraz bardziej, ale budował sieć zależnych od siebie osób, nawet jeśli formalnie niektórych z nich awansował sam namiestnik.
W tym czasie wszędzie lokował swoich ludzi. Wszyscy czterej klucznicy należeli do niego. Królewski rachmistrz i królewski wagowy byli mianowani przez niego, podobnie jak mincmistrze wszystkich trzech mennic. Komendanci portów, poborcy podatków, urzędnicy celni, wełniani faktorzy, poborcy myta, płatnicy, kupcy winni – dziewięciu na dziesięciu z nich siedziało w kieszeni u Littlefingera.
– Starcie królów –
O tym, że wpływy Littlefingera sięgały daleko poza sfery gospodarcze, pisał swego czasu Dael. Z kolei Bluetiger wskazywał, jak bezradny okazywał się Arryn, gdy wychodziła na jaw nieuczciwość i skorumpowanie niektórych zauszników Baelisha. Oprócz stronnictwa Littlefingera, powszechnie zresztą lekceważonego przez dumnych westeroskich lordów, rosło drugie, znacznie potężniejsze, skupione wokół Lannisterów. Stopniowo w otoczeniu Roberta Lwów tylko przybywało, ale trudno by było inaczej, jeśli połowa wszystkich długów Korony została zaciągnięta na Zachodzie.
Przy wszystkich tych słabościach rządy Roberta i jego namiestnika zostały zapamiętane jako piętnaście lat pokoju i dobrobytu.
Rebelia Jona Arryna
Niewdzięczny obowiązek władania Królestwem ściągnął na siebie sam Jon, obalając panujących od 300 lat Targaryenów. Historia zapamiętała te wydarzenia jako Rebelię Roberta, ale nazwa ta opisywała bardziej ich skutek niż to, kto faktycznie je zainicjował, wszczynając pierwszy skuteczny bunt, odkąd Smoki zawładnęły Westeros. Do upadku Targarynów dość mocno zresztą przyczynił sam Aerys, mordując Rickarda Starka oraz jego syna Brandona wraz z towarzyszami. Jednym z nich był bratanek Jona Arryna – Elbert, który był dziedzicem bezdzietnego pana Doliny. Na tym nie było jednak Szalonemu Królowi dość.
Zamiast udzielić im sprawiedliwego posłuchania, Aerys zamordował wszystkich okrutnie, a potem zażądał, by lord Jon Arryn stracił swych byłych podopiecznych, Roberta Baratheona i Eddarda Starka. Wielu obecnie zgadza się, że bunt rozpoczął się z chwilą, gdy lord Arryn odmówił wykonania rozkazu i odważnie zwołał chorągwie, by bronić sprawiedliwości. Jednakże nie wszyscy lordowie Doliny zgadzali się z decyzją lorda Jona i wkrótce doszło do pierwszych starć, podczas których lojaliści próbowali obalić lorda Arryna.
– Świat Lodu i Ognia –
Często o tym zapominamy, ale to właśnie Jon Arryn, nie zaś Robert Baratheon – który przebywając w Dolinie, był odcięty od własnych sił i podobnie jak Ned Stark, zdany na łaskę Pana Orlego Gniazda – wszczął rebelię przeciw Szalonemu Królowi. O tym, że decyzja wcale nie była łatwa i oczywista świadczy chociażby to, że Arryn musiał stoczyć walkę najpierw z tymi ze swoich wasali, którzy zachowali lojalność wobec Żelaznego Tronu. Jon zdołał ich poskromić oraz wysłać Neda i Robba do ich domen, by tam mogli zebrać chorążych. Na tym jednak lord Orlego Gniazda nie poprzestał. Siłom Doliny, Północy i Krain Burzy Targaryenowie mogli przeciwstawić wojska Krain Korony, Dorne oraz całą potęgę Reach. Zachód milczał i nikt nie wiedział, bo której stanie stronie. Lord Arryn pozyskał więc do buntu Dorzecze. Wiele lat później Catelyn Stark zrozumiała jakiej ceny zażądał jej ojciec za swoje poparcie.
– Zmusiłeś go, żeby ją przyjął – wyszeptała. – Ślub z Lysą był ceną, którą Jon Arryn musiał zapłacić za miecze i włócznie rodu Tullych.
Nic dziwnego, że w małżeństwie jej siostry nie było miłości. Arrynowi byli dumni i ich honor łatwo było urazić. Lord Jon mógł poślubić Lysę, by przeciągnąć Tullych na stronę rebelii, a także w nadziej na syna, lecz trudno mu było pokochać kobietę, która przyszła do jego łoża zbrukana i niechętna. Z pewnością traktował ją z szacunkiem i wyrozumiałością, ale Lysa potrzebowała ciepła.– Nawałnica mieczy –
Jon Arryn wziął młodą i płodną żonę, ponieważ rebelia którą wywołał, kosztowała go straszliwą cenę: w Bitwie Dzwonów poległ jego kolejny dziedzic – Denys, po którym niedługo później zmarł też jego jedyny syn – co oznaczało, że rodowi Arrynów groziło wygaśnięcie wraz ze śmiercią Jona. A ta mogła nastąpić bardzo szybko, gdyż wojna wciąż trwała. Rozstrzygnęła się dopiero nad Tridentem, zaś jej smutny epilog lord Arryn oglądał już po przybyciu do Królewskiej Przystani, gdzie nie zdołał pogodzić swych dwóch przybranych synów, śmiertelnie pokłóconych z powodu zamordowania dzieci Rhaegara Targaryena.
Przyszywany ojciec
Do buntu w takiej formie jaką znamy nigdy by nie doszło, gdyby Jon Arryn nie przyjął na wychowanie synów swych dwóch dawnych towarzyszy broni z czasów Wojny Dziewięciogroszych Królów. Do Orlego Gniazda zawitali dziedzic Steffona Baratheona – Robert, oraz drugi z potomków Rickarda Starka – Eddard. Chłopcy szybko się zaprzyjaźnili, stając się dla siebie bliżsi niż rodzeni bracia, ale niezwykła więź związała ich również z pozbawionym własnych dzieci Jonem Arrynem. Można domniemywać, że szczególnie w przypadku Roberta, który jako chłopiec utracił ojca, musiała być ona niezwykle silna. I to właśnie Baratheon, który w przeciwieństwie do Neda nie znalazł radości w małżeństwie, wydawał się najszczęśliwszy właśnie w Dolinie Arrynów.
Robert jakby go nie słuchał.
– Wszystkie te lata, które spędziliśmy w Orlim Gnieździe… bogowie, to były dobre czasy.– Gra o tron –
O szczególnych więzach łączących całą trójkę świadczy też fakt, że „bękart” Neda dostał na imię Jon, zaś jedynak Arryna – Robert. Zdaje się jednak, że równie mocna więź co z monarchą, nie związała Jona z jego własnym dzieckiem, czy to z powodu braku dostatecznej uwagi, jaką mógł mu poświęcić, zajęty rządami nad Królestwem, czy to toksycznej opieki, jaką Lysa roztoczyła nad swoim słabym i chorowitym Słowiczkiem. Widzimy też, że to właśnie starszy z Robertów zdecydowanie mocniej przeżył śmierć Jona. Młody Arryn o swym ojcu nigdy nie wspomina, nie słyszymy też, by za nim tęsknił. Tymczasem szczególna więź między Baratheonem a Jonem jest powszechnie znana, nie tylko wśród ludzi im życzliwych, ale także ich wrogów.
– […] Jeśli potrzebujesz sztyletu, weź sobie jakiś ze zbrojowni. Robert zostawił nam w spadku przynajmniej setkę. […] Zawsze używał tylko myśliwskiego noża, który dostał od Jona Arryna, kiedy był jeszcze mały. – Lord Tywin machnął ręką na znak lekceważenia dla króla Roberta i wszystkich jego noży.
– Nawałnica mieczy –
Jon z pewnością okazał się lepszym ojcem dla przyszywanych synów niż własnego, tak jak znacznie skuteczniej radził sobie jako buntownik, niż zarządca Królestwa. Być może zbyt dużo energii kosztowało go utrzymanie choćby w minimalnych ryzach niesfornego władcy, przez co nie dostrzegał, jak rozgrywany jest przez nie tylko Lannisterów ale też, nie dysponującego żadną siłą oprócz własnej przebiegłości, Littlefingera. Dał oszukać się również Martellom, których lojalność okazała się niezwykle powierzchowna. Z drugiej strony – robił to, co robi każdy rządzący: zajmował się sprawami bieżącymi, nie spoglądając zbyt daleko w przyszłość. I dopóki żył, Królestwo, nawet jeśli na słowo honoru i trytytkę, funkcjonowało. Kruchy pokój runął dopiero po jego śmierci, gdy wielkie rody rzuciły się sobie do gardeł, a jednym z głównych powodów wojny domowej był spisek, którego Jon stał się ofiarą, rzucając tym samym na historię Westeros swój ostatni cień. O ile na koniec potraktowano go jak pionka, którego w dogodnym momencie można zrzucić z planszy, piętnaście lat wcześniej to on był motorem i mózgiem wydarzeń, które obaliły półboskich Targaryenów. Co jeszcze ważniejsze, nie popchnęła go do tego ambicja, duma czy żądza władzy, lecz honor i miłość, jaką pozbawiony własnych dzieci mężczyzna obdarzył dwóch chłopców, których przyjaciele dali mu na wychowanie.





„rodowi Arrynów groziło wygaśnięcie wraz ze śmiercią Jona.”
To nie jest prawda. Groziła utrata Orlego Gniazda i wygaśnięcie linii Jona, ale nie wymarcie, bowiem istnieje boczna linia Arrynów w Gulltown, która jednak nie jest blisko spokrewniona z główną gałęzią.
Masz rację. Wiemy jednak, że uchodzą oni za nieokrzesanych;) Natomiast jak najbardziej słuszna uwaga.
„ale też, nie dysponującego żadną siłą oprócz własnej przebiegłości, Littlefingera.”
Wydaje mi się, że przecinek powinien być tylko przed ale.
Super tekst. Wprowadzasz nową jakość na FSGK 🙂
Wielkie dzięki:) aczkolwiek jakość to co najwyżej mogę próbować podtrzymywać:)
Kiedy zaczniecie „Ucztę dla wron”?
Na razie walczymy z podsumowaniem i tam zamierzamy dać znać, co dalej i od kiedy. Jeszcze nie ustaliliśmy szczegółów z BT na ten moment, ale plany jakieś tam mamy:)
Ale mam bombę panie i panowie, coś czego w fandomie nigdy nie widziałem.
Wiecie, że w wichrach zimy, Hightowerowie wcale nie przegrają z Euronem, tylko się z nim sprzymierzą i oddadzą mu hołd?
Skąd to wiem? Banalna sprawa
Skoro Euron to Sauron(przewija się to milion razy, począwszy od podobieństw imion!), to chyba musi mieć swojego Sarumana.
A kto byłby lepszy na Sarumana, od Leytona Hightowera, który od 10 lat mieszka w wieży(jak Saruman), studiuje tam magie(jak Saruman), patrzy w obsydianowe świece(jak Saruman w palantiry) i ma prany przez nie mózg(jak Saruman)
Aż dziwne, że nikt nie połapał wcześniej tego połączenia, nawet Old Town idealnie pasuje jako westerowski Isengard.
Można by z tego kolejną, nie tak szaloną teorie zrobić 😉