
Niezależnie od wszelkich poczynań Daenerys, toczącej swą beznadziejną wojnę o uczynienie Zatoki Niewolniczej lepszym miejscem do życia, reguły fabuły są nieubłagane: prędzej czy później Królowa na czele swej armii i smoków musi w końcu dotrzeć do Westeros. Po drodze do Siedmiu Królestw znajduje się jednak Volantis, które właśnie wypowiedziało jej wojnę.
Rzut oka na mapę
Najstarsze z Wolnych Miast założono w miejscu, gdzie Rhoyne wpada do Morza Letniego. Od leżącego na wschód Meereen w linii prostej dzieli je ponad tysiąc sześćset mil. Wyruszając z Zatoki Niewolniczej w kierunku Siedmiu Królestw, nie sposób go ominąć niezależnie od tego, czy wybierze się drogę lądową, czy morską. Ta pierwsza jest szczególnie niebezpieczna: biegnie na północ od dawnych Włości starym valyriańskim traktem, który od czasu Zagłady zyskał wdzięczne miano Szlaku Demonów. Maszerując nim trzeba przejść przez cieszące się równie złą sławą Mantarys, dlatego nawet uważana za najlepszą i najbardziej zdyscyplinowaną z formacji najemniczych Złota Kompania obawia się tej trasy. Z kolei podróż morska wymaga opłynięcia Dymiącego Morza od południa. Pierwszym dużym portem, pozwalającym uzupełnić zapasy, jest właśnie Volantis. Podobną zresztą trasę – lecz w odwrotnym kierunku – pokonuje dowodzona przez Victariona Greyjoya Żelazna Flota, która również w mieście u ujścia Rhoyne pobiera wodę i żywność. Volantis jest także przystankiem dla innych podróżujących ku Zatoce Niewolniczej, jak choćby Quentyn Martell czy Tyrion Lannister. Powód jest prosty – to ostatni tak znaczący port przed Valyrią.
O ile Volanteńczycy nie mają problemu z zaopatrzeniem łupieżców Greyjoya, Daenerys mogłaby spotkać się z mniej przyjaznym przyjęciem. Wszystko z powodu jej poczynań w Zatoce Niewolniczej. W Volantis na jednego wolnego mieszkańca przypada pięciu niewolnych – zdaniem maestera Yandela tylko w starych ghiscarskich miastach udział tych ostatnich w populacji jest większy. Uderzenie przez Daenerys w handel ludźmi podważa zarówno fundamenty gospodarcze jak i bezpieczeństwo Najstarszej z Cór Valyrii, gdzie niewolnicy nie tylko wykonują większość prac, ale także służą w siłach zbrojnych. Ponadto słysząc o tym, co spotkało Wielkich Panów w Meereen, obywatele Volantis zwyczajnie lękają się o własne życie.
– To aroganckie dziecko postanowiło zniszczyć handel niewolnikami. Ale ten handel nie ogranicza się do Zatoki Niewolniczej. Jest częścią morza wymiany okalającego cały świat, a smocza królowa zmąciła wody. Za Czarnym Murem wielmoże starożytnej krwi nie mogą spać, słysząc jak w ich kuchniach ostrzy się długie noże. Niewolnicy produkują naszą żywność, czyszczą ulice, uczą nasze dzieci. Strzegą naszych murów, wiosłują na galerach i walczą dla nas w bitwach. A teraz, gdy spoglądają na wschód, widzą dobiegający z oddali blask tej młodej królowej, tej wyzwolicielki z okowów. Ludzie z Dawnej Krwi nie mogą tego tolerować. Biedacy również jej nienawidzą. Nawet najnędzniejszy żebrak stoi wyżej od niewolnika, a smocza królowa pragnie go pozbawić tej pociechy.
– Taniec ze smokami –
W tej sytuacji nie dziwi, że rządzący Volantis triarchowie decydują się przyłączyć do organizowanej przez Yunkai koalicji wymierzonej przeciwko Daenerys, wspierając ją swoją flotą oraz okrętującymi się w mieście kolejnymi kompaniami najemników. Liczą na łatwe zwycięstwo i bogate łupy.
W Volantis widział galery ładujące na pokład zapasy. […] Mówiono tylko o złocie, klejnotach i niewolnikach, które zaleją Volantis po śmierci smoczej królowej. Victarion Greyjoy zdołał wytrzymać tylko jeden dzień takiego gadania. Zapłacił złotem za żywność i wodę, choć wstydził się tego, a potem wrócił na morze.
– Taniec ze smokami –
Oczywiście jeśli Daenerys skieruje się do Westeros i pozostawi Zatokę Niewolniczą własnemu losowi, Volantis może uznać, iż nie ma już powodów, by dalej z nią wojować. Czy jednak Matka Smoków zapomni, że miasto przyłączyło się do jej przeciwników, transportując na pokładach swych statków wynajętych przeciw niej najemników? Daenerys raz już okazała łaskę, gdy po kapitulacji Yunkai pozostawiła je w rękach Mądrych Panów. Osiągnęła tym tylko tyle, że Żółte Miasto zawiązało przeciw niej koalicję, która uderzyła najpierw na Astapor, potem zaś Meereen. Drugi raz tego samego błędu nie popełni, tym bardziej że oznaczałoby to zostawienie wrogów na swych tyłach. Zresztą, czy znając jej dotychczasowe poczynania, naprawdę wierzymy, że będzie obojętna na los volanteńskich niewolników? Nie należy także tracić z oczu jeszcze jednego czynnika, który może skłonić Królową do uderzenia na miasto: za murami ma potężnych zwolenników, którzy czekają na jej przybycie.
Ognisty mąciwoda
Yandel informuje nas, że o ile obywatele Volantis wciąż czczą dawnych valyriańskich bogów, ich niewolnicy, ale także zamieszkujący miasto wyzwoleńcy, w dużej mierze są wyznawcami Pana Światła. O prawdziwości słów maestera mógłby zaświadczyć Tyrion Lannister, który wbrew swojej woli trafia nad ujście Rhoyne. Pod największym w znanym świecie przybytkiem R’hllora, trzykrotnie rozmiarami przewyższającym Wielki Septon Baelora, widzi tysiące niewolników zgromadzonych na nabożeństwie. Kazanie przewodzącego mu najwyższego kapłana Czerwonego Boga – Benerro – poświęcone jest Daenerys. O nadziejach, które ten pokłada w Smoczej Królowej, Tyrion dowiaduje się zresztą wcześniej, przebywając w satelickim wobec Volantis Selhorys.
– Kapłan wzywa Volanteńczyków, żeby ruszyli na wojnę – oznajmił mu Półmaester – ale po słusznej stronie, jako żołnierze Pana Światła, R’hllora, stwórcy słońca i gwiazd, który toczy wieczną wojnę z ciemnością. Mówi, że Nyessos i Malaquo odwrócili się od światła, ich serca spowił cień rzucany przez żółte harpie ze wschodu. Mówi…
– Smoki. Zrozumiałem to słowo. Powiedział „smoki”.
– Tak. Smoki przybyły, by zanieść ją do chwały.
– Ją? Daenerys?
Haldon skinął głową.
– Benerro przysłał wieści z Volantis. Jej nadejście wypełnia starożytne proroctwo. Zrodziła się z dymu i soli, by odmienić oblicze świata. Jest Azorem Ahai, który powrócił… jej triumf nad ciemnością przyniesie lato, które nigdy się nie skończy… sama śmierć ugnie kolan i ci, którzy zginą za sprawę Daenerys, narodzą się na nowo…– Taniec ze smokami –
Daenerys według najwyższego sługi R’hllora nie jest już tylko wyzwolicielką, lecz wybranką boga, która zbawi jego wyznawców. Jeśli chodzi o zapał religijny, Benerro wydaje się bliższy raczej Melisandre niż Thorosowi z Myr, co każe przypuszczać, że może nie ograniczać się tylko do płomiennej – nomen omen – retoryki. Triarchowie Volantis zdają sobie zresztą sprawę z zagrożenia, jakie stanowi kapłan.
– Och, ja też myślę, że będzie wojna, ale nie ta, której pragnął. – Staruszka pochyliła się nad blatem z błyskiem w czarnych oczach. – Myślę, że w tym mieście czerwony R’hllor ma więcej wyznawców niż wszyscy inni bogowie razem wzięci. Słyszałeś kazania Benerra? […] Wiedziałeś, że triarcha Malaquo próbował wynająć Złotą Kompanię? Zamierzał oczyścić czerwoną świątynię i skrócić Benerra o głowę. Nie śmiał użyć do tego tygrysich płaszczy, bo połowa z nich to czciciele Pana Światła.
– Taniec ze smokami –
Benerro jawnie opowiada się za Królową, przeciw której postanawiają wystąpić volanteńscy triarchowie. Co więcej: oskarża tych ostatnich o tkwienie w grzechu oraz wysługiwanie się Yunkijczykom. Jednocześnie jego pełne żaru kazania podburzają wyznawców Pana Światła do wszczynania zamieszek, które kończą się starciami z przedstawicielami innych kultów. Triarchowie są wobec tego bezradni, gdyż nie są pewni nawet własnych żołnierzy, z których wielu również modli się do R’hllora. O wszystkim tym słyszy Tyrion Lannister. Dowiaduje się także, że nie tylko czerwoni kapłani oraz niewolnicy, ale również niezwykle wpływowi i bogaci wyzwoleńcy spoglądają z nadzieją na wschód.
– Nie jestem szlachetną panią – odparła wdowa. – Tylko kurwą Vogarra. Lepiej żebyście stąd zniknęli, nim zjawią się tygrysy. Jeśli zdołacie dotrzeć do swej królowej, przekażcie jej wiadomość od niewolników ze Starego Volantis. – Dotknęła wyblakłej blizny na pomarszczonym policzku, gdzie kiedyś wycięto wytatuowane łzy. – Powiedzcie jej, że czekamy. Powiedzcie, żeby się pospieszyła.
– Taniec ze smokami –
Kto jak kto, ale Karzeł należy do ludzi potrafiących dodać dwa do dwóch. Volantis siedzi na beczce dzikiego ognia i wystarczy dosłownie iskra, by wywołać powstanie przeciw rządzącym miastem Ludziom z Dawnej Krwi. Tą iskrą jest Daenerys, do której zresztą – choć z pewnymi przeszkodami – Tyrion zmierza. Tu znów odwołam się do żelaznych reguł fabuły: nie po to przecierpieliśmy razem z nim długą i niebezpieczną podróż na wschód, by miał do Królowej nie dotrzeć. Ta jednak – mając w pamięci, co Lannisterowie zrobili jej rodzinie oraz słowa Quaithe o tym, by nie ufała pielgrzymującym do niej przybyszom – raczej nie powita go z otwartymi rękami. Czy jest lepszy sposób, by wkupić się w jej łaski, niż podanie na tacy potężnego oraz bogatego miasta, którego i tak nie może ominąć? Zdobycie Volantis pozwoliłoby przejąć jego flotę, a wcale nie jest przesądzone, że opuszczając Zatokę Niewolniczą, Daenerys będzie dysponować własną, a przynajmniej nie takiej wielkości, by przewieźć do Westeros całość swoich sił w jednym rzucie. By ostatecznie przekonać ją do ataku, Tyrion przedstawi pewien plan, na który wpadł już w Selhorys.
– Po drodze ze Smutków do Selhorys trzykrotnie widzieliśmy jeźdźców zmierzających wschodnim brzegiem rzeki – dodał Haldon Półmaester. – To byli Dothrakowie. […] Nocami widzieliśmy ogniska, palone przez nich pośród wzgórz na wschodzie. Mijaliśmy też okręty, volanteńskie rzeczne galery pełne żołnierzy niewolników. Najwyraźniej triarchowie obawiają się ataku na Selhorys.
Tyrion szybko zrozumiał dlaczego. Wśród wszystkich nadrzecznych osad tylko Selhorys leżało na wschodnim brzegu Rhoyne, co czyniło je bardziej narażonym na atak władców koni od siostrzanych miasteczek. Niemniej to marny łup. Gdybym był khalem, upozorowałbym atak na Selhorys, zaczekał, aż Volanteńczycy wyślą wojska, by go bronić, a potem zawróciłbym na południe i ruszył, co koń wyskoczy, w stronę samego Volantis.– Taniec ze smokami –
Trudno powiedzieć, czy powracając do Volantis Karzeł będzie chciał zrealizować swój plan jeden do jednego, ale znamienne jest, że w ogóle przychodzi mu on do głowy, zwykle raczej nie zaprzątanej myślami o zdobywaniu miast czy twierdz. Czyżby Martin chciał nam w ten sposób zasygnalizować ponury los, jaki czeka Najstarszą z Cór Valyrii? Nie byłoby to pierwsze puszczenie do nas oka co do przyszłych wydarzeń w Pieśni lodu i ognia.




Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:
Regulamin zamieszczania komentarzy
Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:
[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]