KsiążkiPieśń Lodu i Ognia

Czytamy Nawałnicę Mieczy #83: Podsumowanie

Dż: Dotarliśmy do końca Nawałnicy mieczy. Po krótkim oddechu czas na podsumowanie. Naśladując najlepszych, zdecydowaliśmy się na podział geograficzny, zgodnie z którym omawiamy sytuację w poszczególnych krainach i losy przemierzających je bohaterów, by zakończyć to dialogiem, może nie na miarę melijskiego, ale miejmy nadzieję równie dla Was satysfakcjonującym. Jest on jednak tylko zachętą do właściwej dyskusji. Jakie są Wasze wrażenia po lekturze Nawałnicy mieczy? Które wątki Martin poprowadził perfekcyjnie, a które zmaścił? Co najbardziej utkwiło w Waszej pamięci, a co przypomnieliście sobie dopiero przy lekturze Czytajów? Jak oceniacie ten tom na tle innych, które dotąd wyszły? Czekamy na Wasze opinie i zapraszamy do lektury. Wszystkie odcinki możecie znaleźć w indeksie cyklu Czytamy Pieśń Lodu i Ognia.

BT: Rzecz jasna poniżej znajdą się informacje z Nawałnicy i poprzednich tomów, więc ostrzegamy tych z Was, którzy wolą unikać spoilerów. W dyskusji będziemy się również odnosić do treści Uczty dla wron, Tańca ze smokami i rozdziałów zapowiadających Wichry zimy. Część podsumowująca kładzie nacisk na te elementy, które będą miały większe znaczenie dla następnych tomów, stąd czasem obok najdonioślejszych spraw z samej Nawałnicy jest mowa o czymś, co dla niej samej jest może jedynie poboczne, ale okaże się istotne później.

Dż: Spoiler pierwszy: na końcu tekstu będzie informacja o dalszych planach co do Czytajów.

BT: Przyjrzymy się zatem, co wydarzyło się w Siedmiu Królestwach, za Murem i w Essos od końca Starcia królów.

Stan gry pod koniec Nawałnicy mieczy

Zatoka Niewolnicza (Dż)

Na Zatokę Niewolniczą spada kataklizm o skali niewidzianej od stuleci – Daenerys Targaryen. Przybywa do znajdujących się w pewnym marazmie, ale wciąż bogatych i ludnych miast na pokładzie trzech statków Illyria Mopatisa, mając ze sobą garstkę Dothraków, dwóch wygnanych Westerosian oraz konesera psiny. A także trzy młode smoki. Jak przystało na przewodzącą khalasarem – nawet tak nędznym – szybko przystępuje do tego, w czym Dothrakowie są najlepsi, czyli mordów i grabieży. Najpierw przejmuje statki i ładunki Mopatisa, potem zaś oszukuje Astaporczyków, płacąc za armię Nieskalanych ogniem i krwią. Stanąwszy na czele dość znacznej siły zbrojnej postanawia naprawić świat, a przynajmniej ten skrawek, w którym akurat się znajduje. Przystępuje do wyzwalania niewolników, zmuszając do kapitulacji Yunkai oraz zdobywając i plądrując Meereen. Po błyskotliwym zwycięstwie szybko przekonuje się, dlaczego Zatoka Niewolnicza nosi taką a nie inną nazwę: na jałowym wybrzeżu nic cennego, poza niewolnikami, nie ma. Daenerys postanawia jednak wziąć odpowiedzialność za swe wyzwolone „dzieci”, szybko sobie uświadamiając, że porzekadło o wybrukowanym dobrymi chęciami piekle nie wzięło się znikąd. Astapor – w którym władzę obejmuje król-rzeźnik – głoduje, Yunkai zbroi się i zbiera sojuszników, zaś w rządzonym przez nią Meereen zmuszona jest de facto przywrócić niewolnictwo, różniące się od poprzedniego tym, że teraz niewolnik zamiast przez kogoś, sam może się sprzedać nowemu panu.

Zmienia się Zatoka Niewolnicza, zmienia się też sama Daenerys. W poprzednim tomie była kimś pomiędzy żebraczką a właścicielką obwoźnej menażerii, przy czym większym zainteresowaniem niż jej pretensjami do Żelaznego Tronu Qartheńczycy obdarzają smocze pisklęta, by szybko się przekonać, jak niebezpieczną atrakcją są skrzydlate gady. W Nawałnicy Mieczy dzięki przebiegłości i odwadze zostaje najpierw zdobywczynią, potem zaś władczynią potężnego miasta. Sukcesom politycznym nie towarzyszą jednak osobiste: ludzie, którym zaufała okazują się agentami lub kłamcami, a to tylko przedsmak kłębowiska żmij, jakim okaże się meereeński dwór. Przeniewierstwo Joraha oraz słowa Barristana o jej obłąkanym ojcu okażą się początkiem paranoi kręcącej się wokół zdrajców i jej zdrowia psychicznego. Nie pomogą też w zrozumieniu proroctwa Nieśmiertelnych, z którego zapamięta tylko słowa o zdradzie, całkiem możliwe, że błędnie je zresztą interpretując. Wygnawszy Joraha pozbawia się najzdolniejszego ze swoich doradców. Z większości tych, którzy jej pozostali, nie będzie mieć większego pożytku, niektórzy zaś – w szczególności rozpalający jej zmysły Daario Naharis – okażą się wręcz dla niej niebezpieczni.

Thomas Seddon (1821-1856), „Piramidy w Gizie”, ang. „The Pyramids at Gizeh” (Wikimedia Commons).

Smocza Skała (Dż)

Stara twierdza Targaryenów nigdy nie była miejscem szczególnie wesołym, teraz jednak atmosfera na niej jest grobowa. Stannisowi pozostały niedobitki armii, pogromionej nad Czarnym Nurtem oraz flota coraz bardziej niepewnego Salladhora Saana. Sam władca Smoczej Skały, wyniszczony fizycznie i psychicznie, znajduje się pod rosnącym wpływem Kobiety w Czerwieni. Jej szepty i dostrzegane w płomieniach wizje prowadzą do coraz bardziej rozpaczliwych kroków mających odwrócić losy przegranego z punktu politycznego i militarnego konfliktu, w postaci guseł z pijawkami czy ofiar z ludzi. Pośród bajań o obudzeniu kamiennych smoków to jednak właśnie Stannisowi i Melisandre jako jedynym, nie licząc Wolnych Ludzi i Nocnej Straży, udaje się zidentyfikować wiszące nad całym kontynentem zagrożenie w postaci inwazji Innych.

Dopiero jednak przybycie Davosa pozwala skierować wysiłki króla i kapłanki na właściwe tory. Najpierw jednak musi na nie wrócić sam Seaworth. Zrozpaczony utratą synów, poległych w czasie Bitwy na Czarnym Nurcie, eksprzemytnik zamierza zamordować Melisandre, którą obwinia o wszelkie nieszczęścia. Kapłankę z Asshai nie tak prosto jednak zabić, o czym przekonał się już Cressen. Pobyt w celi szybko przywraca typową Davosowi umysłową równowagę. Rzeczowy i do bólu szczery wobec Stannisa nie tylko wychodzi z lochów, ale obejmuje urząd królewskiego namiestnika. Spryt przemytnika pozwala prowadzić mu na tyle sprawną grę, by wierności zasadom nie przypłacić głową, jak inny honorowy i sprawiedliwy namiestnik – Ned Stark. Ratuje zarówno Edrica Storma jak i w gruncie rzeczy samego Stannisa, następnie zaś kieruje króla w miejsce, w którym Protektor Siedmiu Królestw powinien się znaleźć: na Mur, by tam bronił swych poddanych.

Dorzecze (Dż)

Kraina jest nadal jednym wielkim polem bitwy, pod koniec Nawałnicy mieczy straszliwie już spustoszonym i zagrożonym głodem. Starkowie i Tully upadli w wyniku zdrady Freyów oraz Boltonów osłanianych przez potęgę Lannisterów. Opór stawia jeszcze broniący się w Riverrun Blackfish, a także Blackwoodowie i Mallisterowie, natomiast większość lordów Dorzecza szuka ułaskawienia w Królewskiej Przystani. Mimo zwycięstwa lojalistów w rzeczywistości nikt nie sprawuje władzy nad krainą: nominalny najwyższy lord Tridentu zajęty jest narastającym oporem przeciw jego rządom w Dolinie Arrynów, zaś triumfujący Freyowie nie są w stanie ochronić nawet samych siebie przed polującą na nich Panią Kamienne Serce. Prawdziwymi władcami Dorzecza są maruderzy, banici oraz wilki.

W krainie znalazło się wielu bohaterów powieści i dla większości nie skończyło się to najlepiej. Catelyn Stark zginęła i powróciła jako przerażający oraz żądny zemsty ożywieniec, który objął komendę nad Bractwem bez Chorągwi w miejsce „wypalonego” ogniem R’hllora Berica Dondarriona. Banici podzielili się, zaś ci, którzy przyłączyli się do krucjaty przeciw Freyom, coraz bardziej upodabniają się do innych Złamanych. Robb Stark prawdopodobnie zginął aż dwa razy: w ciele własnym, potem zaś Szarego Wichra. Nie dożył końca tomu Hoster Tully, choć okazał się jednym z nielicznych, którzy mieli szczęście odejść z przyczyn naturalnych. Jego syn wraz z tymi gośćmi, którzy przeżyli wesele u Freyów, siedzi zamknięty w lochach Bliźniaków. Wraz z utratą dłoni poległ też Królobójca, ale nawet Jaime nie wie, kto pojawił się w jego miejscu. „Umarł” również Ogar, zaś przed Aryą i Brienne, którym udało się opuścić Dorzecze, przyszłość również nie zapowiada się zbyt różowo.

Arno Novák (1872-1914), „Księżyc”, cz. „Měsíc” (Wikimedia Commons).

Żelazne Wyspy (BT)

Trwająca od Starcia królów okupacja części Północy przez Żelaznych Ludzi podkopuje poparcie dla Robba. Powrót do własnego królestwa staje się zatem priorytetem Młodego Wilka, który opracowuje plan ataku na Fosę Cailin, gdzie drogę zagradzają mu siły Victariona. Galbart Glover i Maege Mormont zostają wysłani na Przesmyk, by zapewnić wsparcie Howlanda Reeda. Zamiary króla zostają pokrzyżowane przez Krwawe Gody. Wobec tego stan posiadania wyspiarzy nie ulega w tym tomie zmianom: Asha utrzymuje się w Deepwood Motte, a Dagmer Rozcięta Gęba w Torrhen’s Square.

Balon Greyjoy spada z mostu na Pyke. Tuż po jego śmierci powraca z wygnania Euron, który przywłaszcza sobie tron brata i każe utopić sprzeciwiającego się temu lorda Botleya. Kapitan statku „Myraham” wykorzystuje zamieszanie, by uciec z wysp i poinformować o wszystkim Robba. Stark daje się przekonać Roose’owi Boltonowi, by pozostawić Theona przy życiu, a następnie wymusić ustępstwa na pretendentach do korony Balona, którym będzie zależało na śmierci jego syna. Na razie „księcia Winterfell” przetrzymuje w Dreadforcie Ramsay Snow. Do Robba dociera kawałek skóry Theona.

Krainy Burzy (BT)

Temu królestwu Nawałnica również nie poświęca bliższej uwagi. Wiadomo, że Koniec Burzy wciąż znajduje się pod kontrolą ustanowionego przez Stannisa kasztelana, ser Gilberta Farringa. Choć ma to miejsce na Smoczej Skale, warto również wspomnieć tutaj, że Davos wysyła za morze Edrika Storma, aby ochronić syna Roberta przed pragnącą go złożyć w ofierze Melisandre. Odpływającemu na pokładzie należącego do Salladhora Saana „Szalonego Prendosa” Stormowi towarzyszy między innymi jego krewny, ser Andrew Estermont.

Mur i Zamurze (BT)

Na Pięści Pierwszych Ludzi w szeregach Nocnej Straży zawiązuje się spisek. Chett i jego kompani zamierzają zamordować lorda dowódcę oraz innych niewygodnych dla nich braci i wykorzystać chaos, by zdezerterować. Tymczasem Thorenowi Smallwoodowi udaje się przekonać Mormonta, że Straż powinna wyruszyć naprzeciw Dzikim i rozbić ich z zaskoczenia. W poprzedzającą wymarsz noc Pięść zostaje zaatakowana przez upiory. Zaczyna się rzeź. Mormont przebija się z kilkudziesięcioma braćmi i rozpoczyna odwrót w kierunku siedziby Crastera, w trakcie którego Samwell Tarly zabija Innego obsydianowym sztyletem. Po dotarciu do Crastera wśród braci narasta niezadowolenie spowodowane między innymi brakami w żywności. Dochodzi do buntu, w trakcie którego zostają zamordowani gospodarz i sam Mormont. Wiarołomcy opanowują twierdzę, a ocalali lojaliści salwują się ucieczką. Ostatecznie na Mur wraca tuzin czarnych braci, w tym Edd Cierpiętnik. Wyprawa Mormonta kończy się katastrofą i śmiercią około jednej trzeciej członków Straży. Nadal nie wiadomo, co stało się z Benjenem Starkiem.

Po ucieczce z twierdzy Crastera Sam Tarly, Goździk oraz jej nowonarodzony syn wędrują w kierunku Muru, ale w opuszczonej wiosce zostają otoczeni przez upiory. Ratuje ich zagadkowy zwiadowca, który sam sprawia wrażenie, jakby był nieumarłym. Nazywają go Zimnorękim.

Jon Snow zostaje doprowadzony do obozowiska Dzikich i staje przed obliczem Mance’a Raydera, któremu wmawia, iż chce przyłączyć się do Wolnych Ludzi, ponieważ wśród Starków był źle traktowany ze względu na swe pochodzenie. Gdy Dzicy odnajdują pobojowisko na Pięści, wychodzi na jaw, że Jon nie wyznał im prawdy o misji Qhorina. Przed śmiercią Snowa ratuje Ygritte, która oznajamia, że Jon jest jej kochankiem. Później Snow rzeczywiście łamie z nią śluby. Jest rozdarty pomiędzy wiernością Straży a uczuciem do Ygritte. Zaczyna również lepiej rozumieć punkt widzenia Wolnych Ludzi. Mance rozkazuje mu dołączyć do oddziału Styra, który ma wspiąć się na Mur i zaatakować Czarny Zamek od południa. Gdy Dzicy chwytają w ruinach wioski przypadkowo napotkanego staruszka, Jon nie może się zdobyć, by zabić bezbronnego. Wobec tego Styr rozkazuje zamordować i jego, ale Snowowi pomaga wilkor Brana. Uciekający konno Snow zostaje trafiony w nogę strzałą Ygritte, jest jednak w stanie dojechać do Czarnego Zamku. Okazuje się, że Bowen Marsh rozproszył siły Straży, dając się podejść Mance’owi, który w tym celu pozorował ataki na rozmaitych odcinkach Muru. Na miejscu pozostała garstka obrońców, którymi dowodzi oficjalnie ser Wynton Stout, a w rzeczywistości Donal Noye. Zaprzysiężeni bracia odpierają atak Styra, który ginie pod zawalonymi schodami na Mur. Jon natrafia na umierającą Ygritte.

Gdy pod Mur podchodzi armia Mance’a, bracia rozpaczliwie bronią tunelu. Donal ginie w pojedynku z królem olbrzymów, więc dowodzenie obejmuje Jon. Zjawiają się posiłki ze Wschodniej Strażnicy, a z nimi Alliser Thorne i Janos Slynt. Snow zostaje oskarżony o zdradę i wtrącony do celi, ale ze względu na maestera Aemona wrogowie Jona nie mają odwagi go uśmiercić. Powierzają mu zatem zadanie zabicia Mance’a podczas negocjacji, licząc, że zginie. Rayder oznajmia Jonowi, że odnalazł Róg Joramuna i zapowiada, że zniszczy Mur, jeśli Straż nie przepuści jego ludu. Niespodziewanie nadciągają siły Stannisa, które wylądowały we Wschodniej Strażnicy. Dzicy zostają rozbici, a Mance pojmany. Jego żona, Dalla, umiera w połogu, a ich synem opiekuje się siostra zmarłej, Val. Do Czarnego Zamku trafiają także syn Styra, Sigorn, oraz schwytany wcześniej Grzechocząca Koszula. Na wolności pozostają Tormund oraz Varamyr Sześć Skór.

Frederic Remington (1861-1909), „Światło księżyca, wilk”, ang. „Moonlight, Wolf”, ok. 1904 (Wikimedia Commons).

Przed Strażą staje zadanie wyboru następcy Mormonta. Największym poparciem cieszą się ser Denys Mallister i Cotter Pyke, ale liczącym się kandydatem jest także Janos Slynt. Chcąc uniknąć zwycięstwa tego ostatniego, Samwell namawia Mallistera i Pyke’a, by wycofali się i poparli Jona. Stannis proponuje Snowowi, że uczyni go Starkiem i lordem Winterfell pod warunkiem, że ożeni się z Val i spali czardrzewa. Wiąże się to z szerszymi planami Baratheona, który chce przepuścić przez Mur tych Dzikich, którzy przysięgną mu wierność, i osiedlić ich w Darze przekazanym przez Straż. Jon nie chce wyrzec się wiary ojca. Odczytując powrót Ducha jako znak, postanawia odmówić. Nim jednak ma okazję przedstawić swą decyzję królowi, dowiaduje się, że Edd zgłosił jego kandydaturę w wyborach. Zjawia się kruk Mormonta, który wskazuje na Jona. Ku własnemu zaskoczeniu Snow zostaje 998. lordem dowódcą Nocnej Straży.

Bran postanawia, że nie będzie ukrywał się na Północy, lecz uda się za Mur, by odszukać Trójoką Wronę. Droga Starka i towarzyszących mu Meery, Jojena oraz Hodora dwukrotnie przecina się ze ścieżkami innych postaci. Najpierw w Koronie Królowej wilkor Lato ratuje Jona przed Thennami, a następnie w Nocnym Forcie Bran spotyka Sama, który pokazuje mu tajemne przejście pod Murem. Po drugiej stronie czeka na niego Zimnoręki. W Koronie Królowej Stark przypadkiem przejmuje kontrolę nad ciałem Hodora, ale w Nocnym Forcie już świadomie wchodzi w jego umysł, by pomóc Meerze w walce z rzekomym potworem, którym okazuje się być Samwell.

Można dodać, że wciąż brak wieści na temat Rickona Starka, który wędruje gdzieś z Oshą i wilkorem Kudłaczkiem.

Królewska Przystań (BT)

Wracający do zdrowia Tyrion uświadamia sobie, jak bardzo stracił na znaczeniu po bitwie na Czarnym Nurcie. Postawiony przez niego na czele straży miejskiej ser Jacelyn Bywater zginął, a Tywin zastąpił go swym zaufanym człowiekiem, ser Addamem Marbrandem. Z kolei górskie klany zostały rozpędzone, przy czym Shagga ponoć grasuje w Królewskim Lesie, a Timett wrócił w rodzinne strony. Tyrion czuje, że jego rola w obronie miasta jest marginalizowana. Dowiaduje się również o zleconym przez Cersei pobiciu Alayayi, omyłkowo wziętej za kochankę Tyriona, którą w rzeczywistości jest Shae. Rozgoryczony całym swym położeniem udaje się do ojca i domaga się, by Tywin wreszcie przyznał, że jest jego dziedzicem. Spotyka się ze stanowczą odmową, połączoną z groźbą powieszenia kolejnej prostytutki, która zostanie z nim przyłapana. Obawiając się o bezpieczeństwo Shae, Tyrion myśli o jej odesłaniu, ale nie może się na to zdobyć i zleca Varysowi organizowanie potajemnych schadzek. Gdy minstrel Symon próbuje szantażować Tyriona ujawnieniem jego związku z Shae, Lannister każe Bronnowi go zabić.

Varys przedstawia Tyrionowi okoliczności powrotu Pycelle’a do Małej Rady. Według eunucha Cytadela mimo początkowych oporów zgodziła się przyjąć do wiadomości, że wielki maester został złożony z urzędu przez Tyriona. Zanosiło się jednak na to, że arcymaesterowie wybiorą na jego następcę wywodzącego się z rodu Tyrellów maestera Gormona, wobec czego Tywin przywrócił Pycelle’a na urząd. Starszy nad szeptaczami zwraca też uwagę Tyriona na zastanawiającą karierę ser Mandona Moore’a, który znalazł się w gwardii, choć ani Jon Arryn, ani król Robert go nie lubili. Nie udaje się wykryć żadnych powiązań między Moore’em a Cersei, ale Tyrion trwa w przekonaniu, że gwardzista usiłował go zabić na rozkaz królowej.

Na posiedzeniu Małej Rady czołowi przedstawiciele sojuszu Lannisterów i Tyrellów dzielą między siebie dobra pokonanych zwolenników Stannisa, z czego ziemie Florentów przypadają Garlanowi Tyrellowi. Littlefinger proponuje, że uda się do Doliny, by zawrzeć małżeństwo z Lysą Arryn i w ten sposób odciągnąć to królestwo od Starków i Tullych. Na pozostawione przez niego stanowisko starszego nad monetą zostaje powołany Tyrion, który zabiera się za przeglądanie ksiąg rachunkowych. Choć Lannister przeczuwa, że jego poprzednik wykorzystywał środki Korony w dość wątpliwych przedsięwzięciach, nie jest w stanie przejrzeć całej skali finansowych kombinacji Baelisha. Ostrzega Tywina, że królestwo jest znacznie zadłużone, ale namiestnik wyśmiewa pomysł, by w ramach polepszania sytuacji umorzyć długi Korony wobec Casterly Rock.

Frants Diderik Bøe (1820-1891), „Kompozycja z różą i fiołkami”, norw. „Oppstilling med rose og fioler”, 1885 (Wikimedia Commons).

Sansa poznaje Margaery Tyrell i jej babkę, Olennę, które wyciągają od niej prawdę o okrucieństwie Joffreya i proponują wydanie jej za dziedzica Wysogrodu, Willasa. Gdy Starkówna wspomina o tym Dontosowi, ten zdecydowanie odradza jej takie małżeństwo, odmalowując przy tym Tyrellów w jak najgorszych barwach. Hollard chce, by trzymała się pierwotnego planu, czyli ucieczki podczas zbliżającego się królewskiego wesela. Informuje też o zamierzeniach Tyrellów swego mocodawcę, Baelisha, który z kolei przekazuje wieści Tywinowi. Aby pokrzyżować zamiary Tyrellów, Lannisterowie zmuszają Sansę do małżeństwa z Tyrionem.

W stolicy zjawia się młodszy brat księcia Dorana, Oberyn, który ma nie tylko gościć na ślubie, lecz również zająć obiecane Martellom miejsce w Małej Radzie. Wzbudza to wielkie niezadowolenie Tyrellów, którzy obwiniają Czerwoną Żmiję o wypadek podczas turnieju, w którym okaleczony został Willas. Jednak również Lannisterowie nie mają powodów do radości, gdyż Oberyn domaga się wymierzenia sprawiedliwości za śmierć swej siostry i jej dzieci podczas splądrowania Królewskiej Przystani przez lannisterskie wojska. W rozmowie z Tyrionem książę zaznacza, że obwinia nie tylko Górę, lecz również samego Tywina. Ten ostatni postanawia zrzucić całą winę na nieżyjącego już Amory’ego Lorcha, bo Gregor jest mu jeszcze potrzebny.

Gdy dwór dowiaduje się o Krwawych Godach, Joffrey zapowiada, że poda Sansie na weselu głowę Robba. Rozgniewany Tyrion wypowiada słowa, które król odczytuje jako groźbę. Próba uspokojenia monarchy przez Tywina kończy się tym, że Joffrey zarzuca dziadkowi tchórzostwo podczas buntu Roberta, po czym zostaje przez niego wyproszony. Tywin zapowiada, że Joffreya czeka surowa nauczka.

Pierwszego dnia 300 roku od Podboju odbywa się ślub Joffreya i Margaery. Zdaniem Tywina i Tyriona (choć nie matematyki) jest to pierwszy dzień nowego stulecia, więc nadzwyczaj huczne wesele ma stanowić symboliczny początek lannisterskiej ery w dziejach Westeros. Po porannym śniadaniu przychodzi czas na wręczanie podarunków. Joffrey otrzymuje od Tywina miecz z valyriańskiej stali, który jest jednym z dwóch wykonanych z przetopionego Lodu. Nie obywa się bez kolejnego zajścia z udziałem monarchy, który używa prezentu, by zniszczyć wręczoną przez Tyriona rzadką księgę. Uwagi siostrzeńca o valyriańskiej stali sprawiają, że Tyrion dochodzi do wniosku, iż to właśnie Joffrey stał za próbą zabicia Brana Starka. Podczas wesela napięcie tylko eskaluje, do czego walnie przyczynia się zorganizowany przez Baelisha występ pary karłów przebranych za rycerzy. Joffrey publicznie upokarza stryja, a ten odpłaca mu tym samym. W końcu wściekły król oblewa Tyriona winem i rozkazuje mu, by służył mu jako podczaszy. Gdy po zjedzeniu pasztetu i popiciu go winem król zaczyna się dusić i pada martwy, Cersei natychmiast oskarża Tyriona o królobójstwo. Wykorzystując powstały zamęt, Sansa i Dontos uciekają z zamku i dostają się na brzeg zatoki, skąd łódź zabiera ich na statek „Król Merlingów”. Okazuje się, że Hollard działał dla Baelisha, który teraz poleca go zabić, by uciszyć niewygodnego świadka.

Jaime przybywa do stolicy już po śmierci syna. Ser Loras oskarża Brienne o zamordowanie Renly’ego, więc Jaime jest zmuszony wtrącić ją do wieży, by uniknąć rozlewu krwi. Spotkawszy się z Cersei przy marach Joffreya, Jaime proponuje jej, by jawnie się z nim związała. Królowa nie chce o tym słyszeć. Następnie Królobójca odwiedza ojca. Dowiaduje się, że Tywin pragnie, by wielki septon zwolnił Jaime’ego z przysięgi gwardzisty, dzięki czemu mógłby zostać następnym lordem Casterly Rock. Proponuje mu też małżeństwo z Margaery i wspomina, że Cersei mogłaby wyjść za Oberyna. Gdy Jaime zdecydowanie odmawia, Tywin wyrzeka się go jako syna.

Osadzony w wieży Tyrion rozważa, czy zażądać próby walki. Kevan odradza mu takie rozwiązanie, gdyż wówczas Cersei wystawi Gregora Clegane’a. Tyrion stara się namówić Bronna, by go bronił, ale rycerz jest obecnie bardziej zainteresowany ślubem z Lollys Stokeworth niż narażaniem życia dla dawnego pryncypała. Zaczyna się proces, w którym o losie Tyriona mają zadecydować Tywin, lord Tyrell i książę Oberyn. Po złożeniu zeznań przez licznych świadków, w tym gwardzistów, Taenę Merryweather i Pycelle’a, Tyrion ma świadomość, że wszystko zmierza w złym dla niego kierunku. Kevan namawia go, by przyznał się do winy, bo wówczas dostanie szansę przywdziania czerni. Tyrion ma jednak wątpliwości, czy może zaufać ojcu, iż mu na to pozwoli. Nocą odwiedza go Oberyn, który zauważa, że gdyby od razu nie oskarżono Tyriona, to pierwszym podejrzanym byłby pewnie on sam. Książę przypomina również, iż zgodnie z dornijskim prawem następczynią Joffreya byłaby Myrcella, a nie Tommen. Do Tyriona dociera, że takie rozwiązanie byłoby korzystne dla samej Cersei, która wówczas mogłaby zostać panią Casterly Rock. Gdy stwierdza jednak, że Tywin nigdy nie przystanie na taki obrót sprawy, Oberyn zaznacza, że namiestnik może umrzeć. Tyrion potwierdza, że to Clegane zabił Elię i Aegona, ale nie chce przyznać, że rozkazał mu to zrobić Tywin. Martell proponuje, że będzie reprezentował Tyriona w próbie walki.

Jaime stara się jak najlepiej wykonywać obowiązki lorda dowódcy i zabiera się za przywracanie gwardii do ładu. Wypomina Merynowi Trantowi, że na rozkaz Joffreya bił Sansę, a Borosowi Blountowi, że poddał się zamiast bronić Tommena. Podejrzewa, że Osmund Kettleblack nie mówi prawdy o swojej przeszłości i żałuje, że Cersei wcieliła go do gwardii. Za to Balona Swanna uważa za dobrego rycerza, ale niepokoi go chwiejna postawa jego rodu podczas wojny. Wreszcie Jaime rozmawia z Lorasem, którego próbuje przekonać, że Brienne może mówić prawdę co do cienia, który zabił Renly’ego.

Podczas procesu na Tyriona spada kolejny cios: na rozkaz Cersei zostaje przyprowadzona Shae, która przedstawia odpowiednio zniekształconą historię, z której wynika, iż Tyrion chciał przejąć władzę. Wzmianka o tym, że kazał nazywać się „lannisterskim olbrzymem” wzbudza takie rozbawienie, że Tyrion nie wytrzymuje i ogłasza, że chciałby wytruć wszystkich zebranych, po czym domaga się próby walki. Oberyn rzeczywiście zgłasza się, by bronić jego sprawy.

Franz von Lenbach (1836-1904), „Alhambra w Grenadzie”, niem. „Die Alhambra in Granada”, 1868 (Wikimedia Commons).

Przed walką Martell opowiada Tyrionowi o dawnych planach, by Jaime ożenił się z Elią, zaś Oberyn z Cersei. Po śmierci Joanny Tywin miał odmówić, woląc, by Cersei wyszła za Rhaegara. Książę sugeruje, że Elia zginęła, bo Tywin chciał się zemścić za to, że ostatecznie to Elia została żoną następcy tronu. Martell sugeruje, że Tyrion mógłby udać się z nim do Dorne i zostać doradcą królowej Myrcelli. Podczas próby walki Oberyn poważnie rani Gregora i staje nad leżącym przeciwnikiem, by zadać mu śmiertelny cios. Wcześniej jednak żąda, by Góra przyznał się do winy. Clegane w ostatniej chwili przewraca księcia i po szamotaninie rozbija mu głowę, jednocześnie wyznając prawdę. Okazuje się później, że Martell walczył zatrutą bronią, przez co rany Clegane’a nie chcą się leczyć. Pycelle otrzymuje jednak zadanie przywrócenia Góry do zdrowia na tyle, by dało się go stracić, co Tywin musiał obiecać, by uśmierzyć gniew Dornijczyków.

Król Tommen podpisuje dokumenty, które mają zatwierdzić nową sytuację w Dorzeczu i na Północy, w tym pozbawienie ziem Tullych, nadanie Riverrun Emmonowi Freyowi i Gennie Lannister, mianowanie Roose’a Boltona namiestnikiem Północy, zalegitymizowanie jego syna Ramsaya i nagrodzenie Spicerów zamkiem Castamere. Jaime widzi, jak Walton Nagolennik wyrusza w drogę, by zawieźć na Północ „Aryę Stark”, która rzekomo się odnalazła i ma wyjść za Ramsaya. Lannister zdaje sobie jednak sprawę, że to mistyfikacja. Cersei usiłuje go przekonać, by zgodził się opuścić gwardię, co ma pomóc w namówieniu Tywina, by nie odsyłał Cersei do Casterly Rock i nie zmuszał jej do ponownego zamążpójścia. Jaime odmawia, więc kończy się na kłótni. Następnie ostrzega Brienne, by nie próbowała ratować „Aryi”. Przekazuje jej miecz z valyriańskiej stali, Wiernego Przysiędze, razem z którym powierza jej zadanie odszukania i bronienia Sansy.

W noc poprzedzającą planowaną egzekucję Tyriona Jaime zmusza Varysa, by pomógł mu uwolnić brata z celi. Jaime wyjawia mu, że jego pierwsza żona, Tysha, wcale nie była prostytutką, a kłamać co do tego kazał mu Tywin. Przepełniony gniewem i żalem Tyrion mówi bratu, że Cersei zdradzała go z innymi mężczyznami, w tym Lancelem i Osneyem Kettleblackiem. Aby cios był jeszcze boleśniejszy, Tyrion dodaje, jakoby to on zabił Joffreya, czego natychmiast żałuje. Jaime odchodzi. Varys prowadzi Tyriona przez podziemia. W pewnym momencie przechodzą pod Wieżą Namiestnika i Tyrion postanawia ruszyć w górę, co Varys odradza (choć dzieli się przy tym wskazówkami, jak tam dotrzeć). Tyrion dostaje się ukrytym przejściem do komnaty Tywina, gdzie zastaje Shae, którą dusi łańcuchem namiestnika, po czym z naładowaną kuszą odszukuje ojca w wychodku. Tywin obiecuje mu, że wyśle go na Mur, ale Tyriona interesuje wyłącznie to, co stało się z Tyshą. Gdy pomimo ostrzeżenia Tywin znów znieważa Tyshę, syn zabija go strzałem z kuszy. Tyrion zamierza odpłynąć z Westeros na statku zapewnionym przez Varysa.

Warto wspomnieć, że pomimo usilnych starań straży miejskiej, wciąż nie ma śladu po zaginionym od zamieszek w Starciu królów Tyreku Lannisterze.

Dorne (BT)

Wszystkie najważniejsze wydarzenia z udziałem Dornijczyków w Nawałnicy rozgrywają się w stolicy, więc w tym miejscu można jedynie wspomnieć, że z tego tomu można się dowiedzieć, iż strzeżona przez ser Arysa Oakhearta Myrcella jest już w Słonecznej Włóczni, gdzie zaprzyjaźnia się z księżniczką Arianne i księciem Trystane’em.

Dolina Arrynów (BT)

Lordowie Doliny mają Lysie za złe, iż nie pozwoliła pomóc Tullym i Starkom podczas wojny. W okazywaniu tego przoduje lord Yohn Royce, który jest ponoć bliski podniesienia buntu. Po śmierci Joffreya Littlefinger zabiera Sansę do swej niezbyt imponującej rodowej siedziby na wybrzeżu Paluchów. Odtąd Sansa ma podawać się za „Alayne Stone”, rzekomą córkę Littlefingera. Lord Petyr wyjawia Sansie, że bracia Kettleblackowie są synami służącego mu Oswella. Sugeruje ponadto, że to on wspólnie z Tyrellami stał za śmiercią króla. Joffrey miał zostać uśmiercony dusicielem, którego na wesele nieświadomie dostarczyła sama Sansa w fałszywym ametyście, który z siateczki wyjęła lady Olenna. Po pewnym czasie na miejsce przybywa Lysa, by zawrzeć małżeństwo z Baelishem. Lady Arryn planuje potajemnie zaręczyć Sansę z Robertem Arrynem. Mianuje też męża lordem protektorem Doliny. W Orlim Gnieździe pomiędzy ciotką i siostrzenicą dochodzi do tarć, motywowanych zazdrością Lysy o Marilliona i Littlefingera. Gdy Lysa widzi, jak Baelish całuje Sansę, nie wytrzymuje i grozi, że wyrzuci ją przez Księżycowe Drzwi. Jednocześnie opowiada wiele o przeszłości swojej i Littlefingera, którego od dawna kochała. Jeszcze w Riverrun zaszła z nim w ciążę, ale lord Hoster podał jej wywar, który wywołał poronienie, czego nigdy nie mogła ojcu wybaczyć. W ten sposób zostaje wprost wyjaśnione, o co chodziło w słowach, które wypowiedział lord Tully w agonii przed śmiercią. Lysa wyznaje również, że na polecenie Baelisha otruła Jona Arryna lyseńskimi łzami. Baelish uspokaja żonę słowami, że kochał tylko jedną kobietę. Dodaje, że była to Catelyn, po czym wypycha Lysę. Winą za jej śmierć chce obciążyć Marilliona, a sam przejmuje władzę w Dolinie.

August Wilhelm Leu (1818-1897), „Widok alpejskiego szczytu”, niem. „Ausblick auf einen alpinen Berggipfel”, 1896 (Wikimedia Commons).

Dyskusja

Dż: Skoro przypomnieliśmy sobie to wszystko, możemy teraz porozmawiać, cóż to zgotował George R.R. Martin nam jako czytelnikom oraz swoim bohaterom w trzecim tomie. Jak go najkrócej podsumować?

BT: Żeby było naprawdę zwięźle, wystarczyłoby to ująć tak: na Starków spada jedna klęska za drugą, za to Lannisterowie pozornie triumfują, choć tylko do czasu.

Dż: Zdecydowanie dla Wilków przyszła zima. Ale dla Westeros również. Tom kończy się w momencie, gdy duża część królestwa jest mocno spustoszona. A my mieliśmy się dowiedzieć, co będzie dalej dopiero pięć lat od wydarzeń opisanych w tomie. Ten pierwotny (i niezrealizowany plan) chyba mocno wpłynął na zakończenie i w ogóle rozwój akcji w tym tomie.

BT: Trzeba przyznać, że w pewnym sensie zapowiadana przerwa się ziściła, choć, jak to bywa z literackimi przepowiedniami, w zaskakującej postaci. Mam przez to na myśli, że od ukazania się Nawałnicy w 2000 roku do publikacji Uczty dla wron rzeczywiście upłynęło pięć lat. Oczywiście nie o to chodziło jednak autorowi. Wróćmy zatem do chwili, gdy u schyłku poprzedniego stulecia GRRM kończył Nawałnicę. Wyobrażał sobie wówczas, że poszczególne wątki zatrzymają się na pięć lat w takim stanie, w jakim zastał je ostatni rozdział danej postaci, a dalsze wypadki zostaną opisane dopiero po tej przerwie, ewentualnie z dodaniem retrospekcji czy dialogów, z których czytelnicy poznają ważniejsze wydarzenia z tego okresu. Powstaje zatem pytanie: na ile stan gry na zakończenie Nawałnicy tak naprawdę współgrałoby z takim rozwiązaniem?

Dż. Położenie niektórych postaci ewidentnie ustawia je w pozycji, w której potrzebują kilku lat na rozwój. Choćby Arya, Bran, Daenerys. Chyba też Jon. Przez pięć lat mogliby dużo zrobić, wiele się nauczyć czy przemieścić się na inny kontynent.

BT: To bardzo ciekawa kwestia, bo GRRM wyjaśniał zarzucenie fabularnej przerwy tym, że w kolejnym tomie albo nieproporcjonalnie dużo miejsca zajęłyby retrospekcje, albo w Westeros w tym czasie musiałoby się podejrzanie mało dziać. Mam jednak wrażenie, że niezwykle istotne mogło być także to, iż w chwili zakończenia Nawałnicy niektóre wątki osiągnęły punkt, który do przerwy właśnie całkiem dobrze by się nadawał, inne zaś – zupełnie nie. Na przykład wątkowi Stannisa i ogólnie Muru moim zdaniem by to nie sprzyjało. Czy to prawdopodobne, że Boltonowie przez pięć lat tolerowaliby, że w Czarnym Zamku (czy może w takim razie już Nocnym Forcie) siedzi sobie ktoś tak dla nich groźny? Poza tym tempo inwazji Innych stałoby się już całkiem kabaretowe. A co z tymi Dzikimi, którzy zostali po drugiej stronie? Przetrwaliby pięć lat pomimo ataków upiorów? Czy zginęliby poza sceną i nie zobaczylibyśmy już tak barwnych postaci jak choćby Tormund?

Dż: Wszystko prawda. Stannis być może byłby drugim Brandonem Budowniczym, który przez pięć lat odbudowałby wszystkie zamki na Murze. Bolton co prawda był odcięty od Północy przez siedzących w Fosie Cailin Żelaznych Ludzi, ale bez przesady.

BT: Myślę, że wtedy Fosę Cailin Boltonowie pewnie odzyskaliby w tzw. międzyczasie, bo skoro Balon zginął już w Nawałnicy, a jest w niej nawet wzmianka o powrocie Eurona, to Victarion nie czekałby przez kilka, by zacząć działać, podobnie jak Aeron. A trudno uwierzyć, żeby garstka pozostawionych przez lorda kapitana obrońców wytrzymała wieloletnie oblężenie, a do tego jeszcze brak zaopatrzenia, ataki wyspiarzy z Przesmyku, itd.

Andreas Achenbach (1815-1910), „Norweskie wybrzeże w świetle księżyca”, ang. „Norwegian Coast by Moonlight”, 1848 (Wikimedia Commons).

Dż: Braku inicjatywy Innych wytłumaczyć już by się jednak w ogóle nie dało. Nie wiem też, co Jaime by robił przez te pięć lat obok niezbyt rozgarniętej Cersei. No i pozostaje kwestia Tyriona…

BT: Możliwe, że Jaime, Brienne i Ogar dostaliby się wtedy do Meereen, jak to pisał np. DaeL w tekście „Pozostałości”.

Dż: Kwestia planowanej przerwy zmotywowała chyba Martina do wyjaśnienia dwóch zagadek z Gry o tron, które napędziły całą akcję Pieśni. Chodzi o to, kto zabił Jona Arryna oraz kto stał za zamachem na Brana. Jak Ci się podobało wyjaśnienie nam zaprezentowane?

BT: Wytłumaczenie, że namiestnika zabili Lysa i Littlefinger zgadza się ze wskazówkami już z pierwszego tomu (np. rozbieżnościami w tym, kto miał wychowywać Roberta Arryna), więc zapewne było to od początku w ten sposób zaplanowane. Większe wątpliwości budzi we mnie ta druga tajemnica. Joffrey wychodzi na nadzwyczaj mało przewidującego człowieka, a całość aż za dobrze wpasowuje się w intrygę Baelisha. Jednak GRRM powiedział, że wyjaśnienie znajduje się w trzecim tomie, a uznanie, że chodziło mu o coś innego niż rozwiązanie z Joffreyem, wymaga już sporych zdolności sofistycznych, tym bardziej że roli Joffreya domyślają się niezależnie od siebie i Tyrion, i Jaime.

Dż: Też czuję się nieusatysfakcjonowany pomysłem, że stał za tym Joffrey, ale zbyt dużo razy to pada, by mogło być inaczej. Mamy też zarysowanie okoliczności śmierci Elii oraz jej dzieci. Przy czym zgadzamy się chyba, że Tywin kłamie w tej sprawie.

BT: Moim zdaniem tak, bo lepiej pasuje to do wszystkiego, co wiemy o osobowości Tywina, ale to już raczej kwestia, którą każdy może sobie ocenić sam, bo tekst tego nie przesądza. W każdym razie Oberyn uważał, że Tywin wydał wtedy rozkaz, by zemścić się za swoje niepowodzenie w sprawie małżeństwa Rhaegara z Cersei. A Tyrion uważał, że okłamał Martella, gdy powiedział, że Tywin nie wydał rozkazu. Inna sprawa, czy Tyrion ma tu jakieś bliższe informacje od osób, które były wtedy w stolicy, czy jedynie zawsze przypisuje ojcu jak najgorsze intencje, nauczony własnymi doświadczeniami. Z drugiej strony, Tyrion nawet nie zna wtedy jeszcze prawdy o Tyshy, a właśnie zestawienie tych dwóch sytuacji mocno sugeruje, że Tywin może ogólnie mieć taki sposób myślenia o zemście.

Géza Vastagh (1866-1919), „Terytorium lwa”, ang. „The Lion’s Domain”, 1893 (Wikimedia Commons).

Dż: Mamy też zdecydowanie bliższą faktycznego przebiegu wydarzeń opowieść o turnieju w Harrenhal. Plus znów wraca nam Wyla jako rzekoma matka Jona. Ale na ostateczne rozwiązanie tych zagadek musimy jeszcze poczekać.

BT: W ogóle w tym tomie dowiadujemy się względnie dużo o wydarzeniach u schyłku panowania Aerysa II, bo poza wspomnianą opowieścią Meery zyskujemy też dostęp do wspomnień Jaimego. Czy Twój obraz Królobójcy bardzo się zmienił przez to, że teraz śledzimy akcję z jego punktu widzenia?

Dż: Rozdziały z perspektywy Jaimego, które otrzymujemy w tym tomie, są moimi ulubionymi. Cieszę się, że GRRM zmienił pierwotne plany wobec niego, gdzie miał być zwykłym draniem, który walczy o tron. Sto razy ciekawszy jest Królobójca, którego widzimy w Nawałnicy, szczególnie we wspomnieniach: w sumie prosty chłopak, szaleńczo zakochany w siostrze i gotowy dla niej na wszystko, a przy okazji jeden z najzdolniejszych rycerzy, który jednak zagubił się, ale nie na tyle, by pozwolić szaleńcowi spalić stolicę. A Ty jak oceniasz te rozdziały?

BT: Na pewno pogłębiają rozważania nad sprzecznymi przysięgami czy szerzej obowiązkami, które były ważne już w pierwszym tomie (np. w dylemacie Neda Starka czy wyznać Robertowi prawdę o dzieciach Cersei), a potem nieustannie powracają (Jon, Barristan itd.). Poza tym autor zaczyna wyraźniej zarysowywać coś, co w pełni pokaże w Uczcie, czyli prawdę o Cersei, która manipuluje wszystkimi, nawet bratem.

Dż: Dodanie jej rozdziałów w Uczcie to kolejna świetna decyzja Martina. Wracając jednak do Królobójcy: utrata przez niego ręki i to, co się z nim dzieje później, to chyba najlepiej opisana przemiana bohatera w całej Pieśni. Ucięcie dłoni oddało Jaimemu serce, ale też aktywowało mózg. Kupuję to w pełni!

BT: Jaime nie jest jednak jedynym, który odtąd ma swoje rozdziały.

Dż: Och Sam! (Cytując klasyka). Jak je oceniasz?

BT: Zapewniły nam sporo informacji o nadprzyrodzonej stronie powieściowego świata. Dowiedzieliśmy się, że Innych da się zabić, i jak można tego dokonać. Poza tym zjawił się Zimnoręki. Ukazały nam również tragiczny koniec wielkiej wyprawy Starego Niedźwiedzia za Mur. Zwłaszcza pierwszy rozdział Sama, który powoli odsłania ogrom katastrofy poprzez retrospekcje, zasługuje na szczególnie uznanie za budowanie napięcia.

Dż: Niezbyt mądrej w swych założeniach wyprawy moim zdaniem. Generalnie sporo dowiadujemy się o Nocnej Straży oraz Wolnych Ludziach. I patrząc na absurdalnie niską liczebność tych ostatnich, gdyby Straż miała bronić królestwa tylko przed nimi, to tysiąc braci na Murze starczyłoby aż nadto.

BT: W Nawałnicy następuje też pewna zmiana w przedstawieniu Dzikich. Za wyjątkiem Ygritte w Starciu, widzieliśmy ich tylko jako niebezpiecznych rabusiów. Teraz lepiej poznaliśmy ich plemiona, zwyczaje i sposób myślenia. Jon zaczyna patrzeć na nich inaczej, co w Tańcu sprawi, że jego decyzje przestaną rozumieć pozostali zaprzysiężeni bracia, z czego wyniknie kolejna katastrofa.

Dż: Poznajemy też Bractwo bez Chorągwi, o którym słyszymy, choć nie z nazwy, już od Gry o tron. Fascynujący wątek, który dopiero w Uczcie znajdzie swój finał, pokazujący jak wojna straszliwie degeneruje ludzi, niezależnie od tego, jakimi byli na jej początku oraz z jakich motywów walczą.

BT: Wiem, że cenisz sobie sposób przedstawienia tego tematu.

Dż: Moim zdaniem to duża wartość całej książki. Mimo że w sumie to banał, a jednak patrząc na dzisiejsze wydarzenia na świecie, nigdy dość powtarzania, jak nieludzka jest wojna. Martin moim zdaniem świetnie przedstawia upadek Bractwa.

BT: Tu warto zwrócić uwagę na decyzję autora, by protagonistą epilogu uczynić właśnie Freya, czyli członka rodu, który w tym tomie stał się najbardziej znienawidzonym w Westeros. GRRM chyba chce przez to powiedzieć coś na temat trudnej często do wytyczenia granicy pomiędzy sprawiedliwością a zemstą. Inny autor mógłby to przedstawić w ten sposób, że czytelnik zostałby na koniec z wrażeniem, że przynajmniej w przypadku tych dwóch Freyów – Merretta i Petyra – sprawiedliwości stało się zadość. Jednak opis sugeruje coś innego. Nie ma triumfalizmu, a żarty Toma Siódemki i całej reszty nagle przestają być zabawne. A potem następuje najmocniejszy akord. Zjawia się Pani Kamienne Serce, czyli ucieleśnienie bezlitosnej zemsty. Po Catelyn Tully został tylko cień, a w jej ciele zamieszkuje upiorna moc, która wkrótce przekształci Bractwo na swój obraz.

Dż: A przynajmniej sporą jego część, gdyż Bractwo się rozpada. Z pewnością odchodzi Edric Dayne, najwyraźniej mniej niż towarzysze zdemoralizowany, możliwe też, że towarzyszy mu Anguy.

BT: Edric znika z Dorzecza być może właśnie dlatego, że – jak sugerował DaeL – po pięcioletniej przerwie miałby do odegrania jakąś rolę w Dorne.

Dż: Ponura kondycja Bractwa prowadzi nas do jeszcze gorszej sytuacji panującej w Dorzeczu, pustoszonym przez Krwawych Komediantów, maruderów, kolejne armie i watahy wilków.

BT: Taki pokój dał Westeros Tywin Lannister…

Dż: A potem zginął, zostawiając ten cały bałagan. Czy to najważniejsze wydarzenie w tym tomie?

BT: Wybór jest trudny, bo nie brakuje innych doniosłych zdarzeń, ale możesz mieć rację, bo kolejne tomy pokażą, że cała potęga Lannisterów w niespotykanym u innych rodów stopniu opierała się tylko na grozie, jaką wzbudzał ten jeden człowiek. Gdy go zabraknie, natychmiast zacznie się upadek. Mogłoby się wydawać, że z Robbem było podobnie, ale on przynajmniej zostawił dziedzictwo, za które ludzie chcą walczyć sami z siebie.

Dż: Nic nie zdążyliśmy powiedzieć o innych pretendentach do tronu. Poznaliśmy dość paskudną stronę Stannisa, a także w jakimś stopniu Daenerys, choć jedno i drugie chce przecież dobrze.

BT: W przypadku Daenerys masz konkretnie na myśli to, co zrobiła z dotychczasowymi władcami Meereen? To chyba przykład dość podobny w wymowie do Merretta, choć oczywiście temu Freyowi daleko jednak do takiego zdeprawowania, jakim wykazali się handlarze.

Dż: Oraz handlarzami z Astaporu. To były paskudne bydlaki, prawda, ale jej postępowanie nie buduje szczególnie dobrego klimatu do zawierania z nią porozumień.

BT: O czym przekona się w Tańcu, bo w Uczcie jej nie zobaczymy, podobnie jak wielu innych głównych bohaterów. To jedna z przyczyn, dla których tom czwarty można postrzegać jako najmniej typowy w cyklu.

Dż: A co myślisz o Stannisie? Gdyby nie biedny Davos, król usmażyłby własnego bratanka. W późniejszych tomach Cebulowego Rycerza przy nim zabraknie, co oznacza, że nie będzie miał nikogo mającego odwagę, ale też pozycję, by powiedzieć, że błądzi. Davos jest zewnętrznym sumieniem Stannisa i głosem rozsądku twardo stąpającego po ziemi. Bez niego król jest po prostu gorszym człowiekiem.

Franz Xaver von Pausinger (1839-1915), „Jeleń o zmierzchu”, niem. „Hirsch bei Dämmerung” (Wikimedia Commons).

BT: Davos pokazuje w Nawałnicy, jak pomimo otrzymania niewielkiej liczby rozdziałów można wiele dokonać. Gdyby nie on, Edric by zginął, a Stannis nie dotarłby na Mur.

Dż: Jeśli chodzi o skondensowanie wielu wydarzeń na stosunkowo niewielkiej liczbie stron, widzimy też to u Daenerys. W sześć rozdziałów podbiła Zatokę Niewolniczą. Natomiast mająca ponad dwa razy tyle Arya kręciła się w kółko po Dorzeczu.

BT: Po tym, jak w Starciu przez dziesięć rozdziałów również tam wędrowała. A w Uczcie to samo będzie robić Brienne. Nie masz wrażenia, że momentami to się robi nieco zbyt monotematyczne, skoro w zdecydowanej większości tych rozdziałów (a trzeba jeszcze doliczyć część rozdziałów Jaimego) w gruncie rzeczy podkreślone jest to samo, czyli okropieństwo wojny? Chyba GRRM momentami chce na to zwrócić naszą uwagę aż za mocno.

Dż: Tak – o ile w Nawałnicy tych rozdziałów czasami jest zbyt dużo, w kolejnych tomach dojdzie ich zwiększona objętość. Niektóre rozdziały będą niezwykle długie, szczególnie gdy porównamy je z tymi z Gry o tron. Być może to już kwestia wieku autora albo coraz bardziej rozbudowanego świata.

BT: Sporo rozdziałów autor przyznał też Jonowi i Tyrionowi. Na przeciwnym biegunie umieścił zaś Brana, z zaledwie czterema. Od Starcia stało się dość charakterystyczne dla tej postaci, że ma ich niewiele.

Dż: Są za to maksymalnie wypełnione ważnymi informacjami, szczególnie że chyba się zgodzimy, że Bran jest jednym z najważniejszych bohaterów. Pozostaje żałować, że Martin nie jest równie lakoniczny w stosunku do wszystkich swych bohaterów – może mielibyśmy już Wichry…

BT: Rozdziały Brana zawierają też względnie dużo elementów nadprzyrodzonych, więc może GRRM nie chce, by to spowszedniało. Tak czy inaczej w rezultacie wątek tego bohatera od Starcia rozwija się dość wolno. Nie mówiąc już o Rickonie, który całkiem przepadł.

Dż: Bran też słabo jada na tej północy, więc Martin nie ma o czym specjalnie pisać. Nie to co Tyrion na królewskim weselu… Ale dość złośliwości. Jak podsumowałbyś ten tom? Ja nie mogę uwolnić się od wrażenia, że przy wszystkich pojawiających się problemach, dotyczących przede wszystkim pewnego przeciągnięcia niektórych wątków, Martin był w szczycie swoich możliwości. Żebyśmy się dobrze zrozumieli: kolejne tomy są świetne, a dla Uczty przy wszystkich jej wadach mam szczególny sentyment, ale to właśnie w Nawałnicy mieczy na wielu (ale jeszcze nie tak absurdalnie wielu) stronach, akcja posuwa się wartko do przodu, w sposób niezwykle satysfakcjonujący zamykając – na tym konkretnym etapie – większość wątków. Szczególnie to co się dzieje na Północy, na czele z wyborem Jona na lorda dowódcę Nocnej Straży, jest zwyczajnie epickie i niezwykle dobrze poprowadzone. Tom kończy się zresztą zapowiedzią wojny, która prawie zakończona, wybuchnąć musi na nowo, skoro Tywin zginął, a Stannis znów wrócił do gry.

Alfred Wierusz-Kowalski (1849-1915), “Stado wilków”, ok. 1910 (Wikimedia Commons).

BT: Mam wrażenie, że aż do tej pory PLiO nie wyszła z etapu „post-Nawałnicowego”. Można oczywiście różnie sobie dzielić cykl, ale do mnie przemawia taki podział: najpierw mamy wprowadzenie, czyli większą część Gry, gdzie ogólnie poznajemy świat, a wydarzenia prowadzą do wybuchu wojny. Potem etap drugi to Wojna Pięciu Królów – z fazą do Czarnego Nurtu (gdy Starkowie i Stannis zdają się mieć szanse na triumf) i fazą do Krwawych Godów, gdy następuje stopniowy upadek Robba. Jeszcze w samej Nawałnicy mamy potem przygotowanie gruntu pod kolejną fazę, w której okaże się, że panowanie zwycięskich Lannisterów wcale nie jest tak mocne, jakby się mogło wydawać. Tu następuje kluczowe wydarzenie, czyli śmierć Tywina. Kolejna faza PLiO ma nam pokazać – mówiąc ogólnie – konsekwencje tych wydarzeń i ustawić pionki na szachownicy przed kolejną fazą, w której rozgorzeje nowa wojna z udziałem częściowo nowych pretendentów (Stannis, Euron, Młody Gryf, pewnie w końcu Daenerys, może ktoś ze Starków – Jon, Rickon, Sansa itd.). Tak się to ułożyło, że od wydania Nawałnicy w 2000 r. aż do tej pory PLiO z tej fazy nie wyszła. Ucztę i Taniec pod względem rozwoju fabuły można traktować jako tak naprawdę jeden tom, w dodatku dość nietypowo podzielony. Gdy wątki poszczególnych postaci dobiegają końca w tym UcztoTańcu, okazuje się, że akcja nie odbiegła aż tak daleko od stanu pod koniec Nawałnicy. Daenerys nadal nie rozplątała tego, co bywa nazywane „meereeńskim węzłem”, a który powstał w wyniku jej decyzji w Nawałnicy, by zostać w podbitym mieście i zaprowadzić w nim porządek. W Królewskiej Przystani nadal trwa zamęt spowodowany przez śmierć Tywina, która pozwoliła na chaotyczne rządy Cersei. Zanosi się nawet, że sytuacja się pogorszy, skoro ginie Kevan, który jako jedyny z Lannisterów mógł coś poprawić. Los samej królowej nie jest wciąż przesądzony. Brienne wciąż nie wypełniła misji, którą dał jej Jaime. Arya dotarła do Braavos i poznała Ludzi Bez Twarzy, ale nadal nic się tam nie rozstrzygnęło. Baelish dalej próbuje w pełni przejąć Dolinę. Na Północy wciąż nie wiadomo, czy Stannisowi uda się pokonać Boltonów. Rozwiązania nie doczekał się też wątek przepuszczenia Dzikich przez Mur. Wszystko, co stanie się w Uczcie w Dorne i na Żelaznych Wyspach, stanowi rezultat śmierci Oberyna i Balona, które miały miejsce w Nawałnicy. Przykłady można by tak dalej mnożyć, ale chcę przez nie tylko pokazać, jak przełomowe dla PLiO było to, do czego dotarliśmy w Nawałnicy. Przez ponad ćwierć wieku PLiO zatrzymało się na dość bezpośrednich konsekwencjach Krwawych Godów, śmierci Joffreya i Tywina, zdobycia Meereen, zwycięstwa Stannisa na Murze, itd. Uczta i Taniec to w przeważającej mierze opis skutków i komplikacji wynikłych z tych wydarzeń, a nie posuwanie akcji w zupełnie nową fazę. Można nawet odnieść wrażenie, że to zjawisko rozszerza się nawet na Wichry, bo patrząc na same rozdziały zapowiadające ten tom widać, że znacząca część szóstego tomu będzie poświęcona wydarzeniom, które nie zmieściły się w Uczcie czy Tańcu (np. bitwa o Meereen, bitwa morska z Euronem, bitwa o Winterfell), choć mają większy związek z ich „post-Nawałnicową” fazą niż z kolejną fazą. Nawałnica rozsypała pionki po całej planszy i aż do tej pory trwa ich ustawianie, by gra na dobre mogła toczyć się dalej.

Dż: A jak potoczą się dalsze losy Czytajów? Seria będzie kontynuowana, chyba że wydarzy się coś, co to uniemożliwi. Na ten moment przeze mnie. I jeśli dobrze pójdzie, już od przyszłego poniedziałku.

BT: Życzę Ci powodzenia z Ucztą, która jest tomem fascynującym i znacznie poszerzającym świat przedstawiony, choć przy tym nietypowym, bo pozbawionym większości głównych bohaterów i skupiającym się za to na postaciach dotychczas pobocznych czy wręcz nieobecnych. Nawet jeśli omówię jakieś rozdziały, to już jedynie pojedyncze, więc będą to co najwyżej występy gościnne. Na taki tandem jak przy Nawałnicy, którą od pewnego momentu omawialiśmy na zmianę, niestety z mojej strony nie ma teraz szans. W dodatku już od dawna czekają na mnie inne tematy, o PLiO i nie tylko.

Dż: Na wszystkie teksty oraz występy gościnne gorąco liczę. A w tym miejscu chciałbym podziękować Ci za wspólne pisanie. Efekty naszych prac macie okazję oglądać, natomiast za nimi kryło się mnóstwo rozmów i wymiany spostrzeżeń, przy czym nie ukrywam, że byłeś – nie bójmy się wielkich słów – moim mentorem w martinowskim świecie, zwracając mi uwagę na dziesiątki szczegółów, o których wcześniej pojęcia nie miałem i dzieląc się swoją wiedzą, zawsze zresztą w sposób niezwykle sympatyczny. Świetnie się bawiłem pisząc razem i za to również dziękuję!

BT: Dziękuję za miłe słowa, które są oczywiście przesadzone. To Dżądżenowi należą się wielkie podziękowanie za wskrzeszenie w grudniu 2024 roku cyklu Czytamy po bardzo długiej przerwie, za napisanie tak wielu odcinków i za współpracę przy tym przedsięwzięciu. Trzeba tu podziękować Lai i DaeLowi, którzy przed laty zapoczątkowali serię, którą teraz mieliśmy okazję kontynuować. I oczywiście podziękowania kierujemy do naszych Czytelników, bez których cały ten cykl nie miałby sensu.

Dż: Pełna zgoda, do tego jeszcze do Crowleya i Kłantalupy, którzy redagowali tekst. A żeby skończyć oskarowo, napomknę o niejakim George’u R.R. Martinie, bez którego całej tej zabawy by nie było. 🙂

To mi się podoba 41
To mi się nie podoba 0

Dżądżen

Fan twórczości Martina i dobrego wina. Lubię historię i suchary. Wolny czas spędzam w ogrodzie przeklinając Matkę Naturę za jej hojność.

Bluetiger

Proszę o podchodzenie z rezerwą do informacji, którymi dzielę się w swoich tekstach, gdyż nie jestem ekspertem. Staram się, by przekazywane treści były poprawne, ale mogą pojawić się błędy.

Polecamy także

Komentarzy: 34

  1. Fajnie, fajnie. To teraz można brać się do roboty, bo za 2 dni kolejny artykuł z PLiO do opublikowania 😃 Przypomnę tylko, że ten jest artykułem zaległym za miniony poniedziałek.

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 15
    1. Nie ma to jak ponarzekać pod taką ścianą tekstu… Przypomnę Ci, że te Twoje ganianie do roboty obchodzi tutaj #nikogo a Ty dostajesz znakomite omówienie plus dyskusje społeczności na darmowej stronie bez reklam, gdzie Autorzy robią coś z pasji. I jeśli chcesz doczekać jakiegokolwiek tekstu to zwykła przyzwoitość, kultura osobista i RIGCZ wymagaja żeby zwyczajnie za tekst podziękować.

      To mi się podoba 19
      To mi się nie podoba 1
  2. Szczere podziękowania dla Dżądżena i Bluetigera. Niezależnie jak potoczą się dalsze losy tej serii, dostarczyliście nam wielu okazji do świetnej zabawy.

    To mi się podoba 18
    To mi się nie podoba 0
  3. Dzięki wielkie za teksty o PLiO. Co tydzień wchodzę w poniedziałek na stronę aby je przeczytać (a z rozpędu czytam resztę, nawet jeśli mnie niezbyt interesuje), czasem częściej sprawdzam, czy coś jeszcze z PLiO czasem nie leciało. Jedyne takie miejsce chyba w polskim internecie, o książkach, nie serialu, do tego żywe, co jako człowiek z pokolenia, które nie miało szans przeczytać w chwili wydania żadnej z książek z Sagi doceniam tym bardziej (niby czytać w 2011 umiałem, ale nie byłem w wieku do przyswojenia Sagi w żadnym stopniu).

    Mega doceniam Waszą pracę, nie żebym miał jakieś wymagania, aleeeeee kiedy pytania od maesterów numer 100 😀

    To mi się podoba 14
    To mi się nie podoba 0
  4. Co do zdania Tyriona i Tywina o nowym stuleciu, to być może Westerozjanie liczą inaczej niż my stulecia – od X00, nie X01 jak my. Inaczej trudno wyjaśnić taką gafę Tyriona – Tywin to jeszcze może propagandę uprawiać na rzecz ciemnego ludu, ale Tyrion to chyba sobie myślał w głowie…

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0
    1. Wielkie dzięki za miłe słowa! A gafy nie da się moim zdaniem wytłumaczyć czymkolwiek innym, niż tym że Tywin i Tyrion liczą od zera, bo Martin po prostu nie wie, że tak liczyć nie można😉 każdy ma jakieś wady…

      To mi się podoba 2
      To mi się nie podoba 0
      1. Biorąc pod uwagę, że Martin sam wprowadził brak roku 0, od razu jak u nas mamy rok 1AC, to fsktycznie mamy tu błąd… Albo celową propagandę. Wszak i u nas podobno cesarz Wilhelm II wydał oficjalny dekret państwowy, w którym ogłosił rok 1900 pierwszym rokiem nowego stulecia… Tywin uczył się od najlepszych!

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 0
  5. Co do pięcioletniej przerwy… Martinowi by się ona przydała, ale być może po kolejnym tomie, a nie po Nawałnicy? Urywa wydarzenia w takim momencie, że jest ona niemożliwa, a właściwie uniemożliwia to jeden wątek – Stannisa. Baratheon jest w takiej pozycji, że cokolwiek nie zrobi, wywoła reakcję Lannisterów. Musiałby go więc Martin brutalnie usunąć – ale to zniszczyłoby jedne z najlepszych wątków, jego i Stannisa, do tego bardzo ważny ze strony nadprzyrodzonej wątek Melki, która musiała w jakiś sposób dotrzeć na mur.

    Kabaretowe tempo inwazji Innych byłoby problemem, ale można byłoby je ograć, że poza Murem nieprzebrana mgła i żaden człowiek, który oddali się od Muru już nie wraca, więc 998. Lord Dowódca NS nie wysyła już ludzi. I Innych ewidentnie coś wstrzymuje. Albo szukają Rogu Joramuna przez 5 lat xD

    Ale było jeszcze jedno rozwiązanie – krótsza przerwa. Nie pięć lat, a rok lub dwa (ale chyba rok najlepiej). Albo dodatkowa książka, tom 3.5, krótka który pokaże niektóre wątki, które wymagałyby długich retrospekcji.
    Wszystkie wątki dostają czas by stanąć – w Dorzeczu normuje się sytuacja, choć dalej oblężone jest Riverrun (rzecz normalna przy jego wielkości) lub Martin ogrywa to retrospekcją/tomem 3.5. Kevan żre się z Cersei o władzę, ale sytuacja nie eskaluje, rozwija się powoli. Oba Lwy się badały. Jaime przechodzi przemianę gdzieś z boku. Brienne szuka Sansy w Dorzeczu, a znajduje tropy prowadzące ją do Doliny. Daenerys ma czas by porządzić w Zatoce Niewolniczej, a Jon na Murze. Tempo Inwazji Innych – a my wiemy jakie było wcześniej? Zamurze jest ogromne, niezbadane Zamurze też. Równie dobrze oni mogą iść od dekady, a dopiero teraz dotarli do regionów zamieszkałych (pamiętajmy, że prolog GoT musi rozgrywać się w czasie, gdy Dzicy Ludzie już się zetknęli z Innymi. Zwiadowcy mogli napotkać swoich odpowiedników wśród Innych). Stannis przez ten czas zdołał zrekrutować górskie klany i nielicznych starkowych lojalistów – a Bolton miał problem by przemóc wzmocnionych przez Victariona ludzi w Fosie Cailin. Euron nie wraca na już, ale robi sobie alibi – przybywa po tym roku, albo przybył wcześniej, w każdym razie w jakimś punkcie chronologii rzuca wyzwanie Victarionowi, że to on jest prawowitym władcą Wysp. Dochodzi do wiecu, Euron zostaje królem. Może porzucić sobie załogę Fosy, ale ta wzmocniona wcześniej wytrzymała przynajmniej kilka miesięcy, co spowolniło Boltona. Ten zresztą nie miał zamiaru szybko iść na Stannisa, bo musiał umocnić swoją władzę, a wasal X mu się zbuntował. Być może to Stark z tej bocznej linii co podobno może żyć w okolicach Barrowtown. Teraz trwa oblężenie jego zamku, ale nie jest groźny, może ruszyć na Baratheona.
    Stannis czekał z marszem, bo… (jest milion powodów – czekał na pierwszą transzę najemników i się nie doczekał, Wolni Ludzie długo nie przychodzili do Jona więc musiał zabezpieczać tyły, tyle rekrutował zaopatrzenie dla swoich, Karstarkowie go spowalniali by Bolton miał czas zająć się wasalem X). Swój czas dostanie Gryf, Tyrion, Dornijczycy…

    Generalnie rok przerwy dobrze by zrobił Branowi, Aryi, Jonowi i Dance, którzy są nieco za młodzi jak na zamiary Martina dla nich co widać zwłaszcza przy Aryi. Jej wątek jako jedyny tak bardzo ucierpiał na braku przerwy – ale i od początku był chyba najbardziej frustrujący i nijaki. Westeros jest ogromne, ale jej tułanie się po Dorzeczu i niemożność dotarcia do krewnych naciągana jak cięciwa Anguya.

    A najwyższy poziom absurdu był przy Ogarze i zaprowadzeniu do Blackfisha:
    – Pozna Cię?
    – Nie, nigdy mnie nie widział.
    – Dobra, to nawet nie spróbuje, bo przecież NIKT nie będzie na pewno tam z Północy by rozpoznać Aryę, ani nikt nie będzie w stanie cię wypytać o cokolwiek co zidentyfikuje Cię jako Starkównę. Nawet nie próbujmy, nie ma to sensu. Musisz dostać się do Braavos, więc tak będzie.

    To mi się podoba 6
    To mi się nie podoba 0
    1. Fakt, Arya była już dość nienormalna w serialu. W książce, przez te brakujące 5 lat jest nienormalna do wiwatu. Ciekawe w jakim wieku zacznie uprawiać seks? 🙂 Zresztą wszystkie dzieci Starków (i Lannisterów w sumie też) są o te 5 lat za młode, jak na rzeczy które robią. Sorry, Martin, ale w średniowieczu 16-latek to też był gówniarz. Niby już pełnoletni, ale prawdziwą pełnoletność (feudalną i rycerską) zyskiwano dopiero w wieku 21 lat. Młodszego nikt by nie traktował poważnie.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
      1. Chyba, że się było królem. Ale nawet wtedy taki Władysław korowany w wieku 10 lat, nie rozkazywał zabijać wasali, bo regencję mocno trzymał Oleśnicki.

        To błąd Cersei, że ona pozwoliła Joffreyowi na tyle. Przecież jako regentka mogła sama wszystko załatwić ze Starkiem. Joffreyowi powiedziałaby, że on powinien zajmować nową kuszą z diamentami, którą dla niego zamówiła. Joffrey to nie powinien jeszcze nawet siadać na tym tronie! Poczuł smak władzy i odleciał. I zaczęły się ekscesy w stylu bicia Sansy na dworze.

        Olenna Tyrell też świetnie kłamała, że nie zna charakteru Joffreya. Bicie było publiczne. A jeszcze bliźniacy, synowie Miny Tyrell byli na dworze jako zakładnicy. Mogliby wszystko opowiedzieć swojej babce, bez udziału Sansy czy plotek Baelisha.

        Swoją drogą jak Renly urządzał ucieczkę, że zapomniał o nich? Miał zablokowaną flotę. Bo Paxter nie chciał ryzykować życiem synów.

        To mi się podoba 1
        To mi się nie podoba 0
    2. O tak, zgadzam co najmniej rok przerwy! To nie jest niewiarygodne. Stannis potrzebuje czasu, Inni dopiero wędrują, nie muszą atakować Muru. Czas dla Dany, czas dla Aryi. Czas dla Sansy aby poznała Dolinę. Cersei i Kevan mogliby mieć antagonistyczną relację walki o wpływy.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
  6. Tekst jak zwykle świetny i zgadzam się z tym „syndromem ponawałnicowym”. Oczywiście, po takiej burzy wskazana jest chwila oddechu, ale chwila, a nie dwa tomy, a właściwie dwa i pół. Bo macie rację, że niemal wszystko co się wydarzyło bądź wydarzy to mniej lub bardziej pośrednie konsekwencje wydarzeń z Nawałnicy:
    Bitwa o Winterfell, bitwa o Meeren, pokutny marsz Cersei, śmierć Kevana, masakra w Riverrun (mam nadzieję że będzie), zamachu na Jona też by nie było, gdyby nie wybrali go na dowódcę. Z nowych wydarzeń mamy tylko bezsensowną akcję z Myrcellą (cały ten spisek był diabła wart i totalnie nie rozumiem, po co Martin go w ogóle napisał, skoro i tak miał się nie udać), wysłanie Sama do Cytadeli… I chyba tyle, poza tym wszystko się powoli dusi we własnym sosie… I powoli zmienia w papkę. Nie lubię Uczty, a Taniec też nie jest moją ulubioną częścią właśnie przez ten ponawałnicowy marazm, który trochę za długo trwa.

    To mi się podoba 2
    To mi się nie podoba 0
    1. Dzięki za miłe słowa:) ja do uczty – przy wszystkich jej wadach – mam jednak słabość z powodu niektórych POV-ów, w szczególności Cersei. Natomiast widać, że wtedy jeszcze Martin nie miał tak silnej pozycji jak obecnie, gdzie nic już nie musi, wtedy zaś musiał coś wydać, co ewidentnie nie było nawet połową historii, skoro w Tańcu dochodzą rozdziały niektórych bohaterów z Uczty kończące ich wątki na danym etapie.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
  7. Niezmiennie jestem pod wrażeniem Waszej kreatywności i wiedzy o świecie PLiO. Jest wiele minusów tego, że tak długo czekamy na Wichry Zimy, ale niewątpliwie plusem jest to, że tacy jak Wy, mogą poszaleć i utrzymać PLiO przy życiu!

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 0
  8. Dołączam do podziękowań dla Dżądżena i Bluetigera, bo wykonaliście naprawdę kawał świetnej roboty przy wszystkich Czytajach, a i podsumowanie Nawałnicy bardzo fajnie się czytało 🙂

    Co do pięcioletniej przerwy to Martin niestety sam się wkopał, dając na początku sagi tak młody wiek wszystkim Starkom, bo teraz niezbyt wiarygodnie wygląda, że są aż tak dojrzali i powinni mieć po te kilka lat więcej. Podobnie smokom przydałoby się trochę czasu, żeby podrosły. Mimo wszystko cieszę się, że Martin zrezygnował z tej przerwy, bo to by rozwaliło zupełnie tempo narracji. Jesteśmy w samym środku wojennej zawieruchy, w praktycznie każdym regionie Westeros wrze jak w ulu i nagle mielibyśmy zrobić przeskok o 5 lat i czytać o tym wszystkim z retrospekcji? Źle by to wyszło. A gdyby z kolei Martin zdecydował się zatrzymać wszędzie akcję i kazał nam wierzyć, że w każdym z tych miejsc działo się niewiele, nikt by tego nie kupił. Z dwojga złego już lepiej, że tej przerwy nie ma, a dojrzałość Starków można chociaż w jakimś stopniu wytłumaczyć sytuacją, jaka ich dotknęła i zmusiła do porzucenia dziecięcej naiwności.

    To mi się podoba 2
    To mi się nie podoba 0
  9. Dzięki za kontynuowanie tej serii co bardzo umila oczekiwanie na wichry 😀 fajnie że ostało się jeszcze takie miejsce w sieci gdzie można poczytać dłuższe teksty zamiast oglądać na youtube czy słuchać podcastu.

    To mi się podoba 2
    To mi się nie podoba 0
  10. Robert Snow, natknęłam się na ciekawą teorię o Rhaegarze. Otóż on chciał poświęcić trzy osoby – Dayne’a, Hightowera i dziecko Lyanny dla smoków.

    Hightower – krew Pierwszych ludzi, wiem Yandle ich nie uważał za takich, ale Rhaegar mógł myśleć inaczej.
    Dayne – oni mają pochodzenie prawdopodobnie od przodka Valyrian, skoro nie są Valyrianami, ale nadal mają fioletowe oczy. Czyli jedna gałąź to byli Valyrianie, a druga to oni.
    Dziecko Lyanny – krew Pierwszych Ludzi i Valyrian.

    Pytanie co Whent tam robił. Czy Rhaegar potrzebował dodatkowego człowieka? Aby było dwa na dwa jeśli Gerold Hightower i Arthur Dayne zaczną się bronić ? Czy po prostu miałby to być podstęp. Że niby poświęcamy tylko dziecko, macie słuchać i nagle oni też lądują na stosie ofiarnym.

    Tylko ciekawe, jakie kłamstwa naopowiadał Rhaegar Lyannie, jeśli to prawda. Odsunie Elię i jej potomstwo na korzyść dziecka Lyanny? To chyba byłaby bardziej naiwna niż Sansa. A może powiedział, że nie da się ocalić ich przed Innymi i trzeba poświęcić dziecko, a ona na to poszła. Dopiero jak umierała, to zrozumiała co chciała zrobić i błaga wtedy Neda o obietnice ochrony Jona.

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 3
    1. Przekombinowane. Już moje teorie o Bloodravenie bardziej się kupy trzymają 😛
      I jak ktoś to aranżował, to na pewno Pan od 1001 oczu, a nie Rhaegar 🙂

      To mi się podoba 4
      To mi się nie podoba 0
      1. No nie wiem. Jeśli Rhaegar poszedł drogą Aegona V… a mógłby. I myślałby, że ma lepszy powód. Bo Jajo chciał tych smoków, dla reform. A Rhaegar – Ratuję świat. Smok ma 3 głowy. Ale dlaczego zakładamy, że jedna głowa ma być żywa ?

        To nawet tłumaczy, dlaczego Lyanna była w kamiennej wieży pośrodku niczego. Kiepskie miejsce, aby dbać o matkę z dzieckiem. Ale miejsce aby cicho odprowadzić rytuał poświęcenia? Doskonałe. Ponadto tłumaczy, czemu Rhaegar na początku rebelii nic nie robił. Bo czekał na te smoki. Ale wojna się zaostrzała i musiał ruszyć wcześniej. Pewnie plan był taki – zapłodnić Starkównę, poczekać na narodziny, odprowadzić rytuał. Za pomocą smoków obalić ojca, zakończyć rebelię, ratować świat.

        Wtedy już Rhaegar nie wygląda na idiotę, co odsuwa żonę z dziećmi. Lyanna byłaby tylko instrumentem dla jego planów.

        Paradoksalnie, wtedy Robert Baratheon ma rację. Tylko, że myślał, że to zwykła żądza. A nie, że był planowały czarnomagiczny rytuał krwi. Zwłaszcza, że wiemy, że potrzeba trzech ofiar. Dla smoków. W kanonie – Drogo, Mirri i Rhaego. Może w przepisie na obudzenie znowu smoków jest poświęcenie niemowlęcia. Wtedy Dunk ratujący Rhaellę, przeciwstawia się ostatniemu składnikowi, dlatego smoki nie wyfrunęły z Summerhall.

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 3
        1. Nie chce mi się wierzyć, że Jajo by z premedytacją chciał poświęcać rodzinę. Nawet taki Jajo, który uległ podszeptom Wrony.

          Już bym prędzeł uwierzył, że Rhaegar to szaleniec i Rebelia Roberta była zasadna.

          Jedyne co ja biorę pod uwagę, to że niektórzy mieli jakieś sny lub wizje, które sprawiały że mógł tracić kontakt z rzeczywistością. Wtedy działania Jaja, Rhaegara i Aerysa mają sens.
          Albo Aerion pijący ogień. Wszystko oczywiście przypadkiem za życia Bloodravena :)))

          To mi się podoba 2
          To mi się nie podoba 0
    2. Też myślę, że przekombinowane. Daleko mi od sympatii dla Rhaegara i być może rzeczywiście planował coś mrocznego, ale raczej byłoby to coś zupełnie innego. Ten Hightower i Dayne to zupełnie bez sensu. Owszem, mają dość ciekawe pochodzenie, ale – jak zauważył ktoś poniżej – to zupełny przypadek, że Hightower znalazł się w tym miejscu. No i był z nimi jeszcze Whent, na którego obecność teoria ta nie ma żadnego pomysłu. Ponadto wydaje mi się, że w rytuale dotyczącym smoków ofiary powinny być Valyrianami. Rozmawialiśmy o tym kiedyś z DaeLem w jednym z wątków (chyba zresztą najciekawszym jak dotąd). Myślę, że Rhaegarowi chodziło raczej o dziecko, wobec którego miał jakieś tajemnicze plany, nie o smoki. Jajo miał przynajmniej smocze jaja – nomen omen – a Rhaegar?

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
      1. Tylko Drogo i Mirri nie byli Valyrianami. Rhaego był pół Valyraninem.

        A smocze jaja – z The World of Ice and Fire

        In the wake of Duskendale, the king also began to display signs of an ever-increasing obsession with dragonfire, similar to that which had haunted several of his forebears. Lord Darklyn would never have dared defy him if he had been a dragonrider, Aerys reasoned. His attempts to bring forth dragons from eggs found in the depths of Dragonstone (some so old that they had turned to stone) yielded naught, however

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 0
        1. O ile wiadomo jaja Aerysa były w stolicy aż do jej upadku i Aerys raczej nie przekazałby ich Rhaegarowi, któremu wtedy niezbyt już ufał. Bardziej prawdopodobne, że podsowiecił je Varys i za pośrednictwem Illyria przekazał Daenerys.

          Co do ofiar w obrzędzie Daenerys to być może masz rację. Wydaje się jednak, że to był jednorazowy zbieg korzystnych czynników (nie tylko nieświadomie użytej magii krwi, ale i czynników astronomicznych – czerwona kometa oraz związany z nią powrót magii, jak też osobistych przymiotów Daenerys). Warto pamiętać też, że Drogo i Rhaego byli już martwi wcześniej, trudno uznać ich za ofiary. A Viserion wykazuje cechy Viserysa, którego w ogóle tam nie było.

          To mi się podoba 0
          To mi się nie podoba 0
          1. Przecież Aerys wziął te jaja ze Smoczej Skały, a Rhaegar był jej księciem. Mógł dać część jaj ojcu i skłamać, że to wszystkie. A część zabrać.

            A jaja Daenerys to nie były od Elissy Farman? Zresztą przewodnik wspomina 4 jaja u Aerysa. To gdzie podziało się czwarte? Jeśli trzy dali Daenerys? Zachowali dla Aegona? Ale jeszcze nie dali?

            Była też teoria, że Rhaegar mógł mieć jaja z Summerhall. Po to tam jeździł. Oficjalnie, aby tworzyć muzykę. Naprawdę, aby przeszukiwać szczątki i znaleźć jaja. Bo raczej jaja smoka nie giną od ognia, jak ludzie.

            To mi się podoba 1
            To mi się nie podoba 0
            1. Czy mógł je mieć? Pewnie mógł. Mógł podsowiecić ojcu, albo znaleźć w Summerhal. Ale nic nam o tym nie wiadomo, a zgodnie z brzytwą Ockhama nie warto mnożyć teorii ponad konieczność. 🙂

              Elissę Farman Martin stworzył dopiero na potrzeby OiK, więc to mało prawdopodobne (choć mógł już zmienić plany). Mogły to być też jaja przesłane przez Rhaenyrę do Doliny. Najbardziej jednak prawdopodobne, że były to te jaja Aerysa. Varys ukradł je podczas upadku miasta i za pośrednictwem Illyrio Mopatisa przekazał Daenerys (wtedy jeszcze Martin nie planował fAegona). I nie. Nie wiadomo ile było jaj Aerysa. Źródła mówią o „pewnej liczbie”. Prawdopodobnie na początku było ich nawet więcej niż cztery.

              To mi się podoba 0
              To mi się nie podoba 0
      2. Chyba, że Whent i Dayne to pierwotne ofiary, a Hightower to nawinął się przy okazji. Skoro to Aerys go wysłał.

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 0
        1. Niby tak, ale jaka byłaby wartość takiego Whenta, jako ofiary w rytuale magii krwi? W rytuale Daenerys mamy wielkiego khala Dothraków, jego syna i następcę (półvalyrianina królewskiej krwi) oraz potężną kapłankę i czarownicę. Nie, wydaje mi się, że ta teoria to ślepa uliczka.

          To mi się podoba 0
          To mi się nie podoba 0
          1. Nie pamiętam teraz jak to było z historią Dorzecza. Oni byli Andalami czy Pierwszymi Ludźmi czy jeszcze coś innego ? Bo to było to królestwo wysp i rzek, związane z Pyke…Bo Whent to bardzo stary ród. Ale nie wiem jakie oni mają korzenie?

            To mi się podoba 0
            To mi się nie podoba 0
            1. Dorzecze to niemal w 100% Andale (bodajże chyba tylko z wyjątkiem Blackwoodów). Zaś Whentowie są młodym rodem, jak na warunki Westeros. Zaczynali jako rycerze domowi Lothstonów, a po ich upadku otrzymali we władanie Harrenhal.

              To mi się podoba 1
              To mi się nie podoba 0
  11. Rheagar może, ale Jajo ? Nie wierzę, to byłoby bez sensu. Ale dlaczego Hightower, przecież on szukał Rhaegara na rozkaz króla. Pierwotnie go tam miało nie być.

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button