KsiążkiMeekhan

Tajemnice uniwersum Meekhanu: Dusza pokryta bliznami – recenzja

Ponieważ prace nad podsumowaniem „Nawałnicy mieczy” postępują w tempie martinowskim (ale również z takąż skrupulatnością) i Dżądżen oraz BlueTiger potrzebują jeszcze chwili na doszlifowanie tekstu, dziś w drodze wyjątku zapraszamy do świata Meekhanu. Artykuł na temat „Gry o Tron” pojawi się w drugiej części tygodnia.

 

Kiedy kilka lat temu zachwycałem się „Niebem ze stali”, byłem przekonany, że Robert M. Wegner stworzył uniwersum, które przez długi czas będzie wyznaczało poziom polskiej fantasy. „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” imponowały rozmachem, świetnymi dialogami, umiejętnością prowadzenia wielu wątków jednocześnie i przede wszystkim poczuciem, że każde kolejne wydarzenie przybliża czytelnika do czegoś naprawdę wielkiego. Nawet jeśli nie wszystkie części były równie udane, seria utrzymywała bardzo wysoki poziom i dawała poczucie obcowania z historią przemyślaną, konsekwentnie rozwijaną i prowadzącą do jasno określonego celu. Dlatego właśnie „Dusza pokryta bliznami” okazała się dla mnie tak dużym rozczarowaniem. Nie dlatego, że autor poszedł w nieoczywistym kierunku albo podjął ryzyko formalne. Problem polega na tym, że po raz pierwszy w historii tego cyklu miałem wrażenie obcowania z książką zwyczajnie niedokończoną. Mając w pamięci poprzednie tomy, za nic nie spodziewałem się, że o “Duszy pokrytej bliznami” będę pisał tak źle, jak właśnie zamierzam.

W tym miejscu muszę zaznaczyć jedną rzecz. Egzemplarz powieści otrzymaliśmy od wydawnictwa do recenzji i oczywiście zawsze istnieje pokusa, by w takiej sytuacji złagodzić ocenę albo przymknąć oko na część problemów. Uważam jednak, że wobec was – czytelników – byłoby to zwyczajnie nieuczciwe. Rzetelna recenzja nie polega na bezwarunkowym chwaleniu autora tylko dlatego, że wcześniej stworzył świetne książki. Tym bardziej że „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” to seria zbyt ważna dla polskiej fantastyki, by traktować ją ulgowo. Nawet jeśli oznacza to napisanie tekstu znacznie bardziej krytycznego, niż sam chciałbym pisać.

Pominięte wątki, czyli nie dowiecie się co słychać u Cesarza

Największym problemem „Duszy pokrytej bliznami” jest to, że ta książka sprawia wrażenie zaledwie fragmentu większej całości, ale fragmentu zaskakująco ubogiego fabularnie. To nie jest klasyczna sytuacja, w której autor dzieli historię na dwa tomy i kończy pierwszy mocnym cliffhangerem. Tutaj bardziej przypomina to bardzo rozciągnięty wstęp do wydarzeń, które dopiero mają nadejść. Ponad czterysta stron, a po zakończeniu lektury trudno wskazać momenty, które rzeczywiście przesuwają główną fabułę do przodu. Co gorsza, to uczucie stagnacji narasta z każdym kolejnym rozdziałem. Wegner w przeszłości potrafił w prologu zawrzeć więcej informacji o świecie, ukazać ważniejsze wydarzenia niż w całym szóstym tomie.

Tym bardziej zaskakuje to po zakończeniu „Każdego martwego marzenia”. Tam przecież dostaliśmy wyraźną zapowiedź eskalacji konfliktu. Wizyta w Mroku, poznanie Matki Dobrych Panów i rosnące poczucie nadciągającego chaosu sugerowały, że seria wchodzi właśnie w decydującą fazę. Tymczasem nowa powieść momentami sprawia wrażenie, jakby próbowała od tych wydarzeń uciec albo wręcz wymazać je z pamięci czytelnika. Nie ma meekhańskiego Imperium, jest jedynie POGRANICZE. Nie ma Cesarza, nie ma najważniejszych politycznych graczy, praktycznie nie istnieje centrum państwa, które wcześniej wydawało się kluczowe dla dalszego rozwoju historii. Nie pojawiają się Laskolnyk, Kocimiętka ani większość członków czaardanu. Nie ma Małej Kany, Yatecha, nie ma praktycznie żadnego rozwinięcia wielu wątków, które przez lata budowały napięcie.

Oczywiście nie każda część wielotomowej sagi musi poświęcać uwagę wszystkim bohaterom jednocześnie. Problem polega jednak na tym, że w zamian nie dostajemy równie angażujących historii. Mam wręcz wrażenie, że Wegner po raz pierwszy stracił kontrolę nad rytmem opowieści. W poprzednich tomach nawet spokojniejsze sceny miały swoje znaczenie – budowały atmosferę, pogłębiały bohaterów albo przygotowywały grunt pod przyszłe wydarzenia. Tutaj zbyt wiele fragmentów sprawia wrażenie rozwlekłych i pozbawionych wyraźnego celu, a wszystkie trzy wątki tak naprawdę dałoby się zmieścić na góra dwustu stronach.

Dobrym przykładem jest wątek Altsina, Boreheda i Nocnej Perły. W teorii powinien on oferować oddech od cięższych wydarzeń.. Tymczasem dialogi często wydają się wymuszone, a żarty brzmią tak, jakby pojawiały się bardziej po to, by zapełnić kolejne strony, niż rzeczywiście budować relacje między postaciami. Zabrakło tej naturalności i lekkości, które wcześniej były jednym z największych atutów cyklu. Dawniej bohaterowie Wegnera potrafili jednym dialogiem zarysować charakter, zbudować napięcie i jeszcze przy okazji rozbawić czytelnika. W „Duszy pokrytej bliznami” rozmowy często ciągną się bez wyraźnej pointy. Podobne odczucia towarzyszyły mi przy wątku kompanii Górskiej Straży oskarżonej o zdradę. Sam pomysł nadal ma potencjał i kilka scen rzeczywiście działa emocjonalnie – zwłaszcza pod koniec tej historii – ale całość została rozpisana w sposób zaskakująco mało angażujący. Momentami miałem wręcz wrażenie czytania suchego raportu z wydarzeń, jakby ludzie niemal przestali ze sobą rozmawiać w tym świecie.

Najwięcej problemów mam jednak z Dalekim Południem i Białym Konowerynem. To wątek, który już wcześniej budził we mnie mieszane uczucia i nigdy nie uważałem go za element pasujący do reszty serii. Suche (o ironio! Zważywszy na fakt, że w tym fragmencie cały czas pada gęsty deszcz) fakty są takie, że po wielkiej konfrontacji z poprzedniego tomu wracamy niemal do punktu wyjścia, a fabuła przez długi czas stoi w miejscu. Nic się tu nie wydarzyło, chociaż autor poświęcił Dalekiemu Południu niemal połowę nowej powieści. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ogromna część tej książki mogłaby zostać znacząco skrócona bez większej szkody dla całości. Jest jak w tym słynnym monologu z Rejsu: „A w filmie polskim, proszę pana, to jest tak: nuda… Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. Taka, proszę pana… Dialogi niedobre… Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.”

Nieszczęsny rozdział dziesiąty

Symbolem wszystkich problemów tej powieści pozostaje dla mnie rozdział dziesiąty – kilkanaście stron rozmowy przy stoliku, która nie tylko nie wnosi wiele do fabuły, ale momentami wręcz wybija z rytmu całej historii. To właśnie podczas lektury tego fragmentu po raz pierwszy naprawdę zacząłem się zastanawiać, co właściwie wydarzyło się z tą serią. Nie chodzi nawet o sam brak akcji. Meekhan nigdy nie był przecież wyłącznie dynamiczną fantasy nastawioną na nieustanne bitwy i zwroty akcji. Problem w tym, że dawniej nawet spokojne sceny były pełne emocji, charakteru i znaczeń. Tutaj dialog sprawia wrażenie przeciągniętego, pozbawionego dramaturgii i zwyczajnie niedopasowanego do etapu historii, na którym znajduje się całe uniwersum. Ta część miała być niemal apokaliptyczna, świat miał się walić na oczach czytelnika. Ale nic takiego się nie dzieje, jest tylko marny, bardzo nudny dialog.

I właśnie dlatego tak trudno pogodzić mi się z tą książką. Nie dlatego, że jest całkowicie zła – bo nadal widać przebłyski dawnego talentu Wegnera. Nadal potrafi budować klimat, nadal znakomicie operuje językiem, nadal umie stworzyć pojedyncze sceny przypominające, dlaczego tylu czytelników pokochało ten świat. Problem polega na tym, że tym razem te momenty są zdecydowanie zbyt rzadkie.

Podczas lektury wielokrotnie wracało do mnie pytanie, czy nie lepiej byłoby poczekać na tę książkę jeszcze rok czy dwa, ale dostać historię naprawdę dopracowaną. Paradoksalnie coraz bardziej rozumiem George’a R.R. Martina i jego wieloletnie milczenie wokół „Wichrów zimy”. Co byśmy powiedzieli, gdyby nagle ta powieść pojawiła się w sprzedaży i nie byłoby w niej ani słowa o Danucie, Młodym Gryfie, Innych, Jonie, Cersei i Stanisie, a zamiast tego autor skupiłby się na leniwym ukazaniu codziennego życia na Żelaznych Wyspach i w Dolinie oraz może coś tam wtrącił w temacie Dorne? O innych sprawach cisza – mimo że większość bohaterów była w przededniu wielkich wydarzeń. Jeśli autor czuje, że historia wymyka mu się z rąk albo nie osiąga poziomu, którego oczekują czytelnicy, może czasem lepiej nie publikować niczego niż oddawać książkę sprawiającą wrażenie wersji roboczej.

Co dalej?

Mimo całej krytyki nie zamierzam jednak skreślać Meekhanu. Nadal uważam, że to jedno z najciekawszych polskich uniwersów fantasy ostatnich lat i wciąż wierzę, że Wegner jest w stanie wrócić do swojej najlepszej formy. Być może „Dusza pokryta bliznami” okaże się jedynie trudnym etapem przejściowym przed czymś znacznie większym. Następny tom będzie jednak miał ogromnie trudne zadanie – nie tylko rozwinięcia fabuły, ale również odbudowania zaufania części czytelników. Łudziłem się, że być może krytyka ze strony czytelników będzie kubłem zimnej wody po całej serii nagród, jakie zebrał Meekhan, ale wygląda na to, że się pomyliłem, bo “Dusza pokryta bliznami” znów znalazła się w gronie nominowanych do nagrody Zajdla. Być może fandom wyda werdykt akceptujący taką formę, ale ja się z tym kategorycznie nie zgadzam.

Na ten moment trudno mi traktować „Duszę pokrytą bliznami” jako pełnoprawną kontynuację jednej z najlepszych polskich sag fantasy. To raczej bardzo długi, momentami frustrujący prolog do wydarzeń, które dopiero nadejdą. Książka nierówna, rozwleczona i wyraźnie odstająca poziomem od wcześniejszych części cyklu. A szkoda, bo właśnie po Meekhanie spodziewałem się, że nawet słabszy tom będzie nadal czymś wyjątkowym. Tym razem tej wyjątkowości zwyczajnie zabrakło.

Dusza pokryta bliznami. Opowieści z meekhańskiego pogranicza. tom 6.
  • 2/10
    Ocena kuby - 2/10

Egzemplarz do recenzji otrzymaliśmy (pewnie ostatni raz) od wydawnictwa Powergraph, za co serdecznie dziękujemy.

To mi się podoba 12
To mi się nie podoba 3

Polecamy także

Komentarzy: 24

  1. A ja tam bym chętnie sobie przeczytał o lewniwej codzienności mieszkańców Doliny albo Żelaznych Wysp. Jako wtręt obok, tom 5.5, ale taka książka miałaby swoją wartość. Niestety nie doczekamy się takich dzieł. Doczekajmy się chociaż Wichrów…

    To mi się podoba 3
    To mi się nie podoba 0
    1. No właśnie – co innego dodatki do serii, a co innego główne tomy. Pratchettowe Nauki świata Dysku są świetne, ale nie były pisane kosztem innych powieści. Martin też pisze poboczne rzeczy, ale mógłby już te Wichry skończyć…

      To mi się podoba 5
      To mi się nie podoba 0
  2. O, zapomniałem zupełnie o premierze nowych opowieści z meekhańskiego pogranicza. Ale patrząc na to jak wiele pewnie nie pamiętam z poprzednich książek musiałbym dobrać się do jakiegoś naprawdę dobrego streszczenia najpierw…
    Nawiasem mówiąc, czy już poprzednia część nie miała trochę gorszych recenzji niż 4 i 5? Albo 4 część gorsze niż 3?
    Mnie chyba też Niebo ze Stali najbardziej wciągnęło, ale to przez to że byłem świeżo po opowiadaniach a potem zawsze był problem z dużym odstępem czasowym od czytania poprzedniej książki. Za to opowiadania… Cóż, oczywiście był dobre, ale moim zdaniem było widać nierówny poziom i niektóre rozwiązania fabularne (główny zły opowiadający swój plan by dać protagonistom czas na pokonanie go) był nienajlepsze.

    To mi się podoba 2
    To mi się nie podoba 0
    1. https://fsgk.pl/2025/02/fantastyczne-serie-12-czesc-3/ Niebo ze stali – dostało ode mnie 10/10, jedna z lepszych fantasy jakie w życiu czytałem, Marsz Wozaków był przepiękny, wzruszający i genialnie rozplanowany, Pamięć wszystkich słów – 8/10, jest sporo słabiej, ale wciąż w większości czyta się bardzo, bardzo dobrze. Każde martwe marzenie – 7/10, przekombinowane i miejscami za mocno przeciągnięte, coś obiecuje a finalnie nie wybucha i właśnie dlatego Dusza pokryta bliznami jest aż tak bardzo rozczarowująca, bo to miało być uzupełnienie tego co nie udało się w piątym tomie, a finalnie nie popchnięto fabuły prawie wcale na przód.

      To mi się podoba 3
      To mi się nie podoba 1
    2. Dobre streszczenia meekhanu są na stronie wydawnictwa, chyba przy każdym tomie można pobrać streszczenie za darmo. Co do duszy pokrytej bliznami – to po prostu pół lub nawet 1/3 właściwej książki, wydana żeby fani dostali cokolwiek zamiast czekać jeszcze kilka lat. Chyba w jakimś wywiadzie Wegener mówił, że chciał też już wydać ten tom żeby zmusić się do skończenia książki i pójścia z historią dalej. Zapewne ma to związek z jego problemami zdrowotnymi więc mam nadzieję, że to tylko lekka zadyszka i w kolejnym tomie wróci do formy. Bardziej od treści nie podoba mi się forma wydania – książka ma większy font, większe marginesy, puste strony i chyba też nieco grubszy papier od poprzednich tomów byle tylko wizualnie napompować jej objętość. W zamian za te niedogodności dostajemy najwyższą cenę za tom do tej pory 😛 widać Powergraph bierze przykład z SuperNowy i uznali że mogą doić fanów ile wlezie, portfele wytrzymają.

      To mi się podoba 4
      To mi się nie podoba 0
      1. Po przeczytaniu wszystkich komentarzy i opinii z innych stron dochodzę do wniosku, że lepiej zaczekać aż wyjdzie następna część i wtedy przeczytać wszystko od początku. Zwłaszcza że teraz i tak książek mam zaplanowanych na kilka miesięcy czytania.

        To mi się podoba 2
        To mi się nie podoba 0
      2. Byłem w weekend na targach książki i na stoisku wydawcy były oczywiście meekhańskie książki. Dusza w cenie 60 zł i widzę, że w internecie też taniej ciężko znaleźć. To naprawdę dużo. Ostatniego Wiedźmina kupiłem sobie przy jakiejś okazji, gdy brakowało mi czegoś do darmowej wysyłki. Nie powiem, treść mi się podobała i przeczytałem z dużą przyjemnością, ale cena okładkowa tej broszurki, przypominającej wyglądem makulaturę zalegającą w koszach marketów, jest po prostu nieprzyzwoita. W tych samych pieniądzach inni wydają ksiązki na ładnym papierze, w twardych, często lakierowanych okładkach i fajnej szacie graficznej.

        To mi się podoba 2
        To mi się nie podoba 0
          1. Nic złego. Po prostu jest najprostsza z możliwych. To nie zarzut per se, ale jakieś ilustracje czy inne ozdobniki mogłyby w jakiś sposób usprawiedliwiać wysoką cenę. Piszę o Wiedźminie, bo Duszy w rękach nie trzymałem.

            To mi się podoba 0
            To mi się nie podoba 0
  3. Z tego co słyszałem Wegner w ostatnich latach miał poważne problemy zdrowotne. Z tego powodu Dusza pokryta bliznami wygląda jak wygląda, bo postanowili z wydawcą dać czytelnikom fragment książki, który jako tako nadawał się do wydania, zamiast dać znacznie więcej, jeszcze bardziej nieogarniętego tekstu, lub kazać czytelnikom czekać jeszcze dużo czasu na jakąkolwiek kontynuację

    To mi się podoba 3
    To mi się nie podoba 0
    1. Prawda, ale no nie można mówić, że to jest dobre, tylko dlatego, że autor miał problemy zdrowotne, podjął taką decyzję i za to można go oceniać (choć ja wciąż bardzo mocno liczę na powrót do bardzo wysokiej formy) i jeszcze ta absurdalna nominacja do Zajdla – proszę państwa polska fantastyka nawet nie udaje, że nie umiera

      To mi się podoba 4
      To mi się nie podoba 0
    2. Zmienił się też chyba redaktor i podobno to mocno widać w tekście (ostre cięcia). Nie wiem, nie czytałem, ale gdzieś mi taka informacja mignęła.

      To mi się podoba 6
      To mi się nie podoba 0
    3. Przytoczę może swój post sprzed pół roku:

      https://fsgk.pl/2025/11/tajemnice-meekhanu-2-kim-jest-mala-kana/#comment-120450

      Nie no ja wiele potrafię zrozumieć i wybaczyć, rozumiem chorobę autora i przez to komplikacje wydawnicze, ale wydawanie „Duszy pokrytej bliznami” w cenie 2-krotnie wyższej z 2-krotnie krótszą zawartością względem poprzedniego tomu (i te dziwne zabiegi z czcionką i pustymi kartkami to kpina z czytelnika), to nie jest i nie może być usprawiedliwieniem dla takiego a nie innego działania wydawnictwa. Brzydzą mnie takie zagrywki nakierowane na mniej świadomego czytelnika, nie czytającego jakieś tam lubimyczytać czy inne fsgk lub inne padające fora internetowe(a to może to być bardzo świadoma decyzja czytelnicza, bo niektórzy nie chcą sobie psuć wrażeń z pierwszego czytania – ja na przykład, jeśli czekam bardzo na jakąś grę/film/książke, to unikam jakichkolwiek miejsc gdzie mogę natknąć się na spoilery – dlatego btw ja mam tak duże pretensje do dzisiaj np. do Sapkowskiego, który po wyjściu Tańca ze Smokami, nie zważając na czytelników polskiego wydania, sobie radośnie w ogólnopolskim radio ujawnił losy Jona z ostatniego rozdziału Tańca anglojęzycznego wydania, kiedy na polski przekład trzeba było sobie jeszcze kilka miesięcy poczekać). Działanie te same co niektórych producentów żywności, którzy opakowanie zostawiają takiej samej wielkości, ale kilkukrotnie zmniejszają gramaturę samego produktu, robią sztuczne wypełniacze, co potem już wygląda groteskowo przy otwarciu „produktu” – choć oni bardzo pilnują, żeby cena przynajmniej się „zgadzała”, nawet tego Powergraph nie zrobiło. Takie praktyki powinny być powszechnie piętnowane.

      Do tego dosłownie książkę trzeba niestety spuentować „Panie, nuda, tu nic się nie dzieje” ekhm no dzieje się może w 3 rozdziałach na krzyż. Cena nadal nie ma uzasadnienia, nawet teraz w oficjalnych sklepach pokazuje mi jedyne 60,09zł a najtaniej wg ceneo była za 57 zł. Za tyle to ja odradzam – jak ma ktoś ciśnienie kupić to lepiej kupić z 2-giej ręki albo przeczytać jak będzie w lokalnej bibliotece.

      Ta książka po prostu nie była gotowa i nie powinna być jeszcze wydana, bo nawet jeśli traktować ten tom jako I część jednej większej książki, to nawet ta pierwsza część wydaje się niedokończona (zwłaszcza wątek Konoweryn).

      To mi się podoba 9
      To mi się nie podoba 0
      1. Ja chciałem tylko przeprosić za ogromną obsuwę z recenzją, bo w odpowiedzi na komentarz zapewniałem, że będzie ona dużo szybciej i choć była ona praktycznie gotowa wyszło inaczej.

        To mi się podoba 1
        To mi się nie podoba 0
  4. Nie zgadzam się z recenzją, mi się powieść bardzo podobała. Może dlatego, że większość czasu czytałem o mojej ulubionej górskiej straży na zmianę z Altsinem i aherami. Dziwnie się czyta to na stronie, która wywodzi się z pisania o grze o tron, gdzie Uczta dla wron… to właściwie „dusza pokryta bliznami”, tylko, że w świecie Martina. Też włąśnie nie widzimy, co się dzieje w innych miejscach, bo akcja skupia się na innych wątkach, któe w dużym stopniu rozwiązuje lub chociaż doprowadza do jakiejś pointy (lepiej nawet niż u MArtina w tamtym tomie).

    To mi się podoba 4
    To mi się nie podoba 3
    1. Bardzo mało błyskotliwych dialogów u Górskiej Straży, mało polotu w ich wątku, skrótowe przedstawianie każdej możliwej sytuacji z nimi związanymi plus przeciągnięte do granic możliwości nic nie wnoszące rozmowy na Dalekim Południu i pseudo filozoficzne rozważania. Wątek Altsina stoi w miejscu i sprowadza się do bardzo prostych żartów i rozmów kompletnie o niczym. Zjazd z formą jest ewidentny, długość całej powieści, rozłożenie akcentów w poszczególnych rozdziałach, jakość samych rozdziałów, to co mają one do zakomunikowania – porównanie do Uczty dla Wron trafione tylko na poziomie pomysłu, bo gdyby się tego trzymać, to Uczta dla Wron skończyła by się jako całość w miejscu, w którym Arianne Martel prosi Arysa Oeakharta o to by porwał Mycellę, a potem jest jeszcze jakieś z osiemset(!!!) stron powieści. Nie krytykuje, że się podoba, każdy ma prawo odczuwać to jak chcę, ale jest kilka rzeczy, które ciężko obronić czy z nimi dyskutować, może je co najwyżej zignorować, udawać, że nie istnieją.

      To mi się podoba 6
      To mi się nie podoba 1
      1. Ekhh błąd Captcha o którym wspominał Robert Snow i mnie dosięgnął, więc będzie inaczej. Następnym razem zrobię kopie w Libreoffice zanim znowu mnie to dosięgnie. Piszę mniej więcej to samo podobnie jeszcze raz.

        Luzy arbuzy jak to mówi mój brat. Nie mam urazy 😉 rozumiem różne powody i być może niechęć do wydawania opinii na temat kolejnej powieści autora, który pisał dotychczas tak dobre książki i do pewnego poziomu się nie zniżał.
        Ja bym nie dał DPB 2/10, raczej 4/10 za całokształt – bo jednak jakiś warsztat widać, książka wciąga, tylko zawartość jest dużo za droga i długość za krótka jak na tak długi czas oczekiwania.

        Dalej jestem przekonania, że może być problem z wydaniem kolejnego tomu 🙁
        Jakby autor po KMM nie miał dobrego pomysłu, jak dociągnąć to dalej albo okazało się to niemożliwe. Martwi mnie brak jakichkolwiek informacji odnośnie losów Cesarza – tu ostatni rozdział losów 66 (a w nim przedstawienie szczątkowe sytuacji Cesarstwa Meekhanu) jest bardzo deprymujący. Mam przeczucie, że może być problem z wydaniem kolejnego tomu i mam nadzieje, że Wegner – w przeciwieństwie do moich odczuć jako czytelnika i dotychczas fana, jednak wróci wejściem smoka w kolejny tom – włącznie z całkowitą zmianą polityki wydawnictwa Powergraph, bo kolejny tom na 350 stron (faktycznej treści) podobnej jakości będzie najprawdopodobniej grabarzem serii.

        To mi się podoba 2
        To mi się nie podoba 0
        1. Nie pod ten komentarz chciałem odpowiedzieć tylko ten wyżej pod moim, przepraszam za przeoczenie 🙁

          To mi się podoba 0
          To mi się nie podoba 0
  5. 2/10
    Serio?
    Treść twojej recenzji jest krytyczna, ale 2/10 sugeruje dzieło niemal pozbawione jakichkolwiek zalet.
    Tymczasem sam wskazujesz na mocne strony powieści. Ta nota zwyczajnie nie współgra z argumentami przedstawionymi w tekście.
    Mam wrażenie, że wystawiłeś ocenę emocjom, a nie książce.

    To mi się podoba 7
    To mi się nie podoba 3
            1. Do trzech razy sztuka 🙂 Chyba chodzi o jednakowoż sympatycznego redaktora… nie no chyba nie 🙂

              To mi się podoba 2
              To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button