Gwiezdne wojnySeriale

Gwiezdne wojny: Maul – Mistrz Cienia (sezon 1)

Zamykamy gwiezdnowojenny tydzień recenzją kolejnego animowanego serialu z odległej galaktyki. W przeciwieństwie do aktorskiej części uniwersum, która rzadko wychodzi poza stany średnie (niektóre seriale) lub stuka w dno (i to od spodu – jak w przypadku filmów kinowych), starwarsowe animacje od ładnych kilku lat trzymają całkiem wysoki poziom. Można też zauważyć tendencję odchodzenia od rozwleczonych form na rzecz krótszych, będących czymś pomiędzy tradycyjnym serialem, a limitowaną miniserią. Całość zdążyła już rozrosnąć się do tego stopnia, że śmiało można uznać tak zwane “Filoniverse” za pełnoprawną część tego świata, równoległą do dwóch oryginalnych trylogii.

To rzekłszy, należy przejść do słonia w pokoju, żeby mieć to za sobą. Tak, “Maul: Mistrz cienia” opowiada o Maulu (już bez przedrostka Darth), który przeżył przepołowienie mieczem świetlnym oraz upadek w bezdenną przepaść. Wiadomo o tym od 4 sezonu “Wojen klonów”, wiadomo, że nie miało to prawa się wydarzyć, a jednak się stało i czerwono-czarny Zabrak od lat pojawia się tu i tam w różnych produkcjach. Mało tego – wyrósł na rewelacyjnego antagonistę, który ma bardzo dobrze rozpisane motywacje, jest świetnie dubbingowany i po prostu doskonale sprawdza się jako czarny charakter, który zawsze stoi gdzieś obok głównego konfliktu. Można powiedzieć, że Filoni naprawił to, co Lucas schrzanił, zabijając Maula zanim zdążyliśmy go w ogóle poznać. Nie twierdzę, że jego wskrzeszenie miało jakiekolwiek logiczne uzasadnienie (chociaż przecież w KOTOR 2 mieliśmy już sitha, który żył wyłącznie dzięki mocy, bo jego ciało dawno było martwe), ale miłośników gwiezdnowojennych animacji nie muszę chyba przekonywać, że mimo wszystko było warto.

Akcja pierwszego sezonu “Mistrza cienia” toczy się po zakończeniu “Wojen klonów”. Zdradzony przez swoich kamratów z kryminalnego półświatka dawny uczeń Palptine’a pojawia się na planecie Janix, żądny zemsty i z planem odbudowy swojego podziemnego imperium. Na drodze stanie mu gromadka całkiem ciekawych bohaterów: mistrz jedi Eeko-Dio Daki, który wraz ze swoją padawanką podąża za Maulem; detektyw Brander Lawson, próbujący rozgryźć sprawę mafijnych porachunków, zanim niepokoje ściągną na planetę oddziały Imperium; dwaj inkwizytorzy tropiący niedobitki jedi na rozkaz Vadera nareszcie nie wyglądają jak głupi przebierańcy, tylko budzą autentyczny niepokój (no, może poza tymi nieszczęsnymi wirującymi mieczami); nawet obowiązkowe droidy (jeden dubbingowany przez rewelacyjnego Richarda Ayoade) są dość nietypowe i oryginalne. Muszę przyznać, że chyba żaden inny wcześniejszy serial tak mocno nie odcinał się od wszelkich oklepanych schematów, jednocześnie wprowadzając aż tyle zapamiętywalnych postaci.

Już sama planeta Janix, chociaż na pierwszy rzut oka przypomina Coruscant oraz Nar Shadda, to często bliżej jej do cyberpunkowych klimatów w stylu “Blade Runnera” czy Night City. Jest mroczna, brudna, pełna neonów i ciemnych zaułków. Wielkie ukłony należą się w tym miejscu rysownikom, którzy powołali to wszystko do życia. Większość teł została namalowana ręcznie, często z użyciem techniki matte painting, czyli nakładania na siebie różnych warstw wzorem tradycyjnych filmów. Efektem są scenografie nieco rozmazane, pełne wielokolorowych plam, jak gdyby malowane farbami i później ożywione w drodze animacji. W to wszystko wtopiono odpowiednio oteksturowane trójwymiarowe postacie, a końcowy efekt jest po prostu przepiękny. Serial jest bardziej mroczny od wszystkich poprzednich i klimatem przypomina kultowego animowanego “Batmana”. Uważam, że choćby dla wrażeń audiowizualnych warto dać “Maulowi” szansę.

Na szczęście fabuła też trzyma poziom. Rozkręca się raczej powoli, początkowo garściami czerpiąc obficie z klasyki kina noir. Samotny detektyw, nielegalne działania, śledztwo i tajemniczy bohaterowie. Później dochodzi znakomity wątek kuszenia padawanki przez Maula. Znacznie lepiej pokazany niż koślawa transformacja Anakina w filmach kinowych. Mistrz cienia używa logicznych argumentów, żeby zasiać ziarno zwątpienia w umyśle Devon, a w świecie pod butem Imperium nietrudno o wrogów, przeciwko którym można skierować gniew młodego, porywczego umysłu. Łatwo też uwierzyć, że wiecznie uciekająca i głodująca dziewczyna, widząc potęgę, jaką Maul prezentuje w walce, może dać się uwieść wizji pełnego wykorzystania mocy. No i jest wreszcie sam Maul, którego knowania początkowo nie robią może wielkiego wrażenia – ot, porachunki mafijne w stylu “Wojen klonów”, czyli w gruncie rzeczy animacja dla dzieci trochę bardziej na poważnie. Jednak swoim balansowaniem na granicy obłędu i ogniem w oczach Maul hipnotyzuje widza i nawet w tych wolniejszych momentach nie pozwala się nudzić. Na szczęście dość szybko akcja się zagęszcza, do gry wkracza Imperium oraz inkwizytorzy i wtedy tempo wyraźnie rośnie. Nie brakuje pojedynków na miecze świetlne, w krótkich epizodach pojawiają się postacie znane z filmów i chociaż może wejście tej najważniejszej z nich śmierdzi tanim fanserwisem, to wszystko zebrane do kupy jest spójne, dynamiczne i nie sprawia wrażenia bajeczki dla dzieci. Trup ściele się gęsto, odcięte kończyny fruwają, a złość i strach postaci wydają się autentyczne.

“Maul: Mistrz Cienia” to zdecydowanie “Gwiezdne wojny” od fanów dla fanów. Pełne akcji, przygody, dopieszczone wizualnie. Po nieco rozczarowującej “Parszywej zgrai” wracamy na poziom najlepszych sezonów “Wojen klonów” i “Rebeliantów”. Gdyby seriale aktorskie i filmy kinowe trzymały podobny poziom i też nie bały się wyjść poza ograne schematy, cały ten kosmiczny świat byłby w zupełnie innym miejscu. Filoni po raz kolejny pokazał, że czuje „Star Wars”, a najlepiej wychodzą mu właśnie oryginalne animacje. Tu nikt nie próbował wymyślać koła na nowo, ale widać ogromny postęp, jaki zaszedł w niemal każdym aspekcie produkcji w stosunku do wczesnych animacji. Dialogi nie straszą już sztucznością, kamera pracuje bardzo dynamicznie, jakość grafiki to wręcz światowy top, udźwiękowienia zaś nie powstydziłby się wysokobudżetowy hollywoodzki film. Kto wie – jak tak dalej pójdzie (a Mando zaliczy finansową wtopę), być może kolejna kinowa trylogia będzie animowana. Chyba nie miałbym nic przeciwko.

  • Ocena Crowleya - 7.5/10
    7.5/10
To mi się podoba 12
To mi się nie podoba 0

Crowley

Maruda międzypokoleniowa i mistrz w robieniu wszystkiego na ostatnią chwilę. Straszliwy łasuch pożerający wszystko, co związane z popkulturą. Miłośnik Pratchetta i Clancy'ego, kiedyś nawet Gwiezdnych wojen, a przede wszystkim muzyki starszej niż on sam.

Polecamy także

Komentarzy: 23

  1. Mnie trochę ten serial wynudził, choć animacja bardzo ładna, to trzeba przyznać. 6/10, moim zdaniem poziomu Wojen Klonów to nie sięgło.

    Spoiler

    A pojawienie się Vadera na koniec, tak samo jak w obu grach z serii Star Wars: Jedi uważam za po prostu oklepany zabieg. Do tego kolejni cudem ocalali jedi? Serio? Zaraz się okaże że po czystce żyło ich więcej niż przed nią.

    [collapse]
    To mi się podoba 4
    To mi się nie podoba 0
    1. No niestety wygląda na to, że albo Jedi było ogromnie wielu, albo klony strzelały z taką samą skutecznością co późniejsi szturmowcy. Albo jedno i drugie.

      To mi się podoba 2
      To mi się nie podoba 0
      1. To jest problem wielkich plot twistów, że po nich zazwyczaj twórcy wycofują się rakiem, bo nie maja pomysłu co dalej.

        To mi się podoba 1
        To mi się nie podoba 0
        1. Wydaje mi się, że stąd właśnie wynika ten strach przed podejmowaniem ostatecznych decyzji w serialach. The Boys jest tego doskonałym przykładem. Przez 5 sezonów niby wiele się wydarzyło, ale tak naprawdę akcja drepcze w miejscu i główni bohaterowie stoją razem z nią. Bo a nuż będzie można o kimś zrobić spin-off. Ciekawe, na ile jest to gra agentów tych wszystkich aktorów i aktorek, a na ile kalkulacja producentów. Wiadomo, że nikt nie chce ucinać złotych jaj kurze, czy jak to tam szło.

          To mi się podoba 4
          To mi się nie podoba 0
          1. A na dodatek w Gwiezdnych wojnach niestety działa to w dwie strony zło nie może dobić dobra i jakimś cudem dobro tego zła też nie może dobić, bo nagle nowy ośrodek jeszcze potężniejszy powstaje, bo nadzwyczajna, przytłaczająca ilości popleczników jakimś dziwnym trafem uciekła

            To mi się podoba 4
            To mi się nie podoba 0
            1. Dlatego Maul jest fajny. Jest Imperium, są Jedi/rebelianci i jest Maul, który chce się zemścić na Imperatorze i Kenobim. Nie interesuje go dobro i zło, tylko własny interes.

              To mi się podoba 4
              To mi się nie podoba 0
      2. Crowley, Jedi było 10 koła. Nawet gdyby w ogromie galaktyki ocalał ich (mam na myśli faktyczne ocalenie, nie śmierć kilka dni po, albo stanie się Inkwizytorem krótko po) 1%, to masz setkę ocalałych Jedi. Z nazwiska nie masz nawet 50, wystąpiło na ekranie, kartce komiksu lub książki może dwudziestu (z Inkwizytorami i Vaderem więcej). Wciąż jeszcze wielu historii ocalałych Jedi nie znamy – bo z Kenobiego np., albo ze wzmianek w innych miejscach mamy nazwiska poszukiwanych (sam Kenobi rzucił w jednym miejscu takich 14, a w innym miejscu potwierdził przeżycie gościa co był wzmiankowany w którejś grze z Kestisem), ale wiemy o nich tyle, że przeżyli.

        To mi się podoba 1
        To mi się nie podoba 1
    2. Nie no – kolejni ocalali Jedi nie są niczym nietypowym. Do Kenobiego znaliśmy nieco ponad 30 ocalałych, po Kenobim prawie 50, a było ich w chwili rozkazu około 10 tysięcy. To się tylko tak wydaje, ale jest wręcz przeciwnie! Bo powinna ocaleć po rozkazie 66 przynajmniej jeszcze setka. Jak juz wspomniałem znamy zaledwie koło 50, którzy przetrwali rozkaz (materiał pięć lat temu na ten temat zrobił Wściekłe Wąsy, a potem przyszedł Kenobi, który rzucił kilkunastoma nazwiskami, ale te postacie się nigdzie nie pojawiły), z czego są tacy co zmarli krótko po. Zakonnicy byli rozrzuceni po całej galaktyce, więc naturalnym jest, że z 10 tysięcy przetrwał chociaż ten jeden procent – a do niego brakuje i tak jakiś 50 Jedi. Mnie wręcz dziwi, że brakuje Jedi, którzy skutecznie ukrywali się do czasów Nowej Republiki. Kilkunastu takich powinno się znaleźć, a mamy… Mamy jakiegokolwiek? Zazwyczaj jeśli nie wiemy, że zmarł, to wiemy, że przeżył i tyle (Vos, Kcaj, , albo ląduje gdzieś daleko by nie mieszać się w chronologię Nowej Trylogii (Cal Kestis, zaliczyłbym tu Ezrę z Rebeliantów, chociaż ten nie ma nic wspólnego z ocaleniem z czystki). Mamy niejakiego Naq Meda, który był padawanem Jedi, ale jeszcze przed wojną klonów opuścił Zakon i wiemy, że doczekał się dzieci i wnucząt oraz uciekł samemu wielkiemu Inkwizytorowi. JEDEN! Z Kestisem DWÓCH! Może jeszcze jakiegoś przeoczyłem, ale to jest absurdalnie mała ilość Jedi.
      Poza tym w liczbie ocalałych jest Vader, czy Inkwizytorzy, których ocalałymi bym nie nazwał, patrząc kim się stali.
      Ashoka to trochę inna historia.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 1
      1. A jakieś źródło odnośnie tych 10 tysięcy przed czystką? Pamiętam że w jakiejś encyklopedii, która ukazała się po premierze „Mrocznego Widma” była podana liczba właśnie 10 tysięcy. Ale to było w czasach pokoju, 10 lat przed wybuchem wojny kolonów, a że między „Mrocznym Widmem”, a „Atakiem klonów” skład rady jedi (czyli tych najlepszych/najmądrzejszych) się zmienił, bo część, jak mistrzyni Yaddle zginęła, to możemy przyjąć, że śmiertelność wśród zwykłych rycerzy mogła być dość wysoka. Wojna mogła i powinna przetrzebić ich szeregi jeszcze bardziej. Poza tym przez 20 lat po rzezi Vader i inkwizycja mieli za zadanie polować na ocalałych, więc gdyby ocalał nawet 1%, to wyszliby na strasznych partaczy.

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 0
  2. Czasami przynudzał, ale ogólnie bardzo fajnie.

    ” W krótkich epizodach pojawiają się postacie znane z filmów”
    Czuję się głupio, bo poza wiadomym osobnikiem i Maulem nikt mi nie przychodzi do głowy.

    Zastanawia mnie Lawson. Czy go jeszcze zobaczymy w drugim sezonie.

    Co do Jedi. No cóż, ma to w sumie sens. Nie licząc Revy (chryste co to był za gniot) i może Grogu, to reszta jest dość dobrze wytłumaczona.
    Nie wszyscy musieli być na misjach lub w świątyni.

    To mi się podoba 3
    To mi się nie podoba 0
    1. Był jeszcze Kenobi (ponoć dubbingowany przez McGregora) i Dryden Voss – grany przez Paula Bettany’ego w Solo.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
      1. Lol w ogóle nie kojarzę że ten Vos już był. Nie pamiętam wiele z Solo.
        A Kenobi to chyba w formie flashbacki tylko?

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 0
  3. wyjaśnili jakoś jak mu odrosły nogi i jak przeżył ten upadek, czy po prostu go wrzucili do serialu i elo? typ jest nieśmiertelny czy co? może następny serial niech zrobią o hrabim Dooku, przecież też mu może odrosnąć głowa i fani będą mieli co oglądać xDD

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 1
    1. Oj to już dawno Maul wrócił, z początku miał stalowe nogi z jakiś śmieci, potem mu siostry nocy oddały chyba właściwe nogi z tego co pamiętam, ale to było już Wojnach Klonów w sezonie w 3 albo 4 sezonie a więc w roku 2011 albo 2012

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
  4. Aha, czyli to animacja? No i dobrze, bo nie cierpię i nie oglądam animacji (poza Pingwinami z Madagaskaru). Nie uważam ich też za część filmowych uniwersów. Podobnie jak książek, komiksów i gier. A przynajmniej nie za część kanoniczną. Co do samego Maula to uważam, że głupotą było ożywianie go. Może nie aż taką, jak ożywienie Imperatora, ale jednak głupotą. Nie rozumiem fenomenu tej postaci. Owszem, w pierwszym epizodzie był kozackim złolem, ale na wszystkich bogów – starych i nowych – po cholerę to ciągnąć? Był kozacki właśnie dlatego, że dobrze walczył i efektownie zginął. Jeżeli teraz znerfimy ten epicki pojedynek to co pozostanie? Jakiś kolejny dupek z dziwną twarzą ciągnący się jak flaki z olejem przez kolejne filmy i seriale. Środowisko filmowe jest już tak wyjałowione, że nie potrafi stworzyć dosłownie żadnej nowej postaci, która by chwyciła?

    To mi się podoba 2
    To mi się nie podoba 4
      1. Nie kompromisuj się. 😛 Nigdzie nie napisałem nawet słowa o tym serialu. Powiedziałem tylko ogólnie, że nie lubię animacji. Mam chyba do tego prawo? Być może w dziedzinie animacji ten serial jest arcydziełem i zasługuje na animowanego Oscara, nie wiem. Powiedziałem też, że nie rozumiem fenomenu popularności postaci Maula. A Maula oglądałem. W Mrocznym Widmie. 😛

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 1
        1. Maul został wskrzeszony 15 lat temu. Let it go 😛
          A te animacje to obok Andora najlepsza rzecz od czasów Zemsty Sithów.
          Głównie Klony i Rebels.

          To mi się podoba 3
          To mi się nie podoba 0
          1. Aha, skoro stało się to 15 lat temu, to już jest dobrym pomysłem poprzez zasiedzenie? 😛
            Co do reszty – de gustibus. Ja nie lubię animacji. Nie czuję się przez to ani lepszy, ani gorszy.

            To mi się podoba 0
            To mi się nie podoba 1
    1. Wszystko co piszesz ma sens, a mimo to Maul jest po prostu świetny w tych animacjach. Mnie one zwyczajnie podeszły i poza kilkoma słabszymi seriami, to jest po prostu fajna, niezobowiązująca i bezpretensjonalna rozrywka. Wiadomo, że to nie to samo co stare filmy, ale Filoni na tym swoim wąskim poletku robi dobrą robotę. Przy czym to wcale nie musi oznaczać, że będzie robił dobre filmy kinowe. To są zupełnie różne media i już w aktorskich serialach pokazał, że nie da się przenieść do nich estetyki Wojen klonów.

      To mi się podoba 3
      To mi się nie podoba 0
      1. Przede wszystkim Wojny Klonów i Rebels świetnie zgłębiały dane epoki.

        Opowieści Jedi – to jest w ogóle wybitne. Brakowało zgłębienia postaci Dooku. Jedyny minus to była ta She Yoda.

        To mi się podoba 3
        To mi się nie podoba 1

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button