KsiążkiPieśń Lodu i Ognia

Bohaterowie na których nie zasługujemy #3: Jon Arryn

Jon Arryn jest bohaterem o tyle nietypowym, że umiera tuż przed rozpoczęciem akcji Pieśni lodu i ognia. Ale to właśnie on jest jednym z tych, którzy najmocniej odcisnęli swe piętno na najnowszej historii Siedmiu Królestw i to zarówno za życia, jak i po śmierci.

Smutny koniec

„Nasienie jest silne” to ostatnie słowa Jona Arryna. Aż do swego nagłego zejścia z łez padołu przez piętnaście lat sprawował urząd namiestnika króla Roberta Baratheona i de facto rządził Królestwem w zastępstwie łajdaczącego się monarchy. Zaawansowany wiek nie odebrał mu sił, bystrości umysłu ani determinacji, nie nauczył jednak niezbędnej na tak wysokim stanowisku pewnej zdrowej dawki nieufności. Sympatyczny w obejściu i chętnie otaczający się ludźmi namiestnik nie zdawał sobie sprawy, jak wielu ma wrogów. Z jednym z nich dzielił nawet małżeńskie łoże.

– Łzy, łzy, łzy. – Łkała histerycznie.- Po co te łzy… ale w Królewskiej Przystani mówiłeś co innego. Powiedziałeś, żebym dodała Jonowi łez do wina i spełniłam twoje życzenie. Dla Roberta i dla nas!

– Nawałnica mieczy –

Petyr Baelish cynicznie wykorzystał niestabilną psychicznie i od lat szaleńczo w nim zakochaną Lysę Arryn, namawiając ją, by otruła własnego męża i w liście do siostry oskarżyła o zbrodnię Lannisterów. Jon Arryn podpisał na siebie wyrok w chwili, gdy postanowił wydostać swego jedynego syna spod toksycznego wpływu matki i wysłać pod opiekę Stannisa Baratheona na Smoczą Skałę. Małżeństwo z Lysą już choćby z powodu olbrzymiej różnicy wieku od samego początku było nieudane, z biegiem lat kryzys zaś narastał i z pewnością nie był on zawiniony tylko przez jedną ze stron.

– […] Jon spełniał swój obowiązek w sypialni, ale nie potrafił dać mi przyjemności, tak samo jak nie potrafił dać mi dzieci. Jego nasienie było stare i słabe. Wszystkie moje dzieci umarły, oprócz Roberta. Trzy dziewczynki i dwóch chłopców. Moje maleństwa umierały, ale ten starzec o śmierdzącym oddechu nie dawał za wygraną.

– Nawałnica mieczy –

Lysa, która utraciła aż pięcioro nowonarodzonych dzieci, a także przeżyła kilka poronień, miała na punkcie swego jedynaka obsesję i nie wyobrażała sobie rozstania z nim, co wykorzystał Littlefinger. Nawet jednak on nie był w stanie przewidzieć, że wydarzenia mogą się ułożyć tak korzystnie dla niego i jednocześnie pechowo dla Arryna. Jon mimo zaawansowanego wieku wciąż był krzepkim mężczyzną, zaś jego osobisty maester podjął skuteczną kurację, która być może mogłaby go jeszcze uratować. Wtedy jednak postanowił zainterweniować wielki maester Pycelle.

[…] – Widziałem wśród twoich medykamentów lyseńskie łzy. Odesłałeś też maestera lorda Arryna i opiekowałeś się nim osobiście, by mieć pewność, że umrze. […] – Tak – zaskomlał. – Tak, Colemon podawał mu mikstury przeczyszczające, więc go odesłałem. Królowa pragnęła śmierci lorda Arryna. Nie powiedziała tego, nie mogła powiedzieć, Varys słuchał, zawsze słuchał, ale gdy na nią spojrzałem, wiedziałem wszystko.

– Starcie królów –

Skąd przekonanie Pycella, że śmierć Arryna byłaby na rękę Cersei? Wielki maester wiedział, kto tak naprawdę jest ojcem dzieci królowej. Gdy Jon na dzień przed zapadnięciem na zdrowiu pożyczył od niego księgę poświęconą przedstawicielom wielkich westeroskich rodów, z której wprost wynikało, że ze związków Baratheonów z Lannisterami rodzą się dzieci z ciemnymi włosami, Pycelle zrozumiał, że namiestnik poznał, albo wkrótce pozna sekret królowej.

Wielki maester miał rację: Arryn zaalarmowany przez Stannisa zaczął interesować się, dlaczego Joffrey, Myrcella i Tommen przypominają bardziej wuja niż ojca. Trudno powiedzieć, czy młodszemu z Baratheonów do myślenia dał wygląd przebywającego w Końcu Burzy Edrica Storma, uznanego przez Roberta za swego bękarta, a który wyglądał jak skóra zdjęta z monarchy, czy to raczej ktoś „życzliwy” zwrócił mu na to uwagę. Stannis wiedział jednak, że jeśli oskarżenia wyjdą od niego, król z pewnością mu nie uwierzy.

– Brat nigdy nie traktował mnie zbyt serdecznie – wyjaśnił Stannis. – I gdyby usłyszał te oskarżenia z moich ust, uznałby tylko, że jestem małostkowy i interesowny. Że chodzi mi o pozycję jego następcy. Sądziłem, że Robert będzie bardziej skłonny uwierzyć lordowi Arrynowi, którego miłował.

– Starcie królów –

Jon i Stannis w swych poszukiwaniach dotarli na Jedwabną oraz Stalową, gdzie odnaleźli kolejne pochodzące z nieprawego łoża dzieci Roberta, podobnie jak Edric, ciemnowłose. Księga miała być kolejnym dowodem na potwierdzenie prawdziwości oskarżeń. Śledztwu kres położyła śmierć Jona Arryna, po której Stannis przezornie wyjechał ze Stolicy, zaś ostatnie słowa pana Orlego Gniazda dadzą do myślenia jego następcy.

Kiepski bilans

– […] Przez piętnaście lat zasiadałem w jego radzie, pomagając Jonowi Arrynowi zarządzać królestwem, podczas gdy Robert pił i chędożył dziwki, ale czy po śmierci Jona brat mianował mnie swym namiestnikiem?

– Starcie królów –

Przez Stannisa przemawia typowa dla niego gorycz, ale wszyscy – łącznie z samym Robertem – zgadzali się, że trud codziennego sprawowania rządów spoczywał na Jonie Arrynie, którego Baratheon zaraz po zdobyciu Żelaznego Tronu mianował swym namiestnikiem. Pan Orlego Gniazda energicznie przystąpił do umacniania władzy nowego monarchy, postanawiając związać z nim potężnych Lannisterów, którzy przyłączyli się do rebelii dopiero pod sam jej koniec.

– […] I jeszcze Cersei… To Jon Arryn nakłonił mnie bym ją poślubił. Nie miałem zamiaru żenić się w ogóle po śmierci Lyanny, ale Jon powiedział, że Królestwo potrzebuje dziedzica. Mówił też, że Cersei będzie dobrą partią, że dzięki temu małżeństwu będę miał po swojej stronie lorda Tywina, na wypadek gdyby Viserys Targaryen próbował odzyskać tron ojca. – Król pokręcił głową. – Przysięgam, że kochałem staruszka, choć teraz uważam, że był głupi. Och, Cersei jest piękną kobietą, miło na nią popatrzeć, ale jest… zimna.

– Gra o tron –

Pretensje Roberta co do mariażu nie wynikają z kwestii politycznych, lecz osobistych: małżeństwo – w dużej mierze z winy samego monarchy – okazało się kompletnie nieudane. Pozostaje jednak pytanie, na ile rzeczywiście realną była perspektywa wparcia przez Tywina sprawy Viserysa, skoro to właśnie Lannisterowie przyczynili się do śmierci jego ojca jak i bratanków. Być może Jon wolał jednak dmuchać na zimne, tym bardziej że znalazł się człowiek otwarcie nawołujący do wsparcia ostatniego żyjącego syna Szalonego Króla – Oberyn Martell. Stąd niedługo po objęciu urzędu Arryn udał się do Dorne, by zawrzeć pokój z księciem Doranem – rozgoryczonym śmiercią siostry, jej dzieci i swego wuja Lewyna – oraz spacyfikować Czerwoną Żmiję. Skutek osiągnął, przynajmniej w takim zakresie, iż Martellowie nie wystąpili przeciw Żelaznemu Tronowi otwarcie, chociaż po kryjomu wciąż grali na Targaryenów.

W kolejnych latach Jon Arryn podejmował beznadziejne próby utemperowania zapędów coraz bardziej niesfornego i szastającego pieniędzmi Roberta. Poprzedni monarcha co prawda palił ludzi żywcem i nie obcinał paznokci, państwowy skarbiec pozostawił jednak wypełniony złotem. Za panowania Roberta nie tylko opróżniono go do dna, ale też potężnie zadłużono Koronę.

– Nie uwierzę, że Jon Arryn pozwolił Robertowi żebrać po całym Królestwie – przemówił gwałtownie Ned.
Wielki Maester Pycelle pokręcił głową, pobrzękując cicho łańcuchem.
– Lord Arryn był roztropnym człowiekiem. Obawiam się jednak, że Jego Miłość nie zawsze słucha mądrych rad.

– Gra o tron-

Nie będąc w stanie zapanować nad wydatkami, Arryn rozpaczliwie szukał sposobów na ponowne zapełnienie skarbca. Nieoceniony okazał się ulubieniec jego żony – Petyr Baelish – który gdziekolwiek został skierowany, zwielokrotniał przychody. Namiestnik nie zaprzątał sobie głowy tym, jakim sposobem Littlefinger dokonuje tego niezwykłego wyczynu oraz dlaczego mimo rosnących wpływów wydatki wciąż są od nich wyższe. Potrzebował efektów, stąd szybka kariera Baelisha, której zwieńczeniem było mianowanie go starszym nad monetą.

Arryn nie dostrzegł również jeszcze jednego i chyba nawet ważniejszego: Littlefinger nie tylko cudownie pomnażał pieniądze, sam wzbogacając się coraz bardziej, ale budował sieć zależnych od siebie osób, nawet jeśli formalnie niektórych z nich awansował sam namiestnik.

W tym czasie wszędzie lokował swoich ludzi. Wszyscy czterej klucznicy należeli do niego. Królewski rachmistrz i królewski wagowy byli mianowani przez niego, podobnie jak mincmistrze wszystkich trzech mennic. Komendanci portów, poborcy podatków, urzędnicy celni, wełniani faktorzy, poborcy myta, płatnicy, kupcy winni – dziewięciu na dziesięciu z nich siedziało w kieszeni u Littlefingera.

– Starcie królów –

O tym, że wpływy Littlefingera sięgały daleko poza sfery gospodarcze, pisał swego czasu Dael. Z kolei Bluetiger wskazywał, jak bezradny okazywał się Arryn, gdy wychodziła na jaw nieuczciwość i skorumpowanie niektórych zauszników Baelisha. Oprócz stronnictwa Littlefingera, powszechnie zresztą lekceważonego przez dumnych westeroskich lordów, rosło drugie, znacznie potężniejsze, skupione wokół Lannisterów. Stopniowo w otoczeniu Roberta Lwów tylko przybywało, ale trudno by było inaczej, jeśli połowa wszystkich długów Korony została zaciągnięta na Zachodzie.

Przy wszystkich tych słabościach rządy Roberta i jego namiestnika zostały zapamiętane jako piętnaście lat pokoju i dobrobytu.

Rebelia Jona Arryna

Niewdzięczny obowiązek władania Królestwem ściągnął na siebie sam Jon, obalając panujących od 300 lat Targaryenów. Historia zapamiętała te wydarzenia jako Rebelię Roberta, ale nazwa ta opisywała bardziej ich skutek niż to, kto faktycznie je zainicjował, wszczynając pierwszy skuteczny bunt, odkąd Smoki zawładnęły Westeros. Do upadku Targaryenów dość mocno zresztą przyczynił sam Aerys, mordując Rickarda Starka oraz jego syna Brandona wraz z towarzyszami. Jednym z nich był bratanek Jona Arryna – Elbert, który był dziedzicem bezdzietnego pana Doliny. Na tym nie było jednak Szalonemu Królowi dość.

Zamiast udzielić im sprawiedliwego posłuchania, Aerys zamordował wszystkich okrutnie, a potem zażądał, by lord Jon Arryn stracił swych byłych podopiecznych, Roberta Baratheona i Eddarda Starka. Wielu obecnie zgadza się, że bunt rozpoczął się z chwilą, gdy lord Arryn odmówił wykonania rozkazu i odważnie zwołał chorągwie, by bronić sprawiedliwości. Jednakże nie wszyscy lordowie Doliny zgadzali się z decyzją lorda Jona i wkrótce doszło do pierwszych starć, podczas których lojaliści próbowali obalić lorda Arryna.

– Świat Lodu i Ognia –

Często o tym zapominamy, ale to właśnie Jon Arryn, nie zaś Robert Baratheon – który przebywając w Dolinie, był odcięty od własnych sił i podobnie jak Ned Stark, zdany na łaskę Pana Orlego Gniazda – wszczął rebelię przeciw Szalonemu Królowi. O tym, że decyzja wcale nie była łatwa i oczywista świadczy chociażby to, że Arryn musiał stoczyć walkę najpierw z tymi ze swoich wasali, którzy zachowali lojalność wobec Żelaznego Tronu. Jon zdołał ich poskromić oraz wysłać Neda i Robba do ich domen, by tam mogli zebrać chorążych. Na tym jednak lord Orlego Gniazda nie poprzestał. Siłom Doliny, Północy i Krain Burzy Targaryenowie mogli przeciwstawić wojska Krain Korony, Dorne oraz całą potęgę Reach. Zachód milczał i nikt nie wiedział, po której stanie stronie. Lord Arryn pozyskał więc do buntu Dorzecze. Wiele lat później Catelyn Stark zrozumiała, jakiej ceny zażądał jej ojciec za swoje poparcie.

– Zmusiłeś go, żeby ją przyjął – wyszeptała. – Ślub z Lysą był ceną, którą Jon Arryn musiał zapłacić za miecze i włócznie rodu Tullych.
Nic dziwnego, że w małżeństwie jej siostry nie było miłości. Arrynowie byli dumni i ich honor łatwo było urazić. Lord Jon mógł poślubić Lysę, by przeciągnąć Tullych na stronę rebelii, a także w nadziej na syna, lecz trudno mu było pokochać kobietę, która przyszła do jego łoża zbrukana i niechętna. Z pewnością traktował ją z szacunkiem i wyrozumiałością, ale Lysa potrzebowała ciepła.

– Nawałnica mieczy –

Jon Arryn wziął młodą i płodną żonę, ponieważ rebelia, którą wywołał, kosztowała go straszliwą cenę: w Bitwie Dzwonów poległ jego kolejny dziedzic – Denys, po którym niedługo później zmarł też jego jedyny syn – co oznaczało, że rodowi Arrynów groziło wygaśnięcie wraz ze śmiercią Jona. A ta mogła nastąpić bardzo szybko, gdyż wojna wciąż trwała. Rozstrzygnęła się dopiero nad Tridentem, zaś jej smutny epilog lord Arryn oglądał już po przybyciu do Królewskiej Przystani, gdzie nie zdołał pogodzić swych dwóch przybranych synów, śmiertelnie pokłóconych z powodu zamordowania dzieci Rhaegara Targaryena.

Przyszywany ojciec

Do buntu w takiej formie, jaką znamy, nigdy by nie doszło, gdyby Jon Arryn nie przyjął na wychowanie synów swych dwóch dawnych towarzyszy broni z czasów Wojny Dziewięciogroszych Królów. Do Orlego Gniazda zawitali dziedzic Steffona Baratheona – Robert, oraz drugi z potomków Rickarda Starka – Eddard. Chłopcy szybko się zaprzyjaźnili, stając się dla siebie bliżsi niż rodzeni bracia, ale niezwykła więź związała ich również z pozbawionym własnych dzieci Jonem Arrynem. Można domniemywać, że szczególnie w przypadku Roberta, który jako chłopiec utracił ojca, musiała być ona niezwykle silna. I to właśnie Baratheon, który w przeciwieństwie do Neda nie znalazł radości w małżeństwie, wydawał się najszczęśliwszy właśnie w Dolinie Arrynów.

Robert jakby go nie słuchał.
– Wszystkie te lata, które spędziliśmy w Orlim Gnieździe… bogowie, to były dobre czasy.

– Gra o tron –

O szczególnych więzach łączących całą trójkę świadczy też fakt, że „bękart” Neda dostał na imię Jon, zaś jedynak Arryna – Robert. Zdaje się jednak, że równie mocna więź co z monarchą, nie związała Jona z jego własnym dzieckiem, czy to z powodu braku dostatecznej uwagi, jaką mógł mu poświęcić, zajęty rządami nad Królestwem, czy to toksycznej opieki, jaką Lysa roztoczyła nad swoim słabym i chorowitym Słowiczkiem. Widzimy też, że to właśnie starszy z Robertów zdecydowanie mocniej przeżył śmierć Jona. Młody Arryn o swym ojcu nigdy nie wspomina, nie słyszymy też, by za nim tęsknił. Tymczasem szczególna więź między Baratheonem a Jonem jest powszechnie znana, nie tylko wśród ludzi im życzliwych, ale także ich wrogów.

– […] Jeśli potrzebujesz sztyletu, weź sobie jakiś ze zbrojowni. Robert zostawił nam w spadku przynajmniej setkę. […] Zawsze używał tylko myśliwskiego noża, który dostał od Jona Arryna, kiedy był jeszcze mały. – Lord Tywin machnął ręką na znak lekceważenia dla króla Roberta i wszystkich jego noży.

– Nawałnica mieczy –

Jon z pewnością okazał się lepszym ojcem dla przyszywanych synów niż własnego, tak jak znacznie skuteczniej radził sobie jako buntownik, niż zarządca Królestwa. Być może zbyt dużo energii kosztowało go utrzymanie choćby w minimalnych ryzach niesfornego władcy, przez co nie dostrzegał, jak rozgrywany jest przez nie tylko Lannisterów, ale też – niedysponującego żadną siłą oprócz własnej przebiegłości – Littlefingera. Dał oszukać się również Martellom, których lojalność okazała się niezwykle powierzchowna. Z drugiej strony – robił to, co robi każdy rządzący: zajmował się sprawami bieżącymi, nie spoglądając zbyt daleko w przyszłość. I dopóki żył, Królestwo, nawet jeśli na słowo honoru i trytytkę, funkcjonowało. Kruchy pokój runął dopiero po jego śmierci, gdy wielkie rody rzuciły się sobie do gardeł, a jednym z głównych powodów wojny domowej był spisek, którego Jon stał się ofiarą, rzucając tym samym na historię Westeros swój ostatni cień. O ile na koniec potraktowano go jak pionka, którego w dogodnym momencie można zrzucić z planszy, piętnaście lat wcześniej to on był motorem i mózgiem wydarzeń, które obaliły półboskich Targaryenów. Co jeszcze ważniejsze, nie popchnęła go do tego ambicja, duma czy żądza władzy, lecz honor i miłość, jaką pozbawiony własnych dzieci mężczyzna obdarzył dwóch chłopców, których przyjaciele dali mu na wychowanie.

To mi się podoba 39
To mi się nie podoba 0

Dżądżen

Fan twórczości Martina i dobrego wina. Lubię historię i suchary. Wolny czas spędzam w ogrodzie przeklinając Matkę Naturę za jej hojność.

Polecamy także

Komentarzy: 38

  1. „rodowi Arrynów groziło wygaśnięcie wraz ze śmiercią Jona.”

    To nie jest prawda. Groziła utrata Orlego Gniazda i wygaśnięcie linii Jona, ale nie wymarcie, bowiem istnieje boczna linia Arrynów w Gulltown, która jednak nie jest blisko spokrewniona z główną gałęzią.

    To mi się podoba 6
    To mi się nie podoba 0
    1. Masz rację. Wiemy jednak, że uchodzą oni za nieokrzesanych;) Natomiast jak najbardziej słuszna uwaga.

      To mi się podoba 3
      To mi się nie podoba 0
      1. Jeszcze są inne, ale o nich wiemy tylko tyle, że są (przynajmniej wedle asoiaf wiki, ja pamiętam wzmiankę, ale nie wiem czy wspominano o jeszcze jednej, czy większej ilości).

        To mi się podoba 2
        To mi się nie podoba 0
  2. „ale też, nie dysponującego żadną siłą oprócz własnej przebiegłości, Littlefingera.”

    Wydaje mi się, że przecinek powinien być tylko przed ale.

    To mi się podoba 3
    To mi się nie podoba 7
    1. Na razie walczymy z podsumowaniem i tam zamierzamy dać znać, co dalej i od kiedy. Jeszcze nie ustaliliśmy szczegółów z BT na ten moment, ale plany jakieś tam mamy:)

      To mi się podoba 6
      To mi się nie podoba 0
  3. Ale mam bombę panie i panowie, coś czego w fandomie nigdy nie widziałem.

    Wiecie, że w wichrach zimy, Hightowerowie wcale nie przegrają z Euronem, tylko się z nim sprzymierzą i oddadzą mu hołd?
    Skąd to wiem? Banalna sprawa

    Skoro Euron to Sauron(przewija się to milion razy, począwszy od podobieństw imion!), to chyba musi mieć swojego Sarumana.
    A kto byłby lepszy na Sarumana, od Leytona Hightowera, który od 10 lat mieszka w wieży(jak Saruman), studiuje tam magie(jak Saruman), patrzy w obsydianowe świece(jak Saruman w palantiry) i ma prany przez nie mózg(jak Saruman)

    Aż dziwne, że nikt nie połapał wcześniej tego połączenia, nawet Old Town idealnie pasuje jako westerowski Isengard.

    Można by z tego kolejną, nie tak szaloną teorie zrobić 😉

    To mi się podoba 18
    To mi się nie podoba 4
    1. To zamknięcie w wieży zawsze wydawało mi się bardzo dziwne.

      Jeśli to ma być analogia, a do tego Hightowerowie jak przy podboju Aegona poddali się by nie zniszczono Starego Miasta, to czapki z głów przed twoim dojrzeniem tego co na widoku.

      To mi się podoba 7
      To mi się nie podoba 1
    2. Jakoś tych Hightowerów do akcji wprowadzić musi, skoro jednak co jakiś czas ich wspomina. Czy w ten sposób? Nie wiem. Dael swego czasu pisał o Euronie i Wysokiej Wieży, może zresztą uda się to jakoś połączyć z wizją Daenerys.

      „Z dymiącej wieży wzbiła się do lotu wielka kamienna bestia ziejąca widmowym ogniem…
      —Starcie królów—„

      To mi się podoba 5
      To mi się nie podoba 0
    3. Nie wierzę, że dobrowolnie a już na pewno jawnie.
      Ruch wydaje się nierealny. Hightowerowie to stary, potężny ród, który jest prawie tak samo potężny, co Tyrellowie…. Sprzymierzenie się z odwiecznym wrogiem, który ma na celu jedynie palić i plądrować, migiem by obróciło sprzymierzeńców, a nawet własnych wasali (których kilka znaczących na poziomie takich Blackwoodów czy Brackenów mają, w sumie druga siła Reach) a może nawet synów i córki. Tym ruchem Leyton obróciliby całe Reach przeciwko sobie. Obróciłby całe Siedem Królestw, włącznie z odradzaną właśnie Wiarą Wojującą. Co by Hightowerowie mogli zyskać? Brak ataku Żelazek, może jakąś ułudę potęgi. Za to po odejściu Żelazek nikt by tego tam nie darował, włącznie z Żelaznym Tronem – ktokolwiek nim by nie władał (nie licząc Eurona). Stare Miasto by splądrowano tak, jak nigdy Dornijczycy, Żelaźni czy Gardanerowie tego nie zrobili, Hightowerów by wygnano, a Leytona/jego następce stracono.

      To tak, jakby Greyjoyowie mieli przekonać połowę północy (tą co teraz jest ze Stannisem) aby poszli walczyć przeciwko Boltonom. To absurdalny, niedorzeczny sojusz. Oni mogą się pomiędzy sobą walczyć, wspierać kandydatów. kiedy Starków nie ma – w innych okolicznościach nierealnych, ale nie odwiecznych przeciwników.

      Gdyby faktycznie na taki dobrowolny sojusz poszedł Leyton, to fani szybko robiliby z tego memy, że George’owi spadła cegła na głowe, zniedołężniał + skończyły się pomysły, że musi tak zżynać z Tolkiena.

      Istnieją dowody przeciwko tej fantastycznej, iście Szalonej Teorii xD . Hightowerowie… już walczą. Zabezpieczają port, powołują ludzi na broń, pochwycili już jakiś dywersantów Żelazek, któryś z synów Leytona patroluje na czele floty Miodowine.

      Jest cała teoria o ataku na Stare Miasto, autorstwa Lai:
      https://fsgk.pl/2018/07/szalone-teorie-atak-na-stare-miasto/

      Tam są zaś kolejne wskazówki – wizje Melisandre, Jojeja, Moqorro oraz Aerona po zapodaniu mu Czernistego Wieczoru.

      To mi się podoba 7
      To mi się nie podoba 1
      1. Prosta rzecz – idzie na ten sojusz, bo, jak Saruman, ma sprany mózg i widzi przez świece jak Saruman przez palantir, że Sauron/Euron jest nie do pokonania, i jedyne co można zrobić, to się przyłączyć. Przecież to tak oczywiste XD

        To mi się podoba 4
        To mi się nie podoba 0
      2. Beka, bo przeczytałem tą teorie i jest tam potwierdzenie mojej teorii XD

        'Następnie Euron podniósł olbrzymi róg do swoich ust i zadął w niego, a smoki, krakeny i sfinksy przybyły na jego wezwanie i złożyły mu hołd.’

        Maestrzy nie złożą mu hołdu, jak stare miasto zostanie złupione i zniszczone, bo maestrzy będą martwi.

        A jak Leyton zawrze z nim sojusz(ze strachu, przerażenia, zwał jak zwał, z tych samych powodów co Saruman), to maestrzy zostaną pewnie złapani za mordy, ale nie zabici. I wtedy, złożą Euronowi hołd 😉

        To mi się podoba 6
        To mi się nie podoba 2
      3. Już nie wspominając, że to jest Martin, wątpię żeby szedł drogą którą idą wszystkie książki i filmy tego świata – skoro jest wielkie miasto z wielką biblioteką, to to miasto upadnie a biblioteka zostanie spalona. Milion razy był taki przypadek w literaturze, strasznie to oklepane.

        Bardzo Martinowskie by było zrobienie czegoś innego o 180 stopni.

        To mi się podoba 8
        To mi się nie podoba 1
        1. Spoko, tylko że ja nie wykluczam twojej teorii – bo ja po prostu uważam, że DOBROWOLNIE on nie zmieni strony tylko dlatego, że popatrzał w świeczkę, tylko może pod przymusem.

          Denethor patrzał też w palantir, jak Saruman, pomimo nieuchronności końca, jakoś nie poddał się, oszalał w „inny” sposób, ale wrogowi pomóc nie pomagał – przynajmniej świadomie, bo nieświadomie czasami pomógł.
          Warto o tym pamiętać.

          O samym Leytonie mamy zaskakująco mało informacji
          Wiemy bardzo niewiele:
          – raczej jest już w podeszłym wieku, bo ma wiele dzieci, a jego jedna z córek jest żoną Mace’a Tyrella,
          – od 10 lat jakoby z wieży nie wychodził. Powody mogą być różne – na przykład Hoster (prawdopodobnie w zbliżonym wieku, jak nie młodszy) też nie wychodził już z komnat w powieści i zmarł, co nie znaczy, że jakieś spiski toczył. Wręcz przeciwnie, chorobę starano się ukrywać, co Edmurowi i jego dworowi się wybitnie nie udało. Ja uważam, że MOŻE być podobnie.
          – jest ponoć oczytany
          – opiekuje się nim jakoby córka, Malora

          Moim zdaniem jest kilka warunków, aby Leyton mógł „poddać” miasto i „przyłączyć” się do Eurona:
          I warunkiem jest przegranie przez siły Reach bitwy pod Arbor.
          II warunkiem jest śmierć jednego z jego synów i utrata swojej floty
          III warunkiem jest zniszczenie sił wasali strzegących ujścia Miodowiny
          IV warunkiem jest brak widma ewentualnej odsieczy. Na przykład, jeżeli się nie mylę, to całkiem niedaleko, bo nad Jasnymi Wodami, Garlan oblega sobie zamek Florentów… albo jeszcze oblegał, bo może sprawa jest skończona, może nie, ma też szykować siły do odbicia Wysp Tarczowych. Garlan jest raczej typem, który na odsiecz by przybył (już raz zresztą to zrobił). Mace jest oczywiście zbyt daleko – i widmo nadejścia Aegona może działać jako miecz paradoksalnie, obosieczny, bo może liczyć na odsiecz ze strony zwycięzcy konfliktu lub może być przekonany o braku możliwości takiej odsieczy. Cóż, ja tam bym się starał raczej skontaktować z Garlanem i spróbował skoordynować z nim kolejne działania niezależnie od tego, czy w niedługiej przyszłości grałbym na przywrócenie Targów czy nie.

          Sytuacja Leytona ogólnie jest inna od Sarumana – który sobie coś tam popatrzał w Palantirze + sam szukał Pierścienia Władzy od setek lat + zmienił strony nim kolejna wojna na dobrze się rozpoczęła, uniemożliwiając Rohanowi normalnie prosperować i móc przybyć na odsiecz przede wszystkim Gondorowi, co znacząco osłabiło możliwości obrony przez Denethora. To był dosłownie „nóż w plecy”, wykluczenie z pomocy najistotniejszego sojusznika Gondoru, drastyczne zwiększenie szansy na zagładę cywilizacji. Tylko, że w przeciwieństwie do sytuacji w Śródziemiu, Leyton Hightower nie działa prawie w próżni, jak wspomniałem ma swoich wasali, sąsiadów, seniora, Żelazny Tron. Analogicznie Saruman w Isengardzie prócz Rohanu w bliskich okolicach nie ma żadnej istotnej siły czy to politycznie, czy militarnie, która mogłaby jego niecne plany powstrzymać(a przynajmniej nie zdawał sobie sprawy, że Entowie mogą mu dosłownie wybuchnąć pod domem, bo inaczej by się zabezpieczył).

          Przejście na stronę Eurona przez Leytona daje mu tylko chwilowy pozorny spokój, do tego ruch porównywalny w oczach reszty Westerozjan do Krwawych Godów. W perspektywie długofalowej to olbrzymie ryzyko. Leyton raczej nie chciałby podzielić losów Manderlych.

          No właśnie jak już tak snujesz teorie o podobieństwie Sarumana do Leytona, to czemu nie doszukujesz się możliwej parabeli pomiędzy Denethorem a Leytonem?

          Inna sprawa – wątpię w twoją teorię z jeszcze innego powodu.
          Leyton jest w wieży z córką jakoby 10 lat?
          Może już Leytona widzieliśmy w sadze jako Haldona Półmeastera oraz Malore jako septe Lemore?
          Wtedy brak znaczącego zaangażowania jest wyjaśniony – synowie Leytona będą podejmować „bezpieczne” decyzje, unikając angażu w konfliktach z racji ograniczonego lub braku kontaktu osobistego z Leytonem no i z powodu dalekosiężnego planu przywrócenia Targów na tron. W takim wypadku również trudno mi sobie wyobrazić dobrowolny sojusz z Euronem.

          Z drugiej strony – o ile jeszcze Malora = Lemore jeszcze można obronić, tak Haldon = Leyton ma jedną istotną wadę – trudno mi sobie wyobrazić, że Tyrion nie potrafiłby rozpoznać Leytona, skoro rozpoznał Joraha, podobnie Jon Connington czy w przeczytanym rozdziale z Wichrów Arianne. Więc możliwe, że faktycznie siedzi w tej Wieży, albo po prostu go tam nie ma, ale też nie jest Haldonem, tylko przebywa gdzieś indziej – tylko na razie o tym nie wiemy.

          To mi się podoba 0
          To mi się nie podoba 0
  4. Jon Arryn zupełnie jak Oktawian z „Ja Klaudiusz”. Gość chciał dobrze, a wyszło jak wyszło. Głównie z powodu żony.

    To mi się podoba 3
    To mi się nie podoba 0
    1. I August też miał dwóch przybranych synów pd koniec życia-Tyberiusza i Postumusa. Pierwszy był zimny i spokojny, a drugi był nieokrzesany i brutalny (jak Robert) przez co stracił przywileje i został wygnany. Oczywiście lost Neda i Roberta potoczyły się zupelnie inaczej niż Tyberiusza i Postumusa, ale Martin do pewnego stopnia się inspirował powieścią Gravesa.

      To mi się podoba 5
      To mi się nie podoba 0
  5. Wszyscy znęcają się nad Lysą odnośnie wychowania syna, ale tak w gruncie rzeczy synowie w średniowieczu do 7 roku życia, przebywali przy matce, poza tym czy wychowanie Stannisa co planował Jon mogło coś poradzić na epilepsję a klimat Smoczej nie mógł pogorszyć choroby ? Matina stawia nam tu tezę że Lysa rozpuściła chłopaka co jest prawdą, no ale przy ilości tych napadów ja nie widzę jakiegoś realnego sposobu uczynienia go w pełni sprawnym czy zdolnym do rządów. Oddawanie go od razu do Stannisa byłoby zbyt głęboką wodą. Rozumiem założenie chory Robert i chora Sheeren razem by się wspierali, ale lepszy byłby inny ród. Teoretycznie Starkowie z dużą ilością dzieci byliby dobrzy a Winterfell nie tak depresyjne.

    To mi się podoba 4
    To mi się nie podoba 2
  6. Ja tam nie znoszę Jona Arryna i uważam go za głupca, nie żadnego bohatera.

    Radzić Robertowi, aby żenił się z córką rzeźnika, spóźnialskiego Tywina, który zabił rodzinę królewską. To zabiło cały moralny kontekst rebelii. Nagle z słusznej sprawy zrobiła się rzeź dzieci. Zatruło rządy Roberta, od początku i odcięło Dorne. I to narodziło ten zły precedens, że można sobie zabijać członków królewskich rodów bez konsekwencji. Robb może podziękować za stratę głowy Jonowi Arrynowi. Bo to Ned Stark miał rację. Ukarać Lannisterów, a nie się ugadywać.

    A jego wychowanie ? Skoro Ned nie wie, jak rządzić w KL, po wychowaniu w Dolinie to wychowanie musiało być fatalne.

    Nie mówiąc o tym, że ciągle zmuszał Lysę do kopulacji, Lysa miała 5 nieudanych ciąż oprócz Słowiczka. Rozumiem, że trzeba było przedłużyć ród Arrynów, ale takie zmuszenie do prokreacji w krótkim czasie nie daje efektów. Działa wręcz przeciwnie. Zobaczcie Catelyn i Ned – ich dzieci dzielą kilka lat różnicy. Ned nie zmuszał ciągle żony, by rodziła.

    Także ktoś wyżej napisał, że wychowanie u Stannisa wcale dobrze by się nie skończyło dla Roberta Arryna. Stannis nie ma podejścia do dzieci, a klimat Smoczej Skały mógł pogorszyć jego zdrowie.

    To mi się podoba 7
    To mi się nie podoba 2
    1. I nie, Tywin zniszczył sobie drogę do wspierania Viserysa. Bo co miał powiedzieć ? Głupio wyszło, z twoją szwagierką i bratankami….

      Dosłownie Tywin był na łasce Rebeliantów. I mogli go dobić. Wysłać Starego Lwa na Mur, Jaime’go też – chyba że powiedziałby, że chciał ocalić miasto, Cersei wydać za mąż za lojalnego człowieka z obozu Rebeliantów, wychować Tyriona na kolejnego lorda Casterly Rock – zabawne, że to ocaliłoby Tyriona przed sytuacją z Tyshą bo miał wtedy około 10 lat. A jako lord Casterly Rock miałby już zaręczyny z córką wasala albo z panną z obozu Rebeliantów.

      I kto to zablokował ? Jon Arrryn! Robert mógłby się posłuchać Neda, gdyby ten wąż z Orlego Gniazda nie zaczął syczeć, że trzeba robić inne rzeczy dla dobra królestwa.

      To mi się podoba 9
      To mi się nie podoba 1
      1. Robert nie posłuchałby Neda – bo nie posłuchał go wcześniej, co zakomczyło się kłótnią. Gdyby Robert sam nie wybrał rozwiązania, błędnego zresztą z zupełnie innego powodu, to nie byłoby wielkeij kłótni.

        A co do rozwiązania – Arryn miał rację, że nie ma co ruszać Tywina – ten mógł wywołać kolrjną długą wojnę fomową. Ale nigdy nie powiniem wpuszczać go na dwór, a już na pewno nie żenić Cersei z Robertem, powiniem zrobić proces zabójcy dzieci i Elii (Góry i Lorche’a) i może Tywina jeśli udowodnilny mu wydanie rozkazu. Tylko znów, to droga do wojny domowej. Co do Jaime’a to powiniem go albo okryć hańbą i wyrzucić z Gwardii, albo zachować jako kogoś na kształt zakładnika (a jeśli zostawić biały płaszcz to zadbać by spędzał u boku Roberta mało czasu, chyba, że odkryliby powód zabicia Aerysa), albo wysłać na mur. Bo Jaime złamał przysiegę, ale to samo zrobił Stannis, bo oboje zrobili to w słusznej sprawie… Młody Jaime mógłby się przyznać do powodu zabicia króla na procesie, mógłby nie.
        Może skazanie na śmierć i ułaskawienie? Opcji jest wiele.

        To mi się podoba 7
        To mi się nie podoba 0
    2. Stannis miał Cressena, który dbałby o Slowiczka. Zresztą nawet jak nie ma ręki do dzieci to Shireen, Devan i Edric są szczęśliwymi dziećmy na Smoczej Skale. Więc ten argument odpada – bo nawet jeśli nie sam Stannis, to jego otoczenie umiało wychować dziecko.

      Kolejno – zarzut z nieprzygotowaniem Neda do rząfów w KP nie ma sensu, bo nikt nie spodziewał się namiestnika-Neda, a zresztą Arryn realiów KP nie znał. Ned był wychowany natomiast świetnie do bycia zarządzcą prowincji – a nikim więcej nie miał zostać.

      I trzecie stwierdzenie o zmuszaniu Lisy – patrzysz tu z perspektywy XXI wiecznej. Robienie zarzutu Jonowi, że ma wiedzę jaką ma człowiek jego czasów jest anachronizmem.
      To tak jakby narzekać na średniowiecznego hrabiego, że nie edukowal chłopów albo jego lekarz nie mył rąk przed wizytą u chorego.

      To mi się podoba 8
      To mi się nie podoba 0
    3. Sorki, że się nie przyłączę, ale jestem ostatnio cholernie zajęty. 🙂 Chciałbym tylko powiedzieć, że w całej rozciągłości popieram tu zdanie Sigyn. Choć w odróżnieniu od niej prywatnie lubię Jona Arryna, to muszę przyznać, że spier… wszystko koncertowo.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 1
  7. Czy wiadomo czemu Tyrellowie poparli Targaryenów? Mam na myśli powody i korzyści bardziej osobiste, niż to, że przysięgali im wierność. Martellowie to jasne, ale czy Tyrellowie też mieli jakieś powiązania? Te 2 rody się nienawidzą, czy akurat w tej sytuacji na rękę nie powinno być zadanie cosiu Martellom, zwłaszcza, że gdyby Wysogród dołączył do rebeliantów to w zasadzie byłoby pozamiatane

    To mi się podoba 2
    To mi się nie podoba 0
    1. Powiedziałbym, że bardziej nie mieli powiązań z buntownikami, ani też szczególnych powodów, by się buntować w przeciwieństwie do Północy, Doliny i Krain Burzy. Dorzecze już np mniej (im w końcu Aerys nikogo bezpośrednio nie zabił, co najwyżej przyszłego zięcia Hostera, który zresztą był wściekły na Brandona za to, że pojechał do Królewskiej Przystani) i wcale nie było przesądzone, że przyłączy się do buntu, a wtedy wbijałoby się w klinem między zbuntowane Krainy, nie ułatwiając im koncentracji sił. Reach włączając się do buntu walczyłoby co najmniej na dwa fronty, bo z południa uderzyliby Dornijczycy, a wcale nie wiadomo, czy z zachodu tego samego nie uczyniliby Lannisterowie. Gdyby wojna potrwała dłużej mogliby włączyć się w nią Żelaźni Ludzie, co z pewnością oznaczałoby najazdy i zniszczenia w Reach. Nie zapominajmy również że Tully i Tyrrelowie zawdzięczali swą pozycję właśnie Smoczym Władcą i o ile Hoster uznał, że widać nie potrzebuje ich, by utrzymać władzę nad Dorzeczem, Mance mógł kalkulować inaczej.

      To mi się podoba 7
      To mi się nie podoba 0
      1. Mance kalkulowal? Czy on jest zdolny w ogóle do kalkulacji?
        Tak sobie rzucę jakbym był jego matką :>

        Poważniej pisząc, myślę, śe prędzej decyzję podjęła Olenna.

        To mi się podoba 1
        To mi się nie podoba 1
        1. Książkowy był jednak znacznie bardziej rozgarnięty niż serialowy, widzimy to zresztą w epilogu Tańca, gdzie Kevan niepokoi się rosnącymi wpływami Tyrellów.

          To mi się podoba 6
          To mi się nie podoba 0
          1. Fakt, serialowy Mace był tępy jak buzdygan, ale nie powiedziałbym, żeby ten książkowy był jakoś bardziej rozgarnięty. Na myśl przychodzi mi ten śmieszny fotel w kształcie ręki, również z epilogu. Bardziej zawsze chciał się pokazać jaki to wspaniały nie jest, niż w rzeczywistości taki być. No i był łasy na zaszczyty. Jak tak sobie myślę, to ciekawe czy właśnie to nim nie kierowało, że stojąc u boku Targaryenów może coś otrzymać. Fotel namiestnika lub połączenie rodów przez małżeństwo.

            To mi się podoba 1
            To mi się nie podoba 1
            1. Nie no bez przesady, jeden fotel to trochę za mało, żeby zrównywać go z serialową parodią, bo tylko tak można nazwać tamto kuriozum. Ile jeszcze postaci z tej serii jest planowanych ?

              To mi się podoba 1
              To mi się nie podoba 0
              1. Zgaduje, że jeszcze trochę ich się znajdzie. Osobiście typowałbym Davosa, o ile nie jest to zbyt oczywista postać. Poza tym Balon Swann, Cressen (mało materiału), Edmure, Yoren, Maester Aemon

                To mi się podoba 0
                To mi się nie podoba 0
              2. Nie ma dalekosiężnych planów. Na razie mam plan na bohatera czwartego odcinka, ale jeszcze nie zacząłem pisać😉

                To mi się podoba 2
                To mi się nie podoba 0
                1. Plus rzecz jasna kilku na oku jako potencjalni, ale na razie to bardzo luźne rozważania.

                  To mi się podoba 0
                  To mi się nie podoba 0
      1. Będą niebawem. Cały manuskrypt trafił do wydawcy, to 100% potwierdzone i legitne info, bo ktoś napisał to w internecie

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button