
Ja w kwestii formalnej…
Czy samiec ośmiornicy to ośmiornic? Kiedyś nie zastanawiałbym się nad tym, ale teraz lepiej być uważnym w tych sprawach. Może niech tak zostanie – Darwin jest ośmiornicem*. Jak każdy przedstawiciel swojego gatunku jest niezłym bystrzakiem. Wiedzieliście, że ośmiornice potrafią np. odkręcić słoik? Wracając do Darwina – postawiony w trudnej sytuacji na pewno nie rozłoży bezradnie swoich ośmiu ramion. Moment, policzmy… Raz, dwa… Sześciu ramion! Może lepiej nie roztrząsajmy tego, przecież Darwin’s Paradox! to nie film przyrodniczy Dejwida Atenboroł. To platformówka 2.5D od francuskiego ZDT Studio wydana przez Konami na konsole i PC, a w tym gatunku nie takich dziwolągów widywaliśmy w rolach głównych.
O co jednak chodzi z tą „trudną sytuacją”? Cóż, gdyby mógł o tym zadecydować, to Darwin na pewno pływałby sobie do końca życia w morskiej toni. Raczej nie chciałby zostać porwanym przez kosmitów, planujących przejęcie władzy nad światem i działających pod przykrywką koncernu produkującego konserwy z ośmiornic i innych morskich żyjątek. Jednak tak niestety się stało, więc cóż… Dać drapaka z wielkiego wysypiska śmieci byłoby łatwo. Tyle że ośmiornice są podobne do Marines, a nie do redaktorów Top Gear – nie zostawiają swoich. Darwin nie został porwany sam, więc ma teraz sprawę do wyjaśnienia z kosmitami. Przed nim gigantyczny kompleks przemysłowy, należący do złowrogiego koncernu UFOOD, najeżony laserami, kamerami i sonarami, pełen wścibskich Obcych, min morskich, rozgrzanych do czerwoności rur, buchających ogni, olbrzymich kół zębatych i wrednych szczurów w piwnicach.
I ośmiornic (…) kiedy wrogów kupa
Zagrożeń tak wiele, a nasz bohater niestety jest mięczakiem, a tak dokładniej to głowonogiem. Precyzując – z charakteru jest może i odważny, ale z budowy ciała to jednak mięczak. Każdy kontakt z przeciwnikiem, upadek na twarde z wysokości, oparzenie się gorącym, itd. kończy podobnie jak przekłuty igłą balonik lub nadepnięta purchawka. Ciche „pyk” i wracamy do ostatniego save pointa. Na szczęście w grze jest ich więcej niż aptek i sklepów Żabka na polskim osiedlu, i to razem wziętych. Czemu to ważne, to jeszcze wyjaśnię. Na swą obronę mały ośmiornic posiada „very particular set of skills”, niczym Liam Neeson w „Uprowadzonej”. Nie, nikogo nie zabija gołymi mackami. Za to klei się. Na przykład do ścian i sufitów, po których śmiga nie gorzej niż po podłodze, wydając przy tym „ślurpowate” odgłosy. Może łapać i przesuwać przedmioty oraz przełączać wajchy. Może naciągnąć słupki na platformach i katapultować na drugą stronę ekranu. Może kamuflować się, dopasowując kolor do otoczenia, a w wodzie umie wystrzelić chmurę atramentu i przemknąć w niej niepostrzeżenie. Celnie strzykniętym atramentem doprowadza elektrykę do zwarcia albo uruchamia jakieś mechanizmy.
Ośmiornic pływa, człapie, skacze, a nawet zdarza mu się latać i wdziać kombinezon kosmity. W ten sposób pokonuje kolejne, bardzo różnorodne i coraz bardziej zwariowane poziomy. Wbrew odwiecznej regule obowiązującej bohaterów dwóch wymiarów, Darwin nie przemieszcza się wciąż w prawo. Czasem wychodzi z jakiegoś obszaru po podłodze, by po chwili pokonywać na suficie to samo pomieszczenie w drugą stronę. Niczym John McClane czołga się kanałami wentylacyjnymi, wspina się szybami windowymi, ale jak trzeba, to i rurą kanalizacyjną nie pogardzi. Czasem musimy chwilę zastanowić się, czego w danym momencie oczekuje od nas gra i dokąd mamy poprowadzić naszego ośmiornica. Jak już to rozgryziemy, to wtedy jeszcze trzeba nasze zamierzenie zrealizować, no i tutaj zaczynają się schody…
Ze śmiercią mu do twarzy
Po raz pierwszy sterowany przez mnie Darwin zginął …w 5 sekundzie od momentu rozpoczęcia gry i przejęcia nad nim kontroli. Postanowiłem wysłać go na powierzchnię wody, ale ledwie z niej kuknął, to natychmiast capnęła go mewa. Szybko zrozumiałem, że trzeba być ostrożnym. O ile jednak wrogów, takich czy innych, Darwin może wykiwać, korzystając z kamuflażu, odwracając czymś ich uwagę albo przemykając w cieniu, o tyle prędzej czy później trafi na klasycznie wredny fragment zręcznościowy. Jakieś szalone mechanizmy, pasy transmisyjne, tłoki, wahadła, młoty, noże, kadzie z ciekłym metalem zabójczym nawet dla Terminatora, a co dopiero dla małego głowonoga. Jest tu nawet tor w stylu Ninja Warrior. No nie ma zmiłuj. Lepiej pogodzić się z tym, że pokonamy takie fragmenty na raty, metodą prób i błędów. Prób i błędów. Prób i… Może zaparzyć komuś herbaty z melisą? Darwin’s Paradox! to gra, w której kolejne zgony są niezbędne do rozgryzienia systemu. Za każdym razem, gdy przychodziło mi do głowy, że już bardziej porąbanego wyzwania developerzy nie wymyślą, to oni odpowiadali „potrzymaj nam piwo”. Czasem miałem wrażenie, że słyszę ich chichot dobiegający z głośników. No, może trochę przesadzam. Tak naprawdę to nie jest jakaś szczególnie trudna gra. Po prostu, wbrew swojej rysunkowej stylistyce, nie przechodzi się sama i wymaga pewnego skupienia. Momentami stanowi całkiem solidne wyzwanie, ale daje satysfakcję. Mimo wszystko nie kupowałbym jej małym dzieciom, chyba że cudzym. 
Skoro już o stylistyce wspomniałem, to platformerek jest ładny i …tyle. Akcja dzieje się albo pod wodą, albo gdzieś w trzewiach retrofuturystycznej fabryki/bazy kosmitów i kolorystyka wydaje się jakby przygaszona. Jednak bliższe i dalsze plany są bogate w detale. W ogóle „z tyłu” dzieje się czasem mnóstwo rzeczy, baza Obcych żyje swoim życiem, a gdy Darwin narozrabia, to coś tam wybucha albo widowiskowo wali się w pył. Trudno się na tym skupić, bo zazwyczaj ośmiornic akurat toczy na pierwszym planie walkę o przetrwanie. Jeśli coś zawodzi w tym wszystkim, to okazjonalnie kamera. Czasem jest blisko naszego bohatera, a czasem tak się od niego oddala, że jest ledwie widoczny na ekranie. Wbrew 2,5-wymiarowej konwencji lubi czasem ustawić się do niego pod kątem. Jeśli jesteśmy akurat w ciemnym miejscu albo szykujemy się do skoku, to może być to nieco irytujące. Na szczęście nie zdarza się to często. Te drobne niedoróbki z naddatkiem wynagradza świetna muzyka, przywodząca na myśl klasyczne filmy science-fiction z lat pięćdziesiątych XX wieku. Momentami jest tajemnicza, a momentami orkiestrowo-bombastyczna, potęgująca humorystyczno-absurdalny klimacik całości. Wspomnę jeszcze tylko, że podstawową rozgrywkę urozmaicono nienachalnym zbieractwem. Jeśli chcemy, to możemy poszperać za ukrytymi na poziomach plakatami propagandowymi Obcych, za co wpadają osiągnięcia/trofea.
Grajcie i nie kupujcie już sałatek z ośmiornicą
Darwin’s Paradox! planowałem jako odprężający przerywnik pomiędzy poważniejszymi i dłuższymi tytułami. Zgodnie z oczekiwaniami nie musiałem specjalnie wytężać szarych komórek, choć i to pary razy się przytrafiło. Natomiast jeśli chodzi o elementy zręcznościowe, to gra mnie zaskoczyła i zmusiła do wysiłku, co traktuję jako duży plus. Grając w nią poczułem się trochę jak za „starych, dobrych czasów”, kiedy to platformówki były luzackie, ale też i dawały w kość. Jeśli szukacie humoru, wyzwania i przy okazji odmiany od małych koszmarków i im podobnych, tak popularnych ostatnio posępnych gier 2D, to szczerze polecam. Trudno powiedzieć, ile czasu zajmuje ukończenie przygody Darwina, bo zależy to od zręczności i cierpliwości grającego. Ja poświęciłem na to około 8-10 godzin i chociaż bywało nerwowo, to jednak zawsze szeroki uśmiech w końcu wracał na moją twarz. W zakończeniu twórcy zostawili sobie furtkę do kontynuacji, w którą na pewno chętnie bym zagrał. Pozostaje mi trzymać kciuki za wyniki sprzedaży, bo to one będą w tym względzie decydujące.
*Uprzedzam, że Darwin poczuje się urażony, jeżeli ktoś zaneguje istnienie takiego określenia!
Darwin's Paradox!
-
Ocena Voo - 8/10
8/10








Zachęcił! Świetnie to wygląda.