Seriale

Spider Noir (sezon 1)

Obejrzałem Spider Noir, w którym Nicholas Cage jako czarno-biały detektyw z pajęczymi mocami mierzy się z własnymi słabościami topiąc smutki w butelce wódki. A kiedy już łyknąłem wszystkie 8 odcinków sezonu, nabrałem ochoty na więcej. Obejrzałem więc całość ponownie, tylko tym razem w kolorze.

Spider Noir zabiera nas do zgniłych lat 30 XX wieku. W czasy gangsterów, pięknych kobiet i starych samochodów, kiedy prohibicja w USA kwitła w najlepsze. Tutejszy boss mafii, Silverman, twardą ręką rządzi miastem, trzymając w garści burmistrza oraz komendanta policji. Marzy mu się jednak coś więcej. Wkrótce nadarza się okazja, bo w mieście nagle pojawia się kilku dziwolągów dysponujących nadnaturalnymi mocami. Odrzuceni przez społeczność, postrzegającą ich jako dziwadła i zagrożenie, którego trzeba się pozbyć, trafiają pod skrzydła Silvermana, który jako jedyny wyciąga do nich pomocną dłoń – ale nie za darmo oczywiście.

Gdzieś pomiędzy tym wszystkim jest jeszcze zwykły człowiek, Ben Reilly. A w zasadzie człowiek, który chciałby być kimś zwyczajnym. Kiedyś zwano go Pająkiem, dziś jednak skrył się w cieniu z butelką podłej łychy, w której topi smutki. Nie bez powodu. Kilka lat wcześniej przeżył osobistą tragedię – stracił kogoś bliskiego i jednocześnie chęć do życia. Obecnie wiedzie spokojne życie podrzędnego prywatnego detektywa, prowadząc skromne biuro wraz z uroczą sekretarką. Wszystko zmienia się w dniu, w którym dostają proste, wydawałoby się, zlecenie udowodnienia niewierności żony pewnego majętnego gościa. Sprawa się komplikuje, kiedy na jaw wychodzą pewne szczegóły –

spolier

szczególnie kiedy niewierna żona okazuje się być „lalką” Silvermana.

[collapse]

Intryga jest klasyczna i nieprzesadnie skomplikowana, jednak bardzo sprawnie buduje wątek kryminalny, wplatając zgrane motywy noir: cynicznego, złamanego bohatera z tragiczną przeszłością, typową femme fatale, Nowy Jork lat 30 w wersji mrocznej, deszczowej i dekadenckiej. Wszystko to skąpane w wysokich, bardzo wyraźnie zarysowanych kontrastach z długimi cieniami, zadymione dymem papierosowym. Znajdziemy tu także stereotypowych gangsterów w gajerach z ich nieodłączonymi thompsonami. Serial żongluje estetyką kryminału, łącząc ją ze szczyptą komedii, absurdu, a nawet melodramatu. Podaje to wszystko jednak sprawnie, zachowując umiar i nie popadając przy tym w patos. Nad tym wszystkim unosi się fenomenalne udźwiękowienie ze świetną stylizowaną na lata 30-40 ścieżką muzyczną, tworzącą rewelacyjne tło, sprawnie wprowadzające widza w stary, filmowy klimat. Przy czym świetne wykonanie utworu Dream A Little Dream Of Me jest tylko znakomitym początkiem dźwiękowej uczty.

Oglądając wersję czarno-białą miałem wrażenie, że serial został nagrany z poszanowaniem technik, jakimi wtedy realizowało się filmy – oczywiście mieszając je ze współczesnymi metodami. Mamy więc tu klasyczne ujęcia zniekształcające sylwetki, kręcenie pod różnymi dziwnymi kątami – tak zwane holenderskie kadry* – typowe dla tamtych lat prowadzenie kamery, ekspozycje, statyczne tła udające plenery bądź dekoracje. Miesza to wszystko z nowoczesnymi metodami, w tym w dużej mierze korzysta z dobrodziejstw CGI. Wersja mono stawia bardzo na grę światłem i mrokiem czy operowanie wysokimi kontrastami, akcentując pojedyncze jasne elementy na ciemnych tłach.

Przyznam szczerze, że obejrzałem obydwie wersje kolorystyczne i obydwie wypadają świetnie. Jeśli miałbym jednoznacznie wskazać jedną z nich, moim zdaniem najlepszą, to miałbym srogi problem. Początkowo zakładałem, że wersja kolorowa powstała tylko po to, żeby serial mogli obejrzeć nie tylko koneserzy kina, ale także wszyscy ci, dla których czarno-biały obraz mógłby okazać się zbyt dużym wyzwaniem. Często bowiem taki rodzaj filmu utożsamiany jest z mało angażującym i nudnym starociem. Zupełnie niesłusznie. Spider Noir w klasycznej monochromatycznej wersji wypada co najmniej dobrze, ale to wersję kolorową oglądało mi się z dużo większą przyjemnością.

To właśnie ona wydaje mi się mniej sztuczna, pomimo tego, że zastosowano w niej przecież te same rozwiązania, a obydwie wersje dzieli co najwyżej inne „kolorowanie”. To właśnie w tej wersji najmniej mnie raziły te wszelkie elementy CGI, które wydawały mi się być zdecydowanie lepiej wkomponowane i mniej raziły nienaturalnością. Na komputerze powstały na przykład dalekie tła (w tamtych latach wszelkie niedostatki scenografii tuszowano, domalowując brakujące elementy – tak robiono chociażby w Gwiezdnych wojnach i innych klasykach s-f), które w wersji kolorowej wypadają jakoś tak bardziej naturalnie.

Wersja kolorowa jest także bardziej obfita w szczegóły. Scenografia i kostiumy w kolorze wiele zyskują. Podobnie jak te wszystkie holenderskie kadry, w żadnym razie szalenie wyszukane, ale w tej formie wypadają jeszcze bardziej oryginalnie.

Na koniec zostawiłem słów kilka o aktorach i ich rolach. Na drugim planie błyszczą trzy osoby. Brendan Gleeson jako bezwzględny szef mafii, typowy Kingpin tej wersji Nowego Jorku. Jego rola Silvermana z tym jego szkockim, twardym akcentem jest fenomenalna. Jeśli ktoś jest fanem takiego żargonu i stylu, to będzie niezmiernie usatysfakcjonowany. W roli jego lalki – typowej femme fatale – Li Jun Li, która fajnie bawiła się rolą. Jej postać – Cat Hardy – jest z jednej strony delikatna, z drugiej jadowita i fałszywa, ale za to zawsze czarująca i urzekająca urodą (szczególnie w kolorze). Jednak najlepszą rolą pozostaje dla mnie (obok tytułowego Pająka) Karen Rodríguez jako Janet Ruiz, sekretarka Bena. Pomiędzy nią a Cagem czuć pewną niemal namacalną więź. Ich wzajemne drobne sprzeczki czy też dogryzanie sobie wypadają bardzo naturalnie i zwyczajnie świetnie się tę parę ogląda na ekranie. Ale mimo wszystko to Nicolas Cage zgrania tutaj wszystko. Postać Bena Reilly jako zmęczonego życiem prywatnego detektywa wygrywa show. Nie przepadam za tym aktorem. Mam wrażenie, że całą swoją karierę oparł na tym, że jest kompletnie przeciętny i od lat gra w kółko tę samą rolę udręczonego życiem człowieka, z jednym i tym samym wyrazem twarzy (a może ja go po prostu oglądałem w złych filmach). Tutaj udowadnia, że potrafi, i to jeszcze jak. W swojej roli wypada przekonująco, naturalnie i nadzwyczajnie świeżo, szczególnie z tymi minami, dziwnymi ruchami, robiąc te wszystkie pajęcze rzeczy i nigdy nie zapominając o sarkastycznym poczuciu humoru. Czy to jedna z jego najlepszych ról? Być może.

Podsumowując

Spider Noir jest najlepszym człowiekiem-pająkiem od… sam nawet nie wiem jak dawna, bo te wszystkie superbohaterskie filmy totalnie mi się przejadły lata temu. Robione na jedno kopyto, mielące w kółko te same schematy, pozbawione własnej tożsamości. Tutaj dostaliśmy coś zupełnie przeciwnego. Odważny i kreatywny serial, pełny może i dziwnych decyzji (dlaczego nie zdecydowano się na jedną, ale za to dopracowaną wersję kolorystyczną?), który nie bał się wyjść poza schematy, bawiąc się formą i treścią, wywracający estetykę kina supebohaterskiego, z protagonistą będącym kompletnym przeciwieństwem typowego wyobrażenia super bohatera, który zamiast obcisłych lateksowych gaci wybiera skórzany płaszcz. To serial, na który nikt nie czekał, ale każdy potrzebował.

Spider Noir (sezon 1)
  • Ocena kr4wca - 8/10
    8/10

*Holenderskie kadry (ang. Dutch angle, Dutch tilt) technika operatorska, w której kamera jest przechylona na osi tak, że horyzont i linie pionowe w kadrze nie są równoległe do krawędzi ekranu. Efekt wygląda tak, jakby cały świat „przechylił się” na bok. Takie ustawienie kamery buduje niepokój, wprowadza dezorientację, napięcie lub wrażenie, że coś jest „nie tak”. Nazwa pochodzi prawdopodobnie od zniekształconego „Deutsch” (oznaczające niemieckie). Technika narodziła się w niemieckim kinie ekspresjonistycznym lat 20. XX wieku, gdzie służyła do pokazywania szaleństwa, chaosu i niepokoju psychicznego. Angielscy i amerykańscy filmowcy zaczęli nazywać ją „Dutch angle”.

W kontekście wykorzystania w Spider Noir:

Serial bardzo chętnie korzysta z holenderskich kadrów. Przechylone kadry pomagają budować mroczny, niepewny klimat lat 30. i podkreślają, że świat bohatera jest „skrzywiony” i niebezpieczny. To bardzo charakterystyczna, wyrazista technika – gdy widzisz przechylony horyzont, od razu wiesz, że dzieje się coś niedobrego.

To mi się podoba 4
To mi się nie podoba 0

kr4wi3c

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS'y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych. Kiedyś NaPograniczu, obecnie FGSK


Jeśli chcesz docenić to, co robię bądź chciałbyś mnie w jakiś sposób wesprzeć, możesz postawić mi kawę.


Postaw mi kawę na buycoffee.to

Polecamy także

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button