
Finał sezonu zbliża się wielkimi krokami. Przed nami przedostatni odcinek.
Streszczenie
Helaena śni, ale budzi ją Rhaenyra. Chce wiedzieć, czy Aemond domagał się, by dołączyła z nim do walki. Młodsza kobieta twierdzi, że kiedyś lubiła latać, ale z tego wyrosła. Rhaenyra opowiada jej bzdury o królu Viserysie, który jakoby wyrzekł się smoków. Tak naprawdę był ostatnim jeźdźcem Baleriona, choć gad był już wtedy bardzo stary i niedługo później zdechł. Helaena uważa, że smoki odmieniają swych jeźdźców. Czy Rhaenyra tego nie czuje? Okazuje się, że niezbyt. Starsza kobieta chce wiedzieć, czy młodsza wyśniła wynik wojny. Gdy Helaena nie chce odpowiadać, miła atmosfera pryska. Sama Rhaenyra sprawia wrażenie, jakby miała nie po kolei w głowie.
Aemond próbuje odtwarzać Conana, niestety brakuje mu jakichś stu kilo mięśni, by wypaść w tej roli przekonująco, tym bardziej że na koniec się wywala. Może i by zapłakał, ale nagle dostrzega matkę. Szybko lądują w łóżku. W pewnym momencie Aemond orientuje się, że to jednak nie mama, a Alys, która chce mieć z nim dziecko. Jest przerażony. Poprzednio to Daemon w Harrenhal śnił o seksie z rodzicielką, ale ten dla odmiany wystraszył się dopiero, gdy zrozumiał, że to jego matka. Aemond, jak widać, chadza własnymi ścieżkami. Zniesmaczony swym odkryciem ucieka boso z łoża tylko po to, by trafić na zamkowym dziedzińcu na matkę. Dla odmiany: prawdziwą, nie wyśnioną.
Armia Dorzecza i Wilków Zimy maszeruje na południe. Widzimy ładne sztandary i mniej ładną głowę Cristona Cole’a zatkniętą na pice czy innej gizarmie. W książce Czarni również w ten sposób przynieśli ją pod Tumbleton. Tymczasem Gwayne wjeżdża do miasta, informując swojego nienormalnego kuzyna o zbliżających się przeciwnikach. Ormund w niezbyt empatycznych słowach odnosi się do porażki Cole’a, aczkolwiek nie wygląda na przesadnie zmartwionego.
Daemon nawiedza Orle Gniazdo, zakłócając miłe chwile lady Jeyne z jej koleżanką. Chce wiedzieć, gdzie jest Rhaena. Lady Arryn informuje, że zdążyła odlecieć zaraz po tym, jak po niego posłała. Daemon wścieka się, że nie zamknęła jej w celi. Przypominam, że w Orlim Gnieździe są tylko podniebne, niezbyt dobrze wpływające na zdrowie psychiczne ich lokatorów, a Rhaena już bez tego ma spory chaos pod kopułą. Lady Arryn informuje Daemona, że jego córka zamiast siedzieć w ukryciu, lata w tę i nazad na Owcokradzie. Pół Doliny ich widziało. Nie ma wyjścia: musi powiadomić królową. Daemon prosi ją o dzień zwłoki, by sam mógł odnaleźć córkę. Pani Doliny niechętnie informuje go, że ta obecnie ugania się za Vhagar, i widziano ją w okolicach Fairmarket w Dorzeczu.
Baela i Addam wciąż szukają Aemonda, ale córka Daemona jest już znużona. Nie dziwota – obecnie ma znacznie ciekawsze rzeczy do roboty, o czym zresztą wygaduje się przed Addamem. Niezręczną ciszę przerywa pojawienie się na horyzoncie smoka. Bynajmniej nie Vhagar.
W Harrenhal Alicent nawija Aemondowi makaron na uszy o swej ucieczce z Królewskiej Przystani, wychwalając niejakiego ser Adriana, który to miał ją uratować. Przedstawia go synowi. Ten dziękuję za ocalenie matki i wbija mężczyźnie sztylet w podbródek. Myślę sobie: chyba jednak sroce spod ogona ten Jednooki nie wypadł, skoro tak łatwo przejrzał zdradę matki. Ale gdzie tam: uwierzył we wszystko, ale nie może pozwolić, by jakiś obcy pałętał się po zamku i poznał jego tajemnice.
Ormund „gości” Corlysa. Wąż Morski chce wiedzieć, czy to jego ostatni posiłek przed egzekucją. Nic z tych rzeczy. Hightower porwał Węża Morskiego, by pozbawić Driftmark głowy. Bez swego lorda wojska Velaryonów nie wyruszą do stolicy, by zaprowadzić tam porządek. Aha. Wieczerzający wraz z nimi Daeron Przerażony nie bardzo rozumie, co im to da, skoro zmierza na nich armia Dorzecza. Jedno spojrzenie Ormunda wystarczy, by przestał się interesować i wrócił do jedzenia. Tymczasem Hightower rozpoczyna kolejny wykład nad plugawością targaryeńskiego nasienia. Corlys woli już siedzieć w celi, niż słuchać tych bredni. Nim jednak tam trafi, Hightower ma do niego jeszcze jedną sprawę, do załatwienia której niezbędny jest wielgachny nóż.
Daeron i Gwayne zastanawiają się, co Ormund kombinuje. Jest stanowczo zbyt z siebie zadowolony. Daeron się wścieka: co z niego za król, który siedzi bezczynnie, patrząc, jak szaleniec prowadzi ich na rzeź. Zastanawia się, czy nie wydać żołnierzom rozkazu do poddania się. Gwayne kpi, że wtedy i tak zginą, tyle że bezbronni, bo Czarni na pewno ich stracą. Zrezygnowany Daeron stwierdza, że Rhaenyra może sobie zatrzymać swoją koronę.
Tyle że Czarnej Królowej sprawia ona coraz więcej problemów. W czasie Małej Rady Torrhen Manderly skarży się, że jest znienawidzony przez mieszkańców miasta. Winna zaś temu jest królowa, która to jego w czasie ostatniej audiencji obarczyła odpowiedzialnością za problemy finansowe. Jednocześnie nie słucha jego rad, jak im zaradzić. Dochodzi do wniosku, że od początku planowała zrobić z niego kozła ofiarnego. Rhaenyra nawet nie udaje, że go słucha. Chce wiedzieć, czy są wieści od lorda Corlysa bądź z Harrenhal, ale jej bezużyteczni doradcy nic nie wiedzą. Daemon też nie wiadomo gdzie się podział, wylatując z miasta na swojej smoczycy. Lady Frey przypomina o swych roszczeniach do Harrenhal. Zirytowana królowa każe jej po prostu zająć twierdzę na czele swych wojsk. Posiedzenie przerywa przybycie Addama i Baeli. Dostrzegli Owcokrada i jego jeźdźca. Nie wiedzą czy nowego, czy innego. Ścigali go, ale zniknął.
Po posiedzeniu Biały Robak niczym Grima Gadzi Język zatruwa umysł królowej sugestiami o zdradzie Daemona, który od początku miał ją oszukiwać w sprawie Owcokrada. Rhaenyra – być może aby uwolnić się od namolnej doradczyni – nakazuje wezwać Addama.
Ekipa Aegona wciąż się powiększa. Zyskał dodatkowych ludzi i konie. Król wciąż planuje wybrać się do Braavos. Teraz jednak widzi uciekających ludzi. Ci informują, że zbliża się armia z czerwoną rybą na sztandarach. Lannister podejrzewa, że chodzi o Mootonów, którzy są stronnikami Czarnych. Aegon nie wierzy, by mogli wiedzieć, że tu jest. Tyland radzi, żeby wracali do Gawroniego Gniazda.
Aemond spożywa kolację wraz z Alicent i Alys. Atmosfera między teściową a nową wybranką syna jest dość napięta. Aemond uświadamia matkę, że Rhaenyra w końcu sama doprowadzi się do zguby, on zaś postanowił założyć nową linię Targaryenów i będzie władał nią z Harrenhal. Słuchając tych głupot miałem ochotę zamknąć go w sypialni, jak zrobiono z Rhaenyrą w pierwszym odcinku. Na szczęście wyręczyła mnie Alys, która posłała przyszłego króla, by narąbał drewna. Na osobności ostrzega go, że matka przybyła, by mu zaszkodzić. Nie chce tu teściowej.
Tymczasem Alicent – być może też nie mogąc znieść idiotyzmów wygadywanych przez syna – postanawia, że sama go zabije. Wraca do trupa zamachowca i zabiera mu sztylet, potem jednak dostrzega psiankę czy inną kociankę.
Aegon z kumplami natrafiają na kolejnych uciekinierów, tym razem z Gawroniego Gniazda. Splątany Język wyjąkuje, że lord Mooton wysłał armię ze Stawu Dziewic, która najpierw maszerowała na Gawronie Gniazdo, teraz jednak przeczesuje okolicę, szukając Lannistera. Strong radzi Tylandowi, by oddał się w ręce Czarnych. Mooton co prawda zawlecze go jako jeńca do stolicy, ale przy okazji zabierze ze sobą swych żołnierzy, dzięki czemu król i Larys będą mogli bezpiecznie kontynuować swoją podróż. Aegon dość ma jednak uciekania. Zamierza zginąć w walce. Pochowają go jak króla u boku jego smoka. Tyland postanawia zostać ze swym władcą, Strong zaś obiecuje dopilnować, by świat dowiedział się o heroicznej śmierci Aegona, i odjeżdża w siną dal.
Caraxes zmusza Owcokrada do lądowania. Wściekły Daemon robi wyrzuty córce, przypominając, że miała nie wyściubiać nosa z Doliny. Ta ostrzega go, by się nie zbliżał, gdyż nie panuje nad swym smokiem. To interesująca informacja, zważywszy, że zamierza na nim zapolować na najpotężniejszą bestię na świecie. Rhaena postanowiła, że albo zabije Vhagar, zmazując tą zasługą część swych win, albo zginie próbując. Daemon stara się wykazać córce absurdalność jej planu, rzecz jasna bez skutku. Zrezygnowany oferuje pomoc – dwa smoki mogą mieć szansę pokonać olbrzymią Vhagar. Rozmowę przerywa przybycie Rhaenyry na Syrax i Addama na Morskim Dymie. Daemon nakazuje córce dać drapaka, ale po ziemi, gdyż w powietrzu ją dopadną. Tymczasem Rhaenyra oraz Addam lądują i królowa rozkazuje bękartowi biec za jeźdźcem Owcokrada. Brakuje tylko muzyki z Benny Hilla. Cztery smoki syczą na siebie i dymią, lecz to igraszka w porównaniu ze wściekłą żoną robiącą wyrzuty mężowi. Tymczasem Rhaena okazuje się nie tylko słaba w myśleniu czy panowaniu nad smokiem, ale też bieganiu. Addam wlecze ją pomiędzy rozwścieczone gady. Królowa rozpoznaje w czupiradle Rhaenę. Domyśla się, że Daemon cały czas wiedział, że to ona była jeźdźcem Owcokrada. Nie ma jednak szans porządnie go ochrzanić, bo rzuca się na nią miłośnik baraniny. W obronie swej pani staje Syrax. Rozpoczyna się piekło. Jedynym zachowującym się rozsądnie jest Daemon, co pokazuje, z jakim uwiądem intelektualnym mamy do czynienia. Owcokrad znacznie większy od Syrax straszliwie nią poniewiera, ale w sukurs przychodzi jej najpierw Caraxes, potem zaś Morski Dym. Królowa z jakiegoś powodu ratuje Rhaenę, która nie dość, że przyczyniła się do śmierci jej syna, to gdyby nie interwencja Daemona, zgubiłaby również jej smoczycę. Odlatuje z nią na Syrax, zaś książę każe Addamowi je eskortować. Na Caraxes staje naprzeciw Owcokrada, który machnięciem ogona zrzuca go na ziemię. Smoczyca nachyla się nad swoim panem, który pozwala uciec wlokącemu się po ziemi Owcokradowi. Biedny smok nigdy nikomu – nie licząc owiec i pasterzy – krzywdy nie zrobił, miał jednak pecha trafić na Rhaenę, i teraz sam ledwo uszedł z życiem.
Biały Robak oprowadza swoją koleżankę trudniącą się najstarszym zawodem świata po sali tronowej. Obie damy snują rozważania nad błędną polityką Rhaenyry, która zawiesiła audiencje, choć w mieście szerzy się głód i występek. Biały Robak obiecuje, że teraz to ona zadba o wszystkich, szepcąc o ich problemach do ucha królowej. Wspaniałomyślna propozycja zostaje wyśmiana. Koleżanka po fachu kpi, że odziana w jedwabie Mysaria uważa się za przedstawicielkę ludu. Rzeczniczka uciśnionych nie wygląda na zadowoloną z krytyki tychże, dlatego nakazuje strażnikom wyprowadzić prostytutkę.
Do Smoczej Jamy wracają dwa smoki z trójką pasażerów. Królowa każe zamknąć Rhaenę tak, żeby nie musiała już jej oglądać. W końcu jakaś dobra decyzja!
Aemond znowu bawi się w Barbarzyńcę, ale przerywa mu matka, przynosząc doprawione winko. Na pewno zdrowe. Jednooki mówi Alicent, że Alys jej nie ufa. Ma rację! Zabójca Krewnych przyznaje, że próbował zabić Aegona. Na matce, która właśnie zamierza pozbawić życia jego, nie robi to większego wrażenia.
Rhaenyra patrzy na prezent od Daemona – czaszkę rzekomego jeźdźca Owcokrada. Trzyma ją na stoliku obok innych bibelotów. Daemon wchodzi do jej sypialni, licząc na rozmowę w cztery oczy, królowa jednak nie odsyła służki, która na drugi etat szpieguje dla Białego Robaka. Książę tłumaczy się przed żoną. Chciał chronić córkę, którą długo zaniedbywał. Prosi o wybaczenie – zrobił to, co uznał za słuszne. Królowa nie zamierza jednak wybaczać.
Baela przychodzi do siostry. Ta przeprasza: głupio wyszło z tym Jacem. Tu dla odmiany dochodzi do zgody. Czemu nie, Baela może już nie będzie królową, ale ma za to nowego chłopaka.
Rzeczony wyłapuje ludzi Hightowerów na czele sił Velarynów, które to ponoć nie dotarły dzięki sprytnemu planowi Ormunda do stolicy. Jeden ze strażników przynosi mu puzderko z przesyłką. W środku znajduje palec ojca z sygnetem.
Alys głaszcze sowę, kiedy do jej komnaty wtacza się Aemond, znów prosząc ją o ratunek. Alicent tymczasem ucieka z zamku.
Helaena znowu śni. Tym razem o porodzie. Jej nowonarodzone dziecko zabiera królewski gwardzista, który trochę mi przypomina serialowego Arthura Dayne’a. W kolejnym śnie dosiada Dreamfyre i pali zbliżających się do niej ludzi. W następnym przebłysku siedzi z dziećmi na łące karmiąc kury. Idylla szybko się kończy – słońce skrywa się za księżycem, zaś z nieba zaczyna padać śnieg. Nadchodzi Białe Zimno.
Za to Rhaenyra nie może spać. Ciska czaszkę do kominka i idzie pogadać z Białym Robakiem. W komnacie Starszej nad Szeptaczami wysłuchuje kolejnej porcji oskarżeń wobec Daemona. Zniecierpliwiona przerywa Mysarii, przypominając jej, że jak dotąd udzieliła jej samych złych rad. Mysaria dochodzi do wniosku, że skoro budowanie swej pozycji na myśleniu niezbyt dobrze jej idzie, trzeba użyć innych sposobów.
Płonie ognisko i szumią knieje. Nie ma co prawda drużynowego, ale Aegonowi i Tylandowi to nie przeszkadza. Obok stoi nieśmiertelny wóz, w którym król z Larysem opuścili Królewską Przystań. Spokój nie trwa długo: zbliża się do nich zbrojny zastęp. Mężczyźni szykują się do ostatniej walki. Prowadzący zbrojnych lord Mooton rozpoznaje Tylanda. Radzi, by wyznał, gdzie ukrył skarbiec, jeśli chce zginąć szybko i zachować uszy. Książkowemu Tylandowi to się nie udało, stracił też zresztą oczy. Aegona tymczasem ogarnia furia. Wykrzykuje, kim jest i przeklina swych przeciwników. Cała przemowa robi wrażenie na Mootonach, tym bardziej że nagle za plecami króla pojawia się Sunfyre. Złoty smok powrócił z martwych. Aegon nakazuje mu spalić wrogów. Ma przy tym ubaw po pachy.
Pijanica pije. Za towarzysza ma Ormunda. Ten martwi się, że od czasu ich ostatniej rozmowy Ulfa spotkały nieprzyjemności ze strony Daemona. Dla Czarnych jest tylko narzędziem, którym można pomiatać. Ormund nigdy by go tak nie potraktował. Pijanica przypomina, że Hightower obiecał mu tytuł lorda i zamek Honeyholt. Pan Starego Miasta mówi, że to już nieaktualne, ale tak się składa, że Driftmark niedługo zostanie bez pana. Czy nie chciałby zostać Lordem Przypływów?
Komentarz
Zamiast cotygodniowej porcji narzekań, powtarzającej w dużej mierze zarzuty z poprzednich tekstów, skupię się dziś na jednej scenie: powrocie Sunfyre’a. Wskazówki, że smok może jednak żyć, mieliśmy już w odcinku czwartym. Oczywiście dostrzegam wszystkie problemy związane z zaprezentowanym nam zwrotem akcji. Tak, dziwna sprawa, że smok przeżył trwającą tygodnie czy miesiące śpiączkę. Zgoda, że cały wątek podróży Aegona z Larysem, skoro ostatecznie Szpotawa Stopa porzuca króla, wydaje się kompletnie zmarnowany. Nie da się ukryć, że wszystko to ma się nijak do wydarzeń z książki. Jednocześnie jednak wątek ten duchem jest bardzo wierny oryginałowi. Bo przecież w Ogniu i krwi czytamy, że złamani król i smok nawzajem dawali sobie nadzieję i sens dalszego życia. Tu pokazano to w jednej scenie, świetnej pod każdym względem. Aegon dość ma uciekania i hańby związanej z ukrywaniem swej tożsamości. Chce zginąć jak król. Wykrzykuje to w twarz swym przeciwnikom, przeklinając ich za to, że podnoszą rękę na swego prawowitego monarchę. I w tym momencie, gdy Aegon niejako odradza się, wraca do życia również jego smok. Ale odrodzenie nie oznacza odkupienia. Rację miał Strong mówiąc, że najstarszy syn Alicent jest okropnym człowiekiem i okropnym władcą. Widzimy to w momencie, gdy upaja się potworną śmiercią swych wrogów, którzy na domiar złego nic osobiście mu nie zrobili. Wszystko to świetnie współgra z tym, co wiemy o Aegonie zarówno serialowym jak i książkowym.
Także Tyland, choć w ogóle nie powinno go tam być, przedstawiony jest zgodnie z książkowym pierwowzorem. Czy może dziwić, że jest gotowy zginąć u boku władcy, skoro jego pierwowzór wytrwał gorsze od śmierci tortury, zachowując wierność wobec swojego króla? Potem zresztą lojalnie i dobrze służył jego następcy – Aegonowi III – chociaż wcześniej wzywał, by go zabić.
Osobiście tak właśnie widzę dobrą adaptację. Inne medium musi mówić własnym językiem. By przenieść wiernie sens może, a nawet powinno, odejść od pierwowzoru wszędzie tam, gdzie jest to na korzyść opowiadanej historii. Serial ma też inne ograniczenia, czy to związane z budżetem, kwestiami technicznymi, czy choćby tym, że musi trafić do szerszego grona odbiorców, w tym tych, którzy nie znają książki. Widowisko musi w końcu dostarczać rozrywki, bo to ona przecież ostatecznie się sprzedaje. Patrząc na to wszystko: wątek Aegona i Sunfyre’a, przy wszystkich jego głupotkach i wadach jest doskonałym przykładem, jak można przenieść ducha książki, nie będąc ściśle wiernym jej treści i nie wypaczając jej sensu. Szkoda, że w tym sezonie jest to wątek pod tym względem odosobniony.




Jak oglądałem ten odcinek to już w głowie miałem, jak może zacząć się ten artykuł. „Helena i Aemond doświadczają koszmaru, podobnie jak widzowie, którzy muszą na to patrzeć”
Ładne!
Proszę, powiedzcie mi, że książkowa Alicent nie jest tak durna jak w serialu 😀 Rhaenyra też niewiele lepsza, ale ona przynajmniej jakoś tam próbuje chronić swoje dzieci. Alicent zaś robi wszystko, żeby własną rodzinę zniszczyć i awansowała w na pierwsze miejsce w moim rankingu najgorszych serialowych postaci, przebijając w tym nawet córki Deamona. Aż mi się nawet szkoda zrobiło Aemonda – jest jaki jest, ale nawet własna matka próbuje go zabić 😛
Innych durnot nawet nie będę wymieniać, bo jak zwykle pięknie je wykpiłeś w swojej recenzji Dżądżenie 🙂
Zgodzę się również co do oceny wątku Aegona, dla mnie chyba najfajniejszego w tym serialu. Powrót Sunfyre’a niezbyt logiczny po tak długiej przerwie, ale trzeba przyznać, że efektowny. Tyland jest świetny, bardzo polubiłem gościa, a to mi się rzadko zdarza w przypadku Lannisterów 😉 Szkoda tylko, że Larys ich opuścił – niby powody jego odejścia były sensownie wytłumaczone (nie mógł walczyć i byłby bezużyteczny), ale jednak patrząc na to, że to on wywiózł Aegona i próbował go ratować, a ostatecznie go opuścił to cały ten wątek trochę zgrzyta.
Na plus zaliczyłbym jeszcze walkę Owcokrad vs pozostałe smoki – przynajmniej pod względem wizualnym wyszło to bardzo fajnie. No i podbudowa pod zdradę Ulfa, o której słyszałem w różnych spoilerach, że nastąpi. Ormund może i nie jest najwybitniejszym strategiem w Westeros, ale świetnie nawijał mu makaron na uszy, a Ulf jak wiadomo nie jest najostrzejszą kredką w piórniku więc jestem w stanie uwierzyć, że po obietnicach Ormunda przejdzie na jego stronę.
Dzięki!
Serialowa Alicent nie ma nic wspólnego z książkową. To dwie kompletnie różne postacie.