Pieśń Lodu i OgniaRód SmokaSeriale

Pomylone Analizy: Ród smoka, sezon 3, odcinek 3 – „Triumf Rhaenyry” [SPOILERY]

Po dwuodcinkowym wstępie kończącym poprzedni sezon, w końcu przechodzimy do właściwego sezonu trzeciego.

Streszczenie

Jak to bywa z początkiem sezonu, nim wybrzmi skoczna czołówka, mamy scenę otwierającą. Potężna armia Hightowerów rozciągnęła się w pełnym szyku na równinie. Pomiędzy jednostkami, niczym w komputerowych Hirołsach, stoi sobie niebieski smok. Problem w tym, że naprzeciwko przeciwnik rozstawił trzy znacznie większe: Vermithora, Srebnoskrzydłą i Caraxes. Jeździec tej ostatniej, z charakterystyczną dla siebie dezynwolturą przedstawia Ormundowi Hightowerowi warunki pokoju: albo uzna Rhaenyrę za królową, albo zginie. Daemon żartuje sobie z ubezpieczającego go Ulfa, mówiąc, że po wybiciu Hightowerów być może to Pijanicy odda Wysoką Wieżę. Światło Przewodnie Południa przyjmuje jego warunki. Daemon upomina się dodatkowo o giermka Hightowera – Daerona Targaryena, najmłodszego syna królowej Alicent. Ormund nakazuje przyprowadzić chłopca, z wyglądu bardzo podobnego do starszych braci. Uważny widz być może zapamiętał, że wcześniej Hightowerowi towarzyszył inny odziano podobnie młodzieniec, choć o włosach brązowych nie złotych. Ormund pozwala zabrać chłopaka. Daemon jest zadowolony, że tak łatwo poszło.

Po czołówce widzimy Rhaenyrę, której nie opuścimy już do końca odcinka. Królowa przyjmuje meldunek od Daemona o kapitulacji Hightowerów i wzięciu w niewolę Daerona. Książe chce go stracić, ale królowa po objęciu władzy wolałaby prowadzić politykę nawiązującą do Viserysa, nie Maegora. Na razie jednak najbardziej zajmuje ją planowanie swej koronacji. Chce nią przyćmić intronizację Aegona. W międzyczasie Złote Płaszcze przyprowadzają Daerona. Młodzieniec, który w książce zasłużył sobie na przydomek Dzielny, wygląda na dość przestraszonego i milczy, gdy królowa wypytuje go o plany Hightowerów oraz starszych braci. Zirytowana Rhaenyra odsyła go pod strażą do jego komnat. Królowa spodziewała się, że chłopak będzie starszy. Niezależnie od wieku Daemon chce go stracić.

Gdy małżonkowie wchodzą do sali obrad Małej Rady, widzą, jak Corlys próbuje się dowiedzieć od wielkiego maestera Orwyla, gdzie podział się skarbiec. Ten – jak zwykle w tym sezonie – nie okazuje się zbyt pomocny. Informuje, że skarb wywieziono na rozkaz Starszego nad Monetą. Problem w tym, że według Corlysa Tyland Lannister zginął podczas Bitwy w Gardzieli. Wąż Morski jest przekonany, że ktoś oprócz Starszego nad Monetą musiał wiedzieć, co stało się z pieniędzmi. Ma rację: Orwyle informuje, że w plany Lannistera był wtajemniczony lord Jasper. Tak się jednak pechowo złożyło, że Daemon pozbawił go głowy w poprzednim odcinku, nim ten cokolwiek zdołał powiedzieć. W książce Czarni zabijali w bardziej przemyślany sposób, a Starszy nad Monetą został w stolicy i poddano go torturom, by wyznał, co zrobił z pieniędzmi. Zdawałoby się, że jego miejsce w kazamatach Czerwonej Twierdzy w serialu zajmie Orwyle, którego w książce również aresztowano, ale dla odmiany zachowuje on miejsce w Małej Radzie. Wchodzi też do niej Biały Robak ku zrozumiałej zgrozie Daemona, któremu nie podoba się zbyt bliska relacja aktualnej żony i dawnej kochanki. Żeby było zabawniej, Rhaenyra nie ma zamiaru wzywać swych doradców ze Smoczej Skały, uważając, że zdradzili ją jeśli nie uczynkiem, to zaniedbaniem. Biały Robak i Wąż Morski proszą królową, by przełożyła swą koronację: nie mają na nią środków, zresztą nie wypada organizować hucznej uroczystości, gdy ludność stolicy przymiera głodem. Impregnowana na argumenty Rhaenyra nakazuje napisać do wdowy w Casterly Rock, licząc, że może tam ukryto skarbiec, planuje też opodatkować wielkich lordów. Po omówieniu kwestii finansowych porusza problem Aemonda: chce wiedzieć, gdzie podział się Jednooki. Orwyle informuje ją, że ostatnio widziano go w Harrenhal, gdzie zabił wszystkich łącznie z kasztelanem, po czym zniknął. Daemon jest wściekły. Nie dziwię się: też lubiłem Simona Stronga, jednego z nielicznych rozsądnych bohaterów w tym serialu. Książę pyta o losy tamtejszej wiedźmy, ale Orwyle nic o niej nie wie. Królowa chce odnaleźć Vhagar oraz Owcokrada i nakazuje wysłać Baelę na zwiady do Harrenhal. Czyżby zamierzała pozbyć się narzeczonej swego zmarłego syna? Mnie to przyszło na myśl, ale jej ojcu niekoniecznie, gdyż nijak tego pomysłu nie komentuje. Opuszczając salę obrad, królowa o mało nie potyka się na szczurze. Usłużny Orwyle przypomina, że król Aegon kazał stracić wszystkich szczurołapów.

Królowej przemierzającej korytarze Czerwonej Twierdzy z prędkością pocisku hipersonicznego nie dają spokoju kolejni suplikanci. Okazuje się, że w stolicy brakuje wszystkiego: jedzenia, wina, świec, królewskich gwardzistów. Tylko szczurów jest pod dostatkiem. Coraz bardziej zirytowana Rhaenyra wpada do komnat, w których w areszcie domowym przetrzymywane są Alicent i Helaena. Chce zobaczyć szmal! Królowe nie wiedzą, co stało się ze skarbcem. Alicent informuje ją, że za regencji Aemonda odsunięto ją od rządów. Odesłałaby królową do swego ojca, który być może miałby coś więcej w tej sprawie do powiedzenia, ale tak się składa, że Rhaenyra ucięła mu głowę. Królowe przez chwilę kłócą się, by ostatecznie wszystko zwalić na mężczyzn. No tak, bo serialowe Rhaenyra i Alicent to wzór władczyń idealnych. Niezależnie od niesnasek Zielona Królowa radzi Czarnej – widać wciąż niezrażona do przyjaciółki, która zabiła jej ojca i w jakimś, nawet jeśli bardzo pośrednim stopniu, przyczyniła się do śmierci wnuka i okaleczenia syna – by ogłosiła, iż Aegon nie żyje. Jeśli w przyszłości Larys Strong postanowi go ujawnić, ogłosi się, że to samozwaniec, co jest o tyle ułatwione, że Aegon nie przypomina już siebie z powodu doznanych oparzeń. Rhaenyra, odwdzięczając się za radę, obiecuje, że uwolni obie kobiety oraz małą Jaehaerę, gdy tylko dopadnie Aemonda.

Wciąż dreptając po zamku, Rhaenyra nakazuje ser Luthorowi – dowódcy Złotych Płaszczy – poinformować miasto o śmierci Aegona oraz sprowadzić do Królewskiej Przystani jej syna Joffreya, który teraz jest jej dziedzicem. Gdy dociera do Sali Tronowej, czeka tam na nią już Wielki Septon. Hierarcha informuje królową, że nie może jej namaścić, ponieważ przed kilkoma miesiącami ogłosił już królem Aegona. Rhaenyra informuje go, że jej przyrodni brat nie żyje, ale ten chce dowodów. Jeśli umarł w Czerwonej Twierdzy, czemu nikt nie wezwał Milczących Sióstr? W pewnym momencie dyskusja o legalizmie i teologii schodzi na temat smoków. Wielki Septon – delikatnie mówiąc – nie jest szczególnym miłośnikiem tych gadów. Uważa je za pomiot czarnej magii i narzędzie zagłady, nie tworzenia. Ostrzega też królową, by nie czyniła sobie z Wiary wroga.W kolejnej scenie królowa spożywa wieczerzę w towarzystwie Węża Morskiego oraz Alyna i Addama. Corlys wyznaje, że mężczyźni są jego synami. O ile Rhaenyra przyjmuje to całkiem nieźle, gorzej reaguje na propozycję, by ich zalegitymizowała i ogłosiła Velaryonami.

Następnego ranka królowej pomaga się ubierać jej dawna służka, będąca w rzeczywistości człowiekiem Białego Robaka. Pięknie przystrojona przyjmuje audiencję prostaczków. Ci jak zwykle mają miliony problemów, na które uniwersalnym remedium zdaje się złoto, którego jednak królowa nie posiada. Solidne, oparte na materializmie podejście poddanych zakłóca dawna ulubienica Aemonda, domagająca się abstrakcyjnej sprawiedliwości w postaci ukarania bogaczy, którzy wykupili większość żywności w Królewskiej Przystani, gdy miasto blokowała flota Velaryonów. Rhaenyra wysłuchuje skarg, mając za towarzystwo pałętające się wokół jej nóg szczury.

Znów mamy posiedzenie Małej Rady. Daemon ostrzega przed wichrzycielami, którzy nastają na bogatych, Biały Robak zaś ich broni. Królowa cierpi miesięczne bóle i dostaje herbatkę, która najwyraźniej źle się jej kojarzy. Pyta, czy Baela wróciła z patrolu. Okazuje się, że tak i widziała zwłoki Sunfyre’a. W książce smok przeżył, choć był potwornie okaleczony.

Nowi smoczy jeźdźcy czekają na pasowanie. Gdy królowa pyta Ulfa, jak chce się zwać, niezawodny Pijanica odpowiada, że Targaryen. W końcu staje na Ulfie Białym. Hugh zostaje Młotem, a Addam – ku swemu zdziwieniu – zamiast Velaryonem zostaje nazwany Addamem z Hull. Daemon, nie skrywając przesadnie obrzydzenia, pasuje całą trójkę.

Generalnie Rhaenyra podczas swych wędrówek spotyka naprawdę dużo osób. Niektóre z nich nie żyją – jak jej syn Jacaerys. Inne – jak Baela, którą mija bez słowa – chyba chciałaby widzieć martwe.

W czasie wspinaczki po schodach królowa omawia z ser Luthorem ucztę, którą zamierza wydać dla możnych. W tle trwa nieustanne sprzątanie zamku i ściąganie niezliczonych chorągwi Zielonych. Ustalenia przerywa Hugh. Jego żona uciekła z miasta do Tumbleton. Królowa każe mu po nią posłać. Nagrodzi ich siedzibą, jak tylko wróci z Białego Portu. Na razie jednak tam się nie wybiera.

Szczury radośnie hasają po zamku, królowa jednakowoż nie podziela ich entuzjazmu. Jakby miała mało zmartwień, nachodzi ją Alicent. Prosi, by odesłać szczątki jej ojca do Starego Miasta, aby mógł spocząć obok żony. Królowa przystaje na to. Przypomina Alicent, że to ona de facto władała, gdy Viserys chorował. Jak sobie radziła z tymi wszystkimi petycjami? Alicent każe jej zabić chłopca i pozwolić narodzić się mężczyźnie. Czy jakoś tak. Rhaenyra upiera się, że władza jej nie zmieni, tak jak nie zmieniła jej ojca. Wdowa po nim przypomina jej, że Viserys żył we własnym świecie i żadna z nich tak naprawdę nie miała do niego wstępu.

Zaczyna się uczta dla możnych. Służba wnosi posiłek: pieczone szczury, choć na talerzu jest chyba też jakaś surówka. Posiłek ma pokazywać, czym musieli się żywić prostaczkowie zamieszkujący stolicę, gdy bogacze wypełnili swe spichrze. Królowa informuje zebranych, że kiedy oni tu siedzą, do ich domów wchodzą Złote Płaszcze, by zarekwirować żywność. Życzy smacznego i oddala się. Przed drzwiami czeka na nią wielce z siebie zadowolony Torrhen Manderly. Gratuluje jej zręcznego ruchu: być może dzięki niemu prostaczkowie zapomną, że nędzę w stolicy wywołali nie bogacze, a ona, blokując ją flotą Velaryonów.

Z murów Daemon i Rhaenyra obserwują skonfiskowane zapasy. Książę ostrzega żonę, że możni nie zapomną jej tego. Królowa nie boi się gniewu pomniejszych lordów i kupców. Oboje wiedzą, że konfiskata to tylko gest, który nie rozwiąże w żadnym stopniu problemów żywnościowych stolicy. Dlatego królowa nakazuje Daemonowi polecieć do Doliny, by przekazać lady Arryn, że skoro nie wysłała posiłków w czasie wojny, teraz powinna wspomóc skarb swym złotem. Daemon zauważa, że nie muszą liczyć miedziaków, skoro mają dwa razy więcej smoków niż Aegon Zdobywca. Mogą w końcu włączyć Dorne do Siedmiu Królestw. A nawet Wolne Miasta. Potem już w ogóle odpływa i zaczyna bredzić o Yi Ti, na końcu zaś wspomina o mieście na krańcu świata, gdzie ludzie mają mieć skrzydła. To ostatnie to całkiem fajne nawiązanie do mapki ze Świata Lodu i Ognia. Mogą stworzyć imperium. Rhaenyra uważa, że mąż widzi w nich najeźdźców, ale książę zaprzecza: raczej bogów. Jak inaczej rozumieć proroctwo? Rhaenyra przypomina słowa jego brata: smoki są siłą, z którą nie należy igrać. Daemon odpowiada, że choć przed śmiercią pojednał się z bratem, nie zapomniał, że ten wyrzekł się smoka i nie pragnął wielkości. W rzeczywistości książkowej Viserys był ostatnim jeźdźcem Baleriona Czarnego Strachu. Smok jednak był bardzo stary, gdy ten go dosiadł i niedługo później zdechł. Królowa przypomina, co spotkało Valyrię i rozsądnie wskazuje, że może nim podbiją świat rozwiązaliby problemy stolicy. Sprowadzony na ziemię Daemon przypomina królowej o innej niecierpiącej zwłoki kwestii: straceniu Daerona.

Biały Robak pod nieobecność Rhaeny dzielnie pełni rolę najbardziej irytującej postaci w serialu. W powozie królowej dyskutuje z nią o wściekłości. Docierają pod sept, gdzie zgromadziły się już tłumy wiwatujące na część Rhaenyry. Biały Robak zauważa, że to jest jej prawdziwa koronacja. Królowa wspina się na wóz z jedzeniem i przemawia do ludu. Pokonała uzurpatorów, objęła rządy, a teraz ma dar dla mieszkańców Stolicy. Rhaenyra wraz z Białym Robakiem rozdają biedocie żarcie ku ogólnej uciesze gawiedzi. Jest tego cały wóz, miasto więc z pewnością się nasyci…

Gdy wraca, spotyka Węża Morskiego. Corlys chce wiedzieć, czemu uczyniła Addama rycerzem, ale nie Velaryonem. Królowa przeprasza, ale nie może obecnie spełnić jego prośby. Zszokowany Corlys przypomina, ile poświęcił, służąc jej. Królowa broni się: przez plotki o jej synach nie może zacząć swych rządów od legitymizowania bękartów. Wściekły Corlys przypomina ikoniczne słowa swego brata z pierwszego sezonu: Joffrey, Lucerys i Jacaerys to… BĘKARTY! Aż mi się łezka w oku zakręciła.

Królowa odwiedza Alicent. Informuje ją, że w Czerwonej Twierdzy znajduje się Daeron, którego wydał jej kapitulujący kuzyn. Mówi, że nie straci go, gdyż chłopiec robił tylko to, co nakazywali mu starsi krewni, więc odeśle go na Mur. Alicent przypomina, że nie widziała go od lat, i chce się z nim zobaczyć.

Rhaenyra oznajmia milczącemu chłopcu, że dołączy do Nocnej Straży. Informuje, że jest tu jego matka. Gdy Alicent wchodzi, chłopak unika jej wzrokiem. Słusznie! Zielona Królowa nie tylko nie rozpoznaje w nim syna, ale jeszcze mówi o tym Rhaenyrze. A żeby ją Mlaskacze zeżarli! Chłopak wyznaje, że Ormund Hightower zmusił go do udawania Daerona, grożąc, że powiesi jego matkę. Tę prawdziwą. Rhaenyra wścieka się: czy Hightower myślał, że jego podstęp się nie wyda? No, pewnie tak i nawet by mu się udało, gdyby nie to, że Alicent zdradziła swój ród i wyrzekła się mózgu.

Rhaenyra drałuje dalej po schodach. Sługa informuje ją, że w końcu zdjęli wszystkie sztandary Hightowerów. Królowa nakazuje je spalić. Jeden ze Złotych Płaszczy informuje ją, że u bramy czeka stróż smoków. Ten przekazuje jej informację, że Hightowerowie zajęli Tumbleton. Jest z nimi młody smok. Wściekła królowa zapowiada, że ich spali. Wtedy też słudzy zapalają sztandary Zielonych, których jest zaskakująco mało jak na to, że ściągano je przez cały odcinek. Królowa przygląda się płomieniom ponurym wzrokiem.

Komentarz

Oceniając adaptację – szczególnie na tak zaawansowanym etapie i po tak daleko idących zmianach wprowadzonych w stosunku do oryginału – należy się zastanowić, na ile w ogóle ma sens zwracanie uwagi na różnice z pierwowzorem. W mojej ocenie na takiej stronie jak FSGK, która zawsze skupiała się przede wszystkim na twórczości Martina, nie adaptacjach, jest to nieuniknione i wręcz pożądane. A jednak oceniając Ród Smoka powinno się moim zdaniem zwracać również uwagę na wewnętrzną spójność rzeczywistości wykreowanej przez serial, ze wszystkimi tego dobrymi i złymi stronami.

Wątek z podmianką Daerona, która naprawdę powinna się natychmiast wydać, jest jednym z głupszych, choć konkurencja w tym sezonie jest spora, więc raczej nie zajmie on miejsca na podium. Na jego obronę mogę co najwyżej zauważyć, że spodobało mi się, jak od początku sygnalizowano widzom, że syna Alicent zastąpił przebieraniec. Trudno też śledzi się walkę o sprawiedliwość społeczną, gdyż przedstawiono ją w tak topornej formie, że przy oglądaniu ścierałem uzębienie w tempie Stannisa. Problemem największym – którzy scenarzyści sami na siebie ściągnęli – jest oczywiście nieszczęsna współpraca Alicent z Rhaenyrą, w wyniku której Zielona Królowa naraża dosłownie całą swoją rodzinę i naprawdę trudno zrozumieć, w imię czego córa Hightowerów ją kontynuuje. Początkowo nawet ciekawy na swój sposób pomysł, by wbrew oryginałowi uczynić z nich przyjaciółki, okazał się książkowym wręcz przykładem efektu motyla: jedna dość drobna zmiana wywołała huragan demolujący sens całej opowieści. By jednak być całkowicie uczciwym: scenarzyści mieli naprawdę dużo okazji, by w sposób całkowicie wiarygodny zerwać tę patologiczną na tym etapie relację między dwoma kobietami, przemieniając ją w naturalną wrogość. Wolą jednak brnąć w to dalej.

Zdaje się, że twórcy zarysowują nam przyszły konflikt Rhaenery nie tylko z Rhaeną, ale także Baelą, tyle że kompletna obojętność Daemona wobec córek każe się zastanowić, czy naprawdę to one staną się zarzewiem sporu między księciem a jego królową. Ich związek jest wyjątkowo burzliwy, ale nie z powodu latorośli Daemona z pierwszego małżeństwa. Myślałem, że absurdalny rozkaz Rhaenery, by Baela na swojej Księżycowej Tancerce szukała przerośniętego Owcokrada i gigantycznej Vhagar, wywoła u księcia jakiś sprzeciw, ale ten widocznie był zbyt zajęty snuciem swym absurdalnych planów dotyczących podboju Essos.

Rozmowa Rhaenyry z Wielkim Septonem jest ciekawa z kilku powodów. Po pierwsze pobrzmiewają w niej echa twórczości Martina. Wiara przez jakiś czas miała przecież wielki problem z Targaryenami, co prawda nie z powodu smoków, lecz ich zwyczajów matrymonialnych, i przyczyniła się w jakimś stopniu do upadku oraz śmierci Aenysa – następcy Aegona Zdobywcy. Dopiero Jaehaerys Pojednawca zakończył ten konflikt. Kolejnym nawiązaniem do twórczości Martina są słowa o niszczycielskiej naturze smoków – tego samego obawia się przecież Daenerys, gdy próbuje władać Meereen. Tu chciałbym jednak zauważyć, że książkowa Rhaenyra nie tyle miała problemy z Wiarą, co motłochem podburzonym przez samozwańczego i raczej obłąkanego proroka, zwącego się Pasterzem. Był on zresztą głową jednego z trzech ośrodków, które po ucieczce Czarnej Królowej przejęły władzę w pogrążonej w chaosie stolicy. Nie wierzę, by wątek ten został przeniesiony wiernie do serialu i trudno się temu dziwić: jak zauważył pod ostatnim odcinkiem Kuba, widz niezaznajomiony z książką już teraz zaczyna się gubić, kto z kim walczy i nie potrzeba mu dołożenia kilku stronnictw powstańców. Otwartym pozostaje pytanie, czy wątek niepokojów w Królewskiej Przystani zostanie uproszczony, czy też całkowicie zmodyfikowany w kierunku ewidentnie niezgodnym z materiałem książkowym.

Przy wszystkich tych problemach nie sposób odmówić temu odcinkowi logicznej kontynuacji zarysowanych w poprzednich sezonach wątków. Alicent ma rację mówiąc, że ekranowa wersja Viserysa żyła we własnym świecie, w którym największą wartością jest rodzina, i ta – mimo oczywistych sporów, niemożliwych tak naprawdę do rozwiązania – powinna trzymać się razem. Serialowy Viserys ma mało wspólnego z książkowym, ale to właśnie ten z Rodu Smoka był bohaterem zdecydowanie lepiej zarysowanym i ciekawszym. Również Daemon w tym odcinku, mimo, a może właśnie dzięki snuciu kompletnie urojonych mocarstwowych planów, współgra z dotychczas wykreowanym na potrzeby serialu bohaterem. Nawet męczące i kompletnie niezgodne z książkową rzeczywistością ambicje socjalne niektórych bohaterów kontynuują wątki pojawiające się już od pierwszego sezonu. Bardzo cieszy, że twórcy konsekwentnie posługują się symboliką wprowadzoną do serialu już w pierwszych odcinkach: mam rzecz jasna na myśli szczury, których pojawienie się zwiastuje upadek rządów. Sprawnie wprowadzono, czy raczej przywrócono wątek bękartów, zwieńczony fantastyczną sceną z Corlysem. Może mniej finezyjnie, acz dostatecznie dobrze i jednak konsekwentnie sygnalizowane nam są narastające problemy z nowymi smoczymi jeźdźcami, których rosnących aspiracji nikt nie zamierza spełnić, nawet jeśli niektóre z nich wcale nie są wygórowane i zdają się wręcz racjonalne.

Podsumowując: nie licząc moim zdaniem niepotrzebnego, acz wymagającego od widza minimum czujności wątku podmiany Daerona, odcinek uważam za całkiem niezły, przynajmniej na tle dwóch wcześniejszych. Nie uratował, gdyż jest to już niemożliwe, skopanych kompletnie wątków z poprzedniego i początku tego sezonu, ale gdyby zgodnie z planem to on był odcinkiem pierwszym, wlałby w moje czarne serce odrobinę nadziei, że ten serial może jeszcze pójść w jakimś choćby umiarkowanie sensownym kierunku.

To mi się podoba 31
To mi się nie podoba 0

Dżądżen

Fan twórczości Martina i dobrego wina. Lubię historię i suchary. Wolny czas spędzam w ogrodzie przeklinając Matkę Naturę za jej hojność.

Polecamy także

Komentarzy: 58

  1. Wysyłanie po chłopaka kogoś kto nawet nie ma pojęcia jak ten wygląda to totalna głupota.
    Ale dla mnie nie tyle problemem była podmianka Daerona o ile całkowite zlekceważenie Tessarion i pozostawienie jej w obozie Hightowerów.

    To mi się podoba 17
    To mi się nie podoba 0
    1. Tak, nad tym pozostawieniem smoka nie chciałem się już pastwić generalnie, ale nie było to szczególnie logiczne. Oczywiście – zabranie go do stolicy również mogłoby być problematyczne, aczkolwiek teoretycznie można by go umieścić w Smoczej Jamie.

      To mi się podoba 7
      To mi się nie podoba 0
      1. Mógł po prostu kazać młodemu na nim polecieć za nim i w przypadku oporu ich spalić. Wątku alicent i byciem psiapsi z królowa nie warto nawet komentować bo jest idiotyczny, czekam na kolejne teleporty alicent, przecież tam i tak jej nikt nie pilnuje. Generalnie jeśli ktoś próbuje kobiece bohaterki przedstawiać w dobrym świetle, to póki co wychodzą one na skończone kretynki.
        Jaki problem ma królowa żeby legitymizować dzieci Corlysa?
        Generalnie z samego serialu wychodzi na to ze czarni nie istnieją już, Hightower ma paru rycerzy, Cole snuje się nie wiadomo gdzie i nikt go nie szuka, aemond sam zdobywa zamek…to jest tak kreteńskie, ze aż szkoda pisać.
        Dla mnie ten odcinek to apogeum głupoty i powrót do ostatnich sezonów gry o tron jeśli chodzi o poziom.

        To mi się podoba 10
        To mi się nie podoba 0
    2. Pełno osób właśnie krytykuje scenarzystów, traktując książkę jak jakąś świętość, gdy ona sama jest w wielu momentach nielogiczna i bardzo komfortowa dla pisarza, któremu wystaje z za pazuchy scenariusz jej, a jest w niej pełno dziur logicznych czy fabularnych. Dearon mógł uciec na Tessarion (bo martin opisuje małe smoki jako szybsze i zwinniejsze od dużych), mógłby spalić podczas eskorty jakiego innego jeźdźca. Nie będę bronił scenarzystów za wątek Rheanyry i Alicent bo wykastrowali te postaci względem pierwowzoru literackiego, a te wycieczki jednej do drugiej to najgłupsza rzecz jaka wydarzyła się w tym serialu. W książce nie ma nigdzie napisane, że Jace poleciał, bo chciał odbić swojego brata, jest że poleciał i tyle, a wiele tu osób na tym forum bierze za pewnik, że on leciał obronić swojego brata (dajcie mi taki cytat w książce). Głupota, że to Jace chciał aby smoków dosiadały bękarty, serial to lepiej przedstawił, że chciał wysoko urodzonych, a bękarty podważały jego dziedzictwo. O Rheanyrze nic nie ma odnośnie tego starcia, może naprawdę zamknęli ją w kiblu, dlaczego ona nie poleciała jak tak bardzo kochała swoich synów. Ale już za chwilę nie bała się zaatakować Królewskiej Przystani na Syrax. No fajnie, że Czarni szpiegowali Zielonych w KP i wiedzieli, że Aemond opuścił stolicę z Colem i wyruszył do Harrenhal, ale dlaczego w tym samym momencie Zieloni nie szpiegowali Czarnych na Smoczej Skale i nie wiedzieli, że Ci mają teraz więcej smoków, bo jakby wiedzieli to Aemond powinien zostać w KP. To w książce Rheanyra miała tylu smoczych jeźdźców to nie mogła patrolować morza na wschód i południe od Smoczej Skały, żeby wypatrzeć flotę Triarchii (przecież mogła ich zaatakować flota Hightowerów, Lannisterów, Greyjojów). Miała babka 7 smoków, a statków Triarchi było 90 to wypada 10 statków na jednego smoka powinni ich załatwić w godzinę. A jak miała tyle smoków to nie wysłała Jace albo Beali aby eskortowała okręt Aegona i Viserysa. Ja do tej pory nie wiem jak ona przegrała tą wojnę w mając 7 smoków, a zieloni tylko 2. Po zdobyciu KP dzielisz te zastępy 2 dwie części. 4 smoki lecą go Harrenhal rozprawić się z Vaghar (może to być Caraxes, Owcokrad, Vermithor i Srebnoskrzydła), a Rheanyra, Adam z Hull i Beala, jadą rozprawić się z armią Ormunda i Tessarion. Wojan wygrana, koniec książki, Rheanryra rządzi w pokoju długo i szczęśliwie, ale nie bo Martinowi wystaje z za pazuchy scenariusz książki i may plot twisty.

      To mi się podoba 15
      To mi się nie podoba 3
      1. Jeśli dobrze pamiętam, wg książki Rhaenyra po śmierci pierwszego syna była załamana i w związku z tym praktycznie w ogóle przestała rządzić. Natomiast śmierć drugiego syna wywołała w niej chęć odwetu i wolę walki, stąd późniejsza aktywność.

        To mi się podoba 4
        To mi się nie podoba 0
        1. To tylko odpowiedziałeś na jeden zarzut, dlaczego nie było Rheanyry w bitwie w Gardzieli, na resztę już nie. To powiedz mi dlaczego Aemond opuścił KP po bitwie w Gardzieli. Dlaczego razem z Colem uważają, że większym zagrożeniem jest Deamon w Dorzeczu niż 6 smoków Rheanyry !!!. Przecież jakby taki tekst padł z ust któregoś w serialu to byś padł ze śmiechu, a na scenarzystów uznałbyś za debili.

          To mi się podoba 2
          To mi się nie podoba 1
          1. Nie bardzo czuję się adresatem tych zarzutów, stąd nie czułem potrzeby odpowiadania na nie, a z niektórymi nawet mógłbym się zgodzić 😉 z pewnością zaś nie jestem adwokatem Martina, którego rozwiązania fabularne też różnie oceniam, a nawet piszę o tym w Czytajach. Napisałem o Rhaenyrze bo to pamiętam z książki. Jeśli już jednak o Daemona pytasz: zważywszy na świat wykreowany przez Martina, gdzie kobiety raczej nie sprawują rządów, a wielu mężczyzn uważa, że się do tego nie nadają, nie dziwi, że ktoś mógł uznać Daemona za prawdziwy mózg Czarnych, szczególnie, że był on też doświadczonym wojownikiem. Dostrzegam pewną logikę w tym, że mając większego smoka, Aemond mógł uznać, że lepiej wyeliminować najpierw jego, licząc że pozbycie się księcia doprowadzi do dezintegracji, a przynajmniej osłabienia Czarnych.

            To mi się podoba 7
            To mi się nie podoba 0
        1. W książce było 90 okrętów Triachii. W serialu zrobili więcej i bitwa była bardziej wyrównana. Chociaż w książce też była, ale nie wiem dlaczego, bo przecież czarni mieli ogromną przewagę.

          To mi się podoba 7
          To mi się nie podoba 0
      2. Morze to nie kałuża, jak mówiło się za moich czasów. Myślisz, że tak łatwo wytropić flotę na morzu, nawet dziesięcioma smokami? To powiedz jakim sposobem Amerykanie nie wytropili japońskiej floty podczas II WŚ? I to dwukrotnie. Raz pod Pearl Harbour, drugi raz pod Midway (Japończycy zresztą też nie znali dokładnego położenia ani siły floty amerykańskiej). A przecież obie strony dysponowały na pewno doskonalszymi narzędziami zwiadu powietrznego niż Czarni. Tak bywa na wojnach. Smoki potrzebniejsze były gdzie indziej. To samo dotyczy eskorty dla Aegona i Viserysa. Po co Rhaenyra miała wysyłać z nimi smoki, skoro statek młodych książąt miał wystarczająco silną eskortę? Nie mogła przecież wiedzieć, że wpadną wprost na całą flotę Triarchii.

        To mi się podoba 4
        To mi się nie podoba 1
        1. Tu akurat ignorancja i bledy, jak zawsze nie omylnych amaerykanow. Zlamali szyfry, ale nie polaczyli kropek.

          To mi się podoba 2
          To mi się nie podoba 0
        2. Przecież młodszy Aegon przybył na Chmurze to był ich zwiad. To gdzie indziej były potrzebne smoki jak nie mogły patrolować 100 km w odległości od Smoczej Skały? Też miały depresję jak Rhaenyra? Flota Triarchi zdążyła okrążyć smoczą skałę od północy i południa. Przypomina odległość między Driftmarkiem na Smoczą Skałą to 50 mil morskich kilka godzin statkiem kilkanaście smokiem.

          To mi się podoba 2
          To mi się nie podoba 1
          1. No i wraz z przybyciem Aegona bitwa się zaczęła. O co ci więc chodzi? Nie mogli przecież przegrupować się w parę minut, skoro nie spodziewali się ataku. Flota Velaryona był przygotowana do wyruszenia na KP, nie na bitwę z Triarchią.

            To mi się podoba 2
            To mi się nie podoba 0
            1. Wygodne dla scenarzysty Martina, że w chwili przybycia bitwa się rozpoczęła i flota Triarchi zdążyła okrążyć Smoczą Skałę. Chcę wam uzmysłowić, że w książce jest mnóstwo dziur logicznych. Bitwa w Gardzielii była bardziej logiczna w serialu niż książce. Dlaczego smoki paliły wszystkie staki, nie bali się, że na któryś z nich jest młody Viserys i mogą go zabić. Jakim cudem bitwa była tak wyrównana jak Czarni mieli 7 smoków, a statków Triarchii tylko 90, dlaczego Aemond z Colem opuścili KP i zostawili ją bez obrony, nie obawiając się 6 smoków i resztki floty Valeryonów?

              To mi się podoba 4
              To mi się nie podoba 1
              1. Jak się ktoś koniecznie chce przyczepić to się przyczepi. Na to nie ma mocnych. Mieli przepuścić flotę Triarchii, bo na którymś statku mógł być Viserys? lol Książę mógł równie dobrze zginąć w klasycznym ataku. Jak setki innych ludzi. To co? Mieli się poddać?A bitwa wcale nie była wyrównana. Triarchia na początku wykorzystała efekt zaskoczenia, ale gdy pojawiły się wszystkie smoki ( pięć, nie siedem) natychmiast podała tyły. Głupio to było przedstawione oblężenie KP przez Stannisa, ale Gardziel była opisana całkiem sensownie. Na pozostałe pytania również masz odpowiedzi w książce. pzdr

                To mi się podoba 2
                To mi się nie podoba 0
                1. A tak z innej beczki, Robert Snow, czytałam ostatnio fanfic, gdzie fan budzi się w ciele Robba w chwili otrzymaniu listu Sansy ze stolicy. I tak a propo Freya, fan miał to książkowe przekonanie, że ożenię się teraz to będzie dobrze. Wybiorę Roslin Frey, poślubię i będzie dobrze.

                  Sam idzie do Waldera, z Roose’m Boltonem do Freya. I chce poślubić dziewczynę natychmiast, a Walder oponuje , więc Fan!Robb mówi mu w twarz, że on czeka, kto zwycięży. Negocjacje upadają. W każdym razie Robb zostawia Wyllisowi Manderly’iemu tysiąc zbrojnych i pod osłoną nocy mają udawać oblężenie Bliźniaków, że niby cała armia Robba nadal tam jest, aby Tywin też tak myślał. A naprawdę to Fan!Robb jedzie w stronę Tywina. I jeszcze wysłał matkę z Theonem z pola bitwy z Hornwoodem i młodym Karstarkiem, aby zapobiec ich śmierci. I to jest na razie ostatni rozdział. Więc co myślisz o takiej konfiguracji ?

                  To mi się podoba 2
                  To mi się nie podoba 2
                2. Przyczepiam się, bo jest do czego i nic sensownie w książce nie jest wyjaśnione. 7 smoków mieli dostępnych przed bitwą, których mogli użyć (z niewiadomych przyczyn 2 nie zostały użyte), już mi było tłumaczone, że Rheanyra była w depresji i dlatego nie brała udziału w bitwie. Na wieść o tym, że statki Triarchi opływają Smoczą Skałę od północy i mogą ją zaatakować dalej wolała leżeć w łóżku (parę miesięcy miała tą depresję, taki upływ czasu jest od śmierci Lucaerysa do bitwy w Gardzieli). Nie kupuję tego tłumaczenia. Palą i plądrują Driftmark i Spicetown, a Beala nie wiadomo gdzie to siedziba jej matki i dziadków. 1/3 floty Valeryonów zniszczona, Wysoka Woda i SpiceTown spalone to duże starty jak na taką przewagę, a te 5 smoków to powinno spalić całą flotę Triachii a nie zostawić 28 statków. Weź sobie wyobraź taką scenę w serialu, 1 do 1 pokazana z ksiązki rada królewska po bitwie w Gardzieli w obozie zielonych Aemond z Colem decydują, że uderzą na Daemonda w Harrenhal bo jest większym zagrożeniem niż Rheanyra, która ma 6 smoków i właśnie wygrała bitwę masakrując flotę trarchii, to dopiero ludzie powiedzieliby, że scenarzyści to idioci i na pewno w książce tak nie było. lol pozdro.

                  To mi się podoba 7
                  To mi się nie podoba 1
                3. @Sigyn
                  Ale ten fan miał znajomość przyszłych wydarzeń? Musiał chyba mieć skoro odesłał akurat tych ludzi?
                  Cóż, nie rozumiem, dlaczego Walder miałby odmówić natychmiastowego ślubu? Zależało mu przecież, żeby wnuczka byłą królową, a nie na balandze.

                  To mi się podoba 2
                  To mi się nie podoba 0
                4. Robert Snow – tak miał znajomość wydarzeń. A Walder nie chciał natychmiastowego ślubu, bo chciał poczekać jak się rozwinie sytuacja – czy aby Lannisterowie nie wygrają w Dorzeczu – tak myślał fan!Robb ale to był jego POV, a nie Freya. A może fakt, że fan Robb był bardziej bezczelny niż Catelyn, co była potulna. Bo fan Robb rzucił mu w twarz, gdy Walder odmówił natychmiastowego ślubu, że czeka na to, kto wygra.

                  To zresztą działa trochę, bo dlaczego Walder nie prosił, żeby Robb natychmiast się ożenił, a także przyjął niepewne zaręczyny Aryi? Gdyby Lannisterowie ją naprawdę mieli to mogliby ją wydać chociażby za Tommena.

                  To mi się podoba 1
                  To mi się nie podoba 0
                5. Ja odniosłem raczej wrażenie, że odłożenie ślubu było pomysłem Starków, nie Freya. Być może Catelyn liczyła, że z czasem Robb oswoi się z tą myślą? A Walder nie nalegał, bo kto mógł przypuszczać, że król złamie słowo?

                  To mi się podoba 2
                  To mi się nie podoba 0
                6. W momencie paktu Cat-Walder Ned jeszcze żył (nominalnie wciąż głowa rodziny – powinien ślub zatwierdzić), Robb nie był królem.
                  Poza tym czas naglił, nie było czasu na śluby. Potem już Walder nie miał wystarczających argumentów, aby to przyspieszyć, wojna była wystarczającym argumentem przeciw takim pomysłom (+ Walderowi związałaby teoretycznie ręce i zmniejszała szanse na zmianę strony w razie kłopotów).

                  To mi się podoba 3
                  To mi się nie podoba 0
                7. Fakt, nie był królem. Użyłem uproszczenia. Ale co do ślubu się mylisz. Ned był w niewoli, więc nie mógł sprawować roli głowy rodu. Jego zastępca, czyli właśnie Robb, miał prawo zawierać traktaty i były one w mocy. Podobna sytuacja co z Hosterem Tully.

                  To mi się podoba 1
                  To mi się nie podoba 0
      3. Książka to kronika. Nie widzimy tego jak Pieśni Lodu Ognia.

        To jest kronika. Pisana przez Gyldayna, a nie ma tu wszechwiedzącego narratora.

        I tak, to miało być. To z natury miało być niedoskonałe, sprzeczne źródło. Bo historyk nie operuje na źródłach doskonałych. Tylko lepszych lub gorszych. Do tego dochodzą osobiste sympatie i antypatie. To tak, jakby mieć pretensje do historyków, że nie pisali jak fantaści.

        Problemem było, że te durnie nie wyciągnęli wniosków z porażki Gry o Tron, czyli nie posadzili Martina i niech im da cały wykaz tego, co jest prawdą w książce, i żeby wypełnił białe plamy. A nie pisać własne fanfictions.

        To mi się podoba 4
        To mi się nie podoba 0
        1. Czyli idąc twoja logiką to równie dobrze każda treść w kronice mogła się nie wydarzyć i być zmyślona, a jedyna prawdziwa historia to ta z serialu. Staram się wam udowodnić tutaj wieloma przykładami, że książka ma dużo dziur fabularnych i logicznych i jakby była w serialu przekazana 1 do 1 to ludzie by zaczęli zadawać pytania tak jak ja.

          To mi się podoba 3
          To mi się nie podoba 3
          1. Problemem nie była książka. Martin chciał się pobawić w pisanie kroniki. Problemem było, że nie posadzili go w writting room, żeby rozpisać całą fabułę do końca, aby mieć gotowy materiał na scenariusz, ucząc się na porażce Gry o Tron.

            To mi się podoba 3
            To mi się nie podoba 0
            1. Martin nie tworzył scenariuszy do 1 ani 2 sezonu rodu smoka, czytał wstępne wersję i dawał swoje uwagi do nich. Pożar się dopiero z Condalem w 2 sezonie, że zmienili scenę z Juchą i Twarogiem. Ale ta scena nie jest największym problemem 2 sezonu, to jeszcze jakoś by uszło. Drugi sezon powinien mieć 8 odcinków, 2 ostatnie odcinki to powinny byćte 2 pierwsze z 3 sezonu. A te z drugiego skrócić, wyrzucić większość halunów Daemona z Harrenhal, wycieczki Rheanyry do Alicent i na odwrót, wszystkie sceny z smoczymi nasionami przed dostaniem smoków i jakoś ten sezon by uszedł i byłby dobry. Oczywiście wszystkich purystów książkowych by nie zadowolił, ale byłby to solidny serial w świecie Westeros. Ale 2 sezonu już nikt nie odkręci i niesmak po nim pozostaje duży.

              To mi się podoba 2
              To mi się nie podoba 1
              1. Po scenie z Juchą i Twarogiem we mnie coś pękło i po zniszczeniu kompletnego potencjału tej sceny już nic nie było takie samo w 2-gim sezonie. Ta scena powinna być bardziej wstrząsająca niż Krwawe Gody, prawdę pisząc to powinno być najbardziej wstrząsające wydarzenie ukazane w serialowym uniwersum, tu wyszedł taki ogromny kapiszon, że scena ma kilkukrotnie mniejsze emocje a nawet konsekwencję, niż budziła analogiczna śmierć Rodricka Cassela w 2-gim sezonie GoT. Nie zagrało absolutnie wszystko. Większość, co pokazywano w serialu potem, budziło niesmak, niedowierzanie lub uśmiech politowania. Dlatego świadomie trzeciego sezonu oglądać nie oglądam i nie zamierzam.

                To mi się podoba 3
                To mi się nie podoba 0
                1. Nie mogła być bardziej wstrząsająca niż Krwawe gody, bo tam zżyłeś się z bohaterami przez 3 sezony, którzy to bohaterowie byli kreowani na tych dobrych i im kibicowałeś. Tu masz bohaterów po tylko jednym sezonie, dzieci nie znasz, bo szkraby kilkuletnie, stronnictwo zielonych budowane na te gorsze, czarni trochę lepsi, którym możesz kibicować, Alicent nie lubisz (ta serialowa wybielona, ale jej też nie lubisz), książkowa jeszcze gorsza (nawet byś się cieszył, że jej wnuka zabijają), może Haeleny byłoby Ci szkoda, ale jej bardzo mało w serialu (w książce jeszcze mniej). Tak więc reasumując Twaróg i Jucha nigdy nie przebiłyby emocjonalnie Krwawych Godów. Ja cały czas uważam, że 2 pierwsze odcinki sezonu drugiego to jest nadal kawał dobrej telewizji i scenariuszowo nie odbiegają od pierwszego sezonu. To od 3 odcinka zaczynają się problemy.

                  To mi się podoba 2
                  To mi się nie podoba 1
      4.   Ja tylko dodam od siebie, że w książce zaznaczone było, że decyzja o locie do Królewskiej Przystani, a wcześniej wysłanie najmłodszych synów Rhaenyry do Essos i Joffrey’a do Doliny, były decyzjami Jace’a. Rhaenyra — w każdym razie w kronice nie ma o tym słowa — nie była za nie bezpośrednio odpowiedzialna. Atak na stolicę został zaplanowany przez jej najstarszego syna przy wsparciu Corlysa, załączam nawet fragment.

          ”(…) It was Jace who came to the fore now, late in the year 129 AC. First he brought the Lord of the Tides back into the fold by naming him the Hand of the Queen. Together he and Lord Corlys began to plan an assault upon King’s Landing (…) The Prince of Dragonstone also had a care for the safety of his half brothers, Aegon the Younger and Viserys, aged nine and seven.”

          Zresztą mam wrażenie, że wszyscy zapomnieli, że krótko przed śmiercią Lucerysa ta kobieta urodziła (czy raczej poroniła) Visenyę, więc de facto straciła dwójkę dzieci (oraz ojca, i tron z koroną też) w krótkim czasie i to oczywiście obciążyło ją zarówno psychicznie, jak i fizycznie. To nic dziwnego, że nie sprawowała większej władzy w tym okresie, bo organizm po poronieniu potrzebuje czasu na regenerację czysto fizyczną i tak na logikę — latanie na smoku czy jakikolwiek udział w walce byłby wówczas szczytem głupoty.

          I jeszcze wracając do pierwszego, Wąż Morski zapewnił obu chłopcom eskortę w postaci kilku statków wojennych, aby dotarli do Essos bezpiecznie. Szczerze wątpię, by ktokolwiek spodziewał się ataku Triarchii, więc wysłanie z chłopcami dodatkowej eskorty w postaci smoków (z perspektywy Jace’a i Corlysa szykujących się do ataku na Królewską Przystań prawdopodobnie ze „zdobytymi” smokami) mogło być zwyczajnie niepotrzebne, a jednocześnie mogłoby przyciągnąć niepotrzebną uwagę; zakładam, że zależało im na ukryciu chłopców tak, by Zieloni nie zdołaliby ich łatwo odnaleźć, więc zrobienie tego w taki sposób wydaje się bardziej sensowne. W każdym razie ja zawsze tak interpretowałam ten ciąg zdarzeń. Aegon i Viserys znaleźli się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze, tyle.

        To mi się podoba 1
        To mi się nie podoba 0
        1. „…były decyzjami Jace’a.”

          Też miałem o tym wspomnieć. W tym czasie funkcję naczelnego wodza Czarnych praktycznie sprawował Jacaerys (z pomocą Corlysa). Rhaenyra była wycofana psychicznie, a Daemon działał w Dorzeczu. Gdyby Jacaerys nie zginął w Gardzieli, wszystko mogłoby się ułożyć inaczej.

          To mi się podoba 0
          To mi się nie podoba 0
    1. W sumie byłby niezły plot twist gdyby wrócił a tu ma dwóch nowych braci z nazwiskiem i w kolejce do Driftmarku.

      To mi się podoba 4
      To mi się nie podoba 0
      1. Jeśli dobrze pamiętam, w drugim sezonie mówili, że zginął gdzieś w Essos. Jak coś pomyliłem, to mnie poprawcie.

        To mi się podoba 3
        To mi się nie podoba 0
  2. Ciekawy odcinek, sporo się w końcu działo politycznie, w kuluarach. Pierwsze decyzje Rhaenyry i już problemy z lordami, z Corlysem, czy potencjalnie z trzema Smoczymi Nasieniami. Tylko nie mogę się pozbyć wrażenia przy tej ostatniej scenie, jak Rhaenyra patrzy w ogień. Muzyka i przedłużona statyczna scena jako żywo wyjęta z tureckich seriali 😀

    Nie podoba mi się też fakt, że Daerona wzięli bez smoka, bez sprawdzenia itp. A potem Rhaenyra jeszcze pyta, czy Ormund się nie spodziewał, że przejrzy jego podstęp. No więc, gdyby nie Alicent, to by się nie zorientowała… Przez dwa dni nawet nie pomyślała, żeby sprawdzić, czy coś jest nie tak. A jakby go ścięła, to nie dowiedziałaby się nigdy.

    Alicent oczywiście dalej jest przyjaciółką Rhaenyry, choć dopiero co ta straciła jej ojca – nic nie pokona kobiecej przyjaźni. Co więcej, mimo tego, że zdradza i skazuje na śmierć swoich dwóch synów, to Daerona jednak jej szkoda. Tak, Alicent jest bardzo dobrze napisaną postacią, w której motywacje jak najbardziej można uwierzyć…

    Przy tym wszystkim wciąż ten serial dobrze się ogląda, w dużej mierze ze względu na to jak wygląda, jaka jest w nim muzyka i gra aktorska (oprócz Mysarii, ale tu w sumie żadnej gry nie ma więc może nie powinienem nawet o niej wspominać). Dopiero po pewnym czasie włącza się logiczne myślenie i Ród Smoka zaczyna się sypać.

    To mi się podoba 12
    To mi się nie podoba 0
  3. Do tej pory nie jestem w stanie pojąć, co stało na przeszkodzie żeby z przyjaźni Alicent i Rhaenyry pójść w stronę otwartej wrogości i tak to już zostawić. To by nawet mogło dobrze wypalić bo jako byłe przyjaciółki wiedziałyby o sobie dużo – gdzie przyłożyć żeby zabolało najbardziej. Ani do obecnej Alicent ani Rhaenyry nie da się żywić obecnej nawet cienia sympatii z jakiegokolwiek powodu.

    To mi się podoba 13
    To mi się nie podoba 0
  4. Mam wrażenie, że na tym blogu głównie komentują mężczyźni o inteligencji emocjonalnej rzęsy wodnej. Umiecie rozróżniać tylko przyjaźń i nienawiść, nie ma nic więcej?
    Chyba żadna kobieta, która to ogląda, nie uważa, żeby Alicent była przyjaciółka Rhaenyry na tym etapie. Po prostu próbuje przeżyć. 😀
    Oglądam z ludźmi, którzy nie znają książki. Nikt nie ma problemu z rozróżnieniem kto walczy z kim. 😀 Wy sobie tak po prostu wylewacie jad bez żadnej weryfikacji swoich opinii z rzeczywistością? Na taki poziom frustracji polecam medytację. I może jak wolicie proste, mało skomplikowane pod względem relacyjno-emocjonalnym historie, to obejrzyjcie sobie jeszcze raz Władcę Pierścieni. Bo chyba za bardzo Was denerwuje, jak przedstawieni bohaterowie są głupi, podejmują fatalne decyzje i nie mogą zapanować nad emocjami.

    To mi się podoba 12
    To mi się nie podoba 14
    1. Jestem kobietą i nie rozumiem jak Alicent może ryć pod własnym obozem. Co innego, jak stolica jest przejęta to wtedy trzeba przeżyć… ale wcześniejsze wycieczki ?

      To jest prawdziwa Alicent – “Mayhaps the whore will die in childbirth,” Queen Alicent said. / a nie ta serialowa mamałyga.

      To mi się podoba 8
      To mi się nie podoba 0
      1. Albo to – „The city is yours, princess,” she is reported to have said, “but you will not hold it long. The rats play when the cat is gone, but my son Aemond will return with fire and blood.”

        To mi się podoba 7
        To mi się nie podoba 0
    2. Nie ma problemu z bohaterami podejmujacymi głupie decyzje, tbh oni są tym co czyni historie Martina ciekawsze i unikalne (Sansa, Ned, Cersei). Problem jest z głupim i nierealnym przedstawieniem tych decyzji w oderwaniu od reszty świata. Idiotyzmy Sansy miały swoje konsekwencje w otoczeniu i w niej samej, teleportująca się Alicja czy miotajaca się Rhaenyra nadal nie poniosła żadnych konsekwencji, nie mówią już o smoku spod podłogi 😉 W serialu do tego silnie kreaują zielonych na tych złych, a z drugiej strony mam wrażenie że z każdego bohatera zrzucają odpowiedzialność za konflikt. W 1 sezonie alicja była biedna, manipulowana przez złego Otto, w 2gim okazało się że Ottona i tak nikt za bardzo nie słucha, a on sam nie ogarnia sytuacji (a poczucia jego odpowiedzialności za rozpętanie konfliktu chyba też nie było widać). Alicja wprost działa na korzyść czarnych, zrzucono winę na pijactwo Aegona i skrzywienia Aemonda. Cole ma depresję, Ormund siedział w starym mieście, opieranie się na testamencie Viserysa porzucili sami zieloni. No to komu do jasnej zależy na tym tańcu smoków? Tylko Aemond z całych zielonych chce walczyć? A nawet jeśli to straczeńczego bezsensownego konfliktu i tak nie czuć skoro wszystko można rozwiązać rozmową z psiapsi w sepcie. I wsm to jest dla mnie główna wada serialu, skoro zerodował trzon historii to większość rzeczy się posypie.

      To mi się podoba 4
      To mi się nie podoba 0
      1. Nie zgodzę się, że kreują Zielonych na tych złych. W serialu źli są tylko Aegon i Aemond, ale powiedz mi, że w książce tacy nie byli? A w książce złą była też Alicent. Gorsi niż w serialu byli też Otto i Criston Cole. Czarnych grają po prostu lepsi aktorzy. Daemon zamordował żonę, a i tak wszyscy go uwielbiają. 🙂

        To mi się podoba 2
        To mi się nie podoba 0
  5. Wątęk królowej matki i tej nowej królowej jest tragiczny. W drugim sezonie Alicja gotowa oddać życie za dzieci, w trzecim bez problemu wynegocjowała że dwaj synowie mają zginąć. Nagle ma pretensje że jest zatrzymana i wyjdzie po śmierci Aemonda . A nowa szefowa przychodzi do niej po rady jak zarzadzać miastem i państwem. żarty. Odcinek przechodzony i przegadany ale to ma zarysować co się wydarzy w kolejnych odcinkach. Skoro smok Aegona nie żyje to kto spali królową? Początek z Ormundem wskazywał że coś kombinuje bo za szybko i za łatwo poszło, tak wiem smoki zrobiły swoje, jednak coś było do wyczucia. Te wizje zmarłych, ze spanie ma pokazywać że idzie w szaleństwo, konflikt z Daemonem? Jego „boskie” zapędy pewnie dołożą cegiełkę. Szefowa pokazała że nie umie w zarządzanie kadrą a tym bardziej tą co ma smoki. Nie trzeba spełniac kapysów jednak skoro wie jaką siłę stanowią smoki i też ktoś ich dosiada to trzeba lepiej wykonywać pracę dyplomatyczną. Rozumiem dużo się u niej dzieje a doradcy od skrajności w skrajność. Moja myśl jest taka że podmieniony chłopak to syn Mlota i coś nie pyknie wieć ten będzie miał motyw, bo jak narazie to on bardzo honorowy i słuchający rozkazów. Też odchodzę od różnic z książką bo nie ma co. Tylko po co takie wstawki jak powiedzmy „mam okres”? Za to w serialu niby są przebiegli szefowie służb a dowiadujemy sie że jedni nie mają pojęcia o drugich i to nic a nic. Nawet niby koledzy Daemona co mu taką wierność dochowali, nic wcześniej nie donosili? Biały Robak bardziej brzmi jak przedstawiciej związków zawodowych. W następnym odcinku wraca Pat i Mat, zobaczymy co zdziałają.

    To mi się podoba 4
    To mi się nie podoba 0
  6. „Sprowadzony na ziemię Daemon przypomina królowej o innej niecierpiącej zwłoki kwestii: straceniu Daerona.” – chyba raczej żądającej zwłoki kwestii 😀

    To mi się podoba 3
    To mi się nie podoba 0
      1. Tak właściwie, to gdyby Rheanyra posłuchała Daemona, to by nigdy się nie dowiedzieli, że Dareon to nie Dareon xd

        No, aż do ogłoszenia jego pretensji do tronu.

        To mi się podoba 4
        To mi się nie podoba 0
  7. Może mi ktoś powiedzieć w co ci grafomani z HBO grają z tą legitymizacją Alyna i Addama Velaryonów?! Zazwyczaj natychmiast wyczuwam dokąd zmierzają ich decyzje ze zmianami względem książki, ale w odmowie legitymizacji przez Rhaenyrę nie widzę najmniejszego sensu.

    To mi się podoba 4
    To mi się nie podoba 0
    1. W książce po zdradzie Hugh i Ulfa Rhaenyra, każe aresztować Addama, może więc z jakiegoś powodu scenarzyści uznali, że trzeba wprowadzić między nimi a Królową złą krew, tak jak bardzo chcą to zrobić między nią a bliźniaczkami Daemona. A może chodziło po prostu o to, żeby Corlys skosplejował swego brata z pierwszego sezonu. Jeśli to ostatnie, to trzeba przyznać, że się udało:D

      To mi się podoba 4
      To mi się nie podoba 0
      1. Addam z charakteru przypomina swoją książkową wersję i raczej nie wygląda na kogoś kto miałby z kimkolwiek złą krew. Zresztą po co zła krew między Rhaenyrą i Velaryonami, żeby zrobić to co miało miejsce w książce? Chyba, że postanowili zrezygnować z paranoi Rhaenyry. :/

        To mi się podoba 2
        To mi się nie podoba 0
  8. Koledzy, a był kiedyś tu post w stylu Debaty Małej Rady o największych błędach Neda Starka? Bo jeśli tak, to chcę poczytać. A jeśli nie to postuluję o taki post. Bo o błędach Neda to można by całą książkę napisać.

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0
      1. Dobre😝

        Ale poważnie była taka debata ? Bo chętnie poczytałabym głębiej o jego błędach.

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button