Pieśń Lodu i OgniaRód SmokaSeriale

Pomylone Analizy: Ród smoka, sezon 3, odcinek 5 – „Niezachwiani i nieugięci” [SPOILERY]

W drugim odcinku Królewską Przystań opanowały smoki. W tym Czerwona Twierdza przechodzi pod władanie kotów.

Streszczenie

Obóz wojsk Dorzecza i Północy pogrążony jest w mroku. Lordowie Tully, Piper oraz Dustin próbują ustalić dalszą marszrutę. Jest to o tyle trudne, że wojska Cole’a ciągle ich wyprzedzają, paląc wszystkie mosty po drodze. Lord Oscar wysyła Pipera do Kamiennego Septu, by tam zajął barki. Dustin proponuje Tully’emu, że jego Wilki Zimy zapolują na lojalistów. Tully wyraża zgodę. Tymczasem Piper wraca do swego namiotu tylko po to, by dać się zasztyletować Cole’owi. Dwudziestu dobrych ludzi namiestnika zaczyna podpalać namioty. Cole z Gwaynem ustalają, że skierują się do Kamiennego Septu.

Tymczasem w przytulnym Harrenhal czarny kozioł spaceruje po ruinach, po których kręcą się również trzej straceńcy. Nagle pojawia się Alys. Intruzi przybyli po Aemonda, za którego głowę królowa Rhaenyra wyznaczyła nagrodę. Znudzona wiedźma, dla której nie jest to już pierwsza tego typu wizyta, zsyła na mężczyzn nietoperze. Poszukiwacze biorą nogi za pas.

Krzyki i opętańcze śmiechy budzą Aemonda. Alys podchodzi do jego łoża, a przerażony Jednooki łapie za sztylet i każe jej się nie zbliżać. Śnił mu się Aegon, którego twarz płonęła. Wciągał go w mrok. Próbuje wstać, ale spada z łóżka. Alys go uspokaja. To tylko sen. Kolejny sen. Srogi Zabójca Krewnych żali się w ramionach Alys, że siostra widziała jego śmierć.

Orwyle udaje się do Alicent i Helaeny. Jego kroki śledzą pałętające się po zamku koty i ptaszki Białego Robaka. Wielki maester informuje Zieloną Królową, że choć pozostał jej wierny, nie może więcej pomagać, gdyż znajduje się pod ciągłą obserwacją. Alicent i tak jest wdzięczna, gdyż przyniósł miesięczną herbatę dla Helaeny, która – jak zdążyli zauważyć wszyscy poza mną – jest w ciąży. Matka namawia córkę do spożycia specyfiku: dziecko, którego się spodziewa, może być chłopcem, a tego Rhaenyra z pewnością jej odbierze. To kolejny potomek, którego serialowa Alicent próbuje wyeliminować. Młodsza królowa nie zamierza jednak pić herbatki.

Tymczasem lady Sabitha Frey przybyła do Królewskiej Przystani, domagać się Harrenhal, które obiecał jej Jacearys. Rhaenyra twierdzi, że nic o tym nie wie. Wciekła lady Frey zarzuca królowej, że twierdzę, którą miała otrzymać, wyznaczono jako nagrodę za głowę Aemonda. Rhaenyra zbywa pretensje, przypominając, że dała jej miejsce w Małej Radzie.

Sama Rada dość mocno się rozrosła, a w komnacie oprócz doradców królowej przebywa też mnóstwo kotów. Addam i Baela meldują, że Vhagar sroży się w Dorzeczu. Daemon informuje z kolei o zamieszkach w mieście, których nie powstrzymały świadczenia socjalne lady Mysarii. Ta oczywiście broni zadymiarzy. Orwyle raportuje o problemach armii Tully’ego opóźnianej działaniami partyzantów Cole’a. Manderly tymczasem wprowadza nową koleżankę, lady Frey, wyjaśniając, kto jest kim w Małej Radzie. Królowa nakazuje Baeli i Addamowi wracać do Dorzecza i szukać Aemonda z Vhagar. Gdy młodzieniec z Hull wymawia się zmęczeniem towarzyszki, zrezygnowana królowa posyła tam Daemona. Ten jednak też nie chce lecieć: najpierw zamierza znaleźć winnych morderstwa dwóch Złotych Płaszczy. Książę bezceremonialnie opuszcza komnatę, królowa zaś leci za nim. Zniesmaczona lady Sabitha upewnia się, czy posiedzenia zawsze tak wyglądają.

Najbardziej kompetentny uczestnik posiedzeń Czarnej Rady

Na korytarzu królowa zwraca uwagę mężowi, że nie może wypełniać tylko tych jej rozkazów, które mu pasują. Ten bagatelizuje sprawę Vhagar. Aemond uciekł. Daemon nie nim się przejmuje, lecz wrzeniem stolicy wywołanym bezmyślną interwencją straży miejskiej pod wodzą Luthora Largenta. Sprzeczkę przerywa służka, informując o przybyciu księcia Joffreya z Doliny. Królowa nie ma teraz czasu się z nim widzieć.

Aegon i Larys znów przemierzają dzikie ostępy. Król zamierza udać się na zachód, by odnaleźć brata i go zabić. Szpotawa Stopa zauważa, że nawet jeśli Aegon odnajdzie Aemonda, w obecnym stanie nie jest zdolny mu zaszkodzić. Król jest głuchy na argumenty: zabije brata albo zginie próbując, bo ten jest przyczyną wszystkich jego nieszczęść. A ja myślałem, że Rhaenyra. Przypominam, że książkowy Aegon nakazał wznieść obu swym braciom – Aemondowi i Daeronowi – pomniki przewyższające rozmiarami Tytana z Braavos.

Biały Robak odwiedza Zieloną Królową. Chce zobaczyć, co przynoszą Alicent odwiedzający ją goście. Gdy po zapachu rozpoznaje miesięczną herbatę, królowa kłamie, że przyniesioną ją dla niej, po czym wypija napój na oczach Mysarii. Nie ma jednak zamiaru wyjawić, kim jest ojciec dziecka, i ładnie sprowadza nadętą Starszą nad Szeptaczami do parteru, przypominając jej, że kto jak to, ale ona powinna rozumieć naturę problemów Alicent oraz pamiętać, jak to jest być więźniem Rhaenyry.

Gwayne ucina sobie uroczą pogawędkę z ser Cristonem. Opowiada mu o Wysokiej Wieży w Starym Mieście. Dzieckiem będąc, ścigał się po niej z Ormundem, ale pozwalał mu wygrywać, bo ten już wtedy źle znosił porażki. Proponuje, by Cole podjął służbę u Hightowerów. Obaj są dość mocno umorusani, stąd może Gwayne nie zauważył, iż płaszcz na ramionach ser Cristona był kiedyś biały, co oznacza dożywotnią służbę Żelaznemu Tronowi. Absurdalną rozmowę przerywa wjechanie kilku koni na krucze stopy, co oznacza, że Rody Ruina zaczął realizować swój plan. Cole rozumie, że z myśliwego znów stał się zwierzyną.

Daemon ruga Luthora za zbytnią brutalność przy utrzymywaniu porządku w mieście, tak jak sam był kiedyś strofowany za to samo przez Viserysa. Largenta bardziej martwi niewypłacanie jego ludziom żołdu. Daemon obiecuje ich uładzić. Luthor ostrzega księcia, że od czasów, gdy dowodził Strażą Miejską, minęło wiele lat i niewielu zostało takich, którzy wtedy służyli. Rozmowę przerywają krzyki. W zaułku znaleziono ciała kolejnych zamordowanych strażników, okaleczonych tak samo jak poprzedni. Odpowiedzialni za to wymieniają konspiracyjne spojrzenia i posyłają gołębia z wiadomością.

Ta dociera do Ormunda. Hightower próbuje umocnić Tumbleton. Potem przystępuje do dręczenia Daerona Zastraszonego. Hightower, grając z młodzieńcem w cyvasse, zaczyna opowiadać historię Merii Martell zwanej Żółtą Ropuchą. Skutecznie obroniła Dorne przed zakusami Aegona Zdobywcy. Dornijczycy do dzisiaj zachowali niepodległość, co pokazuje, że można oprzeć się smokom. Gdy Ormund wsłuchuje się w brzmienie własnego głosu, Daeron nieopatrznie ogrywa goOkazuje się, że Hightower nadal nie umie przegrywać. Ormund zmienny jest jednak niczym ogień: po chwili z promiennym uśmiechem prezentuje Daeoronowi monety z jego podobizną.

Helaena pokazuje córeczce robaki i ostrzega ją przed liśćmi psianki, które dla ludzi są trujące. Do zapamiętania – widać ktoś będzie się nimi niedługo zajadać i chyba łatwo przewidzieć kto. Przerywa im Alicent. Informuje córkę, że muszą uciec jeszcze tej nocy, wykorzystując to, że w tłumienie niepokojów w mieście zaangażowana jest większość strażników Rhaenyry. Królowa Alicent przekupiła pokojówkę, by im pomogła. Zamierza skorzystać z korytarzy Maegora. Alicent nie chce brać wnuczki, która może ich zdradzić płaczem. Jest przekonana, że Rhaenyra nie zrobi jej krzywdy. Helaena jej nie wierzy. Nie zamierza porzucić córki.

Addam i Baela natrafiają na ślady Vhagar. Baela chce kontynuować poszukiwania, ale Addam to luzak i nigdzie mu się nie śpieszy, przynajmniej póki czegoś nie przekąsi. Targaryenówna nie ma jednak czasu na przerwy śniadaniowe, bo musi udowodnić królowej, że jest potrzebna. Te serialowe córki Daemona mają jakąś obsesję na tym punkcie. Baela marudzi, że miała być królową, a teraz zostanie wydana za jakiegoś podstarzałego lorda. Addam pociesza ją, że przybędzie jej wtedy na ratunek. Czego człowiek nie powie, żeby móc spokojnie zjeść obiad.

Aemond śni o Vhagar. Po przebudzeniu wzywa smoczycę, lecz Alys twierdzi, że ta odleciała. Aemond nie wierzy, by go porzuciła. Pyta, czy jest tu więźniem. W książce zamiast snuć się po Harrehal, wywracając co chwilę, pustoszył na Vhagar Dorzecze. W serialu płacze, że bez smoczycy jest nikim i musi ją odnaleźć. Alys go pociesza. Choć umiarkowanie, bo mówi również, że Rhaenyra poluje na Vhagar oraz przypomina, iż teraz to ona włada w Królewskiej Przystani, rozgłaszając, że Aemond zamordował swego brata. Jednooki ogranicza się do stwierdzenia, że gdyby Aegon rzeczywiście żył, to nie dałby mu spokoju. Dręczył go, gdy byli dziećmi, choć on go uwielbiał jako starszego brata. Alys ociera mu łzy.

Aegon i Larys znów odnajdują swój wóz z krukami, przy czym konie przepadły, a ptaki uciekły z klatek. Ściskającego w dłoni łuskę Sunfyre’a króla również bierze na wspominki. Aemond był mistrzem miecza, a jemu Viserys nie pozwalał walczyć w turniejach. To Jednooki nauczył się też mówić płynnie po valyriańsku, gdy Aegon ledwo w nim dukał. Młodszy brat był ukochanym synem ich matki, która wiecznie litowała się nad nim z powodu utraty oka. Larys ma dość jego ciągłego jojczenia. Jest okaleczony, bo poleciał pijany na bitwę, o udział w której nikt go nie prosił (w książce od początku miał walczyć w niej razem z Aemondem). Narzeka, a przecież miał wszystko podane na tacy: był pierworodnym synem króla, miał pięknego smoka i wspaniałe perspektywy. Tyle że zmarnował to, woląc pić i się łajdaczyć. Był okropnym królem i jest równie okropnym człowiekiem. Aegonowi trzeba oddać jedno: przynajmniej nie ryczy jak Aemond.

Daemon zakłóca modlitwę Rhaenyry w sepcie. Ta jest równie marudna jak przyrodni brat: z woli bogów objęła tron, a oni teraz odwrócili się od niej. Książe wyśmiewa te obawy: czy naprawdę liczyła, że po zajęciu stolicy wszystkie problemy rozwiąże jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? To nie bogowie jej nienawidzą, lecz ludzie, którzy nie mogą znieść kobiety na tronie. Wściekła Rhaenyra ripostuje, że skoro źródłem kłopotów nie są siły nadprzyrodzone, lecz zwykli śmiertelnicy, czemu Daemon jeszcze ich nie pokonał?

Wojska Cole’a masakrują pokrzywy. Gwayne ostrzega, że żołnierze myślą o dezercji. Nie dziwi im się: on sam nie widzi sensu w tym, co robią. Criston jest jednak impregnowany na argumenty.

Znów jesteśmy w Gawronim Gnieździe. Aegon nakazuje Larysowi nająć statek. Ten jest tak szczęśliwy, że dzieli się z nim jabłuszkiem. Pojawia się zakapturzony intruz, pytając, który konkretnie statek zamierzają wynająć. Pod kapturem widzimy Tylanda Lannistera, który podobnie jak Corlys najwyraźniej posiadł umiejętność pływania w zbroi płytowej.

Alicent i Helaena próbują wymknąć się z komnat, ale wpadają w ręce Białego Robaka. Mysaria domyśla się, że to młodsza kobieta jest w ciąży. Alicent prosi, by zachowała tę wiedzę dla siebie. Zyska za to wdzięczność Hightowerów. Teraz Biały Robak wisi tylko na łasce Rhaenyry, a niebezpieczne stawiać wszystko na jedną kartę.

Rhaenyra przygląda się śpiącemu Joffreyowi. Czekał na matkę, ale nie było jej tak długo, że zasnął.

Obdartusy Cole’a wylazły w końcu z lasu na jakąś równinę. Widzą ślady Vhagar. W ulewnym deszczu przedzierają się przez moczary. Gwayne ma dość, tym bardziej że w jego nogę wpijają się pijawki.

Kolejni intruzi przybywają do Harrenhal, szukając Aemonda. W bożym gaju wita ich Alys. Tym razem nie udaje jej się ich przestraszyć. Z opałów ratuje ją Aemond, który, jak widać, powoli wraca do zdrowia.

W Gawronim Gnieździe strażnicy spuszczają łomot kopaczom. Larys mówi Tylandowi, że chce wywieźć Aegona do Essos. Lannister po ostatnich przygodach ma chyba dość Wschodu. Najwyraźniej pobyt w wodzie mocno mu zaszkodził, bo opowiada jakieś farmazony o Braavos i tamtejszym klimacie. Woli popłynąć do Lannisportu i tam zebrać armię. Tymczasem kasztelan Gawroniego Gniazda odnajduje w rzeczach Aegona jego koronę. Tym razem jednak to król ma sztylet i wywiera srogą pomstę za poprzedni odcinek.

Złote Płaszcze burzą się w swych koszarach, zarówno z powodu morderstw, jak i niewypłacania im żołdu. Daemon obiecuje jego podwojenie, a gdy już podbiją Dorne i resztę świata – udział w łupach. Rozochoceni strażnicy rozchodzą się, a jeden z nich informuje księcia o aresztowaniu dokonanym w Nadrzecznym Zaułku.

Żołnierze Cole’a dochodzą do rzeki i tym razem to oni okazują się spóźnieni. Siły Oscara Tully’ego wyprzedziły ich i spaliły most. Gwayne nie wygląda na szczególnie tym zmartwionego.

Daemon stosuje wzmocnione techniki przesłuchań w postaci wyłupywania oczu. Chce wiedzieć, dla kogo pracuje morderca. Ten, mając przed sobą perspektywę utraty drugiego oka, wyznaje, że wykonuje zlecenia od ludzi służących królowi Daeronowi Targaryenowi.

Gwayne próbuje przekonać Cristona, że dali z siebie wszystko. Ponownie sugeruje, by skierować się do Tumbleton. Cole ma lepszy pomysł: zbudują tratwy i będą ścigać siły Dorzecza. Gwayne wskazuje, że to szaleństwo. Stracili większość ludzi i Cole prowadzi ich na śmierć. Ten nie zaprzecza. Od początku był przekonany, że ich wyprawa skończy się klęską. Teraz umrze jak wojownik, tyle że dla odmiany walcząc o własną sprawę: nieśmiertelność, którą dadzą mu pieśni. A te usłyszy Alicent.

Alyn informuje królową, że gdyby mieli więcej czasu, odbudowaliby flotę Velaryonów. Ale nie mają pieniędzy. Do komnaty wkracza Daemon, informując, że Hightower obwołał Daerona królem. Powinni byli ich spalić, gdy mieli okazję.

Kolejne sceny się przeplatają. Cole przemawia do swych niedobitków. Helaena głaszcze kota, a jego zachowanie pozwala jej odkryć tajne przejście. Przechodzą przez nie z Alicent. Cole dalej ględzi. Zielone królowe idą korytarzem, ale ten okazuje się ślepy. Trzymająca lampę Helaena wypuszcza ją, gdy z ciemności nagle wyskakuje kot. Płomień gaśnie. Cole truje i truje. Daemon zastaje opuszczone koszary straży miejskiej. Sięga po miecz. Cole nie przestaje przynudzać. Gwayne, widząc, że ma przed sobą wariata, który szuka śmierci, zbiera manatki i odchodzi w siną dal. Daemon natrafia na coś, co w rzeczywistości książkowej armia ser Cristona odnajdywała w czasie swej kampanii w Dorzeczu: ucztę trupów. Tu przy stole posadzono oficerów Złotych Płaszczy z Luthorem Largentem na honorowym miejscu.

Komentarz

Trzeba oddać scenarzystom żelazną konsekwencję. Wątek sporu Aegona z Aemondem sygnalizowany był od pierwszego sezonu, kulminację osiągnął w drugim, teraz zaś oglądamy jego skutki. Jednooki nadal w gruncie rzeczy jest zakompleksionym nastolatkiem, którego pamiętamy jeszcze z pierwszego sezonu. Cole od początku ukazywany jest jako niestabilny emocjonalnie i ulegający fatalizmowi. Rhaeryna jest rozedrgana i ciągle obrażona na rzeczywistość, która nijak nie układa się tak, jakby chciała. Trzeba to uznać za plus.

Oraz za minus. W książce mamy sygnały, że Aemond zachłysnął się pozycją regenta, ale zarówno on jak i brat wiedzieli, że ich prawdziwym wrogiem jest Rhaenyra. Cole był Twórcą Królów, który doskonale wiedział, czego chce, i robił wszystko, by wyrwać się z matni, w którą wpadł w Dorzeczu. Rhaenyra twardo walczyła o koronę, z każdym miesiącem pozbywając się skrupułów. Wszystko powyższe nie pozostawiało wątpliwości, z jakich powodów toczy się wojna oraz dlaczego staje się coraz brutalniejsza. Tymczasem oglądając serial naprawdę trudno zrozumieć, czemu właściwie ten konflikt nadal trwa, skoro tak niewielu jego aktorów jest zainteresowanych zwycięstwem. Może poza Daemonem i obecnie Ormundem. Ten drugi, jak słusznie zauważono w komentarzach, na tle innych bohaterów przynajmniej jakiś jest, ale dla mnie to przede wszystkim jest dziwny. Czyżby dlatego, że większość pozostałych graczy scenarzyści pozbawili woli walki i musieli wprowadzić świra, który wydumał sobie, że z pomocą wychowanego przez siebie Targaryena położy kres smoczej dynastii?

Odcinek miał jednak dobre momenty: podobało mi się nawiązanie do Żółtej Ropuchy, stół do cyvasse – nawet jeśli w rzeczywistości książkowej gra dotarła do Westeros chyba na długo po Tańcu smoków i rozpowszechniła się głównie w Dorne – czy rozmowy Alicent z Białym Robakiem, w których Zielona Królowa nie tylko wyciera Mysarią podłogę, ale też prezentuje jej sensowne argumenty, by ta jeśli nie pomaga, to chociaż nie przeszkadzała. Podobało mi się również – znów wynikające z konsekwencji scenarzystów, choć tym razem zgodnej w jakimś stopniu może nie tyle z treścią książki, co jej duchem – ukazanie Harrenhal jako nawiedzonego zamku. Cieszy powrót Tylanda, który w książce w tym czasie poddawany był torturom w kazamatach Czerwonej Twierdzy. W Gawronim Gnieździe zebrała się niezła ekipa śmieszków i chociaż generalnie uważam to za marnowanie wątku Aegona, który jest chyba najlepszą obecnie kreacją w serialu, to na tym etapie godzę się już, że skoro nie będzie mądrze, to może chociaż zabawnie. Innym humorystycznym akcentem jest wątek lady Sabithy Frey i ser Torrhena Manderly’ego. Ktoś mógłby zapytać, czy śmieszkowanie jest w ogóle na miejscu, skoro historia co do zasady jest niezwykle ponura i czeka nas jeszcze wiele okropnych śmierci oraz tragedii. Ja akurat – ze względu na oryginał – powiedziałbym, że tak, bo rubaszny, a niekiedy czarny humor w twórczości Martina jest przecież wszechobecny. Inna sprawa, że zmiana mojego podejścia do serialu wynika z kolosalnego spadku oczekiwań związanego z tym, jak wygląda obecny sezon. Nie jest to chyba najlepsza rekomendacja.

To mi się podoba 1
To mi się nie podoba 0

Dżądżen

Fan twórczości Martina i dobrego wina. Lubię historię i suchary. Wolny czas spędzam w ogrodzie przeklinając Matkę Naturę za jej hojność.

Polecamy także

Komentarzy: 3

  1. „Do zapamiętania – widać ktoś będzie się nimi niedługo zajadać i chyba łatwo przewidzieć kto”
    Kurczę, główkuję, ale nie mogę wymyślić o kogo chodzi.

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0
    1. Obstawiam, że Dżądżen sugeruje tu wyjaśnienie pewnej książkowej śmierci, która w oryginale była dość zagadkowa.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
      1. Myślicie o samej Helenie? Czy jej córce?

        Helene pewnie zabiją ci spiskowcy Ormunda. Ogólnie pogmatwali trochę serial.

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button