
Czym zaskoczyli nas scenarzyści w szóstym odcinku? Mnie z pewnością tym, że przynajmniej jedną książkową scenę odwzorowali dość wiernie.
Streszczenie
Cole maszeruje przez las na czele resztek swoich sił. Jego zwiadowcy informują go, że natrafili na obóz Tullych, ale wydarzyło się tam coś dziwnego. Na miejscu natykają się na trupy, ale wyłącznie ludzi z Dorzecza. Ser Criston domyśla się, że polegli nie zginęli tutaj. Więcej nie zdoła odkryć, gdyż trupy nagle wstają, bynajmniej nie jako upiory. To pułapka. Z podobną mieliśmy do czynienia w książce. Walka jest niezwykle krwawa, Cole sam wybija chyba połowę przeciwników, jednak to była tylko przygrywka do właściwego starcia. Niedobitki pod wodzą ser Cristona orientują się, że ze wszystkich stron otaczają ich przeciwnicy. Gdy podwładny Cole’a zastanawia się, kim są, namiestnik odpowiada zgodnie z martinowskim oryginałem: naszą śmiercią. Wychodzi naprzeciw Oscara Tully’ego i Rody’ego Ruiny. Ten drugi w książce rzeczywiście stanął wtedy na czele swych Wilków Zimy naprzeciw wojsk Cole’a, razem z Garibaldem Greyem i Pate’em Zabójcą Lwów. Serialowa zmiana spowodowana jest zrozumiałą potrzebą zmniejszenia liczby postaci. Dalej scena też dość wiernie trzyma się oryginału. Cole chce się poddać, ale lord Tully odpowiada, że ślubował zbudować sept z kości zdrajców, a tych jeszcze trochę mu brakuje. Gdy ser Criston zauważa, że w bitwie zginą nie tylko jego ludzie, ale także ci z Północy i Dorzecza, Dustin wybucha śmiechem – po to tu właśnie przybyli, by zginąć najlepszą możliwą śmiercią: z orężem w dłoni. Cole wyzywa na pojedynek dwójkę mężczyzn, ale nie dochodzi do niego, gdyż Czarna Aly przeszywa go trzema strzałami. W rzeczywistości książkowej Pate kazał zastrzelić namiestnika swym łucznikom, aby uniemożliwić mu przejście do historii jako bohater. Śmierć Twórcy Królów miała być haniebna, gdyż jego knowania i ambicje zaprowadziły do grobu dziesiątki tysięcy ludzi. Serialowy Cole ambicji żadnych nie miał, ginie więc w milczeniu, ściskając chustkę królowej Alicent. Żołnierze Tully’ego i Dustina rzucają się na pozbawionych wodza niedobitków pośród unoszącej się mgły. Scena nakręcona jest świetnie.
W Czerwonej Twierdzy strażnicy Rhaenyry odnajdują w tajnym korytarzu zrezygnowaną Alicent oraz jej córkę.
Daemon informuje Małą Radę o śmierci ser Luthora i jego czternastu ludzi. W sumie zginęło już dwudziestu pięciu strażników miejskich „zamordowanych w imieniu króla Daerona”. Królowa uważa, że Ormund próbuje zdyskredytować jej rządy, pokazując, iż nie potrafi opanować sytuacji nawet w stolicy, co dopiero zaś w Królestwie. Orwyle informuje, że armia Dorzecza wciąż jest dwa tygodnie od Tumbleton. W Westeros zawsze ktoś jest dwa tygodnie drogi od czegoś. Daemon, zamiast czekać, woli polecieć na smoku i spalić miasteczko. Biały Robak robi swoje dziwne miny i przypomina, że niewinne ofiary spadną na Rhaenyrę. Frey i Manderly ironizują, że smok z pewnością precyzyjnie spali tylko tych, których nie lubią. Daemon rzuca w tego ostatniego kielichem, chybia jednak, potwierdzając, że faktycznie ma problemy z celowaniem. Alyn również chce czekać na armię. Rhaenyra przychyla się do zdania większości. Ma jednak również własny plan, rzecz jasna sprytny: wyśle do Ormunda morderców. Daemonowi to pasuje: chętnie upuści krwi Hightowerowi. Królowa jednak nakazuje mu pozostać w stolicy i przywrócić w niej porządek.
Obrażony Daemon wychodzi, a Rhaenyra dowiaduje się o przybyciu poselstwa z Końca Burzy. Królowa z niezadowoleniem stwierdza, że lord Borros nie przyjechał osobiście. I nie przyjedzie, bo pomaszerował w Czerwone Góry, policzyć się z Sępim Królem. Tak jak w książce. Królowa jest wściekła. Poseł niezbyt przekonująco próbuje tłumaczyć swego lorda, zaś królowa każe mu oddać swój pas. Martwiących się o jej zdrowie psychiczne uprzejmie informuję, że to część planu. Sprytnego.
Nad Tumbleton lata Vermithor. Po chwili ląduje obok wyraźnie mniejszej od niego Srebrnoskrzydłej. Widać, że smoki się lubią – fajny drobiazg, zgodny z książką. Znudzony Ulf wspomina dobre czasy przed wojną, których wtedy nie doceniał. Nawet jeśli wygrają, one już nie powrócą. Teraz służą królowej, a ta zabrania Pijanicy chlać na mieście. Po co komu smok, skoro nawet nie można pochwalić się nim przed kolegami? Na razie jednak czas na fajrant: Ulf wraca do Królewskiej Przystani, a Tumbleton ma teraz obserwować Hugh na Vermithorze.
Psiapsióły Alicent i Rhaenyra nie mogą bez siebie żyć. Dla zmylenia innych Czarna Królowa przychodzi do Zielonej ponarzekać na jej niewdzięczność okazaną próbą ucieczki. Alicent, jak zwykle lojalna wobec swych dzieci, wyznaje Rhaenyrze, że Helaena jest w ciąży. Zauważa, że dziecko może okazać się chłopcem, który będzie kolejnym pretendentem do tronu. Boję się, że go zabijesz, zrobisz z niego zakładnika albo użyjesz jako przynęty, by wywabić Aemonda – mówi do przyjaciółki, puszczając konspiracyjnie oko. Czarna Królowa nie potrafi jednak docenić, jak wierną sojuszniczkę ma w Alicent, stąd decyduje podwoić ich straże i zabrania opuszczać komnaty. Alicent prosi, by odesłała ją i Helaenę na jakieś odludzie, ale Rhaenyra nie może się na to zgodzić w sytuacji, gdy syn przyjaciółki wciąż się ukrywa, a jej kuzyn robi rozpierduchę w stolicy.
Po opuszczeniu Zielonych Królowych Rhaenyra informuje Białego Robaka, że Helaena jest w ciąży. Mysaria udaje, że nic nie wie. Potem – już bez królowej – obserwuje jakichś przypadkowych ludzi i wydaje rozkazy jednemu ze strażników.
Daemon jest w koszarach Straży Miejskiej. Obiecuje, że pomszczą zabitych. Strażnicy jednak zrzucają swe złote płaszcze, bo nie dość, że robota stała się niebezpieczna, to jeszcze przestali za nią płacić. Daemon powtarza swą gadkę motywacyjną z pierwszego sezonu, o tym jak przemienił ich ze zgrai obdartusów w świetnie wyposażoną armię, ale nie robi ona na słuchaczach większego wrażenia.
Alyn odnajduje ojca na rozkaz królowej. Ten jest zajęty wieszaniem trupów piratów z Triarchii. Starszy nad Kotami prosi, by Wąż Morski zgodził się posłać siły Velaryonów do przywrócenia porządku w stolicy. Wąż Morski ma dość spełniania niekończących się próśb królowej. Alyn jednak jest zdeterminowany wypełnić rozkazy Rhaenyry. Zrezygnowany Corlys mówi, by robił to, co uważa za stosowne, oraz przekazał Małej Radzie, że Tyland Lannister przeżył Bitwę w Gardzieli, o czym dowiedział się od jeńców.
Rzeczony kopie tymczasem grób, a Aegon i Larys – zwyczajem wszystkich robotników świata – przyglądają się, jak kolega się męczy. Z jakichś powodów Strong uważa, że trzeba ukryć trupa w lesie, choć Aegon zabił samozwańczego kasztelana w środku jego zamku. Szpotawa Stopa informuje króla, że znalazł miejsce na kodze do Braavos. Wtrąca się Tyland, prosząc Aegona, by udał się z nim do Casterly Rock, gdzie odtworzą dwór i połączą się z lojalistami. Targaryen pyta Lannistera, czy ma go za okropnego człowieka. Ten coś jąka, a ja jestem autentycznie ubawiony tą sceną. Król już wie, że trzeba jednak słuchać Szpotawej Stopy – popłyną do Essos.
Rhaena wcina jagody w swojej jaskini. Dostrzega z niej dwa lecące smoki.
Alys nakłada Aemondowi maseczkę wygładzającą na twarz i opowiada, że od dawna nikt nie stawał w jej obronie. Jednooki twierdzi, że po prostu uregulował swój dług wobec niej. Teraz jednak musi odejść, by odnaleźć swego smoka. Wie, że ten dobrowolnie by go nie opuścił. Alys przypomina, że wyznaczono nagrodę za jego głowę i nigdzie nie będzie bezpieczny, tym bardziej podróżując samotnie. Wiedźma sugeruje, że może Vhagar odeszła, by go chronić, gdyż królowa szuka go tam, gdzie jest smoczyca. Nawet jeśli Jednooki ją odnajdzie, będzie sam przeciw sześciu smokom Czarnych. Zginie. Książkowy Zabójca Krewnych rzecz jasna nie rozstał się ze swoją smoczycą, tylko pustoszył na niej Dorzecze, aczkolwiek w pewnym momencie również zaczął mitrężyć czas z wiedźmą.
Lady Jeyne Arryn zajmuje się wyrzucaniem ludzi przez Księżycowe Drzwi. Uważa, że jest to zajęcie zarówno pożyteczne, jak i fascynujące. Dobry nastrój pryska, kiedy strażnicy wprowadzają Rhaenę. Pani Doliny sprzedaje jej najbardziej satysfakcjonującego plaskacza od czasu drugiego sezonu Gry o tron, gdzie Tyrion łoił po pysku Joffreya. Umawiały się przecież: miała nie wyściubiać nosa ze swojej dziury. Tymczasem Targaryenówna poleciała na Owcokradzie do miasteczka Żelazne Dęby. Okazuje się, że Rhaena dostrzegła Księżycową Tancerkę i chciała zobaczyć się z siostrą. Ta zdążyła jednak odlecieć, więc się rozminęły. Lady Arryn przypomina przygłupiej córce Daemona, że królowa myśli, iż jeździec Owcokrada nie żyje, i tak ma pozostać, inaczej narazi nie tylko siebie, ale także Dolinę.
Baela próbuje zdrzemnąć się w Smoczej Jamie, ale przyłazi Alyn. Gadają o swych trudnych relacjach z ojcami, a potem zaczynają się całować. Książkowy Alyn również związał się z Baelą, ale nie miesiąc po tragicznej śmierci jej narzeczonego.
Gwayne wpadł z deszczu pod rynnę: porzucił niestabilnego emocjonalnie Cole’a, by trafić do zaburzonego Ormunda. Młodszy z Hightowerów nie widzi sensu dalszej walki, starszy zaś jak najbardziej. Siedzi rozwalony na krześle i szprycuje się perfumami, by przykryć zapach steranego tygodniami walk kuzyna. Obok Daeron, którego wciąż tytułuje królem, pręży się na baczność. Bardzo to wszystko logiczne. Gwayne stara się przekonać kuzyna o nieuchronności klęski, skoro Czarni posiadają sześć smoków, a oni po zaginięciu Aemonda i upadku stolicy żadnego. Ormund nie daje się przekonać: w Tubleton jest bezpieczny, bo Rhaenyra jest miękiszonem i nie zdecyduje się spalić miasta. On zaś skutecznie podkopuje jej autorytet swymi skrytobójczymi działaniami w stolicy. Już niedługo zaczną przechodzić na ich stronę wielkie rody. Gwayne jakoś kolejki chętnych nie widzi. Ormund nic sobie nie robi z jego uwag, kpiąc prostacko z kuzyna. Nakazuje monarsze odprowadzić go do pokoi. Daeron Przerażony robił już za łaziebnego, może więc równie dobrze robić za lokaja.
Gdy są na osobności, Gwayne strofuje Daerona, że zgodził się na tę farsę z królowaniem. Targaryen replikuje, że to Hightower go zostawił i pojechał sobie do stolicy. Daeron zdaje sobie sprawę, że jest tylko marionetką Ormunda i prosi Gwayne’a, by nie odjeżdżał. Ten jednak zamierza udać się do Starego Miasta, by ratować to, co się da, skoro Ormund ewidentnie prowadzi Hightowerów do zguby. Jest w końcu drugi w sukcesji. W serialu może i tak, w książce Ormund ma nastoletniego syna Lyonela, Gwayne zaś starszych braci, zresztą sam ginie w czasie zdobywania stolicy przez Czarnych. Daeron tymczasem pyta go o matkę. Spokojnie, Alicent przypomni sobie o nim, jak już wykończy starsze dzieci.
Helaena nie je i nie mówi, tylko wyszywa. Ja tam jej milczenie rozumiem: przynajmniej Alicent nie będzie mogła wygadać kolejnych tajemnic Rhaenyrze. Młodsza kobieta domyśla się, że matka ją oszukała: nie zamierzała zabrać ze sobą Jaehaery. Widać, że wyraźnie próbuje zrobić sobie krzywdę, na razie igłą. Gdy odchodzi, Alicent podnosi efekt jej prac: okazuje się, że wyszywa serialową czołówkę. Z niej Zielona Królowa domyśla się, gdzie jest Aemond. Jeśli dobrze pamiętam, córka mówiła jej to odcinek czy dwa wcześniej, ale teraz ma haftowany dowód na prawdziwość jej słów.
Aemond próbuje odjechać, ale natrafia na stajennego. Ten go rozpoznaje, ale nim zrobi ze swej wiedzy jakiś użytek, zabija go Alys. Aemond zastanawia się, czemu z nim nie zrobiła tego samego, by zgarnąć nagrodę. Ta zamiast odpowiedzieć, pokazuje mu smocze jaja. I tu mamy ciekawy wątek: Alys opowiada o starszej siostrze króla Jaehaerysa – Rhaenie – która po śmierci swej córki zamieszkała w Harrenhal razem ze swą smoczycą Dreamfyre. Ta w pewnym momencie złożyła w zamku jaja. W książce rzeczywiście twierdza Harrena Czarnego stała się siedzibą Rhaeny i jej smoczycy, choć o jajach nie było mowy. To ostatnie z różnych powodów zdaje się dość wątpliwe, aczkolwiek niewątpliwie intryguje. Nie mam natomiast pomysłu, po co serialowej Alys te jaja. Chyba żeby uwieść Aemonda.

Rhaenyra udziela audiencji. Poddanych, którzy narzekają na drożyznę, odsyła do Manderly’ego. Inni wskazują na rosnącą liczbę przestępstw, odkąd Złote Płaszcze zniknęły z ulic. Królowa o to z kolei obwinia Hightowerów. Poddanych nie interesuje, kto odpowiada za przestępstwa, tylko dlaczego nikt im nie zapobiega. Królowa tak wije się pod gradem niewygodnych pytań, że aż kaleczy się o zadziory tronu.
Odziany w złoty płaszcz Daemon samotnie patroluje miasto, prowokując zamachowców. Nie musi długo czekać: jakiś gagatek zamierza się na niego ze sztyletem, ale Targaryen nie daje sobie w kaszę dmuchać i szybko go obezwładnia. Daemon chce wiedzieć, ilu ludzi Hightowera jest w mieście. Okazuje się, że wielu. Usatysfakcjonowany tak wyczerpującą odpowiedzią uśmierca jeńca. Wracając, wpada na Ulfa, który w przebraniu wybrał się pić na miasto. Książę próbuje wybić mu dalsze wycieczki z głowy pięścią, a mieszkańcy stolicy tylko przez brak smartfonów nie mogą utrwalić brutalności służb porządkowych.
Hugh łapie stopa. Poczciwy woźnica, który zatrzymał się, by podwieźć nieznajomego, przekonuje się, że wcale nie jest bohaterem Rodu Smoka, lecz GTA. Przebrany Hugh wjeżdża do Tumbleton tuż za zmierzającymi do miasteczka jeźdźcami w barwach Baratheonów.
Ormund spożywa kolację razem z Daeronem i Gwaynem. Poucza Zastrachanego o cechach dobrego namiestnika, wyjątkowo chwaląc wybór Rhaenyry, która swą Ręką uczyniła Corlysa Velaryona. Ciekawy wykład przerywa przybycie posłańców z Końca Burzy. Są dość umorusani, zaś Ormund akurat nie zaopatrzył się w swoje pachnidła, dlatego stara się trzymać z tyłu. Przywódca delegacji przedstawia się jako Arrion Baratheon, kuzyn lorda Borrosa. Gdy wielce z siebie zadowolony Ormund przedstawia króla, Gwayne zaczyna coś podejrzewać i sięga do stołu po nóż, by poderżnąć przywódcy przebierańców gardło. Młodszy z Hightowerów razem z kilkoma ludźmi Ormunda szybko wykańczają również jego towarzyszy. Lord Starego Miasta, jak na prawdziwego twardziela przystało, najpierw stoi jak zamurowany, potem zaś puszcza pawia.
Hugh spotyka żonę. Początkowa radość ze spotkania z mężem, którego miała za martwego, po niecałej minucie przeradza się w kłótnię: on pojechał szukać chwały na Smoczą Skałę, a ona drałowała na piechotę ze stolicy, po drodze doświadczając straszliwych rzeczy. I to by było na tyle, jeśli chodzi o zejście się małżonków.
Służba mozolnie usuwa krew i flaki z podłogi, podczas gdy Ormund przygląda się ćwiczeniom Daerona. Do kuzyna dołącza Gwayne. Ormund przeprasza za to, jak go wcześniej traktował. Nie zamierza go zatrzymywać, jeśli planuje wracać do Starego Miasta. Gwayne twierdzi, że Daeron Przestraszony mógłby być dobrym królem, ale przecież dla Ormunda nie ma to znaczenia. Chce wiedzieć, jaki ma plan.
Psiapsióły ponownie razem: skoro Rhaenyra odwiedziła Alicent, wypada złożyć rewizytę. Jeśli spodziewacie się, że Zielona Królowa znowu przyszła donosić na swoją rodzinę, to oczywiście macie rację. Powie, gdzie ukrywa się Aemond, jeśli królowa uwolni ją i Helaenę. Mówi o snach córki, która dostrzegła go w Harrenhal. Znająca historię swej rodziny Rhaenyra wierzy jej. Domaga się jednak od Alicent, by udała się tam razem z zabójcami tak, by ci mogli zbliżyć się do jej syna, nie wzbudzając jego podejrzeń. Zielona Królowa po krótkich protestach przystaje na propozycję. Nawet teraz empatyzuje z Rhaenyrą, którą do bezwzględności popycha spoczywająca na jej skroniach korona.
Jakby mało krzywd wyrządziła swojej rodzinie, Alicent traumatyzuje jeszcze Helaenę: nie pojadę zabić twojego brata, jak nie zaczniesz jeść. Młodsza kobieta chwilę się waha, ale nagle dostrzega „szansę”, jaką daje jej wyjazd matki i bierze się za rosołek.
Rhaenyra ciągle przychodzi do Joffreya, gdy ten śpi. Aktor w niego się wcielający ma w sumie fajną robotę. Alicent jedzie przez las wraz z kilkoma jeźdźcami. Orwyle informuje Rhaenyrę o przybyciu jeźdźca z Tumbleton i wręcza jej zawiniątko. Okazuje się nim wams jednego z przebierańców z napisem sporządzonym krwią o kopaniu psów i odgryzaniu rąk. Żołnierze Velaryonów śpiewają szanty przy ognisku. Corlys sprzedaje im gadkę motywacyjną, niepomny jak skończyła się zeszłotygodniowa dla Cole’a i jego ludzi. I rzeczywiście: po chwili wpada w ręce Hightowerów.
Komentarz
Powiedzmy sobie jasno: przy Alicent książkowi Dwaj Zdrajcy to zwykłe płotki. Serialowa Zielona Królowa nie tylko wydała stolicę w ręce rywalki, ale robi naprawdę dużo, by pomóc jej uśmiercić większość swojej rodziny. Tymczasem to właśnie troska o nią, nie zaś sama żądza władzy doprowadziła do tragedii Tańca Smoków. Od pewnego momentu obie strony wiedziały, że muszą wygrać za wszelką cenę, gdyż w razie przegranej druga dla własnego bezpieczeństwa będzie musiała pokonanych zabić, a przynajmniej tych płci męskiej. W serialu niekiedy wydaje się, że większe zagrożenie dla własnych dzieci stanowi Alicent niż Rhaenyra. Na upartego można obwiniać ją nawet za śmierć ojca, który żyłby, gdyby stolica pozostała w rękach Zielonych. Nawet jeśli w ostatniej chwili postanowi uratować Aemonda, swym dotychczasowym działaniem wyrządziła swoim bliskim i tak więcej szkód niż wszyscy wrogowie razem wzięci. Wydaje się, że jej wyjazd doprowadzi do jeszcze jednej tragedii: Helaena albo popełni samobójstwo, albo wcześniej podejmie nieudaną próbę ucieczki z Jaehaerą. Być może to ostatnie przeleje czarę goryczy i Alicent w końcu się na Rhaenyrę pogniewa, choć nie wykluczam, że znowu znajdzie dla niej jakieś usprawiedliwienie.
Rhaenyra też swoją drogą się nie popisuje. W serialowej rzeczywistości mogłaby jednym szybkim uderzeniem zgnieść przeciwników, niszcząc nie tylko wrogą armię, lecz również zewnętrzne źródło niepokojów w stolicy. W książce Czarna Królowa miała znacznie trudniej, a jej problemy w Królewskiej Przystani posiadały bardziej zdywersyfikowane podłoże, choć nie należy zapominać, że te również były częściowo inspirowane i organizowane – tyle że przez Larysa Stronga. Walczyła też ze znacznie rozsądniejszymi i zdeterminowanymi przeciwnikami, nie zaś z depresyjnym Cole’em, który w końcu znalazł upragnioną śmierć, czy płaczliwym Aemondem, któremu zapodziała się największa smoczyca na świecie. Królowa nie chce na razie zrzucać bomby atomowej, więc zamiast gadów posyła do Tumbleton skrytobójców. Jakkolwiek według mnie jej humanitarne rozterki naprawdę są coraz mniej wiarygodną próbą przedłużenia przez scenarzystów konfliktu, o tyle sama scena zamachu na Daerona i Ormunda całkiem mi się podobała. Duża w tym zasługa Gwayne’a Hightowera, który jest jedną z najsensowniejszych serialowych postaci, całkowicie oderwaną zresztą od swej wersji książkowej, co w tym przypadku zdecydowanie wychodzi jej na dobre. Odejście od pierwowzoru ewidentnie nie przysłużyło się natomiast ser Cristonowi, chociaż otrzymał przynajmniej satysfakcjonujący finał swego wątku – ale to dlatego, że on akurat mocno był oparty na materiale źródłowym.
Tam, gdzie z tego ostatniego nie skorzystano, mamy koszmarki jak wspomniane relacje Czarnej i Zielonej Królowej, nieszczęsne polowanie Węża Morskiego na pałętających się po lasach piratów czy upokarzanego na każdym kroku Daerona, który – będę uparcie przypominał – w książce określany był jako Dzielny. Z kolei wątek Aegona jest przynajmniej zabawny, chociaż kompletnie pozbawiony sensu. Nie wiem też naprawdę, co scenarzystom zrobiły Baela i Rhaena – w książce jedne z ciekawszych i sympatyczniejszych postaci, tu zaś nie dość, że źle zagrane, to przede wszystkim z jednej zrobiono nieczułą nudziarę, z drugiej zaś infantylną idiotkę. Choć trzeba oddać Rhaenie, że przynajmniej dzięki niej częściej możemy oglądać lady Arryn, fantastycznie w mojej ocenie zagraną, jak też napisaną. Gdyby zamiast niepoważnych królowych to ona zasiadła na Żelaznym Tronie, zakończyłaby wojnę w miesiąc i zaprowadziła porządek w Królestwie jeszcze przed nadejściem zimy, przy okazji przyłączając do niego Dorne. Patrząc zresztą na to, co z materiałem książkowym zrobili twórcy serialu, nie można takiego scenariusza całkowicie wykluczać. Szczególnie po tym odcinku, zatytułowanym „Ludzie bez twarzy”. Miłośnicy książek pamiętają, że nazywa się tak owianych złą sławą, lecz znanych ze swej nomen omen zabójczej skuteczności skrytobójców. Tymczasem w odcinku zobaczyliśmy partaczy-morderców, nieumiejących dokonać najprostszego zamachu. Także nie tracę nadziei, że serialowe Siedem Królestw doczeka się jeszcze kompetentnej władczyni. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że nikt nie interesuje się losem późniejszego Aegona III i jego brata Viserysa – dzieci Rhaenyry z Daemonem wysłanych za Wąskie Morze i najwyraźniej przez wszystkich zapomnianych. Jesteśmy na takim etapie odejścia od książki, że nie zdziwię się, jak odnajdzie ich w Essos Szpotawa Stopa.





Dodam od siebie, że w książkach to Garibald Grey ślubował zbudować sept z kości zdrajców, a strzały które zabiły Cole’a wypuścił Czerwony Robb Rivers, podobno najlepszy wówczas łucznik Westeros.
Co ciekawe zarówno Pate Zabójca Lwów, jak i Garibald polegli w bitwie pod Tumbleton. Co do Czerwonego Robba Riversa, to nie wiadomo czy ją przeżył, z niej pochodzi ostatnia wzmianka o nim.
Tak BTW wdzieliście spoilery z przedstawienia „mad king”?? https://x.com/PortalASOIAF/status/2082230486210854958 https://x.com/PortalASOIAF/status/2082253371449205007
Szczerze to nie interesuje mnie to w najmniejszym stopniu. Pewnie będzie jeszcze głupsze niż seriale.
Z odcinka na odcinek mamy coraz więcej głupot. Efekt motyla zrobił swoje. Usuwanie wielu postaci i wątków powoduje że to wszystko nie ma sensu
Śmierć Cole’a to jeden z moich ulubionych fragmentów OiK. Czy „Chłopcy” chociaż informują go, dlaczego ginie w ten sposób? Jak znam zwyczaje tfurcuff z HBO mogli to pominąć…
Nie informują – ale w świetle tego, jak przedstawiono Cole’a w serialu poinformowanie go nie miałoby sensu. To dwie różne postaci. Serialowy nie ma praktycznie żadnej sprawczości, stąd po prostu do niego strzelają.
OK, dzięki. Chciałbym powiedzieć, że mnie to zaskakuje, ale nie mogę.
PS. Jak zwykle świetne podsumowanie odcinka. Choć tyle dobrego w tym smutnym jak p… świecie. 😉
Dzięki!
Mnie tam tego brakowało. Rozczarowało mnie to.
Typowe dla tego serialu. Niby biorą coś z książki, ale nie wykańczają tego jak należy.
Uwaga suchar!
Gdzie jest Vhagar?
na vhagarach 🤣
😀
„Jesteśmy na takim etapie odejścia od książki, że nie zdziwię się, jak odnajdzie ich w Essos Szpotawa Stopa.”
Ożesz. Tak na 100 % będzie 🤣
Ja już na ten serial jest wkurzony. To był chyba najgorszy odcinek jaki powstał. Tempo jest tragiczne. Jak w tym tempie zorganizować finalne rozegranie pomiędzy Aemondem a Daemonem? Rozruchy w stolicy, ubijanie smoków? Znów wszystko na nowy sezon przesuwamy?
A najgorsze jest to, że już kompletnie nie wiem czego się spodziewać po kolejnych odcinkach i 4 sezonie. Skończy się na Bitwie o Tumbleton, a 4 sezon zaczną Okiem Boga? Jak w tym tempie to zrobią? Czyżby była powtórka z 7 i 8 sezonu?
Nie ma Nettles, nie ma wycieczek Daemona i polowanie na Vhagar. Jest snucie się po stolicy.
Ciągłe dramy, telenowele, jęki, płacze, pocałunki i zgrzytanie. Idzie oszaleć! Kolejny sezon przez kilka odcinków mamy operę mydlaną!
Ja nie mam takiego problemu jak inni ze zmianami. Przepowiednie, przyjaźnie itd. Wg to byłoby ok, ale od 2 sezonu zaczęli to orać. Wystarczyło zostawić wrogość królowych, a wątek snu zostawić z samego tyłu jako smaczek. Tymczasem mamy kolejną pielgrzymkę! Jak to usłyszałem, to się załamałem. Najpierw była pielgrzymka Rhaeneyy, potem Alicent, a teraz znów. ŻENADA.
I Ormund. Czy tylko ja mam wrażenie, że celowo zrobili z niego Prawaka? Homofob, mizogin, fanatyk religijny. Brakuje jakichś haseł typu Westeros dla Pierwszych ludzi. Może coś o obozach zrobią jak w THe Boys.
Subtelności za grosz. Rysują walkę pomiędzy konserwatyzmem a postepęm?
Rhaenyra trzyma słaby poziom i się miota, ale w końcu ma to sens, bo tak powinno być 😀
Mam dziwne wrażenie, że tym razem Pierścienie Władzy przegonią Ród Smoka jakością. W 2 sezonie było już blisko.
„Rysują walkę pomiędzy konserwatyzmem a postepęm?”
Oo, to już od 1 sezonu kręci się koło tego. Wystarczy wspomnieć smęcenie Rhaenys i buca Borrosa Baratheona. Widocznie wprowadzili tego Ormunda, bo uznali, że do tej pory szyli zbyt subtelnymi nićmi. :/
„Daeron tymczasem pyta go o matkę. Spokojnie, Alicent przypomni sobie o nim, jak już wykończy starsze dzieci”
kisne XD
Nie no coraz gorzej w tym serialu.
Uznanie dla aktorów od „Bold” Jona Roxtona i od tego gościa co go Daemon zabił, przynajmniej fajną kwestią rzucił „You can burn us, you can kill us, you cannot make us embrace her”.
strasznie się dłuży ten sezon i wszyscy przez to głupieja z nudów. Aemond zostawił jaja w Królewskiej Przystani. Rhaenyra wysyła gang Olsena. Daemon zostawił smoka Ormundowi. Lannister, Targaryen i Strong zwiedzają las, bo otwarli po pandemii. Zasadzka na Cola została ukazana w sposób kretyński, bo już w momencie wejścia do obozu byli otoczeni, więc po co pseudo-trupy? Owocokradka widzi smoki, cięcie, w Orlim Gnieździe dostaje klapsa na twarz. (Musiałem aż cofnąć odcinek, bo myślałem że coś przespałem).
Czy będą jakieś nowe wieści z cytadeli odnośnie sztuki teatralnej o rebelii Roberta? ponoć jest tam dużo fajnych smaczków.
Tryb AI
Wszystko
Wiadomości
Krótkie filmy
Wideo
Grafika
Sieć
Książki
Finanse
5 witryn
Oficjalne pokazy przedpremierowe spektaklu „Game of Thrones: The Mad King” w reżyserii Dominica Cooke’a, realizowanego przez Royal Shakespeare Company we współpracy z George’em R.R. Martinem, przyniosły potężną dawkę rewelacji i potwierdzeń kluczowych teorii ze świata Pieśni Lodu i Ognia. Sztuka, skupiająca się na Turnieju w Harrenhal oraz rebelii Roberta, drastycznie weryfikuje dotychczasową wiedzę fanów.
Reddit
·r/asoiaf
+2
Oto najważniejsze spoilery i zwroty akcji ujawnione w sztuce:
Przepowiednie i narodziny
Jon i Daenerys: Sceny narodzin/poczęcia Jona i Daenerys są prezentowane równolegle pod tą samą czerwoną kometą. Rhaella Targaryen, rodząc, przeklina bogów i wzywa do przyjścia na świat mściwej córki, która spali królestwa, co bezpośrednio zapowiada destrukcyjną ścieżkę Daenerys.
Reddit
Książę Obiecany: Aerys II wyjawia Rhaegarowi, że Książę Obiecany musi być trzecim dzieckiem („smok ma trzy głowy”). Potwierdza to, że Rhaegar, a także Jaime, nie są wybranymi z przepowiedni.
Reddit
·r/asoiaf
Tragedia w Summerhall: Król Aerys II w przypływie szaleństwa potwierdza, że Aegon V („Egg”) próbował obudzić prawdziwe smoki, a pożar i trauma z Summerhall zapoczątkowały jego własne obłęd. Rhaella wspomina, że musiała ratować dzieci z płomieni, które odebrały jej mężowi zmysły.
Turniej w Harrenhal i relacje
Rycerz Śmiejącego się Drzewa: Oficjalnie potwierdzono, że to Lyanna Stark była tajemniczym rycerzem.
Reddit
·r/asoiaf
Relacja Lyanny i Rhaegara: Lyanna ucieka z Rhaegarem z własnej woli. Akt pierwszy kończy się ich intymną rozmową pod Czardrzewem, tuż po tym, jak Rhaegar koronuje ją na Królową Miłości i Piękna. Ponadto Lyanna jest przedstawiona jako potężna „śniąca” (posiadająca prorocze sny), która pchnęła Rhaegara z powrotem ku realizacji przepowiedni.
Reddit
·r/asoiaf
+1
Rola Elii Martell: Elia nie była bierną ofiarą. Jest przedstawiona jako aktywna, polityczna partnerka Rhaegara, która współtworzyła plany odsunięcia Szalonego Króla od władzy. Ich małżeństwo było serdeczne, a Rhaegar zwierzał się jej ze swoich smoczych snów.
Romans Ashary Dayne: Romans Ashary i Neda Starka zostaje obalony. Potwierdzono natomiast relację Ashary z Brandonem Starkiem – to on był ojcem jej martwo urodzonej córki. Ponadto sztuka ujawnia, że Ashara Dayne i Elia Martell były kochankami.
Gwardia Królewska: Arthur Dayne oraz Oswell Whent są ukazani jako partnerzy.
Wojna i upadek Szalonego Króla
Pojedynek nad Tridentem: Rhaegar wcale nie przegrywa z Robertem z powodu braku umiejętności. Rhaegar rozbraja Roberta i trzyma miecz przy jego gardle, żądając poddania się. Robert zadaje śmiertelny cios młotem dopiero wtedy, gdy Rhaegar zostaje rozproszony nagłą wizją proroczą.
Tragedia pod Wieżą Radości: Howland Reed nie pokonuje Arthura Dayne’a w honorowej walce. Arthur ogłusza Howlanda i myśli, że ten nie żyje. Reed podnosi się i zdradziecko dźga Dayne’a w plecy, gdy ten wygrywa pojedynek z Nedem. Ostatecznie to Ned podrzyna gardło rannemu Arthurowi. Miecz Świt (Dawn) zostaje porzucony na miejscu walki.
Konfrontacja ojca z synem: Aerys wiedział o spisku Rhaegara. W jednej ze scen król prowokuje syna, nadstawiając szyję i każąc się zabić. Gdy Rhaegar odmawia, Aerys szydzi z niego, nazywając go tchórzem.
Szalona Rhaella: Królowa Rhaella, zniszczona latami znęcania się przez męża, również wykazuje oznaki szaleństwa. W przeciwieństwie do książkowych opisów, w sztuce cieszy się z brutalnej śmierci Rickarda i Brandona Starków w Królewskiej Przystani i żąda od Rhaegara całkowitej rzezi rebeliantów nad Tridentem.
Spisek Cersei: Zaraz po tym, jak Jaime zabija Szalonego Króla, rozważa dołączenie do Nocnej Straży. Cersei przekonuje go jednak do pozostania w Gwardii Królewskiej, planując ich kazirodczy związek na królewskim łożu i osadzenie ich dzieci na Żelaznym Tronie jeszcze przed jej ślubem z Robertem Baratheonem.
Reddit
·r/asoiaf
+2
Teorie, które zostały obalone lub pominięte:
Tyrion/Bliźnięta jako Targaryenowie: Spektakl nie ujawnia żadnego ukrytego pokrewieństwa Lannisterów z Aerysem.
Jon Snow: Jon pozostaje bękartem (brak sekretnego ślubu Rhaegara i Lyanny w tej wersji), a jego imię nie niesie za sobą żadnego nowego zwrotu akcji. Co ciekawe, zasugerowano, że Ned i Benjen Stark od początku planowali wysłanie Jona na Mur, by ukryć go przed Robertem.
Brak jakichkolwiek wzmianek o przetrwaniu Aegona (brak wątku Młodego Gryfa) czy przeżyciu dzieci Elii.
Czyli nie tylko córka szalonego ojca ale i pierdolniętej matki. Daenerys ma przesrane XD
E tam, kolejna produkcja spod ręki jakichś grafomanów. :/ Ma dla mnie taką samą wartość poznawczą jak wieczorna sesja w AGOT (westeroski mod do strategii Crusader Kings II).
Z tymi grafomanami to byłbym ostrożny, podobno sam mistrz Martin nadzorował pracę nad sztuką. Choć nie daje tego jako pewnik, jak więcej źródeł tego nie potwierdzi.
Tak, nad Rodem Smoka też nadzorował. Liczą tam się z nim, jak z Tuskiem w Unii.
Nie no to są bzdury niezgodne z kanonem. Np. jak Cersei miała planować coś z Jaimiem przed ślubem z Robertem skoro była wtedy w Casterly Rock i przyjechała dopiero na ten ślub który odbył się kilka miesięcy później. Rhaella ciesząca się z palenia ludzi żywcem taa, ciekawe dlaczego co jej zrobili ? Nie wierzę w śniącą Lyaannę i Rhaegara. Jego przegrana z Robertem w ten sposób byłaby bez sensu. Szybciej zgodziłbym się na teorię, że Ashara i jej brata byli razem (Jaimie marzył aby być taki jak Arthur, co wpisywałoby się w ironię Martina).
Odcinek w stylu poczekajmy, tylko na co? Na kolejny odcinek. Cole trzy odcinki chodził po lesie i w koncu go ubili. Ewidentnie slabo steorzona postać. Wiecej było słabych momentów niz dobrych. Z tych na plus to interakcja miedzy smokami, fajnie też duet Pani Frey I Manderly. Rzut kielichem Daemona w Manderliefo też zabawny. Spoko ze Ryśka chciała wykorzystać podpowiedź Alki i podczas zamachu chciala wykorzystać slabość „despoty” Ormunda co do zapachów. Reszta to strasznie dziwne rzeczy. Szkoda że Raenha czhy jak jej tam nie wyleciała przez te wrota, to była by fajna zmiana jak już olali ksiażki. Relacji najlepszych kokezanek nie ma co komentować, szkoda ze przed podróżą się nie wyściskały. Alyn i Baela to jest piwód zeby Adam zdradził, zawód milosny. Ulf już na pewno zdradzi, bo tam bedzie mógł pić. Hugh? Pewnie jakis przypadek. Haft Heleny wyglada na Aemonda ale to polaczenie z kobietą, to z Alką czy jego wiedźmą? A może wraz ze smiercię Heleny narodzi się „inny”? Rozbawiła mnie ta próba morderstwa Daerona. Najpierw Ormund robi z niego króla a nadal traktuje jak podnóżka a przy ataku? Do króla i Ormunda do sami wchodzi sporo zbrojnych w pełnym uzbrojeniu i wyglada jakby w sali mieli przewagę, poważnie? Oni jeszcze tak nazmieniają że nie powinniśmy liczyć że to się skonczy podobnie jak w książce.
Ale Addam właśnie nie zdradził…
Powiedz to Rhaenyrze Okrutnej, Maegorowi z cyckami 😀
Masz większe cycki od niej grubasie.
Myślałem, że śmierć Cole’a mnie nie ruszy, a jednak ruszyła. Faktycznie świetnie zrobiona scena! Choć brakowało mi wytłumaczenia, kim była łuczniczka, która go zabiła. Ja nie miałem pojęcia, co to za jedna i zastanawiałem się czy pamięć mnie zawodzi i ona już się pojawiła czy po prostu twórcy wrzucili sobie losową kobietę, która miała zabić jedną z istotniejszych postaci wcześniejszych sezonów.
Tercet Aegon-Larys-Tyland świetnie mi się ogląda i aż żałuję, że dostali tylko jedną scenę w tym odcinku. Choć faktycznie trochę absurdalne, że nagle znaleźli się w lesie z ciałem gościa, którego zabili w miejscu pełnym ludzi i nikt ich po drodze nie zaczepiał.
Tercet Ormund-Daeron-Gwayne też ciekawy. Ten ostatni wniósł fajny powiew świeżości do wątku Ormunda i Daerona.
Czemu Złotych Płaszczy w stolicy jest tak mało, że ot tak można sobie na nich polować? W grze o tron byli silni liczebnie i stanowili łakomy kąsek dla wszystkich walczących o władzę, bo mogli przesądzić o zwycięstwo którejś ze stron, a tutaj jest ich z kilkadziesiąt osób. Trochę mało jak na stolicę Westeros…
Ta wiedźma w Harrenhal siedzi kompletnie sama w tak dużym zamku i nikt jej tam nie niepokoi poza pojedynczymi maruderami? Czemu żadna armia czy nawet żaden oddział tam się nie skieruje, żeby zająć zamek albo chociaż sprawdzić co się tam dzieje? Czemu Daemon zupełnie olał ten zamek, mimo że rezydował tam dość długo w 2 sezonie? Nikomu nie zależy na tak ważnej strategicznie twierdzy? Trochę dziwne, że dopiero sen Haeleny i podpowiedź Alicent skierowała uwagę czarnych na ten zamek.
No i właśnie, Alicent. Jej działań prowadzących do zagłady własnej rodziny nie da się logicznie wytłumaczyć, bo są zbyt irracjonalne. Rhaenyra też niewiele lepsza, próbuje rządzić, ale robi to bardzo nieudolnie.
O Baeli i Rhaenie szkoda pisać, obydwie strasznie irytujące. Ogólnie postaci kobiece w tym serialu to dramat. Jedna lady Arryn wymiata i genialnie się ją ogląda, ale poza to straszna bieda. No może jeszcze Freyowa trzyma poziom, ale ona tam akurat pełni bardziej funkcję humorystyczną.
Jeszcze finałowa scena z Corlysem, dla mnie kolejny absurd. Odesłał ludzi do stolicy, żeby wspomóc królową, ok. Ale że nie został przy nim dosłownie nikt? Żadna straż przyboczna, eskorta itp? Taki wielki lord zostaje ot tak samo w nocy gdzieś w lesie? Przecież zwykłe rabusie mogły go dopaść albo dzikie zwierzęta. A tu mamy jeszcze środek wojny i sporo ludzi, którzy mu źle życzą więc tym bardziej jakiś oddział jako eskortę byłoby wskazane mieć.
Co nie zmienia faktu, że to, iż wpadł akurat w ręce ludzi Ormunda, też było dosyć absurdalne. Nikt ich nie zauważył po drodze? I coś szybko pokonali tę drogę, w przeciwieństwie do ludzi z Dorzecza czy Północy, którzy wloką się do Tumbleton jak ślimaki…
W serialu brakuje logiki na prawie kazdym etapie. Tez lubię Pata i Mata i ich nudną podróż do nokad. Teraz wiemy że moze gszies popłyną ale pewnie lew zrobi tak że nie do Essos a na Smoczą Skałę. Pewnie Deaerion zatlucze Ormunda bo on jest inny. Piwer Giels jeśli chodzi ośmierć Cola, w tym wydaniu to chyba nie istotne.
Corlys, Ormund, jakby ta sama historia. Ormund mówi o Corlysie jak o super Namiestniku i dostajemy obraz że obaj nafle wśr9d swoich prawie dali się zabić bo w zasasie kazdy frajer może to zrobić, to chyba taka amerykańska mentalność bo tam łatwiej o dostęp do broni 😉
Jak dla mnie słabiutki odcinek. Brak logiki i instnktu zachowawczego.
Większość postaci z tego serialu to właściwie karykatury książkowych. :/ Chyba tylko poza Viserysem.
Co do Corlysa to nie jestem pewien czy został całkiem sam, bo tam chyba są jakieś odgłosy walki, jakby zabijali jego obstawę, ale trudno powiedzieć.
Jeśli chodzi o sceny ze Złotymi Płaszczami to ja to akurat odczytuję, że z Daemonem rozmawiają tylko oficerowie, stąd jest ich siłą rzeczy trochę mało – zresztą to jest akurat do wytłumaczenia: serial nie będzie ściągał dziesiątek ludzi żeby pokazać, jak wszyscy składają płaszcze. Natomiast zgoda, że dość łatwo giną, a jak zostało wcześniej wskazane – spiskowcy odcinek wcześniej wymordowali dowództwo w koszarach, co powinno wymagać jednak małej armii, by je zdobyć.
Wrzucili losową kobietę, w książce łucznikiem jest Czerwony Robb Rivers, podobno najlepszy w Westeros wówczas.
To podobno Czarna Ally. 🙂
A mnie zastanawiała zawsze śmierć Cole’a w książce i to chyba najlepszy moment, aby poruszyć ten wątek.
Cole chce walczyć sam na kilka osób, nie pamiętam czy 2 czy więcej. Jest poinformowany, że zginie haniebnie i lecą strzały. Ja osobiście miałem spory niedosyt, bo to tłumaczenie nie do końca kupuję. Po pierwsze jego śmierć jest szybka, po drugie, bezbolesna. Spodziewałem się po Martinie czegoś bardziej wyrafinowanego. Przykładowo akcja z szalonym królem i zabicie starków, to jest coś co budzi wyobraźnię. Tutaj mamy strzałę i elo.
Rozumiem, że wielki rycerz powinien zginąć z mieczem w dłoni, bo tak to sobie każdy tam wyobraża. To chyba jest coś podobnego, jak ścięcie kogoś mieczem, a powieszenie. Nie każdy zasługuje na miecz.
To z czym mam jeszcze problem, to fakt, że łuk był oczywiście bardzo logiczny i sensowny w tej sytuacji, ale w kontekście umiejętności Cole’a. Umiał walczyć, więc mógłby wygrać pojedynek i zabić (nie pamiętam już kogo dokładnie). No, ale po co stawać do walki jak masz łuczników. To trochę sytuacja jak naprzeciw siebie staje wielka armia i mała armia. Dowódca małej armii proponuje pojedynek 1vs1. Po co się zgadzać jak wygraną masz w kieszeni samą liczebnością lub jak tutaj łukami. Zresztą hipotetycznie jakby taki Cole wyzwał mnie na pojedynek na miecze, a ja miałbym pistolet (z łuku mógłbym nie trafić) to po prostu bym go zastrzelił, bo w przeciwnym razie padłbym trupem. To nie jest hańba tylko strach lub zwykły rozsądek. Osobiście powiedziałbym nawet, że ta śmierć z łuku to najwyższe oddanie honorów Cole’owi, bo był tak dobry, że się go bali. Łuk był jedyną szansą. Łuk lub bitwa.
I tak i nie. Jakby Cole powalił w tskim pojedynku któregoś z tych których wyzwał to bylby bohaterem swego losu. A tak został bohaterem ale bez swych pieśni o chwale. Serial to trochę źle pokazuje bo zapowaiada się że wyzwanie będzie w bitwie a tak można powiedzieć „tchórze” nagle się wycofują. Martin go stworzyl i chyba nagle zmoenił do niego zdanie, w serialu nie mieli pomysłu. A sama zasadzka? Masz wygraną, wiesz że i tak ich łucznikami potraktujesz to jaki chory ojeb wysyła swoich na śmierć?
Zgadzając się na pojedynek w pewnym sensie oddaliby mu honor. A oni uznali, że typ na żaden honor nie zasługuje (słusznie zresztą). Musiał więc zginąć jak zwykły najemny żołdak.
Cole wyzwał trójkę dowódców: Ruinę, Garibalda i Pate. Powiedział, że wszystko mu jedno, czy będą walczyć z nim pojedynczo, czy wszyscy razem. Wcześniej chciał się poddać, ale oni nie przyjęli kapitulacji. Z książki wynika, że jego armia jest nie dość, że mniejsza, to wyczerpana walkami i marszem. Chce zginąć z mieczem w dłoni, bo to faktycznie byłoby bohaterskie. Ci go tego bohaterskiego końca pozbawiają. Tak czy inaczej, jego armia była zgubiona, mógł tylko wybrać, jak odejść, a oni go tego wyboru poniekąd pozbawili. Mnie to rozwiązanie książkowe akurat bardzo się podobało, ale rozumiem, że nie każdy mógł to kupić.
Ten serial można podsumować pięknie słowami z „Boskiej Komedii” — porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie (chociaż owej nadziei na dobrą ekranizację Tańca Smoków chyba nigdy nie miałam). Co odcinek to większe bzdury i głupota wylewająca się z ekranu, a przecież od pierwszego sezonu nie było kolorowo ze względu na liczne zmiany, wprowadzone bogowie tylko wiedzą po co oraz na co. Na tym etapie autentycznie wierzę, że najmłodszych synów Rhaenyry odnajdzie w Essos właśnie Szpotawa Stopa, bo i tak (w każdym razie dla mnie) miałoby to więcej sensu niż cały trzeci sezon tej wątpliwej produkcji; kto wie, może nawet Aegon zdecydowałby się chłopców zaadoptować, taka nowa interpretacja słów „syn za syna” czy jak to było.
Przyznaję, że podobały mi się ogromnie te dynamiczne ujęcia z walki na początku i mogłabym oglądać drugie tyle, bo przez resztę odcinka już standardowo nie dostajemy nic, co jest warte oglądania. No może poza słowami Daerona doskonale rozumiejącego swoje położenie oraz jednocześnie dalekosiężne ambicje Ormunda, mnie ta scena wydawała się naprawdę okej pod tym kątem, że chłopak nie jest kolejną postacią całkowicie pozbawioną zdolności myślenia, a to, że jest zastraszony i straumatyzowany to w moich oczach konsekwencja tego, o czym pisałam pod poprzednim odcinkiem — ten serial nie radzi sobie w jakimkolwiek stopniu ze słowem „rodzina”. Mam wrażenie, że dla twórców ten motyw wydaje się jakąś abstrakcją albo sposobem na pokazanie, że rodzina jest po prostu beznadziejna, bo przynosi jedynie niekończące się cierpienie, zdrady, kompleksy albo przemoc, albo wszystko jednocześnie.
Ubolewam również nad tym, jak niewiele jest smoków w serialu właśnie o smokach, bez których ten konflikt prawdopodobnie nie miałby takiego rozmachu i kto wie, jak potoczyłyby się dalsze losy dynastii oraz Westeros, co samo w sobie uważam za ciekawy temat do dyskusji. Szkoda, że nie eksplorowano więzi głównych bohaterów z ich bestiami chociaż odrobinę więcej, nie pokazywano jak spędzają z nimi czas, jak nawzajem doskonalą swoje umiejętności (nie tyle pod kątem jakiejkolwiek wojny, ale po prostu) — chyba nic nie bolało mnie w poprzednich sezonach tak bardzo, jak właśnie całkowite pominięcie stworzeń, które są integralną częścią Targaryenów. Boli także wycięty wątek Nettles, który pozwoliłby eksplorować wątek jeźdźców smoków od zupełnie innej strony, bo przecież jej pochodzenie nigdy nie zostało potwierdzone, a Rhaenyra twierdziła, że „You need only look at her to know she has no drop of dragon’s blood in her. It was with spells that she bound a dragon to her (…)”
Jestem teraz ciekawa tylko i wyłącznie tego, jak bardzo mogą to jeszcze popsuć. Niby bardziej się nie da… No ale. Coś czuję, że osoby odpowiedzialne za serial zaserwują nam plot twist, które nikt się nie spodziewa i nie będzie to w żadnym stopniu pozytywne doświadczenie.
Brak Nettles to największa hańba serialu. Pozbawili nas fantastycznego wątku.
Niestety od momentu gdy w 1 sezonie Daemon okazał się tak dobrze przyjęty, jakaś pseudo scenarzystka uznała, że trzeba go zniszczyć. Więc widzimy jak miota się po ulicach 🙁
Za to mamy nudną i irytującá Rhaene. Czekam aż ją ukatrupią
Naprawdę nie mam pojęcia, dokąd zmierzają z jej wątkiem, bo w książce przecież przeżyła Taniec i nawet doczekała wyklucia własnego smoka z jaja (z czego oczywiście zostaliśmy obrabowani, ech), ale nie umiem sobie wyobrazić, co zamierzają zrobić z nią czy Owcokradem w serialu. Będzie się ukrywała w Dolinie do końca wojny?
Jakoś nie wyobrażam sobie, by serialowa Rhaenyra czy nawet jej własna siostra ot tak wybaczyły to, że doprowadziła własną głupotą do śmierci Jace’a — chociaż cholera wie — ale patrząc na to, jak ta pierwsza obsesyjnie pragnie głowy Aemonda, to…
Rhaena przejęła wątek Nettles, więc i skończy pewnie tak samo. Tak, będą się ukrywali aż słuch po nich zaginie.
No cóż. Najnowszy odcinek chyba jednak trochę przeczy temu wszystkiemu…
Jeszcze nie widziałem, więc może. 🙂
Tak zmieniając temat. Koledzy słyszeli, że podobno sztuka o Aerysie ma potwierdzić rycerza śmiejącego się drzewa jako Lyannę, także, podobno Lyanna była zielonowidzem i kontaktowała się z Rhaegarem w snach, i tak skoordynowali sobie ucieczkę. I tak, Benjen im pomógł. Mają też potwierdzić Jona jako syna Lyanny i Rhaegara dla książki, a Rhaegar miał przegrać bo nagle dostał wizji tuż przed Robertem, więc Rhaegar nie skupił się na ataku Baratheona. A Ashara miała być z Brandonem, a nie Nedem. Takie chodzą plotki, jeszcze nic nie potwierdzone. Ale tak chciałam zagadać o tym.
Najbardziej zaciekawiło mnie to o snach, i cóż pokazuje, że Lyanna winna. Cóż, biedny Jon. Nie miał szczęścia do rodziców. No cóż, czyli jak ta sztuka wyjdzie i faktycznie się potwierdzi, to oficjalnie Lyanna jest druga winna. Jeszcze dowalili jej watek snów… teraz to nawet nie można mówić, że była tylko mała dziewczynką, która uległa starszemu mężczyźnie. Tak to nadal prawda, ale wątek snów jeszcze bardziej obciąża Lyannę.
To nie jest Sansa co idzie do Cersei bo ojciec jej nie powiedział – tak naprawdę twoje zaręczyny to przykrywka dla moich kalkulacji i nie wolno ci się bratać z księciem i królową.
A Robert Snow według tych plotek, odpowiem ci na twoje dawne pytanie jak Lyanna zareagowała na śmierć ojca i brata. Wiedziała o tym, i poszła w obsesje przepowiedni, że urodzi syna, co będzie Obiecanym Księciem, aby sobie psychicznie poradzić. Wiecie na zasadzie boski plan, tak miało być…
I o ile plotki okażą się prawdą, to Oberyn miał rację o Elii… ona wiedziała o swoim mężu i Lyannie. Akceptowała to. Nie chce obwiniać ofiary, ale cóż… chyba tuż przed śmiercią musiała ich przeklinać i własną głupotę, aby to wspierać. Bo według tych plotek to miała jeszcze pisać listy do Lyanny. Mam przeczucie, że jeśli George chce wprowadzić to, aby zagłuszyć krytykę jaka powstała później, że Rhaegar porzucił żonę, obraził Martellów i tak dalej.
Swoją drogą to pisanie listów obu pań podobno ma doprowadzić do znalezienia Rhaegara. Varys przejął jednego z kruków i stąd Gerold Hightower wiedział, gdzie jechać.
Także podobno mają zrobić, że Jon i Daenerys byli poczęci tej samej nocy. Rhaegar i Lyanna oraz Aerys i Rhaella. Czyli możemy już policzyć wiek Jona. Ma tyle samo lat co Daenerys. Chociaż trzeba zobaczyć jak z tymi miesiącami między porodem Rhaelli a porodem Lyanny, żeby ustalić kto się pierwszy urodził.
Ale dlaczego uważasz, że ta sztuka cokolwiek potwierdza? Równie dobrze można powiedzieć, że Ród Smoka potwierdza przepowiednię Aegona, o której w książkach nie ma ani słowa. Prawdę poznamy dopiero gdy wyjdą Wichry Zimy i Sen o Wiośnie. O ile kiedykolwiek wyjdą. A to są tylko spekulacje. Fanfik mówiąc wprost.
Podobno część ma być kanoniczna. Na ile jeszcze niewiadomo. To George będzie się musiał do tego odnieść.
No właśnie, że jeśli nie chce się mu pisać to powinien przynajmniej powiedzieć co jest jego pomysłami.
George zawsze na początku mówi, że wszystko jest super, zgodne z jego wizją, a potem obraża się, trzaska drzwiami i wychodzi. Z Rodem Smoka było dokładnie tak samo. I to, że teraz współpracuje przy tej sztuce, też nic nie znaczy. Poczekajmy na książki. Gdy je wyda to zobaczymy, co się potwierdziło, a co nie.
Jeśli kiedykolwiek je wyda…
Swoją drogą odnieś się proszę. Gdyby George napisałby to w Wichrach Zimy, że Lyanna miała te sny, dobrowolnie uciekła, a potem poszła w obsesję urodzenia dziecka… to co myślisz o Lyannie w takim kontekście ?
Odniosę się oczywiście, ale dopiero jutro. Muszę to przemyśleć, a już późno. Teraz powiem tylko, że George za Chiny nie powie co jest w tej sztuce jego, a co nie. Nigdy tego nie robi. Poczeka na reakcję fanów na poszczególne pomysły.
Tylko że Lyanna jako Zielonowidz jest niezgodna raczej z tym co dotąd Martin o nich pisał.
Ja tu widzę kilka problemów.
Po pierwsze: czemu akurat Lyanna ma te zdolności, nie zaś jej bracia? U dzieci Neda i Catelyn ma to więcej sensu: Starkowie mają w sobie krew Blackwoodów. U dzieci Neda i Catelyn wzmocnioną prawdopodobnie krwią Tullych, którzy też z Blackwoodami raczej się koligacili, gdyż tak to następowało pośród rodów danej krainy.
Po drugie: o ile wiemy, że wśród Targaryenów występują osoby mające prorocze sny, to jeśli chodzi o Zielonych Jasnowidzów lub nawet ludzi mających Zielone Sny, wedle tego co wiemy z Pieśni Lodu i Ognia musi nastąpić kluczowy warunek: mają jakiś defekt zdrowotny, czy to wrodzony, czy nabyty. Jojen jest słabego zdrowia i ma Zielone Sny. Bran nie może chodzić. Brynden Rivers był albinosem o czerwonych oczach. Euron, który według Daela również był kandydatem na Zielonowidza, ma również problem z jednym okiem. Cytat na potwierdzenie kwestii problemów zdrowotnych/wyróżniania się fizycznie:
„– Ci, których zwiesz dziećmi lasu, mają oczy złote jak słońce, ale raz na bardzo długi czas rodzi się wśród nich ktoś o oczach czerwonych jak krew albo zielonych jak mech porastający drzewo w samym sercu lasu. Takimi znakami bogowie wyróżniają tych, którzy otrzymali dar. Wybrańcy są słabego zdrowia i chodzą po świecie niewiele lat, albowiem w każdej pieśni musi być równowaga. Ale gdy już znajdą się w drzewach, żyją naprawdę bardzo długo. Tysiąc oczu, sto skór i mądrość sięgająca głęboko jak najstarsze korzenie. Zieloni jasnowidze.
—Taniec ze smokami—”
Tymczasem nic nie wiadomo o tym, by Lyanna miała jakiś defekt/nietypowy wygląd. Stąd w mojej ocenie ona nie spełnia warunku książkowego, by mieć zdolności warga (te pojawiają się w kolejnym pokoleniu Starków) ani Zielonowidza.
Oczywiście mamy info, że Lyanna jeździ świetnie konno, ale z drugiej strony to samo słyszymy o Domericu Boltonie, więc moim zdaniem ta przesłanka jest dość słaba.
Powiedziałabym, że zakładając, że Lyanna była zielonowidzem to po pierwsze możliwe, że z czasem rozwinęłaby choroby / słabość ciała. Po prostu żyła za krótko. Czemu nie ona, a nie jej bracia. No z genetyką na dwoje babka wróżyła, a z magiczną szczególnie. Zaś dzieci Starków wszystkie mają dar z powodu Blackwoodów, bo krew wzmocniła ich w tym.
Nie bronię tego jako kanonu, ale uważam, że to ciekawa przesłanka do rozważenia.
Przesłanka jak najbardziej ciekawa, natomiast najlepiej jakby po prostu Martin ją rozwiązał w tę czy tamtą stronę kończąc książkę;)
Utknął jak Dany w tym Essos, za przeproszeniem…
Jeszcze co do kwestii kanonu:
https://www.westeros.org/Features/Entry/A_Note_on_The_Mad_King_and_Canon
Krótki poradnik dla Westerosian, jak zostać zielonowidzem 😀
https://c.tenor.com/xjBDh7_yo2UAAAAd/tenor.gif
Najważniejsze w sadzie wydaje się połączenie krwi Blackwoodów, Starków i Targeryanów. U tych ostatnich jeszcze domieszka Martellów.
Krew Blackwoodów ma znaczenie z jakiegoś powodu największe. Na pewno dla Bloodravena, o czym pisałem kiedyś.
https://fsgk.pl/2026/03/czytamy-nawalnice-mieczy-80-jon-xii/#comment-125197
Muszę, bo się uduszę, jak to mówią.
Szczerze? Ja nigdy nie rozumiałam, dlaczego ludzie dopatrują się pomiędzy Lyanną a Rhaegarem jakiegokolwiek uczucia czy prawdziwej miłości, gdzie ta dziewczyna miała jakieś 16 czy tam 17 lat w momencie śmierci, a jak wiemy Targaryen był od Starkówny kilka lat starszy. A przecież poznali się jeszcze wcześniej na turnieju w Harrenhal. I oczywiście wiem, że lordowie swoje córki wydawali za mąż dość młodo (i w książkach Martina, i historycznie), ale dla mnie romantyzowanie relacji między czternastolatką a dorosłym mężczyzną to jest jakiś nieśmieszny fanserwis… Do tego jeszcze sprowadzenie Elii do miejsca, w którym utraciłaby cały swój tragizm, bo — co to znaczy, że akceptowałaby całą sytuację, a nawet wymieniałaby z Lyanną listy? Czy oni próbują zaserwować nam „przyjaźń Rhaenyry i Alicent 2.0” tylko w innych czasach i na innych zasadach?
Brak słów, naprawdę ciężko to czytać, a jeszcze trudniej skomentować w jakiś sensowny sposób. Ktoś powinien zabrać ludziom dostęp do uniwersum Martina, bo autentycznie nic dobrego z tego nie wychodzi. Czuję teraz takie zażenowanie tą sztuką, że musiałam wtrącić coś od siebie.
Stąd właśnie mój dystans generalnie do całej tej historii. Parę oczywistych rzeczy potwierdziła, gdzieś tam wskazała może coś interesującego, ale jak chciałem wykazać na przykładzie Lyanny – jest to raczej adaptacja do której przesadnie bym się nie przywiązywał.
Myślę, że należy się jeszcze jednej scenie porządny komentarz. Chodzi mi o rozmowę ser Hugh ze swoją żoną. Wyobraźcie sobie, że jesteście w środku wojny, na granicy ubóstwa, bez opieki, we wrogim obozie z żołnierzami wroga literalnie we własnym łóżku. Sądzicie, że mąż was porzucił, rozstaliście się w biedzie i niepewni jutra. A tymczasem ów małżonek wraca. Wraca na smoku, z tytułem rycerskim, mieszkaniem w zamku i perspektywą na lepsze, bezpieczniejsze życie. Czy naprawdę opieprzacie go wtedy, że nie było go, bo gonił za własną chwałą? Naprawdę tak ciężko zauważyć to, co sam Hugh mówi, że zrobił to by dać im lepsze życie? Dobrze, że Devan Davosa nie opieprzył, że przyjął tytuł namiestnika Stannisa. I czy w realiach „średniowiecznego” Westeros jest takie dziwne, że w poszukiwaniu chleba trzeba opuścić całkowicie rodzinę na wiele miesięcy, bo nie istnieją WhatsAppy ani urlopy na powrót do domu? Ja w żonie Hugh widzę też odwrócenie piramidy potrzeb – gdy głód zagląda w oczy raczej nie myśli się o sprawach wyższych.
a ja akurat uwazam, że jest to bardzo prawdziwe – pokazuje, że żona Hugha naprawdę go kocha. Jeszcze brakowalo, by wygarnęła mu, że miał przywieźć koguta na obiad.
Tak, z dzisiejszej perspektywy, to jest to może do pomyślenia. Ale nie w tamtych realiach.
W tamtych realiach też. Najpierw pomyślała emocjami, a potem myślą. To jest bardzo klasyczne w przedstawieniu żony – teoretycznie powinna się radować, ale i tak ma wąty do męża.
To jest współczesna Amerykanka, nie kobieta ze średniowiecza. W stylu tych, które co chwila wyjeżdżają do męża z pretensjami: „nigdy nie masz dla mnie czasu!” Głupia scena, jak zresztą cały ten serial. Poza pierwszym odcinkiem nie było w tym sezonie dosłownie niczego co mógłbym pochwalić. Ani jednej sceny, ani jednego wątku, ani nawet czegokolwiek z technikaliów. Absolutnie zepsuta świetna książka. Notabene widzę, że zaczyna tu się powtarzać 1:1 doskonale nam znany modus operandi scenarzystów z HBO, kiedy Dany utknęła na dwa sezony pod KP, bo „przecież nie mogła spalić własnych poddanych”. Boże, jakie to beznadziejne… 🤮
Dokładnie. W ogóle w średniowieczu ludzie przykładali większą wagę do kwestii materialnych w tym sensie, że np. za zabicie kogoś można się było wykupić, częste były ugody w takich sprawach co dzisiaj jest nie do pomyślenia. Sam fakt, że dla niej zaryzykował i wjechał do miasta powinno jej pokazać że mu zależy.
Im częściej myślę o serialu, tym bardziej boje się jak pokażą bitwę o Tumbleton…
„Początkowa radość ze spotkania z mężem, którego miała za martwego, po niecałej minucie przeradza się w kłótnię” – okej, scenarzyści mają u mnie plusa.
Obiecałem Sigyn, że się odniosę do Lyanny, to odnoszę. Ale na początek kilka uwag ogólnych. Jeżeli przecieki się potwierdzą to sztuka ta wygląda na jeden wielki fanserwis, z dodatkiem paru nowych, koszmarnie głupich pomysłów. Zupełnie jakby napisał ją Benioff. Nie ma tu absolutnie nic nowego, ciekawego, zaskakującego. Czegoś, czego byśmy się naprawdę nie spodziewali. Jest za to parę prób popsucia znanych i lubianych bohaterów, ale tego to akurat można się było spodziewać po dzisiejszej telewizji, pasjami lubiącej gnoić wszystko co czyste i bohaterskie. Jeżeli tak ma to wyglądać w książkach to czarno widzę. Po co komu taka książka, którą znamy od lat, a tam gdzie nie znamy, to raczej nie chcielibyśmy poznać? Aerys nadstawia gardła? Jasne, już to widzę. Szalona królowa Rhaella? Ech… Jest też kolejna porcja znęcania się nad Robertem. Już nie tylko rogacz, ale i pierdoła. Jakieś durnoty z Cersei i Jaimem, snującymi idiotyczne plany. Elia jako stuknięta intrygantka kukoldząca mężem. No i Lyanna. Ta to już przechodzi samą siebie. W dupie ma narzeczonego (po co w takim razie przyjęła zaręczyny? ponoć taka wyzwolona), w dupie ma rodzinę (Starkówna!), liczy się tylko Rhaegar. Może mi ktoś wyjaśnić, dlaczego właściwie Robert ją tak pokochał? Przecież to nie był zakompleksiony nerd, zakochany w pierwszej napotkanej ślicznotce, tylko jeden z największych lordów Westeros, mający więcej dup niż deska sedesowa. Catelyn przynajmniej okazywała Littlefingerowi życzliwość, a tutaj? Właściwie dobrze jej tak, że zginęła. Wszyscy są nawiedzeni, wszyscy mają wizje, wszyscy są fanatykami. Nie pasuje mi to do Martina. Na jego miejscu trzymałbym się już z dala od wszystkich „ekranizatorów”. Zepsują mu to uniwersum jak nic. :/
Aha, zapomniałbym też o obowiązkowych wątkach homoseksualnych. Na wszelki wypadek od razu w obu wersjach. Czyżby liczyli na Oskara? 😀
Wydaje mi się, że nie tyle kochał Lyannę ile zafiksował się na tym, że będzie szwagrem Neda. Dodatkowo, Ned miał nie być lordem. Tylko Brandon. Czyli mógłby gościć go u siebie w Końcu Burzy. Po prostu wyobrażał sobie tę przyszłość, że ma żonę z rodu przyjaciela i przyjaciela obok. Robotę w Końcu Burzy pewnie zwaliłby na Stannisa i żyłby swoimi polowaniami i walką.
Miało to pewnie jakieś znaczenie także, ale po pijanemu, leżąc w łożu Cersei, nie wzywał imienia Neda, tylko Lyanny.
A nie znasz efektu aureoli? Lyanna ładnie wyglądała, widział pewnie ją tylko raz na turnieju w Harrenhall, bo raczej nie mieliby innych spotkań, i sobie fantazjował o wspaniałej przyszłości. Zresztą przypomnę, że ta wielka miłość do Lyanny niewiele znaczyła, gdy spał z matką Myi Stone. A na wojnie też sobie pewnie używał panien taborowych.
Po prostu głupio zrobił, że tak się upił na ślubie. On wzywał Lyanny jako wyobrażenia, a nie jako realnej kobiety.
A bo to pierwszy raz, gdy pożądanie rozmija się z miłością? Odyseusz kochał Penelopę, Geralt Yen (i vice versa), a Dariusz Esterę.
Nie bez powodu utrzymywano niegdyś haremy, konkubiny, a w samym Westeros Cat nie ma żadnego problemu, że jej mąż zrealizuje swe popędy z jakąś babą. Robert kochał Lyannę, ale to nie wykluczą realizowania najniższych zapędów z innymi kobietami. Być może po ślubie by już żadnej innej nie tknął, taki przypadki też są znane.
Geralt i Yennefer to się rozmijali emocjonalnie i geograficznie, że tak to ujmę. Na początku 😅
No Estera to nie była Dariusza, a Kserksesa. I oczarowała go bo Bóg dał jej tak wyjątkową urodę.
Po prostu mówię, że Robert to kochał wyobrażenie Lyanny. Zresztą lubię tu porównywać Baristana. Jak pamięta uśmiech, oczy Ashary. Jak brzmiał jej śmiech. Nawet po tylu latach.
A Robert? On mówi na zasadzie zabrano mi ją. On nie wspomina w krypcie, jak się śmiała, jakie miała oczy… nie mówi Nedowi osobistych rzeczy o niej.
Dedecy trochę przesadzili z tym, że on zupełnie nie pamięta jak wyglądała bo przecież znał ogólny wygląd Starków, ale intuicja, że Robert skupia się ogólnie na tej chwili nad Tridentem, a nie Lyannie jest według mnie słuszna.
Zgodzę się raczej z Ksaveriuszem. Jako mężczyźni lepiej znamy męskie serca. 🙂 To że czasem skaczemy w bok nie znaczy, że kochamy jakieś wyobrażenia. Kochamy prawdziwe kobiety. Podejrzewam raczej, że to kobietom częściej chodzi o jakiś wyidealizowany „związek” niż o konkretnego człowieka.
To w takim razie cieszę się, że jestem singielką. Bo nigdy nie wybaczyłabym zdrady.
Bez przesady, większość facetów jednak nie zdradza. 🙂 Mówię tylko jak to wygląda w sferze psychicznej. Poza tym kobiety też zdradzają. Różnica jest głównie w wybaczaniu. Gdy facet wybacza to wybacza, kobieta tylko mówi, że wybacza (jak Catelyn).
Z tym, że nie masz racji. A to, że jesteś mężczyzną nie znaczy, że znasz motywację innych mężczyzn. Robert nie kochał Lyanny, było to kilka razy wyraźnie zaznaczane, najdobitniej przez Neda.
“You never knew Lyanna as I did, Robert,” Ned told him. “You saw her beauty, but not the iron underneath.
Tylko że w tym cytacie z Neda nie ma nawet słowa o tym czy Robert ją kochał czy nie. Jest tylko, że słabo ją znał, co jest przecież oczywiste.
A to nie mówi się samo przez się? Dla mnie to jest dosyć oczywiste, że z kontekstu słów wnika, że Robert był zainteresowanym powierzchownym pięknem bardziej niż głębszym poznaniem. Co pasuje do postaci Roberta. Plus trudno kochać kogoś, kogo się nawet nie zna, nie sądzisz?
Nie, z kontekstu wynika tylko, że Robert nie znał jej tak dobrze jak Ned. Co wcale nie musi być komplementem pod jej adresem.
Trudno? Tak właśnie najłatwiej. 🙂
Sorry, ale jeśli widzisz czyjeś powierzchowne piękne i nie masz znajomości wnętrza tej osoby, to jej nie znasz. Tak proste ¯\_(ツ)_/¯
E tam. Nie jestem fanem Baratheonów, ale denerwuje mnie takie gadanie. „On to kochał powierzchownie, a ona to niepowierzchownie”. Jakby to lepiej wiedzieli od niego samego. I bardzo dobrze, że jej nie znał. Gdyby znał, to nie chciałby kopnąć w dupę takiego szona (przynajmniej w świetle tego, czego się tu o niej dowiadujemy). Od kiedy to trzeba kogoś znać, żeby pokochać? Miłość jest wtedy, kiedy gniecie cię w dołku na myśl o tej osobie, a pożądanie, kiedy podnosi ci się… interes powiedzmy. 😛 I coś tam jednak o miłości wiem, choćby z racji doświadczenia. Przeszło 30 lat w związku.
Albo masz zespół jelita grubego 😀 Eddard, który jednał znał swoją siostrę (prawdopodobnie lepiej niż ktokolwiek inny) sam zdaje się dość mocno wątpić w miłość Roberta do niej i to dla mnie jest przesądzający argument.
Zespół jelita drażliwego*
Za jeden z najgłupszych pomysłów tego sezonu muszę uznać te działania Ormunda w stolicy. W książce to Larys Strong sekretnie podkopywał pozycję Rhaenyry, buntował przeciw niej drobną szlachtę i prostaczków. I miało to sens, bo był to inteligentny facet, który od lat pełnił funkcję najpierw lorda spowiednika, potem starszego nad szeptaczami. Miał swoich ludzi i swoje siatki. A tu nagle przychodzi patentowany przygłup, który sprawia wrażenie niezdolnego do przeprowadzenia stada kaczek przez drogę i nagle ma do dyspozycji doskonałą siatkę agentów pozwalających sobie nawet na wymordowanie oficerów Straży Miejskiej. W mieście w którym chyba nawet nigdy nie był! Kto mu ją stworzył? Jakim cudem nie zwróciła na siebie uwagi Mysarii, która również szpiegowała tu od lat, znała każdy kąt i z pewnością miała wszędzie swoich ludzi? To typowy „dedekizm”. Coś jest im potrzebne do któregoś z ich głupich pomysłów to cyk i jest. Bez oglądania się na jakiekolwiek prawdopodobieństwo.
Pełna zgoda.
A może Larys współpracuje z Ormundem?? W końcu to on porwał i zamknął Ooto w serialu (nie pamiętam jak w książce )
W książce niczego takiego nie było. Otto został jedynie odsunięty z urzędu przez Aegona. Pozostawał wolny, dopóki nie schwytali go Czarni i nie został ścięty (oczywiście nie przez Rhaenyrę, to kolejna bzdura). W serialu nic mnie już nie zdziwi.
Po prostu nie rozumiesz – w Królewskiej Przystani od zarania dziejów działa siatka zmiennokształtnych istot, które szpiegują dla tego, kto akurat jest Mrocznym Złym. Taki Mroczny Zły wysyła swojego człowieka do KP i te istoty same go znajdują, jak minionki. I nagle ma siatkę szpiegów. Ale to miało się okazać dopiero w anulowanym specjalu świątecznym o przyjaźni Rhaenery i Alicent. Czy teraz już wszystko jasne?
Jak słońce. 🙂
Z uwagi na fakt że tydzień temu ktoś ze społeczności słusznie zwrócił uwagę abyśmy na tym etapie oceniali już książkę i serial osobno to dzisiaj po obejrzeniu tego wspaniałego odcinka wyrażę opinie na temat samego serialu.
rzeczy na plus
Brak i choć naprawdę starałem się znaleźć choć elemencik logiki w tym odcinku no to niestety nie dało się nawet scena z Colem była idiotyczna z dwóch powodów . Po pierwsze zabili niepotrzebnie własnych ludzi ale ok to można jeszcze jakoś zracjonalizować bo mogli pójść na ochotnika , niemniej z poprzedniego odcinka wiemy że Cole nie przekroczył rzeki bo armia dorzecza spaliła ostani most koło kamiennego septu, ale po tym odcinku wiemy że są po tej samej stronie rzeki XD, czyli jak oni zamierzają dotrzeć teraz do tumbleton w jeden odcinek – jedyna droga to aktualnie ta obok KP a to trzeba okrążyć oko boga przejść obok harrenhall i na królewski trakt.
Minusy
– znowu nastała era teleportów ale najwidoczniej runy do nich posiadają tylko Hightowerowie. Najwidoczniej wpierw miał je Sir Gwayne natomiast potem dostał ją Sir Jon Roxton. Dodatkowo dostał do niej też upgrade bo zabrał ze sobą sporą ilośc ludzi aby porwać Corlysa, który to z kolei według logiki serialu musiałbyć gdzieć na wybrzeżu w zatoce czarnegonurtu czyli na ziemiach kontrolowanych przez czarnych Zresztą sam serial nam to pokazał kiedy Larys i Aegon zostali złapani przez patrol czarnych.
– Według logiki serialu ród blackwood już umarł . Willem Blackwood nie żyje a krwawego Bena nie ma i nie będzie. Została czarna Aly, która za kogo by nie wyszła to niestety ale zgodnie z tradycją westeros nazwisko po mężu. O Creganie już nie pisze bo chyba został zapomniany i dalej pilnuje muru od 2 sezonu
– Ród Hightowerów również chyba nie przetrwa zgodnie z informacjami serialu, gdyż Ormund najprawdopodobniej nie ma dziedzica skoro Gwayne jest drugi. No ale zawsze może się okazać że jednak obaj przeżyją jakimś cudem.
– Oficjalnie mysaria to najbardziej useless dowódca wywiadu jaki istnieje, nie dość że daje gówniane rady polityczne apropo rozporządzania budżetem to jeszcze jej siatka jest tak skuteczna jak polskie słuzby specjalne po 2004 roku.
– Dalej nie mam pojęcia jak Mieszkańcy KP mają znienawidzic Rheanyre jeżeli powodem będzie to że Daemon kogoś pobił a wcześniej zrobili to strażnicy to XD. Jeszcze zrozumiałbym gdybyśmy dostali scenę że rzeczywiście ktoś napadł na te koszary złotych płaszczy i oprócz morderstwa kadry oficerskiej zdobyto nieznaną ilość broni to miałoby jakiś ciąg logiczny na późniejsze wydarzenia, ale no jest jak jest.
– 3 odcinki temu Ormund zabronił komukolwiek z ludu opuszczać Tumbleton umacniając samo miasto. Nad głową ciągle latają mu smoki. Stąd zagadką jest jak Hugh opuści miasto przed bitwą ?
– wysłanie grupy pseudo assasynów do zabicia Ormunda i Daerona można skomentować cyctatem z Walaszka wyśljmy asasysna . Asa co , Asa gówno. Wystarczyło wziąć sobie do serca słowa oberyna ze miecz nie jest najlepszą bronią w zamkniętym otoczeniu. Plus okazuję się że na przestrzeni niecałych 70 lat metalurgia w Westeros poszła znacznie do przodu gdyż zbroje turniejowe z błoni Ashford są znacznie wytrzymalsze niż ćwierćpłytowy set z kolczugą , gdyż chroni mniej więcej tak dobrze jak prześcieradło. Btw tutaj jest jednak mały plus, jeżeli ktoś z forumowiczów grał w Realm of thrones do bannerlorda to dokładnie takie same pancerze mają jednostki Baratheonów w modzie.
– Poselstwa Alicent do Aemonda nawet nie komentuje bo szkoda czasu.
– Wątek Aegona też jest wspaniały przychylam się do opini Iluvatara ze najpewniej Larys znajdzie Aegona i Viserysa XD i jakoś znajdzie sie na smoczej skale. Niemniej powstanie jednak kolejny problem ale scenarzyści najpewniej to oleją bo już nie pamiętają. Mianowicie jak serial sam na zaprezentował Aegon III ma smoka Chmurę młodego ale ma. W ksiażce smok ocalił mu życie i umarł. Potem nastąpiły inne wydarzenia, które sprawiły że Aegon będzie nienawidził smoków aż do końca swojego życia doprowadzając do ich wyginięcia. W serialu póki co mały chłopiec bardzo kocha swojego smoka (vide 2 sezon)
Od tego odcinka będę też zamieszczał poniżej liste zaginionych ale istotnych dla fabuły i królestwa postaci abyśmy razem mogli oddać im hołd.
– Benjicot Blackwood
– Cregan stark
– Ser Alfred Broome
– Smok Kanibal
– Nettles
– Syn Ormunda Hightowera
– Dalton Greyjoy – to wgl jest hańba ostatni lord kosiarz, który przywrócił stare zwyczaje i wyłączył zachodnie ziemie z dalszej walki i go nie ma.
Cześć ich pamięci
Jedna chwila – Aegon III nie doprowadził do zguby smoków, on niczego nie robił przeciwko nim.
nie chce spoilerować ale, ze względu na wydarzenia jakich doświadczył swoimi działaniami efektywnie doprowadził do ich zguby. Generalnie tak je znienawidził że obciął finansowanie oraz po prostu o nie nie dbał co doprowadziło do zaniknięcia wiedzy w zakresie Hodowli i konsekwentnie przyczyniło się do upadku smoczego gatunku. Czasami najgorzej to nie zrobić nic
Powiedzieć, że Ród Smoka uciekł od oryginału to już jak nic nie powiedzieć. Oprócz zgrzytania zębami dochodzi teraz jeden wielki mindfuck.
To już nie jest Taniec Smoków. Tylko jakaś telenowela, sprzeczki i festiwal chorób psychicznych.
Twórcy już potwierdzili, że serial całkowicie odskakuje od oryginału. Nie tylko zmienili los Nettles, zmieniają też losy Aegona II, Daemona oraz prawdopodobnie Hugh.
O dzieciach z pewnego statku to już dawno wszyscy zapomnieli.
Moja żona podczas seansu powiedziała, że już nic z tego nie rozumie. Przynajmniej nie musi zgrzytać zębami, bo nie zna Ognia i Krwi 😀
Hbo poszło drogą Amazona.
Słyszałem, że było grubo w ostatnim odcinku? 🙂
To jest kurwa dramat.
Tak, zobaczysz sam, nie ma co psuć zabawy. Cała ta Nina się wypiwiadała że bedą spore różnice, jakby do tej pory nie było 🤣
Ech, już nawet wkurzać się nie mam siły. 🙂
Po ostatnim odcinku trzeba powiedzieć że pani Sarah Hess ze swoim self insertem przejmującym kontrolę nad królowa i królestwem poprzez bycie glupia, leniwa kluchą odjechała zdrowo