Pieśń Lodu i OgniaRód SmokaSeriale

Pomylone Analizy: Ród smoka, sezon 3, odcinek 6 – „Ludzie bez twarzy” [SPOILERY]

Czym zaskoczyli nas scenarzyści w szóstym odcinku? Mnie z pewnością tym, że przynajmniej jedną książkową scenę odwzorowali dość wiernie.

Streszczenie

Cole maszeruje przez las na czele resztek swoich sił. Jego zwiadowcy informują go, że natrafili na obóz Tullych, ale wydarzyło się tam coś dziwnego. Na miejscu natykają się na trupy, ale wyłącznie ludzi z Dorzecza. Ser Criston domyśla się, że polegli nie zginęli tutaj. Więcej nie zdoła odkryć, gdyż trupy nagle wstają, bynajmniej nie jako upiory. To pułapka. Z podobną mieliśmy do czynienia w książce. Walka jest niezwykle krwawa, Cole sam wybija chyba połowę przeciwników, jednak to była tylko przygrywka do właściwego starcia. Niedobitki pod wodzą ser Cristona orientują się, że ze wszystkich stron otaczają ich przeciwnicy. Gdy podwładny Cole’a zastanawia się, kim są, namiestnik odpowiada zgodnie z martinowskim oryginałem: naszą śmiercią. Wychodzi naprzeciw Oscara Tully’ego i Rody’ego Ruiny. Ten drugi w książce rzeczywiście stanął wtedy na czele swych Wilków Zimy naprzeciw wojsk Cole’a, razem z Garibaldem Greyem i Pate’em Zabójcą Lwów. Serialowa zmiana spowodowana jest zrozumiałą potrzebą zmniejszenia liczby postaci. Dalej scena też dość wiernie trzyma się oryginału. Cole chce się poddać, ale lord Tully odpowiada, że ślubował zbudować sept z kości zdrajców, a tych jeszcze trochę mu brakuje. Gdy ser Criston zauważa, że w bitwie zginą nie tylko jego ludzie, ale także ci z Północy i Dorzecza, Dustin wybucha śmiechem – po to tu właśnie przybyli, by zginąć najlepszą możliwą śmiercią: z orężem w dłoni. Cole wyzywa na pojedynek dwójkę mężczyzn, ale nie dochodzi do niego, gdyż Czarna Aly przeszywa go trzema strzałami. W rzeczywistości książkowej Pate kazał zastrzelić namiestnika swym łucznikom, aby uniemożliwić mu przejście do historii jako bohater. Śmierć Twórcy Królów miała być haniebna, gdyż jego knowania i ambicje zaprowadziły do grobu dziesiątki tysięcy ludzi. Serialowy Cole ambicji żadnych nie miał, ginie więc w milczeniu, ściskając chustkę królowej Alicent. Żołnierze Tully’ego i Dustina rzucają się na pozbawionych wodza niedobitków pośród unoszącej się mgły. Scena nakręcona jest świetnie.

W Czerwonej Twierdzy strażnicy Rhaenyry odnajdują w tajnym korytarzu zrezygnowaną Alicent oraz jej córkę.

Daemon informuje Małą Radę o śmierci ser Luthora i jego czternastu ludzi. W sumie zginęło już dwudziestu pięciu strażników miejskich „zamordowanych w imieniu króla Daerona”. Królowa uważa, że Ormund próbuje zdyskredytować jej rządy, pokazując, iż nie potrafi opanować sytuacji nawet w stolicy, co dopiero zaś w Królestwie. Orwyle informuje, że armia Dorzecza wciąż jest dwa tygodnie od Tumbleton. W Westeros zawsze ktoś jest dwa tygodnie drogi od czegoś. Daemon, zamiast czekać, woli polecieć na smoku i spalić miasteczko. Biały Robak robi swoje dziwne miny i przypomina, że niewinne ofiary spadną na Rhaenyrę. Frey i Manderly ironizują, że smok z pewnością precyzyjnie spali tylko tych, których nie lubią. Daemon rzuca w tego ostatniego kielichem, chybia jednak, potwierdzając, że faktycznie ma problemy z celowaniem. Alyn również chce czekać na armię. Rhaenyra przychyla się do zdania większości. Ma jednak również własny plan, rzecz jasna sprytny: wyśle do Ormunda morderców. Daemonowi to pasuje: chętnie upuści krwi Hightowerowi. Królowa jednak nakazuje mu pozostać w stolicy i przywrócić w niej porządek.

Obrażony Daemon wychodzi, a Rhaenyra dowiaduje się o przybyciu poselstwa z Końca Burzy. Królowa z niezadowoleniem stwierdza, że lord Borros nie przyjechał osobiście. I nie przyjedzie, bo pomaszerował w Czerwone Góry, policzyć się z Sępim Królem. Tak jak w książce. Królowa jest wściekła. Poseł niezbyt przekonująco próbuje tłumaczyć swego lorda, zaś królowa każe mu oddać swój pas. Martwiących się o jej zdrowie psychiczne uprzejmie informuję, że to część planu. Sprytnego.

Nad Tumbleton lata Vermithor. Po chwili ląduje obok wyraźnie mniejszej od niego Srebrnoskrzydłej. Widać, że smoki się lubią – fajny drobiazg, zgodny z książką. Znudzony Ulf wspomina dobre czasy przed wojną, których wtedy nie doceniał. Nawet jeśli wygrają, one już nie powrócą. Teraz służą królowej, a ta zabrania Pijanicy chlać na mieście. Po co komu smok, skoro nawet nie można pochwalić się nim przed kolegami? Na razie jednak czas na fajrant: Ulf wraca do Królewskiej Przystani, a Tumbleton ma teraz obserwować Hugh na Vermithorze.

Psiapsióły Alicent i Rhaenyra nie mogą bez siebie żyć. Dla zmylenia innych Czarna Królowa przychodzi do Zielonej ponarzekać na jej niewdzięczność okazaną próbą ucieczki. Alicent, jak zwykle lojalna wobec swych dzieci, wyznaje Rhaenyrze, że Helaena jest w ciąży. Zauważa, że dziecko może okazać się chłopcem, który będzie kolejnym pretendentem do tronu. Boję się, że go zabijesz, zrobisz z niego zakładnika albo użyjesz jako przynęty, by wywabić Aemonda – mówi do przyjaciółki, puszczając konspiracyjnie oko. Czarna Królowa nie potrafi jednak docenić, jak wierną sojuszniczkę ma w Alicent, stąd decyduje podwoić ich straże i zabrania opuszczać komnaty. Alicent prosi, by odesłała ją i Helaenę na jakieś odludzie, ale Rhaenyra nie może się na to zgodzić w sytuacji, gdy syn przyjaciółki wciąż się ukrywa, a jej kuzyn robi rozpierduchę w stolicy.

Po opuszczeniu Zielonych Królowych Rhaenyra informuje Białego Robaka, że Helaena jest w ciąży. Mysaria udaje, że nic nie wie. Potem – już bez królowej – obserwuje jakichś przypadkowych ludzi i wydaje rozkazy jednemu ze strażników.

Daemon jest w koszarach Straży Miejskiej. Obiecuje, że pomszczą zabitych. Strażnicy jednak zrzucają swe złote płaszcze, bo nie dość, że robota stała się niebezpieczna, to jeszcze przestali za nią płacić. Daemon powtarza swą gadkę motywacyjną z pierwszego sezonu, o tym jak przemienił ich ze zgrai obdartusów w świetnie wyposażoną armię, ale nie robi ona na słuchaczach większego wrażenia.

Alyn odnajduje ojca na rozkaz królowej. Ten jest zajęty wieszaniem trupów piratów z Triarchii. Starszy nad Kotami prosi, by Wąż Morski zgodził się posłać siły Velaryonów do przywrócenia porządku w stolicy. Wąż Morski ma dość spełniania niekończących się próśb królowej. Alyn jednak jest zdeterminowany wypełnić rozkazy Rhaenyry. Zrezygnowany Corlys mówi, by robił to, co uważa za stosowne, oraz przekazał Małej Radzie, że Tyland Lannister przeżył Bitwę w Gardzieli, o czym dowiedział się od jeńców.

Rzeczony kopie tymczasem grób, a Aegon i Larys – zwyczajem wszystkich robotników świata – przyglądają się, jak kolega się męczy. Z jakichś powodów Strong uważa, że trzeba ukryć trupa w lesie, choć Aegon zabił samozwańczego kasztelana w środku jego zamku. Szpotawa Stopa informuje króla, że znalazł miejsce na kodze do Braavos. Wtrąca się Tyland, prosząc Aegona, by udał się z nim do Casterly Rock, gdzie odtworzą dwór i połączą się z lojalistami. Targaryen pyta Lannistera, czy ma go za okropnego człowieka. Ten coś jąka, a ja jestem autentycznie ubawiony tą sceną. Król już wie, że trzeba jednak słuchać Szpotawej Stopy – popłyną do Essos.

Rhaena wcina jagody w swojej jaskini. Dostrzega z niej dwa lecące smoki.

Alys nakłada Aemondowi maseczkę wygładzającą na twarz i opowiada, że od dawna nikt nie stawał w jej obronie. Jednooki twierdzi, że po prostu uregulował swój dług wobec niej. Teraz jednak musi odejść, by odnaleźć swego smoka. Wie, że ten dobrowolnie by go nie opuścił. Alys przypomina, że wyznaczono nagrodę za jego głowę i nigdzie nie będzie bezpieczny, tym bardziej podróżując samotnie. Wiedźma sugeruje, że może Vhagar odeszła, by go chronić, gdyż królowa szuka go tam, gdzie jest smoczyca. Nawet jeśli Jednooki ją odnajdzie, będzie sam przeciw sześciu smokom Czarnych. Zginie. Książkowy Zabójca Krewnych rzecz jasna nie rozstał się ze swoją smoczycą, tylko pustoszył na niej Dorzecze, aczkolwiek w pewnym momencie również zaczął mitrężyć czas z wiedźmą.

Lady Jeyne Arryn zajmuje się wyrzucaniem ludzi przez Księżycowe Drzwi. Uważa, że jest to zajęcie zarówno pożyteczne, jak i fascynujące. Dobry nastrój pryska, kiedy strażnicy wprowadzają Rhaenę. Pani Doliny sprzedaje jej najbardziej satysfakcjonującego plaskacza od czasu drugiego sezonu Gry o tron, gdzie Tyrion łoił po pysku Joffreya. Umawiały się przecież: miała nie wyściubiać nosa ze swojej dziury. Tymczasem Targaryenówna poleciała na Owcokradzie do miasteczka Żelazne Dęby. Okazuje się, że Rhaena dostrzegła Księżycową Tancerkę i chciała zobaczyć się z siostrą. Ta zdążyła jednak odlecieć, więc się rozminęły. Lady Arryn przypomina przygłupiej córce Daemona, że królowa myśli, iż jeździec Owcokrada nie żyje, i tak ma pozostać, inaczej narazi nie tylko siebie, ale także Dolinę.

Baela próbuje zdrzemnąć się w Smoczej Jamie, ale przyłazi Alyn. Gadają o swych trudnych relacjach z ojcami, a potem zaczynają się całować. Książkowy Alyn również związał się z Baelą, ale nie miesiąc po tragicznej śmierci jej narzeczonego.

Gwayne wpadł z deszczu pod rynnę: porzucił niestabilnego emocjonalnie Cole’a, by trafić do zaburzonego Ormunda. Młodszy z Hightowerów nie widzi sensu dalszej walki, starszy zaś jak najbardziej. Siedzi rozwalony na krześle i szprycuje się perfumami, by przykryć zapach steranego tygodniami walk kuzyna. Obok Daeron, którego wciąż tytułuje królem, pręży się na baczność. Bardzo to wszystko logiczne. Gwayne stara się przekonać kuzyna o nieuchronności klęski, skoro Czarni posiadają sześć smoków, a oni po zaginięciu Aemonda i upadku stolicy żadnego. Ormund nie daje się przekonać: w Tubleton jest bezpieczny, bo Rhaenyra jest miękiszonem i nie zdecyduje się spalić miasta. On zaś skutecznie podkopuje jej autorytet swymi skrytobójczymi działaniami w stolicy. Już niedługo zaczną przechodzić na ich stronę wielkie rody. Gwayne jakoś kolejki chętnych nie widzi. Ormund nic sobie nie robi z jego uwag, kpiąc prostacko z kuzyna. Nakazuje monarsze odprowadzić go do pokoi. Daeron Przerażony robił już za łaziebnego, może więc równie dobrze robić za lokaja.

Gdy są na osobności, Gwayne strofuje Daerona, że zgodził się na tę farsę z królowaniem. Targaryen replikuje, że to Hightower go zostawił i pojechał sobie do stolicy. Daeron zdaje sobie sprawę, że jest tylko marionetką Ormunda i prosi Gwayne’a, by nie odjeżdżał. Ten jednak zamierza udać się do Starego Miasta, by ratować to, co się da, skoro Ormund ewidentnie prowadzi Hightowerów do zguby. Jest w końcu drugi w sukcesji. W serialu może i tak, w książce Ormund ma nastoletniego syna Lyonela, Gwayne zaś starszych braci, zresztą sam ginie w czasie zdobywania stolicy przez Czarnych. Daeron tymczasem pyta go o matkę. Spokojnie, Alicent przypomni sobie o nim, jak już wykończy starsze dzieci.

Helaena nie je i nie mówi, tylko wyszywa. Ja tam jej milczenie rozumiem: przynajmniej Alicent nie będzie mogła wygadać kolejnych tajemnic Rhaenyrze. Młodsza kobieta domyśla się, że matka ją oszukała: nie zamierzała zabrać ze sobą Jaehaery. Widać, że wyraźnie próbuje zrobić sobie krzywdę, na razie igłą. Gdy odchodzi, Alicent podnosi efekt jej prac: okazuje się, że wyszywa serialową czołówkę. Z niej Zielona Królowa domyśla się, gdzie jest Aemond. Jeśli dobrze pamiętam, córka mówiła jej to odcinek czy dwa wcześniej, ale teraz ma haftowany dowód na prawdziwość jej słów.

Aemond próbuje odjechać, ale natrafia na stajennego. Ten go rozpoznaje, ale nim zrobi ze swej wiedzy jakiś użytek, zabija go Alys. Aemond zastanawia się, czemu z nim nie zrobiła tego samego, by zgarnąć nagrodę. Ta zamiast odpowiedzieć, pokazuje mu smocze jaja. I tu mamy ciekawy wątek: Alys opowiada o starszej siostrze króla Jaehaerysa – Rhaenie – która po śmierci swej córki zamieszkała w Harrenhal razem ze swą smoczycą Dreamfyre. Ta w pewnym momencie złożyła w zamku jaja. W książce rzeczywiście twierdza Harrena Czarnego stała się siedzibą Rhaeny i jej smoczycy, choć o jajach nie było mowy. To ostatnie z różnych powodów zdaje się dość wątpliwe, aczkolwiek niewątpliwie intryguje. Nie mam natomiast pomysłu, po co serialowej Alys te jaja. Chyba żeby uwieść Aemonda.

Razem je wysiedzimy

Rhaenyra udziela audiencji. Poddanych, którzy narzekają na drożyznę, odsyła do Manderly’ego. Inni wskazują na rosnącą liczbę przestępstw, odkąd Złote Płaszcze zniknęły z ulic. Królowa o to z kolei obwinia Hightowerów. Poddanych nie interesuje, kto odpowiada za przestępstwa, tylko dlaczego nikt im nie zapobiega. Królowa tak wije się pod gradem niewygodnych pytań, że aż kaleczy się o zadziory tronu.

Odziany w złoty płaszcz Daemon samotnie patroluje miasto, prowokując zamachowców. Nie musi długo czekać: jakiś gagatek zamierza się na niego ze sztyletem, ale Targaryen nie daje sobie w kaszę dmuchać i szybko go obezwładnia. Daemon chce wiedzieć, ilu ludzi Hightowera jest w mieście. Okazuje się, że wielu. Usatysfakcjonowany tak wyczerpującą odpowiedzią uśmierca jeńca. Wracając, wpada na Ulfa, który w przebraniu wybrał się pić na miasto. Książę próbuje wybić mu dalsze wycieczki z głowy pięścią, a mieszkańcy stolicy tylko przez brak smartfonów nie mogą utrwalić brutalności służb porządkowych.

Hugh łapie stopa. Poczciwy woźnica, który zatrzymał się, by podwieźć nieznajomego, przekonuje się, że wcale nie jest bohaterem Rodu Smoka, lecz GTA. Przebrany Hugh wjeżdża do Tumbleton tuż za zmierzającymi do miasteczka jeźdźcami w barwach Baratheonów.

Ormund spożywa kolację razem z Daeronem i Gwaynem. Poucza Zastrachanego o cechach dobrego namiestnika, wyjątkowo chwaląc wybór Rhaenyry, która swą Ręką uczyniła Corlysa Velaryona. Ciekawy wykład przerywa przybycie posłańców z Końca Burzy. Są dość umorusani, zaś Ormund akurat nie zaopatrzył się w swoje pachnidła, dlatego stara się trzymać z tyłu. Przywódca delegacji przedstawia się jako Arrion Baratheon, kuzyn lorda Borrosa. Gdy wielce z siebie zadowolony Ormund przedstawia króla, Gwayne zaczyna coś podejrzewać i sięga do stołu po nóż, by poderżnąć przywódcy przebierańców gardło. Młodszy z Hightowerów razem z kilkoma ludźmi Ormunda szybko wykańczają również jego towarzyszy. Lord Starego Miasta, jak na prawdziwego twardziela przystało, najpierw stoi jak zamurowany, potem zaś puszcza pawia.

Hugh spotyka żonę. Początkowa radość ze spotkania z mężem, którego miała za martwego, po niecałej minucie przeradza się w kłótnię: on pojechał szukać chwały na Smoczą Skałę, a ona drałowała na piechotę ze stolicy, po drodze doświadczając straszliwych rzeczy. I to by było na tyle, jeśli chodzi o zejście się małżonków.

Służba mozolnie usuwa krew i flaki z podłogi, podczas gdy Ormund przygląda się ćwiczeniom Daerona. Do kuzyna dołącza Gwayne. Ormund przeprasza za to, jak go wcześniej traktował. Nie zamierza go zatrzymywać, jeśli planuje wracać do Starego Miasta. Gwayne twierdzi, że Daeron Przestraszony mógłby być dobrym królem, ale przecież dla Ormunda nie ma to znaczenia. Chce wiedzieć, jaki ma plan.

Psiapsióły ponownie razem: skoro Rhaenyra odwiedziła Alicent, wypada złożyć rewizytę. Jeśli spodziewacie się, że Zielona Królowa znowu przyszła donosić na swoją rodzinę, to oczywiście macie rację. Powie, gdzie ukrywa się Aemond, jeśli królowa uwolni ją i Helaenę. Mówi o snach córki, która dostrzegła go w Harrenhal. Znająca historię swej rodziny Rhaenyra wierzy jej. Domaga się jednak od Alicent, by udała się tam razem z zabójcami tak, by ci mogli zbliżyć się do jej syna, nie wzbudzając jego podejrzeń. Zielona Królowa po krótkich protestach przystaje na propozycję. Nawet teraz empatyzuje z Rhaenyrą, którą do bezwzględności popycha spoczywająca na jej skroniach korona.

Jakby mało krzywd wyrządziła swojej rodzinie, Alicent traumatyzuje jeszcze Helaenę: nie pojadę zabić twojego brata, jak nie zaczniesz jeść. Młodsza kobieta chwilę się waha, ale nagle dostrzega „szansę”, jaką daje jej wyjazd matki i bierze się za rosołek.

Rhaenyra ciągle przychodzi do Joffreya, gdy ten śpi. Aktor w niego się wcielający ma w sumie fajną robotę. Alicent jedzie przez las wraz z kilkoma jeźdźcami. Orwyle informuje Rhaenyrę o przybyciu jeźdźca z Tumbleton i wręcza jej zawiniątko. Okazuje się nim wams jednego z przebierańców z napisem sporządzonym krwią o kopaniu psów i odgryzaniu rąk. Żołnierze Velaryonów śpiewają szanty przy ognisku. Corlys sprzedaje im gadkę motywacyjną, niepomny jak skończyła się zeszłotygodniowa dla Cole’a i jego ludzi. I rzeczywiście: po chwili wpada w ręce Hightowerów.

Komentarz

Powiedzmy sobie jasno: przy Alicent książkowi Dwaj Zdrajcy to zwykłe płotki. Serialowa Zielona Królowa nie tylko wydała stolicę w ręce rywalki, ale robi naprawdę dużo, by pomóc jej uśmiercić większość swojej rodziny. Tymczasem to właśnie troska o nią, nie zaś sama żądza władzy doprowadziła do tragedii Tańca Smoków. Od pewnego momentu obie strony wiedziały, że muszą wygrać za wszelką cenę, gdyż w razie przegranej druga dla własnego bezpieczeństwa będzie musiała pokonanych zabić, a przynajmniej tych płci męskiej. W serialu niekiedy wydaje się, że większe zagrożenie dla własnych dzieci stanowi Alicent niż Rhaenyra. Na upartego można obwiniać ją nawet za śmierć ojca, który żyłby, gdyby stolica pozostała w rękach Zielonych. Nawet jeśli w ostatniej chwili postanowi uratować Aemonda, swym dotychczasowym działaniem wyrządziła swoim bliskim i tak więcej szkód niż wszyscy wrogowie razem wzięci. Wydaje się, że jej wyjazd doprowadzi do jeszcze jednej tragedii: Helaena albo popełni samobójstwo, albo wcześniej podejmie nieudaną próbę ucieczki z Jaehaerą. Być może to ostatnie przeleje czarę goryczy i Alicent w końcu się na Rhaenyrę pogniewa, choć nie wykluczam, że znowu znajdzie dla niej jakieś usprawiedliwienie.

Rhaenyra też swoją drogą się nie popisuje. W serialowej rzeczywistości mogłaby jednym szybkim uderzeniem zgnieść przeciwników, niszcząc nie tylko wrogą armię, lecz również zewnętrzne źródło niepokojów w stolicy. W książce Czarna Królowa miała znacznie trudniej, a jej problemy w Królewskiej Przystani posiadały bardziej zdywersyfikowane podłoże, choć nie należy zapominać, że te również były częściowo inspirowane i organizowane – tyle że przez Larysa Stronga. Walczyła też ze znacznie rozsądniejszymi i zdeterminowanymi przeciwnikami, nie zaś z depresyjnym Cole’em, który w końcu znalazł upragnioną śmierć, czy płaczliwym Aemondem, któremu zapodziała się największa smoczyca na świecie. Królowa nie chce na razie zrzucać bomby atomowej, więc zamiast gadów posyła do Tumbleton skrytobójców. Jakkolwiek według mnie jej humanitarne rozterki naprawdę są coraz mniej wiarygodną próbą przedłużenia przez scenarzystów konfliktu, o tyle sama scena zamachu na Daerona i Ormunda całkiem mi się podobała. Duża w tym zasługa Gwayne’a Hightowera, który jest jedną z najsensowniejszych serialowych postaci, całkowicie oderwaną zresztą od swej wersji książkowej, co w tym przypadku zdecydowanie wychodzi jej na dobre. Odejście od pierwowzoru ewidentnie nie przysłużyło się natomiast ser Cristonowi, chociaż otrzymał przynajmniej satysfakcjonujący finał swego wątku – ale to dlatego, że on akurat mocno był oparty na materiale źródłowym.

Tam, gdzie z tego ostatniego nie skorzystano, mamy koszmarki jak wspomniane relacje Czarnej i Zielonej Królowej, nieszczęsne polowanie Węża Morskiego na pałętających się po lasach piratów czy upokarzanego na każdym kroku Daerona, który – będę uparcie przypominał – w książce określany był jako Dzielny. Z kolei wątek Aegona jest przynajmniej zabawny, chociaż kompletnie pozbawiony sensu. Nie wiem też naprawdę, co scenarzystom zrobiły Baela i Rhaena – w książce jedne z ciekawszych i sympatyczniejszych postaci, tu zaś nie dość, że źle zagrane, to przede wszystkim z jednej zrobiono nieczułą nudziarę, z drugiej zaś infantylną idiotkę. Choć trzeba oddać Rhaenie, że przynajmniej dzięki niej częściej możemy oglądać lady Arryn, fantastycznie w mojej ocenie zagraną, jak też napisaną. Gdyby zamiast niepoważnych królowych to ona zasiadła na Żelaznym Tronie, zakończyłaby wojnę w miesiąc i zaprowadziła porządek w Królestwie jeszcze przed nadejściem zimy, przy okazji przyłączając do niego Dorne. Patrząc zresztą na to, co z materiałem książkowym zrobili twórcy serialu, nie można takiego scenariusza całkowicie wykluczać. Szczególnie po tym odcinku, zatytułowanym „Ludzie bez twarzy”. Miłośnicy książek pamiętają, że nazywa się tak owianych złą sławą, lecz znanych ze swej nomen omen zabójczej skuteczności skrytobójców. Tymczasem w odcinku zobaczyliśmy partaczy-morderców, nieumiejących dokonać najprostszego zamachu. Także nie tracę nadziei, że serialowe Siedem Królestw doczeka się jeszcze kompetentnej władczyni. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że nikt nie interesuje się losem późniejszego Aegona III i jego brata Viserysa – dzieci Rhaenyry z Daemonem wysłanych za Wąskie Morze i najwyraźniej przez wszystkich zapomnianych. Jesteśmy na takim etapie odejścia od książki, że nie zdziwię się, jak odnajdzie ich w Essos Szpotawa Stopa.

To mi się podoba 17
To mi się nie podoba 0

Dżądżen

Fan twórczości Martina i dobrego wina. Lubię historię i suchary. Wolny czas spędzam w ogrodzie przeklinając Matkę Naturę za jej hojność.

Polecamy także

Komentarzy: 13

  1. Dodam od siebie, że w książkach to Garibald Grey ślubował zbudować sept z kości zdrajców, a strzały które zabiły Cole’a wypuścił Czerwony Robb Rivers, podobno najlepszy wówczas łucznik Westeros.
    Co ciekawe zarówno Pate Zabójca Lwów, jak i Garibald polegli w bitwie pod Tumbleton. Co do Czerwonego Robba Riversa, to nie wiadomo czy ją przeżył, z niej pochodzi ostatnia wzmianka o nim.

    To mi się podoba 2
    To mi się nie podoba 0
  2. Z odcinka na odcinek mamy coraz więcej głupot. Efekt motyla zrobił swoje. Usuwanie wielu postaci i wątków powoduje że to wszystko nie ma sensu

    To mi się podoba 3
    To mi się nie podoba 0
  3. Śmierć Cole’a to jeden z moich ulubionych fragmentów OiK. Czy „Chłopcy” chociaż informują go, dlaczego ginie w ten sposób? Jak znam zwyczaje tfurcuff z HBO mogli to pominąć…

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 0
    1. Nie informują – ale w świetle tego, jak przedstawiono Cole’a w serialu poinformowanie go nie miałoby sensu. To dwie różne postaci. Serialowy nie ma praktycznie żadnej sprawczości, stąd po prostu do niego strzelają.

      To mi się podoba 3
      To mi się nie podoba 0
      1. OK, dzięki. Chciałbym powiedzieć, że mnie to zaskakuje, ale nie mogę.

        PS. Jak zwykle świetne podsumowanie odcinka. Choć tyle dobrego w tym smutnym jak p… świecie. 😉

        To mi się podoba 3
        To mi się nie podoba 0
        1. Typowe dla tego serialu. Niby biorą coś z książki, ale nie wykańczają tego jak należy.

          To mi się podoba 2
          To mi się nie podoba 0
  4. „Jesteśmy na takim etapie odejścia od książki, że nie zdziwię się, jak odnajdzie ich w Essos Szpotawa Stopa.”

    Ożesz. Tak na 100 % będzie 🤣

    Ja już na ten serial jest wkurzony. To był chyba najgorszy odcinek jaki powstał. Tempo jest tragiczne. Jak w tym tempie zorganizować finalne rozegranie pomiędzy Aemondem a Daemonem? Rozruchy w stolicy, ubijanie smoków? Znów wszystko na nowy sezon przesuwamy?
    A najgorsze jest to, że już kompletnie nie wiem czego się spodziewać po kolejnych odcinkach i 4 sezonie. Skończy się na Bitwie o Tumbleton, a 4 sezon zaczną Okiem Boga? Jak w tym tempie to zrobią? Czyżby była powtórka z 7 i 8 sezonu?

    Nie ma Nettles, nie ma wycieczek Daemona i polowanie na Vhagar. Jest snucie się po stolicy.
    Ciągłe dramy, telenowele, jęki, płacze, pocałunki i zgrzytanie. Idzie oszaleć! Kolejny sezon przez kilka odcinków mamy operę mydlaną!

    Ja nie mam takiego problemu jak inni ze zmianami. Przepowiednie, przyjaźnie itd. Wg to byłoby ok, ale od 2 sezonu zaczęli to orać. Wystarczyło zostawić wrogość królowych, a wątek snu zostawić z samego tyłu jako smaczek. Tymczasem mamy kolejną pielgrzymkę! Jak to usłyszałem, to się załamałem. Najpierw była pielgrzymka Rhaeneyy, potem Alicent, a teraz znów. ŻENADA.

    I Ormund. Czy tylko ja mam wrażenie, że celowo zrobili z niego Prawaka? Homofob, mizogin, fanatyk religijny. Brakuje jakichś haseł typu Westeros dla Pierwszych ludzi. Może coś o obozach zrobią jak w THe Boys.
    Subtelności za grosz. Rysują walkę pomiędzy konserwatyzmem a postepęm?

    Rhaenyra trzyma słaby poziom i się miota, ale w końcu ma to sens, bo tak powinno być 😀

    Mam dziwne wrażenie, że tym razem Pierścienie Władzy przegonią Ród Smoka jakością. W 2 sezonie było już blisko.

    To mi się podoba 5
    To mi się nie podoba 1
    1. „Rysują walkę pomiędzy konserwatyzmem a postepęm?”

      Oo, to już od 1 sezonu kręci się koło tego. Wystarczy wspomnieć smęcenie Rhaenys i buca Borrosa Baratheona. Widocznie wprowadzili tego Ormunda, bo uznali, że do tej pory szyli zbyt subtelnymi nićmi. :/

      To mi się podoba 3
      To mi się nie podoba 1
  5. „Daeron tymczasem pyta go o matkę. Spokojnie, Alicent przypomni sobie o nim, jak już wykończy starsze dzieci”
    kisne XD
    Nie no coraz gorzej w tym serialu.
    Uznanie dla aktorów od „Bold” Jona Roxtona i od tego gościa co go Daemon zabił, przynajmniej fajną kwestią rzucił „You can burn us, you can kill us, you cannot make us embrace her”.

    To mi się podoba 4
    To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button