
Trzeci odcinek okazał się całkiem przyzwoity. Czy czwarty utrzymał ten trend?
Streszczenie
Słodki zajączek strzyże uszkami, a w tle rysuje się malownicze Tumbleton. Atmosfera w miasteczku daleka jest jednak od idylli. Okupujące je wojska Hightowerów kwaterują się w domach mieszkańców, w tym szwagra Hugh Młota. Tymczasem lord Ormund zażywa kąpieli w zdobycznej wannie, czemu muszą z obrzydzeniem przyglądać się jej właściciele z rodu Footly’eyów. Hightower łaja ich za zdradę, jaką w jego oczach było złożenie hołdu Rhaenyrze. Obiecuje trzymać w karbach swych żołnierzy, o ile Footly’eyowie zagwarantują spokój ze strony poddanych. Wszystkiemu przygląda się łaziebny Hightowera, podający swemu panu szlafrok. Jakaż jest nasza konsternacja, gdy przybyły chorąży Ormunda tytułuje ręcznikowego księciem. Informuje Hightowera o kruku z Końca Burzy: Boros Baratheon wciąż znajduje nowe wymówki, by opóźnić swe wejście do wojny. W książce również przyłączył się do niej już pod koniec. Poirytowany Hightower nie ma też wieści z Harrenhal, co oznacza, że pozbawieni są wsparcia z powietrza. Pociesza jednak toaletowego księcia: jego brat Aemond z pewnością przybędzie. Może przywiezie na Vhagar świeże ręczniki.
Tymczasem królowa Rhaenyra złości się, że Mała Rada w ogóle zawraca jej głowę upadkiem Tumbleton. Przypominam, że ledwie odcinek wcześniej chciała je spalić. Widać jej przeszło. Mała Rada jest naprawdę mała: zasiadają w niej póki co Biały Robak oraz dołączony z łaski królowej wielki maester Orwyle. Niestety nie ma prawa bawić się tymi śmiesznymi kulkami, które wcześniej królewscy doradcy wkładali w otwory stołu. Może to i lepiej, pamiętając, jak skończył lord Beesbury. Królowa jest przekonana, że zajęcie Tumbleton, które według niej nie ma walorów obronnych, ma ją sprowokować do spalenia miasteczka, przez co w oczach Królestwa będzie uchodzić za drugiego Maegora. Orwyle przypomina, że w stronę Królewskiej Przystani zmierzają siły Dorzecza i to one mogłyby policzyć się z Hightowerami. Królowa przystaje na to, nakazuje jednak wysłać nad miasteczko również jednego ze swych smoków. Następnie Mysaria znowu zaczyna przynudzać o trudnej sytuacji żywnościowej w stolicy. Królowa nie słucha, dochodząc do wniosku, że jej obecna Mała Rada jest równie bezużyteczna jak ta, którą pozostawiła na Smoczej Skale. Gdzie w ogóle podziewa się namiestnik? Niezrażona Mysaria radzi powołać nowego Starszego nad Monetą, by królowa miała na kogo zwalić winę za pusty skarbiec. Pomysł Rhaenyrze się podoba: ostatnio podpadł jej Torrhen Manderly, więc to jego wyznacza na to stanowisko.
Czarna Królowa rozmawia z Zieloną o Ormundzie. Rozmowa jest bezowocna, gdyż obie nie wiedzą o nim zbyt wiele. Alicent, mimo że powierzyła mu swego syna, widziała go lata temu. Pamięta tylko, że uważał się za uczonego, pisał ballady, gardził prostakami i miał wrażliwy węch. Niezwykle pomocne. Jej brat Gwayne miał go za okrutnika, ale on już tak ma. Rhaenyra chce wiedzieć, czemu w ogóle odesłała syna do Starego Miasta. Otóż Alicent chciała, żeby wyrósł na Hightowera. Aha.
Alyn odnajduje ojca, gdy ten szykuje się do wymarszu na czele wojska. Informuje Węża Morskiego, że szuka go królowa. Corlys uważa, że ma ważniejsze obowiązki niż nudne posiedzenia Małej Rady – zamierza policzyć się z niedobitkami z floty Triarchii, którzy w serialu jakimś cudem znaleźli się na kontynencie. Radzi synowi, że skoro on nie zdołał dać mu swego nazwiska, sam musi zawalczyć o swoją pozycję na dworze.
Aegon i Larys, którzy ostatnio uciekali na piechotę, jakimś cudem mają znów swój wóz z krukami. Teraz jednak wysiedli z niego i przedzierają się przez jakieś krzaki. Docierają do miejsca, w którym Aegon runął razem z Sunfyre na ziemię. Król jest wyraźnie poruszony, gdy staje nad spoczywającym nieruchomo smokiem. Przemawia do niego przekonany, że gad żyje, ten jednak w żaden sposób nie reaguje. Pamiętajmy, że od Bitwy pod i nad Gawronim Gniazdem, w wyniku której Aegon doznał ciężkich poparzeń i złamań, musiało minąć sporo czasu, skoro Targaryen znów chodzi, nawet jeśli dość pokracznie. Gdyby Sunfyre zginął niedługo po upadku, ciało powinno być w stanie, który nie zachęcałby króla do przytulania się do niego. Czy zatem smok żyje, ale zapadł w sen, zdechł niedawno, czy twórcy serialu przestali zwracać uwagę na takie detale? Na tym etapie nie da się chyba tego jednoznacznie stwierdzić, tym bardziej że świetnie zagraną scenę zakłóca pojawienie się brudnych prostaków pobierających miedziaka za dotknięcie smoka.
Cole i Gwayne na czele armii wkraczają do Harrenhal. Wszędzie widać ślady niedawnej jatki, jaką urządziła Vhagar. Gdy przemierzają przerażające ruiny, gdzieś w tle zaczyna beczeć koza, a my dostrzegamy Alys Rivers. Wiedźma informuje przybyłych, że Aemond zabił wszystkich w zamku, opuścił go jednak na wieść o zajęciu Królewskiej Przystani przez Rhaenyrę. Na tę ostatnią informację Gwaynowi aż przyłbica opada ze zdumienia. Niedługo później otrzymują meldunek, że ich ludzie znaleźli opuszczone smocze leżę. Gwayne podsumowuje ich marną sytuację: są pośrodku wrogiego im Dorzecza, bez smoka i bez szans na wsparcie ze stolicy, która właśnie wzięła i upadła. Cole nie wierzy, by jego kumpel Aemond go porzucił. Hightower chce, by powiadomili Ormunda i połączyli z nim siły. Książkowy Cole właśnie tak zamierzał zrobić, ale ten serialowy opowiada jakieś farmazony o grze wielkich o tron i ciężkim żywocie prostych żołnierzy, z których on sam się wywodzi. Nie dokonają więc rozsądnego z militarnego punktu widzenia manewru, zamiast tego będą szarpać wojną podjazdową siły Oscara Tully’ego, dając czas Ormundowi na wzmocnienie się. Pewnie skończą marnie, bo Dorzecze ma nad nimi miażdżącą przewagę liczebną, ale przynajmniej będzie to uczciwa walka człowieka przeciw człowiekowi, bez udziału piekielnych smoków.
W Królewskiej Przystani Rhaeryra odsłania to, co zostało z pasji modelarskich Viserysa. W kontemplacji przeszkadza jej Alyn, informując, że Corlys pojechał tropić niedobitków Triarchii. Królowa nie jest zadowolona, że namiestnik ugania się za piratami, gdy trwa pełnoskalowa wojna z Hightowerami. Alyn wciska jej jednak jakiś kit, a – jak zobaczymy jeszcze w tym odcinku – Czarna Królowa pochłania ten specyfik z zachłannością, która zawstydziłaby nawet bohaterów Chłopców z Placu Broni. Zamiast słusznie wściekać się na Węża Morskiego, zaczyna wspominać ojca: ludzie mieli go za słabego, ale ona poznawszy brzemię rządzenia jest pod wrażeniem, że tak długo zdołał utrzymać Królestwo w jednym kawałku. Piękną opowieść zakłóca odkrycie szczurów w ruinach zrekonstruowanej Valyrii. Alyn wspomina, że na okrętach rozwiązują problem ze szczurami z pomocą kotów, a Rhaenyra chyba po raz pierwszy tego dnia usłyszała jakąś sensowną radę. Scena jest fajnym nawiązaniem do tego, że w Pieśni Lodu i Ognia Czerwona Twierdza rzeczywiście jest prawdziwym kocim królestwem.
Aegon i Larys człapią dalej przez las i docierają do Gawroniego Gniazda. Szpotawa Stopa radzi nie ufać w wierność garnizonu, który zostawił Cole. W zamku widzą kolejne smocze truchło – Czerwoną Królową, która wciąż spoczywa na zburzonych swym upadkiem murach. Tu również nie potrafię ocenić stopnia rozkładu, choć Aegon przygląda się jej naprawdę długo. Nie wiem tylko, czy łączy jakieś kropki, czy raczej duma nad skutkami wojny, do której wybuchu się przyczynił. Dowódca garnizonu chce wiedzieć, skąd przybyli. Gdy słyszy, że z Ostrego Przylądka, jest ciekawy, jak udało im się uciec przed Vhagar. Niezbyt skutecznie, odpowiada Larys, pokazując poparzoną twarz Aegona. Nikt nie rozpoznaje oszpeconego króla. Po wręczeniu łapówki mogą tu zostać, o ile będą na siebie pracować. Aegon skierowany jest do czyszczenia latryn.
Żołnierze Hightowerów w Tumbleton robią to, co zwykli robić wszyscy okupanci: biorą, co chcą. Jeden próbuje zgwałcić żonę Hugh, ale w jej obronie staje rodzina jej brata. W ruch idą pięści i wałki do ciasta.
Jeśli już mowa o Hugh: przychodzi do Rhaenyry, prosząc ją, by to jego wysłała zamiast Ulfa nad Tumbleton. Królowa zgadza się, by latali nad miastem na zmianę. Pijanica, zmierzający tymczasem do tawerny spotkać starych kumpli, dostrzega na miejskich murach napisy nazywające Rhaenyrę „Królową bękartów”.
W Tumbleton problemy dnia codziennego zakłócają spokój lorda Ormunda. Szwagier Hugh skarży się na samowolę żołnierzy. Hightower skazuje żołnierza na kastrację. Wymierzaniu sprawiedliwości przygląda się książę Daeron.
Rhaenyra rozpaczliwie pragnie, by Orwyle do czegoś się przydał. Każe mu pokazać korespondencję Otto, którą prowadził od chwili śmierci jej ojca. Chce też wiedzieć, jaki wpływ na Wiarę mają Hightowerowie. Wielki maester przypomina, że ufundowali Gwiezdny Sept i mają siedzibę w Starym Mieście, gdzie przed Podbojem rezydował również Wielki Septon. Nie sądzi jednak, by mieli na Wiarę bezpośredni wpływ. Rhaenyra skarży się, że Wielki Septon odmówił jej namaszczenia. Zastanawia się, czy mogłaby go usunąć. Orwyle jej to odradza, chyba że rozważa usunięcie bardziej permanentne. Pomysł zdaje się królowej ciekawy, ale chwilowo z niego rezygnuje.
Przechodzimy do Orlego Gniazda. Całkiem ładny zamek, uroczo położony. Prowadzi do niego jednak jakiś dziwny most, który umyślili sobie scenarzyści chyba tylko po to, by Caraxes miała gdzie wylądować. Daemon w komnacie audiencyjnej rozmawia z lady Arryn, której towarzyszy kudłaty psiak. Książę przypomina, że nie przyłączyła się do walk, a Jeyne, że nie dostała obiecanego smoka zdolnego do obrony Doliny. Daemon domaga się złota na znak wierności Koronie. Jak zwykle urocza lady Arryn nie spodziewała się, że dożyje dnia, w którym książę Daemon będzie u niej żebrał o pieniądze, ale skoro ma to być cena na pozbycie się go, to chętnie ją zapłaci.
Dostawa złota została potraktowana przez scenarzystów bardzo dosłownie: w żadnej tam ładowni statku czy papierach dłużnych, ewentualnie pisemnej dyspozycji dla któregoś z banków. Co to to nie: Daemon przybył po złoto, więc je dostał, a teraz mozolnie upycha wypełnione nim worki na grzebie Caraxes. Smoczyca jest niespokojna i książę nie może jej opanować. W powietrzu jest tylko gorzej: gad leci w sobie tylko znanym kierunku. Scenarzyści z uporem godnym lepszej sprawy pokazują nam, że Targaryenowie nie panują nad swymi smokami, choć przecież we wcześniejszych sezonach wyraźnie sugerowali, że akurat Daemon z nich wszystkich najlepiej zna się na gadach, zaś ze swoim nawiązał wręcz więź telepatyczną. No ale muszą jakoś sprowokować spotkanie z Rhaeną i Owcokradem, dlatego Caraxes zanosi Daemona do jakiejś jaskini w górskim zboczu. Tam książę zdaje się rozumieć działania swego wierzchowca, który nie przyniósł go na te zbocze na darmo. Gdy z obnażonym mieczem wchodzi do jaskini, z autentycznym przerażeniem odkrywa, że mieszka w niej Rhaena, która zaczęła upodabniać się do swego smoka. Ojciec chce wiedzieć, co zrobiła z włosami i skąd wytrzasnęła gada. Nie wie – śmiać się, czy płakać z powodu tego, że Rhaenyra jest przekonana, że to Owcokrad i jego jeździec zgubili Jacearysa. Jest wściekły: powierzył córce swych synów, których miała bezpiecznie odwieźć do Pentos, a ona ich porzuciła. Rhaena stwierdza, że na opiekunkę nadaje się równie dobrze, co na smoczego jeźdźca. Czyli wcale. Daemon każe jej zostawić smoka i płynąć do Pentos, tym bardziej że bestia jest dzika i niebezpieczna. Rhaena zamiast choć raz zrobić coś sensownego, zaczyna przynudzać o swym ciężkim dzieciństwie, a ja ziewam tak mocno, że coś mi strzela w żuchwie. Skoro nie do Pentos, niech leci z nim do Królewskiej Przystani, gdzie spróbują wytłumaczyć królowej, że doszło do straszliwej pomyłki. Rhaena ma lepszy pomysł: niech królowa myśli, że utonęła w morzu. Plan miałby może minimum sensu, gdyby założyć, że synowie Daemona nie dotarli do Pentos, ale w tym samym zdaniu zapewnia ojca, że chłopcy są już na pewno bezpieczni na drugim brzegu Wąskiego Morza. Jeśli rzeczywiście dotarliby do Wolnych Miast, z pewnością nikt z ich świty nie poinformowałby królowej, że ciocia nie weszła z nimi na pokład, zatem nie mogła też spaść z niego do morza. Daemon nie chce okłamywać królowej, ale córka prosi, by choć raz zrobił coś dla niej, skoro nigdy się nią nie interesował. Planuje do końca życia zostać w swej dziurze w zboczu góry, jako karę za to, co spotkało przez nią Jacearysa. Mimo próśb Daemona wraca do swej jaskini, po czym wylatuje z niej na Owcokradzie, prawie zrzucając ojca w przepaść. Ten śledzi wzrokiem oddalającą się córkę, po czym zaczyna gapić się na kozy. A bardziej ich pasterza.
Ormund coś tam sobie niucha. Aromaterapię przerywają informacje o kruku z Harrenhal. Generalnie słowo pisane źle działa na bohaterów tego serialu, szczególnie, gdy pochodzi od krewnych, zatem Ormund niczym Daemon w pierwszym sezonie wpada w szał. Tamten miał pod ręką hełm i posłańca, Hightower miecz, lecz szczęśliwie masakruje nim tylko stół. Wyraża przy tym swe niezbyt pochlebne zdanie o kuzynie, a może regencie. Ciężko ostatecznie stwierdzić, ale gdy się uspokaja, mówi, że Aemond nie przyleci, a Gwayne do nich nie dołączy, po czym jak gdyby nigdy nic wraca do wąchania tego, co przetrwało rąbaninę.
Orwylle informuje królową, że o ile Otto regularnie pisywał do Ormunda, nie otrzymywał od niego odpowiedzi. Zdaniem wielkiego maestera Ormund władał swą domeną niczym samodzielnym królestwem. Nim królowa zdoła przetrawić te informacje, nachodzi ją Ulf. Prosi o nadania dla jakichś swoich kumpli z gospody. Królowa zabrania mu szlajać się po mieście. Jeśli zginie w jakieś karczemnej awanturze albo skrytobójczym zamachu, ona straci smoka. Ulf zdobywa się na odwagę i mówi o tym, co piszą i mówią na mieście: Rhaenyra jest królową bękartów. Wściekła monarchini nakazuje Złotym Płaszczom usunąć napisy i znaleźć ich autorów. Nie wchodzi w szczegóły, jak mają załatwić ten problem.
Aegon nosi plugastwo w towarzystwie westeroskiej wersji Wrzoda. Larys ostrzega króla, by nie wyjawiał swej tożsamości zważywszy, że pewnie i tak mu nie uwierzą: Rhaenyra zasiadła na tronie i ogłosiła jego śmierć. Miał go zabić Aemond. Wściekły Aegon obojgu poprzysięga śmierć. Larys uspokaja go: anonimowość obecnie jest zaletą, a jego powrót, czy teraz raczej zmartwychwstanie, opiewane będzie w pieśniach. Gdy prawie udaje mu się go uspokoić, król wpada w szał, dowiadując się, że zabrakło dla niego strawy. Wściekły żąda wyjaśnień od dowódcy garnizonu. Ten jako argumentu rozstrzygającego w ich sporze używa sztyletu i wskazuje szaletowemu jego miejsce.
Rhaenyra też ma ciężko, nudząc się jak mops na posiedzeniu Małej Rady. Zasiada już w niej Nowy Starszy nad Monetą oraz Alyn, choć ten drugi w roli nie wiem kogo. Może Starszego nad Kotami. Smętne posiedzenie przerywa przybycie Daemona, który przynosi spaloną głowę i złoto. Książę potrafi ożywić atmosferę! Nieprzyzwyczajony do standardów panujących w Królewskiej Przystani lord Manderly odsuwa od paskudztwa kielich z winem. Daemon utrzymuje, że głowa należała do jeźdźca Owcokrada. Potem ścina się z Manderlym, ostrzegając, by ten nie zgrywał cwaniaka, bo w tej Radzie za bystrego robi on. Manderly nie komentuje, ale jego mina zdradza, iż zaczyna rozumieć, skąd wzięły się kłopoty Czarnych. Biały Robak marudzi, że gotowizna, którą przywiózł Daemon, musi iść na socjal, ale książę wolałby opłacić Złote Płaszcze. Rhaenyra nie może już tego słuchać i wygania wszystkich poza mężem. Chce wiedzieć, czyj łeb jej przyniósł i jak jego posiadacz zdobył smoka. Daemon nie potrafi odpowiedzieć, on wszak najpierw macha mieczem, potem zadaje pytania. Serialowy Żelazny Pręt mógłby się z tym zgodzić. W każdym razie jeździec nie żyje, a Owcokrad uciekł. Królowa, znana z tego, że dała się zamknąć we własnej sypialni, kupuje tę absurdalną historię. Jest wściekła, bo chciała postawić przed sobą odpowiedzialnego za śmierć jej syna. Na odchodnym Daemon dowiaduje się, że pieniądze, które zdobył, pójdą na nakarmienie mieszkańców stolicy, a on ma jakoś uładzić Złote Płaszcze.
Wieczorną lekturę Alicent zakłóca Rhaenyra, która najwyraźniej nie może żyć bez przyjaciółki. Informuje ją, że wysłała szczątki jej ojca do Starego Miasta. Wręcza jej też jego pierścień. To bardzo ładny gest, choć generalnie nie musiałaby się kłopotać, gdyby go wcześniej nie zamordowała. Czarna Królowa odchodzi, natomiast królowa Halaena stroi fochy wobec matki, pokazując, że nawet żyjąca we własnym świecie miłośniczka robali nie potrafi zrozumieć patologicznej relacji między Alicent a Rhaenyrą.
W Tumbleton trwa godzina policyjna, zaś nad miastem przelatuje Vermithor, psując i tak podły humor Ormunda.
Tymczasem Złote Płaszcze w sposób niezwykle punktowy i proporcjonalny uderzają w potencjalnych chuliganów malujących graffiti na miejskich murach. Widać, że ser Lorent to właściwy człowiek na właściwym miejscu.
Przenosimy się znów do Tubleton: Daeron przytula się do Tessarion. Smok jest uroczy. Przeszkadzający im Ormund mniej. Gad go wyraźnie nie lubi. Nie dziwię się: opowiada Targaryenowi jakieś farmazony o tym, by nie spoufal się ze swoim smokiem. Potem jest jeszcze gorzej: zaczyna bredzić o skazie w krwi smoczych lordów, że Daeron jest tak naprawdę Hightowerem oraz musi zostać królem. Na koniec przyprowadza szwagra Hugh i każe Daeronowi go zabić za to, że podniósł rękę na Hightowerów, a przez to pośrednio na władzę Daerona. Ten, być może nie mogąc dłużej wysłuchiwać tych bzdur, faktycznie zabija więźnia. Cała scena jest kompletnie pozbawiona sensu, ale przynajmniej Tessarion będzie miała kolację.
Komentarz
Siłą książkowego konfliktu między Czarnymi a Zielonymi jest jego prostota. W końcu czy to tak bardzo dziwne, że druga żona pragnie, by to jej dzieci, a nie te z pierwszego małżeństwa dziedziczyły po ojcu? A że chodzi o tron, zaś z pierwszego małżeństwa król ma tylko córkę, która wedle westeroskich zwyczajów jako kobieta tytuł do sprawowania władzy ma umiarkowany, mamy podręcznikowy wręcz przepis na wybuch wojny domowej. Wojny, która wskutek kolejnych okrucieństw i mordów eskaluje, stając się coraz bardziej krwawa i brutalna. Można rzecz jasna – często słusznie – wskazać na pewne nieścisłości czy rozwiązania fabularne, które są po prostu wygodne dla autora, ale generalnie konflikt opisany przez Martina zarówno w swych przyczynach, jak i przebiegu, jest zarysowany sensownie.
Twórcy serialu postanowili te proste założenia uatrakcyjnić własnymi pomysłami. Miały one z pewnością uczynić fabułę ciekawszą, a także uzupełnić ją w miejscach, gdzie kronikarski opis zastosowany przez Martina okazał się zbyt lakoniczny. Wprowadzono więc przyjaźń pomiędzy późniejszymi antagonistkami, przepowiednię o roli Targaryenów w ocaleniu świata czy serię katastrofalnych nieporozumień, które sprawiły, że choć bohaterowie chcieli dobrze, to wyszło jak zawsze. Każdy z tych pomysłów osobno nie był chyba nawet zły, ale ostatecznie wszystkie razem skomplikowały historię tak bardzo, że pierwotne motywy, którymi postaci kierowały się w książce, w serialu stały się niewystarczające lub wręcz niemożliwe do ukazania. Teraz więc scenarzyści dwoją się i troją, by uzasadnić dalszy sens prowadzenia wojny, która tak naprawdę dopiero się rozkręca.
Dlaczego książkowi Hightowerowie walczą z Czarnymi? Bo królewska linia wywodząca się z ich krwi jest u władzy i pragną się przy niej utrzymać. Tylko i aż tyle. Nie odczuwają wydumanego w serialowym uniwersum obrzydzenia do Targaryenów, z którymi wszak skwapliwie się skoligacili. Więcej: kwestionując ich legalność jako władców – a to robi serialowy Ormund w ostatniej scenie odcinka, gdzie cały ich ród określa mianem plugawych uzurpatorów – podważają pozycję przede wszystkim Hightowerów, którzy swe prawa mogli rościć do Starego Miasta, w najlepszym razie może do Reach, ale przecież nigdy do Siedmiu Królestw, gdyż takiego tworu przed podbojem Aegona po prostu nie było.
Książkowy Ormund jest racjonalnym w swej walce o władzę lordem, być może też lojalnym krewnym, wspomagającym rodzinę w wojennej potrzebie. Serialowy – niezrównoważonym fanatykiem, zresztą niekonsekwentnym w tym co robi: czy z podobną pogardą wyrażałby się o smokach, gdyby dołączył do nich wyczekiwany Aemond na swej straszliwej Vhagar? Jeszcze gorzej póki co prezentuje się Daeron, który w książce zyskał przydomek „Dzielny” po tym, jak na swej smoczycy uratował armię Hightowerów. Serialowy wygląda na dość zastraszonego, może dlatego, że w przeciwieństwie do oryginału wychował go psychopata.
Kolejną niepotrzebną komplikacją jest wątek Rhaeny i Owcokrada, który wyraźnie zmierza do punktu, w którym doprowadzi do załamania się relacji Rhaenyry z Daemonem. Tymczasem książka przedstawiła znacznie bardziej banalne przyczyny kryzysu: Książę Łotrzyk miał romans ze znacznie młodszą Nettles, która w oryginale dosiadała Owcokrada, a przynajmniej o to podejrzewała go coraz bardziej zgorzkniała i nieufna Czarna Królowa. Historia jakich wiele, sztampowa wręcz. I przez to wiarygodna. Z pewnością bardziej niż ta, gdzie Daemon, mający się za ponadprzeciętnie bystrego, prezentuje Rhaenyrze głowę jakiegoś pasterza, wmawiając, że pomścił jej syna, nie zadbawszy nawet, by tę dętą od początku historię jakkolwiek uprawdopodobnić. To jak przedstawiono samą Rhaenę już pomijam, gdyż jej wątek uczyniono ewidentnie komediowym, choć w sposób niezamierzony.
Nawet zmiany na plus w stosunku książki, jak choćby sposób ukazania Aegona, w którego wcielający się aktor jest naprawdę jednym z najmocniejszych punktów całej produkcji, póki co w tym sezonie zawodzi. Dostaje poruszającą i doskonale zagraną scenę z Sunfyre’em tylko po to, by w kolejnej całować po brudnych butach jakiegoś trepa. Czemu ma to służyć? Wzbudzić w nim dodatkową frustrację? Powodów do niej dostał przecież już bez liku i naprawdę nie potrzebuje kolejnych. Upokorzenie uczynić ma go lepszym człowiekiem i władcą? Z książki wiemy, że takim się nie stanie i czeka go gorzki koniec. Być może scenarzyści rozwiną ten wątek w sposób zadowalający, ale na razie wydaje się, że ewidentnie nie mają na niego pomysłu.
Sam odcinek znów zrealizowano pod względem technicznym świetnie, aktorzy – nie licząc Rhaeny i Białego Robaka – nie zawodzą, jest też kilka fajnych scen, a parę zamierzenie, nie przypadkowo, zabawnych. Mnie autentycznie rozbawiła ta, w której Ormund najpierw w szale rąbie stół, po czym jak gdyby nigdy nic ponownie przy nim zasiada, z udawaną nonszalancją przekazując otoczeniu niepomyślne wieści. Gdyby przedstawiono Hightowera jako udającego stoika frustrata, kupiłbym tę postać bez wahania jako kolejne twórcze rozwinięcie bezbarwnego w martinowskiej kronice bohatera. Ale twórcy serialu musieli docisnąć gaz do dechy i uczynić z niego wykolejeńca. I tak to wygląda z kilkoma innymi wątkami w tym sezonie: scenarzyści jakby zatracili instynkt, w którym momencie należy się zatrzymać się w półkroku, zniuansować czy pozostawić jakieś niedopowiedzenie. Szkoda.




Chyba nie zrozumiałeś sceny z Healeną i Alicent. Targareynówna jest w ciąży, no chyba że to ja nadinterpretowuje.
Ormund, tak jest wariatem, niekonsekwentnym, hipokrytem i psychopatą no ale jest kuźwa JAKIŚ i dla mnie tylko z tego powodu jest już złotym punktem sezonu.
Zwłaszcza, że nieodwracalnie utraciliśmy Cole’a i Aemonda.
Faktycznie mogłem źle ją zinterpretować, tu z pewnością nie będę się upierać:) ale z kim miałaby być w ciąży? Aegon jak sam twierdził jest już niezdolny do płodzenia dzieci, oczywiście nie wiem ile w serialowej rzeczywistości minęło od Bitwy o Gawronie Gniazdo, natomiast gdyby przedstawić kurację Aegona realistycznie pod względem czasowym (co rzecz jasna nie miało miejsca) to jeśli to on jest ojcem, Haelena powinna być już w ciąży dość zaawansowanej.
To, że „młoda” jest w ciąży to jest oczywista oczywistość, pytanie tylko jak to wygląda z upływem czasu, czy z perspektywy serialu Aegon może być ojcem? Choć z drugiej strony takie rzeczy jak logiczny upływ czasu i umiejscowienie wydarzeń na osi nie zaprzątają scenarzystom i twórcom głowy.
#Halaemond
Trochę za młoda jak na jego standardy, ale serial faktycznie pokazuje szczególną relację między nimi. Zobaczymy czy macie rację, możliwe że tak jest, wątek ten rzecz jasna nie ma nic wspólnego z książką, ale to scenarzystom od dawna nie przeszkadza;)
Wedle słów Aegona po „incydencie” z Vhagar nie ma już czym płodzić. Mówię o serialu rzecz jasna.
Ojcem dziecka może być według mnie Aemond. Matkę zmuszał do pocałunku, to i gdzieś poza kadrem mógł też swoją bratową….. Dlaczego to zrobił? Może po porażce Aegona chciał w ten sposób podkreślić „że teraz to on tu rządzi”, skoro starszy brat jest do niczego.
Też odbieram że jest w ciąży, mina Alki choć zawsze ta sama jednak zdziwiona, że chronologia jest trochę nie znana to zakładam że twórcy dają przestrzeń na domysł że to dziecko Aemonda. Dla akcji serialu to chyba jednak bez różnicy.
Aemond chyba powinien mieć dziecko z Alys? Będzie miał dwoje? Zresztą, w tym serialu wszystko jest możliwe.
Zgłaszam zdanie odrębne. Moim zdaniem, wątek Rhaeny jest poprowadzony ciekawie, konflikt Daemona jest dla mnie wiarygodny, nawet ciekawszy z uwagi na jego relacje z córką, a raczej ich wcześniejszy brak. Moze przesadzam, ale wydaje mi się że ten wątek trochę naprawia wcześniejsze zachowanie Daemona, kiedy to wydawało się że w ogóle zapomniał że ma córki. Teraz wydawać się może, że to służyło właśnie podbudowie obecnego zachowania Rhaeny.
Co prawda gra aktorska córki księcia jest słaba, ale sam wątek dla mnie wiarygodny.
Co do Ormunda to mi się podoba jego postać. Książkowego nie pamiętam w ogóle, natomiast w tym serialowym nie widziałem niekonsekwencji, a raczej często występując, ludzki oportunizm – w drodze po władzę akceptuje to, co pomoże jego rodowi piąć się wyżej (spowinowacenie z Targaryenami) mimo że tym wewnętrznie gardzi, ale w momencie kiedy przestaje mu to przynosić zysk, uzewnętrznia się jego prawdziwe 'ja’. Potwierdza to właśnie ostatnia scena oraz to, że cały czas to bluźnierstwo w postaci smoka ma na podorędziu, mimo że się tym brzydzi. To samo z Vhagar – akceptuje potężna broń która może dać tron dla jego rodu/podopiecznego, ale wewnętrznie, zakochany w samym sobie jako najdoskonalszej, tym gardzi.
I bardzo się cieszę, że są zdania odrębne:) co do hipokryzji serialowego Ormunda to mogę się zgodzić, że jest dość typowa, natomiast nadal uważam, że podważanie legalności władzy wszystkich Targaryenów, gdy się jest Hightowerem, jest dość osobliwe:)
Podobała mi się sama reakcja Daemona na córkę – uczłowieczyła go, a jednocześnie pozostał jednak sobą, bo nad Rhaeną bynajmniej się nie rozczulał. Natomiast dla mnie ten wątek jest po prostu spartaczony od momentu jak pod koniec drugiego sezonu zobaczyłem Rhaenę, która wymyka się w sposób strasznie głupi w czasie wymarszu synów Królowej z Orlego Gniazda i potem leci na przełaj – i to raczej w stylu paralityka niż maratończyka – przez góry i doliny by znaleźć Owcokrada. Więc nie przeczę, że jestem trochę uprzedzony:)
A mnie podważanie władzy Targaryenów i teologiczne dyskusje wcale nie zaskoczyły. Pasuje mi przedstawienie tańca jako metaforycznej walki między magią i filozofią Targów a magią i filozofią Hightowerów. Zastanawiałem się trochę dlaczego z wszystkuch rodów Westeros to Higtowerowie rzucili wprost wyzwanie smoczym lordom. I doszedłem do wniosku że magicznie są do tego predysponowani – pochodzą z cesarstwa świtu, więc mają „magiczne geny” nawet potężniejsze od Targaryenów, do tego oczywiście wpływy i pozycję. Oni sami tego nie przyznają, ale wszyscy wiedzą że ksiązkowi Hightowerowie studiują wyższe tajemnice. Można tu jeszcze wrzucić konspirację maesterów. Nie chcieli by zniszczyć Targów i smoki, co bardziej ich zniewolić, przejąć ich magię czy pokazać że są potężniejsi. To tylko moje spekulacje, ale dobrze opisują ogólny schemat tańca, a magia martina zawsze jest symboliczna i podprogowa.
Kolega ich przecenia. Ten serial nie ma już z Martinem nic wspólnego, co zresztą tenże Martin sam ogłosił. Warto o tym pamiętać przy ewentualnych rozważaniach co się tu odwala.
Książkowi Hightowerowie, w samej sadze są na razie na uboczu akcji w Westeros, ale Targaryenowie też… Ciekawe, czy w Sadze odegrają jakąś większą rolę.
Potężny i bogaty ród, jednak nie szedłbym tak daleko. Nie są nawet szefami w Reach i nie widzimy żeby jakoś to zmieniali. Raczej korzystali na tym że zostali częścią rodziny królewskiej Targów. To że ambicje biorą górę to znane od dawna. Targi mają smoki a to inna para kaloszy.
GoT pokazał że jednak albo tak stracili na znaczeniu albo odrobili lekcje.
Abstrahując już od tego jak po świetnym 1 sezonie położono ten serial , to naszła mnie pewna refleksja. Mianowicie gdyby nie Smoki a w przypadku zielonych (tylko vhagar i tessarion) to nie mieliby oni żadnych szans w konwencjonalnym konflikcie. Oczywiście widzimy tylko zapisy kronikarskie ale na ich podstawie idzie stwierdzić ze siła militarna zielonych byłaby żadna. Armia zachodu została rozgromiona przez dorzecze, zastęp cola też . Hightowerowie dostaliby po dupie nad miodowiną, zaś siły krain burzy jako jedyne byłyby odwodem z tym że wiemy co się stało w królewskim lesie. Stąd należy uznać iż rzeczywiście vhagar na tym etapie historii była niczym Czarny strach bo bez niej ta wojna nie ma sensu. Zieloni nie są wstanie wygrać tego w sposób konwencjonalny. Co do serialu to coś czuje że jednak scenarzyści wytną krwawego Bena a to z kolei sprawi że nw jak ma przetrwać ród blackwoodów skoro Cregan poślubi Alyssane . No i żałuje że nie wprowadzą nam też Krwawego Krakena gdyż niewątpliwie jest to bohater narodowy na żelaznych wyspach.
Z tym, ze zieloni nie mieliby szans do końca się nie mogę zgodzić, wojska Lannisterów, Hightowerów i Baratheonów to już jest bardzo dużo. Właśnie dlatego Martin postanowił, iż Krwawy Kraken dołączy do czarnych z uwagi na ich słabszą pozycję, przecież równie dobrze mógł łupić wybrzeże północy i chcieć odbudować królestwo w dorzeczu.
Może w odróżnieniu od Balona był realistą i wiedział, że na Północy nie ma czego łupić, a odbudowa królestwa w Dorzeczu to mrzonki?
Czarni mieli znaczną przewagę, lecz ich główne siły były daleko – Północ i Dolina. Gdyby Aegon i Aemond nie byli takimi zbrodniczymi kretynami to mogłoby im się udać.
dokładnie odwrotnie – w konwencjonalnym konflikcie to Czarni nie mieli żadnych szans. po stronie Zielonych są najbogatsze i najludniejsze krainy (Zachód, większość Reach, Burza), po stronie czarnych słabo zaludnione rubieże (Północ, Dolina, Wyspy).
to właśnie przewaga w smokach (4 do… 9? piszę z pamięci) daje jakiekolwiek szanse czarnym.
zresztą nie musimy zgadywać – taki konflikt miał przecież miejsce. w Wojnie 5 królów Stark, nawet gdyby go wsparła Dolina, nie miałby żadnych szans przeciwko Lannisterom połączonym z Tyrellami…
Nieprawda. Tylko Zachód (bogaty, choć niespecjalnie ludny). Reach jest podzielone po równo między Czarnych i Zielonych (większość jest neutralna). Zaś Krainy Burzy nie są ani ludne ani bogate. A po stronie Czarnych jest jeszcze większość Ziem Korony. Wystarczy rzut oka na mapę, żeby stwierdzić po czyjej stronie jest przewaga. Plusem dla Zielonych jest bliskość ich sojuszników, ale przy dłuższym konflikcie i tak by przegrali. Co zresztą się stało – nie trzeba odwoływać się do Wojny 5 Królów, która była zupełnie innym konfliktem. Przewaga w smokach niewiele dała Czarnym. Smoki tak naprawdę wprowadzały tylko chaos. Wszystkie istotne bitwy rozstrzygnęli ludzie.
w wojnie 5 królów udało się wygrać siła zachodu tylko dlatego że pokonały siły dorzecza bo dowodził nimi pożal się Boże Edmur. Natomiast w tańcu siły dorzecza byly lepiej dowodzone i zmasakrowały armię zachodu . Druga sprawa tak jak pisze Robert snow w reach nie było spójności co do konfliktu. Ród namiestniczy o ile pamiętam zachował neutralność zaś siły beesburych i ich sojuszników gdyby nie tessarion to rozgromilby siły hightowerow co sprawia że jedynymi siłami jakimi dysponowali zieloni była armia krain burzy tego nie dało się wygrać beż vhagar.
co do sił z żelaznych wysp to oni w sumie tam już przyszli na gotowe a w zasadzie dobili osłabiony zachód ale i bez tego zieloni byli już pobici .
Ogólnie w westeros kluczowe jest dorzecze, bo ten kto je kontroluje lub pokona wygrywa wojnę
taniec smoków- czarni
wojna 5 królów- tywin po spisku
rebelia Roberta- rebelianci
rebeli blackfyreow rojaliści
to nie jest w sumie też dziwne bo krainy korony są notabene otoczone przez dorzecza i dopiero odpoludnia są krainy burzy
Słuszna uwaga o Dorzeczu. To kluczowa prowincja.
Co do Dorzecza to w Wojnie 5 królów to nie miało nawet jak się przygotować do walki.
To Catelyn sprowadziła ataki Tywina pod obcą banderą. Bo porwała karła. Hoster był chory, a Edmure młody. A Tywin to rzeźnik, co stosował okrutne metody nawet gdy Robert jeszcze żył.
Jak dla mnie to ten serial robi się coraz lepszą czarną komedią. W wielu elementach bez ładu i składu. Scenarzyści odeszli od książki w wielu aspektach, ich sprawa, nie każdy czytał książkę. Tylko trochę logiki. Jesteśmy w środku konfliktu o władzę nad wielkim królestwem a jak się okazuje ludzie zarządzający nie mają o niczym wiedzy. Szary robak, czyli szefowa wywiadu, zwierzchnik ichnich służb i szpiegów nic nie wie, bawi się w związki zawodowe, nakarmić biednych. Królowa na wieść o kotach dostaje objawienia jakby koło odkryła. Namiestnik króla lata po lasach i nie ma pojęcia co się dzieje i że nawet stolica upadła. Akcja z Owcokradem i córką Daemona to jakaś pomyłka, ta dziewczyna jest najgłupsza i najbardziej irytująca w calym swiecie Martina na ekranach. Rozumiem że Ormund ma być przedstawiony jako główny antagonista który ma się za najmądrzejszego i cnotliwego tak naprawdę jest chorym psychilem który dla władzy zrobi wszystko. Typowe zło z filmów, tylko jaki sens miała scena z Daeronem i zabójstwem tego szwagra Hugh? Aegon? Nikt się nie interesuje że gość gada do smoka, że mają kasę itp. Rozumiem nie każdy widział króla ale przybysze z kasą mogą zainteresować lokalne władze w czasie trwania konfliktu. W wielu momentach brakuje podstawowej logiki. Cole wchodzi do twierdzy nic nie wiedzac, najpierw się puszcza zwiad czy straż zeby zrobić rozpoznanie. A najglupsze to są te gatki o trudach życia, o Ojcach czy ich braku, jak to u bękartów Corlysa i teraz też córka Daemona czy sama królowa. Pewne rzeczy są wyjasniane jakby przekaz dla upośledzonych. Ciekawi mnie jak zostanie pokazana zdrada smoczych jeźdźców bo za chwilę czeka nas jadka i zakladam że z dwóch butew dostaniemy jedną ale na większą skalę.
Może w ogóle jej nie będzie? A przynajmniej w przypadku Hugh. Zieloni zamordowali mu szwagra i gwałcili żonę, a on ma teraz do nich przystać? Chyba że go zaszantażują rodziną (choć w tym celu nie powinni zabijać szwagra, tylko pozwolić mu się wygadać). Jednym słowem groch z kapustą, a bzdura goni bzdurę. Zawsze zdumiewa mnie, jak mało utalentowani ludzie partycypują w projektach za miliony dolarów. :/
Bo goje i tak to łykną, to po co mają się starać?
Goje? Brauniarz, jak mniemam? To wypad.
Braun to kolejny agent Mossadu, więc niezbyt…
A no i nie wiedziałem, że jesteś tutaj szefem, nie chciałem cię urazić :/
Wypad z mojego wątku oczywiście. Za innych nie odpowiadam. To wolna strona. 🙂
Z tym szantażem Hugh też mi przeszło przez myśl. On jest jak narazie pokazany jako czlowiek honorowy, lojalny wiec może być tak że Ulf zdradzi lub coś odwali i Hugh będzie reagował na zaistniałą sytuację. Czyli bedzie jak dotychczas, chęci i zamiary sluszne a wyszło jak wyszło ale to już w poniedziałek będziemy wiedzieć.
Tak właśnie pomyślałem, gdy okazało się, że żona Hugh jest w Tumbleton.
Tbh ja chętnie bym zobaczył na kartach kroniki Hugha takiego bardziej serialowego, pod tym względem, że lojalniejszy, honorniejszy itp.
Taki w pół drogi między Ulfem, a Velaryonowiczem.
Serial mógł go fajnie poprowadzić, ale cóż, jest serialem.
Być może jednak zdrada będzie tylko Ulfa? A Hugh nie zdradzi?
Albo, co pasuje do poziomu serialu, to Hugh będzie lojalny, a bękart i Ulf się zbuntują, czemu nie xD
Martin pewnie nie chciał bardziej się na nim skupiać. Gdyby był lojalniejszy, to musiałby mu dać jakiś dobry powód do zdrady. A o taki niełatwo. Przecież ten szantaż rodziną (o ile rzeczywiście nastąpi) to jest plot na poziomie opery mydlanej. 🙂
PS. Na poziomie serialu to by było, gdyby nagle Hugh usłyszał jakieś dzwony, dostał dzikich oczu i zaczął palić wszystkich jak leci, wrogów i swoich. Coś jak Dany i Rhaena. 😀
Mysaria to BIAŁY robak. Nie Szary.
Dzięki, tak marnie ta postać w serialu wygląda że łatwo pomylić. Ja nie kupuję ani jej ani Larysa, tamten chodzi z królem po lasach jednak jak na swoje funkcje to oni chyba dowoadują się ostatni o tym co się dzieje. Chyba że będzie jakiś twist jednak chyba brakuje pomysłu jak to ogarnąć.
Też zinterpretowałem scenę z Haeleną w ten sposób, że ona jest w ciąży. Gdyby okazało się, że ojcem jest Aegon, byłoby to dziwne ze względu na ramy czasowe, no ale zobaczymy co scenarzyści tu wymyślą.
Dla mnie Ormund jest jedną z ciekawszych postaci w serialu, bo przynajmniej jest jakiś, tak jak kolega wyżej pisał. Nie czytałem książek więc patrzę tylko na postaci serialowe i ta wprowadza jakąś świeżość do tej historii. Też widzę w Ormundzie oportunistę, który może i uważa się za lepszego od Targaryenów i gardzi nimi i ich smokami, ale też nie ma uporów, by wspomóc się nimi, gdy może mu to przynieść korzyści. Nie widzę jakiejś dużej niekonsekwencji w jego charakterze.
Bardzo fajnie za to Dżądżenie wypunktowałeś różne głupotki i dziwactwa, którymi uraczyli nas scenarzyści w tym odcinku. Są też oczywiście i plusy, jak zdjęcia czy wspomniana gra aktorska Aegona. Scena ze smokiem to jedno, ale bardzo podoba mi się jak ten aktor odgrywa osobę, która jest poparzona i każdy ruch sprawia jej ból. Akurat walczę z półpaścem, który objawia się m.in. sporą nadwrażliwością skóry i odczucie jest podobne do oparzenia – za każdym razem, gdy Aegon się rusza, schyla czy próbuje iść, robi dokładnie takie same grymasy, jakie ja też aktualnie robię i dosłownie czuję jego ból – a to znaczy, że aktor wykonał świetną robotę 🙂
Dzięki:) Też uważam, że aktor wcielający się w Aegona robi świetną robotę jeśli chodzi o odgrywanie skutków oparzenia, ma nawet charakterystyczny tik z językiem.
Zdrówka życzę!
Dziękuję 🙂
Tym razem zgadzam się w 100% z autorem. Chyba widać już u niego delikatną nutkę zniecierpliwienia tymi fabularnymi bzdurami serwowanymi nam przez nieudaczników z HBO. 😉 No, może w 99%. Ja nigdy nie uważałem, że 1 sezon był wybitny, udany czy choćby tylko przyzwoity. Wręcz przeciwnie. Był kiepski, wydumany, pełen przeinaczeń i zwyczajnie głupich pomysłów z d… wziętych. Gra o Tron upadła dopiero w drugiej połowie serialu, Dom Smoka od początku był takim 8 sezonem – minutowe wodotryski wizualne smoków i bitew, przerywane godzinami dłużyzn nudnych i głupich wypocin scenarzystów HBO. :/
Oczywiście, że Haelena jest w ciąży przecież w rozmowie trzyma ręce na brzuchu co od czasów zamierzchłych w sztuce jest u kobiet oznaką ciąży. Ile w tym sensu czasowego to inna kwestia. Ale jak zobaczyłem scenę z leżącym Sunfyerem to przez moment myślałem, że smok wstanie i okrzyknę tą scenę najgłupszą w historii, ale nie, chociaż tyle. Najgłupszą sceną jest więc dla mnie odkrycie, że koty polują na myszy. To było the best. Dlaczego każda postać która wydaje się choć trochę miła musi zostać mordercą ? Po co ta scena na końcu ? Nie wiem, czy scenarzystom naprawdę się wydaje, że każdy arystokrata w dawnych czasach to był psychol ? Mógł w to wierzyć plebs podczas Rewolucji Francuskiej ale my chyba jesteśmy mądrzejsi ? Przecież młody mógł mu odmówić i co by mu się stało ? No nic. To już takie nudne.
Sunfyre pewnie w następnym odcinku zje całą załogę Gawroniego Gniazda i uratuje swojego jeźdźca. Jakiś durny wymysł z absolutną hibernacją trwającą kilka miesięcy na otwartej polanie gdzie jeszcze każdy do tego smoka podchodzi
W tym serialu głupota goni głupotę. Najbardziej mnie śmieszy wątek Aegona oraz Larysa. Podróżują bez eskorty, a tu strefa wojny. W każdej chwili może ktoś ich zabić. Ktoś kto to wymyślił to naprawdę musi być tytan intelektu
No… przecież nawet Ned i Robert podczas pokoju mieli ogon, obstawę jak podróżowali na Południe.
Tyrion niewiele miał obstawy podczas podróży z Muru do Dorzecza, ale wiadomo dlaczego – nigdy nie był uważany za ważnego u Lannisterów.
Poza tym był Tyrionem i sam pewnie wolał niewielką grupę swoich – od zwykłego bandziora by go obronili, niczego więcej chyba nie potrzebował i zapewne nie chciał. Tywin na pewno by mu dał dużą obstawę, bo to buduje prestiż nie tylko Tyriona, ale rodu i na pewno o tym taki szczwany i przewrażliwiony na tym punkcie lis, jak Tywin, musiał o tym wiedzieć.
PS: Ewentualnie to kwestia tego, że Cersei i Robert zostawili mu tylko paru ludzi, albo nawet chyba nie dali żadnego, powiedzieli mu coś w stylu, że skoro chciał wracać samemu, no to niech wraca sam ze swoimi sługami. Bo w to, że Tywin by mu skąpił na eskorcie, nie wierzę.
Koledzy i koleżanki, przez przypadek znalazłam sobie obraz, który pokazuje tę urodę Daenerys z książki, przy której chowa się Emilia Clark.
W linku zdjęcie
https://ibb.co/Df73VbDK
Ładna, ale włosy powinny być srebrne, a to jest po prostu jasny blond. No i oczy powinny być filetowe, nie niebieskie. Przynajmniej gdybyśmy trzymali się książki.
No tak, ale ona nie jest stylizowana na Daenerys to przypadkowy obraz. Po prostu według mnie to jest kanon Valyrianskiej urody.
Ale skoro się czepiasz szczegółów to tu zmieniłam jej kolor oczu i włosów, aby pasowało.
https://ibb.co/KcML3vhq
O, i od razu lepiej. 😉
Serial ten miał konkurować z Pierścieniami. 1 sezon wiadomo, nie ma co porównywać.
2 sezon, niektórzy twierdzą że na równi.
3 sezon – czyżby to Amazon zrobił coś lepszego? Bo to przecież albo wieje nudą albo masz ochotę zgrzytać zębami. Otwarcia z Gardzielą nie liczymy.
Serial dostaje 3 i pół sezonu by pokazać akcje na przestrzeni roku. To doskonała okazja by zbudować u widzów więź z bohaterami, nawet jeśli są złoczyńcami.
Tymczasem scenarzyści walczą pomiędzy materiałem a swoim widzimisię.
Warto pamiętać że pani scenarzystka otwarcie pogardziła Daemonem, ulubiona postacią Martina. Inni chyba na siłę chcą raczyć alegoriami.
Teraz dodali fanatyzm religijny.
Serial miał prostą receptę na sukces.
A sposób w jaki pokazuje kobiety u władzy daję do myślenia. Czyż Otto nie miał jednak racji? Gdyby Viserys poczekał chwilę z ogłaszaniem dziedzica, czy królestwo by nie było uratowane?
Przez pół sezonu oglądamy miotanie się typowej managerki średniego szczebla z przerostem ambicji i ego.
PS. Dla mnie Rycerz był na podobnym poziomie. Pomimo zgodności z materiałem. To nie w tym rzecz chyba. Po prostu telewizja nie umie już budować czegoś takiego u widzów jak kiedyś. Bohaterowie sa nam obojętni.
Przecież to przez Otto wyszło to całe g… To on naciskał Viserysa, żeby ten ogłosił Rhaenyrę następcą.
No tak. To pokazuje, że Enty miały racje. Don’t be hasty 🙂
I jak powiedział Gandalf: nawet mędrzec nie wie wszystkiego. Zaś Otto żadnym mędrcem nie był. Gdyby spokojnie poczekał, to niedługo potem Aegon w naturalny sposób by zastąpił Daemona na tej pozycji. 🙂
Po ostatnim odcinku zaskakująco męczy mnie jedna rzecz.
Co tam cytrynowe drzewko, ale
Małpy w Braavos?
Oj tak… i te upały.