
Finał sezonu zbliża się wielkimi krokami. Przed nami przedostatni odcinek.
Streszczenie
Helaena śni, ale budzi ją Rhaenyra. Chce wiedzieć, czy Aemond domagał się, by dołączyła z nim do walki. Młodsza kobieta twierdzi, że kiedyś lubiła latać, ale z tego wyrosła. Rhaenyra opowiada jej bzdury o królu Viserysie, który jakoby wyrzekł się smoków. Tak naprawdę był ostatnim jeźdźcem Baleriona, choć gad był już wtedy bardzo stary i niedługo później zdechł. Helaena uważa, że smoki odmieniają swych jeźdźców. Czy Rhaenyra tego nie czuje? Okazuje się, że niezbyt. Starsza kobieta chce wiedzieć, czy młodsza wyśniła wynik wojny. Gdy Helaena nie chce odpowiadać, miła atmosfera pryska. Sama Rhaenyra sprawia wrażenie, jakby miała nie po kolei w głowie.
Aemond próbuje odtwarzać Conana, niestety brakuje mu jakichś stu kilo mięśni, by wypaść w tej roli przekonująco, tym bardziej że na koniec się wywala. Może i by zapłakał, ale nagle dostrzega matkę. Szybko lądują w łóżku. W pewnym momencie Aemond orientuje się, że to jednak nie mama, a Alys, która chce mieć z nim dziecko. Jest przerażony. Poprzednio to Daemon w Harrenhal śnił o seksie z rodzicielką, ale ten dla odmiany wystraszył się dopiero, gdy zrozumiał, że to jego matka. Aemond, jak widać, chadza własnymi ścieżkami. Zniesmaczony swym odkryciem ucieka boso z łoża tylko po to, by trafić na zamkowym dziedzińcu na matkę. Dla odmiany: prawdziwą, nie wyśnioną.
Armia Dorzecza i Wilków Zimy maszeruje na południe. Widzimy ładne sztandary i mniej ładną głowę Cristona Cole’a zatkniętą na pice czy innej gizarmie. W książce Czarni również w ten sposób przynieśli ją pod Tumbleton. Tymczasem Gwayne wjeżdża do miasta, informując swojego nienormalnego kuzyna o zbliżających się przeciwnikach. Ormund w niezbyt empatycznych słowach odnosi się do porażki Cole’a, aczkolwiek nie wygląda na przesadnie zmartwionego.
Daemon nawiedza Orle Gniazdo, zakłócając miłe chwile lady Jeyne z jej koleżanką. Chce wiedzieć, gdzie jest Rhaena. Lady Arryn informuje, że zdążyła odlecieć zaraz po tym, jak po niego posłała. Daemon wścieka się, że nie zamknęła jej w celi. Przypominam, że w Orlim Gnieździe są tylko podniebne, niezbyt dobrze wpływające na zdrowie psychiczne ich lokatorów, a Rhaena już bez tego ma spory chaos pod kopułą. Lady Arryn informuje Daemona, że jego córka zamiast siedzieć w ukryciu, lata w tę i nazad na Owcokradzie. Pół Doliny ich widziało. Nie ma wyjścia: musi powiadomić królową. Daemon prosi ją o dzień zwłoki, by sam mógł odnaleźć córkę. Pani Doliny niechętnie informuje go, że ta obecnie ugania się za Vhagar, i widziano ją w okolicach Fairmarket w Dorzeczu.
Baela i Addam wciąż szukają Aemonda, ale córka Daemona jest już znużona. Nie dziwota – obecnie ma znacznie ciekawsze rzeczy do roboty, o czym zresztą wygaduje się przed Addamem. Niezręczną ciszę przerywa pojawienie się na horyzoncie smoka. Bynajmniej nie Vhagar.
W Harrenhal Alicent nawija Aemondowi makaron na uszy o swej ucieczce z Królewskiej Przystani, wychwalając niejakiego ser Adriana, który to miał ją uratować. Przedstawia go synowi. Ten dziękuję za ocalenie matki i wbija mężczyźnie sztylet w podbródek. Myślę sobie: chyba jednak sroce spod ogona ten Jednooki nie wypadł, skoro tak łatwo przejrzał zdradę matki. Ale gdzie tam: uwierzył we wszystko, ale nie może pozwolić, by jakiś obcy pałętał się po zamku i poznał jego tajemnice.
Ormund „gości” Corlysa. Wąż Morski chce wiedzieć, czy to jego ostatni posiłek przed egzekucją. Nic z tych rzeczy. Hightower porwał Węża Morskiego, by pozbawić Driftmark głowy. Bez swego lorda wojska Velaryonów nie wyruszą do stolicy, by zaprowadzić tam porządek. Aha. Wieczerzający wraz z nimi Daeron Przerażony nie bardzo rozumie, co im to da, skoro zmierza na nich armia Dorzecza. Jedno spojrzenie Ormunda wystarczy, by przestał się interesować i wrócił do jedzenia. Tymczasem Hightower rozpoczyna kolejny wykład nad plugawością targaryeńskiego nasienia. Corlys woli już siedzieć w celi, niż słuchać tych bredni. Nim jednak tam trafi, Hightower ma do niego jeszcze jedną sprawę, do załatwienia której niezbędny jest wielgachny nóż.
Daeron i Gwayne zastanawiają się, co Ormund kombinuje. Jest stanowczo zbyt z siebie zadowolony. Daeron się wścieka: co z niego za król, który siedzi bezczynnie, patrząc, jak szaleniec prowadzi ich na rzeź. Zastanawia się, czy nie wydać żołnierzom rozkazu do poddania się. Gwayne kpi, że wtedy i tak zginą, tyle że bezbronni, bo Czarni na pewno ich stracą. Zrezygnowany Daeron stwierdza, że Rhaenyra może sobie zatrzymać swoją koronę.
Tyle że Czarnej Królowej sprawia ona coraz więcej problemów. W czasie Małej Rady Torrhen Manderly skarży się, że jest znienawidzony przez mieszkańców miasta. Winna zaś temu jest królowa, która to jego w czasie ostatniej audiencji obarczyła odpowiedzialnością za problemy finansowe. Jednocześnie nie słucha jego rad, jak im zaradzić. Dochodzi do wniosku, że od początku planowała zrobić z niego kozła ofiarnego. Rhaenyra nawet nie udaje, że go słucha. Chce wiedzieć, czy są wieści od lorda Corlysa bądź z Harrenhal, ale jej bezużyteczni doradcy nic nie wiedzą. Daemon też nie wiadomo gdzie się podział, wylatując z miasta na swojej smoczycy. Lady Frey przypomina o swych roszczeniach do Harrenhal. Zirytowana królowa każe jej po prostu zająć twierdzę na czele swych wojsk. Posiedzenie przerywa przybycie Addama i Baeli. Dostrzegli Owcokrada i jego jeźdźca. Nie wiedzą czy nowego, czy innego. Ścigali go, ale zniknął.
Po posiedzeniu Biały Robak niczym Grima Gadzi Język zatruwa umysł królowej sugestiami o zdradzie Daemona, który od początku miał ją oszukiwać w sprawie Owcokrada. Rhaenyra – być może aby uwolnić się od namolnej doradczyni – nakazuje wezwać Addama.
Ekipa Aegona wciąż się powiększa. Zyskał dodatkowych ludzi i konie. Król wciąż planuje wybrać się do Braavos. Teraz jednak widzi uciekających ludzi. Ci informują, że zbliża się armia z czerwoną rybą na sztandarach. Lannister podejrzewa, że chodzi o Mootonów, którzy są stronnikami Czarnych. Aegon nie wierzy, by mogli wiedzieć, że tu jest. Tyland radzi, żeby wracali do Gawroniego Gniazda.
Aemond spożywa kolację wraz z Alicent i Alys. Atmosfera między teściową a nową wybranką syna jest dość napięta. Aemond uświadamia matkę, że Rhaenyra w końcu sama doprowadzi się do zguby, on zaś postanowił założyć nową linię Targaryenów i będzie władał nią z Harrenhal. Słuchając tych głupot miałem ochotę zamknąć go w sypialni, jak zrobiono z Rhaenyrą w pierwszym odcinku. Na szczęście wyręczyła mnie Alys, która posłała przyszłego króla, by narąbał drewna. Na osobności ostrzega go, że matka przybyła, by mu zaszkodzić. Nie chce tu teściowej.
Tymczasem Alicent – być może też nie mogąc znieść idiotyzmów wygadywanych przez syna – postanawia, że sama go zabije. Wraca do trupa zamachowca i zabiera mu sztylet, potem jednak dostrzega psiankę czy inną kociankę.
Aegon z kumplami natrafiają na kolejnych uciekinierów, tym razem z Gawroniego Gniazda. Splątany Język wyjąkuje, że lord Mooton wysłał armię ze Stawu Dziewic, która najpierw maszerowała na Gawronie Gniazdo, teraz jednak przeczesuje okolicę, szukając Lannistera. Strong radzi Tylandowi, by oddał się w ręce Czarnych. Mooton co prawda zawlecze go jako jeńca do stolicy, ale przy okazji zabierze ze sobą swych żołnierzy, dzięki czemu król i Larys będą mogli bezpiecznie kontynuować swoją podróż. Aegon dość ma jednak uciekania. Zamierza zginąć w walce. Pochowają go jak króla u boku jego smoka. Tyland postanawia zostać ze swym władcą, Strong zaś obiecuje dopilnować, by świat dowiedział się o heroicznej śmierci Aegona, i odjeżdża w siną dal.
Caraxes zmusza Owcokrada do lądowania. Wściekły Daemon robi wyrzuty córce, przypominając, że miała nie wyściubiać nosa z Doliny. Ta ostrzega go, by się nie zbliżał, gdyż nie panuje nad swym smokiem. To interesująca informacja, zważywszy, że zamierza na nim zapolować na najpotężniejszą bestię na świecie. Rhaena postanowiła, że albo zabije Vhagar, zmazując tą zasługą część swych win, albo zginie próbując. Daemon stara się wykazać córce absurdalność jej planu, rzecz jasna bez skutku. Zrezygnowany oferuje pomoc – dwa smoki mogą mieć szansę pokonać olbrzymią Vhagar. Rozmowę przerywa przybycie Rhaenyry na Syrax i Addama na Morskim Dymie. Daemon nakazuje córce dać drapaka, ale po ziemi, gdyż w powietrzu ją dopadną. Tymczasem Rhaenyra oraz Addam lądują i królowa rozkazuje bękartowi biec za jeźdźcem Owcokrada. Brakuje tylko muzyki z Benny Hilla. Cztery smoki syczą na siebie i dymią, lecz to igraszka w porównaniu ze wściekłą żoną robiącą wyrzuty mężowi. Tymczasem Rhaena okazuje się nie tylko słaba w myśleniu czy panowaniu nad smokiem, ale też bieganiu. Addam wlecze ją pomiędzy rozwścieczone gady. Królowa rozpoznaje w czupiradle Rhaenę. Domyśla się, że Daemon cały czas wiedział, że to ona była jeźdźcem Owcokrada. Nie ma jednak szans porządnie go ochrzanić, bo rzuca się na nią miłośnik baraniny. W obronie swej pani staje Syrax. Rozpoczyna się piekło. Jedynym zachowującym się rozsądnie jest Daemon, co pokazuje, z jakim uwiądem intelektualnym mamy do czynienia. Owcokrad znacznie większy od Syrax straszliwie nią poniewiera, ale w sukurs przychodzi jej najpierw Caraxes, potem zaś Morski Dym. Królowa z jakiegoś powodu ratuje Rhaenę, która nie dość, że przyczyniła się do śmierci jej syna, to gdyby nie interwencja Daemona, zgubiłaby również jej smoczycę. Odlatuje z nią na Syrax, zaś książę każe Addamowi je eskortować. Na Caraxes staje naprzeciw Owcokrada, który machnięciem ogona zrzuca go na ziemię. Smoczyca nachyla się nad swoim panem, który pozwala uciec wlokącemu się po ziemi Owcokradowi. Biedny smok nigdy nikomu – nie licząc owiec i pasterzy – krzywdy nie zrobił, miał jednak pecha trafić na Rhaenę, i teraz sam ledwo uszedł z życiem.
Biały Robak oprowadza swoją koleżankę trudniącą się najstarszym zawodem świata po sali tronowej. Obie damy snują rozważania nad błędną polityką Rhaenyry, która zawiesiła audiencje, choć w mieście szerzy się głód i występek. Biały Robak obiecuje, że teraz to ona zadba o wszystkich, szepcąc o ich problemach do ucha królowej. Wspaniałomyślna propozycja zostaje wyśmiana. Koleżanka po fachu kpi, że odziana w jedwabie Mysaria uważa się za przedstawicielkę ludu. Rzeczniczka uciśnionych nie wygląda na zadowoloną z krytyki tychże, dlatego nakazuje strażnikom wyprowadzić prostytutkę.
Do Smoczej Jamy wracają dwa smoki z trójką pasażerów. Królowa każe zamknąć Rhaenę tak, żeby nie musiała już jej oglądać. W końcu jakaś dobra decyzja!
Aemond znowu bawi się w Barbarzyńcę, ale przerywa mu matka, przynosząc doprawione winko. Na pewno zdrowe. Jednooki mówi Alicent, że Alys jej nie ufa. Ma rację! Zabójca Krewnych przyznaje, że próbował zabić Aegona. Na matce, która właśnie zamierza pozbawić życia jego, nie robi to większego wrażenia.
Rhaenyra patrzy na prezent od Daemona – czaszkę rzekomego jeźdźca Owcokrada. Trzyma ją na stoliku obok innych bibelotów. Daemon wchodzi do jej sypialni, licząc na rozmowę w cztery oczy, królowa jednak nie odsyła służki, która na drugi etat szpieguje dla Białego Robaka. Książę tłumaczy się przed żoną. Chciał chronić córkę, którą długo zaniedbywał. Prosi o wybaczenie – zrobił to, co uznał za słuszne. Królowa nie zamierza jednak wybaczać.
Baela przychodzi do siostry. Ta przeprasza: głupio wyszło z tym Jacem. Tu dla odmiany dochodzi do zgody. Czemu nie, Baela może już nie będzie królową, ale ma za to nowego chłopaka.
Rzeczony wyłapuje ludzi Hightowerów na czele sił Velarynów, które to ponoć nie dotarły dzięki sprytnemu planowi Ormunda do stolicy. Jeden ze strażników przynosi mu puzderko z przesyłką. W środku znajduje palec ojca z sygnetem.
Alys głaszcze sowę, kiedy do jej komnaty wtacza się Aemond, znów prosząc ją o ratunek. Alicent tymczasem ucieka z zamku.
Helaena znowu śni. Tym razem o porodzie. Jej nowonarodzone dziecko zabiera królewski gwardzista, który trochę mi przypomina serialowego Arthura Dayne’a. W kolejnym śnie dosiada Dreamfyre i pali zbliżających się do niej ludzi. W następnym przebłysku siedzi z dziećmi na łące karmiąc kury. Idylla szybko się kończy – słońce skrywa się za księżycem, zaś z nieba zaczyna padać śnieg. Nadchodzi Białe Zimno.
Za to Rhaenyra nie może spać. Ciska czaszkę do kominka i idzie pogadać z Białym Robakiem. W komnacie Starszej nad Szeptaczami wysłuchuje kolejnej porcji oskarżeń wobec Daemona. Zniecierpliwiona przerywa Mysarii, przypominając jej, że jak dotąd udzieliła jej samych złych rad. Mysaria dochodzi do wniosku, że skoro budowanie swej pozycji na myśleniu niezbyt dobrze jej idzie, trzeba użyć innych sposobów.
Płonie ognisko i szumią knieje. Nie ma co prawda drużynowego, ale Aegonowi i Tylandowi to nie przeszkadza. Obok stoi nieśmiertelny wóz, w którym król z Larysem opuścili Królewską Przystań. Spokój nie trwa długo: zbliża się do nich zbrojny zastęp. Mężczyźni szykują się do ostatniej walki. Prowadzący zbrojnych lord Mooton rozpoznaje Tylanda. Radzi, by wyznał, gdzie ukrył skarbiec, jeśli chce zginąć szybko i zachować uszy. Książkowemu Tylandowi to się nie udało, stracił też zresztą oczy. Aegona tymczasem ogarnia furia. Wykrzykuje, kim jest i przeklina swych przeciwników. Cała przemowa robi wrażenie na Mootonach, tym bardziej że nagle za plecami króla pojawia się Sunfyre. Złoty smok powrócił z martwych. Aegon nakazuje mu spalić wrogów. Ma przy tym ubaw po pachy.
Pijanica pije. Za towarzysza ma Ormunda. Ten martwi się, że od czasu ich ostatniej rozmowy Ulfa spotkały nieprzyjemności ze strony Daemona. Dla Czarnych jest tylko narzędziem, którym można pomiatać. Ormund nigdy by go tak nie potraktował. Pijanica przypomina, że Hightower obiecał mu tytuł lorda i zamek Honeyholt. Pan Starego Miasta mówi, że to już nieaktualne, ale tak się składa, że Driftmark niedługo zostanie bez pana. Czy nie chciałby zostać Lordem Przypływów?
Komentarz
Zamiast cotygodniowej porcji narzekań, powtarzającej w dużej mierze zarzuty z poprzednich tekstów, skupię się dziś na jednej scenie: powrocie Sunfyre’a. Wskazówki, że smok może jednak żyć, mieliśmy już w odcinku czwartym. Oczywiście dostrzegam wszystkie problemy związane z zaprezentowanym nam zwrotem akcji. Tak, dziwna sprawa, że smok przeżył trwającą tygodnie czy miesiące śpiączkę. Zgoda, że cały wątek podróży Aegona z Larysem, skoro ostatecznie Szpotawa Stopa porzuca króla, wydaje się kompletnie zmarnowany. Nie da się ukryć, że wszystko to ma się nijak do wydarzeń z książki. Jednocześnie jednak wątek ten duchem jest bardzo wierny oryginałowi. Bo przecież w Ogniu i krwi czytamy, że złamani król i smok nawzajem dawali sobie nadzieję i sens dalszego życia. Tu pokazano to w jednej scenie, świetnej pod każdym względem. Aegon dość ma uciekania i hańby związanej z ukrywaniem swej tożsamości. Chce zginąć jak król. Wykrzykuje to w twarz swym przeciwnikom, przeklinając ich za to, że podnoszą rękę na swego prawowitego monarchę. I w tym momencie, gdy Aegon niejako odradza się, wraca do życia również jego smok. Ale odrodzenie nie oznacza odkupienia. Rację miał Strong mówiąc, że najstarszy syn Alicent jest okropnym człowiekiem i okropnym władcą. Widzimy to w momencie, gdy upaja się potworną śmiercią swych wrogów, którzy na domiar złego nic osobiście mu nie zrobili. Wszystko to świetnie współgra z tym, co wiemy o Aegonie zarówno serialowym jak i książkowym.
Także Tyland, choć w ogóle nie powinno go tam być, przedstawiony jest zgodnie z książkowym pierwowzorem. Czy może dziwić, że jest gotowy zginąć u boku władcy, skoro jego pierwowzór wytrwał gorsze od śmierci tortury, zachowując wierność wobec swojego króla? Potem zresztą lojalnie i dobrze służył jego następcy – Aegonowi III – chociaż wcześniej wzywał, by go zabić.
Osobiście tak właśnie widzę dobrą adaptację. Inne medium musi mówić własnym językiem. By przenieść wiernie sens może, a nawet powinno, odejść od pierwowzoru wszędzie tam, gdzie jest to na korzyść opowiadanej historii. Serial ma też inne ograniczenia, czy to związane z budżetem, kwestiami technicznymi, czy choćby tym, że musi trafić do szerszego grona odbiorców, w tym tych, którzy nie znają książki. Widowisko musi w końcu dostarczać rozrywki, bo to ona przecież ostatecznie się sprzedaje. Patrząc na to wszystko: wątek Aegona i Sunfyre’a, przy wszystkich jego głupotkach i wadach jest doskonałym przykładem, jak można przenieść ducha książki, nie będąc ściśle wiernym jej treści i nie wypaczając jej sensu. Szkoda, że w tym sezonie jest to wątek pod tym względem odosobniony.




Jak oglądałem ten odcinek to już w głowie miałem, jak może zacząć się ten artykuł. „Helena i Aemond doświadczają koszmaru, podobnie jak widzowie, którzy muszą na to patrzeć”
Ładne!
Proszę, powiedzcie mi, że książkowa Alicent nie jest tak durna jak w serialu 😀 Rhaenyra też niewiele lepsza, ale ona przynajmniej jakoś tam próbuje chronić swoje dzieci. Alicent zaś robi wszystko, żeby własną rodzinę zniszczyć i awansowała w na pierwsze miejsce w moim rankingu najgorszych serialowych postaci, przebijając w tym nawet córki Deamona. Aż mi się nawet szkoda zrobiło Aemonda – jest jaki jest, ale nawet własna matka próbuje go zabić 😛
Innych durnot nawet nie będę wymieniać, bo jak zwykle pięknie je wykpiłeś w swojej recenzji Dżądżenie 🙂
Zgodzę się również co do oceny wątku Aegona, dla mnie chyba najfajniejszego w tym serialu. Powrót Sunfyre’a niezbyt logiczny po tak długiej przerwie, ale trzeba przyznać, że efektowny. Tyland jest świetny, bardzo polubiłem gościa, a to mi się rzadko zdarza w przypadku Lannisterów 😉 Szkoda tylko, że Larys ich opuścił – niby powody jego odejścia były sensownie wytłumaczone (nie mógł walczyć i byłby bezużyteczny), ale jednak patrząc na to, że to on wywiózł Aegona i próbował go ratować, a ostatecznie go opuścił to cały ten wątek trochę zgrzyta.
Na plus zaliczyłbym jeszcze walkę Owcokrad vs pozostałe smoki – przynajmniej pod względem wizualnym wyszło to bardzo fajnie. No i podbudowa pod zdradę Ulfa, o której słyszałem w różnych spoilerach, że nastąpi. Ormund może i nie jest najwybitniejszym strategiem w Westeros, ale świetnie nawijał mu makaron na uszy, a Ulf jak wiadomo nie jest najostrzejszą kredką w piórniku więc jestem w stanie uwierzyć, że po obietnicach Ormunda przejdzie na jego stronę.
Dzięki!
Serialowa Alicent nie ma nic wspólnego z książkową. To dwie kompletnie różne postacie.
Uff no to czuję ulgę 🙂 Planuję za jakiś czas przeczytać Ogień i Krew i wolę trzymać się myśli, że tam będzie wszystko składniej i sensowniej poprowadzone, a bohaterowie nie będą przynajmniej szkodzić własnej rodzinie, zakładając oczywiście, że nie są szaleni 😉
ogień i krew a serial to jak (cytując klasyka), różnica między coca colą a polo-cocta.
Ehhhh Alicja z pierwszego sezonu to była jedna z moich ulubionych postaci, to drastycznie inne podejście miało potencjał…
W 1 sezonie też ją lubiłem. Ale jak jest teraz, sami widzimy 😉
Jak przeczytałem na jakimś peju – Alicent to najlepszy żołnierz Rhaenyry.
Bardzo mnie ciekawi jak pociągną wątek otrucia Aemonda i dalszej relacji syna z matką.
Nie dziwię się, że w podsumowaniu odcinka zostało zawarte słynne stwierdzenie: „Szkoda strzempić ryja”.
Ja tylko przekopiuje swój komentarz.
Powiedzieć, że Ród Smoka uciekł od oryginału to już jak nic nie powiedzieć. Oprócz zgrzytania zębami dochodzi teraz jeden wielki mindfuck.
To już nie jest Taniec Smoków. Tylko jakaś telenowela, sprzeczki i festiwal chorób psychicznych.
Twórcy już potwierdzili, że serial całkowicie odskakuje od oryginału. Nie tylko zmienili los Nettles, zmieniają też losy Aegona II, Daemona oraz prawdopodobnie Hugh.
O dzieciach z pewnego statku to już dawno wszyscy zapomnieli.
Moja żona podczas seansu powiedziała, że już nic z tego nie rozumie. Przynajmniej nie musi zgrzytać zębami, bo nie zna Ognia i Krwi 😀
Hbo poszło drogą Amazona.
Ja tylko wyczekuję na pojedynek na Smoczej Skalę, ale coś czuję że i to mi zabiorą 😩
Akurat zmiana losów Aegona II i Hugha, jeśli u niego do niej dojdzie, (poprowadzona w mniej więcej taki sposób, jaki zaplanowali scenarzyści) mogłaby w serialu wiernym książce mogłaby faktycznie zadziałać. Dobra adaptacja nie oznacza ekranizacji 1:1 (a uniwersum GOT, ze szkodą dla niego, to nie ekranizacja 1:1 ASOIAF.
Nie oznacza też, że nie może to być ekranizacja 1:1. Żeby wprowadzać sensowne zmiany trzeba dysponować naprawdę utalentowanym scenarzystą, najlepiej wziętym pisarzem. Jeżeli dysponuje się takimi wypierdkami, jak HBO, to najlepiej trzymać się książki co do linijki. Najmniejsza szansa, że coś spieprzą.
I sorry, fakt, że zmiany w losach Aegona i Hugh wyglądają jeszcze najprzyzwoiciej na tle tego ogólnego bałachu, jakim jest ten serial, nie oznacza, że są to zmiany sensowne. Aegon z Larysem tak po prostu poszli sobie z Czerwonej Twierdzy, trochę pojeździli tym koszmarnym karawanem, trochę powłóczyli się na piechotę i cyk – mają już smoka (a nie oglądałem jeszcze 7 i 8 odcinka) i gotowi są na wielki powrót. Praktycznie nic nie robiąc.
To jest niesamowite że serial jest już tak odklejony że strona która z uporem analizuje każdy odcinek i każdy rozdział twórczości grrma odpuszcza sobie omówienie każdej sceny poza jedną :D:D:D Nawet wygląd smoków się nie zgadza, Dreamfyre i Sunfyre w dawnych sezonach miały zupełnie inne modele XD Ale pomysł z odleżyną na głowie Sunfyra świetny, smoki też cierpią na niedokrwienie w śpiączce.
Czy Dreamfyre była tak samo ciemna i bez koloru jak wszystko we współczesnych filmach? Na niektórych obrazkach wydaje się sztucznie pokolorowana na niebiesko.
Tutaj akurat się nie zgodzę pomimo gówna jakie serwuje nam HBO to akurat w smoki potrafią Dreamfyre jest naprawdę bardzo ładny . W poprzednich sezonach widzieliśmy go tylko raz i to z daleka także kolor sie zgadza ale detali dostaliśmy tym razem więcej . Co do Sunfyre 'a o to aktualnie jest on tak samo pokiereszowany jak Aegon stąd zmiany ale model i kolor są spójne z poprzednimi Sezonami. Jedyne co się nie zgadza to rozmiar smoków gdyż zgodnie z tym co podało samo HBO smoki rosną całe życie tj Syrax powinien być większy niż jest a Dreamfyre powinna być ogromna
Hmm jeśli Sunfyre ma spaloną część pyska i jakoś stracił rogi to zgoda. Dreamfyre specjalnie sprawdziłem i imo nawet w tym ujęciu z jamy kolce powinny być widoczne, ale kto tam wie, smoki są zmienne jak płomień 😉 Jej design z resztą mi też się podoba. To prawda, Dreamfyre jest chyba tarsza nawet od Vermithora więc możliwe że jest drugim największym smokiem po babci vhagar. Kanibal chyba też był ogromny ale jego wycięli.
Vermithor bodaj w 34 roku po Podboju się wykluł, a Dreamfyre przed 37 rokiem, bo jeszcze za panowania Aegona I Zdobywcy., może być starsza, ale nie wiem czy wiek ma znaczenie w kontekście wielkości smoków, czy samice rosną tak samo szybko jak samce
Sam wiek per se ma – bowiem smoki rosną całe życie, ale jeśli Vermithor wykluł się w 34 roku, a Dreamfyre gdzieś w pobliżu jego narodzić, dajmy na to w 32 albo 36 (by były hipotetyczne dwa lata różnicy) to te dwa lata mogą (przez działanie innych czynników, jak płeć, wyżywienie, tryb życia, albo najzwyklejsze geny) zaburzyć czarno-biały obraz, że starszy jest większy.
Co do wieku Dreamfyre to w 35 roku była na tyle duża, by Rhaena Targaryen mogła ją dosiąść – podejrzewam więc, że nie jest ona wiele starsza od Vermithora.
Vermithor przyjął księcia Jaehaerysa I Zbrodniarza Sądowego na swój grzbiet gdy ten miał 14 lat, w 48 roku. Co oznacza, że sam smok miał wtedy lat (jeśli historia z wykluciem w 34 prawdziwa) 14, tak jak jego pan. Tylku tu trzeba się zastanowić, czy Vermithor potrzebował czasu by urosnąć, czy książę. Skłaniam się do księcia – wystarczy bowiem spojrzeć na samą sagę, Drogon ma ile, rok? I jest w stanie unieść Dany, a nie miał aż tak komfortowych warunków jak Vermithor.
Natomiast podczas samego tańca był on jednym z największych smoków, na pewno mniejszym od Vhagar, a czy od Dreamfyre? Chyba żadnej bezpośredniej informacji nie mamy.
No i ch… :/
Sorry, nic innego nie przychodzi mi w tej chwili do głowy.
Czy będzie omówienie sztuki teatralnej o szalonym królu?
Jeśli chodzi o mnie to nie planuję. Żeby coś omówić, dobrze byłoby to obejrzeć, a nie wybieram się do Londynu na spektakl;) natomiast generalnie mam dość zdystansowany stosunek do tego co o niej czytałem oraz jakie to „tajemnice” nam zdradza. Pozwalam sobie też przekopiować własny komentarz dotyczący przedstawionej rzekomo w spektaklu wersji Lyanny, w którym wykazuje, że jest ona niezgodna z tym co wiemy z książek. Stąd inne rewelacje teatralne również traktuje bardzo ostrożnie.
„Tylko że Lyanna jako Zielonowidz jest niezgodna raczej z tym co dotąd Martin o nich pisał.
Ja tu widzę kilka problemów.
Po pierwsze: czemu akurat Lyanna ma te zdolności, nie zaś jej bracia? U dzieci Neda i Catelyn ma to więcej sensu: Starkowie mają w sobie krew Blackwoodów. U dzieci Neda i Catelyn wzmocnioną prawdopodobnie krwią Tullych, którzy też z Blackwoodami raczej się koligacili, gdyż tak to następowało pośród rodów danej krainy.
Po drugie: o ile wiemy, że wśród Targaryenów występują osoby mające prorocze sny, to jeśli chodzi o Zielonych Jasnowidzów lub nawet ludzi mających Zielone Sny, wedle tego co wiemy z Pieśni Lodu i Ognia musi nastąpić kluczowy warunek: mają jakiś defekt zdrowotny, czy to wrodzony, czy nabyty. Jojen jest słabego zdrowia i ma Zielone Sny. Bran nie może chodzić. Brynden Rivers był albinosem o czerwonych oczach. Euron, który według Daela również był kandydatem na Zielonowidza, ma również problem z jednym okiem. Cytat na potwierdzenie kwestii problemów zdrowotnych/wyróżniania się fizycznie:
„– Ci, których zwiesz dziećmi lasu, mają oczy złote jak słońce, ale raz na bardzo długi czas rodzi się wśród nich ktoś o oczach czerwonych jak krew albo zielonych jak mech porastający drzewo w samym sercu lasu. Takimi znakami bogowie wyróżniają tych, którzy otrzymali dar. Wybrańcy są słabego zdrowia i chodzą po świecie niewiele lat, albowiem w każdej pieśni musi być równowaga. Ale gdy już znajdą się w drzewach, żyją naprawdę bardzo długo. Tysiąc oczu, sto skór i mądrość sięgająca głęboko jak najstarsze korzenie. Zieloni jasnowidze.
—Taniec ze smokami—”
Tymczasem nic nie wiadomo o tym, by Lyanna miała jakiś defekt/nietypowy wygląd. Stąd w mojej ocenie ona nie spełnia warunku książkowego, by mieć zdolności warga (te pojawiają się w kolejnym pokoleniu Starków) ani Zielonowidza.”
Niby tak, ale z drugiej strony porodu nie przeżyła, więc może to podchodzić pod słabe ciało/słabe zdrowie
Pierwszego porodu w tamtych czasach (tj. w realiach Westeros) nie przeżywała pewnie co dziesiąta kobieta, a co setna na pewno. Śmierć w połogu nie jest niczym wyjątkowym – zwłaszcza, że nic nie wiemy by przy Starkównie był maester, a jego obecność mogłaby jej życie uratować. Nie wiemy jak Rhaegar ją traktował – co też ma spore znaczenie.
Oczywiście mogłoby tak, że Lyanna zmarłaby po paru latach małżeństwa z Robertem, bo miała nowotwór, czy inną wadę genetyczną, której maesterzy nie mieliby szans wykryć, czy też wyleczyć. Ale na razie nic na ten temat nie wiemy, a wzmianki z sagi wskazują, że była ponadprzeciętnie silną, wysportowaną, młodą dziewczyną, która nie miała problemu (a przynajmniej nie takiego do przeskoczenia) by w walce (chyba konnej? Tak mi się zdaje, nie pamiętam dokładnie) pokonać dorosłych mężczyzn wyszkolonych od małego w rycerskim rzemiośle, zapewne w przeciwieństwie do niej.
Dokładnie.
po prawdzie to od kilku odcinków sytuacja wygląda, jskby wojna była już dawno wygrana przez uzur… przez czarnych.
zielonym został samotny Aemond w Harrenhall i jedna armia Hightowerów tkwiąca nie wiedzieć po co w Tumbleton. no i Zachód bez władcy ni armii.
tymczasem czarni mają Północ, Dorzecze, Dolinę i Koronę.
czy w książce też było tak jednostronnie?
W pewnym sensie. Zieloni mieli jeszcze Krainy Burzy, a Czarni Żelazne Wyspy. Problemem Rhaenyry był fakt, że jej główni sprzymierzeńcy, Cregan Stark i lady Arryn byli daleko. Zebranie wojsk i doprowadzenie ich odbywało się z problemami i trwało długo. Gdyby Rhaenyra schroniła się u lady Arryn albo u Manderlych zamiast wracać na Smoczą Skałę i poczekała na główne siły to ostatecznie i tak by wygrała. Bunt od początku skazany był na porażkę.
no ale w serialu już zebrali.
o czym więc będzie oststni sezon? o dobijaniu werwolfu?
Będzie jeszcze jedna odmiana sytuacji, ale musiałbym tu popełnić gruby spoiler, żeby ci powiedzieć i przy okazji zepsuć przyjemność z czytania książki. 🙂 A naprawdę warto. To zabawa zupełnie innego kalibru niż to coś.
Będzie o Hessari zaprowadzajacej pokój w państwie poprzez lesbijski seks i siedzenie na dupie
Autorzy a przewodzi temu Nina chcą nam obrzydzić kobiety w tym serialu. Laddy Arryn lesbijka? Czy jej koleżanka to ktoś istotny czy randomowa postać? Królowa się okazuje że też gustuje w kobietach, akuraz z Mizerią. Starsza nad szeptami, o niczym nie wie lub dowiaduje się ostatnia, ale skoro zamiast nadstawiać uszy to trzyma je miedzy udami królowej to takie efekty. Alicent pokazana jest wogóle fatalnie, co odcinek coraz gorzej, tu jeszcze w ochydnej scenie seksu z synem. Wiem to niby jego sen, jednak ochydne że aż odrzuca od ogladania. Rhaena, skala glupoty przebiła mozliwy pułap. Daemon się dowiedział że jego upośledzona córka jest jeszcze bardziej upośledzona. Na plus smoki. Taniec ze smokami, to smoki zatańczyły, pomijam fakt w jak glupi sposób do tego doszło. Tu owcokrad bogu ducha winny, został pokaleczony a jeszcze jeździec go zdrawidził. Tyland wierny, lokajny że az wzbudza sympatię. Aegon i Sunfyre skradli odcinek i bardzo dobrze. Ormunda też oceniam na pkus, nie za działania ale za to że chyba jedyna postać która ma plan, wie czego chce i krok po kroku, raz lepiej a raz gorzej go realizuje. Aemond po ciosie nozem dłużej do siebie wraca niz Aegon po katastrofie smoczolotniczej i prawie spaleniu. Dostaliśmy lesbijki to sie boje że wjedzie gejowskie porno w następnym odcinku, bo po tych twórcach wszystkiego się spodziewam, poza próba przekazania logiki z książki. No i Helena w koncu z kurczakami. Może to sen ale jak to mówią, lepszy rydz jak nic.
Akurat w książce lady Arryn też jest zasugerowana jako lesbijka. Z resztą komentarza się zgadzam. Masakra.
Jeyne Arryn zgodnie z kanonem jest les. Jeśli obrzydza ci to kobiety to problem jest tylko i wyłącznie z tobą.
Lady Arryn zbazowana lesbijka i w książce jest to spójne od początku. I chyba jedna z niewielu pozytywnych postaci lgbt. A romanse Rheanyry są imo głównie po to żeby nakręcić gównoburze…
Tego nie pamiętałem, bo Lady Arryn jest ważna ale to nie pierwszoplanowa postać. Sprawdzilem sobie. W serialu jest drugoplanowa albo i dalej ale z tych na plus. Postawiłem znak zapytania wiec to bylo pytanie, o obrzydzeniu to pisalem wonec sceny Aemonda i Alicent. Wiec chyba nie uważnie czytasz.
Serial właśnie przeskoczł smoka i zmierza w coraz głupszym kierunku. Faktycznie panuje nadmiar lesbijek. Lady Arryn wcale nie wydaje się być wierna Czarnym, czy w książce też zlewała tak pomoc królowej ? No bo to strasznie podobne do GOT gdzie Dolina też się nie ruszyła.
Nie zlewała, ale śnieg zawalił drogi i przełęcze w Dolinie, przez co szybkie wysłanie armii drogą lądową stało się niemożliwe. Później udało się zorganizować transport drogą morską i armia Doliny połączyła się z siłami Dorzecza i armią Cregana Starka, walnie przyczyniając się do zwycięstwa Czarnych.
Ja mam pytanie: kto straszy w zamku Harenhall? Duch króla Harena czy króla Edypa, bo chyba tylko tak mogę wyjaśnić te powalone wizje grzmocenia się syna z matką…
😀
Tu możesz znaleźć wyjaśnienie moim zdaniem dobre:
https://fsgk.pl/2017/10/szalone-teorie-klatwa-harrenhal/
Raczej duchy ludzi, którzy zginęli przy budowie jego zamku, nie zaś duch króla Harrena. Domyślam się jednak, że to pytanie ironiczne. 🙂
Jak mając gotowy materiał w postaci książki można spierdzielić taniec smoków? Nie dość że postacie są starsze od oryginału, to jeszcze głupsze. Szczególnie nie podoba mi się zepsucie takich postaci jak Larys czy królowa Alicent
Co do serialu to dobrze, że chociaż muzyka wraz z czołówką pozostały niezmienione, bo to jak dla mnie najlepsza część całości. Reszty chyba nie będę komentować, zwyczajnie byłaby to strata czasu; do teraz nie rozumiem, po co był wątek Rhaeny, skoro ostatecznie nic z niego nie wyniknęło…
Mam jednak pytanie innego rodzaju, bo serial poruszył temat smoczych snów, a książki czytałam całe wieki temu i już nie pamiętam — czy którekolwiek z dzieci Szalonego Króla i Rhaelli owe sny miewało? Wiem, że Rhaegar umarł na długo przed akcją GoT i występuje co najwyżej we wspomnieniach innych postaci, ale jak to było z Viserysem oraz Daenerys? Pamiętam motyw jej wizji oraz przepowiedni, jednak one były chyba wywołane przez wizytę w Domu Nieśmiertelnych, więc nie były to bezpośrednio sny, a właśnie wizje? Ale w sumie ciekawi mnie, czy w książkach były przesłanki, że którekolwiek z tej trójki doświadczało „snów”?
Jeśli było to wyraźnie zaznaczone w jakiś rozdziałach Daenerys (czy kogokolwiek innego) to z góry przepraszam za głupie pytanie, ale pamięć już nie ta co jeszcze kilka lat temu, a zwyczajnie mnie to zainteresowało, bo chyba nawet Maester Aemon śnił o pojawieniu się czerwonej komety albo po prostu poruszył temat snów w towarzystwie Sama? Albo całkowicie się pogubiłam w postaciach i wydarzeniach.
Dobre pytanie, odpowiadam z głowy, czyli z niczego, jak coś pominąłem albo pomyliłem poprawiajcie mnie proszę. Zacznę od Viserysa, bo tu odpowiedź jest najłatwiejsza: nic nie wskazuje, by miał jakiegokolwiek sny czy wizje. Z Rhaegarem sprawa jest trudniejsza. Nie przypominam sobie (ale może po prostu nie pamiętam) by ktoś wprost wskazał, że miewał wizje czy smocze sny. Barristan mówi, że wyczytał coś w księgach i to go odmieniło. Potem z rozmów umierającego Aemona z Samem wiemy, że korespondowali ze soba szukając rozwiązania przepowiedni o Księciu którego obiecano. Czy jednak do tych lektur skłoniło go czyste zainteresowanie czy np wizja lub sen? Tego nie wiemy, moim zdaniem na ten moment takich dowodów nie ma, ale gdyby Martin postanowił ten pomysł wprowadzić w kolejnych książkach, moim zdaniem pasowałoby to do wszystkiego co wiemy o Rhaegarze. Cdn.
Z Daenerys sprawa jest jeszcze trudniejsza. Masz rację co do wizji w Pałacu Pyłu, ale mamy też sny wcześniej i później. Jeśli chodzi o te późniejsze to wpływ na nie mają inne osoby, które w mojej ocenie wręcz je zsyłają. Być może wykorzystują do tego szklane świece. Mamy jednak inny sen: o czerwonych drzwiach, przodkach o oczach z opali i nefrytu oraz przemianie w smoka. Daenerys śni go jeszcze w pierwszym tomie, gdy traci dziecko z powodu czarów Mirri Maz Dur. Ten sen może oczywiście być ich wynikiem, ale nie wydaje mi się. Nie sądzę również by został zesłany przez kogoś innego – nie ma ku temu poszlak, w przeciwieństwie do snów z tomów 3 i 5. Zresztą jeśli czegoś nie pomyliłem już we wcześniejszych rozdziałach Daenerys śni, ale nie pamięta o czym. Przy czym tego ostatniego nie jestem pewien na 100 procent, będę to jeszcze musiał sprawdzić, chyba że ktoś z Forumowiczów jest w stanie potwierdzić lub zaprzeczyć. Cdn.
Zostaje Aemon. I tak: wszystko wskazuje na to, że on ma sny lub wizje. Mówi o nich wprost Samowi. Co prawda jako że jest człowiekiem racjonalnym zastrzega, że być może wszystko to są rojenia umierającego starca. Osobiście jednak w to drugie nie wierzę.
Dziękuję bardzo za odpowiedź, bo temat snów moim zdaniem jest dość ciekawy, chociaż w uniwersum wydaje się mało popularny (w przeciwieństwie do zielonych jasnowidzów) i też rozumiem, że to może być kwestia tego, że Martin po prostu nieszczególnie chciał ten temat rozwijać, a może nawet nie miał na niego pomysłu, ale zwyczajnie intryguje mnie, na jakiej zasadzie owe sny „działają” (czy też działały w przeszłości). Stąd też pytanie o dzieci Aerysa oraz Rhaelli, którzy się przewijają w taki czy inny sposób w kilku tomach Pieśni Lodu i Ognia, więc zawsze coś więcej można z nich wyciągnąć, no i jeszcze jest Aemon oraz jego bracia.
Chociaż ogólnie odnoszę takie dziwne wrażenie, że zarówno książki, jak i trochę HOTD — ten pierwszy sezon, gdzie Viserys mówił, że „Many in my line have been dragonriders. Very few among us have been dreamers” — sugerują nam, że tylko Targaryenowie doświadczali wizji? Jak dobrze pamiętam to po przeniesieniu na Smoczą Skałę byli wręcz wyśmiani i nazwani tchórzami, więc zgaduję, że nieszczególnie ktoś wierzył w proroczą przepowiednię Daenys Marzycielki, a skoro tak, to rodzi mi się w głowie pytanie. Dlaczego właśnie Targaryenowie mieliby być w jakikolwiek sposób wyjątkowi i snów doświadczać, kiedy (teoretycznie) nic nie różniło ich od pozostałych smoczych lordów?
To oczywiście czyste gdybanie z mojej strony, ale patrząc na to, że Valyria oraz jej potęga istniała dzięki magii oraz smokom, trochę nie chce mi się wierzyć, że zignorowano by wizję jej doszczętnego zniszczenia, gdyby smocze sny (czy jakkolwiek to nazwiemy) były czymś częściej spotykanym, tj. spotykanym w innych rodach zamieszkujących Valyrię i te wyśnione rzeczy by się sprawdzały na dłuższą metę. Ale przyjmuję też do wiadomości, że jest za mało materiału na znalezienie potencjalnego powodu…
Słuszna uwaga: rzeczywiście to może wskazywać, że był to dar, który posiadali Targaryenowie, nie zaś inni smoczy lordowie. Potwierdzałoby to pośrednio teorię Daela, że smocze rody starały się nie mieszać między sobą, tylko zachować czystość krwi w ramach rodu.
Na czym DaeL opiera tę teorię? Wszak nawet Targaryenowie mieszali krew z Velaryonami, Baratheonami, a nawet rodami zupełnie nievalyriańskimi, jak Arrynowie.
Co zaś do daru smoczych snów, wydaje się on powiązany z valyriańską magią i artefaktami takimi jak szklane świece. Nie wydaje się możliwe, żeby stosunkowo nieistotny ród, jakim byli Targaryenowie, posiadał na nie monopol.
Tu wrzucam link do niej bo trochę argumentów przywołuje 😉 https://fsgk.pl/szalone-teorie-sekret-okielznania-smokow/
Z tym jest kłopot, bo czasem sny to po prostu sny. Nawet jeżeli bywają prorocze. Martin nie oznacza, które sny są smocze, a które nie. 🙂 W ogóle podejrzewam, że smocze sny to u Martina dość świeża koncepcja.
Jasna sprawa! Oczywiście, to też zakładam, że niektóre z tych snów są zwyczajnymi snami i nie ma sensu się doszukiwać głębszego sensu, ale nie wydaje mi się, by była to całkowicie świeża koncepcja — prędzej może niedokończona? W komentarzu wyżej trochę więcej napisałam, co ogólnie myślę i jakie mam podejście do tematu, ale Daenys Marzycielka wyśniła zagładę Valyrii i to akurat wiemy od dłuższego czasu. Stąd wydaje mi się, że Martin mógł mieć jakiś pomysł, którego zwyczajnie dalej nie rozwinął. Kto wie, może planował z tego zrobić jakąś przeciwwagę dla zielonych jasnowidzów, a może to miał być takie dodatek w nawiązaniu do „smoczej krwi” i ogólnego konceptu panowania nad smokami oraz podporządkowywania ich sobie magią. W sensie taka konsekwencja albo inny efekt uboczny. Albo po prostu element uniwersum, który po prostu jest, bo jest i nie ma się co nad nim rozwodzić (co i tak właśnie robię). W każdym razie ciekawi mnie to!
HOTD próbuje z tymi smoczymi snami, jednak serial totalnie odpłynął bardzo dawno temu od materiału źródłowego, gdzie Helaena nigdy snów nie doświadczała, więc staram się na to nie patrzeć. Poza tym jednym zdaniem Viserysa z pierwszego sezonu.
To zdanie Viserysa też nie ma książkowego podkładu. Podejrzewam, że Martin po prostu potrzebował jakiegoś powodu, dla którego Targaryenowie opuściliby Valyrię i dał tę prorokinię. To motyw popularny w literaturze od starożytności. Wątpię, żeby miał już wtedy jakąś koncepcję smoczych snów. Wydaje się, że na poważnie zabrał się za mitologię Targaryenów dopiero przygotowując się do Ognia i Krwi.
Co zaś do zdania koleżanki z poprzedniego posta to zgadzam się, że już w Valyrii smocze sny musiały być rzadkością i raczej na pewno nie traktowano ich zbyt poważnie. Nie sądzę jednak, żeby przynależne były wyłącznie rodowi Targaryenów (no i chyba nie były, jeżeli uznać, że ta wieszczka doświadczyła smoczego snu).
Mogłaby jakaś dobra dusza napisać jakąś odjechaną teorię (nie musi być prawdziwa) o tym, że już niedługo dostaniemy Wichry Zimy? Bardzo proszę, muszę nakarmić czymś copium.
Martin napisał, że się starzeje i jest zmęczony co powinno go zmotywować do przyspieszenia prac nad Wichrami Zimy, by dożył wydania Snu o Wiośnie. Do tego być może będzie on tylko twórcą i niczym średniowieczny kronikarz odda faktyczne pisanie mnichowi-skrybie, na co wskazuje wzmianka o „zespole”. Biorąc pod uwagę, że książka jest już napisana według jego deklaracji w jakiś 2/5, myślę, że w połowie 2027 roku dostaniemy pierwsze potwierdzenia zbliżania się do ukończenia Wichrów, a pod koniec 2027 dojdzie do ich wydania.
Haha dobry dowcip mościpanie
czemu wątek Rhaeny jest tak mocno krytykowany? moim zdaniem bylo to bardzo ciekawe. skrzywdzona córka pragnie smoka, ujarzmia dzikiego nad którym jednak nie panuje.
moze troche nieporadna jest, ale ogolnie ciekawy wątek. nie powiedziałbym ze nie ma nic pod kopułą.
A ma? I co? Postanawia zostać pustelniczką? Córka króla?! A druga idiotka udaje, że nic o tym nie wie?
Niejaki Siddhartha Gautama z rodu Śakjów uznał kiedyś, że zamiast zostać królem, będzie wędrownym nauczycielem. Historia zapamiętała go jako Buddę. Sam taki wątek ciekawy mógłby być, kwestia wierności Martinowi, poprowadzeniu i powodowi pustelnictwa. Bo ono jako takie było albo wynikiem musu (ktoś musiał się skryć przed światem) albo kwestiami religijnymi. A Rhaena została pustelnicą, bo… Bo tak, bo wycieli Nettles.
Tym co najbardziej odstręcza od tego serialu – przynajmniej mnie – są te wieczne pretensje postaci do całego świata. Tu nikt nie jest zadowolony z życia, nawet jeżeli pochodzi z królewskiego rodu. Każdy narzeka. Rhaena ma pretensje do Daemona, Daemon do brata, Corlys do Rhaenyry, jego synowie do niego, żona Hugh do Hugh, Ormund do Targaryenów, a wszyscy mają pretensje do rodziców, mężczyzn i systemu, który k… przecież sami tworzą. Wydaje mi się, że taka Rhaena jest dla twórców po prostu kolejnym pretekstem, żeby sobie ponarzekać. :/
Po prostu Moda na Sukces. Ciągłe dramy i przerysowane kłótnie.
Najgorsza w tym sezonie to chyba jest Baela.
Ormund jako przerysowany faszysta, prawicowiec, mizogin, fanatyk religijny, homofob podoba się wielu, bo ma jakąś charyzmę. Ale szybko by go scenarzyści sprowadzili do roli patałacha, tak jak to zrobili z Daemonem.
Wzięli się za serial, którego chyba nie zrozumieli.
Ormund to karykatura martinowskiej postaci. Jest dokładnie taki, jaki nigdy by nie był bohater stworzony przez George’a. Ale dlaczego Baela?
Ormund jest tak w serialu stworzony żeby było widać że to jest największy antagonista, samo zło, żeby odbiorcy go nie lubili a wręcz nawet nienawidzili.
Taa, a ponieważ grupą docelową są odbiorcy amerykańscy, to trzeba im to załadować do głowy łopatą. HBO nie ma zbyt dużego mniemania o ludziach, dla których robi swoje seriale. :/
Jej jęki mnie masakrycznie wkurzają. Cały sezon tylko jęczy.
Jesteś pewien, że nie chodzi o Rhaenę? Baeli nie ma zbyt wiele w tym sezonie. Fakt, że widziałem jeszcze 7 i 8 odcinka, może nadrobili.
Jak nie. Jęczy od 2 odcinka. Cały czas, że zmęczona, że królowa jej nie lubi, że ma tak ciężko w życiu. Okrutnie irytująca.
Rhaena to przynajmniej wygląda jak 7 nieszczęść, tak jak to planowali. Baela to sztuczna, płaska i jęcząca postać.
Przede wszystkim książkowa Rhaena smoka miała, po prostu wykluł się w czasie Tańca Smoków i jak dobrze pamiętam to Poranek (bo chyba takie imię nosiła) zmarła krótko przed śmiercią ostatniego smoka w Westeros, więc to nie tak, że dziewczyna nigdy nie zostałaby smoczym jeźdźcem. Druga sprawa, nad którą większość czytelników ubolewa, to wycięcie przez jej serialowy wątek postaci Nettles, która niejako podważała — sugerując się tym, jak przedstawiona była w książce — teorię, że tylko Targaryenowie mogli dosiadać smoków i nawiązywać z nimi więź.
(niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę, ale Owcokrad chyba nigdy nie otrzymał oficjalnego rodowodu, że jest wykluty ze smoków Targaryenów? ja pamiętam tylko, że był smokiem dzikim i tyle)
Oczywiście niewykluczone, że Nettles faktycznie bękartem była i miała w sobie smoczą krew. Tak czy inaczej jej postać wraz z wątkiem zawsze stawiała pytania, na które tak naprawdę nie ma jednoznacznych odpowiedzi, więc szkoda, że twórcy serialu się jej pozbyli i zastąpili czymś, co zwyczajnie nie ma najmniejszego sensu. Szczególnie, że postacie pozostałej trójki bękartów dosiadających smoków mają się fantastycznie, jak widać po odcinkach…
Owcokrad był dzikim smokiem, nie ma info z tego co wiem o jego wieku czy wykluciu.
Wręcz przeciwnie, jest takie info (polecam zawsze patrzeć na asoiaf wiki, skarbnica wiedzy o książkach, chyba dosłownie każda informacja tam się znajduje). Owcokrad wykluł się, gdy Stary Król był jeszcze młody (i ma być młodszy od Vermithora, więc po 34. roku). Został dzikim smokiem dlatego, że nikt się po niego nie zgłosił i przez kolejne siedemdziesiąt lat stopniował dziczał, porywając owce i okazjonalnie psy pasterskie (ludzi nie tykał, co jest bardzo ciekawą swoją drogą informacją – czyżby smoki ze względu na swoje magiczne powiązania z Targaryenami naturalnie unikały zjadania ludzi? Kanibal też nie był znany z ataków na losowe miasteczka i wsie. Owszem, Drogon zjadł małe dziecko, ale mógł tu się po prostu pomylić. Smoki Targów żyjące niemalże 24/7 z ludźmi, też nigdy nie skubały dworzan, a jedyne znane relacje o ich agresji tyczą się albo ludzi z którymi walczyły w samoobronie, albo tych z którymi walczyli ich panowie).
Na ASOIAF trzeba zawsze zwracać uwagę na przypisy. Bywa że podają informacje ze źródeł pół-kanonicznych, całkiem nie kanonicznych, a nawet z seriali.
Informacje, które podałem, mają przypis do Ognia i Krwi.
Nie twierdzę, że nie. Nigdy nie analizowałem historii Owcokrada. Zwracam tylko uwagę na pilnowanie przypisów, bo sam często korzystam z tej strony
Dzięki! Odświeżyłem sobie Ogień i Krew, ale tego zupełnie nie pamiętałem.
Nigdzie nie jest napisane co się stało z Porankiem. Na pewno Rhaena na nim latała, potem Aegon III zabronił jej zabierać smoka do stolicy. I to by było na tyle. Zniknął z kart powieści.
Alicent i Aemond… Miałem wrażenie, że Alys przełamuje tutaj czwartą ścianę, wypowiadając słowa, które cisnęły się nam na usta od dawna: „Idiota!”
Sugerowałoby to obecność jakiegoś rozsądnego osobnika w gronie scenarzystów, który sabotuję wizje reszty. Czyżby był tam jeden człowiek, który nie ma za dużej siły przebicia, ale dopisuje jakieś dobre (lepsze od innych znaczy się) wątki i sceny? Jak śmierć Cole’a, czy wątek Aegona II? Ciekawa myśl…
odcinka 7 nie komentowałem bo miałem po nim mieszane odczucia generalnie smoki były ok ale reszta mocna średnia.
Niemniej obejrzałem dzisiaj finał i generalnie czuje się jakbym oglądał finał Got te 7 lat temu niby widowiskowo i są jakieś dobre postacie ale ilość głupot jest tak porażająca że o jezu. Do tego zrodził się grzech pierworodny wszystkich gównianych produkcji, mianowicie serial przestał być spójny sam ze sobą i z pozostałymi produkcjami co całkowicie rozwala uniwersum od środka. Człowiek z każdym rokiem coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu że Peter Jackson może i przegiał z hobbitem pod względem efektów to jednak trzymał się lore i widać że całość ma początek i koniec a tutaj no nie. Więcej napisze oczywiście pod recenzją odcinka aby nie spoilerować + ciekawi mnie końcowa ocena Pana redaktora
Poniżej oczywiście lista postaci zapomnianych
– Benjicot Blackwood
– Cregan stark
– Ser Alfred Broome
– Smok Kanibal
– Nettles bo rhaena to jakaś kopia z ali express
– Syn Ormunda Hightowera
– Dalton Greyjoy
– Maelor Targaryen
– Ser Rickard Thorne z tych thornów od pocziwego ser alisera no ale po co pokazać że zawsze byli przy smoczej dynastii
– Aegon III i Viserys II Targaryenowie
– Dael
– Bluetiger
Niestety typowa Grootronoza.
I to nawet nie 8 sezon, co nawet 5, 6 i 7. Głupoty jak w Bitwie Bękartów, Hardhome i Łupy Wojenne.
I człowieka już to nie rusza. Może widowni w USA to się podoba, kto wie.
To samo było z Bitwą o Eregion w Pierścieniach.
Wszystko cierpi na tą samą chorobę.
I to wszystko przez sukces Bitwy Bękartów, po której każdy będzie tak robił. To wina widzów, którzy ocenili ten odcinek jako jeden z najlepszych historii TV. CO ZA ŻART!
I też w trakcie emisji zacząłem tworzyć listę zaginionych. Ser Alfred to tak istotna postać, że tylko debil scenariuszowy mógł o nim zapomniec przez cały sezon.
Ci ludzie nie powinni już robić TV. Zaczynając od tej Sary całej czy Niny. W sumie to nie warto pamiętać imion.
I to otwarcie. Znów kurde Moda na Sukces. Wpada jedna jęcząca baba i później kolejna. MASAKRA.
Jedna Heleana ma na tyle oleju by mieć tego dość xD
Rozumiem że to jest swrial na kilka odcinków i liczba wątków i postaci została zredukowana lub upakowana w jedną. Inna sprawa że przez kilka odcinków część postaci chodziła po lesie i opowiadała dyrdymały. Budowali napięcie żeby zamknąć wiele w kilka minut a w sumie jest więcej pytań niż odpowiedzi. Sens i zwykła logika muszą ustąpić szoł, żeby widza pobudzić. Ja się w finale przekonałem że prawdą jest żeby nie pytać kobiet o wiek. Ogólnie odcinek tzw czterech liter nie urywa, aczkolwiek lord Ormund pewnie ma inne zdanie 😉
Jeszcze kolejny debilizm i zaginiony odcinka finałowego – Caraxes.