
W drugiej połowie lat osiemdziesiątych XX wieku Kino Nowej Przygody weszło w drugą, chyba najbardziej interesującą fazę. Po kilku latach niepodzielnych rządów w amerykańskim box-office dotychczasowi bohaterowie poczuli się znużeni. Steven Spielberg postanowił udowodnić sobie i światu, że potrafi kręcić dramaty. Harrison Ford grał w „poważnym” kinie, u Petera Weira i Romana Polańskiego. Widownia zwróciła się w kierunku kina akcji, w stylu Top Gun, Gliniarza z Beverly Hills albo Zabójczej broni. Jednocześnie do kin wciąż trafiała niezliczona liczba filmów przynależnych do rozmaitych nurtów fantastyki. Napakowanych akcją (Aliens, Predator), flirtujących z tech-noir i cyberpunkiem (RoboCop), rozgrywających się w realiach baśniowego fantasy (Legenda, Willow), urban fantasy (Nieśmiertelny) czy groteskowej dystopii (Brasil). Czasem zwyczajnie bawiących się konwencją, rozciągających ją na obszary komediowe (Kosmiczne jaja), przygodowe (Interkosmos, Wielka draka w chińskiej dzielnicy), obyczajowe (Kokon, Bez baterii nie działa), a nawet musicalowe (Krwiożercza roślina). Oczywiście to już nie były te budżety, co kilka lat wcześniej, i nie te wyniki kasowe, choć w proporcji do nakładów czasem wciąż znakomite. Z drugiej strony nie brakowało też spektakularnych klap. Najważniejsze jednak, że okres ten był tematycznie niesamowicie wprost różnorodny i pozostawił po sobie sporo tytułów, do dziś uchodzących za kultowe.
27 czerwca 1986 roku, a więc dokładnie 40 lat i jeden dzień temu, amerykańską premierę miał film, który choć nie podbił kin, to po latach także doczekał się czegoś na kształt kultu. Jest to jednak nieco inny kult od tego, jakim otoczone są największe przeboje epoki. Labirynt nawet w tamtych eklektycznych czasach wydawał się produkcją z innej bajki, specyficzną, trochę dziwną, choć bez wątpienia klimatyczną. Stały za nim wielkie nazwiska, na czele z Georgem Lucasem, jako producentem wykonawczym. Scenariusz był dziełem m.in. Terry’ego Jonesa, jednego z członków grupy Monty Python. W filmie wystąpił, a przy okazji zaśpiewał kilka piosenek, David Bowie – gwiazda rocka pierwszej wielkości, a okazjonalnie także aktor, mający na koncie kilka wcześniejszych, dobrze ocenionych występów w filmach. Przede wszystkim był to jednak film Jima Hensona, ojca muppetów, współtwórcy sukcesu Ulicy Sezamkowej. Przystępując do pracy nad Labiryntem Henson miał już na swoim reżyserskim koncie dwa filmy fabularne, w tym jeden z muppetami. Drugim był oczywiście Ciemny kryształ z 1982 roku. Labirynt okazał się być ostatnim filmem fabularnym w jego karierze, jaki trafił do szerokiej dystrybucji kinowej.

Na początku każdego dzieła jest pomysł, a ten w przypadku Labiryntu pojawił się w 1983 roku, w wyniku rozmów, jakie Henson prowadził z Brianem Froudem, brytyjskim ilustratorem i autorem projektów koncepcyjnych do Ciemnego kryształu. Opowiadanie, które miało dać podstawę dla scenariusza, zamówiono u pisarza książek dla dzieci Dennisa Lee. Film miał mieć lżejszą konwencję od opowieści o Gelflingach ciemiężonych przez Skeksów. Stąd w ekipie wziął się Terry Jones, którego udział w pracach nad scenariuszem zaproponowała córka Hensona – Lisa, będąca świeżo po lekturze humorystycznej książki Pythona o Eryku Wikingu (zresztą później przez niego samego sfilmowanej). Jones gruntownie przerobił opowieść Lee, ale ostatecznie jego scenariusz także był później wielokrotnie zmieniany, przy udziale m.in. Hensona, Lucasa, scenarzystek Elaine May i Laury Phillips, z uwzględnieniem uwag wnoszonych przez samego Bowiego. Choć w ostatecznym kształcie ponoć znacząco odbiegał od pierwotnego tekstu Walijczyka, to właśnie on pozostał oficjalnym scenarzystą wymienionym w czołówce. Jako autorzy oryginalnego pomysłu widnieją w niej Jim Henson i Dennis Lee.
Ten drużynowy wysiłek zaowocował baśniową opowieścią o nastoletniej Sarah, mieszkającą z ojcem, macochą i malutkim przyrodnim braciszkiem. Dziewczyna ma silny charakter i bogatą wyobraźnię. Do tego uwielbia bujać w obłokach, a jednocześnie jest w tym trudnym wieku, gdy nowa szminka jest równie ważna jak ulubiony pluszowy miś. Rodzinne kłopoty w takiej sytuacji są gwarantowane. Faktycznie nadchodzą, gdy w pewien piątkowy wieczór, pod nieobecność ojca i macochy, Sarah ma zaopiekować się braciszkiem. Spazmy i protesty mającej inne plany dziewczyny nie pomagają, rodzice wychodzą z domu. Mały ciągle beczy, więc rozeźlona Sarah wypowiada życzenie, żeby zabrały go gobliny. Tak też się staje. W domu robi się rumor, malec znika, a zamiast niego w oknie dziecięcej sypialni pojawia się król goblinów – Jareth, cały na czarno. Proponuje, żeby dziewczyna zapomniała o uprowadzonym braciszku, a gdy ta jednak uporczywie błaga o jego uwolnienie, wówczas rzuca jej wyzwanie. Jeśli w ciągu trzynastu godzin uda się jej przejść labirynt otaczający zamek króla, wówczas chłopiec będzie wolny. Jeśli Sarah nie zdąży, to jej braciszek zostanie zamieniony w kolejnego goblina. Chyba oczywiste, co w takiej sytuacji robi nastoletnia, rezolutna bohaterka filmu przygodowego. Rusza w drogę!

O rolę Sarah ubiegał się cały legion młodych aktorek, w tym m.in. Helena Bonham Carter, Sarah Jessica Parker, Marisa Tomei, Laura Dern i Mia Sara. Wszystkie przegrały z 14-letnią Jennifer Connelly, mającą już kilka ról w dorobku. Henson uznał, że młodziutka aktorka idealnie łączy w sobie dziewczęcą niewinność i budzącą się kobiecość, co miało mieć dość istotne znaczenie dla historii opowiadanej w filmie. Wracając do przegranych, to większość z nich zrobiła hollywoodzkie kariery, a Mia Sara już wkrótce zadebiutowała u boku Toma Cruise’a, w innym widowisku fantasy, czyli Legendzie Ridleya Scotta. Jeśli zaś chodzi o króla goblinów, to Henson, planując elementy musicalowe, chciał zatrudnić charyzmatycznego wokalistę, takiego jak Prince, Sting albo Mick Jagger. Ostatecznie postawił na mającego większe aktorskie doświadczenie Davida Bowie. Reżyserowi udało się wzbudzić zainteresowanie piosenkarza, wysyłając mu zarys scenariusza i koncepcyjne grafiki Frouda. Sceniczny image i pozasceniczna osobowość Bowiego (piosenkarz dawno już zerwał z androginicznym image z lat 70-tych, ale m.in. otwarcie deklarował się jako osoba biseksualna) miały zdaniem reżysera idealnie symbolizować niepokojące aspekty świata dorosłych.
Na tym casting można było praktycznie uznać za zakończony, bo jedyne ludzkie postacie w filmie, oprócz Sarah i Jaretha, to widoczni na ekranie ledwie przez moment rodzice dziewczyny oraz oczywiście jej mały braciszek – Toby. Tego ostatniego zagrał …Toby*, roczny synek Briana Frouda oraz Wendy Froud – lalkarki, która pracowała m.in. u Lucasa, przy kukiełce Yody. Inny lalkarz od Yody, współpracownik Hensona i zarazem dobry znajomy Lucasa, czyli Frank Oz, na planie Labiryntu sterował Mędrcem, jednym z cudaków napotkanych przez Sarah w labiryncie. A propos cudaków – pozostałe postacie na ekranie były kukiełkami czy może raczej muppetami, bo stworki Hensona od strony technicznej były połączeniem kilku typów lalek, m.in. marionetek i kukiełek (stąd nazwa, będąca zbitką słów marionette i puppet). Za nie odpowiadała firma Hensona – Jim Henson’s Creature Shop, odpowiednik IL&M w świecie lalek i animatroniki, odpowiedzialna m.in. za postacie z Ulicy sezamkowej, Fraglesów i już bardziej poważne projekty w Ciemnym krysztale, a później pracująca przy wielu głośnych filmach fantastycznych i przygodowych. Zatrudnienie na planie Labiryntu znaleźli także aktorzy niskorośli, nierozpoznawalni pod kostiumami goblinów-gwardzistów, w tym m.in. świetnie znani z innych produkcji Lucasa Warwick Davis i Kenny Baker.

Zdjęcia ruszyły w kwietniu 1985 roku, realizowano je w Elstree Studios w Wielkiej Brytanii, a potrwały 5 miesięcy. Podobnie jak w Legendzie Scotta cały fantastyczny świat wykreowany został w studio, z wykorzystaniem m.in. największego wykonanego do tamtej pory malowanego tła. Dużym wyzwaniem były oczywiście lalki, na czele z niejakim Hoggle, sługą Jaretha, który skrycie pomaga Sarah. W kostiumie Hoggle ukryta była niskorosła aktorka Shari Weise, podczas gdy mechanizmy odpowiadające za mimikę twarzy postaci były sterowane radiowo przez…czterech lalkarzy, kierowanych przez Briana Hensona, syna Jima**. Po zakończeniu zdjęć, w trakcie montażu Jim Henson starał się nadać opowieści bardziej spokojny ton, podczas gdy Lucas chciał ciąć dialogi i uwypuklać akcję. Czy osiągnięty kompromis pomógł, czy zaszkodził filmowi, tego się już nie dowiemy, nie wiedząc, jak wyglądałby film, gdyby decyzja w całości należała tylko do jednego z twórców. Z ciekawostek warto jeszcze wspomnieć, że w postprodukcji dodano do filmu wygenerowaną komputerowo sowę, która dla dzisiejszego widza wygląda oczywiście topornie, ale była pierwszym w historii kina komputerowo wygenerowanym zwierzęciem, jakie pokazano w filmie. Bowie ostatecznie nagrał 5 piosenek, z czego Underground wydano na singlu, który dotarł do 21 miejsca na UK singles chart. Ścieżkę dźwiękową skomponował kompozytor z RPA – Trevor Jones. Twórca odpowiedzialny za muzykę do Excalibura, a w przyszłości do Ostatniego Mohikanina, akurat w tym przypadku postawił przede wszystkim na syntezatory, zgodnie z raczej przejściową modą z tamtego okresu.
Po premierze Labirynt spotkał się z bardzo mieszanymi reakcjami tak krytyków, jak i amerykańskiej widowni. Przy niemałym budżecie, wynoszącym 25 mln dolarów, z amerykańskich kin przyniósł zaledwie połowę tej kwoty. Sporym sukcesem okazał się za to w Japonii, a najlepiej przyjęty został na rynku brytyjskim, czemu trudno się dziwić, bo patrząc na postacie zaangażowane w jego powstanie i ogólny klimat filmu, to był on bardziej brytyjski niż hollywoodzki. Ostatecznie na całym świecie zarobił niespełna 35 mln dolarów w kinach, co nie było wynikiem imponującym, ale też na pewno nie czyniło go przedsięwzięciem finansowo nieudanym. Mimo to Henson ciężko przeżył całą sytuację, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, jak osobisty był to dla niego projekt, jak mocno była w niego zaangażowana cała jego rodzina i własna firma. Film za to dobrze sobie radził na rynku home video. Już pół roku po premierze kinowej ukazał się na VHS i cieszył się wielką popularnością w wypożyczalniach. Z czasem pojawiły się kolejne edycje DVD i Blu-ray. Na początku 2026 roku zremasterowną wersję pokazywano nawet w kinach. Upływ lat, sentyment za dzieciństwem i potężna retromania na lata osiemdziesiąte z czasem zrobiły swoje. Obecnie Labirynt to silnie zmonetyzowana marka, która doczekała się własnych gadżetów, ciuchów, gier, zabawek, komiksów a nawet adaptacji scenicznej. Także krytycy patrzą na film przychylniej niż kiedyś (pewnie sami oglądali go jako dzieci).
Czy po czterech dekadach od premiery film bardzo się zestarzał? Cóż, wbiję nóż w serce wszystkich, którzy zachowali o nim dobre wspomnienia – niestety zestarzał się. Jest bardzo mocno osadzony w stylistyce lat osiemdziesiątych i dopasowany do mentalności i wrażliwości ówczesnej widowni, a przecież już wtedy był filmem nieco staromodnym. Odbiło się to na wszystkim – aktorstwie, warstwie wizualnej, drażniącej ucho syntezatorowej oprawie muzycznej a także w pewnych rozwiązaniach fabularnych. Myślę, że dzisiaj nikt nie odważyłby się w takiej produkcji sugerować erotycznej fascynacji Jaretha osobą Sarah. Zresztą właśnie Jareth/Bowie po latach jest tak intrygujący jak i niepokojący, choć chyba w nieco inny sposób, niż wówczas wymyślili to sobie twórcy. Gwiazdor w filmie wygląda, jakby przed chwilą zszedł z koncertowej sceny, a zachowuje się trochę tak, jakby wciąż na niej był. Kilka sekwencji z jego udziałem, m.in. ta, w której pląsa i śpiewa z goblinami, odziany w jakieś obcisłe rajtuzy, ociera się o lekki krindż. Co natomiast wciąż się broni po latach to …kukiełki. One już w momencie premiery wymagały od widzów zaakceptowania pewnej konwencji i dokładnie tak samo jest dzisiaj. W efekcie nie wyglądają w naszych oczach gorzej niż kiedyś, nie wydają się w żaden sposób przestarzałe. Nadal są przeurocze, technicznie imponujące i budzą szacunek dla wyobraźni i umiejętności czarodziejów z Jim Henson’s Creature Shop. Choć oczywiście to wciąż „tylko” kukiełki.

Ostatecznie wszystkie ejtisowe klimaty można zaakceptować, a nawet czerpać z nich sentymentalną frajdę. Gorzej, że oglądając Labirynt dzisiaj i oceniając go chłodnym okiem, nie da się nie zauważyć, że film ma epizodyczną fabułę i trochę niedomaga jako opowieść. Paradoksalnie, bo przecież nad scenariuszem pracowało tyle uznanych postaci ze świata filmu i literatury. Być może w tym przypadku zadziałała zasada opisana w przysłowiu o sześciu kucharkach. Widać, że w jednym filmie próbowano upchnąć baśń dla dzieci, klasyczny film przygodowy, opowieść o dojrzewaniu, symbolikę związaną z labiryntem, piosenki Bowiego i specyficzny, brytyjski humor. Ostatecznie Labirynt przypomina wariację na temat Alicji w Krainie Czarów, w której bohaterka przemierzając bardzo umowną, w całości wykreowaną w studio krainę, napotyka kolejne dziwy. Prowadzi mądralińskie dialogi, rozwiązuje problem i przemieszcza się do kolejnego wyzwania. „Przedzierając się” przez labirynt, nawet nie psuje sobie fryzury (zresztą okropnej, jak to w tamtej dekadzie) ani nie brudzi ubrania. Kompletnie nie czuć w tym wszystkim autentycznego strachu, wyzwania, realnego zagrożenia. Przygoda jest niby zabawna i zwariowana, ale zarazem bardzo teatralna. Wykreowany świat jest niby fantastyczny a zarazem ograniczony i sterylny. Film pozornie skrojony jest pod dziecięcego widza, ale stara się przemycić coś więcej, także dla dojrzalszego odbiorcy. Tyle że wciąż jest filmem o głupkowatych goblinach, więc te dodatkowe warstwy wydają się raczej niepotrzebnym balastem.
Gdy porównamy Labirynt do innych filmów fantasy z tamtego okresu, to okaże się, że nie jest tak zabawny jak Narzeczona dla księcia ani tak przygodowy jak Willow, ani tak angażujący jak Niekończąca się opowieść (kto nie płakał po Artaksie, ten z policji), ani tak efektowny wizualnie jak Legenda. Nie da się jednak zaprzeczyć, że jest specyficzny, momentami mocno infantylny, a momentami właśnie wcale nie i łatwo się tutaj dopatrzyć drugiego dna. Przez to wszystko jest to jednak dzieło dość intrygujące. Dla ludźmi w średnim wieku film jest miłym wspomnieniem szczęśliwego dzieciństwa, choć raczej nie w Polsce, bo tutaj nigdy nie zyskał takiego statusu jak na Zachodzie (poprawcie mnie, jeśli się mylę). Ciekawe ilu z nich, po obejrzeniu filmu dzisiaj z zaskoczeniem odkryłoby, że Jareth chciał Sarah skraść coś jeszcze, oprócz małego braciszka. Ewidentnie Labirynt to dzieło pozytywnie zakręconego marzyciela. Jest pamiątką po niezbyt długim okresie w historii filmowej fantastyki, gdy na ekran można było przenieść praktycznie każdy, mniej lub bardziej zwariowany pomysł i nie brakowało ludzi, którzy chcieli to robić i którzy takie pomysły mieli. Dla fanów Monty Pythona to także ciekawostka związana z jednym z członków słynnej grupy, a zakwalifikowanie Labiryntu do szerokiego kanonu „pythonowskiego” nie będzie jakimś wielkim nadużyciem.

Jeśli zaś chodzi o kondycję filmowej fantastyki, czyli temat od którego zacząłem, to sporo zmieniło się już w kolejnej dekadzie. Wraz z rewolucją CGI, Terminatorem, dinozaurami, kolejnymi Batmanami i rozmaitymi zagrożeniami z kosmosu, m.in. w postaci wielkiej asteroidy, kino SF znowu zaczęło bić kasowe rekordy. To już jednak była zupełnie inna epoka, inni bohaterowie oraz inna wrażliwość widzów. Zniknęła gdzieś cała ta nieskrępowana wyobraźnia i autorska odwaga, która wcześniej wystarczała, by czasem skromne projekty zamieniać w spektakularne sukcesy. W nowej, komputerowej rzeczywistości nie było już miejsca na tańczące i śpiewające kukiełki. Jim Henson nie zobaczył tego wszystkiego – zmarł w wyniku nagłej choroby w 1990 roku, w wieku zaledwie 53 lat, zasmucając dzieci i dorosłych na całym świecie.
* Dorosły Toby Froud poszedł w ślady mamy i jest specjalistą od miniatur, lalek i efektów specjalnych. Pracował przy wielu filmach, serialach i wydarzeniach scenicznych. Założył firmę o nazwie … Stripey Pajama Productions, której nazwa nawiązywała do stroju, w jakim wystąpił jako berbeć w Labiryncie.
** Tak, cała rodzina Hensonów pracowało lub nadal pracuje w tym biznesie. Jego żona i czworo z pięciorga dzieci zostało lalkarzami, a jedna z córek – Lisa (ta, która poleciła Jonesa, jako scenarzystę), jest producentem filmowym.




Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:
Regulamin zamieszczania komentarzy
Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:
[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]