FilmyGwiezdne wojnyKlasyka KinaKsiążki

Wojny Lucasa

Parafrazując znany cytat mogę napisać, że z tramwaju o nazwie „Gwiezdne wojny” wysiadłem na przystanku „sequele”. Na etapie Łotra 1 jeszcze miałem w sobie entuzjazm i próbowałem łapać się poręczy, ale później wagonik mi odjechał. No trudno. Nie wracałem już myślami do tematu, aż niedawno moją uwagę przykuły bardzo pozytywne opinie na temat pewnego komiksu. Nie, nie jednego z tysięcy opowiadających historię ze świata „Gwiezdnych wojen”. Komiksu opowiadającego o tym, jak to się wszystko zaczęło. Znacie to uczucie, gdy przypadkiem spotkacie byłą dziewczynę, a potem nie możecie o niej przestać myśleć? Ja nie znam, ale chyba poczułem coś na kształt podobnego renesansu fascynacji, bo natychmiast postanowiłem sprawdzić wokół czego całe to zamieszanie.

Francuski duet twórców, składający się ze scenarzysty Laurenta Hopmana i rysownika Renauda Roche, swoją opowieść o „Gwiezdnych wojnach”, zgodnie ze starą hitchcockowską zasadą, rozpoczyna od …zawału serca. W zasadzie od zapaści, jakiej doświadcza ze stresu i przemęczenia George Lucas, podczas realizacji swojego słynnego filmu. Potem cofamy się w czasie, do wypadku samochodowego, który Lucas spowodował w wieku 18 lat, i po którym zdecydował ostatecznie, że woli karierę filmowca od kariery kierowcy wyścigowego. Wreszcie następuje chwila na oddech i właściwy początek historii. Krótka retrospekcja przybliża nam dzieciństwo bujającego w obłokach George’a, jego studia, pracę nad etiudą „THX 1138” i udział w wykładach Irvina Kershnera, przyszłego reżysera „Imperium kontratakuje”. Na kartach komiksu zaczynają pojawiać się znane postacie ze świata wielkiego kina. George angażuje się w związek z montażystką Marcią Griffin, pracuje nad pełnometrażową wersją „THX 1138”, potem nad „American Graffiti”. Cały czas uczestniczy w przepychankach z wielkimi wytwórniami. Te frustrujące doświadczenia mają decydujący wpływ na jego podejście do realizacji kolejnego projektu, którym są już „Gwiezdne wojny”.

„Wojny Lucasa” opisują proces powstawania Epizodu IV (tom I) i Epizodu V (tom II), począwszy od etapu pierwszych pomysłów, mocno odbiegających od efektu końcowego znanego widzom. Niezależność, na której tak zależało Lucasowi, dawała mu swobodę artystyczną ale też obciążała go nieustanną presją związaną z brakiem pieniędzy i troską o dopięcie budżetu. Ten zaś sypał się tym bardziej, im więcej opóźnień zaliczała realizacja na każdym z opisanych w komiksie etapów – żmudnego castingu, pełnej przeszkód realizacji zdjęć, tworzenia nowatorskich efektów specjalnych, wreszcie końcowego montażu. Oczywiście Epizod V powstawał już w innych realiach, ale myli się ten, kto sądzi, że praca nad nim wolna była od problemów, kontrowersji i konfliktów. Opowieść jest pełna ciekawostek i daje sporą wiedzę na temat organizacyjnych, finansowych i technicznych aspektów związanych z realizacją obu filmów. Pomimo natłoku takich informacji twórcom udało się nie zamienić opowieści w luźny zlepek anegdot z planu i utrzymać jej spójność dramatyczną. W centrum cały czas pozostaje osoba reżysera, który dźwiga na swoich barkach odpowiedzialność za całe przedsięwzięcie ale też angażuje się w inne projekty, takie jak „Poszukiwacze zaginionej Arki”. Zresztą wątek przyjaźni i współpracy ze Stevenem Spielbergiem przewija się w obu tomach i jeśli wierzyć autorom, to Lucas w tym duecie robił za twardo stąpającego po ziemi i temperującego – czasem zwariowane – pomysły kolegi.

Komiks narysowany jest prostą, dynamiczną kreską. Przedstawiając bohaterów Roche znakomicie uchwycił i podkreślił ich charakterystyczne cechy wyglądu, przez co każdy z nich jest momentalnie rozpoznawalny. Dbałość ta dotyczy także postaci drugiego planu i członków ekipy filmowej. Większość plansz jest czarno-biała i ma minimalistyczne tła, ale rysownik zastosował ciekawy chwyt. Niektóre kadry, np. przedstawiające wyobrażenia Lucasa na temat fabuły przyszłych filmów, mają więcej kolorów, aczkolwiek paleta pozostaje stonowana. Bardzo intensywny kolor mają natomiast jakieś istotne dla fabuły, lub po prostu charakterystyczne detale – czerwona kurtka Lucasa, wściekle żółta czapeczka Spielberga, telefon, przez który ktoś toczy ważną rozmowę, itp. Umiejętnie dobrana tonacja kadrów podkreśla atmosferę sytuacji, co świetnie widać np. w scenach trudnych rozmów z zarządem 20th Century-Fox. W efekcie całość jest bardzo czytelna, wprowadza w klimat, a zarazem nie rozprasza i nie odciąga uwagi czytelnika od fabuły.

Przyznam się, że przed lekturą miałem pewne obawy, dotyczące tego, czy graficzna forma okaże się „wystarczająca” do opowiedzenia tej historii. Komiksy przedstawiające prawdziwe wydarzenia często dobrze wyglądają, ale niekoniecznie przy tym zawierają wyczerpującą temat treść. W końcu „dymki” mają swoje ograniczenia. Na szczęście w „Wojnach Lucasa” rysunek nie tylko nie przytłacza opowieści, ale ją znakomicie uzupełnia i przede wszystkim wzbogaca. Roche świetnie umie przedstawić nastrój chwili i rozterki targające bohaterami, robi to w niezwykle oszczędny, a zarazem bardzo sugestywny sposób. Chyba najbardziej widoczne jest to w ilustracjach przedstawiających samego reżysera i jego żonę Marcię w różnych kluczowych dla nich momentach życiowych. Pojedynczy kadr, a czasem wręcz pojedynczy uśmiech lub grymas postaci, jest tutaj wart tysiąca słów. Mistrzostwo! Roche umiał nawet narysować …muzykę Johna Williamsa. Tak, zapewniam, że oglądając kadry przedstawiające próby orkiestry dyrygowanej przez wielkiego kompozytora, w głowie słyszymy charakterystyczne motywy muzyczne z filmu. Magia. Dobry scenariusz i zdolności rysownika sprawiają, że opowieść nabiera odpowiedniej emocjonalnej głębi i jeszcze bardziej angażuje czytelnika. Czy taki efekt osiągnęłaby tradycyjna, książkowa biografia? Nie sądzę.

„Wojny Lucasa” nie były autoryzowane przez ich głównego bohatera ani przez koncern Disneya, o czym autorzy informują na wstępie. Jeśli wierzyć informacjom z Internetu, to o takie „błogosławieństwo” w ogóle nie zabiegali. Nie jest to więc w żaden sposób wydawnictwo oficjalne. Znając miałkość większości autoryzowanych biografii, z jakimi się zetknąłem, traktuję to jako kolejną zaletę komiksu. Praca ma obszerną bibliografię, opowieść jest drobiazgowa, a autorzy nie boją się przedstawiać spraw kontrowersyjnych, zarówno z planu filmowego, jak i z życia osobistego Lucasa oraz głównych aktorów jego widowiska. Informacje o romansie Fisher i Forda albo o problemach tej pierwszej z narkotykami nikogo nie zaskoczą, ale wątki dotyczące np. relacji małżeńskiej Lucasa albo konfliktów wewnątrz ILM były dla mnie nowością. Jeśli autorom chodziło o pokazanie znanych postaci jako zwyczajnych ludzi, z często przyziemnymi problemami, oddziałującymi na sytuację na planie filmowym, a nawet na ostateczny kształt dzieła, to udało im się to znakomicie. Mam świadomość, że dla prawdziwych pasjonatów tematu nawet 200-stronicowy komiks zapewne nie będzie odkrywczy, za to na pewno może być atrakcyjny z uwagi na samą, dość unikatową przecież, formę.

Oczywiście cała ta opowieść o „wojnie” Lucasa o „Gwiezdne wojny” konsekwentnie trzyma się określonego schematu. Mamy tu chłopaka z prowincji, w którego mało kto wierzy. Mamy liczne przeszkody, które musi pokonać na drodze do osiągnięcia wielkiego marzenia. Mamy jego przejściowe kryzysy i momenty załamania. Jest tu wąska grupa jego wiernych współpracowników, na których zawsze może liczyć, i znacznie większa grupa ludzi nastawionych do niego i do jego projektu wrogo, a w najlepszym przypadku niechętnie. W pewnym momencie można odnieść wrażenie, że sam Lucas, niczym Luke Skywalker jest archetypicznym bohaterem z uniwersalnego mitu. Czy Hopman i Roche podeszli do niego z nabożną czcią? Absolutnie nie! Widać, że uwielbiają Lucasa, ale pokazują go jako człowieka o licznych słabościach. Czy musieli cokolwiek koloryzować w swej opowieści? Nie sądzę. Przecież niezwykła historia powstania „Gwiezdnych wojen” to nieodłączna część legendy tej marki. Czy warto przeczytać „Wojny Lucasa”? Jeszcze jak! To wciągająca opowieść o wielkiej, filmowej przygodzie, rozgrywająca się w czasach, gdy kino tworzyli wizjonerzy a nie księgowi. Przy okazji także piękny hołd dla wszystkich osób zaangażowanych w powstanie „Gwiezdnych wojen”. A teraz wybaczcie, ale bogatszy w wiedzę idę sobie obejrzeć „starą” trylogię, sam nie wiem po raz który.

PS. Tom I cyklu ukazał się we Francji w październiku 2023 roku. Tom II – w październiku 2025 roku. Jeśli autorzy utrzymają rytm pracy, to zakończenia komiksowej serii o najsłynniejszej filmowej sadze należy oczekiwać pod koniec 2027 roku, w Polsce zapewne na początku 2028 roku.

Wojny Lucasa
  • Ocena Voo - 9/10
    9/10

PS 

Komiksów (jeszcze) nie czytałem, ale muszę wspomnieć, że na rynku jest dostępna nieautoryzowana biografia Lucasa, pod tytułem „George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia” („George Lucas: A Life”). Z tego co pisze Voo, francuscy komiksiarze musieli ją czytać, bo jest napisana dokładnie w takim stylu, jak recenzowane tu komiksy, a i historie najwyraźniej dokładnie się pokrywają. Bardzo polecam tę książkę wszystkim fanom „Gwiezdnych wojen”, ale i w ogóle książek o filmach, bo to kopalnia wiedzy o twórcach Kina Nowej Przygody.

<Crowley>

To mi się podoba 1
To mi się nie podoba 0

Polecamy także

Jeden komentarz

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button