KsiążkiPieśń Lodu i Ognia

Wszystkie demony Daenerys Targaryen (część 1 – Obsesje)

Losy Daenerys Targaryen to nie tylko historia przemiany zagubionej i zahukanej dziewczyny w zdobywczynię, a potem królową. To również obraz tego jak pragnienia i obawy stopniowo przeradzają się w obsesje, od których nie można się wyzwolić. Jakie demony skrywa w sobie Matka Smoków?

Zdrada

Daenerys nie zna zbyt dobrze okoliczności, które doprowadziły do Buntu Roberta. Sama przyszła na świat już pod jego koniec, zaś będący bezpośrednim świadkiem wydarzeń jej starszy brat Viserys niewiele mógł z nich rozumieć, gdyż był wtedy dzieckiem. Trudno się zatem dziwić, że z ich perspektywy rebelia jest odbierana jako monstrualna zdrada westeroskich lordów, którzy od trzystu lat składali przysięgę wierności kolejnym Targaryenom, by w czasie buntu wybić ich prawie ze szczętem. Opuszczeni przez wszystkich z wyjątkiem wiernego Willema Darry’ego po jego śmierci tułali się po od jednego Wolnego Miasta do drugiego. Kolejnym przeprowadzkom zawsze towarzyszyły ostrzeżenia Viserysa przed siepaczami Uzurpatora, mającymi podążać za nimi krok w krok. Wiemy, że Robert Baratheon rzeczywiście wysłał skrytobójcę, by zgładził Daenerys, ale stało się to dopiero na wieść o jej ciąży, będącej owocem małżeństwa z khalem Drogo. Wcześniej mordercze zapędy króla tonował jego namiestnik Jon Arryn, co z żalem przyznaje Renly, gdy w czasie Małej Rady poruszają temat zlecenia zamachu na brzemienną khaleesi. Pozostawiając otwartym pytanie na ile Viserys słusznie obawiał się skrytobójców, a na ile próbował ukryć przed siostrą fakt, że kolejni essoscy możni tracili zainteresowanie utrzymywaniem „Żebraczego Króla”, bezspornym jest, iż Daenerys dorastała w przeświadczeniu grożącego jej nieustannie zagrożenia. Przeprowadzony na nią nieudany zamach w Vaes Dothrak tylko utwierdził ją w tym przekonaniu, zresztą do kolejnych dochodzi w qartheńskim porcie oraz pod murami Meereen. W międzyczasie dziewczynę oszukuje Mirri Maz Duur, porzuca ją khalasar Droga i manipulują nią qartheńscy możni. Wszystko powyższe stworzyło niezwykle podatny grunt pod całkiem uzasadnioną nieufność wobec bliźnich, jednak ziarno, które zacznie zatruwać duszę Daenerys, zasieje dopiero przepowiednia Nieśmiertelnych.

Trzy zdrady cię spotkają… jedna za krew i jedna za złoto i jedna z miłości…

– Starcie królów –

Jakkolwiek Nieśmiertelni również okazują się nieszczególnie godnymi zaufania, próbując w czasie zsyłanych Daenerys wizji wyssać z niej życie, ich przepowiednię Zrodzona w Burzy traktuje śmiertelnie poważnie. Utwierdzi ją w tym zdrada Joraha Mormonta – człowieka, którego traktowała jak najwierniejszego przyjaciela i najbliższego doradcę, a który okazał się agentem donoszącym o jej poczynaniach Varysowi. Od tego czasu Daenerys nie jest w stanie nikomu zaufać. Słowa, które usłyszała w Pałacu Pyłu bez przerwy ją prześladują, rozpaczliwie też próbuje przyporządkować je do tego, co dotąd ją spotkało.

Nieśmiertelni z Qarthu powiedzieli, że czekają ją trzy zdrady. Pierwszą była Mirri Naz Duur, drugą ser Jorah. Czy trzecią będzie Reznak? Golony Łeb? Daario? A może ktoś, kogo nigdy bym nie podejrzewała, ser Barristan, Szary Robak albo Missandei?

– Taniec ze smokami –

Dodatkowy problem stanowi niejasny sens przepowiedni. Tajemnicze słowa o zdradach za krew, złoto i z miłości powiększają tylko mętlik w głowie Daenerys, tym bardziej że sama jest przekonana, że zdradzono ją znacznie więcej niż trzy razy. Przeniewierstw zresztą wciąż przybywa, gdyż Meereen jest prawdziwym kłębowiskiem żmij, ona zaś kompletnie nie orientuje się w dworskich gierkach i spiskach jej otoczenia, w którym dodatkowo znajdują się znani z niestałości najemnicy. Królowa szuka zdrajców w dużej mierze na oślep, podejrzewając może i właściwych ludzi, ale z niewłaściwych powodów.

– Minęło już wiele czasu – powiedziała ser Barristanowi nie dalej jak wczoraj. – Co jeśli Daario zdradził? Przeszedł na stronę moich wrogów? – Trzy zdrady cię spotkają. – Co, jeśli poznał inną kobietę? Jakąś lhazareńską księżniczkę?

– Taniec ze smokami –

Paranoję Królowej podsyca – trudno powiedzieć celowo czy nieintencjonalnie – Quaithe, starając się ostrzec Daenerys przed grożącymi jej niebezpieczeństwami. Słowa zamaskowanej kobiety, która objawia się Królowej na tarasie Wielkiej Piramidy, przestrzegając przed Perfumowanym Seneszalem, Krakenem, Czarnym Płomieniem, Lwem i całą resztą menażerii więcej zaciemniają, niż wyjaśniają.

Kiedy pojawili się Reznak i Skahaz, złapała się na tym, że spogląda na nich nieufnie, pamiętając o trzech zdradach. Strzeż się perfumowanego seneszala. Powąchała podejrzliwie Reznaka mo Reznaka. Mogłabym kazać Golonemu Łbu aresztować go i przesłuchać. Czy to powstrzymałoby proroctwo? Czy może jakiś inny zdrajca zająłby jego miejsce? Proroctwa są podstępne – powtórzyła sobie. Niewykluczone, że Reznak jest tylko tym, kim się wydaje.

– Taniec ze smokami –

Rozmowa z zamaskowaną kobietą dobitnie pokazuje nam jeszcze jedno: wbrew apelom kobiety, by Daenerys pamiętała o Nieśmiertelnych, Królowa skupiła się wyłącznie na ich słowach dotyczących zdrad.

 […] – O Nieśmiertelnych też pamiętam. Nazwali mnie dzieckiem trojga. Obiecali trzy wierzchowce, trzy ognie i trzy zdrady. Jedną za krew, jedną dla złota i jedną z…

– Taniec ze smokami –

Jeden z najbardziej zagadkowych wątków w całej Pieśni lodu i ognia – Nieśmiertelni i bijące mimo zgnilizny serce unoszące się w ich komnacie.

Do sytuacji Daenerys jak ulał pasują słowa: to, że jesteś paranoikiem, nie znaczy, że nie chcą cię zabić. Wszak rzeczywiście otoczona jest przez wrogów, a jej życiu ciągle zagraża niebezpieczeństwo. Tyle że skupiając się na niejasnym proroctwie Nieśmiertelnych, nie dostrzega prawdziwych zagrożeń. Zresztą, jak zauważył już kiedyś DaeL – możliwe, że źle je zinterpretowała, gdyż niekoniecznie dotyczy zdrad, które spotkają Daenerys, lecz tych, których to ona się dopuści. To drugie wyjaśnienie przepowiedni nawet przez moment nie przychodzi Królowej do głowy – prawdopodobnie dlatego, że jest zbyt zaabsorbowana tropieniem kolejnych spisków.

Szaleństwo

Daenerys wielokrotnie słyszy, że jest szalona. Za taką mają ją Dothrakowie, gdy rozkazuje im wznieść stos dla Drogo, na którym umieszcza też bezcenne smocze jaja. Podobnie określa ją Mirri Maz Duur, gdy zaczyna rozumieć, co Daenerys zamierza zrobić przy okazji oddania płomieniom ciała męża. Xaro Xhoan Daxos powątpiewa, czy udało jej się opuścić Dom Nieśmiertelnych zachowując zdrowe zmysły i wprost nazywa szaleństwem prowadzoną przez nią w Zatoce Niewolniczej politykę. Trudno zaprzeczyć, że niektóre podjęte przez nią działania – na czele z wejściem na płonący stos – rzeczywiście mogą budzić pewne wątpliwości co do jej poczytalności. Zresztą sama Daenerys obawia się, że stanie się równie obłąkana jak jej brat Viserys.

Nawet w koronie nadal jestem żebraczką – pomyślała. Stałam się najwspanialej ubraną żebraczką na świecie, to wszystko. Nienawidziła swej sytuacji. Jej brat musiał się czuć podobnie. Wszystkie te lata ucieczki z miasta do miasta, o krok przed nożami uzurpatora, błagania o pomoc archontów, książąt i magistrów, płacenia za żywność pochlebstwami. Z pewnością wiedział, że z niego drwią. Nic dziwnego, że był taki gniewny i zgorzkniały. Na koniec przywiodło go to do szaleństwa. Ze mną stanie się tak samo, jeśli na to pozwolę.

– Starcie królów –

Dopiero jednak po rozmowie z Barristanem Daenerys poważnie zaczyna zastanawiać się nad tym, czy z jej zdrowiem psychicznym faktycznie wszystko jest jak należy. Stary rycerz, gdy prawda o jego tożsamości wychodzi na jaw, właśnie obawami o poczytalność ostatniej z Targaryenów tłumaczy skrycie przed nią swego prawdziwego miana.

– Twojego ojca zwą w Westeros „Obłąkanym Królem”. Czy nikt ci o tym nie mówił? […] Powiedziałem ci przedtem, że przybrałem fałszywe imię po to, by Lannisterowie nie dowiedzieli się, że się do ciebie przyłączyłem. To była mniej niż połowa prawdy, Wasza Miłość. Cała prawda wygląda tak, że chciałem cię poobserwować przez pewien czas, nim przysięgnę ci służbę. Upewnić się, że nie jesteś…
– … córką swego ojca?
Jeśli nie była córką swego ojca, to w kim takim razie była?
– … obłąkana – dokończył. Ale nie widzę w tobie skazy.
– Skazy? – obruszyła się Dany.
– […] każde dziecko wie, że Targaryenowie zawsze tańczyli zbyt blisko obłędu. Twój ojciec nie był pierwszy. Król Jaehaerys rzekł mi kiedyś, że obłęd i wielkość są dwiema stronami tej samej monety. Powiedział, że za każdym razem, gdy rodzi się nowy Targaryen, bogowie rzucają w górę monetę i świat wstrzymuje oddech, by zobaczyć, na którą stronę ona spadnie.

– Nawałnica mieczy –

To właśnie stary rycerz uświadamia jej, że przezwisko „Szalony Król” nie było tylko czarną legendą wymyśloną przez buntowników, mającą zohydzić i skompromitować jej ojca. Od czasu tej rozmowy Daenerys nie uwolni się już od myśli o „skazie”, którą miało w sobie tylu Targaryenów wcześniej. Ale przecież na długo przed poznaniem prawdy o swym rodzie sama użyła podobnych słów w swej ostatniej rozmowie z Mirri Maz Dur, nim spaliła ją żywcem na stosie pogrzebowym swego męża:

– Czy aż tak daleko od szaleństwa do mądrości?

– Gra o tron –

Z pewnością zachowaniu zdrowych zmysłów nie pomaga wpływ, jaki ewidentnie usiłują na nią wywrzeć parające się magią osoby, zsyłając jej wizje i sny. Tu znów najwięcej zła wyrządza – być może starająca się Daenerys pomóc – Quaithe. Jej nietypowe sposoby komunikacji, polegające na nagłym objawianiu się i równie nagłym znikaniu, wzbudzają w Królowej zrozumiałe wątpliwości co do tego, czy wciąż prawidłowo postrzega rzeczywistość.

Dany zerknęła na drzewo. Nikt pod nim nie stał. Nie widziała szaty z kapturem, lakierowanej maski ani Quaithe.
Nie ma nikogo. To był cień. Wspomnienie. Była krwią smoka, ale ser Barristan ostrzegał ją, że w tej krwi kryje się skaza. Czy to możliwe, że tracę zmysły? Jej ojca zwano kiedyś obłąkanym.

– Taniec ze smokami –

Choć z pewnością intencje Selmy’ego były inne, być może nieopatrznie uruchomił proces, który okaże się samospełniającą przepowiednią.

Czy jestem obłąkana? Czy jest we mnie skaza?

– Nawałnica mieczy –

Sprawiedliwość

– […] Sprawiedliwość… po to właśnie są królowie.

– Nawałnica mieczy –

Słowa te w pierwszym odruchu przypisalibyśmy Stannisowi, tymczasem wygłasza je właśnie Daenerys. Sam Baratheon w tej kwestii potrafi iść na kompromisy, jak choćby w przypadku ułaskawienia lordów Burzy, którzy wcześniej służyli jego młodszemu bratu, uzurpującemu sobie tytuł królewski. Rozumie ją też inaczej niż Daenerys. Dla Stannisa jest to przede wszystkim odpłacanie wszystkim tym, na co zasłużyli – najlepszym tego przykładem jest Davos, którego jednocześnie nagradza za dostarczenie zaopatrzenia do oblężonego Końca Burzy i karze za długoletnie paranie się przemytem. Daenerys tymczasem postrzega ją bardziej jako ochronę słabszych przed silniejszymi i w tej kwestii nie widzi miejsca na jakiekolwiek ustępstwa. Być może dlatego, że sama była latami maltretowana przez Viserysa, choć jako jej brat i król winien jej strzec. Po raz pierwszy w obronie skrzywdzonych staje będąc żoną Drogo, gdy usiłuje uratować gwałcone przez Dothraków kobiety. Prawdziwym wstrząsem jest jednak dla niej przybycie do piekła na ziemi, jakim jest Zatoka Niewolnicza.

– Skąd się wzięło to szaleństwo? Czy mam uznać, że poszczęściło mi się, iż nie wyzwoliłaś moich niewolników, gdy byłaś moim gościem w Qarthu? […] – Twoi niewolnicy robili wrażenie dobrze traktowanych i zadowolonych. Dopiero w Astaporze otworzyły mi się oczy. Czy wiesz jak się produkuje i szkoli Nieskalanych?

– Taniec ze smokami –

Szkolenie Nieskalanych, w skład którego wchodzi kastracja, morderczy trening i niszczenie wszelkich ludzkich odruchów poprzez zmuszanie do mordowania niemowląt jest być może najbrutalniejszym, ale zaledwie jednym z przejawów potworności, jaką jest niewolnictwo. Trudniący się nim Gishcarczycy są zresztą ludem mających wiele odrażających zwyczajów, począwszy od kulinarnych, przez rozrywkowe, aż po społeczno-gospodarcze. Daenerys, która w swej drodze na zachód zatrzymała się w Zatoce Niewolniczej wyłącznie po to, by zdobyć armię, nie potrafi zamknąć oczu na okropności, które ogląda na Placu Kar w Astaporze.

Niewolników obdarto ze skóry tak, jak obiera się jabłko, długim krętym pasem. […] – Co on takiego zrobił? – zapytała dziewczynkę.
– Podniósł rękę przeciw swojemu właścicielowi.

– Nawałnica mieczy –

Zdobywając Nieskalanych zyskuje narzędzie, by położyć kres tym potwornościom. I nie ma oporów, by je wykorzystać. Wymordowanie Dobrych Panów pozwala Daenerys zachować smoka, którego zaoferowała w zamian za armię niezrównanych żołnierzy. Zdradzieckość tego czynu ktoś bardziej cyniczny sprytnie mógłby próbować usprawiedliwić „większym dobrem” w postaci uwolnienia dziesiątek tysięcy okrutnie traktowanych niewolników. Tyle że kolejne działania Daenerys jasno pokazują, że walka o wolność i sprawiedliwość dla najsłabszych jest głównym, nie zaś pobocznym motywem jej działań. Pierwszym tego przejawem jest wyzwolenie Nieskalanych, którzy od tego czasu służą jej jako wolni ludzie. Pozornie na tym ruchu nic nie traci, gdyż – przynajmniej do końca Tańca ze smokami – najlepsza piechota świata jest jej fanatycznie oddana. Czy jednak rzeczywiście rozsądnym było zamienić armię niewolników gotowych rzucić się na własne miecze, gdyby im tak rozkazała, na armię wolnych, którzy choć teraz zrobią wszystko, co im nakaże, mogą nie być równie posłuszni za trzy, pięć czy dziesięć lat? Wiemy wszak, że „odczłowieczenie” Nieskalanych jest odwracalne, inaczej Dobrzy Panowie nie obawialiby się sprzedawać ich w grupach mniejszych niż stu. Skoro kontakt z innymi niewolnikami czy wolnymi może sprawić, że Nieskalani „zapominają, kim są”, jak wpłynie na nich kilka lat wolności?

Daenerys na tym etapie pewnie by przyklasnęła przemianie swych doborowych żołnierzy w bardziej ludzkich, tym bardziej że kolejne jej działania świadczą o szczerej wierze w możliwość zaprowadzenia w Zatoce Niewolniczej powszechnej sprawiedliwości. Pozwala zatem, by za jej wojskiem szły tysiące astaporskich wyzwoleńców, mimo że ci są dla niej olbrzymim logistycznym obciążeniem, nie tylko ją spowalniając, ale też utrudniając zaopatrzenie jej własnych żołnierzy. Z kolei gdy dociera pod Yunkai, zamiast zadowolić się gigantycznym okupem – który w trakcie twardych negocjacji popartych potęgą jej armii być może udałoby się powiększyć o zapasy oraz flotę, dzięki którym na czele swych Nieskalanych mogłaby próbować dostać się do Pentos choćby i drogą lądową – domaga się, by Mądrzy Panowie wyzwolili wszystkich swych niewolników. Gdy ci z obawy przed nią na to przystają, ponownie pozwala wyzwoleńcom przyłączyć się do siebie, przez co ma już dziesiątki tysięcy „gąb do wyżywienia” nie stanowiących żadnej siły militarnej. Zaglądający byłym niewolnikom w oczy głód zmusza ją niejako do zwrócenia swych sił przeciw Meereen. Wielcy Panowie rządzący miastem z kolorowych cegieł popełniają wtedy koszmarny błąd, który przypieczętowuje ich los.

[…], do każdego słupa milowego nadmorskiego traktu biegnącego z Yunkai przybili żywcem niewolnicze dziecko. Wszystkie miały wyprute wnętrzności, a jedną ręką wskazywały na Meereen. Dowodzący jej strażą przednią Daario rozkazał zdejmować dzieci, nim Dany zdąży je ujrzeć, odwołała jednak ten rozkaz, gdy tylko jej o tym powiedziano.
– Zobaczę je – oznajmiła. – Zobaczę wszystkie. Policzę je i spojrzę w ich twarze. I będę pamiętała.

– Nawałnica mieczy –

Oprócz zapamiętania, zamierza też wymierzyć sprawiedliwość za okrutną zbrodnię. Meereen wydaje się jednak nie do zdobycia: nie w sytuacji, gdy Wielcy Panowie zniszczyli wszystkie zasiewy i spalili drzewa, ona zaś z powodu braków zaopatrzenia nie jest w stanie przeprowadzić oblężenia, nie ma też jak zbudować machin oblężniczych, by zdobyć miasto szturmem. Ominięcie go doradzają jej wszyscy dowódcy, choć wcześniej nigdy w niczym nie mogli się zgodzić. Daenerys nie potrafi jednak zapomnieć ani o zamordowanych dzieciach, ani też wyzwoleńcach, których zamierza wykarmić zapasami zgromadzonymi w mieście. I stawia na swoim: Meereen pada, Królowa zaś wymierza sprawiedliwość stu sześćdziesięciu trzem Wielkim Panom, skazując ich na ten sam los, który zgotowali dzieciom.

Zdawałaby się, że zdobycie Meereen oznacza ziszczenie się jej marzenia o zaprowadzeniu sprawiedliwości w Zatoce Niewolniczej. Okazuje się jednak, że podbijać jest prościej niż rządzić, zaś jeszcze gorszy od niewolnictwa jest chaos i głód. Znów jej doradcy niezwiązani z Zatoką jednomyślnie radzą, by rzuciła to wszystko w diabły i udała się do Westeros, kończąc z uszczęśliwianiem na siłę mieszkańców tego jałowego wybrzeża. Daenerys nie przyjmuje tej argumentacji. Wciąż wszak nie zapanowała sprawiedliwość, ona zaś czuje się odpowiedzialna za wyzwoleńców. To w końcu jej dzieci, a przynajmniej tak ich postrzega od czasu kapitulacji Yunkai.

– Mhysa! – krzyknął do niej jakiś mężczyzna o śniadej skórze. Niósł na barana dziecko, małą dziewczynkę, która wykrzykiwała cienkim głosikiem to samo słowo. – Mhysa! Mhysa!
Dany popatrzyła na Missandei.
– Co oni wołają?
– To znaczy „matko” po ghiscarsku, w starym, czystym języku.
Dany poczuła lekkość w piersi. Nigdy nie urodzę żywego dziecka – przypomniała sobie. Uniosła drżącą rękę. Być może się uśmiechnęła. Z pewnością tak, gdyż mężczyzna wyszczerzył radośnie zęby i powtórzył swój okrzyk. Podjęli go inni.
– Mhysa! – wołali. – Mhysa! MHYSA!

– Nawałnica mieczy –

Gdy kończy się Taniec ze smokami, sprawiedliwości jak nie było, tak nie ma i nic nie wskazuje na to, by w dającej się przewidzieć przyszłości miało się coś w tej sprawie zmienić. Rozumieją to wszyscy poza Daenerys. Jej obsesja uwięziła ją w Zatoce Niewolniczej, choć przecież tak pragnęła odzyskać tron ojca. Tylko czy rzeczywiście o tym marzy? Odpowiedź poznacie w następnym odcinku.

To mi się podoba 28
To mi się nie podoba 0

Dżądżen

Fan twórczości Martina i dobrego wina. Lubię historię i suchary. Wolny czas spędzam w ogrodzie przeklinając Matkę Naturę za jej hojność.

Polecamy także

Komentarzy: 35

  1. „Dany poczuła lekkość w piersi. Nigdy nie urodzę żywego dziecka – przypomniała sobie.”

    To chyba kolejna obsesja.

    To mi się podoba 3
    To mi się nie podoba 3
    1. Jaka tam obsesja. Kobieta myśli sobie z trzy razy w ciągu czterech tomów, że nigdy nie będzie miała potomka swojej krwi. Nawet gdyby w ciągu tych kilkunastu miesięcy myślała o tym aż raz dziennie, to byłoby to normalne przy robocie w której spotyka się często z dziećmi w wieku wszelakim (paziowie np.). A tu ona sobie o tym przypomina – czyli tym się nie zadręcza.

      To mi się podoba 4
      To mi się nie podoba 1
  2. Przecież te przepowiednie, aby nie ufała Krakenowi czy Lwowi są słuszne.

    Tyrion będzie chciał ją wykorzystać do zemsty, a nie uwierzy w nią, jak w serialu. Euron to wielka czerwona flaga. Smok komediantów – jej fałszywy bratanek, który chce zdobyć tron.

    Gdyby Robbowi ktoś przepowiedział Czerwony Ślub i on by w to nie uwierzyłby, to byłby okrzyknięty jako człowiek małej wiary przez czytelników. A Daenerys wierzy w słuszne zagrożenia i to ma być problem?

    Największym problemem nie są jakieś obsesje – bo jeśli nazywacie ideologię osobistą w ten sposób, to Ned Stark miał obsesję honoru, a Stannis obsesje prawości – oczywiście, tylko w stronę innych ludzi, bo sam łamał prawa, kiedy to było wygodne – zabójstwo Renly’iego. Problemem Dany jest niezdecydowanie – czy ona chce tego tronu Westeros czy budowania Imperium w Essos. Bo nie można mieć obu naraz. Każdy wielki strateg i wódz, gdyby miał okazję ją spotkać to zapytałby – co wybierasz? Westeros czy Essos? Tradycje czy innowację? Prostaczków z Królewskiej Przystani czy wyzwoleńców z Meeren? Bo trzeba wybrać. Nie da się jechać dwoma pociągami jednocześnie.

    To mi się podoba 5
    To mi się nie podoba 4
    1. Ta część tak. Ale Dany się fiksuje na ogole przepowiedni. To wlasnie jej problem – ona przepowiedni w swoim życiu nie bierze pod uwagę, ona patrzy przez ich pryzmat.

      To mi się podoba 5
      To mi się nie podoba 0
    2. Ostrzeżenia są jak najbardziej słuszne, ale – tak jak przepowiednia o zdradach – w rzeczywistości moim zdaniem nic nie pomogą. Widzimy to zresztą już, gdy Daenerys próbuje zrozumieć o co chodziło z tym perfumowanym seneszalem.

      Generalnie mam wrażenie – jak pisałem w tekście – że jest jednak różnica między podejściem Stannisa a Daenerys. Baratheon jest uparty jak osioł, ale nawet on potrafi pójść na ustępstwa. Ned też poświęcił swój honor, by ratować najpierw Jona, a potem Sanse. Daenerys ma z tym większy problem, aczkolwiek też niekiedy potrafi to zrobić, jak wtedy gdy pozwala, by ludzie sami się sprzedawali w niewolę. Natomiast ewidentnie lekceważy dobre rady by opuścić Zatokę Niewolniczą ogarnięta misją wyzwalania wszystkiego i wszystkich.

      To mi się podoba 10
      To mi się nie podoba 0
    1. Powiem tylko, że jak dotąd nic mnie nie przekonało aby Daenerys była szalona. Szaleństwo rozumiem jako podejmowanie działań irracjonalnych, a u Dany nie dostrzegam niczego takiego. Historia zna wielu uszczęśliwiaczy, którzy pragnęli uszczęśliwić jakąś grupę społeczną, czy nawet całe narody, bez liczenia się z ich zdaniem. Byłoby pięknie, gdyby można ich wszystkich uznać za szaleńców. Ukrzyżowanie Wielkich Panów było okrutne, ale w żadnym wypadku nie irracjonalne. To nie wypicie dzikiego ognia. Sam bym rozważał coś takiego. Może było pochopne, może głupie, ale było jedną z opcji na stole. Daenerys często postępuje nierozważnie i głupio, ale bycie kiepską królową to jeszcze nie szaleństwo.
      Notabene nie uznaję za szalonego także Viserysa. Był głupi, okrutny i zdesperowany, ale to wszystko. Najbliżej koło szaleństwa, biorąc pod uwagę wiedzę na dziś, w tej rodzinie stał Rhaegar.
      Daenerys wierzy w przepowiednie, wizje itd. Jednak kto w średniowieczu czy starożytności w nie nie wierzył? Problem pojawia się dopiero, gdy takie rzeczy zaczynają determinować czyjeś życie. Mądry człowiek, gdy zostanie mu przepowiedziane, że zginie spadając z konia, będzie jeździł rydwanem. Nie każe wybić wszystkich koni w kraju. Tak zrobi właśnie szaleniec. Jak na razie nie widzę u Dany takiej fiksacji.

      To mi się podoba 9
      To mi się nie podoba 3
      1. Dobre o tym rydwanie. Jak pisałam wyżej, problem Dany jest fakt, że ona nie wie, na czym się skupiać.

        Weźmy jej drugi ślub – jeśli zamierza zostać w Mereen to nie jest problematyczne. Ale jeśli ona zakładała wyjazd do Westeros… to nie było gorszej opcji. Już widzę jak lordowie Westeros sarkają na małżonka królowej z Essos. Jasne, teraz ten problem się rozwiąże, poprzez przemoc. Ale normalnie? Dany obrywa od lordów mocniej niż za ukrzyżowania. Bo lordowie Westeros rozumują przemoc. Surowe kary. Plądrowanie. Tywin, Stannis, nawet Ned Stark podczas wojny. Ale ślub z cudzoziemcem? Gdyby chociaż wyszła za tego fałszywego Aegona – to normalne, Targaryenowie mieli małżeństwa w obrębie rodziny. Ale mieszkaniec Essos? Nie Willas Tyrell, Quentyn Martell, czy inny odpowiedni lord ?

        To mi się podoba 4
        To mi się nie podoba 1
        1. Myślę, że to jej niezdecydowanie nie bierze się z posiadania jakichś „demonów”, ale z faktu, że ona uwielbia być kochana i podziwiana. Dobrze grała to Emilia w serialu, ale w książce też to widać. Wkręciła się w tę „miłość ludu” i teraz ciężko jej z tego zrezygnować. Westeros jest daleko, nie zna i nie widzi jego mieszkańców, a tu ją kochają i noszą na rękach. Dla mnie najciekawsze jest, jak zareaguje, gdy przestaną. Czy na odrzuconą miłość zareaguje wściekłością i zacznie się miotać, czy też się ogarnie i na zimno zacznie realizować swój właściwy cel?

          To mi się podoba 4
          To mi się nie podoba 1
          1. Ewidentnie uwielbia. Generalnie wschodni (w kontekście świata Martina) ceremoniał dworski bardzo różni się od tego w Westeros, gdzie nie ma tej całej czołobitności, którą widzimy w Meereen.

            To mi się podoba 4
            To mi się nie podoba 0
            1. W naszym świecie podobnie. 🙂 Zapomniałem dodać, że u Daenerys dochodzi jeszcze silne poczucie bycia zobowiązanym. „Oni mnie tak kochają, a ja mam ich zostawić?” Jest w książce scena, kiedy Dany niemal już decyduje się na wyjazd do Westeros, a jej doradcy natychmiast podnoszą lament. „Ojoj, nasza królowa nas opuszcza, wszyscy zginiemy!” Twardy władca, o jasno wyznaczonym celu, powiedziałby krótko „Dostaliście władzę, radźcie sobie.” Dany taka nie jest. O ile nie stanie się coś, co ostatecznie zrazi ją do mieszkańców Meereen, utknie tam na dobre.

              To mi się podoba 4
              To mi się nie podoba 1
              1. Pewnie po to ma być bitwa o Mereen, że kiedy Dany wróci to już będzie po chaosie i nie będzie, co zbierać. Czyli jedziemy do Westeros.

                To mi się podoba 4
                To mi się nie podoba 1
      2. Żeby była jasność: na tym etapie też nie uważam, że Daenerys jest szalona. Natomiast są moim zdaniem jest na ścieżce, która może (acz nie musi) tak się skończyć.

        To mi się podoba 6
        To mi się nie podoba 0
  3. Myślę, że u niej nie jest to szaleństwo a okrucieństwo. 2 strony jej monety to empatia lub okrucieństwo.

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 1
  4. Nie w temacie tekstu a nowego teasera – ewidentnie widzimy poród Helaeny, więc opcje są 2:
    1) bardziej prawdopodobna – jakiegoś rodzaju wizja/sen;
    2) Mniej prawdopodobna – Condal zreflektował się i dodał Maelora, co nie miałoby może za wiele sensu bo nie była ostatnio w stanie wskazującym na zaawansowaną ciążę, ale pewnie dałoby się to jakoś ograć.
    Która opcja by to nie była, na pewno jest to sposób na próbę przyciągnięcia tych, których zraziło odejście od treści książek i granie na ich emocjach, szczególnie w kontekście wpisu Martina po 2 sezonie, który dotykał szczególnie mocno właśnie kwestii Maelora

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 1
  5. Ja uważam w ogóle, że to całe szaleństwo Targaryenow jest mocną nadinterpretacją.
    Uważam że Martin doskonale tu ukazuje jak mity i gusła rządzą w takiej rzeczywistości jaką jest Westeros.
    Szalonym można nazwać praktycznie każdego smoka jaki się urodził
    A prawda jest taka, że praktycznie każdy przypadek można łatwo wyjaśnić tym, że uprzywilejowany człowiek staje się skorumpowany. Fajnie to pokazał przykład Aegona II w serialu.
    Szalonym uznano Baleora, co nie jest akurat wielkim błędem. Ale nawet on pokazywał że ma czasem łeb na karku np. wysyłając Aegona IV w cholerę by nie zabił własnej żony.
    Sam IV nie był uznany za szalonego, tylko owoc próżności i braku wychowania.

    Stary Jahaerys nie był szalony, ale czym jak nie szaleństwem było ryzykowanie życia w próbie przez walkę?
    Viserys – mianowanie córki następcą.
    Jahaerys II – małżeństwo dzieci z przymusu.

    Faktyczne nieliczne przypadki szaleństwa też uważam za ingerencje kogoś zewnątrz. Już pisałem teorie o Bloodravenie i ingerencji w linie sukcesji.
    Czemu nagle bardzo mądrzy wcześniej Aegon czy Rhaegal podejmują tak szalone decyzje.
    Albo Aerion, który był tylko i aż sukinsynem. Ale nie był chory psychicznie.

    Są też przypadki smoczych snów, które mogły zrobić swoje. Ale w praktyce to szaleństwo to niczym się nie różniło od przypadków innych władców.

    Viserys – świetnie w tekście pokazano że to nie prawdziwe szaleństwo.
    Dany – klasyczna samospełniająca się przepowiednia.

    Szaleństwo można różnie pojmować. Niektóre praktyki jak np. topienie się jest nim bardziej niż rozpusta króla. Ale mit dotyczy głównie tych najmozniejszych. To też na korzyść dla nich, by utrwalać obraz ludzi szczególnych.
    Szaleństwem można też nazwać działania wiary wojującej. Ale prości ludzie prędzej uznają ich za normalnych niż króla biorącego za żonę własną siostrę.

    W książkach Martina niektóre rzeczy trzeba odczytywać takimi jakie są, ale niekoniecznie dosłownie. Było to chyba przedmiotem wcześniejszy tekstów.
    Gusła, mity czy legendy to czasami po prostu zwykle opowiastki by straszyć ludzi.

    To mi się podoba 2
    To mi się nie podoba 2
    1. Przeciez Stary Jaehaerys nie ryzykowal zycia w pojedynku, to raz. Miał valyriańską stal w dłoni, a jego rywal nie, on Beesbury’ego (za niewinność) zamordował, udając, że to sprawiedliwe było.

      Gdyby istniał bukmacher w Westeros, to kurs na króla byłby 1,01, na Beedbury’ego jakieś 100.

      A poza tym nie, ryzykowanie zycia w sporcie albo czymś takim nie jest niczym nienormalnym i szalonym – nawet dziś u nas, a co dopiero w Westeros.

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
      1. Pojedynek na śmierć i życie to wciąż ryzyko.
        Poza tym w wieku 14 lat chciał walczyć z członkiem gwardii królewskiej.

        Dla mnie dość szalone.

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 2
          1. A Robb chciał walczyć z Joffreyem na ostrą stal. To po prostu impulsywność młodości. Jeśli młodzieniec jest utalentowany lub wierzy, że jest utalentowany to niewiele trzeba, aby uwierzyć, że poradziłby sobie ze wszystkim. Szaleństwem jednak tego bym nie nazwala. To po prostu brawura. Taka jak skakanie na główkę do jeziora.

            To mi się podoba 4
            To mi się nie podoba 0
          2. W wieku ponad 50 lat taka walka to już nie jest dziecinna 😛

            Tak czy inaczej, to szaleństwo jest mocną nadinterpretacją i ten przykład pokazuje że każdy z odpowiednio złym PR mógłby być pod tę kategorię podciągnięty.

            I ja nie wierzę że Aerion nagle tak sam z siebie wypił ogień

            To mi się podoba 1
            To mi się nie podoba 1
            1. Aerion akurat był wariatem – to jeden z trzech Targaryenów (obok Maegora i Aerysa) przy których faktycznie wiemy, że im odwaliło z kart książek. Jest jeszcze Rhaegal (wuj Jaja) i jego córka Aelora, siostra-żona Aelora, która męża zabiła, ale tam wiemy o szaleństwie tylko z opowieści innych.

              To mi się podoba 0
              To mi się nie podoba 0
              1. Nie wierzę że był na tyle szalony. Był tylko i aż sukinsynem ale nie głupim. I na to też są dowody w książce.

                Szalony to mógł być Maegor.

                Aerys – najmocniejszy kandydat. Ale tutaj też myślę że w pewnym momencie pewien ktoś zesłał mu sny i wizję. I tak się zaczęła paranoja.
                Wszystkie przypadki i zgony od czasów Dareona Dobrego są podejrzane.

                To mi się podoba 1
                To mi się nie podoba 0
                1. Ja nie widze zadnego problemu z powrotem Daenerys do domu. Czeka az smoki dorosna, uczy sie rzadzenia, jej wrogowie w Westeros slabna. Idealnie. A ze przychodza do niej glupcy ktorzy za wszelka cene chca ukrasc nie majac takich mozliwosci i wszystko spiernicza jak Dornijczyk, czy Vick no to juz nie jej wina.

                  To mi się podoba 0
                  To mi się nie podoba 0
                2. Nastała jakaś idiotyczna lewacka moda, że każde zwykłe skurwysyństwo próbuje się tłumaczyć szaleństwem. Co jakiś murzyn albo ciapak zamorduje czy zgwałci kogoś na zachodzie to zaraz przybijają mu psychicznego. :/ W ludziach siedzi zło, każdy wierzący chrześcijanin o tym wie. Tu nie ma co doszukiwać się jakichś defektów. Tylko od nas zależy czy pozwolimy tej bestii zerwać się ze smyczy. Dlatego ja za naprawdę szalonych mam tylko tych, którzy zrobili coś irracjonalnego. Aerion ma na swoim koncie taki epizod. Można tylko dyskutować czy to autentyczny świr, czy ktoś go do tego popchnął. Ale co takiego szalonego zrobił Maegor? Coś czego nie dałoby się wytłumaczyć okrucieństwem, głupotą, żądzą władzy i dominacji ani zwykłym skurwysyństwem?

                  To mi się podoba 4
                  To mi się nie podoba 8
                3. Nie wiem do czego to przytyk. Jeżeli mowa o chorych psychicznie, to dla mnie to osoby które nie tylko robią złe rzeczy, ale uwierzyli że to co oni robią jest ok, a wszyscy inni są źli. To tacy ludzie, którzy tworzą kłamstwo i sami w nie wierzą. Żyjący w fantazji którą zamierzają urzeczywistnić, a każdy inny jest wrogiem.
                  Więc w tej kategorii Maegor czy Aerys się nadają.
                  Z tym że Aerys miał jakąś dziwną fiksacje na punkcie ognia. Zapewne też był świadom przepowiedni karlicy i dodatkowo ktoś mu zesłał dziwne sny. Być może obłąkanie było w nim zawsze, ale jestem przekonany że ktoś mu pomógł w całkowitej utracie poczytalności.

                  Maegor – wierzył że ktoś zabija wszystko co płodzi. Niby ktoś się tam przyznał, ale na ile można to poważnie traktować? Wszystko co robił raczej skłania ku konkluzji, że był również obłąkany.

                  Reszta tzw. szalonych to zwykli ludzie, mniej lub bardziej głupi, skorumpowani czy nierozgarnięci.
                  Raczej odsetek „szaleństwa” nie przewyższał znacznie innych.

                  To mi się podoba 2
                  To mi się nie podoba 1
                4. O jakim przytyku mowa?

                  Co zaś do meritum, to przypominam, że Aerys wierzył, iż pożar Królewskiej Przystani pozwoli mu zmienić się w smoka i spopielić wrogów. Pokaż mi takie jazdy u Maegora.

                  To mi się podoba 2
                  To mi się nie podoba 2
                5. 1. pejor. «taki, który zachowuje się w sposób niezrównoważony i nieobliczalny»
                  2. «chory umysłowo»

                  Definicyjnie wedlug slownika i tak bylby szalony, nawet będąc zdrowym 😀
                  Czy Aerion był chory psychicznie, cóż, na pewno pod koniec życia wierzył, że jest, czy tam, że stanie się Smokiem, dosłownym Smokiem. Ale czy już w Rycerzu zachowywał się niezrównowazenie i nieobliczalnie? Tak, więc pejoratywnie można go określić szalonym.

                  Ale też co warto zauwazyć, obłęd Aeriona jest ewidentny – już poza jego śmiercią, jego zachowanie przy sprawie z Tancelle, pokazuje, że coś tam nierówno było pod kopułą. Bo tak nie zachowałby się po prostu zły człowiek – nie dawałby pokazu furii na oczach wieśniaków, niszcząc kukiełki jakiś Dornijczyków.
                  Robert Snow napisał, że w każdym siedzi zło i źli ludzie to nie wariaci. I to widzimy wielokrotnie u Martina – Clegane, Qyburn, Tywin, Jaime, i tak dalej. Ale człowiek, który wierzy, że jest Smokiem to jest człowiek szurnięty. Ale to, że jest zły to inna kwestia – wszak jego wuj Rhaegal też był wariatem, a nikomu nigdy krzywdy nie zrobil.

                  To mi się podoba 0
                  To mi się nie podoba 0
                6. Dla mnie to mimo wszystko dwie różne sprawy – bycie skur*synem który jest przekonany że przedstawienie go obraża i obłęd z piciem żywego ognia.
                  Pierwsze dotyczy milionów ludzi na świecie i jest powszechne. Narcyz ma takie zapędy by krzywdzić kogoś kto podważa jego obraz rzeczywistości.

                  I do całego jego życiorysu nie pasuje ten końcowy obłęd. Poza znanym nam skandalem, to nie był on na pewno gorszym człowiekiem niż taki Euron. Bral udział w wojnach, pokazywał się z dobrej strony i słuchał się ojca. Miał też łeb na karku, bo wymyślenie próby 7 to oznaka cwaniactwa.

                  Ja nie wierzę że sam z siebie wypił ogień.

                  To mi się podoba 1
                  To mi się nie podoba 0
                7. A o podejrzanej śmierci jego wujów to też wspominałem. Wszystko od tamtego momentu do Aerysa śmierdzi ingerencją osoby trzeciej.

                  To mi się podoba 1
                  To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button