Książki

Nikt (Philippe Pelaez, Guénaël Grabowski)

Z powodu startu trzeciego sezonu Rodu smoka w najbliższych tygodniach wprowadzamy zmianę harmonogramu. W środy będą się pojawiać omówienia poszczególnych odcinków, a do czytania Uczty dla wron wrócimy po finale serialu. Dziś coś z zupełnie innej beczki, ale nie mniej ciekawe. 

 

Wyobraźmy sobie listę najczęściej wykorzystywanych motywów w literaturze i kinie SF. Gdyby stworzyć takową, to pomysł statku kosmicznego, ewentualnie bazy kosmicznej, na pokładzie których coś tajemniczego przydarzyło się załodze, na pewno znalazłby się na niej na bardzo wysokiej pozycji. Różne wariacje na temat tej historii, czasem bliższe racjonalnej fantastyce naukowej, ale częściej chyba dryfujące w stronę kosmicznego thrillera lub horroru, pojawiają się od lat kilkudziesięciu, co najmniej od czasu Niezwyciężonego mistrza Lema. Ten nieśmiertelny koncept stanowi także podstawę fabuły komiksu Nikt* autorstwa Philippe’a Pelaeza (scenariusz) i Guénaëla Grabowskiego (rysunek). Przyznam, że od zawsze mam słabość do takich historii, dlatego postanowiłem sprawdzić, czy dzieło dwójki Francuzów ma do zaoferowania coś więcej ponad sztampową opowieść o grozie i pustce kosmicznej przestrzeni, w której „nikt nie usłyszy twojego krzyku”**.

Daniel Nikto, były pilot wojskowy, specjalista z zakresu inżynierii kosmicznej, jest dowódcą przyszłej wyprawy na Europę, księżyc Jowisza. Celem misji jest jego eksploracja, a następnie kolonizacja. Prywatnie Nikto jest szczęśliwym ojcem 12-letniej córki, z którą łączy go bardzo silna więź, oraz niezbyt szczęśliwym mężem. Kocha swoją żonę, ale ta wyraźnie dystansuje się od niego, zawiedziona faktem, że Daniel przedkłada pracę nad rodzinę. Dość naturalna reakcja, biorąc pod uwagę fakt, że misja na Europę ma potrwać dwa lata. Zresztą nie tylko o lot chodzi. Daniel faktycznie jest nieobecny w życiu żony od dekady, bo tyle już trwają przygotowania do ekspedycji. W astronaucie poczucie winy miesza się poczuciem krzywdy, w końcu fakt, że jego misja i jego praca są najważniejsze, powinien być zrozumiały dla najbliższych. Nieskutecznie topi smutki w kieliszku, pocieszany przez kolegę z załogi. Nawet najlepszy druh nie potrafi jednak pomóc dowódcy, gdy ten dowiaduje się o negatywnym wyniku rutynowych badań neurologicznych.

Daniel jest zdruzgotany otrzymaną informacją i długo nie może pogodzić się z faktem, że choroba wyklucza jego udział w misji. Przygotowaniom do niej podporządkował życie i z jej powodu rzucił na szalę własne małżeństwo. Niestety, ale prawda jest brutalna – nikt nie jest niezastąpiony i nikt nie zaryzykuje powodzenia całej ekspedycji bez względu na to, jak wszystkim wokół jest z powodu tej sytuacji przykro. Daniela zastąpić ma rezerwowy astronauta. Używając filmowej nomenklatury – w tym miejscu następuje cięcie, przeskok czasowy i nagle okazuje się, że …Nikto jednak udział w misji bierze! Na dodatek, po wybudzeniu z trwającej pół roku hibernacji, nie może nawiązać kontaktu z pozostałymi członkami załogi. Zarówno do naszego bohatera, jak i do czytelnika dociera, że musiało wydarzyć się coś bardzo dziwnego. Nikto niczego nie pamięta. Dlaczego jest na pokładzie? Gdzie jest załoga? Przemierza więc puste korytarze statku, z każdym odnalezionym śladem i kolejnym przebłyskiem wspomnień przybliżając siebie i nas do rozwiązania zagadki.

Graficznie opowieść konsekwentnie trzyma się realizmu. Kreska jest staranna i czytelna, rysunek pełen szczegółów. Kolorystyka kosmicznych kadrów jest chłodna, tych przedstawiających akcję na Ziemi nieco cieplejsza. Cieniowanie jest mocne i kontrastowe. Grabowski nie pozwala sobie na najmniejsze szaleństwa, przynajmniej dopóki akcja nie przenosi się w kosmos, gdy potrafi nagle zaskoczyć spektakularną ilustracją rozciągającą się na dwie sąsiednie strony. Jest to bardzo fajny i bardzo filmowy chwyt. Podkreśla kontrast między bezgraniczną pustką na zewnątrz statku, a jego klaustrofobicznym wnętrzem, zarazem nadając opowieści stosowny rozmach. Rysownik bardzo dobrze radzi sobie z ludzką fizjonomią, co ma duże znaczenie, biorąc pod uwagę mocno psychologiczny sznyt całej opowieści. Twarz Nikto jest czytelna jak książka, łatwo możemy odczytać targające bohaterem wątpliwości i emocje.

Podobnie jak w warstwie fabularnej (przynajmniej jeśli chodzi o wyjściowy punkt opowieści), także wizualnie komiks zdaje się nieco inspirować filmem Interstellar Christophera Nolana. Przyszłość wydaje się dziwnie staromodna, nieco wręcz retrofuturystyczna. Ubrania, fryzury, samochody, sprzęt komputerowy – wszystko przywodzi na myśl raczej lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku niż bliżej nieokreśloną, zaawansowaną technologicznie przyszłość. Nikto, niczym Cooper/McConaughey wozi swoją córkę starym pickupem. Z drugiej strony – nigdzie w komiksie nie pojawia się informacja o roku, w którym dzieje się akcja. Można więc równie dobrze założyć, że to wcale nie jest retrofuturystyczna przyszłość, a po prostu alternatywna przeszłość. Taka, w której rozwój technologii nastąpił zgodnie z wyobrażeniami z czasów lotów na Księżyc, gdy planowano, że lot na Marsa nastąpi już na przełomie lat  70. i 80. XX wieku.

88-stronicowy album został w Polsce pięknie wydany przez Lost in Time, w powiększonym formacie, na kredowym papierze i w sztywnej, lakierowanej oprawie. Prezentuje się znakomicie, z jednym zastrzeżeniem, dotyczącym czcionki zastosowanej w dymkach. Przez swą (nie)wielkość i delikatność była dla mnie nieco nieczytelna. Jasne, po latach psucia sobie wzroku na komiksach, grach i filmach bliżej mi już do Daredevila niż do Hawkeye, ale przecież i tacy jak ja kupują komiksy. Ba! Może takich jak ja jest już większość. W tym przypadku wystarczyłoby delikatne pogrubienie czcionki, żeby nie było do czego się przyczepić. Zresztą, z ciekawości obejrzałem w sieci plansze z francuskiego wydania i tam jest ona zdecydowanie wyraźniejsza.

Oczywiście, do pewnego stopnia historia opowiedziana w komiksie ogrywa znane motywy, a scenarzysta i rysownik niewątpliwie czerpali inspiracje ze znanych dzieł. Czy to wada? Nie, przecież najbardziej podobają się nam melodie, które już słyszeliśmy. Sam nie sięgnąłbym po ten album, gdyby nie ten cały kosmiczny anturaż, fantastyczno-naukowa otoczka i motyw tajemnicy. Trzeba oddać fabule, że mimo to całkiem skutecznie udaje się jej zwodzić odbiorcę. Dość długo pozostawałem w niepewności co do znaczenia i sensu wydarzeń, w jakich uczestniczy Daniel. Moment, w którym wszystko staje się dla nas jasne, być może przychodzi nieco zbyt szybko. Z drugiej strony – daje to scenarzyście i rysownikowi czas na nastrojowe zakończenie opowieści, które uświadamia, że nie powinniśmy traktować jej jako kolejnego kosmicznego thrillera.

Bo też nie o samą zagadkę w komiksie chodzi i być może pisząc wciąż o tym spłyciłem przesłanie. Środek ciężkości jest tu przesunięty z nieznanego zagrożenia na osobę bohatera, z którym momentami możemy się identyfikować, a momentami wręcz przeciwnie. Czy sami rozstalibyśmy się z bliskimi na dwa lata, ryzykując, że nie ujrzymy ich już nigdy, dla realizacji wielkiego marzenia? Czasem lubię „wchodzić w buty” postaci, których losy śledzę, i zastanawiać się, co sam bym zrobił, będąc w ich sytuacji. Nikt prowokuje do takich analiz. To całkiem dojrzała opowieść o człowieku, któremu rozsypało się życie, po części wskutek błędów popełnionych przez niego samego. Kosmiczne dekoracje są tu tylko dodatkiem, choć przyznam, że jak zawsze atrakcyjnym.

* Francuski tytuł oryginalny to Personne. Z jednej strony polski tytuł ma sens i odbicie w fabule, z drugiej zaś nieco mnie konfudował w zestawieniu z nazwiskiem głównego bohatera. Może właśnie taki był zamysł Jakuba Sytego, który przełożył album.

** Za tym słynnym i wciąż powracającym sloganem, wymyślonym na potrzeby promocji filmu Ridleya Scotta, stała Barbara Gips, amerykańska recenzentka i copywriterka. Philip Gips, jej mąż, współprojektował ikoniczny poster do Obcego, ten z pękającym jajem i wylewającą się z niego zieloną poświatą. Oboje stanowią ciekawy przykład pozostających w cieniu fachowców, których praca ostatecznie ma ogromne znaczenie dla powodzenia całego projektu.

  • 8/10
    Ocena Voo - 8/10

PS – Nastrój podczas lektury zapewniał Liquify albumem  Voyage to the Outer Worlds

Komiks zakupiony we własnym zakresie

To mi się podoba 5
To mi się nie podoba 1

Polecamy także

Komentarzy: 5

  1. Ależ to ładnie wygląda! Uwielbiam estetykę europejskich komiksów s-f. Ale mam pytanie: nadaje się to dla młodzieży? Wiem, że tematyka dorosła, ale chodzi mi bardziej o ewentualne krew, flaki, goliznę, itp.. 😀

    To mi się podoba 2
    To mi się nie podoba 0
  2. Komiks jest całkowicie bezpieczny pod tym względem. Część wątków (problemy małżeńskie, relacje z dzieckiem) młodszy czytelnik może uznać za nudne, ale na pewno nie za niezrozumiałe.

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button