KsiążkiMeekhan

Tajemnice uniwersum Meekhanu: Dusza pokryta bliznami – recenzja

Ponieważ prace nad podsumowaniem „Nawałnicy mieczy” postępują w tempie martinowskim (ale również z takąż skrupulatnością) i Dżądżen oraz BlueTiger potrzebują jeszcze chwili na doszlifowanie tekstu, dziś w drodze wyjątku zapraszamy do świata Meekhanu. Artykuł na temat „Gry o Tron” pojawi się w drugiej części tygodnia.

 

Kiedy kilka lat temu zachwycałem się „Niebem ze stali”, byłem przekonany, że Robert M. Wegner stworzył uniwersum, które przez długi czas będzie wyznaczało poziom polskiej fantasy. „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” imponowały rozmachem, świetnymi dialogami, umiejętnością prowadzenia wielu wątków jednocześnie i przede wszystkim poczuciem, że każde kolejne wydarzenie przybliża czytelnika do czegoś naprawdę wielkiego. Nawet jeśli nie wszystkie części były równie udane, seria utrzymywała bardzo wysoki poziom i dawała poczucie obcowania z historią przemyślaną, konsekwentnie rozwijaną i prowadzącą do jasno określonego celu. Dlatego właśnie „Dusza pokryta bliznami” okazała się dla mnie tak dużym rozczarowaniem. Nie dlatego, że autor poszedł w nieoczywistym kierunku albo podjął ryzyko formalne. Problem polega na tym, że po raz pierwszy w historii tego cyklu miałem wrażenie obcowania z książką zwyczajnie niedokończoną. Mając w pamięci poprzednie tomy, za nic nie spodziewałem się, że o “Duszy pokrytej bliznami” będę pisał tak źle, jak właśnie zamierzam.

W tym miejscu muszę zaznaczyć jedną rzecz. Egzemplarz powieści otrzymaliśmy od wydawnictwa do recenzji i oczywiście zawsze istnieje pokusa, by w takiej sytuacji złagodzić ocenę albo przymknąć oko na część problemów. Uważam jednak, że wobec was – czytelników – byłoby to zwyczajnie nieuczciwe. Rzetelna recenzja nie polega na bezwarunkowym chwaleniu autora tylko dlatego, że wcześniej stworzył świetne książki. Tym bardziej że „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” to seria zbyt ważna dla polskiej fantastyki, by traktować ją ulgowo. Nawet jeśli oznacza to napisanie tekstu znacznie bardziej krytycznego, niż sam chciałbym pisać.

Pominięte wątki, czyli nie dowiecie się co słychać u Cesarza

Największym problemem „Duszy pokrytej bliznami” jest to, że ta książka sprawia wrażenie zaledwie fragmentu większej całości, ale fragmentu zaskakująco ubogiego fabularnie. To nie jest klasyczna sytuacja, w której autor dzieli historię na dwa tomy i kończy pierwszy mocnym cliffhangerem. Tutaj bardziej przypomina to bardzo rozciągnięty wstęp do wydarzeń, które dopiero mają nadejść. Ponad czterysta stron, a po zakończeniu lektury trudno wskazać momenty, które rzeczywiście przesuwają główną fabułę do przodu. Co gorsza, to uczucie stagnacji narasta z każdym kolejnym rozdziałem. Wegner w przeszłości potrafił w prologu zawrzeć więcej informacji o świecie, ukazać ważniejsze wydarzenia niż w całym szóstym tomie.

Tym bardziej zaskakuje to po zakończeniu „Każdego martwego marzenia”. Tam przecież dostaliśmy wyraźną zapowiedź eskalacji konfliktu. Wizyta w Mroku, poznanie Matki Dobrych Panów i rosnące poczucie nadciągającego chaosu sugerowały, że seria wchodzi właśnie w decydującą fazę. Tymczasem nowa powieść momentami sprawia wrażenie, jakby próbowała od tych wydarzeń uciec albo wręcz wymazać je z pamięci czytelnika. Nie ma meekhańskiego Imperium, jest jedynie POGRANICZE. Nie ma Cesarza, nie ma najważniejszych politycznych graczy, praktycznie nie istnieje centrum państwa, które wcześniej wydawało się kluczowe dla dalszego rozwoju historii. Nie pojawiają się Laskolnyk, Kocimiętka ani większość członków czaardanu. Nie ma Małej Kany, Yatecha, nie ma praktycznie żadnego rozwinięcia wielu wątków, które przez lata budowały napięcie.

Oczywiście nie każda część wielotomowej sagi musi poświęcać uwagę wszystkim bohaterom jednocześnie. Problem polega jednak na tym, że w zamian nie dostajemy równie angażujących historii. Mam wręcz wrażenie, że Wegner po raz pierwszy stracił kontrolę nad rytmem opowieści. W poprzednich tomach nawet spokojniejsze sceny miały swoje znaczenie – budowały atmosferę, pogłębiały bohaterów albo przygotowywały grunt pod przyszłe wydarzenia. Tutaj zbyt wiele fragmentów sprawia wrażenie rozwlekłych i pozbawionych wyraźnego celu, a wszystkie trzy wątki tak naprawdę dałoby się zmieścić na góra dwustu stronach.

Dobrym przykładem jest wątek Altsina, Boreheda i Nocnej Perły. W teorii powinien on oferować oddech od cięższych wydarzeń.. Tymczasem dialogi często wydają się wymuszone, a żarty brzmią tak, jakby pojawiały się bardziej po to, by zapełnić kolejne strony, niż rzeczywiście budować relacje między postaciami. Zabrakło tej naturalności i lekkości, które wcześniej były jednym z największych atutów cyklu. Dawniej bohaterowie Wegnera potrafili jednym dialogiem zarysować charakter, zbudować napięcie i jeszcze przy okazji rozbawić czytelnika. W „Duszy pokrytej bliznami” rozmowy często ciągną się bez wyraźnej pointy. Podobne odczucia towarzyszyły mi przy wątku kompanii Górskiej Straży oskarżonej o zdradę. Sam pomysł nadal ma potencjał i kilka scen rzeczywiście działa emocjonalnie – zwłaszcza pod koniec tej historii – ale całość została rozpisana w sposób zaskakująco mało angażujący. Momentami miałem wręcz wrażenie czytania suchego raportu z wydarzeń, jakby ludzie niemal przestali ze sobą rozmawiać w tym świecie.

Najwięcej problemów mam jednak z Dalekim Południem i Białym Konowerynem. To wątek, który już wcześniej budził we mnie mieszane uczucia i nigdy nie uważałem go za element pasujący do reszty serii. Suche (o ironio! Zważywszy na fakt, że w tym fragmencie cały czas pada gęsty deszcz) fakty są takie, że po wielkiej konfrontacji z poprzedniego tomu wracamy niemal do punktu wyjścia, a fabuła przez długi czas stoi w miejscu. Nic się tu nie wydarzyło, chociaż autor poświęcił Dalekiemu Południu niemal połowę nowej powieści. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ogromna część tej książki mogłaby zostać znacząco skrócona bez większej szkody dla całości. Jest jak w tym słynnym monologu z Rejsu: „A w filmie polskim, proszę pana, to jest tak: nuda… Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. Taka, proszę pana… Dialogi niedobre… Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.”

Nieszczęsny rozdział dziesiąty

Symbolem wszystkich problemów tej powieści pozostaje dla mnie rozdział dziesiąty – kilkanaście stron rozmowy przy stoliku, która nie tylko nie wnosi wiele do fabuły, ale momentami wręcz wybija z rytmu całej historii. To właśnie podczas lektury tego fragmentu po raz pierwszy naprawdę zacząłem się zastanawiać, co właściwie wydarzyło się z tą serią. Nie chodzi nawet o sam brak akcji. Meekhan nigdy nie był przecież wyłącznie dynamiczną fantasy nastawioną na nieustanne bitwy i zwroty akcji. Problem w tym, że dawniej nawet spokojne sceny były pełne emocji, charakteru i znaczeń. Tutaj dialog sprawia wrażenie przeciągniętego, pozbawionego dramaturgii i zwyczajnie niedopasowanego do etapu historii, na którym znajduje się całe uniwersum. Ta część miała być niemal apokaliptyczna, świat miał się walić na oczach czytelnika. Ale nic takiego się nie dzieje, jest tylko marny, bardzo nudny dialog.

I właśnie dlatego tak trudno pogodzić mi się z tą książką. Nie dlatego, że jest całkowicie zła – bo nadal widać przebłyski dawnego talentu Wegnera. Nadal potrafi budować klimat, nadal znakomicie operuje językiem, nadal umie stworzyć pojedyncze sceny przypominające, dlaczego tylu czytelników pokochało ten świat. Problem polega na tym, że tym razem te momenty są zdecydowanie zbyt rzadkie.

Podczas lektury wielokrotnie wracało do mnie pytanie, czy nie lepiej byłoby poczekać na tę książkę jeszcze rok czy dwa, ale dostać historię naprawdę dopracowaną. Paradoksalnie coraz bardziej rozumiem George’a R.R. Martina i jego wieloletnie milczenie wokół „Wichrów zimy”. Co byśmy powiedzieli, gdyby nagle ta powieść pojawiła się w sprzedaży i nie byłoby w niej ani słowa o Danucie, Młodym Gryfie, Innych, Jonie, Cersei i Stanisie, a zamiast tego autor skupiłby się na leniwym ukazaniu codziennego życia na Żelaznych Wyspach i w Dolinie oraz może coś tam wtrącił w temacie Dorne? O innych sprawach cisza – mimo że większość bohaterów była w przededniu wielkich wydarzeń. Jeśli autor czuje, że historia wymyka mu się z rąk albo nie osiąga poziomu, którego oczekują czytelnicy, może czasem lepiej nie publikować niczego niż oddawać książkę sprawiającą wrażenie wersji roboczej.

Co dalej?

Mimo całej krytyki nie zamierzam jednak skreślać Meekhanu. Nadal uważam, że to jedno z najciekawszych polskich uniwersów fantasy ostatnich lat i wciąż wierzę, że Wegner jest w stanie wrócić do swojej najlepszej formy. Być może „Dusza pokryta bliznami” okaże się jedynie trudnym etapem przejściowym przed czymś znacznie większym. Następny tom będzie jednak miał ogromnie trudne zadanie – nie tylko rozwinięcia fabuły, ale również odbudowania zaufania części czytelników. Łudziłem się, że być może krytyka ze strony czytelników będzie kubłem zimnej wody po całej serii nagród, jakie zebrał Meekhan, ale wygląda na to, że się pomyliłem, bo “Dusza pokryta bliznami” znów znalazła się w gronie nominowanych do nagrody Zajdla. Być może fandom wyda werdykt akceptujący taką formę, ale ja się z tym kategorycznie nie zgadzam.

Na ten moment trudno mi traktować „Duszę pokrytą bliznami” jako pełnoprawną kontynuację jednej z najlepszych polskich sag fantasy. To raczej bardzo długi, momentami frustrujący prolog do wydarzeń, które dopiero nadejdą. Książka nierówna, rozwleczona i wyraźnie odstająca poziomem od wcześniejszych części cyklu. A szkoda, bo właśnie po Meekhanie spodziewałem się, że nawet słabszy tom będzie nadal czymś wyjątkowym. Tym razem tej wyjątkowości zwyczajnie zabrakło.

Dusza pokryta bliznami. Opowieści z meekhańskiego pogranicza. tom 6.
  • Ocena kuby - 2/10
    2/10

Egzemplarz do recenzji otrzymaliśmy (pewnie ostatni raz) od wydawnictwa Powergraph, za co serdecznie dziękujemy.

To mi się podoba 4
To mi się nie podoba 0

Polecamy także

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button