
Rok 2025 obfitował w świetne serialowe pozycje. Streamingi prześcigały się w dostarczaniu lepszej i lepszej rozrywki. Nie udało mi się obejrzeć wszystkich świetnych serial, ale pewnie zdecydowaną większość. Zapraszam na mój ranking tego, co w 2025 było w serialach najlepsze.
1. Wyróżnienie – „Wszystko dozwolone” (Disney Plus)
Jednak za nim o najlepszych – absolutnie najgorszy serial 2025 roku. Gość od „American Crime Story” i „American Horror Story” stworzył serial specjalnie dla Kim Kardashian obrażający inteligencję widza. Jest naprawdę dobra obsada, ale temat, scenariusz i wykonanie wołają o pomstę do nieba.
2. Wyróżnienie – „Znajomi i sąsiedzi” (Apple TV)
Jest tu Jon Hamm i na tym kończą się właściwie plusy tego serialu. Temat dość szybko się wyczerpuje i zaczyna się dreptanie w miejscu. Serial jednak chyba naprawdę sporej liczbie widzów przypadł do gustu. W internecie viralem stał się taniec w klubie głównego bohatera. Apple TV zamówiło drugi sezon, który niebawem zadebiutuje na tej platformie. Wyróżnienie, bo to mimo wszystko dość głośna produkcja, ale mnie zwyczajnie w pewnym momencie zmęczyła.
A teraz czas na właściwy ranking.
Miejsce 27 – „Daredevil: Born Again” (Disney Plus)
Pisałem o tym serialu. Srogo mnie rozczarował, ale nie na tyle, żeby wypaść poza ranking. Ma dobre momenty. To miała być ostatnia szansa na porządny serial od Marvela, jednak nie wyszło za dobrze. Pierwszy odcinek to przede wszystkim tragiczne CGI, potem jest sporo szybko rozpoczętych i równie szybko zakończonych wątków. Ogólnie bardziej na minus niż na plus. Ubogi krewny Netflixowego Daredevila.
Miejsce 26 – „Bestia we mnie” (Netflix)
Świetne aktorstwo! Uwielbiam Matthew Rhysa od czasu epizodu w świetnym i trochę niedocenianym filmie „Ugotowany”. Fabuła tego serialu absolutnie niczym nie zaskakuje, aż prosiłoby się o jakiś plot twist, który nigdy nie następuje, przez co zakończenie jest mimo wszystko odrobinę zaskakujące. Taki paradoks. Można obejrzeć, można zachwycić się niektórymi momentami, ale nie jest to dzieło pamiętne.
Miejsce 25 – „Kryształowa kukułka” (Netflix)
Bardzo solidny serial, który oglądało mi się nadspodziewanie dobrze. Produkt jednocześnie dość lekki i przystępny, ale także brutalny i popaprany. Taki miks, w którym główna bohaterka praktycznie nic nie robi, a wszystko dzieje się wokół niej. Ze swej strony zdecydowanie polecam seans. Dekonstrukcja klasycznej opowieści o małym miasteczku posiadającym swoje tajemnice. Jeśli robić takie produkcje, to właśnie tak jak zrobili to Hiszpanie, odchodząc od zgranego schematu.
Miejsce 24 – „Paradise” (Disney Plus)
Ogólnie takie średnie post-apo – trochę King, a trochę nie. Traci, kiedy już wiesz, z jakim gatunkiem będziesz mieć do czynienia. Mimo wszystko przez dłuższy czas niewiele się dzieje, brakuje dobrze zbudowanej akcji. Dialogi mocno kuleją, a rozwiązanie najważniejszej zagadki jest błahe i rozczarowujące. Ten serial ma jednak jeden z najlepszych pojedynczych epizodów w całym roku. Przedostatni odcinek to jazda bez trzymanki. Coś cudownego, brutalnego, dynamicznego i zapierającego dech w piersiach. Szkoda, że reszta odcinków jest kilka długości w tyle. Tutaj recenzja sezonu.
Miejsce 23 – „Dzikość” (Netflix)
Ta produkcja uderza z zaskoczenia. Bardzo ciekawy kryminał w ekstremalnie dzikich rejonach ogromnego dziewiczego parku narodowego. Popis Erica Bany, super zagadka z wieloma zwrotami akcji. Ogląda się niezwykle przyjemnie, choć ma nudniejsze momenty, na których idzie usnąć. Finał jest godny, a serial spodobał się na tyle, że Netflix zamówił drugi sezon. Cienko to widzę, bo mimo wszystko takich projektów nie powinno się ciągnąć. Nie spodziewam siępo drugim sezonie niczego dobrego. Po prostu Dzikość działa w pewnej skomplikowanej, specyficznej konfiguracji. Teraz detektyw ma trafić na Hawaje… Z gęstego dzikiego lasu na słoneczne wyspy. Ktoś oszalał.
Miejsce 22 – „Koło Czasu” (sezon 3) (Amazon)
Szkoda, że ten projekt został anulowany. Podobały mi się poprzednie sezony. To było solidne fantasy, robione z odpowiednim rozmachem. Nie rewelacyjne, mające swoje dość duże wady, ale mimo wszystko ten serial nie zasłużył na ucięcie go w takim miejscu. Amazon szuka oszczędności wszędzie, tylko nie w „Pierścieniach Władzy”. W trzecim sezonie było trochę głupkowatego stania w miejscu, ale ten serial naprawdę w wielu aspektach bronił się jako dobry przygodowy akcyjniak. Pod względem kostiumów scenografii i mimo wszystko logiki zdarzeń „Koło Czasu” bije produkt pseudo-tolkienowski na głowę. Także pod względem aktorstwa to jest zupełnie inna liga. Jednak to właśnie „Koła Czasu” nie zobaczymy już więcej na ekranach. Ogromna szkoda.
Miejsce 21 – „Asterix i Obelix: Walka wodzów” (Netflix)
Pisałem o tym serialu w recenzji. Gdyby to była klasyczna rysowana animacja. Gdyby zachować humor, ale technologicznie cofnąć się do „Wielkiej bitwy Asterixa”. Byłoby arcydzieło, a tak jest tylko wyśmienita komedia, na którą patrzy się z bólem serca i oczu.
Miejsce 20 – „Gen V” (sezon 2) (Amazon)
Początek sezonu wyśmienity, bliski perfekcji. Wrócił klimat pierwszych dwóch sezonów „The Boys„. Potem jednak to wszystko zszarzało, stało się odrobinę byle jakie. To wciąż jest kawał serialu, ale sądziłem, że na spokojnie może zawalczyć o top 10 w 2025 roku, tymczasem daleko tej produkcji do tak wysokiego miejsca.
Miejsce 19 – „Motyl” (Amazon)
Jedno z większych serialowych zaskoczeń tego roku. Koreańskie „Mission: Impossible” z ciekawą rodzinną historią w tle. Amazon nie zdecydował się na drugi sezon, co jest rozczarowujące i sprawia, że zakończenie zupełnie nie ma sensu. Jednak wcześniej naprawdę można zachwycić się tym, co widzimy na ekranie. Dynamiczna akcja i historia zemsty niczym z „Hrabiego Monte Christo”. A w roli głównej naprawdę świetnie odnajduje się Daniel Dae Kim, czyli Jim z LOST-ów.
Miejsce 18 – „Król Tulsy” (sezon 3) (SkyShowtime)
Powrót serialu do bardzo wysokiej formy, porównywalnej do tego prezentowanego przez sezon pierwszy. Cieszy, że po ogromnym spadku, jaki zaliczył sezon drugi, serial potrafił się odbudować. Właśnie takiej serii oczekiwałem i taki dostałem. Nie zawiodą się ci, którzy cenią sobie pracę Taylora Sheridana sprzed okresu jakiejś niewytłumaczalnej twórczej zapaści, której owocem był tragiczny ostatni sezon „Yellowstone”.
Miejsce 17 – „Gdy inni stali z boku” (Netflix)
Koreańska ekspansja w świecie streamingu jest niesamowita. Ten konkretny serial opowiada o przemocy domowej i w pierwszej połowie mrozi krew w żyłach. Później robi się z tego taki dość średni thriller z bardzo dużą liczbą dziwnych zwrotów akcji, ale w małych rzeczach nadal potrafi mocno zaskoczyć. Dawno nie widziałem aż tak mocnych scen obrazujących domowych tyranów. Idealne wplecenie tego tematu w pewną koreańską kulturę i ich sposób bycia.
Miejsce 16 –” Fundacja” (sezon 3) (Apple TV)
Najlepszy z dotychczasowych sezonów tego świetnego serialu s-f. Lee Pace przechodzi samego siebie. Technicznie jak zwykle nienaganny, w tym aspekcie nie ma się do czego przyczepić. Można zżymać się na to, że serialom rzadko zdarza się stworzyć prawdziwie groźnego super złola, a Pilou Asbaek kolejny raz nie unosi takiej roli (wcześniej jego Euron był parodią książkowego Greyjoya, a później nawet w filmie „Samarytanin” nie potrafił autentycznie przerazić). Ogólnie cała Fundacja to serial dla wzrokowców doceniających szczegóły, a nie wielką akcję. Aktorsko absolutny top. No i parę razy się wzruszyłem, chociażby słysząc żałosne zawodzenie głowy androida.
Miejsce 15 – „Mistrz Kija” (Apple TV)
Kupił mnie ten serial całkowicie. Połączenie sportu i życia. Ciepły letni serial, w którym Owen Wilson pokazuje, jak świetnym jest aktorem, także tym dramatycznym. Więcej w recenzji. Naprawdę warto sięgnąć po coś tak bardzo ludzkiego.
Miejsce 14 – „Duster” (HBO)
Josh Holloway w swoim żywiole i niepodrabialnyn klimacie lat 70-tych. Wspaniała stylizacja, humor i historia. Zepsuta jednak przez zakończenie. No i oczywiście jest to produkcja zbyt niszowa, zbyt zniuansowana dla dzisiejszego widza, tak więc nie doczekamy się drugiego sezonu. Więcej znów w recenzji. Oglądało się znakomicie.
Miejsce 13 – „Andor” (sezon 2) (Disney Plus)
Sezon zdecydowanie nierówny, początek ogląda się bardzo źle (pierwsze dwa-trzy odcinki są zdecydowanie rozczarowujące), ale później niesamowicie się rozkręca. Druga połowa to już jazda bez trzymanki. Szkoda, że reszta star-warsowych historii nie dowozi tak jak Andor. Jest to serial wybitny, ale nie idealny. Polecam zaraz po obejrzeniu finału „Andora” odpalić sobie od razu „Łotra 1”. Ten film zyskuje jeszcze na atrakcyjności po takim przedłużonym prologu.
Miejsce 12 – „All her fault” (SkyShowtime)
Wjechał dość niespodziewanie i późno, ale to serial, który powinien znaleźć się wysoko we wszystkich rankingach minionego roku. W roli głównej gwiazda „Sukcesji” – Sarah Snook – w tle zagadka zaginionego dziecka, absolutnie genialne rodzinne awantury i rozwiązanie, które było nie do przewidzenia na początku.
Miejsce 11 – „Bunkier miliarderów” (Netflix)
Coś dla mega fanów „Domu z papieru”, którzy czuli rozczarowanie serialem „Berlin” (swoją drogą ten fatalny spin-off niestety już niedługo wraca z drugim sezonem). Pomysł „Bunkra miliarderów” jest absurdalny, ale takie serialowe eksperymenty ja zdecydowanie doceniam. Absolutnie poziom pierwszego sezonu „Domu z Papieru” przyrosowany w charakterystyczny sposób. Wciąż chciałem więcej i więcej. Kończy się potężnym cliffhangerem, ale obawiam się, że więcej do tej przygody nie wrócimy.
Miejsce 10 – „Dept Q” (Netflix)
Wybitna rola Goodiego. Brytyjczycy zrobili kryminał skandynawski z klimatem lepszym niż niejeden prawdziwie skandynawski kryminał. Plot twist pierwszego odcinka jest totalnie niespodziewany i przeprowadzony tak, by nic tego nie zdradzało. Później też jest naprawdę świetnie. Zwracają uwagę wyraziste i zapadające w pamięć postacie drugoplanowe. Oby więcej tego typu produkcji. Netflix zamówił drugi sezon i ja naprawdę mocno na niego czekam.
Miejsce 9 – „Dojrzewanie” (Netflix)
Króciutki miniserial, o którym już tutaj pisałem. Gdyby nie drugi odcinek, byłoby doskonale. I tak jest świetnie, ale zdecydowanie nie jest to serial roku. Wywołał wielkie poruszenie i jest zrobiony w technice jednego ujęcia. Seans obowiązkowy.
Miejsce 8 – „Lista śmierci: Dark Wolf” (Amazon)
Poziomem bije oryginalną „Listę Śmierci” z Chrisem Prattem na głowę. Pierwszy odcinek to jedno z najlepszych ukazań operacji wojsk amerykańskich w Iraku od bardzo dawna. Potem jest piękne pokazanie kina szpiegowskiego w europejskim anturażu oraz dynamiczna akcja i sporo zwrotów akcji. Na początku obawiałem się o ten serial ze względu na to jak kończył się oryginał. Spin-off przerósł moje najśmielsze oczekiwania.
Miejsce 7 – „Śmierć od pioruna” (Netflix)
Zaczyna robić się bardzo trudno, bo każdy z tych seriali spokojnie mógłby zająć miejsce w top 3 roku, ale coś trzeba było wybrać. „Śmierć od pioruna” to jedno z objawień A.D. 2025. Ten serial siedzi w głowie i jest przyczynkiem do wielu ciekawych konstatacji na temat fanatyzmu, ale także miejsca człowieka w historii. Świetny mini-serial o prezydencie USA, którego prawie nikt nie pamięta. Komu podczas seansu od razu nie pojawiła się w głowie scena z trzeciej „Szklanej Pułapki” i zagadki z prezydentem? Świetne kostiumy oraz gra aktorska na wybitnym poziomie.
Miejsce 6 – „Studio” (Apple TV)
Komediowa perełka z trzema słabszymi (w tym dwoma finałowymi) odcinkami, w których uruchomił się klasyczny Seth Rogen ze swoim humorem. Odcinek z Olivią Wilde wybitny, to samo ten z onkolożką dziecięcą i ten z rozdaniem Złotych Globów. Idealna satyra na Hollywood. Znów więcej w recenzji.
Miejsce 5 – „TASK” (HBO)
Cóż to jest za wspaniały serial! Mark Ruffallo jak zwykle nie zawodzi. Całość jest skonstruowana tak, że wszystko od początku wiadomo – kto jest zły i dlaczego, co dokładnie robi i jak to robi. A jednak do samego końca serial trzyma w nieprawdopodobnym napięciu. To jest amerykańska wersja „Kulawych Koni”, tylko robiona na poważnie. Fatalny, znudzony życiem szef nieradzący sobie ze swoimi demonami, ułomna grupa wyrzutków, gówniana siedziba i sprawa, której „góra” nie do końca chce załatwić. Jak najbardziej zasługuje na top 5.
Miejsce 4 – „Ta dziewczyna” (Amazon)
Kolejne wielkie serialowe zaskoczenie. Ten serial siedzi w głowie, jest świetnie, mądrze zrealizowany i zagrany przez duet Olivia Cooke – Robin Wright. Jego konstrukcja sprawia, że ogląda się go z ogromnym zaciekawieniem. Pokazuje, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Scena pod mieszkaniem młodszej bohaterki do dziś do mnie wraca. Jak bardzo pozory mogą mylić, jak bardzo widzimy to, co chcemy dostrzegać, a nie to, co jest rzeczywistością. Samo zakończenie (ostatnie 2-3 minuty) delikatnie rozczarowuje, ale naprawdę warto po tę produkcję sięgnąć.
Miejsce 3 – „MobLand” (SkyShowtime)
Kłaniam się z recenzją tego doskonałego serialu. Samą scenę wybuchu furii Conrada Harrigana granego przez Pierce’a Brosnana mógłbym oglądać setki razy. „Conrad the Dread one hundred fucking gun Harrigan” to pokaz kunsztu aktorskiego byłego agenta 007. A przecież jest jeszcze Tom Hardy w swoim najlepszym wydaniu. A także Paddy Considine i wielu wielu innych. A to, że szczerze nienawidzę postaci granej Helen Mirren, pokazuje, jak świetną robotę wykonała ta doświadczona aktorka. Tylko brązowy medal, bo konkurencja była nie do doścignięcia.
Miejsce 2 – „Kulawe Konie” (sezon 5) (Apple TV)
Najlepszy z dotychczasowych sezonów tego serialowego fanomenu. Scena, kiedy Garry Oldman z kamienną twarzą przez kilka minut opowiada o „pewnym agencie” brytyjskiego wywiadu torturowanym przez Stasi, to jest top tamtego roku. Wzruszająca, poruszająca i wielka historia, która powraca w finale sezonu i uderza w splot słoneczny w przeogromną siłą. Dodatkowo River jest wreszcie w pełni „kulawym koniem” i przytrafia mu się to co innym. Za pierwszą połowę sezonu statuetka MVP absolutnie należy się Shirley. Na koniec tradycyjnie dostajemy zwiastun kolejnego sezonu, który rozbudza emocje i pokazuje, że poziom może być jeszcze wyższy.
Miejsce 1 – „The Pitt” (HBO)
Bez zaskoczenia. Nie będę nic więcej pisał. Jest recenzja zarówno sezonu pierwszego, jak i początku sezonu drugiego. Mój bezdyskusyjny numer jeden roku 2025.
Nagrody publiczności
Może prywatne serialowe wyrzuty sumienia lub produkcje, których nie rozumiem, ale zyskały ogromną popularność w naszym kraju.
1. Nagroda publiczności – „Rozdzielenie” (sezon 2) (Apple TV)
Wciąż nie udało mi się zabrać za ten sezon i bardzo nad tym ubolewam. Podobno jest bardzo dobrze, ale nie mogę napisać o tym z czystym sumieniem. Stąd ta nagroda. Sithfrog ocenił na maxa, więc wierzę, że to coś wybitnego.
2. Nagroda publiczności – „Jedyna” (Apple TV)
Ufam także ocenie Crowleya, który uważa serial za bardzo dobry. Zdaję się na jego osąd i na to, jaką furorę ten serial robi w internecie.
3. Nagroda publiczności – „Świt Ameryki” (Netflix)
Dla mnie najbardziej enigmatyczny z wielkich projektów poprzedniego roku. Ponoć bardzo brutalny, taka trochę serialowa „Zjawa”, trochę anty-western. Wrzucam tutaj, bo czytałem sporo dobrego o tym serialu. Publiczność pewnie umieściłaby go gdzieś w powyższym rankingu.
4. Nagroda publiczności – „1670” (sezon 2) (Netflix)
Absolutnie nie rozumiem fenomenu tego serialu. Humor kompletnie mi nie podszedł. Niemal żaden żart nie jest dla mnie na poziomie kultowych seriali komediowych. Podobnie mam z polską wersją „The Office”.
Serialowe rozczarowania roku
1. Rozczarowanie – „Pamiętniki Mordbota” (Apple TV)
Najdelikatniej rzecz ujmując, nie jestem fanem tego serialu, ale potrafię dostrzec w nim sporo ciekawych rzeczy. Niestety tych złych jest o wiele za dużo. Gdybym miał decydować, na pewno nie dałbym zielonego światła na drugi sezon. Liczyłem na wiele, wiele więcej. Tak naprawdę do gustu w pełni przypadły mi ledwie dwa odcinki. Swoją drogą długość tych odcinków przy takiej formule też jest dość kontrowersyjna. Spore rozczarowanie, bo był potencjał na niestandardową, inteligentną komedię z efektownymi elementami s-f. Wyszło bardzo przeciętnie.
2. Rozczarowanie – „Ród Guinnesów” (Netflix)
To miało być nowe „Peaky Blinders”. Jest nawet kilka scen niemal żywcem wyjętych z produkcji o rodzinie Shelbych. Jest też scena otwierająca, przypominająca bardzo mocno tę z „Gangów Nowego Jorku”, oczywiście w zdecydowanie mniejszej skali. Jednak przeważnie ten serial jest zwyczajnie nudny i nieangażujący. Poszczególni bohaterowie są kartonowi, brak im jakiekolwiek charyzmy. Nie ma tu nawet 10% mocy „Peaky Blinders”. Jest kompletnie nieudana próba zagrania na uczuciach fanów. Mam nadzieję, że nie będzie tutaj drugiego sezonu, bo zwyczajnie szkoda pieniędzy i czasu.
3. Rozczarowanie – „The last of us” (sezon 2) (HBO)
Ależ bezpłciowy był ten drugi sezon. Właściwie wszystko sprowadziło się do dwóch odcinków. Drugiego – z wiadomym wydarzeniem – i szóstego, który był absolutnie najlepszy w całym sezonie. Poza tym nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Wiele fatalnych rozwiązań fabularnych, bardzo dużo chodzenia na skróty. Bella Ramsey, która świetnie wypadła w sezonie pierwszym, tym razem zasłużyła na sporo słów krytyki, bo kompletnie nie uniosła tego, że jej bohaterka dojrzała. Przykro patrzyło się na tak szybki upadek tego serialowego uniwersum. I jeszcze ta decyzja o zmniejszeniu liczby odcinków oraz tłumaczenia twórców, że nie wiedzieli, czy otrzymają zielone światło na trzeci sezon. Wielkie rozczarowanie.
4. Rozczarowanie – „Wódz wojownik”
Jason Mamoa podszedł do tego projektu zbyt ambicjonalnie. Nie jest to zły serial, ale daleko mi do zachwytów. To, co zapowiadało się na jeden z największych seriali roku, jest po prostu średnie. Przeciągnięte odcinki bez większej głębi. W pewnym momencie wszystko staje się takie płaskie. Zupełnie nie zostaje w głowie. Rozczarowanie, bo serial przez długi czas rozbudzał apetyty, by później dość szybko zgasnąć.
5. Rozczarowanie – „Droga do prawdy”
Serial na podstawie twórczości Micka Herrona, a więc autora „Kulawych Koni”, więc poprzeczka od razu szła bardzo, bardzo wysoko. Niestety w najmniejszym stopniu nie udało się spełnić oczekiwań. Humor kompletnie przestrzelony, bohaterowie nieciekawi, a cała sprawa jakaś taka nijaka. Oczekiwania miałem duże i srogo się rozczarowałem. Rzadko zdarza się, by brytyjska produkcja była aż tak nijaka. W przypadku „Drogi do prawdy” to się udało.
6. Rozczarowanie – „Ostatnia rubież”
Ileż srok za ogon chcieli naraz chwycić twórcy tego serialu. Trochę „Milczenie owiec”, trochę „Lot Skazańców”, trochę „Siedem”, trochę thriller, trochę kryminał, trochę horror z groźnymi przestępcami terroryzującymi spokojne miasteczko. Trochę plot twistów, trochę wartkiej akcji, ale panuje tu taki nieprawdopodobny scenariuszowy chaos, że głowa mała. Tak jakby pracowało przy tym niezależnie od siebie czterech scenarzystów i każdy napisał swoją część osobno, a potem złożono to wszystko do kupy. Po zwiastunach i samym początku sezonu byłem bardzo na tak, ale szybko przyszła bolesna weryfikacja i cały serial uważam za ogromnie rozczarowujący.
Zmarnowany potencjał
Chciałbym wymienić jeszcze kilka seriali, które poprzez niekiedy tragiczne rozwiązania fabularne zmarnowały swój spory potencjał, lub które nie wykorzystały okazji na bycie czymś wielkim w mało eksploatowanym gatunku.
1. Zmarnowany potencjał – „Lazarus” (Amazon)
Harlan Coben tym razem w roli pełnego scenarzysty, a nie tylko konsultanta przy adaptacji jego książek. Do pewnego momentu wydawało się, że to może być świetny serial, ale dość szybko wyszły na jaw jego liczne mankamenty i siłowe twisty, z tym przedostatnim zupełnie niepotrzebnym i ostatnim tak bardzo głupim i oczywistym. Był potencjał na fajną wariację na temat Zaklinaczki duchów. Kiedy główny bohater znajduje ukryte dawno temu ciało, moje zainteresowanie tym serialem zdecydowanie wzrosło, jednak potem niestety zostało to koncertowo spaprane. To pokazuje, że Coben nie jest i już nigdy nie będzie autorem pierwszoligowym.
2. Zmarnowany potencjał – „Ballard” (Amazon)
Spin-off serialu „Bosch”, którego klimat w pierwszym sezonie mnie zwyczajnie oczarował. Mamy więc do czynienia z kryminałem w tym samym uniwersum, ale wszystko kręci się wokół postaci granej przez Maggie Q. Dla mnie największą wadą były niepotrzebnie aż tak mocno przeplatające się śledztwa, przez co ciężko było za tym nadążyć. Poza tym wolne tempo i odrobinę zbyt radosny klimat. „Bosch” to była produkcja duszna, wypełniona treścią. Tu jest tak bardziej na luzaku, ze zdecydowanie większą dawką usypiającego słońca.
3. Zmarnowany potencjał – „1923” (sezon 2) (SkyShowtime)
Ten spin-off od początku miał swoje duże problemy. Był rozciągnięty do granic możliwości. W drugim sezonie są genialne dwa odcinki, ale to, co zrobiono na samym końcu, to jest zwyczajna kpina z widza. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Ciągnięto to tak długi czas, żeby potem dać jakiś mini skrót z wydarzeń po finale? No ludzie! Więcej w recenzji, ale naprawdę to, jak bardzo nie udał się ten spin-off, jest zastawiające. Zwłaszcza w kontekście tego, że 1883 to jeden z wybitniejszych seriali ostatniej dekady.
4. Zmarnowany potencjał – „Nero” (Netflix)
liczyłem na coś w rodzaju „Assasins’s Creed”, dostałem serial, w którym marnej jakości cyniczny pseudo-zabójca chroni swoją córkę, która jest „ostatnim potomkiem diabła”. Odradzam wszystkim seans tego gniota. To jest tak bardzo złe, że oczy bolą od patrzenia, od gry aktorskiej i od głupich pomysłów scenarzystów. Absurd goni absurd. Nic się nie zgadza. Jest do bólu fatalnie. A przecież czytając opis i patrząc na sam pomysł można było mieć nadzieję na naprawdę ciekawy i udany eksperyment, coś świeżego i zaskakującego. Nie udało się. I to bardzo.
5. Zmarnowany potencjał – „Dym” (Apple TV)
Tutaj bardziej niż o zmarnowanym potencjale można mówić o zmarnowaniu genialnej roli Tarona Egertona, który zagrał swoją postać wybitnie. Cała reszta robi mu pod górkę. Zaczynając od czasami beznadziejnie wyglądającego, taniego CGI, poprzez równie beznadziejny montaż, a kończąc na głupkowatych wątkach i słabej grze aktorskiej pozostałych uczestników wydarzeń. Ten serial jest absurdalny w swojej naiwności i zwyczajnie brak mu jakiejkolwiek głębi. Naprawdę szkoda Egertona, bo przez to, jak słaby jest to produkt ,jego rola przejdzie zupełnie bez echa.
Wielkie wyróżnienie – „Obcy: Ziemia” (Disney Plus)
To, co wydarzyło się przy okazji tego serialu przejdzie do legendy. Po pierwszych trzech odcinkach recenzje wskazywały niemal na serial dekady (prawie wszędzie, poza FSGK). Nie było miejsca w internecie, gdzie poważne osoby wychwalały nowego „Obcego” pod niebiosa. A potem nagle to wszystko ucichło, bo okazało się, że ten serial to jest abstrakcyjny kasztan. Coś, co wymyka się jakiekolwiek logice i zdrowemu rozsądkowi. Nie wiem, jak to możliwe, że tylu speców aż tak się pomyliło i przestrzeliło z tym, jakiej jakości jest ten serial. A może wiem, ale pozwolicie, że przemilczę.
Dziękuję za uwagę. W planach mam, by w tym roku robić takie serialowe rankingi częściej i na bieżąco. Zobaczymy, czy się uda.














Co trzeba robić w życiu, zeby to wszystko na spokojnie ogarnąć w JEDEN rok?
Zaskakujące jest również to, że do żadnego serialu nie poczułem się zachęcony.