
Słynne trio w składzie: Steven Spielberg, Kathleen Kennedy i Frank Marshall w latach osiemdziesiątych XX wieku wyprodukowało całą masę przebojów kinowych, z których większość utrzymuje status kultowych do dnia dzisiejszego. Wystarczy wymienić filmy o Indianie Jonesie, trylogię „Powrót do przyszłości”, „Goonies”, „E.T.”, „Kto wrobił królika Rogera”, „Gremliny rozrabiają”. Założone przez nich Amblin Entertainment zrealizowało także 45-ocinkowy serial „Niesamowite opowieści”, emitowany w latach 1985-1987 w telewizji NBC. Zaprawdę, lista reżyserów poszczególnych odcinków sama w sobie była niesamowita. Wspominam o tym wszystkim, bo „Bez baterii nie działa” pierwotnie miało być jednym z odcinków serialu, ale Spielbergowi tak się spodobała historia, że postanowił wyprodukować ją w pełnym metrażu.
Ten dobrze oceniony scenariusz napisał Mick Garris – twórca, dla którego głównym obszarem zainteresowań był horror i który później zrealizował kilka produkcji na podstawie prozy Stephena Kinga. Zabawne, bo przy takich fascynacjach napisał ciepłą i krzepiącą opowieść o grupie pozornie bezbronnych i przegranych ludzi, którzy wspólnie sprzeciwiają się bezwzględnemu potentatowi budowlanemu. Typ próbuje wykurzyć ich ze starej kamienicy, w której zamieszkują i z różnych względów nie chcą opuścić. Miło nie jest, bo środkiem perswazji są opryszki z kijami baseballowymi w rękach. Biorąc pod uwagę, że muszą wystraszyć starego właściciela upadającego baru, jego dementywną żonę, samotną dziewczynę w ciąży, zagubionego artystę-malarza i lękliwego czarnoskórego olbrzyma o gołębim sercu, to sprawa wydaje się być przegrana. Kiedy Frank, właściciel baru, przybity stanem żony i kolejną napaścią „czyścicieli kamienic” błaga bezsilnie, żeby „ktoś im pomógł”, zdarza się jednak cud. A raczej nie cud, tylko po prostu przylatują kosmici. Tak, witamy w ejtisach, w czasach gdy filmowi kosmici czasem pomagali ludziom, a nie tylko ich mordowali. No, ewentualnie za pomoc podkradali trochę prądu i śrubek.
Na reżyserskim fotelu zasiadł Matthew Robbins, który w 1981 roku zrealizował zapomniane dziś widowisko fantasy „Dragonslayer”. Muzykę do filmu skomponował nieodżałowany James Horner, wówczas taśmowo produkujący kompozycje do filmów z nurtu Kina Nowej Przygody. „Bez baterii nie działa” przyniósł sensowny zysk i zwrócił się z nawiązką, ale nie odniósł jakiegoś spektakularnego sukcesu w kinach i nie zyskał statusu zbliżonego do największych przebojów wielkiej trójcy producenckiej. Dla scenarzysty i reżysera nie stanowił też trampoliny do sławy, jaka spotkała innych twórców pracujących dla Amblin, takich jak Robert Zemeckis czy Joe Dante. Dzisiaj pozostaje w cieniu głośniejszych tytułów i w sumie nie ma się czemu dziwić. Fabuła nie obfitowała w niesamowite przygody i nie miała wielu elementów komediowych. Nie było tutaj jakiegoś luzackiego bohatera, z którym mogłyby się identyfikować dzieciaki. Opowieść była kameralna i rozgrywała się dosłownie w jednej kamienicy oraz jej otoczeniu. Na dodatek opowiadała o bardzo przyziemnych problemach, a za cały element niesamowitości robili przybysze, wyglądający jak latające ni to roboty, ni to małe statki kosmiczne. Niezwykle urokliwe, ale trzeba pamiętać, że w 1987 roku w kinach grano m.in. „Predatora”, „RoboCopa” i „Gliniarza z Beverly Hills II”.
Kiedy oglądałem „Bez baterii…” po latach, od razu uderzył mnie mocny dysonans między budującą, ale przecież infantylną historyjka o wszędobylskich robocikach, a zaskakująco poważnym tłem historii. „Czyszczenie” kamienic, rodzinna trauma, problemy psychiczne, samotność. Nie brzmi to wszystko jak katalog filmowych tematów dla młodego widza. Jednocześnie doskonale pamiętam, że oglądając ten film kiedyś, jako dzieciak, bawiłem się świetnie i wcale takiego wrażenia nie miałem. Natomiast teraz mogłem docenić, jak ten film był dobrze zagrany, bo wówczas nie zwracałem na to uwagi. Bezdyskusyjnie na oklaski zasłużyła Jessica Tandy, grająca Faye, cierpiącą na demencję żonę Franka (aktorzy byli małżeństwem także poza ekranem). Faye jest tutaj momentami beztroską, a momentami zagubioną starszą panią, której teraźniejszość miesza się z przeszłością i która w każdym, nawet w latynoskim cwaniaczku, dostrzega swojego syna Bobbiego, o którym długo myślimy, że gdzieś wyjechał. 78-letnia wówczas aktorka za swoją rolę dostała nagrodę Saturn. Zaś ten wspomniany latynoski cwaniaczek to Carlos, grany przez Michaela Carmine, kolejny jasny punkt w obsadzie. Aktor zmarł na AIDS dwa lata po premierze filmu. Bez wątpienia miał duży talent i szansę na karierę jako aktor charakterystyczny. Kojarzyć będziecie także Elizabeth Penę, filmową Marisę – dziewczynę w ciąży. 3 lata później aktorka zagrała w pamiętnej „Drabinie Jakubowej” u boku Tima Robbinsa.
Warto wspomnieć o efektach specjalnych. W czasach gdy kino jest w stanie pokazać absolutnie wszystko, w efekcie czego nic nas już nie dziwi i nie zaskakuje, trzeba sobie przypominać, że kiedyś filmy SF oglądało się m.in. właśnie dla efektów. W tym przypadku były one dziełem magików z Industrial Light & Magic. Na szczęście robociki w „Bez baterii…” bronią się po latach i to nie tylko sympatycznym designem, za którym stał Ralph McQuarrie, wcześniej m.in. autor konceptów do „Gwiezdnych wojen”. Część efektów z udziałem robocików to animacje poklatkowe, co oczywiście rzuca się w oczy. Część ujęć zrealizowano jednak z użyciem mechanicznych, sterowanych modeli, które „grały” z aktorami i które wyglądają świetnie, po prostu jak… No, jak latające robociki z kosmosu. Myślę, że najlepsze CGI nie dałoby takiego efektu. W rezultacie film od strony technicznej wygląda dzisiaj oldchoolowo, ale też i lepiej niż się spodziewałem.
Oczywiście po latach magia „Bez baterii…” nieco przygasła, dostrzegamy uproszczenia i skróty fabularne. Aby dobrze bawić się podczas seansu, trzeba założyć okulary z sentymentalnym filtrem. Nie wiem, czy film mógłby spodobać się dzisiejszym dzieciakom. Jeśli ktoś ma pod ręką młodsze rodzeństwo albo własne dzieci, to pewnie nie zaszkodzi spróbować. Teraz już takich filmów nie robią, ale nie zamierzam z tego powodu narzekać. Przecież te małe i duże klasyki sprzed lat nie zniknęły i można je sobie oglądać do woli.







Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:
Regulamin zamieszczania komentarzy
Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:
[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]