FilmyRecenzje Filmowe

Szybkie recenzje #6 (Zwiedzamy świat #2)

W szóstym odcinku wracamy do tournée po filmach nieanglojęzycznych. Głównie Europejskich, ale będzie też szczypta Azji. Niektóre tytuły znane, inne trochę mniej oczywiste, jedne całkiem nowe, inne z początku wieku. Będzie akcja, romans i śmiech, a więc dość szeroki przekrój tego trochę mniej holywoodzkiego świata.

Oba scenariusze Luca Besson, a jakby tego nie widać

Luc Besson jest jednym z moich ulubionych scenarzystów, który ma jednak jedną zasadniczą wadę: zupełnie nie wie, kiedy jakieś uniwersum ma dość i nie trzeba dopisywać do niego kontynuacji. Nie wiedzieć czemu, regularnie oddaje władzę reżyserską nad swoimi projektami w obce ręce. A ponieważ zazwyczaj są to mało znane nazwiska, krytyka i tak spada na samego Bessona. Przykładów jest co najmniej kilka. Od Uprowadzonej, która najpierw stała się memem, a potem franczyzą zjadającą bardzo skutecznie własny ogon, przez Taxi, gdzie formuła wyczerpała się gdzieś tak w połowie drugiej części, ale jeszcze udało się sprzedać licencje amerykanom i wyprodukować film z Jimmym Fallonem i Queen Latifą (i Gisele Bundchen oczywiście). Tak stało się z Transporterem, który wykreował taki, a nie inny wizerunek Jasona Stathama. I wreszcie podobną sytuację mamy z filmami, o których chcę pokrótce opowiedzieć.

13 dzielnica ma wszystkie elementy potrzebne po temu, żeby mówić o niej jako o dziele kultowym, wręcz ikonicznym. Efektowny Parkur po czymś, co przypomina niemal post-apokaliptyczną część Paryża, charyzmatyczni bohaterowie, rachunki do wyrównania, skorumpowani funkcjonariusze państwowi z wyjątkiem jednego sprawiedliwego. Czego chcieć więcej od francuskiego kina akcji? Dobra, podbijająca emocje muzyka, kapitalny montaż, obłędnie zrealizowane sekwencje i brutalność – to wszystko definiuje 13 dzielnicę i sprawia, że fabuła nie jest aż tak istotna, a mimo to nie znajdziemy w niej większych dziur czy błędów. Nie umiem ganić tego filmu, bo nie widzę żadnego miejsca, w którym w tej określonej konwencji można było zrobić coś lepiej. Scenografia i plenery na najwyższym możliwym poziomie uzupełnione o doskonały dźwięk i kolorystykę dały wyjątkowy efekt wizualny. Nie wiem co można było zrobić lepiej, ale wiem, co można było zrobić gorzej. I Luc Besson też wiedział. Mało tego – po prostu ten samobójczy plan wykonał. 13 dzielnica 2 – Ultimatum to film bardzo słaby, łamane na fatalny. Właściwie po dwudziestu sześciu minutach można go już wyłączyć, bo to, co było najlepsze, dano na początek. Potem jest już tylko kolorowy chaos i jakieś chore fobie pomieszane z fantastyką i przerysowanym kinem pseudo-super-bohaterskim. Wizyta u prezydenta Republiki to nieśmieszny żart, jak i sam prezydent oraz jego „doradcy”. Teoretycznie powinniśmy dostać prawie to samo, a jednak jest kompletnie inaczej, dużo gorzej. Ciężko i siermiężnie, jakby ktoś chciał walnąć widza łopatą w łeb.

13 dzielnica (Banlieue 13) (2004) – 8/10

13 dzielnica 2 – Ultimatum (Banlieue 13: Ultimatum) (2009) – 4/10

Pozostańmy jeszcze we Francji

Bardzo cenię sobie reżysera Luca Bessona, natomiast jeśli chodzi o aktorów, to jednym z moich ulubionych Francuzów jest Omar Sy. Od tego człowieka bije nieprawdopodobnie pozytywna energia, jakby był uosobieniem dobroci, szczerości i takiego prostego szczęścia. I to właśnie dzięki niemu Nietykalni są jedną z bardziej pozytywnych historii w historii kina. Nie napiszę, że to film przełomowy, choć w 2011 roku mógł się taki wydawać. Napiszę, że wytworzyła się wokół niego legenda, z którą ciężko się walczy i ciężko przekonuje się ludzi, że ten film mimo oczywistych plusów ma również wady. Zbyt wiele w nim myślowych skrótów i chodzenia na łatwiznę, Za wiele łopatologii i schematów. Nadrobione to jest oczywiście doskonale dobraną muzyką, dialogami, grą aktorską i sceną tańca Drissa, ale nie można przejść obojętnie obok tego, jak sprawnie omijane są pewne problemy, żeby tylko spiąć fabułę i żeby łatwo było prowadzić dalszą, nieco zbyt płytką narrację.

Jednak Francuzi potrafili uchwycić jakąś magię tej opowieści, coś nieuchwytnego, co pozwala cieszyć się seansem i przeżywać spore emocje. Jest w tym dusza, czyli coś, czego amerykanie często nie rozumieją. Oczywiście, że wzięli ten film i chcieli go pokazać po swojemu. Kevin Hart i Bryan Cranston (z pomocą Nicole Kidman) położyli ten projekt. Oryginalni Nietykalni znaleźli idealny balans między komedią a czymś poważnym, zmuszającym do przemyśleń. Wielka w tym zasługa Omara Sy, ale także Francoisa Cluzeta (który swoją drogą przypomina mi dość mocno Dustina Hoffmana). To duet doskonale się uzupełniający i doskonale wiedzący, kiedy pociągnąć za emocjonalną strunę. Pod pewnymi względami to kino idealne, a kilka łyżek dziegciu w tej beczce miodu sprawia, że ocena jest taka a nie inna.

Nietykalni (Intouchables) (2011) – 8/10

Niczym Napoleon z Francji do Włoch

Wspominałem już przy okazji podsumowania poprzedniego roku o filmie Follemente od twórców Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie. No to dodajmy coś więcej poza tym, że to film doskonały, z genialnie napisanymi dialogami. Trochę jakbyśmy oglądali najwyższej próby przedstawienie teatralne, gdzie aktorzy chcą wykorzystać każdą minutę na scenie, improwizują – z głową – ale tak, żeby ich kompani nie mogli w każdej chwili wejść ze swoją kwestią. Genialna, ubrana w metaforę opowieść o związkach, o relacjach międzyludzkich i emocjach, jakie wywołuje randka. Jest w tym wiele uroku, ale i bardzo rozsądnych, dobrze przemyślanych treści.

Szkoda tylko tego trzeciego aktu, w który wkrada się zbyt duży chaos, przez co ogląda się to z delikatnym dyskomfortem. Tak to już jest, że kiedy wszystko w filmie opiera się niemal wyłącznie na dialogach i charyzmie bohaterów, to w pewnym momencie może dojść do załamania spowodowanego chęcią przekazania większej ilości informacji, niż to konieczne. Zarządzanie kłótnią, sporem na zbyt wiele gardeł przeradza się w coś nieznośnego. Ostatnie dwadzieścia minut obniża nieco ocenę, ale też nie psuje odbioru całości, bo w jakimś sensie jest z tą resztą mimo wszystko spójne. Follemente ma na siebie nietuzinkowy pomysł, prezentuje ciekawe włoskie podejście do relacji damsko-męskich, ale przede wszystkim jest ucztą intelektualną i uczuciową. To film jednocześnie mądry i satysfakcjonujący. Przepięknie zagrany i ogromnie ciepły.

Follemente: W tym szaleństwie jest metoda (Follemente) (2025) – 8/10

Romans z Półwyspu Koreańskiego

O-Jik Geu-dae-man – tak brzmi tytuł filmu, który jest ukrytą perłą azjatyckiego kina. W angielskim tłumaczeniu użyto po prostu słowa Always. Podejrzewam, że niewiele osób go widziało, a szkoda, bo naprawdę warto. Choć historia tego romansu jest dość prosta, to poprowadzono to tak, by w wielu miejscach naprawdę mocno widza zaskoczyć. Mamy więc mężczyznę po przejściach, który kiedyś parał się boksem, oraz dziewczynę niemal całkowicie niewidomą, która mimo kalectwa nie traci pogody ducha. Można by długo opowiadać o niuansach tego filmu, o tym w jaki sposób buduje relacje, jaką drogę przechodzą bohaterowie. Lepiej jest jednak napisać, że reżyser i scenarzysta filmu, Il-gon Song, opanował nieprawdopodobnie ciężką sztukę operowania na scenach-symbolach, które zastępują klasyczną fabułę, a dzięki którym możemy w krótkim czasie poznać zdecydowanie bardziej rozbudowaną, niż na to wygląda, historię. Jest w tym obrazie ciepło, są wzloty i upadki, są wzruszenia i jest azjatycka nadpobudliwość, którą trzeba zaakceptować.

Ciekawostką dotyczącą tego filmu jest to, jak jeszcze na początku drugiej dekady XXI wieku postrzegano MMA – wolna amerykanka, krwawy sport, w którym wchodząc do klatki akceptujesz to, że możesz zwyczajnie w świecie umrzeć. Krew ma lać się strumieniami ku uciesze widzów, a jedyną zasadą jest brak zasad. I z czegoś takiego ta „dyscyplina” wyewoluowała do jednego z najważniejszych współczesnych sportów, gdzie zawodnicy stają się legendami za życia. A kończąc tę dygresję chciałem jeszcze wspomnieć, że O-Jik Geu-dae-man ma swój naprawdę czarny charakter, człowieka bezwzględnego, okrutnego i cynicznego oraz pewien moment, w którym myślałem, że naprawdę zostanę zaskoczony najbardziej odważnym filmowym zakończeniem w historii całego kina. Na szczęście to się nie stało i można było jeszcze trochę się powzruszać i pocieszyć cudowną historią.

O-Jik Geu-dae-man (Always) (2011) – 9/10

Truman Show po rosyjsku

Drugie zwiedzanie świata i druga wizyta w Rosji. Wybaczcie, ale tam powstawało naprawdę dobre kino rozrywkowe, które można było oglądać na nieocenionym w tej materii TV Puls. Bogaty synalek (choć ja wolę mówić na to Chołop, jak to jest w oryginale) to bardzo ciekawy projekt, przy którym naprawdę da się pośmiać. Rozpieszczony syn oligarchy dostaje od rodziciela wymyślną nauczkę: budzi się w XIX wiecznej wsi. Idealnie odwzorowanej, brudnej wiosce, gdzie traumy czyhają za każdym rogiem. Oczywiście jest ekipa telewizyjna, która tym wszystkim kieruje i podkręca jeszcze atmosferę. Jednak najważniejsze jest to, że nie ma tu wielkiego powielania schematów, że ten humor jest konkretny i oryginalny, a o to przecież chodzi w komediach.

Nie jest to może szczyt groteski, czasami któryś żart nie trafi w tarczę, ale w większości godny poziom jest utrzymany. W świecie gdzie coraz trudniej o świeżość, zwłaszcza w gatunku komediowym, warto jest szukać w nieoczywistych miejscach. Bogaty synalek (nie mogę przyzwyczaić się do tego absurdalnego tytułu) to film odważnie szukający swojej tożsamości i choć nie jest to tożsamość wielce ambitna, to ma w sobie na wskroś słowiańskiego ducha, a to zjawisko w komedii spotykane z rzadka. Trochę w nim rubasznej prostoty, trochę chłopskiego grubiaństwa. Osadzenie tego jednocześnie w dwóch skrajnych epokach, wydawałoby się, nie może się udać, bo zawsze jedno jakoś wpłynie na drugie, będą gryzące się odniesienia czy braki w dopasowaniu, a jednak tym filmem rosyjscy twórcy udowodnili, że się da. Nie będę ukrywał, że mam słabość do Chołopa i że humor trafił w mój (może nie najlepszy) gust.

Bogaty synalek (Chołop) (2019) – 8/10

I to by było na tyle. Być może uda się przy okazji kolejnego zwiedzania filmowego świata opuścić całkowicie Europę albo obrać dużo bardziej nieoczywiste kierunki. Z fartem przyjaciele.

Szybkie recenzje #6 (Zwiedzamy świat #2)
  • 8/10
    13 dzielnica (Banlieue 13) (2004) - 8/10
  • 4/10
    13 dzielnica 2 – Ultimatum (Banlieue 13: Ultimatum) (2009) – 4/10 - 4/10
  • 8/10
    Nietykalni (Intouchables) (2011) - 8/10
  • 8/10
    Follemente: W tym szaleństwie jest metoda (Follemente) (2025) - 8/10
  • 9/10
    O-Jik Geu-dae-man (Always) (2011) - 9/10
  • 8/10
    Bogaty synalek (Chołop) (2019) - 8/10
To mi się podoba 5
To mi się nie podoba 0

Polecamy także

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button