Pieśń Lodu i OgniaRód SmokaSeriale

Pomylone Analizy: Ród smoka, sezon 3, odcinek 8 – „Zdrady w Tumbleton” [SPOILERY]

W końcu dotarliśmy do finału trzeciego sezonu Rodu Smoka.

Streszczenie

Wielki maester Orwyle budzi Rhaenyrę. Za chwilę królową, która ewidentnie wpadła w histerię, widzimy w komnacie spokojnego jak stojąca woda Daemona. Rhaenyrę do takiego stanu doprowadziły wieści o Aegonie, którego smok Sunfyre przeżył i teraz spalił Mootonów w Gawronim Gnieździe. Prostaczkowie powrót do życia króla, którego propaganda Rhaenyry zdążyła uśmiercić, uznali za znak od bogów. Daemon nie wygląda na przejętego. Mają smoki i to z ich pomocą utrzymają władzę. Królowa nakazuje mu uderzyć na Tumbleton i zniszczyć Hightowerów. Byleby tylko nie spalił z nimi całego miasta, bo Rhaenyra wyjdzie na potwora. Z obawy przed Sunfyre’em postanawia zostawić w mieście Vermithora. Gdy Daemon już policzy się z Hightowerami, królowa osobiście zabije Aegona. No żeby się nie zdziwiła.

Gdy królowa wraca do swych komnat, napada ją Baela, która chce wiedzieć, jak zamierza uwolnić Węża Morskiego. Ach, Colrys, racja – przypomina sobie Rhaenyra. Pewnie Daemon go uratuje, jak już skończy zabijać Hightowerów. Baela chce lecieć uwolnić dziadka, ale królowa nakazuje jej i Addamowi strzec stolicy. To przegina pałę goryczy, jak mawiał król Foltest. Baela wyrzuca królowej, że wysługuje się ludźmi, a gdy ci przestają być dla niej przydatni, porzuca ich. Rhaenyrze te słowa nie przypadają do gustu.

Rhaenyra „Dobra, koniec żartów” Targaryen

Alyn wita na brzegu żołnierzy z Driftmarku. Nakazuje im bronić stolicy, ci jednak uważają, że ich pierwszym obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa lordowi Corlysowi. Kim zresztą Alyn jest, by im rozkazywać? Ja odpowiem! BĘKARTEM! Alyn jednak tę kwestię omija, skupiając się na byciu najstarszym synem Węża Morskiego i ich przyszłym lordem.

Daemon wyrusza na bitwę, a Hugh łypie na niego wzrokiem. Coś mi się zdaje, że może nie posłuchać rozkazów od królowej.

Ormund postanawia, że król Daeron, nim włoży koronę, powinien zostać ser Daeronem. Pasuje go na rycerza, nadając przydomek „Dzielny”. W książce również to lord Hightower przyjmuje go w stan rycerski, ale po Bitwie nad Miodowiną, której to Targaryen na Tessarionie odmienił losy. Gwayne przygląda się temu z kwaśną miną.

Gwayne „Cierpiętnik” Hightower

Pijanica, zamiast pilnować Tumbleton z grzbietu smoka, pije w mieście, naśmiewając się z Daemona. Obiecuje, że Książę Łotrzyk już niedługo zadrży przed Ulfem Białym.

Służko-szpieg informuje Rhaenyrę, że Helaena odmawia przyjmowania pokarmów, co jest niebezpieczne zarówno dla niej, jak i jej nienarodzonego dziecka. Królowa słucha jednym uchem, gdyż właśnie wpadła na wspaniały pomysł: Wielki Septon namaści ją dziś na władczynię na oczach mieszkańców stolicy. Nim to się stanie, szpiego-służka ma jednak dopilnować jeszcze jednej rzeczy.

Ekipa przeprowadzkowa wpada do komnat Białego Robaka. Mysaria ze skutkiem natychmiastowym ma udać się do Pentos. Królowa jest wdzięczna za służbę, ale nie będzie więcej potrzebować jej rad.

Mysaria „Idź już sobie, byle daleko” z Lys

Helaena płacze na spacerniaku. Godzina minęła, czas wracać do komnat. Na dziedzińcu dostrzega siwego konia, podobnego do tego z jej snów. Zwierzę stoi przed wozem, do którego pakowany jest dobytek Białego Robaka. Mysaria, nim opuści Czerwoną Twierdzę, musi jeszcze namieszać. Informuje Helaenę, by nie ufała królowej, oraz że Aegon powrócił wraz ze swym smokiem. Ostrzega ją też, że jej nienarodzone dziecko jest zakładnikiem Rhaenyry, którym może szantażować swych wrogów. Nigdy nie uwolni Helaeny.

Alys znów ocaliła Aemonda, który teraz budzi się dręczony snami. Chłop, nie licząc zdobycia Harrenhal i bestialskiego wymordowania Strongów, przez cały sezon literalnie nie zrobił nic, podczas gdy jego książkowy odpowiednik w tym czasie puścił z dymem pół Dorzecza. Z niewiadomych powodów informuje Alys, że zabił własnego brata. Tego samego, którego w pierwszym odcinku tego sezonu bezskutecznie szukał w Czerwonej Twierdzy. Być może od zbyt długiego przebywania w Harrenhal coś mu się poprzestawiało w głowie. Uważa się za przeklętego. To fajnie, bo Alys siebie również. Kobieta utrzymuje, że mieszka w Harrenhal od czasów spalenia go przez Baleriona. Więcej: miała być matką syna Harrena Czarnego. Chłopiec jakimś cudem przeżył zagładę swego rodu, choć był ciężko poparzony. Alys, by uratować syna, dobiła targów z istotami z lasu i za pomocą czarów próbowała uzdrowić dziecko. Chłopiec jednak zmarł, ale gdy ona chciała podążyć za nim, okazało się, że nie może umrzeć. Służyła kolejnym władcom zamku przez następne sto trzydzieści lat. Tą opowieścią zdobywa Aemonda, który, jak wszyscy wiemy, ma słabość do starszych kobiet.

Rhaenyra przybywa do Helaeny, nakazując jej przerwać strajk głodowy. Od słowa do słowa rozmowa staje się coraz dziwniejsza i nieprzyjemna. Na koniec Czarna Królowa nakazuje strażnikom nakarmić Helaenę siłą. Owsianka bryzga na wszystkie strony.

Addam rozmawia z Alynem, pytając, czy też wyrusza do Tumbleton. Ten jednak ma zostać w stolicy strzec królowej. Addam twierdzi, że wieść o powrocie Aegona pchnęła Rhaenyrę na mroczną ścieżkę. Alyn nie zamierza kwestionować rozkazów królowej. Addam nie jest równie lojalny. Zarzuca bratu, że pojmanie ich ojca jest mu na rękę – teraz on staje na czele Velaryonów.

Alyn „Bogobójca” z Hull

Rhaenyra na swojej koronacji zamierza zaprezentować się kozacko, zatem robi cosplay Foltesta z Wiedźmina 2. Razem z Joffreyem, który w końcu się obudził, udaje się do septu. Towarzyszy jej eskorta pod dowództwem Alyna.

Na mury Tumbleton obok żołnierzy wysłano też dzieci. Jon Roxton informuje Ormunda, że pojawiły się pewne komplikacje w ich genialnym planie: Ulf gdzieś przepadł. Daeron, który stoi trochę dalej z Gwaynem, dostrzega, że coś jest nie tak. Gwayne się zgadza: wszyscy niedługo zginą. Myślę, że dogadałby się z Eddem Cierpiętnikiem. Daeron chce lecieć na spotkanie wrogów. Wszyscy ci ludzie, w tym chłopcy, są tu z jego powodu. Gwayne ma jednak lepszy pomysł.

Caraxes przelatuje nad zbliżającymi się do Tumbleton wojskami Dorzecza i Wilkami Zimy. Tymczasem Gwayne i Daeron schodzą do celi, w której więziony jest Wąż Morski. Hightower proponuje mu przejście na stronę Zielonych. Gdy Velaryon odmawia, Gwayne sięga po sztylet, a Wąż Morski w myślach żegna się z kolejnym palcem.

Corlys „Mam mniej paznokci do czyszczenia” Velaryon

Biały Robak przejeżdża przez coraz bardziej niespokojną Królewską Przystań. Wykorzystuje zamieszanie i wymyka się strażnikom.

Skwaszony Alyn eskortuje równie skwaszoną królową. Ta ze swej lektyki dostrzega, że całe miasto jest pomazane przez graficiarzy. Mówi Joffreyowi, który teraz jest jej dziedzicem, o przepowiedni przekazanej jej przez Viserysa.

Daemon spotyka się z Oscarem Tullym i Roddym Ruiną. Nie zdążą się jeszcze nagadać, gdy okazuje się, że Gwayne Hightower zamierza z nimi pertraktować. Towarzyszy mu Wąż Morski. Hightower w geście dobrej woli zamierza zwrócić im namiestnika. Prosi o pokój w imieniu Daerona i składa propozycję, którą w książce złożyła Alicent Rhaenyrze: podziału Królestwa. Włącza się Corlys, doradzając Daemonowi dogadanie się z Gwaynem. Niech uczynią Daerona nie królem, a najwyższym lordem Manderu i ożenią z Rhaeną. Tron pozostanie przy Rhaenyrze, a dwie gałęzie rodu ponownie się złączą. Czarni, mając za sojuszników Reach, szybko policzą się z Zachodem i Krainami Burzy. Daemon ze swoim złośliwym uśmieszkiem informuje ich o tym, że Aegon nadal żyje, jak i jego smok. Corlys ignoruje to: wiadomo, że obaj z Aemondem nigdy się nie poddadzą. Jednak jego propozycja zagwarantuje zwycięstwo Rhaenyrze. Bezkrwawe. Czy książę woli to, czy inną drogę: usianą trupami Hightowerów? Jakby nie znał Daemona. Ten na koniec poniewiera biednym Gwaynem i zabiera Corlysa jako swojego jeńca. Hightower wraca do Tumbleton, a Książę Łotrzyk szykuje się do szturmu na miasto.

Daemon „A pozabijam ich wszystkich” Targaryen

Aemonda budzi ryk smoka. Wychodzi bez butów wędrować po ruinach. Żelaznostopy widzi, jak w zamku ląduje Aegon na Sunfyre. Nie wnikam, skąd wiedział, że brat jest w Harrenhal, pewnie ze scenariusza. Jednooki nie wierzy, że to Aegon, wszak on nie żyje. Naprawdę coś bardzo złego stało się z Aemondem. Aegon, by udowodnić, że nie jest kolejnym przywidzeniem, sprzedaje bratu solidnego liścia. Zabójca Krewnych błaga go o wybaczenie za to, że próbował go zabić i mówi, że ma prawo skazać go na śmierć. Aegon wygląda na rozczarowanego: nie tak wyobrażał sobie zemstę na bracie. Smutas Aemond wszystko mu popsuł. Na dodatek przyłazi Alys i oznajmia, że Aemond zapodział gdzieś Vhagar. Zniecierpliwiony Aegon streszcza im kilka ostatnich odcinków, informując o awanturze w Tumbleton i roszczeniach Daerona. Jest teraz przeciwieństwem Aemonda: zdeterminowany i energiczny zamierza odzyskać tron, a Jednooki mu w tym pomoże.

Oscar wykłada starszym dowódcom zasady zdobywania twierdz. Wśród nich znalazł się nawet zapomniany dotąd przez serial Garibald Grey. Daemon przekazuje rozkazy królowej: mają oszczędzić mieszkańców. Jest to o tyle utrudnione, że Hightower postawił na murach dzieci.

Oscar „Robię tu za trzech książkowych bohaterów” Tully

Królowa na czele zbrojnych wkracza do septu. Rojno tam od kapłanów jak nigdy. Królowa rozkazuje Wielkiemu Septonowi, by ją namaścił. Ten odmawia. Powrót Aegona interpretuje jako sygnał od bogów, iż to on jest prawowitym władcą. Królowa w odpowiedzi ogłasza go zdrajcą. Alyn morduje najwyższego przywódcę Wiary w świątyni. Przez chwilę ma co prawda wątpliwości, ale Rhaenyra opowiada mu jakieś głupoty o jego valyriańskim pochodzeniu i innych bogach, którym powinien służyć. Co prawda nie wymienia jakim, ale Alyn i tak to kupuje. Dwór ustawia się na schodach sprofanowanej świątyni, żeby mieszkańcy stolicy dokładnie sobie zapamiętali, kto zamordował Wielkiego Septona. Rhaenyra zaczyna przemawiać do tłumu o zagrożeniu zza Muru i tym, że ona jest Księciem Którego Obiecano, pokazując prostaczkom, że rządzi nimi wariatka. Choć jest też szansa, że po prostu jej nie zrozumieli, bo w pewnym momencie przechodzi na valyriański.

Wilki Zimy robią straszny raban. Dzieci na murach Tumbleton się boją. W końcu Roddy i jego zgraja ruszają do natarcia. Co prawda nie mają drabin, a biegną zdobyć miejskie mury, ale nie takim trudom podołali w czasie tej kampanii.

Bitwa rozpoczęła się na dobre, a Ulfa jak nie było, tak nie ma. Generalnie nikt chyba Zielonymi nie dowodzi, bo Ormund biega po mieście w poszukiwaniu Pijanicy, a Gwayne Daerona.

Szarżujące na miejskie mury Wilki Zimy odnalazły na łące parę drabin, teraz więc wspinają się po nich pod gradem lecących na nich kamieni i w strugach wrzącego oleju. Daemon tymczasem posyła do walki konnicę Tullych. Chyba też do szturmowania murów. Roddy już na nich jest. Jakiś dzieciak uderza go kijkiem w nogę. Ruina odpowiada ciosem topora w głowę. Na dole siły Dorzecza prowadzą taran. Każdy z rodów wysłał do obsługi urządzenia po jednym przedstawicielu. A mówią, że lordowie Tridentu są skłóceni.

Roderick „Ciesz się, że to nie pogrzebacz” Dustin

Tymczasem Daemon dopiero teraz dowiaduje się, że jego plan ma istotną wadę, gdyż uwzględniał Ulfa, tego zaś nigdzie nie ma. Ogólnie rzecz biorąc, planowanie w serialu mocno zawodzi, szczególnie w tym odcinku. Książę dziwi się, że nie mogą go znaleźć – Srebrnoskrzydła jest wszak dość spora i naprawdę trudno ją przeoczyć. Niech to powie Aemondowi, który zapodział znacznie większą Vhagar. Okazuje się, że smoczyca jest jednak na swoim miejscu, brakuje tylko jeźdźca.

Tymczasem pojawia się Hugh na Vermithorze. W Rodzie Smoka nikt w końcu nie słucha niczyich rozkazów, więc mnie to już nawet nie dziwi. Daemona chyba też nieszczególnie, bo wzywa Caraxes i przystępuje do szturmu na bramę. Obrońcy wysyłają przed nią dzieci. Książę Łotrzyk próbuje je odpędzić. Część ucieka, dwoje jednak zostaje. Daemon jest już zmęczony tym ciągłym niewykonywaniem poleceń, pali je więc z wrotami.

Hugh zostawia swojego smoka i leci z młotem szturmować miasto. Przez płonące wrota, tym razem na koniu, nie smoku, wjeżdża też do niego Daemon. Czarni zresztą wlewają się przez wszystkie bramy. Ruina widząc, że zrobił swoje, postanawia odnaleźć Ormunda.

Ormund „I cały misterny plan poszedł się…” Hightower

Ulf śpi snem sprawiedliwego na klopie, gdzie znajduje go lord Hightower. Wściekły Ormund wymierza mu kilka solidnych kopniaków i każe odnaleźć smoka, by mógł dołączyć do walki. Nie wiem, jak ma to teraz zrobić, skoro przez wszystkie bramy nacierają napastnicy, ale pewnie się czepiam.

Daemon kątem oka widzi Hugh szukającego żony. Ma teraz jednak ważniejsze rzeczy na głowie w postaci atakującego go Jona Roxtona.

Ulf jakoś wydostał się z miasta, wziął ze sobą nawet dwóch żołnierzy Hightowerów. Dosiada Srebrnoskrzydłej i rusza w bój. Tymczasem Gwayne odnajduje w końcu Daerona, który szykuje się do walki na Tessarionie. Hightower błaga go, by nie leciał do samobójczego ataku.

Czarni wiwatują na widok Srebrnoskrzydłej. To się zdziwią. Swoją drogą jak na szturmowanie miasta, strasznie dużo żołnierzy stoi w równych szeregach daleko od murów. Przynajmniej Srebrnoskrzydłej będzie łatwiej ich spalić. Corlys, widząc, co się dzieje, ucieka z obozu.

Gwayne i Daeron, spoglądając na Srebrnoskrzydłą palącą armię Czarnych, dochodzą do wniosku, że Ormund być może rzeczywiście przechytrzył wszystkich, a oni jeszcze uniosą głowy.

Daeron „Naprawdę staram się być dzielny” Hightower

Ruina w końcu dostrzegł Hightowera. Walka między nimi jest brutalna. Roddy traci przedramię. W książce jest podobnie, choć nie z rąk Ormunda. Dustin powtarza manewr serialowego Jona Snowa, tylko że zamiast plunąć w oczy przeciwnika krwią, wytryskuje ją z kikuta ramienia prosto w twarz Hightowera. Ten, jak wiemy, jest wrażliwym człowiekiem, więc robi mu się niedobrze. Roddy nie poprawia jego samopoczucia, wrażając mu sztylet w… ech, szkoda gadać. Jakby tego wszystkiego było mało, nadlatuje Ulf, który postanawia w końcu wyrównać rachunki z upokarzającymi go możnowładcami. Dustin ginie ze śmiechem na ustach, Ormund lamentem. Gwayne i Daeron, widząc, że Srebrnoskrzydła zaczyna palić miasto, próbują uciec.

Roxton spuszcza wciry Daemonowi, na szczęście jednak dla księcia rozdziela ich walący się budynek. Książę Łotrzyk nie rozumie za bardzo, co się dzieje. Miasto nie miało spłonąć. Żona będzie zła, a i tak jest już w paskudnym nastroju. Jako że teraz już i tak nic z tym nie zrobi, wraca do wyrzynania Hightowerów. Przerywa mu Corlys, który z niewiadomych dla mnie przyczyn postanowił, że wejście do piekła, w które zmieniło się Tumbleton, jest dobrym pomysłem. Informuje Daemona, że miasto stracone, a Ulf zdradził. W sumie to wszystkich, jakby się zastanowić.

Caraxes ściga Srebrnoskrzydłą, tę zaś Vermithor.

Helaena kończy wyszywanie czołówki kolejnego sezonu i kieruje się do okna.

Pośród trupów i zgliszczy ledwo żywy Gwayne próbuje odnaleźć Daerona. Roxton tymczasem znajduje upieczonego Ormunda. Hugh zaś martwą żonę. Wszędzie widzimy rannych i poparzonych.

Zaalarmowana Rhaenyra wchodzi do komnat Helaeny. Staje w otwartym oknie, chyba tym samym, z którego skoczył serialowy Tommen. Alicent, którą nagle widzimy, chyba czuje, że stało się coś bardzo złego. Rój motyli unosi się do nieba. Boję się efektu, jaki wywołają w kolejnym sezonie.

Helaena leży nadziana na kolce przy Twierdzy Maegora. Rhaenyra spogląda na wyszywany przez nią gobelin. Na nim widzi kobietę lecącą w dół z jasnymi, rozwianymi włosami. Spogląda następnie na jego kolejną część, przedstawiającą odzianą na czarno władczynię zasiadającą na Żelaznym Tronie. Spod korony spływa jej krew.

Komentarz

Sceny z Alicent oraz gobelinem niezwykle mi się podobały. Miały w sobie mrok, ciężar, ale też ładną symbolikę. Podobnie dobrze odbieram poprzedzającą ją scenę pobojowiska, w jakie zmieniono Tumbleton. Podobało mi się też spotkanie Aegona z Aemondem. Jest ono co prawda kompletnie bezsensowne, ale jak zwykle aktor wcielający się w króla stanął na wysokości zadania. Sam jednak wątek Aemonda jest w tym sezonie kompletnie zmarnowany. Jeśli zaś chodzi o historię Alys – cóż, bardziej do gustu przypadła mi teoria Daela na jej temat, znacznie lepiej osadzona w legendarium świata Martina.

Wątek przemiany Rhaenyry oceniam na plus, aczkolwiek zamordowanie przez nią Wielkiego Septona, jak i jej obłąkane z punktu widzenia ludności miasta wystąpienie o nadchodzącej katastrofie, której tylko ona może zapobiec, są totalną aberracją. Takie zachowanie można by tłumaczyć moim zdaniem tylko faktycznym załamaniem nerwowym królowej, w wyniku którego straciła kontakt z rzeczywistością. Rozumiem, że scenarzyści tego jednak dla Rhaenyry nie przewidzieli, gdyż w innych momentach zachowuje się może niezbyt mądrze, ale z pewnością nie jak osoba niespełna rozumu. Zakładam, że twórcy serialu chcieli przygotować podłoże do przyszłych zamieszek w stolicy, ale czy nie lepiej było skorzystać z pierwowzoru Martina? Tam wywołała je – rzecz jasna między innymi – śmierć Helaeny. Serial zresztą oddał z grubsza okoliczności jej tragicznego odejścia. To, w połączeniu z uczynieniem Białego Robaka wrogiem królowej, który pewnie wykorzysta swe wpływy w mieście do szerzenia o niej jak najgorszych plotek, w mojej ocenie stworzyłoby wystarczająco mocne podstawy do wywołania rebelii w Królewskiej Przystani. Scenarzyści woleli jednak pójść w łopatologię i z Czarnej Królowej zrobili osobę kompletnie nierozumiejącą konsekwencji swych czynów.

Sama bitwa, jak to już się zdążyliśmy przyzwyczaić w przypadku większości starć ukazywanych w filmach i serialach, jest głupia i nielogiczna, choć widowiskowa. W książce zresztą bitwy mieliśmy dwie i w żadnej z nich nie brali udziału Daemon czy Corlys. Pierwsza, choć zwyciężyli ją Zieloni, tak naprawdę z powodu utraty dowódców sparaliżowała wojska Hightowerów, które nie były już w stanie zagrozić stolicy. Zdrada smoczych jeźdźców wywarła jednak destrukcyjny wpływ na Rhaenyrę i przyczyniła się zdecydowanie do jej upadku. Co przyniesie bitwa serialowa? Obawiam się, że tego nie wiedzą nawet scenarzyści i będą się nad tym zastanawiać dopiero pisząc ostatni, czwarty sezon.

Postscriptum

I tym sposobem dotarliśmy do końca trzeciego sezonu. Zamierzam go jeszcze podsumować jako całość, ale może nie na gorąco, lecz dając sobie na to krótką przerwę. To nie oznacza jednak przerwy od Pieśni Lodu i Ognia. Już w poniedziałek ukaże się kolejny Czytaj. Teraz zaś pragnę wszystkim Wam gorąco podziękować za wspólne oglądanie serialu i za każdy komentarz pod tekstami. Specjalne podziękowania należą się Crowleyowi – on jeden tylko wie, ile nacierpiał się przy ich poprawianiu, łącznie z warstwą graficzną 🙂 Z tym zaś tekstem przemęczyła się Alexandretta, której również pragnę serdecznie podziękować.

(A mnie zaś, jak zwykle, nikt nie dziękuje, ale zdążyłem się już przyzwyczaić… – przyp. kłantalupy).

To mi się podoba 33
To mi się nie podoba 0

Dżądżen

Fan twórczości Martina i dobrego wina. Lubię historię i suchary. Wolny czas spędzam w ogrodzie przeklinając Matkę Naturę za jej hojność.

Polecamy także

Komentarzy: 98

    1. A ja dziękuję wszystkim zaangażowanym. Dzięki Wam lepiej oglądało się kolejne odcinki, wiedząc, że będzie można poczytać opinie innych i samemu dołączyć się do dyskusji swoim komentarzem.

      No i nie mogę doczekać się powrotu Czytaji. Make Mondays Great Again!!!

      To mi się podoba 11
      To mi się nie podoba 0
    2. spoko spoko 😛 dla mnie korektorowanie tekstów z PLiO to czysta przyjemność i ja również dziękuję, że zapewniasz nam ich regularną dawkę ❤

      To mi się podoba 6
      To mi się nie podoba 0
  1. Wiem, że wielu krytykuje ten serial, który faktycznie nie wytrzymuje zwłaszcza porównania do książek, ale mnie się ten ostatni odcinek całkiem podobał. To nie jest i nigdy nie był poziom wczesnej GOT, ale w relacji do poprzednich odcinków HOTD się wybija na plus. Nie jestem ślepy na dramatyczne luki w logice niektórych wątków, ale są też takie, które mi się podobały (wątki, nie luki).

    Co do odcinka:

    Plusy:

    – sekwencje batalistyczne bardzo spoko, atak smoków, czy to Caraxes, czy Silverwing (choć tu trochę kopia Daenerys z Kings Landing) zrobione na wysokim poziomie
    – Rody Ruina i bitwa z Ormundem – fajnie że znaleźli nowy sposób na zakończenie takiego pojedynku 😉
    – mini twist ze spaleniem Zielonych przez Ulfa
    – odklejona przemowa Rhaenyry do ludu, zwłaszcza po valyriańsku
    – spotkanie Aegona z Aemondem w Harrenhal; wreszcie dzieje się tam coś ważnego, co może mieć wpływ na resztę opowieści, a poza tym Tom Glynn-Carney fantastycznie gra Aegona i jego wątek jest jednym z ciekawszych

    Minusy:

    – fakt, że ewidentnie Mysaria będzie grać rolę książkowego Pasterza w 4 sezonie; chociaż podbudowa pod to wydaje się całkiem w porządku, to samej Mysarii nie cierpię (jak i aktorki, która w ogóle nie potrafi grać)
    – Rhaenyra mówiąca wszem i wobec o kluczowej przepowiedni i zagrożeniu z północy: dla ludu to brzmi jak bełkot wariatki, dla nas rodzi pytania, dlaczego w takim razie w GOT nikt nie pamięta o tej przepowiedni

    To mi się podoba 10
    To mi się nie podoba 4
  2. Myślicie, że dostaniemy w 4 sezonie wątek Alys Rivers, z przejęciem przez nią zamku Harrenhal i potencjalnym synem Aemonda?

    To mi się podoba 2
    To mi się nie podoba 0
    1. Ja wątpie byśmy mieli dostać cokolwiek więcej niż kilka ostatnich punktów Tańca. Czyli Oko Boga, zamieszki, Smocza Skała i pewnie w ostatnim odcinku koniec wojny. Pokłosie zamkną pewnie w 3 minutach. Jak w GOT.

      To mi się podoba 7
      To mi się nie podoba 0
      1. Ja się zastanawiam czy przy obecnym odejściu od książek te punkty wgl będą miały miejsce w serialu.

        To mi się podoba 3
        To mi się nie podoba 0
  3. A twórcy wciąż trzymają się z uporem maniaków jakiejś przepowiedni o księciu obiecanym, z której ostatecznie w GoT nic nie wynikło, chyba że uznamy, że była nim Arya Stark, bo na pewno nie Jon czy Dany. Jest dla mnie niezrozumiałe, w jakim celu scenarzyści na siłę szukają połączeń ze wspomnianym serialem, którego finał przecież nie jest raczej ciepło wspominany przez widzów.

    To mi się podoba 19
    To mi się nie podoba 0
    1. „w jakim celu scenarzyści na siłę szukają połączeń ze wspomnianym serialem, którego finał przecież nie jest raczej ciepło wspominany przez widzów.”

      Po prostu leją na wydarzenia z 8 sezonu bo nikt tego nie lubi. Sam Condall mówił, ze przemowa Rhaenyry jest zabawna, bo przepowiednia nie dotyczy jej, tylko Jona lub Dany w zależności od tego jak interpretujesz książki

      To mi się podoba 4
      To mi się nie podoba 0
  4. Odcinek sam w sobie zły nie był. Bitwa głupia jak każda od czasów Hardhome.

    Mnie rozwalił początek i ciag dalszy Mody na Sukces. Wpada jedna postać do drugiej, później ta do następnej, a potem kolejna wściekła baba zatrzymuje inną wściekłą 😀 Opera mydlana, dramy, kłotnie i ciarki żenady. Baela najgorsza postacią tego sezonu.

    Cały sezon naznaczony brakiem choćby wspomnieniem Aegona i Viserysa. Brak też Alfreda.
    O zmianach, wycinaniu to już nie ma sensu pisać.
    Po prostu kompletnie nie zrozumieli historii i ją wypaczyli.

    To mi się podoba 10
    To mi się nie podoba 0
    1. Czemu Baela ? Akurat ona jest spoko chociaż wkurzyła mnie, że nie dała w mordę siostrze i za tą kłótnie, z Rhaenyrą ale tak ogólnie najgorsza jest Alicent i jej synowie.

      To mi się podoba 2
      To mi się nie podoba 0
      1. Też nie wiem czemu kolega uwziął się akurat na Baelę. 🙂 Jest w tym serialu pełno postaci znacznie bardziej wkurzających. Ale to sprawa subiektywna, więc spoko.

        To mi się podoba 3
        To mi się nie podoba 0
  5. Ja rozumiem, że scenarzyści są beznadziejni, ale mam pytanie – PO KIEGO GRZYBA HUGH DOSTAŁ SIĘ DO TUMBLETON I ROZMAWIAŁ Z ŻONĄ, JEŚLI JEJ NIE WYPROWADZIŁ Z MIASTA?!

    Już abstrahując od zmiany stron, że Zieloni się bronią, a Czarni atakują, ale nawet takie rzeczy scenarzyści muszą partaczyć? JAKIE TO JEST DURNE!

    To mi się podoba 10
    To mi się nie podoba 0
  6. zaraz, czyli żadne z dzieci Aegona II i Haeleny nie żyje? to z kim się ożeni Aegon III?

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 0
  7. Mam takie przemyślenie, że w Westeros dalej żyją dziesiątki potomków Targaryenów – ostatnio sobie patrzyłem na drzewo rodowe Velaryonów i znalazłem tam Jona Watersa, syna jednej z księżniczek Targaryenów, Elaeny z którą romans miał Alyn Velaryon. Ów Jon Waters miał syna z prawego łoża, który założył ród Longwatersów.

    Poznajemy jednego z przedstawicieli tego rodu – Rennifera Longwatersa, szefa lochów w Czerwonej Twierdzy.
    Podobnie potomkiem Elaeny jest Ben Plumm, którego lubią smoki Targów.

    I naszło mnie – ilu właściwie żyje w czasie Sagi potwierdzonych potomków Targaryenów? I wyszło mi, że gdy zignorujemy prawość łoża i brak dziedziczenia nazwiska, to jest ich całkiem sporo.
    Mamy obecnie dwóch Velaryonów, Aurane Watersa i sześcioletnie lorda Velaryona. Wszyscy Velaryonowie pochodzą od Alyna Velaryona i jego żony Baeli.
    Mamy dwóch Targaryenów (Aegon VI nawet jako Blackfyre ma pełne prawo używać tego nazwiska, nikt nie odwołał legitymacji Aegona IV).
    Mamy ród Plummów, główna gałąź zawiera lorda Phillipa i jego trzech synów, boczna Brązowego Bena Plumma.
    Mamy Stannisa Baratheona, Shireen Baratheon i kilkanaście bękartów Roberta Baratheona, Gendry’ego, Edrica, Myę, Bellę, jakieś bliźnięta i dalszą 9. Do tego wszelkie spowinowacone z Baratheona rody, jak Estermontowie, prawdopodobnie też mają domieszki smoczej krwi.

    Wymieniłem tylko tych, których pamiętałem, a pewnie jest ich więcej. Sam Aegon IV zapewnił przetrwanie genom Targaryenów na lata.

    Pewnie nie będzie to miało żadnego znaczenia dla sagi, ale jeśli faktycznie możliwość opanowania smoków przenosi się „z krwią” Targaryenów, może to mieć ciekawe konsekwencje i być może twierdzenie Melisandre, że Stannis zyska smoka absurdalne nie jest.

    Wyobraźcie sobie zakończenie Sagi, gdzie smoka zdobywa Rennifer Longwaters xD

    To mi się podoba 10
    To mi się nie podoba 0
    1. Zapomniałeś o Doranie Martellu jego dzieciach i dzieciach Oberyna. To też potomkowie Targaryenów przecież.

      To mi się podoba 3
      To mi się nie podoba 0
      1. No i właśnie, przykład Quentyna pokazuje, że ta krew nie może być chyba za bardzo rozrzedzona. Do tego wydaje się, że ważne są jakieś przymioty charakteru, może poszczególne bestie mają swoje właśne „upodobania” wobec jeźdzca?

        To mi się podoba 3
        To mi się nie podoba 0
      2. Tak. Tu pełna lista jaką udało mi się zrobić (współpracowałem w tym temacie z Trybem AI wyszukiwarki, ale większość roboty i tak musiałem ja odwalić, on mi ich tylko ładnie uszeregował).

        POTWIERDZENI I ZALEGITYMIZOWANI TARGARYENOWIE:
        Daenerys Targaryen, Brynden Rivers, Młody Gryf/Aegon VI Targaryen

        DOMNIEMANI TARGARYENOWIE / BLACKFYRE’OWIE (czyli jeśli Szalone Teorie miały rację): Melisandre z Asshai Varys

        POTENCJALNIE ŻYJĄCY TARGARYENOWIE: Maegor Targaryen (syn Aeriona, może żyć

        POSTACIE SPOZA RODU MAJĄCE SMOCZĄ KREW:
        Stannis Baratheon, Shireen Baratheon, Mya Stone, Bella, Mężny Gendry, Edric Storm, nienazwane bliźnięta z Casterly Rock, 9 nieznanych z imienia bękartów (dzieci Roberta Baratheona), Monterys Velaryon, Aurane Waters, Doran Martell, Arianne Martell, Trystane MartellObara Sand, Nymeria Sand, Tyene Sand, Sarella Sand, Elia Sand, Obella Sand, Dorea Sand, Loreza Sand (córki Oberyna Martella), Philip Plumm, Dennis Plumm, Peter Plumm, Harwyn Plumm, Brązowy Ben Plumm, Selwyn Tarth, Brienne z Tarthu, Rennifer Longwaters, Robert Arryn, Lord Penrose.

        Do tego mamy sporo ślepych uliczek, np. u Arrynów, czy przy rodzie Bartheonów lub Plummów, albo w Essos, gdzie prawie na pewno jacyś potomkowie żyją, ale w 100% nie wiemy.

        To mi się podoba 4
        To mi się nie podoba 0
        1. Możesz śmiało dodać do listy potomków trzech synów Saery Targaryen żyjących w Essos. Co prawda ostatni raz widziano ich podczas Wielkiej Rady, ale żyją niemal na pewno.

          To mi się podoba 1
          To mi się nie podoba 0
            1. Właśnie nie mogę. Teoretycznie każdy z nich mógł umrzeć bezdzietnie. Na swojej liście nie mam każdej uliczki z nieznanym zakończeniem, bo teoretycznie pół Westeros może mieć w sobie smoczą krew. Przy samych Baratheonach mamy (a nie znamy ich całego drzewa genealogicznego) całkiem sporo córek, których losów nie znamy. Podobnie ma się sprawa z rodem Velaryonów po Alynie, Longwatersów, Martellów, Plummów, czy Penrose’ów.

              Owszem, osobiście uważam, że krew Saerry dalej gdzieś po Essos krąży (tak jak krąży krew Elaeny w postaci przynajmniej Bena Plumma), ba, sądzę, że krew Aeriona dalej może gdzieś płynąć indziej niż u Melki… Do tego mniej znane bękarty Aegona IV mają i nazwisko i krew i niemożliwe jest, by żaden ich potomek nie dożył roku 300tnego.

              Tylko, że dodawanie tego do listy nie potrzebnie ją zagmatwa. Celowo ograniczyłem się niemalże tylko do ludzi znanych z imienia lub istnienia (jak Lord Penrose i 11. pozostałych bękartów Roberta), znanych na 100%.
              Z listy wyciąłem też Jona Snowa, z dwóch powodów:
              1. Nie żyje.
              2. To na razie tylko szalona teoria, że jest Targiem.

              To mi się podoba 3
              To mi się nie podoba 0
              1. Twoja lista, twoje prawo. Jednak Saera nie miała swoich synów z jakimiś prostakami. Jeden był synem triarchy Volantis, pozostali też jakichś najwyższych notabli. Na pewno doczekali się potomków. Nie zdziw się, jeżeli jeden z nich nie zostanie wkrótce królem na Żelaznym Tronie. 😉

                To mi się podoba 0
                To mi się nie podoba 0
                1. Nie zdziwię się haha
                  Ale no prawda też taka, że mogli paść ofiarą wewnętrznych miejskich gierek, albo mkże mieli synów i córki, ale prawnuków nie…
                  Właśnie ta niepewnosć powoduje, że ich nie dodałem, choć osobiście uważam, że żyją jacyś potomkowie Saerry i może ich poznamy.

                  To mi się podoba 1
                  To mi się nie podoba 0
                2. Tak myślę. To w stylu Martina. Byłoby to niezłym zaskoczeniem dla wielu fanów, którzy już ułożyli rodowód naszemu znajomemu. 🙂

                  To mi się podoba 1
                  To mi się nie podoba 0
          1. Faktycznie, linia Delli Targaryen wróciła do Targaryenów. Mój błąd, kajam się i Słowiczka wycinam.

            To mi się podoba 2
            To mi się nie podoba 0
    2. Legitymizacja nie oznacza automatycznie przyjęcia nazwiska ojca. Blackfyerowie założyli nowy ród i przyjęli własny herb. A jeśli fAegon jest potomkiem Blackfyerów, to nie może jednocześnie być zamiennie Targaryenem (a przynajmniej prawnie).

      To mi się podoba 1
      To mi się nie podoba 0
      1. Mylisz się. Powrót z bocznej linii (tzw. cadet branch) do głównego nazwiska rodowego jest w Westeros jak najbardziej możliwy. Oczywiście pod pewnymi warunkami, np. za pomocą królewskiego dekretu, lub gdy głównej linii rodowej grozi wymarcie. To powszechna praktyka w Westeros. Co do wymarcia na dwoje babka wróżyła, ale gdyby fAegon został królem, mógłby ogłosić dekret o powrocie do nazwiska i połączyć obie gałęzie rodu.

        To mi się podoba 3
        To mi się nie podoba 0
  8. Napiszę coś więcej przy okazji podsumowania sezonu. Teraz powiem tylko, że ten serial ma dla fana twórczości Martina taką samą wartość, jak dla fana Wiedźmina serial Netflixa. Gdyby HotD był człowiekiem to dałbym mu kopa w dupę i kazał iść być głupim gdzie indziej, jak mawiają w internetach. Dla porządku w papierach zapytam więc tylko o jedną rzecz:
    „Addam nie jest równie lojalny. Zarzuca bratu, że pojmanie ich ojca jest mu na rękę – teraz on staje na czele Velaryonów.”
    Czy oni właśnie uczynili Alyna starszym z braci?!

    To mi się podoba 9
    To mi się nie podoba 0
      1. No tu już jest większy problem niż z Alynem, bo to jest niezgodne z niczym: Gwayne wszak w książce nie żył od czasu upadku stolicy, Ormund natomiast miał syna. Aczkolwiek dużo większy bałagan, którego zwyczajnie już nie miałem siły wyśmiewać w tekście, bo było tyle innych głupotek, wprowadziła propozycja Corlysa by nie robić z Daerona króla (co ma mimo wszystko w serialu więcej sensu), a najwyższego lorda Manderu, do którego to tytułu nie ma żadnych praw ani on ani zresztą Ormund, lecz Tyrellowie.

        To mi się podoba 9
        To mi się nie podoba 0
        1. No jeżeli HotD miało być prequelem to scenarzyści zgładzili już ród Hightowerów oraz Blackwoodów

          To mi się podoba 7
          To mi się nie podoba 0
          1. Blackwoodowie żyją. Willem Blackwood przed ścięciem wspominał, że jest regentem swojego bratanka.

            To mi się podoba 3
            To mi się nie podoba 0
    1. Tzn chyba nie teraz, tylko od samego początku był prezentowany w serialu jako starszy, stąd chyba też zainteresowanie jakim obdarzał go Corlys przy początkowym kompletnym olewania Adama. Szczerze to akurat tu nie widzę jakiegoś większego problemu zważywszy, że ostatecznie i tak Alyn w książce zostaje dziedzicem.

      To mi się podoba 7
      To mi się nie podoba 0
      1. Z lordem manderu fakt, wgl nie zauważyłem tego podczas oglądania. Może Gwayne przejmie rolę Samanty Tarly, bo wprowadzać jej nie ma ani sensu ani czasu, a byłoby to całkiem zgodne z jego serialową wersją.

        To mi się podoba 0
        To mi się nie podoba 0
      2. Pozornie tak. Trzeba jednak zauważyć, że w książce śmierć Addama była dla Corlysa większym dramatem, bo przecież stracił kolejnego dziedzica. Choć pewnie dla tego g-serialu to i tak bez różnicy, bo tutaj Corlys ma wiecznie jakieś pretensje do Rhaenyry i Targaryenów w ogóle.

        To mi się podoba 2
        To mi się nie podoba 0
  9. Kupuję serialowe pochodzenie Alys, choć jest mega naciągane. Co więcej wydaje mi się że potwierdzili teorię o pochodzeniu od królowej wiedźmy z Krain Burzy, bo na wyszywance Heleny na dodatkowych zdjęciach jest czardrzewo które w koronie ma białą tarczę z białą sową – herb Mertynsów. To już nie sowa a konkretny herb. Brakowało mi tylko sposobu w jaki Mertynsówna znalazłaby się na dworze Harrena, ale przecież Harren wojował z Królem Burzy. Ciekawe gdyby okazało się to prawdą 🙂

    To mi się podoba 4
    To mi się nie podoba 0
    1. Dla mnie to jest mega idiotyczne. Nawet zakładając, że jej związek z Harrenem utrzymany był w tajemnicy, to kolejni właściciele Harrenhal – Qoherysowie, Harrowayowie, Towersowie i Strongowie nie zauważyli, że po dworze pałęta im się baba, która się nie starzeje? To nie Brynden Rivers żyjący w jaskini na końcu świata. W dodatku nazwisko „Rivers”, które Martin nadał jej w książce jednoznacznie sugeruje pochodzenie od jakiegoś szlacheckiego rodu z Dorzecza. Ja uznaję książkową wersję septona Eustace’a i maestera Munkuna, że to po prostu bękarcia córka lorda Lyonela, parająca się zielarstwem i być może magią. Poza tym jak niby Dzieci Lasu miałyby uczynić ją nieśmiertelną? W lore nie znajdziemy niczego co by wskazywało, że posiadały taką umiejętność. Nawet Brynden starzeje się i żyje tylko dzięki swojemu drzewu.

      To mi się podoba 8
      To mi się nie podoba 0
      1. Hmm popraw mnie jeśli gdzieś źle rozumuję. Nie będę ukrywać że magiczny i mitologiczny wymiar cyklu to moja ulubiona część więc mogłem popłynąć. Żelaźni ludzie mają wiele żon, więc Harren też mógł mieć, a wiemy że miał synów. A jeśli Alys faktycznie pochodzila z Mertynsów nie musiała ukrywać związku, mogła być oficjalnie branką lub metresą. Nic nie stoi na przeszkodzie by nadać sobie bękarcie nazwisko jako przykrywkę. Strongowie faktycznie zauważyli że się nie starzeje bo była mamką, ale zamek jest ogromny i na pewno żaden lord nie zna osobiście całej swojej służby. Przy innych rodach mogła trzymać się w cieniu. Mamy w serii przynajmniej jedną nienaturalnie starą osobę która się nie starzeje i jest to Melisandre. Niewykluczone że wygląd Alys to też jakiś urok. Wtedy mogłaby jakoś zmieniać wygląd żeby nikt sie nie połapał. To prawda że dzieci lasu nie mają takich zdolności, ale mamy wyspę twarzy z zielonymi ludźmi, a nie wiemy jakie czasy oni potrafią. Z resztą serial posunął się do pokazania fizycznie zielonego człowieka i nie jest to istota ludzka. (jak zielony ma się do kanonu książkowego to temat na osobne rozważanie xd ). Do tego dzieje się to w jednym z najsilnienszych magią starych bogów miejscu, gdzie non stop krążą smoki, które jak dowiedziała się Dany, magię wzmacniają. Wspomniałem że jest to mocno naciągane, to w końcu ród smoka. Tbh herb z sową zaskoczył mnie że to wszysyko może się zbierać do kupy, a przecież teoria o Alys została napisana już lata temu.

        To mi się podoba 5
        To mi się nie podoba 0
        1. Żelaźni Ludzie, tak jak wszyscy w Westeros, mają tylko jedną żonę. Alys oczywiście mogła być branką, lub po prostu kochanką, ale przecież Harren nie był jakimś anonimowym stajennym, tylko królem. I to potężnym. Gdyby miał naturalnego syna ze szlachcianką, nie dałoby się tego ukryć.
          Ale na to wszystko mógłbym przymknąć oko. Nie dałoby się jednak nie zauważyć przez tyle lat, że ktoś się nie starzeje. Nie na zamku. Nie zauważyłby tego sam lord, to zauważyłaby służba, jego zarządcy. A Alys nie była taka anonimowa. Przygotowywała różne napary i mikstury. Ponadto była przecież mamką. A więc musiała to być osoba, którą znano i obdarzano zaufaniem.
          Co do Melisandre to jej wiek jest serialowym wymysłem. W książce nic tego nie sugeruje.
          I owszem, Dzieci Lasu operują jakąś magią. Jest to potwierdzone wielokrotnie. Robiły rzeczy bardziej niesamowite. Nigdy jednak nie była to magia mogąca komuś przedłużyć życie.

          To mi się podoba 2
          To mi się nie podoba 2
          1. Syna ciężko byłoby ukryć, ale założyłem że wcale nie musiała tego robić, mógł być zarówno „publicznym” bękartem jak i być jednym z synów którzy wg. kronik spłonęli razem z ojcem. Zakładając że Alys pełniła podobną funkcję na zamku cały czas, byłoby to reczywiście widoczne i mocno podejrzane. No jest to naciągane.
            Melisandra jest wskrzeszona, dowody na to pochodzą już z książki, i jakiś podobny rytuał obstawiałbym u Alys, do tego sugeruje się że była mamką dzieci Lyonela więc w książkach przynajmniej te 60 lat musi mieć. W każdym razie, ogień i krew polega na tym że czytelnik niektóre rzeczy musi dopowiedzieć sam i z takimi informacjami nie ma jednej właściwszej wersji.

            To mi się podoba 1
            To mi się nie podoba 0
            1. Mógłbym poznać te książkowe dowody na wskrzeszenie Melisandre? 🙂
              Że była mamką dzieci Lyonela (i jego samego) podaje tylko Grzyb. Munkun i Eustace podają ogólnie, że była mamką bliżej nieokreślonych dzieci oraz uzdrowicielką. Martin pisze swoją kronikę z punktu widzenia trzech osób, więc należy założyć, że prawda jest ukryta zawsze w którejś z tych trzech wersji. Nie możemy przyjąć, że wszyscy się mylą i niczego nie musimy dopowiadać sami. Trzeba tylko wybrać właściwe drzwi, że użyję takiej qartheńskiej metafory. 🙂 Ponieważ tutaj aż dwaj z trzech kronikarzy podają, że była bękarcią córką lorda Lyonela, przyjmuję właśnie tę wersję. Jest też skrajnie nieprawdopodobne, że będąc pod wpływem jakiegoś czaru czy uroku, a w rzeczywistości będąc starą babą, byłaby w stanie począć i urodzić normalne dziecko Aemonda.

              To mi się podoba 1
              To mi się nie podoba 1
                1. Pytałem o dowody, nie o teorię. Znam ją. DaeL nieźle odleciał, próbując podciągać poetyckie określenia z książki pod założoną z góry tezę. Melisandre ma gorące ciało, a Beric, Lady Stoneheart i Zimnoręki lodowato zimne, ale dla niego oba te stany świadczą, że cała czwórka to ożywieńcy. 🙂

                  To mi się podoba 1
                  To mi się nie podoba 0
                2. Melisandre nie je ani nie śpi, jeśli to robi to tylko by ukryć przed ludźmi swoją odmienność. Sama o tym wspomina w swoim rozdziale. Dla mnie to dowód. Nie pamiętam też dat ale prawdopodobnie jest córką bloodravena, więc powinna być starsza niż wygląda. Do tego zawsze przy opisie jej wyglądu „rubin pulsuje w rytm serca” albo świeci się podczas silnych emocji co sugeruje urok.

                  Co do syna, z braku lepszego przykładu też musze wspomnieć o Melce która zdecydowanie coś urodziła. Siedmiu jedynych wie, co smocza krew w połączeniu z czarownicą może wydać na świat. 😉

                  To mi się podoba 4
                  To mi się nie podoba 0
                3. A tak naprawdę to wszystko domysły. Jedyny dowód jaki mam, poza teoria Daela to herb Mertynsów na gobelinie (a znajduje się tam zaraz obok Harrenhall i podobizny samej Alys). Ten ród w zasadzie nie występuje w książkach, więc skoro dwa źródła oddzielone latami na niego wskazują uznałem że musi to o czymś świadczyć. Może też okazać się tak że Alys wg kanonu jest spokrewniona z królową wiedźmą i mertynsami a do Harrenhall trafiła później, a historia z żoną Harrena to już wymysł serialu.

                  A z resztą jak w komentarzach pod tą teorią napisano, magiczna strona rodu smoka nie jest aż tak zła. Jest dość sensowne pokazanie panowania nad smokami, larys zielony jasnowidz i zielony człowiek. Moje ulubione to valyriański sfinks w czołówce, istota która w całej serialowej grze o tron nie pojawiła się nawet jako posąg 😉

                  To mi się podoba 2
                  To mi się nie podoba 0
                4. „herb Mertynsów na gobelinie”
                  Możliwe że w serialu tak to będą chcieli sprzedać. Temu nie przeczę. Ja tylko wskazuję słabe strony tego pomysłu wobec książkowego kanonu. Jak z tą nieszczęsną przepowiednią Aegona. 🙂 Jednym to się pewnie spodoba, innym nie. Dla takiego ortodoksyjnego fana jak ja to jest nie do przyjęcia.

                  To mi się podoba 2
                  To mi się nie podoba 0
              1. Śpi. Choć rzadko, bo boi się snów. Robi też drzemki. Masz to przecież w tej teorii, którą linkuje Ksaveriusz. I je. Tłumaczy to sobie wprawdzie koniecznością utrzymania pozorów, ale nie wiadomo ile w tym prawdy, a ile jej fanatyzmu. Co do bycia córką Bloodravena to też tylko teoria na którą nie ma żadnych dowodów. I nie urodziła syna, tylko wydala z siebie Cień, najprawdopodobniej przywołała w ten sposób demona (Alys urodziła normalne dziecko). Zresztą nigdzie nie twierdzę, że ona jest zwykłym człowiekiem. To kapłanka i czarownica, diabli wiedzą co jeszcze potrafi. Twierdzę tylko, że nie ma żadnych dowodów na to, że została ożywiona, czy że jest starsza niż na to wygląda. Wszyscy sugerują się tym głupim serialem, a przecież nawet tam na początku mieli na nią zupełnie inną koncepcję. W jednym z pierwszych sezonów podczas kąpieli ściąga ten rubin i wcale nie zamienia się w staruchę. 🙂

                To mi się podoba 1
                To mi się nie podoba 0
  10. Aż szkoda, że to koniec, bo dawno tak się nie uśmiałem przy każdym opisie odcinka. Kto wiec, czy powstanie kolejny sezon, bo oglądalnością ten pewnie nie powalał. A tak z ciekawości – jakie bitwy w filmach i serialach uważacie za dobrze zrealizowane? Można by jakiś ranking zrobić, bo to w sumie ciekawy temat (tak w nawiązaniu do Komentarza).

    To mi się podoba 6
    To mi się nie podoba 0
    1. Bitwa o helmowy Jar oraz Bitwa na polach pelennoru do dzisiaj nie mają podjazdu mimo upływu 21 lat nikt tego nie pokonał . Na drugim miejscu z dużych produkcji kinowych dałbym jeszcze bitwe o jerozolime z królestwa niebieskiego, może niekoniecznie była historycznie zgodna ale na pewno była logiczna z ówczesną sztuką szturmowania miast. W Got udała się tylko jedna bitwa i był to czarny nurt z drugiego sezonu. Ewentualnie dodałbym od siebie może bitwe pod loudoun hill z Outlawking i tyle .

      Na upartego z rodu smoka można wyróżnić tą bitwę morską z pierwszego odcinka tego sezonu ale tylko dlatego że mało jest ekranizacji średniowiecznych bitew morskich

      To mi się podoba 6
      To mi się nie podoba 0
    2. Nie wiem, jak oglądalność ale czytałem opinie na Filmwebie, gdzie ludzie byli zachwyceni. Więc wiesz, wszystko możliwe.

      To mi się podoba 2
      To mi się nie podoba 0
    3. „Kto wiec, czy powstanie kolejny sezon, bo oglądalnością ten pewnie nie powalał.”

      Serial ma średnio 33 miliony oglądalności co jest wynikiem doskonałym, duzo wyższym niż „rycerz 7” około 25 milionów i drugi obecnie hit HBO The Pitt 15 milionów. Wiec lore i logika się nie zgadza ale tabelki już tak 😀

      To mi się podoba 5
      To mi się nie podoba 0
  11. Dzięki Dżądżenie za fajne analizy wszystkich odcinków i rozjaśnienie mi paru kwestii, których nie wyłapałem podczas oglądania serialu – jak choćby te gobeliny Haeleny.

    Co do ostatniego odcinka to ja czuję pewne rozczarowanie, bo liczyłem, że więcej wątków się rozwiąże/wyjaśni, a dostaliśmy tylko zakończenie wątku Ormunda i Haeleny. Bitwa o Tumbleton efektowna i wizualnie niezła, zwłaszcza podczas szarży smoków, ale generalnie naciągana i mało sensowna.
    Spotkanie Aegona i Aemonda nawet ciekawe, zaskoczyła mnie skrucha tego drugiego, swoje robi też świetna jak zwykle gra aktora odgrywającego rolę Aegona.
    Poza tym jednak sporo głupot – postacie wchodzące i wychodzące bez problemu z miasta jak Ulf, Hugh znajdujący martwą żonę, która nie ma żadnych śladów ran czy oparzeń (i tak jak ktoś wyżej wspomniał, czemu wcześniej jej nie wyciągnął z miasta?), ale i tak „najlepsza” jest Rhaenyra i jej przemowa po valyriańsku do pospólstwa, zwieńczona jeszcze ujawnieniem przepowiedni o księciu, którego obiecano 😀 Tak jak ktoś wyżej celnie zauważył, rozgłaszanie tego publicznie powinno spowodować, że w Got wszyscy by ją znali, a ostatecznie i tak cała ta przepowiednia była guzik warta w finale historii, jaką zobaczyliśmy w Got. Twórcy Rodu Smoka na siłę chcą powiązać historię z bardzo nieudanymi sezonami Got i wybrali do tego przepowiednię, której w ogóle w tym serialu nie powinno być.

    No nic, ostatni sezon pewnie za kolejne dwa lata. Pewnie do tego czasu nadrobię książki więc przynajmniej będę już miał pełny ogląd sytuacji, które watki skopano w serialu po całości, a które tylko trochę 😉

    To mi się podoba 4
    To mi się nie podoba 0
    1. „Spotkanie Aegona i Aemonda nawet ciekawe”
      W książce Aemond był przez cały czas lojalny wobec Aegona. Tutaj zafundowano mu durną anty-Aegonową przebieżkę przez dwa sezony, żeby w końcu zatrzymał się w tym samym miejscu. :/ Po prostu piękny pomysł…

      To mi się podoba 5
      To mi się nie podoba 1
      1. O kurka, czyli ich konflikt to wymysł czysto serialowy? Wow, jestem zaskoczony, bo byłem przekonany, że to akurat przeniesiono z książki i Aegon faktycznie chciał zagarnąć tron dla siebie. I stąd nawet spodobała mi się ta serialowa „przemiana” Aemonda i skrucha wobec brata, którego doprowadził do takiego stanu. A tu się okazuje, że wszystko to fanfik serialu…
        Co w takim razie stało się w książce z Aegonem pod Gawronim Gniazdem? On tam w ogóle był? A jeśli tak to kto go pokonał i doprowadził do takiego stanu? Czy może te poparzenia to też wymysł serialowy?

        To mi się podoba 1
        To mi się nie podoba 0
        1. Na temat relacji obu braci powiem ci tylko tyle, że Aegon po śmierci Aemonda chciał mu wybudować pomnik większy od Tytana z Braavos.
          Nie, rany i poparzenia to nie wymysł serialowy, tyle że w książce Aegon odniósł je w dwóch bitwach. Pod Gawronim Gniazdem został poparzony i połamał żebra i biodro, a na Smoczej Skale połamał nogi. Jednak pod Gawronim Gniazdem obaj bracia współpracowali i wykonywali wspólny plan wciągnięcia Meleys w pułapkę (nie był też pijany!) i pokonania jej swoimi smokami. Jednak mimo przewagi liczebnej Meleys nie sprzedała tanio skóry, wszystkie smoki zwarły się w śmiertelnej walce, a potem razem runęły na ziemię. Aemond i Vhagar nie odnieśli większych obrażeń, a reszta jak w serialu. Przynajmniej z grubsza. Sunfyre nie udawał trupa. 😉

          To mi się podoba 7
          To mi się nie podoba 0
          1. Ok, dzięki za wyjaśnienie. To faktycznie sporo zmienia, zwłaszcza w kontekście relacji obu braci.
            No nic, trzeba będzie koniecznie nadrobić książkę 🙂

            To mi się podoba 2
            To mi się nie podoba 0
            1. Nie muszę chyba mówić, że Aegon nigdy nie prześladował Aemonda? 😉 Zawsze byli w świetnej komitywie i dobrze się rozumieli. Gdy Aemond zamordował Lucerysa, gdy obaj byli posłami u Baratheonów, po powrocie do KP wszyscy byli na niego wściekli. Natomiast Aegon wyprawił ucztę na jego cześć. 🙂

              Nadrób koniecznie. W serialu kompletnie wypaczyli niemal wszystkie postaci. Na czele z Rhaenyrą i Alicent.

              To mi się podoba 9
              To mi się nie podoba 0
              1. Nadrobię, dzięki za info 🙂 Ciekawi mnie ten wątek braci w książkach, bo faktycznie wychodzi na to, że kompletnie go pozmieniali.
                Alicent i Rhaenyra w serialu są tak tragiczne, że byłem pewien, że to wymysł serialu i Martin by takich durnot nie powymyślał 😛

                To mi się podoba 3
                To mi się nie podoba 0
                1. W tym wypadku dobrze się domyślałeś. W książce to zupełnie inne postaci. Nawet fizycznie, bo Alicent jest grubo starsza od Rhaenyry. 🙂

                  To mi się podoba 4
                  To mi się nie podoba 0
        2. Odpowiedź masz poniżej, ja dodam od siebie że Aemond w tym przypadku przykał określenie obrońcy królestwa, jednak nie ma wzmianki żeby się namascił królem.zamiast tego wsiadł na smoka i pustoszył Dorzecze a nie przesiedział prawie całą wojnę uzalając się nad sobą. Gdzie logika? Niepokorny dzieciak co oko stracił, dosiadł największego smoka z zyjących i nagle zmiana, szkoda że nie pokazali jak medytuje, bo te machania mieczem to już prawie joga. Zmarnowali jednego z głównyxh bochaterów tańca.

          To mi się podoba 4
          To mi się nie podoba 0
    2. Nie wyciągnął jej z miasta, bo nie chciała iść, a szarpanie jej w obecności licznych wojskowych w kierunku bram miasta mogłoby co najmniej zwrócić uwagę. Pewnie liczył, że w przypadku oblężenia zmieni zdanie i ucieknie z nim.

      To mi się podoba 2
      To mi się nie podoba 0
      1. To tym bardziej nie ma sensu – czemu nie chciała odejść? Co ją niby trzymało? Poza tym to jest Westeros, kto by tam słuchał żony. Dać jej po pysku i byłby spokój.

        To mi się podoba 3
        To mi się nie podoba 0
  12. Mnie zastanawia jak dadzą rady upchać wszystkie wątki do ostatniego sezonu.
    Zakładając 8 odcinków, to powinno być tak:
    1. Zamieszki
    2. Zdobycie Smoczej Skały
    3. Oko Boga
    4. Tumbleton II
    5. Atak na Jamę i ucieczka
    6. Sunfyre je obiad
    7. Bitwa i śmierć króla
    8. Godzina wilka i pokłosie

    A jak będzie w rzeczywistości? Poplątanie, pomieszanie, wycinanie.
    Będzie mocniejszy start, moda na sukces, dramy i kłótnie przez 5 odcinków i szybkie domykanie na koniec xD Pokłosie będzie trwało 3 minuty jak w Grze o Tron lub skończy się napisami.

    To mi się podoba 6
    To mi się nie podoba 0
  13. nie wiem co napisać. final jak i caly sezon, jak i caly ten serial to jest nieporozumienie.
    az mi zal aktorow ze muszą w tym grać.
    nic nie ma sensu, decyzję bohaterów sa po prostu niepoważne.
    teleportacje, dialogi, nie no nie chce mi sie chyba nawet pisać. zle sie czuje po tym.
    ogladam dla smoków i uniwersum.

    na plus aegon i daemon. ratują każda scene w jakiej sa. chociaż z daemona tez powoli robią siermięge

    To mi się podoba 2
    To mi się nie podoba 0
  14. Mm bardzo mieszane uczucia po finale. Byly ciekawe momenty ale też dużo glupot, już nie że niezgodne z książką a ze zwykłą logiką. Serial wiadome jest dla wszystkich, nie tylko czyyelników książki, ma przyciągać widza więc zmian mozna się spodziewać, jednak czemu nie skorzystać z gotowca w książce? Serial upycha czasowo watki i spala kilka postaci w jedno żeby się zmieścić w czasie. Tylko dlaczego dostajemy bardzo wolne tępo odcinków które budują akcję by cały finał nagle zamknąć w 5 minut? Część bochaterów przez sezon chodzi po lesie by umrzeć lub nie wiadome co. To co zrobiono z Aemonda? Wielki zakapior a on odcinek albo śnił o seksie z matká, albo się leczył i zabawiał z prototypem Melisandre, a może to siostry? 😉. Wiele postsci jest nudnych. Po tych zmianach to mozemy bawić sie w zgadywanie co nam jeszcze zaserwują albo jak to wplynie na akcje. Motyle fajne, liść Aegona dla Aemonda też spoko.Sunfyre wrócił i Aegon wrócił, teraz kompania braci pójdzie na wojne, tylko poza smokami nie maja armii, bo Ormund co był tski przebiegły i miał wplyw na wydarzenia w KP nagle nie umiał upilnować, zadbac odpowiednio o swojego wątpliwego sojusznika i szuka go po toaletach. Lub bedąc tygodnie w miescie zapomniał o jednej z bram. Mamy lekcję ze sie nie zaczyna z nikim kto ma smoka jak sie nie ma swojego. Kolejny raz cos na zasadzie przypadku, albo ktoś zabija przypadkowo albo w szale robi coś glupiego. Teraz już Ulf nie zostanie lordem na zamku. Niedoszła królowa swoim zachowaniem ma udowodnic że postradała zmysły. Zabicie najwyzszego kaplana w swiatyni napewno pozwili jej wzbudzić sympatię u poddanych. Przemówienie na którym jej maly syn patrzy jak na wariatkę tylko utrwala przekonanie że odleciała. Oststecznoe to na plus bo tak powstała Maegor z cyckami. Jak myślicie od czego sie zacznie 4 sezon? Ja zakladam że starcie 3 smoków. Hugh bedzie mscił żonę na Ulfie i dolączy do nich Daeron bo Gweyne go szuka ale go nie pokazali. Później upakują wszystkie bitwy w wydarzenia nad Okiem Boga, godziny wilka to doczekamy pewnie na zasadzie że wejdą do miasta i the end.

    To mi się podoba 2
    To mi się nie podoba 0
    1. „Maegorem z cyckami” nazywała ją propaganda wroga. Książkowa Rhaenyra nie miał w sobie dosłownie nic z Maegora. Już bliżej niemu było Aegonowi II. W serialu oczywiście postanowili naprawdę zrobić ją krwawą wariatką. Pomyśleć, że jeszcze w 1 sezonie byli tacy, którzy twierdzili, że serial wybiela Rhaenyrę. On nikogo nie wybiela, on wypacza wszystkie postaci.

      To mi się podoba 2
      To mi się nie podoba 0
  15. Nie wiem po co ta bezsensowna podbudowa w filmie, że Rheynyra się martwi, bo Aegon jednak żyje i ma smoka. przeciez to oczywiste, że koniec końców Rheynyra zabije Aegona, bo jest główną bohaterką serialu. poza tym nie oszukujmy się Aegon i jego smok to kalecy. Ledwo się trzymają, więc nie bardzo widzę szansę, żeby mieli jakoś zagrozić Rheynyrze

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 1
  16. Niezwiązane z ASOIAF – skoro ostatnio był artykuł o Labiryncie to może autor będzie chętny na obejrzenie filmów z lat 90 o Księżniczce Fantaghiro? Nie pamiętam, kto robił ten artykuł, ale chciałam powiedzieć, że warto wrócić do tej opowieści.

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 0
  17. Mam dziwne wrażenie, że nie zobaczymy na ekranie ani bitwy nad Okiem Boga, ani wielu innych wydarzeń, które powinny mieć miejsce, a patrząc po tym, jak wiele niepotrzebnych scen oraz wątków zostało upchniętych w trzeci sezon, nie byłabym zaskoczona, jeśli czwarty zakończą na szybko na śmierci Rhaenyry bez wyjaśnienia wszystkiego, co wymaga wyjaśnienia. Ciągnięcie tego przedstawienia dalej zwyczajnie nie ma sensu skoro brakuje wielu kluczowych elementów, w tym Aegona Młodszego, który przecież powinien oglądać, jak mu matkę mordują.

    Co do samego odcinka to ciężko powiedzieć coś sensownego, bo zwyczajnie nie potrafię nie porównywać serialu z książką, ale jednocześnie nie chcę za dużo narzekać albo poczekam z tym na szersze podsumowanie. Chociaż ta przemowa Rhaenyry zakończona językiem, którego nikt nawet nie rozumie rozbawiła mnie okrutnie. Swoją drogą, bo jest to coś, co ciekawiło mnie od odcinka z pojawieniem się graffiti w Królewskiej Przystani i dlaczego jest ono takim problemem — czy ktokolwiek poza wysoko urodzonymi, maestrami oraz im podobnymi w ogóle potrafi w Westeros czytać?

    Pytam, bo wspomniane wyżej napisy na ścianach (czy tam murach) pojawiały się chyba głównie w dzielnicach biedoty i generalnie tam, gdzie ludzie wykształceni nieszczególnie się pojawiają, a skoro jakieś dziewięćdziesiąt dziewięć procent owej dzielnicy nawet nie umie poskładać tych literek w jedno słowo, to po co je tam umieszczać…

    To mi się podoba 5
    To mi się nie podoba 0
    1. Mamy scenę, że na napis trafia Ulf i ktoś – po stroju wydający się być powiedzmy przedstawicielem „klasy średniej” – odczytuje mu go. Akurat w Rodzie Smoka są przynajmniej w tym względzie mniejsze głupotki niż GoT, gdzie mieliśmy scenę jak wykształcony Tyrion wykłóca się z zabijaką Bronem, jak czyta się jakieś wyjątkowo trudne nazwisko arcymaestera będącego autorem książki o oblężeniach.

      To mi się podoba 2
      To mi się nie podoba 0
      1. Ta scena wbrew pozorom nie jest głupia.
        Obecnie żyjemy w czasach, wydaje się nam, zerojedynkowych. Albo umiesz czytać, albo nie. To popularne uproszczenie dotyczące też świata średniowiecza i wieków późniejszych, ale jest ono tylko uproszczeniem.

        Ale to tak nie działa, nawet dziś mamy zjawisko analfabetyzmu funkcjonalnego. Gdy można coś przeczytać, ale nie jest się w stanie tego zrozumieć. Według badań co szósty (!) polski magister jest takowym analfabetą funkcjonalnym, zaś ogólnie dotknąć to ma 40% Polaków, a w mniejszym stopniu (trudność w rozumieniu tego co się czyta) kolejne 30% Polaków. Wychodziłoby na to, że tylko 30% Polaków czyta i rozumie. Trudno mi w to uwierzyć… Ale jak pokazują liczne przykłady anegdotyczne, tacy ludzie są wśród nas, nawet jeśli w mniejszym procencie.

        Wracając do wątku Bronna i czytania kiedyś – być może taki zabijaka nie byłby w stanie odczytać dokumentu, ale bez problemu potrafiłby złożyć sobie literki na takim „graffiti” lub jakimś znaku drogowym. Być może byłby w stanie czytać, ale robiłby to powoli, niczym kilkulatek. Nabycie umiejętności czytania na poziomie absolutnie minimalnym, w świecie Westeros, nie powinno nas dziwić – poziom wykształcenia społeczeństwa (każdy lord ma maestera, każdy rycerz na włościach też stara się wyedukować podstawowo swe potomstwo), patrząc na ilość maesterów, czy używanie języka powszechnego (nie łaciny) w komunikacji, bardzo w tym pomaga.

        A co do sensu zostawienia takiego napisu – jeśli nawet w takim miejscu 1 na 100 mieszkańców umiałby (i chciałby) to przeczytać, to ta informacja szybko się rozniesie.

        Jeszcze co do umiejętności czytania, przytoczę jako analogię Folwark Zwierzęcy Orwella. Świnie, koza Muriel i osioł Benjamin czytają płynnie. Psy potrafią czytać, ale interesuje je tylko „siedem przykazań”. Bokser był w stanie nauczyć się tylko czterech liter alfabetu, a takie zwierzęta jak owce nie potrafiły nauczyć się czytania. To, że ktoś potrafi odcyfrować literki, nie czyni go płynnie czytającym, ani rozumiejącym to co czyta 🙂

        To mi się podoba 1
        To mi się nie podoba 0
        1. Akurat do „naszego średniowiecza” nie odwoływałam się w żadnym stopniu, bo świat Martina to wciąż fantasy, w którym temat edukacji chyba nigdy nie był szerzej poruszony (ale książki czytałam dawno i może nie pamiętam), co nie zmienia faktu, że nauka czytania oraz pisania w najuboższych warstwach nie była czymś codziennym — podejrzewam, że nawet część rycerzy była niepiśmienna. Oczywiście jeśli ktoś posiadał pieniądze to mógł płacić za edukację swoich dzieci w postaci maestrów czy septy, bo w wielkich rodach posiadanie takich osób było czymś normalnym, ale nie sądzę, by prostaczkowie mieli wiele okazji chociażby do poznania alfabetu. Nawet Davos nauczył się pisać oraz czytać dopiero w dorosłym życiu i pomógł mu maester stacjonujący u Stannisa, że posłużę się przykładem z książki.

          Chociaż pierwszym komentarzem nawiązywałam głównie do serialu, bo moim zdaniem słowa nabazgrane na murach miasta wciąż nie mają większego sensu z kilku powodów. Po pierwsze, dalej utrzymuję, że niewielka liczba mieszkańców Królewskiej Przystani potrafiła to przeczytać. Po drugie, HOTD wielokrotnie nazywał synów Rhaenyry bękartami, sam Vaemond (tak mu było na imię?) zrobił to w sali tronowej na oczach wielu osób i te oskarżenia powracały przez wszystkie sezony ze strony innych postaci, i coś z tego musiało wyjść poza mury. Po trzecie, ludzie mają oczy — jeśli ktokolwiek widział chłopców, a następnie ich rodziców to wykonałby proste równanie (szczególnie, że Rhaenys nie dostała ciemnych włosów, jak było w oryginale, a Laenor był czarnoskóry). Po czwarte (ale może się mylę), na tym etapie dla większości mieszkańców chyba nie ma gigantycznego znaczenia czy włada nimi kobieta, bękart czy gadająca owca; tak długo jak mogliby żyć „po staremu”, pracować i mieć co włożyć do garnka, ojcostwo synów Rhaenyry nie stanowiłoby obecnie powodu do zmartwień, tym bardziej że w serialu nie podniesiono podatków, a Czarna Królowa próbowała być „dobrą władczynią”.

          Nie wiem, może nie mam racji, ale chciałam się podzielić, jak to widzę i dlaczego nieszczególnie mnie ta scena przekonała. : )

          To mi się podoba 1
          To mi się nie podoba 0
          1. 1. Odwoływałem się ja, ponieważ Martin mocno bazuje na realiach średniowiecznych. A akurat w Westeros nauka jest bardziej rozpowszechniona i owszem, wiemy, że nie każdy ród mógł sobie pozwolić na posiadanie maestera, ale pewnie każdy ród miał septona/septę przynajmniej na swojej ziemi oraz istniała rozpowszechniona tradycja wysyłania dzieci na dwory innych feudałów, co w praktyce powodowało, że zapewne większość rycerzy, jak nie prawie wszyscy, wywodzący się z rodów na włościach, potrafili czytać przynajmniej w stopniu podstawowym.
            2. Może i niewielka, ale ponownie, jeden na sto wystarczy. Plotka może była już rozniesiona, ale taki napis nie dość, że działa psychologicznie na wroga, to jeszcze ją wzmacnia. Myślisz, że po co AK bazgrało po murach warszawskich kamienic napisy antyniemieckie, skoro społeczeństwo powszechnie wiedziało, że Niemcy są złymi okupantami?
            3. To nigdy tak nie działa, zwłaszcza, że Rheanyra nie dała poddanym spokoju i rozwoju w dobrobycie. A informacja, że jej dzieci to bękarty… Większość mieszkańców KP nigdy nie miała szansy spojrzeć z bliska na któregokolwiek Velaryona, ba, Leanora mogła nawet z daleka nie widzieć. Absurd w postaci koloru skóry (ZE WSZYSTKICH BOHATERÓW WYBRALI AKURAT VELARYONÓW, CO MA AKURAT WPŁYW NA FABUŁĘ, ALE WYCIĘLI NETTLES, BO CZEMU NIE XDDDDD) pominę milczeniem, bo „szkoda strzempić ryja”. Velaryonowi byli biali i srebnowłosi. Taka propaganda mogła burzyć prostaczków, mogła nie burzyć, ale lepiej ją przeprowadzić, niż nie.

            To mi się podoba 1
            To mi się nie podoba 0
            1. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że Martin bazował na niektórych realiach średniowiecza albo faktycznych wydarzeniach historycznych (Wojna Dwóch Róż, Black Dinner, Wał Hadriana jako inspiracja dla Muru) — był również fanem cyklu „Królowie Przeklęci”, który sama uwielbiam i szczerze polecam — ale jednocześnie średniowiecze średniowieczu nierówne. Nie można powiedzieć, że ono wszędzie wyglądało identycznie oraz funkcjonowało na takich samych zasadach (zarówno w Europie, jak i na świecie), poza tym trwało stosunkowo długo jako epoka i przechodziło naturalnie wiele zmian na różnych płaszczyznach; nie mówiąc o różnorodnych konfliktach. Chociaż jednocześnie George czerpał z innych źródeł, w tym ze starożytności, więc mnie osobiście ciężko patrzeć na wszystko przez pryzmat tylko i wyłącznie średniowiecznych aspektów, i łatwiej mi traktować całość jako fantastykę, jako coś autorskiego podbudowanego gdzieniegdzie czymś zaczerpniętym z naszego świata, jednak niebędącym przełożeniem jeden do jeden.

              Nie twierdzę też, że Ty nie masz racji i jak pisałam poprzednio, osoby majętne oczywiście było stać na edukację siebie czy własnych dzieci, chociaż też owa edukacja mogła być nieco inna ze względu na płeć dziecka, bo od synów oczekiwano jednego, a od córek drugiego. I okej, zgodzę się z tym, że rycerze wywodzący się z rodów posiadali chociaż podstawowe wykształcenie, ale w Westeros istnieją różne typy rycerzy, stąd mój komentarz że „część rycerzy była niepiśmienna”, bo rycerze nie byli sobie równi pochodzeniem.

              Idąc dalej, do bazgrania po murach przez AK nie będę się odnosić, ponieważ sytuacja jest drastycznie inna w moich oczach — Rhaenyra nie była okupantem ani nie prowadziła podboju jak zrobił jej przodek Aegon z siostrami; ona zwyczajnie walczyła o tron z własnym bratem. Owszem, nie zapewniła spokoju czy dobrobytu, jednak jej serialowa kreacja po przybyciu do Królewskiej Przystani też nie robiła sobie wrogów w mieszkańcach na dzień dobry (nawet jeśli jej blokada morska odpowiadała za wiele problemów). Ale rozumiem, co próbujesz powiedzieć.

              Chyba się odniosłam do wszystkiego, do czego miałam, a jeśli nie i sobie przypomnę później, to najwyżej dopiszę po czasie.

              To mi się podoba 0
              To mi się nie podoba 0
              1. Przypomniała mi się taka ciekawostka, że w feudalnej Japonii, w XVII wieku, 70% społeczeństwa było piśmienne. A więc nie tylko szlachta, ale i mieszczanie i pewnie większość chłopów. Jak to się miało do średniowiecznej Europy chyba nie muszę mówić? Warto jednak zwrócić uwagę, że mimo tego faktu, średniowiecze w Japonii trwało przynajmniej dwa wieki dłużej.
                Więc tak, spora część Westeros mogła być piśmienna i mogła by przeczytać te hasła, gdyby chciała. Nie sprawia to jednak, że wypisywanie ich miałoby jakiś większy sens niż nasze „Legia pany!”. Pisanie graffiti na władzę było znane już w starożytnym Rzymie i nigdy nie skłoniło nikogo do wystąpień przeciw tej władzy. Może to zrobić tylko głód, prześladowania i tym podobne szykany.

                To mi się podoba 1
                To mi się nie podoba 0
                1. Akurat co do feudalnej Japonii to wiele procentów niestety nie może być podparte faktycznymi statystykami i te dane, o których wspomniałeś, traktuje się z przymrużeniem oka z kilku powodów (głównie dlatego, że nikt fizycznie takich danych nie prowadził i nie spisał, ale nie tylko). Ogólnie piśmiennictwo w Japonii możemy podzielić na 2. grupy ze względu na znaki, którymi się posługiwano i o ile kana była faktycznie „rozumiana” przez większy odsetek ludzi (i służyła często do krótkich tekstów drukowanych typu ulotki), o tyle kanbun czy klasyczne znaki chińskie (tymi zapisywano literaturę wysoką i różne dokumenty) znali jedynie samuraje, urzędnicy oraz ogólnie osoby o wysokim statusie.

                  Ale.
                  W rzeczywistości w feudalnej Japonii nie prowadzono żadnych oficjalnych statystyk, na których możemy oprzeć tezę, że „70% społeczeństwa było piśmienne”, bo nawet w latach 1880/1890 w wielu prefekturach 90% kobiet nie potrafiło nawet napisać własnego imienia. Odsetek mężczyzn bywał faktycznie mniejszy, ale wciąż przeważnie 50/60% również nie umiało się podpisywać. Oczywiście zależało to również od miejsca zamieszkania, bo w miastach więcej ludzi potrafiło czytać kanę, w obszarach wiejskich o wiele mniej.

                  Istniały co prawda tak zwane terakoya (寺子屋) jednak były to placówki prywatne i sposób ich funkcjonowania to dłuższy temat.

                  Generalnie do dzisiaj trwają debaty, ile osób faktycznie mogło być wówczas piśmiennymi z jeszcze jednego powodu — porównywanie przez Europejczyków właśnie Europy do Japonii nie miało większego sensu przez szereg różnic na gruncie kulturowym, społecznym, filozoficznym, etc. Dla przykładu; europejska wieś, a wieś japońska były skrajnie różne od siebie i funkcjonowały w odmienny sposób, i o ile oczywiście i tu i tu występował klasizm, to wyrastał on z czegoś zupełnie innego, że tak to nazwę.

                  Mogłabym ogólnie napisać więcej, bo akurat japoński znam i studiowałam, ale zwyczajnie nie chcę nikogo zanudzać. Chociaż to też się trochę zamyka w tym, co wspomniałam gdzieś wyżej, że epoka epoce nierówna, szczególnie kiedy mówimy o tak różnych kulturach jak ta japońska, a — generalizując nazwę — europejska. : )

                  To mi się podoba 1
                  To mi się nie podoba 0
                2. Nie będę polemizował, bo nie jestem fachowcem, ale dane te wziąłem z poważnego źródła, a nie bloga Fagaty. 🙂
                  I wiem, że Japonia to nie Europa, jednak z państw pozaeuropejskich najbardziej tę średniowieczną Europę przypominała (rozdrobnienie feudalne, kasta rycerzy służących za nadania ziemskie, itd). Nie to jednak było celem mojego posta, tylko wskazanie, że przy bardzo podobnym stopniu rozwoju i systemie społecznym, może występować zupełnie różny stopień analfabetyzmu w społeczeństwie. To, że Westeros pod większością względów przypomina średniowieczną Europę wcale nie oznacza, że musi tam panować taki sam analfabetyzm.

                  To mi się podoba 0
                  To mi się nie podoba 0
    2. Dla mnie największym idiotyzmem nie są te napisy, tylko fakt, że w ogóle Ormund ma jakąś siatkę w Królewskiej Przystani. Skąd ją niby wziął?! Przecież ten facet nigdy nawet nie był w KP. Jak twierdzi serial, nie współpracował też z Ottonem. I nagle scenarzyści wyciągają mu z d… siatkę agentów, lepszą niż siatka Mysarii, która szpiegowała w KP całe życie. :/ Gdyby to robił Larys Strong, jak w książce, to miałoby to jakiś sens. Facet był wiele lat lordem spowiednikiem i starszym nad szeptaczami w KP. Ale taka agentura u Ormunda wywołuje u mnie tylko grymas zażenowania.

      To mi się podoba 5
      To mi się nie podoba 0
      1. Aha, zastanawiam się też, skąd pomysł, że prostaczkowie w KP w ogóle chcieliby słuchać jakiegoś Ormunda z Reach? Przecież dla nich to po prostu jakiś obcokrajowiec, który próbuje zamontować na tronie swojego uzurpatora. Scenarzyści w ogóle nie biorą pod uwagę różnic między poszczególnymi królestwami składającymi się na 7K.

        To mi się podoba 3
        To mi się nie podoba 0
      2. Osobiście mnie wątek Ormunda gryzie ze względu na to, że nie dostajemy żadnego wyjaśnienia, od kiedy on właściwie planuje osadzić Daerona na tronie i nie kupuję tego, że wszystko się zaczęło od konfliktu Rhaenyry z Aegonem zaraz po śmierci Viserysa. Teoretycznie mógłby to obmyślić w krótkim czasie, jednak w praktyce to znowu nie pasuje mi do charakteru Ormunda, którego poznajemy na ekranie — wygląda na człowieka, co wszystko planuje z dużym wyprzedzeniem, by poszło po jego myśli, a przecież Taniec był konfliktem stosunkowo dynamicznym oraz krótkim (trwał +/- rok jeśli idzie o najbardziej zaciekłe walki). To niby kiedy on wymyślił, że założy koronę na głowę Daerona? Szczególnie, że kiedy wojska Hightowerów wymaszerowały to Aegon chyba wciąż przebywał w Królewskiej Przystani? Ranny, bo ranny, ale tam był.

        Chociaż z drugiej strony ciężko od serialu oczekiwać, by miał większy sens przy tylu zmianach.

        To mi się podoba 1
        To mi się nie podoba 0
        1. I chyba w tym ostatnim zdaniu zawarłaś wszystko co trzeba wiedzieć o fabule tej produkcji. 🙂 To jeden wielki bullshit, w którym cymbały z HBO same zapędziły się w kozi róg i nie warto się zastanawiać nad sensem tego czy tamtego. Ja to traktuję po prostu jako rodzaj przydatnej wizualizacji, z którą i tak wracam do książki. Łatwiej mi w ten sposób zwizualizować sobie np. smoki, stroje kobiet, zbroje rycerzy itd. Na fabułę już nie zwracam większej uwagi.

          To mi się podoba 1
          To mi się nie podoba 0
  18. Znalazłam sposób, aby Jon Snow był legalnym synem Rhaegara bez rozwalania lore Wiary i małżeństwa z Elią!

    Aerys daję Rhaegarowi dekret, że jego dziecko z Lyanną będzie prawowite. W zamian Rhaegar obejmuje dowodzenie nad armią. Potem ginie i tak dalej.

    Bez unieważnienia, kombinowania z drugim małżeństwem w stylu Aegona…

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 0
    1. Tylko, że „nascirutus” chyba nie mógł być legitymizowany. Patrząc, że w Westeros nawet Ned Stark nie mógłby sobie legitymizować Jona (mógł go jedynie uznać), bo nie wiadomo czemu jest to prerogatywa władzy królewskiej, choć powinna należeć jak już to do głowy rodu, o ile nie po prostu do ojca, to pewnie nie istniała procedura legitymacji przed narodzinami. Zresztą czy ona w ogóle byłaby na rękę Aerysowi?

      To mi się podoba 0
      To mi się nie podoba 0
      1. W Westeros mamy do czynienia z prawem feudalnym, nie rzymskim. Dlatego o legitymizacji decyduje król, bo to on może wejść w układ wasalny z takim legitymizowanym bękartem (bezpośrednio lub poprzez nadrzędnego wasala). I tak, zgadza się, niemal na pewno nie można legitymizować nienarodzonego bękarta.
        Inna rzecz po cholerę Aerys miałby to robić? Jeszcze bardziej komplikować i tak już pokręconą sytuację w rodzinie? Sukcesja była zabezpieczona. Na wypadek śmierci Rhaegara i jego potomków był Viserys na Smoczej Skale i jeszcze nienarodzona Dany. Żeby zrobić Rhaegarowi przyjemność? To nie ten król. Aerys wydawał rozkazy i oczekiwał ich wykonywania. Bez żadnego targowania się.

        To mi się podoba 2
        To mi się nie podoba 0
        1. Co do legitymizacji, to jeszcze wchodzi w grę późniejsze małżeństwo rodziców, na co liczyła Eleana Targaryen, a przez zaginięcie Alyna się nie doczekała.

          Ale ten case tu nie zajdzie, zajść mógłby inny – dyspensa od Wielkiego Septona. Nigdy o czymś takim nie słyszeliśmy, ale papież mógł tak robić, to czemu nie on?

          To mi się podoba 0
          To mi się nie podoba 0
          1. Tak, małżeństwo mogłoby wiele ułatwić, jednak nawet w tym przypadku wszelkie rozmowy o legitymizacji można by zacząć prowadzić dopiero po urodzeniu się bękarta. Chyba że małżeństwo nastąpiłoby jeszcze przed urodzeniem. Podejrzewam, że wówczas dzieciak urodziłby się już jako członek rodu.

            To mi się podoba 0
            To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button