
W końcu dotarliśmy do finału trzeciego sezonu Rodu Smoka.
Streszczenie
Wielki maester Orwyle budzi Rhaenyrę. Za chwilę królową, która ewidentnie wpadła w histerię, widzimy w komnacie spokojnego jak stojąca woda Daemona. Rhaenyrę do takiego stanu doprowadziły wieści o Aegonie, którego smok Sunfyre przeżył i teraz spalił Mootonów w Gawronim Gnieździe. Prostaczkowie powrót do życia króla, którego propaganda Rhaenyry zdążyła uśmiercić, uznali za znak od bogów. Daemon nie wygląda na przejętego. Mają smoki i to z ich pomocą utrzymają władzę. Królowa nakazuje mu uderzyć na Tumbleton i zniszczyć Hightowerów. Byleby tylko nie spalił z nimi całego miasta, bo Rhaenyra wyjdzie na potwora. Z obawy przed Sunfyre’em postanawia zostawić w mieście Vermithora. Gdy Daemon już policzy się z Hightowerami, królowa osobiście zabije Aegona. No żeby się nie zdziwiła.
Gdy królowa wraca do swych komnat, napada ją Baela, która chce wiedzieć, jak zamierza uwolnić Węża Morskiego. Ach, Colrys, racja – przypomina sobie Rhaenyra. Pewnie Daemon go uratuje, jak już skończy zabijać Hightowerów. Baela chce lecieć uwolnić dziadka, ale królowa nakazuje jej i Addamowi strzec stolicy. To przegina pałę goryczy, jak mawiał król Foltest. Baela wyrzuca królowej, że wysługuje się ludźmi, a gdy ci przestają być dla niej przydatni, porzuca ich. Rhaenyrze te słowa nie przypadają do gustu.

Alyn wita na brzegu żołnierzy z Driftmarku. Nakazuje im bronić stolicy, ci jednak uważają, że ich pierwszym obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa lordowi Corlysowi. Kim zresztą Alyn jest, by im rozkazywać? Ja odpowiem! BĘKARTEM! Alyn jednak tę kwestię omija, skupiając się na byciu najstarszym synem Węża Morskiego i ich przyszłym lordem.
Daemon wyrusza na bitwę, a Hugh łypie na niego wzrokiem. Coś mi się zdaje, że może nie posłuchać rozkazów od królowej.
Ormund postanawia, że król Daeron, nim włoży koronę, powinien zostać ser Daeronem. Pasuje go na rycerza, nadając przydomek „Dzielny”. W książce również to lord Hightower przyjmuje go w stan rycerski, ale po Bitwie nad Miodowiną, której to Targaryen na Tessarionie odmienił losy. Gwayne przygląda się temu z kwaśną miną.

Pijanica, zamiast pilnować Tumbleton z grzbietu smoka, pije w mieście, naśmiewając się z Daemona. Obiecuje, że Książę Łotrzyk już niedługo zadrży przed Ulfem Białym.
Służko-szpieg informuje Rhaenyrę, że Helaena odmawia przyjmowania pokarmów, co jest niebezpieczne zarówno dla niej, jak i jej nienarodzonego dziecka. Królowa słucha jednym uchem, gdyż właśnie wpadła na wspaniały pomysł: Wielki Septon namaści ją dziś na władczynię na oczach mieszkańców stolicy. Nim to się stanie, szpiego-służka ma jednak dopilnować jeszcze jednej rzeczy.
Ekipa przeprowadzkowa wpada do komnat Białego Robaka. Mysaria ze skutkiem natychmiastowym ma udać się do Pentos. Królowa jest wdzięczna za służbę, ale nie będzie więcej potrzebować jej rad.

Helaena płacze na spacerniaku. Godzina minęła, czas wracać do komnat. Na dziedzińcu dostrzega siwego konia, podobnego do tego z jej snów. Zwierzę stoi przed wozem, do którego pakowany jest dobytek Białego Robaka. Mysaria, nim opuści Czerwoną Twierdzę, musi jeszcze namieszać. Informuje Helaenę, by nie ufała królowej, oraz że Aegon powrócił wraz ze swym smokiem. Ostrzega ją też, że jej nienarodzone dziecko jest zakładnikiem Rhaenyry, którym może szantażować swych wrogów. Nigdy nie uwolni Helaeny.
Alys znów ocaliła Aemonda, który teraz budzi się dręczony snami. Chłop, nie licząc zdobycia Harrenhal i bestialskiego wymordowania Strongów, przez cały sezon literalnie nie zrobił nic, podczas gdy jego książkowy odpowiednik w tym czasie puścił z dymem pół Dorzecza. Z niewiadomych powodów informuje Alys, że zabił własnego brata. Tego samego, którego w pierwszym odcinku tego sezonu bezskutecznie szukał w Czerwonej Twierdzy. Być może od zbyt długiego przebywania w Harrenhal coś mu się poprzestawiało w głowie. Uważa się za przeklętego. To fajnie, bo Alys siebie również. Kobieta utrzymuje, że mieszka w Harrenhal od czasów spalenia go przez Baleriona. Więcej: miała być matką syna Harrena Czarnego. Chłopiec jakimś cudem przeżył zagładę swego rodu, choć był ciężko poparzony. Alys, by uratować syna, dobiła targów z istotami z lasu i za pomocą czarów próbowała uzdrowić dziecko. Chłopiec jednak zmarł, ale gdy ona chciała podążyć za nim, okazało się, że nie może umrzeć. Służyła kolejnym władcom zamku przez następne sto trzydzieści lat. Tą opowieścią zdobywa Aemonda, który, jak wszyscy wiemy, ma słabość do starszych kobiet.
Rhaenyra przybywa do Helaeny, nakazując jej przerwać strajk głodowy. Od słowa do słowa rozmowa staje się coraz dziwniejsza i nieprzyjemna. Na koniec Czarna Królowa nakazuje strażnikom nakarmić Helaenę siłą. Owsianka bryzga na wszystkie strony.
Addam rozmawia z Alynem, pytając, czy też wyrusza do Tumbleton. Ten jednak ma zostać w stolicy strzec królowej. Addam twierdzi, że wieść o powrocie Aegona pchnęła Rhaenyrę na mroczną ścieżkę. Alyn nie zamierza kwestionować rozkazów królowej. Addam nie jest równie lojalny. Zarzuca bratu, że pojmanie ich ojca jest mu na rękę – teraz on staje na czele Velaryonów.

Rhaenyra na swojej koronacji zamierza zaprezentować się kozacko, zatem robi cosplay Foltesta z Wiedźmina 2. Razem z Joffreyem, który w końcu się obudził, udaje się do septu. Towarzyszy jej eskorta pod dowództwem Alyna.
Na mury Tumbleton obok żołnierzy wysłano też dzieci. Jon Roxton informuje Ormunda, że pojawiły się pewne komplikacje w ich genialnym planie: Ulf gdzieś przepadł. Daeron, który stoi trochę dalej z Gwaynem, dostrzega, że coś jest nie tak. Gwayne się zgadza: wszyscy niedługo zginą. Myślę, że dogadałby się z Eddem Cierpiętnikiem. Daeron chce lecieć na spotkanie wrogów. Wszyscy ci ludzie, w tym chłopcy, są tu z jego powodu. Gwayne ma jednak lepszy pomysł.
Caraxes przelatuje nad zbliżającymi się do Tumbleton wojskami Dorzecza i Wilkami Zimy. Tymczasem Gwayne i Daeron schodzą do celi, w której więziony jest Wąż Morski. Hightower proponuje mu przejście na stronę Zielonych. Gdy Velaryon odmawia, Gwayne sięga po sztylet, a Wąż Morski w myślach żegna się z kolejnym palcem.

Biały Robak przejeżdża przez coraz bardziej niespokojną Królewską Przystań. Wykorzystuje zamieszanie i wymyka się strażnikom.
Skwaszony Alyn eskortuje równie skwaszoną królową. Ta ze swej lektyki dostrzega, że całe miasto jest pomazane przez graficiarzy. Mówi Joffreyowi, który teraz jest jej dziedzicem, o przepowiedni przekazanej jej przez Viserysa.
Daemon spotyka się z Oscarem Tullym i Roddym Ruiną. Nie zdążą się jeszcze nagadać, gdy okazuje się, że Gwayne Hightower zamierza z nimi pertraktować. Towarzyszy mu Wąż Morski. Hightower w geście dobrej woli zamierza zwrócić im namiestnika. Prosi o pokój w imieniu Daerona i składa propozycję, którą w książce złożyła Alicent Rhaenyrze: podziału Królestwa. Włącza się Corlys, doradzając Daemonowi dogadanie się z Gwaynem. Niech uczynią Daerona nie królem, a najwyższym lordem Manderu i ożenią z Rhaeną. Tron pozostanie przy Rhaenyrze, a dwie gałęzie rodu ponownie się złączą. Czarni, mając za sojuszników Reach, szybko policzą się z Zachodem i Krainami Burzy. Daemon ze swoim złośliwym uśmieszkiem informuje ich o tym, że Aegon nadal żyje, jak i jego smok. Corlys ignoruje to: wiadomo, że obaj z Aemondem nigdy się nie poddadzą. Jednak jego propozycja zagwarantuje zwycięstwo Rhaenyrze. Bezkrwawe. Czy książę woli to, czy inną drogę: usianą trupami Hightowerów? Jakby nie znał Daemona. Ten na koniec poniewiera biednym Gwaynem i zabiera Corlysa jako swojego jeńca. Hightower wraca do Tumbleton, a Książę Łotrzyk szykuje się do szturmu na miasto.

Aemonda budzi ryk smoka. Wychodzi bez butów wędrować po ruinach. Żelaznostopy widzi, jak w zamku ląduje Aegon na Sunfyre. Nie wnikam, skąd wiedział, że brat jest w Harrenhal, pewnie ze scenariusza. Jednooki nie wierzy, że to Aegon, wszak on nie żyje. Naprawdę coś bardzo złego stało się z Aemondem. Aegon, by udowodnić, że nie jest kolejnym przywidzeniem, sprzedaje bratu solidnego liścia. Zabójca Krewnych błaga go o wybaczenie za to, że próbował go zabić i mówi, że ma prawo skazać go na śmierć. Aegon wygląda na rozczarowanego: nie tak wyobrażał sobie zemstę na bracie. Smutas Aemond wszystko mu popsuł. Na dodatek przyłazi Alys i oznajmia, że Aemond zapodział gdzieś Vhagar. Zniecierpliwiony Aegon streszcza im kilka ostatnich odcinków, informując o awanturze w Tumbleton i roszczeniach Daerona. Jest teraz przeciwieństwem Aemonda: zdeterminowany i energiczny zamierza odzyskać tron, a Jednooki mu w tym pomoże.
Oscar wykłada starszym dowódcom zasady zdobywania twierdz. Wśród nich znalazł się nawet zapomniany dotąd przez serial Garibald Grey. Daemon przekazuje rozkazy królowej: mają oszczędzić mieszkańców. Jest to o tyle utrudnione, że Hightower postawił na murach dzieci.

Królowa na czele zbrojnych wkracza do septu. Rojno tam od kapłanów jak nigdy. Królowa rozkazuje Wielkiemu Septonowi, by ją namaścił. Ten odmawia. Powrót Aegona interpretuje jako sygnał od bogów, iż to on jest prawowitym władcą. Królowa w odpowiedzi ogłasza go zdrajcą. Alyn morduje najwyższego przywódcę Wiary w świątyni. Przez chwilę ma co prawda wątpliwości, ale Rhaenyra opowiada mu jakieś głupoty o jego valyriańskim pochodzeniu i innych bogach, którym powinien służyć. Co prawda nie wymienia jakim, ale Alyn i tak to kupuje. Dwór ustawia się na schodach sprofanowanej świątyni, żeby mieszkańcy stolicy dokładnie sobie zapamiętali, kto zamordował Wielkiego Septona. Rhaenyra zaczyna przemawiać do tłumu o zagrożeniu zza Muru i tym, że ona jest Księciem Którego Obiecano, pokazując prostaczkom, że rządzi nimi wariatka. Choć jest też szansa, że po prostu jej nie zrozumieli, bo w pewnym momencie przechodzi na valyriański.
Wilki Zimy robią straszny raban. Dzieci na murach Tumbleton się boją. W końcu Roddy i jego zgraja ruszają do natarcia. Co prawda nie mają drabin, a biegną zdobyć miejskie mury, ale nie takim trudom podołali w czasie tej kampanii.
Bitwa rozpoczęła się na dobre, a Ulfa jak nie było, tak nie ma. Generalnie nikt chyba Zielonymi nie dowodzi, bo Ormund biega po mieście w poszukiwaniu Pijanicy, a Gwayne Daerona.
Szarżujące na miejskie mury Wilki Zimy odnalazły na łące parę drabin, teraz więc wspinają się po nich pod gradem lecących na nich kamieni i w strugach wrzącego oleju. Daemon tymczasem posyła do walki konnicę Tullych. Chyba też do szturmowania murów. Roddy już na nich jest. Jakiś dzieciak uderza go kijkiem w nogę. Ruina odpowiada ciosem topora w głowę. Na dole siły Dorzecza prowadzą taran. Każdy z rodów wysłał do obsługi urządzenia po jednym przedstawicielu. A mówią, że lordowie Tridentu są skłóceni.

Tymczasem Daemon dopiero teraz dowiaduje się, że jego plan ma istotną wadę, gdyż uwzględniał Ulfa, tego zaś nigdzie nie ma. Ogólnie rzecz biorąc, planowanie w serialu mocno zawodzi, szczególnie w tym odcinku. Książę dziwi się, że nie mogą go znaleźć – Srebrnoskrzydła jest wszak dość spora i naprawdę trudno ją przeoczyć. Niech to powie Aemondowi, który zapodział znacznie większą Vhagar. Okazuje się, że smoczyca jest jednak na swoim miejscu, brakuje tylko jeźdźca.
Tymczasem pojawia się Hugh na Vermithorze. W Rodzie Smoka nikt w końcu nie słucha niczyich rozkazów, więc mnie to już nawet nie dziwi. Daemona chyba też nieszczególnie, bo wzywa Caraxes i przystępuje do szturmu na bramę. Obrońcy wysyłają przed nią dzieci. Książę Łotrzyk próbuje je odpędzić. Część ucieka, dwoje jednak zostaje. Daemon jest już zmęczony tym ciągłym niewykonywaniem poleceń, pali je więc z wrotami.
Hugh zostawia swojego smoka i leci z młotem szturmować miasto. Przez płonące wrota, tym razem na koniu, nie smoku, wjeżdża też do niego Daemon. Czarni zresztą wlewają się przez wszystkie bramy. Ruina widząc, że zrobił swoje, postanawia odnaleźć Ormunda.

Ulf śpi snem sprawiedliwego na klopie, gdzie znajduje go lord Hightower. Wściekły Ormund wymierza mu kilka solidnych kopniaków i każe odnaleźć smoka, by mógł dołączyć do walki. Nie wiem, jak ma to teraz zrobić, skoro przez wszystkie bramy nacierają napastnicy, ale pewnie się czepiam.
Daemon kątem oka widzi Hugh szukającego żony. Ma teraz jednak ważniejsze rzeczy na głowie w postaci atakującego go Jona Roxtona.
Ulf jakoś wydostał się z miasta, wziął ze sobą nawet dwóch żołnierzy Hightowerów. Dosiada Srebrnoskrzydłej i rusza w bój. Tymczasem Gwayne odnajduje w końcu Daerona, który szykuje się do walki na Tessarionie. Hightower błaga go, by nie leciał do samobójczego ataku.
Czarni wiwatują na widok Srebrnoskrzydłej. To się zdziwią. Swoją drogą jak na szturmowanie miasta, strasznie dużo żołnierzy stoi w równych szeregach daleko od murów. Przynajmniej Srebrnoskrzydłej będzie łatwiej ich spalić. Corlys, widząc, co się dzieje, ucieka z obozu.
Gwayne i Daeron, spoglądając na Srebrnoskrzydłą palącą armię Czarnych, dochodzą do wniosku, że Ormund być może rzeczywiście przechytrzył wszystkich, a oni jeszcze uniosą głowy.

Ruina w końcu dostrzegł Hightowera. Walka między nimi jest brutalna. Roddy traci przedramię. W książce jest podobnie, choć nie z rąk Ormunda. Dustin powtarza manewr serialowego Jona Snowa, tylko że zamiast plunąć w oczy przeciwnika krwią, wytryskuje ją z kikuta ramienia prosto w twarz Hightowera. Ten, jak wiemy, jest wrażliwym człowiekiem, więc robi mu się niedobrze. Roddy nie poprawia jego samopoczucia, wrażając mu sztylet w… ech, szkoda gadać. Jakby tego wszystkiego było mało, nadlatuje Ulf, który postanawia w końcu wyrównać rachunki z upokarzającymi go możnowładcami. Dustin ginie ze śmiechem na ustach, Ormund lamentem. Gwayne i Daeron, widząc, że Srebrnoskrzydła zaczyna palić miasto, próbują uciec.
Roxton spuszcza wciry Daemonowi, na szczęście jednak dla księcia rozdziela ich walący się budynek. Książę Łotrzyk nie rozumie za bardzo, co się dzieje. Miasto nie miało spłonąć. Żona będzie zła, a i tak jest już w paskudnym nastroju. Jako że teraz już i tak nic z tym nie zrobi, wraca do wyrzynania Hightowerów. Przerywa mu Corlys, który z niewiadomych dla mnie przyczyn postanowił, że wejście do piekła, w które zmieniło się Tumbleton, jest dobrym pomysłem. Informuje Daemona, że miasto stracone, a Ulf zdradził. W sumie to wszystkich, jakby się zastanowić.
Caraxes ściga Srebrnoskrzydłą, tę zaś Vermithor.
Helaena kończy wyszywanie czołówki kolejnego sezonu i kieruje się do okna.
Pośród trupów i zgliszczy ledwo żywy Gwayne próbuje odnaleźć Daerona. Roxton tymczasem znajduje upieczonego Ormunda. Hugh zaś martwą żonę. Wszędzie widzimy rannych i poparzonych.
Zaalarmowana Rhaenyra wchodzi do komnat Helaeny. Staje w otwartym oknie, chyba tym samym, z którego skoczył serialowy Tommen. Alicent, którą nagle widzimy, chyba czuje, że stało się coś bardzo złego. Rój motyli unosi się do nieba. Boję się efektu, jaki wywołają w kolejnym sezonie.
Helaena leży nadziana na kolce przy Twierdzy Maegora. Rhaenyra spogląda na wyszywany przez nią gobelin. Na nim widzi kobietę lecącą w dół z jasnymi, rozwianymi włosami. Spogląda następnie na jego kolejną część, przedstawiającą odzianą na czarno władczynię zasiadającą na Żelaznym Tronie. Spod korony spływa jej krew.
Komentarz
Sceny z Alicent oraz gobelinem niezwykle mi się podobały. Miały w sobie mrok, ciężar, ale też ładną symbolikę. Podobnie dobrze odbieram poprzedzającą ją scenę pobojowiska, w jakie zmieniono Tumbleton. Podobało mi się też spotkanie Aegona z Aemondem. Jest ono co prawda kompletnie bezsensowne, ale jak zwykle aktor wcielający się w króla stanął na wysokości zadania. Sam jednak wątek Aemonda jest w tym sezonie kompletnie zmarnowany. Jeśli zaś chodzi o historię Alys – cóż, bardziej do gustu przypadła mi teoria Daela na jej temat, znacznie lepiej osadzona w legendarium świata Martina.
Wątek przemiany Rhaenyry oceniam na plus, aczkolwiek zamordowanie przez nią Wielkiego Septona, jak i jej obłąkane z punktu widzenia ludności miasta wystąpienie o nadchodzącej katastrofie, której tylko ona może zapobiec, są totalną aberracją. Takie zachowanie można by tłumaczyć moim zdaniem tylko faktycznym załamaniem nerwowym królowej, w wyniku którego straciła kontakt z rzeczywistością. Rozumiem, że scenarzyści tego jednak dla Rhaenyry nie przewidzieli, gdyż w innych momentach zachowuje się może niezbyt mądrze, ale z pewnością nie jak osoba niespełna rozumu. Zakładam, że twórcy serialu chcieli przygotować podłoże do przyszłych zamieszek w stolicy, ale czy nie lepiej było skorzystać z pierwowzoru Martina? Tam wywołała je – rzecz jasna między innymi – śmierć Helaeny. Serial zresztą oddał z grubsza okoliczności jej tragicznego odejścia. To, w połączeniu z uczynieniem Białego Robaka wrogiem królowej, który pewnie wykorzysta swe wpływy w mieście do szerzenia o niej jak najgorszych plotek, w mojej ocenie stworzyłoby wystarczająco mocne podstawy do wywołania rebelii w Królewskiej Przystani. Scenarzyści woleli jednak pójść w łopatologię i z Czarnej Królowej zrobili osobę kompletnie nierozumiejącą konsekwencji swych czynów.
Sama bitwa, jak to już się zdążyliśmy przyzwyczaić w przypadku większości starć ukazywanych w filmach i serialach, jest głupia i nielogiczna, choć widowiskowa. W książce zresztą bitwy mieliśmy dwie i w żadnej z nich nie brali udziału Daemon czy Corlys. Pierwsza, choć zwyciężyli ją Zieloni, tak naprawdę z powodu utraty dowódców sparaliżowała wojska Hightowerów, które nie były już w stanie zagrozić stolicy. Zdrada smoczych jeźdźców wywarła jednak destrukcyjny wpływ na Rhaenyrę i przyczyniła się zdecydowanie do jej upadku. Co przyniesie bitwa serialowa? Obawiam się, że tego nie wiedzą nawet scenarzyści i będą się nad tym zastanawiać dopiero pisząc ostatni, czwarty sezon.
Postscriptum
I tym sposobem dotarliśmy do końca trzeciego sezonu. Zamierzam go jeszcze podsumować jako całość, ale może nie na gorąco, lecz dając sobie na to krótką przerwę. To nie oznacza jednak przerwy od Pieśni Lodu i Ognia. Już w poniedziałek ukaże się kolejny Czytaj. Teraz zaś pragnę wszystkim Wam gorąco podziękować za wspólne oglądanie serialu i za każdy komentarz pod tekstami. Specjalne podziękowania należą się Crowleyowi – on jeden tylko wie, ile nacierpiał się przy ich poprawianiu, łącznie z warstwą graficzną 🙂 Z tym zaś tekstem przemęczyła się Alexandretta, której również pragnę serdecznie podziękować.
(A mnie zaś, jak zwykle, nikt nie dziękuje, ale zdążyłem się już przyzwyczaić… – przyp. kłantalupy).




@Kłantalupa – posypuję głowę całym wiadrem popiołu, dziękując jednocześnie:)
A ja dziękuję wszystkim zaangażowanym. Dzięki Wam lepiej oglądało się kolejne odcinki, wiedząc, że będzie można poczytać opinie innych i samemu dołączyć się do dyskusji swoim komentarzem.
No i nie mogę doczekać się powrotu Czytaji. Make Mondays Great Again!!!
Wiem, że wielu krytykuje ten serial, który faktycznie nie wytrzymuje zwłaszcza porównania do książek, ale mnie się ten ostatni odcinek całkiem podobał. To nie jest i nigdy nie był poziom wczesnej GOT, ale w relacji do poprzednich odcinków HOTD się wybija na plus. Nie jestem ślepy na dramatyczne luki w logice niektórych wątków, ale są też takie, które mi się podobały (wątki, nie luki).
Co do odcinka:
Plusy:
– sekwencje batalistyczne bardzo spoko, atak smoków, czy to Caraxes, czy Silverwing (choć tu trochę kopia Daenerys z Kings Landing) zrobione na wysokim poziomie
– Rody Ruina i bitwa z Ormundem – fajnie że znaleźli nowy sposób na zakończenie takiego pojedynku 😉
– mini twist ze spaleniem Zielonych przez Ulfa
– odklejona przemowa Rhaenyry do ludu, zwłaszcza po valyriańsku
– spotkanie Aegona z Aemondem w Harrenhal; wreszcie dzieje się tam coś ważnego, co może mieć wpływ na resztę opowieści, a poza tym Tom Glynn-Carney fantastycznie gra Aegona i jego wątek jest jednym z ciekawszych
Minusy:
– fakt, że ewidentnie Mysaria będzie grać rolę książkowego Pasterza w 4 sezonie; chociaż podbudowa pod to wydaje się całkiem w porządku, to samej Mysarii nie cierpię (jak i aktorki, która w ogóle nie potrafi grać)
– Rhaenyra mówiąca wszem i wobec o kluczowej przepowiedni i zagrożeniu z północy: dla ludu to brzmi jak bełkot wariatki, dla nas rodzi pytania, dlaczego w takim razie w GOT nikt nie pamięta o tej przepowiedni
Myślicie, że dostaniemy w 4 sezonie wątek Alys Rivers, z przejęciem przez nią zamku Harrenhal i potencjalnym synem Aemonda?
A twórcy wciąż trzymają się z uporem maniaków jakiejś przepowiedni o księciu obiecanym, z której ostatecznie w GoT nic nie wynikło, chyba że uznamy, że była nim Arya Stark, bo na pewno nie Jon czy Dany. Jest dla mnie niezrozumiałe, w jakim celu scenarzyści na siłę szukają połączeń ze wspomnianym serialem, którego finał przecież nie jest raczej ciepło wspominany przez widzów.