Kler (2018)

Miejcie się na baczności przed fałszywymi prorokami. Oni przychodzą do was w przebraniu owczym, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach.
— Mt 7, 15-16 —

Takim oto cytatem rozpoczyna swój najnowszy film Wojtek Smarzowski. Reżyser specjalizujący się w gatunkowym, dosadnym i hiperbolicznym portretowaniu polskiej rzeczywistości, uchodzący za wizjonera i jednego z najważniejszych polskich twórców w historii rodzimej kinematografii. I jest w tym cytacie coś symbolicznego, bowiem”Kler” to film przeklęty, chociaż klątwa ta wydaje się być ze wszech miar pożyteczna: śrubuje rekord oglądalności w polskich kinach (co cieszy dystrybutora i sponsorów), porusza poważny i trudny temat (co cieszy filmo- i kulturoznawców oraz innych ekspertów) oraz wywołuje ogromne kontrowersje i ogólnonarodową debatę (co cieszy zarówno twórców, jak i media mające pożywkę z wykluwających się wkoło polaryzujących opinii).

Przekleństwo “Kleru” ma wiele wymiarów. Jest to produkcja odsądzana od czci i wiary przez jednych, a bałwochwalczo wychwalana i podnoszona do rangi Sztuki przez drugich. Bez względu na to, czy jesteśmy przed, czy po seansie kinowym – swoje zdanie na temat tego filmu w dużej mierze mamy wyrobione od kilku tygodni. W tym sensie, “Kler” jest również przekleństwem dla twórcy. Jest dziełem obarczonym potężnym ciężarem ideologicznym, a kierowane wobec niego oczekiwania społeczne daleko przerastają imaginację i możliwości reżysera. Poruszając problem duchownych w Polsce, Smarzowski wystawia się na publiczny lincz i – zarazem – zostaje społecznym bohaterem. Jedni powiedzą, że to podziwu godna odwaga, sytuująca reżysera ramię w ramię z gorzkimi komentarzami społecznymi Kina Moralnego Niepokoju czasów zza Żelaznej Kurtyny. Inni nazwą to pychą, demagogiczną propagandą i żerowaniem na kontrowersji.

Po owocach ich poznacie

Przed kilkoma laty tragiczne wydarzenia połączyły losy trzech księży katolickich. Teraz, w każdą rocznicę katastrofy, z której cudem uszli z życiem, duchowni spotykają się, by uczcić fakt swojego ocalenia. Na co dzień układa im się bardzo różnie. Lisowski (Jacek Braciak) jest pracownikiem kurii w wielkim mieście i robi karierę, marząc o Watykanie. Problem w tym, że na jego drodze staje arcybiskup Mordowicz (Janusz Gajos), pławiący się w luksusach dostojnik kościelny, używający politycznych wpływów przy budowie największego sanktuarium w Polsce… Drugi z księży – Trybus (Robert Więckiewicz) w odróżnieniu od Lisowskiego jest wiejskim proboszczem. Sprawując posługę w miejscu pełnym ubóstwa, coraz częściej ulega ludzkim słabościom. Niezbyt dobrze wiedzie się też Kukule (Arkadiusz Jakubik), który – pomimo swojej żarliwej wiary – właściwie z dnia na dzień traci zaufanie parafian. Wkrótce historie trójki duchownych połączą się po raz kolejny, a wydarzenia, które będą mieć miejsce, nie pozostaną bez wpływu na życie każdego z nich.
— opis dystrybutora—

Przytoczenie skróconego opisu fabuły filmu, jest uzasadnione i potrzebne widzowi – nawet jeżeli film już widzieliśmy. Jest to ekstrakt z wyselekcjonowanych przez reżysera scen, w których doprawdy trudno jest odnaleźć zaprezentowaną wyżej narrację. Ten sprytny opis sugeruje widzom, że oglądając “Kler” będą mieli do czynienia z rodzajem opowieści obyczajowej, zorientowanej na perypetie bohaterów-księży, ulokowanych na różnych szczeblach kościelnej hierarchii.

Dwie najmocniejsze kreacje w filmie.

W praktyce, Smarzowski swoją narrację buduje za pomocą rwanych scen, wybrzmiewających uniesień i wszechobecnej hiperboli. “Spotkanie” upamiętniające rocznicę to zwykła libacja alkoholowa, z której trudno wyłuskać nawet strzępek informacji o bohaterach. Kończy się trzema scenami ilustrującymi degrengoladę stanu duchownego: od pijaństwa w aucie po alkohol w konfesjonale.

Wszyscy, którzy znają poprzednie produkcje Smarzowskiego doskonale zrozumieją, o co mi chodzi. To nie jest interesująca historia obyczajowa z dużym wątkiem w tle. “Kler” to festiwal ludzkiego zbrukania, podrasowany widokiem sutanny i biskupiej mitry. W filmografii reżysera – naturalna konsekwencja obranej drogi, nic nowego pod smarzowskim Słońcem. Pokazywał to w “Drogówce”, “Róży”, “Pod Mocnym Aniołem”. Teraz powiela ten format w “Klerze”, choć tym razem chyba po raz pierwszy nieco mocniej zacisnął więzy swojej twórczości. Owszem, Smarzowski przedstawia swoich bohaterów z jednoznaczną tezą, choć nie jest ona pozbawiona drobnych wybiegów i forteli, które nadają jej pozór ostrożności i asekuranctwa.

Nie przemawiają do mnie argumenty, że “Kler” przepracowuje księżowskie przywary w ujęciu ludzkim. Za każdym razem, kiedy jest możliwość zastosowania wyolbrzymień, zaakcentowania słabości, hipokryzji, czy innego wymiaru zepsucia – reżyser skwapliwie korzysta z okazji. Widzimy więc uwielbiany przez twórcę alkoholizm, przesadną wulgaryzację języka, a także chciwość i zachłanność, bezwzględność, nadużywanie władzy i zaufania. Pieniądze za ślub, cenniki za pogrzeb, czysta perfidia w dążeniu do zagwarantowania sobie komfortu – to charakteryzuje niemal wszystkich bohaterów filmu.

Środowisko “Kleru” jest środowiskiem zepsutym, zbrukanym latami nadużyć i związanym z dostojeństwem przekonaniem o bezkarności. Biskup Mordowicz to pozbawiony skrupułów kłamca, manipulator i krwawy baron kościelnego, krakowskiego lenna. Jego przyboczni uwijają się wkoło  z wywieszonym jęzorem, niczym nadworne sługi, a przedstawiciele władzy i biznesu to kolejne rekiny dzielące unijne dotacje i pieniądze za zwycięstwo w przetargach.

Zebranie Rady Kurii w sprawie łapówek na przetarg na budowę Świątyni.

Pomimo, że Smarzowski stara się lawirować pomiędzy ostateczną oceną swojej trójki głównych postaci, reszta tej historii to już znany i przyrządzony w ten sam sposób posiłek: Świat jednoznacznie zły, jednowymiarowo zepsuty, ociekający kroplami łez bezsilnych ofiar i czterdziestoprocentowym toastem bezwzględnych drapieżców. Można się tym światem zachwycać, można doceniać jego konstrukcję i wymowną siłę wyrazu, którą reżyser momentami osiąga, ale nie można w moim przekonaniu dorabiać do niego łatki naturalizmu i nazywać wiarygodnym.

Było ich trzech, w każdym zła krew

Świat “Kleru” to hiperbola, na którą należy patrzeć z lekko przymrużonym okiem – chociaż nie chodzi mi o satyryczne ujęcie tematu. Zdumiewające, że film bywa opisywany jako “komediodramat”. Jednak sam Smarzowski zupełnie nie pomaga w przyjęciu takiej optyki – przede wszystkim ze względu na poruszaną tematykę pedofilii, jak również przez swój kontrastujący warsztat i dobór narzędzi. W “Klerze”, podobnie jak w innych dziełach, reżyser przyjmuje perspektywę martyrologiczną, której znakiem rozpoznawczym jest granie na emocjach widza. Przyjrzyjmy się więc trójce głównych bohaterów.

Ksiąc Kukuła (Arkadiusz Jakubik) to żarliwy duchowny, który ma problemy z przeszłością. A reżyser filmu – problemy z narracją, ponieważ interpretacja jednego z kluczowych wątków związanych z tą postacią wymaga bacznego przyjrzenia się poszczególnym sekwencjom i wystosowania słusznych wniosków. Więcej w oddzielnej sekcji spoilerów ♠.

Kukuła to postać, która przechodzi w trakcie filmu największą przemianę i najbliżej jej do oczyszczającego w teatrze greckim katharsis. Ludzką stronę tego charakteru budują przede wszystkim sekwencje, w których Jakubik zostaje sam na sam z kamerą – aktor daje z siebie bardzo wiele, jest wiarygodny i autentyczny. Targające nim sprzeczności i bezsilność ostatecznie jednak prowadzą do bardzo tandetnego i pretensjonalnego finału, w którym naturalizm tej postaci zostaje zdezaktualizowany przez tanią symbolikę i zupełnie niepotrzebne dążenie reżysera do ikonicznego spuentowania swojego dzieła.

Robert Więckiewicz jako Trybus jest prowincjonalnym księdzem z prowincjonalnymi problemami. Reżyser ma z nim trudność, polegającą na braku pomysłu na tę postać w pierwszej połowie filmu. I nawet późniejsze kilka przejmujących scen i dialogów z udziałem bohatera nie zmienią faktu, iż przez pierwsze 60 minut występ Więckiewicza mógłby się ograniczyć do dwóch-trzech wejść. Inna sprawa, że sam aktor w roli księdza wypada wybitnie nieprzekonująco. Podobnie jak Joanna Kulig, której rolę gosposi spokojnie można było powierzyć komukolwiek innemu – różnica byłaby niezauważalna.

Robert Więckiewicz – rozczarowująco enigmatyczny i nijaki.

Wreszcie ks. Lisowski, czyli Jacek Braciak – to ambitny karierowicz z koneksjami. Pnie się w górę kościelnej hierarchii, choć jego osobiste motywacje długo pozostają w sferze domysłów. Przez dużą część seansu postać Lisowskiego jest bardzo sprawnie budowana, bez jednoznacznego określenia roli, jaką ma odegrać w opowiadanej historii. Zabieg jest znakomity, a aktor również dołożył swoją cegiełkę do tego efektu. Smarzowski snując swoją opowieść, daje Lisowskiemu wszelkie narzędzia i okoliczności, do przełamania filmowego dekadentyzmu, do zbudowania narracji wzorem produkcji zachodnich – w których nawet jeżeli nie triumfuje dobro, to chociaż zostaje zachowana równowaga pomiędzy odwiecznymi siłami. Smarzowski pozostaje jednak wierny swojej autorskiej wizji, której na wszelki wypadek konkretyzował nie będę.

Wszystkie trzy postaci przechodzą w trakcie filmu pewną ewolucję, chociaż bardziej skłaniałbym się ku stwierdzeniu, że w istocie to nastawienie widza w stosunku do tej trójki podlega ewolucyjnym zmianom. W warsztacie reżysera jest to pewne novum i oznaka wspomnianej asekuracji: “Kler” w pewnym sensie posiada bohaterów pozytywnych. Poszukujących i jednocześnie bezsilnych w swoich poszukiwaniach – te spełzają na niczym w obliczu całego środowiska, które toczy zgnilizna. Warto jednak zauważyć, że pozytywizm bohaterów jest do pewnego stopnia pozorny. Trybus, czy Jakubiak powodowani są strachem o własną skórę (a może duszę?), a Lisowskim kieruje tylko i wyłącznie pragmatyzm uświęcający wszelkie środki prowadzące do celu. To dość jednoznaczna manifestacja, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że film traktuje o wspólnocie duchownych.

Monotonia i kontrasty

W ten sposób dochodzimy do głównego wniosku, jaki nasuwa mi się po seansie “Kleru”. Podobnie jak w przypadku poprzednich produkcji reżysera, jest to film niewygodny, niejednoznaczny, nieprecyzyjny i (wiem, że czekacie) niekoherentny. Reżyser w swoim stylu ucieka się do niespójności, przesadnych wyolbrzymień i symbolizmu. Podejmuję próbę dogłębnego i interesującego studium ludzkiej psychiki, ale badanie to zostaje przeprowadzone w warunkach ambulatoryjnych, gdzie naturalizm odzierany jest z wiarygodności przez abstrakcyjną i jednowymiarową konstrukcję świata.

Kościelne święta w obiektywie Smarzowskiego trącają kpiną i satyrą. Właśnie w takich niuansach reżyser zakodował swój prywatny stosunek do poruszanego w filmie tematu.

Zdaję sobie sprawę, że ten warsztat reżyserski cieszy się w naszym kraju ogromną estymą i szacunkiem. Mimo tego, nie przemawia do mnie gatunkowy kolaż przełamujący czwartą ścianę wystudiowanymi grymasami bólu dorosłych ofiar pedofilii (ta scena była kompletnie niepotrzebna). Filmografia światowa ma ogromne sukcesy na polu przepracowywania narodowych traum i społecznych tabu – wystarczy sięgnąć po amerykańskie produkcje o Wietnamie, czy brytyjskie o Irlandii Północnej, ba – wystarczy nawet zerknąć na dorobek krajowych mistrzów: Andrzeja Wajdy, Agnieszki Holland. W każdym z tych przypadków, omawiane problemy utkane zostały w klasyczną, uniwersalną opowieść o zrównoważonym ładunku emocjonalnym.

Smarzowski świadomie rezygnuje z tej równowagi. Buduje obraz przerażający, mający widzem wstrząsnąć i pobudzić do refleksji. Czy słuszne? Biorąc pod uwagę poruszaną tematykę, możliwe że tak. Czy skutecznie?

Cóż, nie będę owijał w bawełnę – poza czterema naprawdę świetnie zrealizowanymi i uderzającymi scenami, seans “Kleru” jest długi i nużący. Sceny statyczne, których usunięcie nie wpłynęłoby specjalnie na treść filmu stanowią dobre 15-25 minut całości. Bohaterowie, mimo subtelnej narracji i dokładnego studium charakterów – nie wzbudzają większego zainteresowania. To zresztą jest mój zarzut w stosunku do wielu poprzednich produkcji W.S. – od początku wiadomo, jaki jest ciężar gatunkowy i do czego jego rozwój będzie prowadzić. Ciężko w tym znaleźć miejsce na budowanie porywających emocji, kluczenie. Seans należy do gatunku tych męczących – powoduje uczucie dyskomfortu, a w skrajnych przypadkach ambiwalencje i… senność. Dwie osoby na sali kinowej smacznie spały, chrapiąc tak głośno, że i mnie przeszło przez myśl czy nie sprawdzić, co jest za zamkniętymi powiekami.

Teoretycznie pozytywna postać księdza Kukuły. Jak widać, kasa musi się zgadzać.

Pod względem technicznym – wszystko jest na miejscu. To znaczy na miejscu w warsztacie Smarzowskiego – czyli: muzyki nie ma, udźwiękowienie to jakieś stukanie po rurach kanalizacyjnych, na taśmę filmową założono najzimniejszy filtr na rynku, a kadry skomponowane są z pomysłem i “niejednoznacznie”. Film, jak wspomniałem, przypomina trochę kino naturalistyczne, chociaż i ta forma załamuje się pod ciężarem pretensjonalnego finału. Operatorka to również kontrast: ładnie skomponowane kadry przeplatają się z brzydotą kaset VHS i nieuważnego filmowania “z ręki”. Końcowy efekt, to uznany przez jednych, a niestrawny dla drugich Wojtkowy specjał: miszmasz kaszy z owocami.

Aktorzy, poza wspomnianymi Więckiewiczem i Kulig, spisali się koncertowo. Janusz Gajos to klasa sama w sobie, chociaż w tym przypadku miałem wrażenie, że powielił on swoją kreację z “Układu Zamkniętego”, a sięgając jeszcze dalej – to nawet z “Psów” Pasikowskiego. Jakubik i Braciak pokazali ogromny potencjał, zwłaszcza ten pierwszy – mimo uderzającego podobieństwa do innych ról u W.S. – zaprezentował umiejętności, o które bym go nie podejrzewał. Pan Jacek Braciak posiada tę niezwykłą właściwość, że zawsze ogląda się go z przyjemnością. I nie zepsuł tego nawet grobowy nastrój scenariusza.

Summa Summarum

Reasumując ten przydługi wywód na temat “Kleru”, mam ochotę nie wystawiać mu żadnej noty.

Z jednej strony wydaje się najbardziej zbliżonym do mainstreamu filmem autora, co wypada przecież bardzo wysoko ocenić, również ze względu na daleki od mainstreamu, artystyczny styl Smarzowskiego, wypracowany na przestrzeni lat.

Jest wiec ‘Kler’ jego największym sukcesem jako twórcy, dzięki któremu jego autorska, artystyczna wizja dotarła do naprawdę Wielkiej Widowni.

Jednocześnie, jak na autorską wypowiedź w tak istotnej i ważnej społecznie sprawie, jest “Kler” przekazem wyjątkowo ubogim i oszczędnym. Okazuje się, że poza standardami swojego warsztatu: dekadencją i martyrologiczną przekorą, którą uzupełniły interesujące portrety psychologiczne i zapadające w pamięć sceny o potencjale pokoleniowym, niewiele miał Smarzowski do opowiedzenia. W efekcie, film potrafi znużyć i momentami jest po prostu nudny. Narracja się ciągnie, a brak równowagi ciąży na widzu, co składa się ostatecznie na niepozbawioną wad, lecz z pewnością wartościową i wartą uwagi całość.

Bardzo możliwe więc, ze ‘Kler’ stanie się dla Smarzowskiego tym, czym ‘Infiltracja” dla Martina Scorsese. Lub, zachowując rodzime proporcje: “Człowiek z żelaza” dla Andrzeja Wajdy. Filmem “największym”, najszerzej komentowanym, obficie obsypanym nagrodami i powszechnie docenionym. Chociaż być może wcale nie najlepszym.

Ja osobiście zauważam w nim zmarnowany potencjał, bo staram się zawsze mierzyć siły na zamiary. I podobnie jak przy “mniejszych”, często zahaczających o amatorstwo produkcjach zdarza mi się spojrzeć na nie łagodniejszym okiem, tak w przypadku uznanych nazwisk dostosowuje swoje oczekiwania do możliwości twórców. “Kler” mógł być ważnym komentarzem dla niezwykle trudnego problemu, a być może nawet dziełem, po którym widownia zbiera zęby z podłogi. Ostateczny efekt jest jednak taki, że widzom zdarza się przysypiać, bo narracja kuleję, a psychologiczne studium zostaje zagłuszone przez uproszczenia i pretensjonalność.

Nie uważam, żeby był to film uderzający w polskie duchowieństwo – o ile polskie duchowieństwo nie odnajduje się w żadnej z zaprezentowanych w filmie klisz i stereotypów. Jest dla mnie jasne, że przedstawione w “Klerze” wydarzenia mogą (i mają) mieć miejsce w jednostkowych przypadkach, które prawdopodobnie zdarzają się częściej, niż mi się wydaję. I z tego powodu, uważam że “Kler” największe wrażenie zrobi właśnie na duchownych – stanowi “krzywe zwierciadło”, w którym powinni się przyjrzeć Ci, na co dzień oglądający grzechy swoich wiernych.

Mistrz Gajos w prostej, ale precyzyjnie skonstruowanej roli. Jego słowa już przeszły do języka potocznego. Nawet wysłuchiwanie (zbyt częstych imho) przekleństw intonowanych jego akcentem sprawia przyjemność.

Nie uważam też, żeby był to film otwierający ludzkie serca i przełamujący społeczną niechęć do dialogu o pedofilii w kościele – jest zbyt metaforyczny, zbyt hiperboliczny, zbyt świadomie przekłamany, żeby można było na jego podstawie wysnuwać słuszne wnioski. Tzn. wnioski wyciągać można zawsze, ale w tym przypadku byłaby to głupota idąca ramię w ramię z zastosowanymi w filmie uproszczeniami.

Smarzowski, z właściwą sobie nieelegancją i wulgarnością przekazu zwrócił w nim uwagę na problem instytucji Kościoła. W gruncie rzeczy, zrobił to samo, co przy każdym swoim poprzednim filmie. Jedyna, ale i zasadnicza różnica polega na tym, że problem poruszany w “Klerze” jest ze wszech miar aktualny, ważki i społecznie potrzebny.

I właśnie dlatego, to bardzo dobrze, że “Kler” powstał: że pobije dziesiątki rekordów popularności i wywoła ogólnonarodową dyskusję, że Smarzowski znów zostanie uznany za piewcę pokolenia. Bo na tym polega kultura, jej fenomen jako zjawiska: potrafi urodzić owoce, które fermentując prowadzą do społecznych przemian. Smarzowski – niewątpliwie utalentowany i ambitny twórca –  w produkowaniu takich, wywołujących ferment owoców jest świetny.
Wciąż jednak czekam na owoc, którym będzie po prostu świetny film.

Spoiler! Pokaż

-->

Kilka komentarzy do "Kler (2018)"

  • 31 października 2018 at 12:05
    Permalink

    Pierwszy. Musieliście, co? 🙂

    Reply
    • 31 października 2018 at 12:07
      Permalink

      Reauja na glos ludu 🙂

      Reply
  • 31 października 2018 at 12:23
    Permalink

    Joanna Kulig a nie Agata Kulesza była kochanką Więckiewicza 😉

    Reply
    • 5 listopada 2018 at 08:21
      Permalink

      Dzięki, oczywiście poprawione.

      Reply
  • 31 października 2018 at 12:28
    Permalink

    Gosposię grała Kulig, a nie Kulesza.

    Fajna recenzja, taka niejednoznaczna (bezpieczna).

    Reply
  • 31 października 2018 at 13:03
    Permalink

    recenzja mnie nie zaskoczyla, ale to, kto jest jej autorem, juz tak xd najwiekszy z redakcji zwolennik nie ogladania tego filmu 😀

    Reply
    • 31 października 2018 at 14:47
      Permalink

      Ostatecznie zapowiadal, ze podejmie wyzwanie 🙂

      Wolalbys recenzje od sitha lub daela? Bo ja nie 😛

      Reply
      • 31 października 2018 at 15:25
        Permalink

        wolalbym dostac od wszystkich 3. fajnie byloby spojrzec na inne punkty widzenia ;D

        Reply
        • 31 października 2018 at 19:38
          Permalink

          DaeL bedzie bronil, a Sith atakowal 😛

          Reply
  • 31 października 2018 at 13:11
    Permalink

    Spoiler umieszczony na końcu wypocin autora utwierdza w przekonaniu, że wyżej wymieniony po prostu filmu nie zrozumiał.

    Reply
    • 1 listopada 2018 at 12:05
      Permalink

      NIE ZROZUMIALEŚ FILMU!!!!ONEONE

      Łoł, poczułem się jak na filmwebie AD2009

      Reply
  • 31 października 2018 at 14:16
    Permalink

    Chcialbym wiecej takich rozbudowanych analiz. Swietnie sie czyta 🙂

    Filmu ogladac nie zamierzalem, ale recenzja mnie zaciekawila i troche przekonala, zeby dac mu szanse.. Skoro nie jest tak zle, jak slyszalem z wiarygodnych zrodel…

    Reply
  • 31 października 2018 at 16:35
    Permalink

    Strasznie asekurancki ten tekst.

    Reply
  • 31 października 2018 at 17:45
    Permalink

    Potrafię docenić ogrom i nakład pracy nad recenzjami tu tworzonymi i chętnie je czytam. Odnoszę jednak wrażenie że autor (nie pierwszy już raz) bardziej koncentruje się na bezmyslnym używaniu wyszukanego słownictwa i różnych zabiegów stylistycznych, jak na stworzeniu rzeczowej i obiektywnej opinii.

    Reply
    • 31 października 2018 at 19:37
      Permalink

      Ale czego Ci tu bbrakuje? Poza wyszukanym stylem nie ma opisanych wad i zalet produkcji?
      Opinia jest jak najbardziej obiektywna: odnosi sie do wielu aspektow, film dostaje za jedne grzeszki, a chwalony jest za inne sprawy. Jak dla mnie zasada obiektywizmu zostala zachowana. A ze jezyk jest bogaty to tylko imo lepiej.

      Asekurancko to by bylo rzucac w tej recenzji kamieniami w ktoras strone. Jak dla mnie bardzo przytomny, wywazony tekst ktory jest troche glosem rozsadku w tej narodowej paranoi na temat Kleru.
      Bardzo dobrze, ze jest posrodku. Prawda zawsze lezy posrodku 🙂

      Reply
      • 3 listopada 2018 at 03:45
        Permalink

        Ja sie zgadzam z recenzja , która wyraźnie pokazuje czego brakuje wklejam:Ostateczny efekt jest jednak taki, że widzom zdarza się przysypiać, bo narracja kuleję, a psychologiczne studium zostaje zagłuszone przez uproszczenia i pretensjonalność – cała prawda o tym filmie. warstwa psychologiczna ze strony skrzywdzonych bohaterów słaba, mozna było bardziej pokazać cierpienie ludzkie i wtedy kosciól by dostał duzo bardziej poprzez ten obraz.

        Reply
    • DaeL
      31 października 2018 at 22:48
      Permalink

      Zaręczam, że Pquelim wcale się na tym nie koncentruje. Jest pracownikiem naukowym na uczelni wyższej. Oni już tak mają 😀

      Reply
    • 5 listopada 2018 at 08:23
      Permalink

      Dzięki za komentarz – odnotowałem, biorę do siebie i spróbuję coś z tym zrobić.

      Reply
  • 1 listopada 2018 at 11:45
    Permalink

    Po wyjściu z kina, pierwszym pytaniem (poza tym co niektórzy ludzie robili w kinie)było: o czym ten film właściwie jest? Bo ani to o “grzechach kościoła”, których nikt by nie znał. Niby poruszany jest mechanizm przenoszenia księży oskarżonych, ale przez to, że Smarzowski chciał umieścić w tym filmie wszystko, żaden z poruszanych tematów nie wybrzmiewa wystarczająco mocno. No i pewne łopatologiczne sceny które bardziej pasują do subtelności Vegi (na czele ze sceną z młodym księdzem i mszą za ojczyznę w otoczeniu transparentów “Solidarności” – skojarzenie z autentyczną postacią jest aż nazbyt widoczne).

    Reply
  • 1 listopada 2018 at 17:23
    Permalink

    Mówiłem przecież, że to ostatni szajs. Nie chce mi się wszystkiego powtarzać, więc kto chce niech zerknie tutaj: https://fsgk.pl/wordpress/2018/10/pierwszy-czlowiek-2018/#comment-45950 i następne. Nie znoszę filmów (jak też i innych dziedzin sztuki), które są “kontrowersyjne”, bez względu komu tam akurat dowalają. Bo to z reguły znaczy, że film jest o niczym, nudny, głupi, a powstał wyłącznie po to, żeby autor błysnął tą “kontrowersyjnością” i żeby się o nim mówiło (najlepiej nie przekręcając nazwiska). Tak jest i w tym przypadku. Smarzowski gówno wie o środowisku, o którym opowiada, posługuje się paroma stereotypami, a świat nie będzie po tym filmie ani odrobinę lepszy ni ciekawszy. To tak jak próbować nauczyć się czegoś o kobietach z filmu porno. Tak jest zresztą z każdym jego filmem. Jak powiedziałem: facet dostrzega w życiu tylko gnój, menelstwo i beznadzieję. Szkoda bezpowrotnie straconych dwóch godzin z życia (czy ile tam to trwa) na takie “analizy”.

    Reply
    • 3 listopada 2018 at 03:42
      Permalink

      akurat pokazal prawde , dla mnie ten film jeszcze za mało szokował a pokazał prawde , która wszyscy wiedza i udaja ,ze nie ma problemu a kosciól jest szajsem, kórego nienawidze

      Reply
    • 3 listopada 2018 at 11:36
      Permalink

      nie wiem czemu tak usilnie chcesz kogoś namawiać do nieoglądania tego filmu, z twoich wypowiedzi(bo trudno to nazwac recenzja hehe) wyplywaja same negatywne emocje ktorymi sie tylko kierujesz ktore sprawiaja ze masz klapki na oczach xD nawet nie ogladales tego filmu, tylko sugerujesz sie wypowiedziami swoich znajomych, no pls godna pozalowania postawa, nie miec wlasnego zdania.
      “To tak jak próbować nauczyć się czegoś o kobietach z filmu porno.”
      zwidzilbys sie. gdybys poznal doglebniej temat xD ale po co, cnie?

      #bait

      Reply
  • 3 listopada 2018 at 03:41
    Permalink

    Bardzo nie lubie koscioła katolickiego i jest to insty6tucja , która mnie wkurza jak mało co. co do filmu sie z recenzja zgadzam mnie zawiódł za prosty zbyt mało rozbudowany psychologicznie , mogł szokowac tylko tych , którzy mysla ,ze kosciól jest czysty a ksiadz to bóg , takich madrych inaczej jest troche w Polsce .

    Reply
    • 3 listopada 2018 at 11:37
      Permalink

      czemu cie wkurza ta instytucja?

      Reply
    • 4 listopada 2018 at 23:34
      Permalink

      No i proszę. Tak jak powiedziałem. To są filmy (“Smoleńsk”, “Kler” itp.) tylko dla ludzi o określonych skrajnych poglądach, którzy chcą się w tych poglądach – w swoich lękach i emocjach – utwierdzić. Normalny człowiek, który w kinie chce poobcować ze sztuką, nie ma na nich czego szukać.

      Reply
      • 5 listopada 2018 at 08:35
        Permalink

        Przede wszystkim “Smoleńsk” to fatalnie zrobiony, zagrany, zmontowany i napisany film. “Kler” w porównaniu ze “Smoleńskiem” to dzieło Da Vinciego.
        Moim zdaniem osoba o “wypośrodkowanych” poglądach też może spokojnie do “Kleru” zasiąść i z zainteresowaniem film obejrzeć. Nie jest taki zły, jak go malują oburzone środowiska katolickie. To trochę jak z “Pokłosiem” – który notabene był znacznie lepszym filmem, znakomitym thrillerem ze świetną obsadą aktorską. Ale w PL jak ktoś się zechcę obrazić – najczęściej dlatego, że w filmie zobaczy samego siebie – to obrazi się zawsze. “Kler” jest karykaturą duchowieństwa, opartą na wybitnie negatywnych, lecz rzeczywistych praktykach, które zostały w nim przedstawione jako dominujące. Nie jest to obraz rzeczywisty, wiec jeżeli ktoś utwierdza się w swoich przekonaniach na podstawie seansu – moim zdaniem popełnia błąd.

        Ten film jest jak cała filmografia Smarzowskiego – pokazuje co jest źle, robi to z kunsztem i uderzająco. Ale nie mówi nic więcej, nie wskazuje drogi wyjścia z dekadencji.

        Reply
        • 5 listopada 2018 at 18:54
          Permalink

          Błąd nie błąd, ale właśnie się utwierdzają. Poczytaj te różne “Gaje” powyżej. Myślisz, że to wyjątkowa wypowiedź? Dlatego właśnie uważam go za szkodliwy. Bo szermuje najgorszym stereotypem i stygmatyzuje całe środowisko kościoła. Nakręca jego wrogów. Jak hitlerowskie filmy o Żydach. Gdyby Smarzowski zrobił film o jednym księdzu, pokazał co jest złe i wskazał jakąś drogę poprawy, to nic bym nie gadał. Taki film mógłby być pożyteczny. Ale on twierdzi, że cały kościół to pijacy, zboczeńcy i karierowicze, dla których nie powinno być miejsca w normalnym świecie. Jak hitlerowcy twierdzili, że Żydzi to same zachłanne świnie roznoszące wszy. Mam swoje lata i poznałem w życiu paru proboszczy. Żaden nie miał romansu z gosposią, nie molestował ministrantów i nie nadużywał alkoholu. A gdy brałem ślub i chrzciłem dzieci nie wzięli ode mnie ani grosza, bo wiedzieli, że mi się nie przelewa. Jak myślisz, to ja miałem szczęście, czy Smarzowski pierd… jak potłuczony i szczuje lewactwo?
          Będę się śmiał, kiedy Smarzowski następny film nazwie “LGBT” i zrobi go o środowisku gejów, pokazując ich bez wyjątku jako bandę zachlanych zboczylasów i pedofili. Wtedy chętnie przejdę się na to dzieło polskiej kinematografii. Choćby po to, żeby zobaczyć kto wówczas będzie się niesłusznie obrażać. 🙂

          Reply
          • 6 listopada 2018 at 08:44
            Permalink

            Robercie Snow, fajnie argumentujesz swoje zdanie i nastawienie do filmu. Niepozbawione jest to logiki, choć jednak uproszczonej: porównanie progpagandowych filmów aparatury Hitlera do jednego wybryku polskiego artysty wizualnego, to jednak spora hiperbola, nie sądzisz?
            Za Hitlerem stał aparat władzy totalitarnej. “Kler” to tylko kropla w morzu potrzeb – bo z tym, że film okazał się potrzebny też chyba nie ma sensu polemizować – 4 miliony widzów to wystarczająca argumentacja. Nawet, jeżeli część z nich poszła na “komedię”, lub kontrowersyjną wyżerkę, na którą tak utyskujesz.

            Masz bardzo konkretne zdanie na temat filmu i chwała za to. Ale chyba niepotrzebnie – z początku – operujesz dość bezwzględnym i zamykającym drogę do dyskusji słownictwem, nazywając film “ostatnim szajsem”. To nie jest szajs, a w kulturze znajduje się miejsce i na takie – w Twoim odczuciu – jednostronne i wypaczone dzieła. W przeciwnym razie kultura przestaje być wolna, a zniewolenie kultury oznacza zniewolenie społeczeństwa.
            Dlatego uważam, że warto abyś jednak “Kler” obejrzał, jeśli do tej pory go nie widziałeś. To, wbrew pozorom nie jest aż tak jednoznaczny paszkwil na duchowieństwo, za jaki go uważasz. Świadczą o tym chociażby rozczarowane komentarza zagorzałych przeciwników Kościoła – tutaj widoczne w przykładzie wspomnianej przez Ciebie Gai (notabene, mnie również zastanawia skąd taka nienawiść do kościoła). Ten film otwartych przeciwników w głównej mierze rozczarował, bo wydał im się zbyt “miękki” i niejednoznaczny. A to już jest jakaś wartość.
            Też wolałbym, żeby Smarzowski robił filmy z większym obiektywizmem i bardziej zbliżone do “prawdy”, której – jak słusznie napisał tolkien – zwykle należy szukać pośrodku.
            Ale nie mogę odmówić “Klerowi” jego pożyteczności. Porusza ważny, poważny i dramatyczny problem, który w naszym społeczeństwie jest zamiatany pod dywan – i to nie tylko przez środowisko duchowne, często również przez zwykłych wiernych, a nawet osoby związane z ofiarami pedofilii. W tym sensie uważam, że “Kler” jest dźwignią wynoszącą ten trudny temat w samo centrum opinii publicznej – wywołuje ferment, który jest potrzebny. W związku z nim następuje oczywiście wysyp radykalnych opinii i niewartych uwagi pieniaczy, z każdej strony. To konsekwencja masowości i z tym trzeba się po prostu pogodzić, ignorując wpływ samozwańczych autorytetów, poszukać własnego zdania. To wysiłek intelektualny wyróżnia ślepe owce, które nie są skłonne go podjąć, od liderów opinii, którzy na swój sposób kształtują rzeczywistość wokół siebie. Wolałbym, zebyśmy np. tutaj, na fsgk.pl niepopadali w radykalizmy, a wymieniali się swoimi argumentami.

            Reply
            • 6 listopada 2018 at 11:15
              Permalink

              Dobrze, może z hitlerowcami przesadziłem, podałem jednak ten argument jako przykład skrajnego generalizowania. Zauważ, że Smarzowski nie zatytułował swojego filmu “Zły ksiądz A” czy “Zły ksiądz A i biskup B”. Zatytułował go “Kler”. Wredni Żydzi też pewnie się trafiali, ale to nie uprawnia nikogo, nawet artysty, do stygmatyzowania całego środowiska. Co do wspomnianej pedofili. Jest ona oczywiście wielkim złem, ale często też bywa traktowana instrumentalnie, jako narzędzie do ataku na kościół. Dlaczego nie stygmatyzuje się innych środowisk? Nauczycieli? Trenerów sportowych? Listonoszy? Dlaczego nie homoseksualistów, skoro pedofile to najczęściej homoseksualiści?! Dlaczego zawsze, gdy mowa o kościele, prędzej czy później ktoś wyciąga tę pedofilię? Kiedy statystyki dowodzą niezbicie, że wśród księży trafia się ona znacznie rzadziej niż wśród innych grup zawodowych pracujących z dziećmi? Pedofila powinno się brać za łeb i sadzać do mamra na wieki, a nie roztrząsać czy był on księdzem czy dyrygentem. Czym to wyjaśnić niż wojną kulturową lewactwa? A taki “Kler” wpisuje się w tę wojnę po określonej stronie. Ale to już temat na inną, dłuższą dyskusję. Nie sądzę zresztą, aby akurat Smarzowski czuł się żołnierzem na tej wojnie. Prędzej przestraszył się, że po “Wołyniu” lewicujące środowiska filmowe wezmą go za “pisowca” i chciał udowodnić, że jest “swój”. 🙂

              Reply
              • 6 listopada 2018 at 13:55
                Permalink

                “Dlaczego nie stygmatyzuje się innych środowisk? ”

                na to pytanie mam pewną, teoretyczną odpowiedź.
                Wydaje mi sie, że ksiądz jest osobą bardzo silnie związaną ze sferą mentalną obywateli. W pewien sposób wpływa on na wartości trnscendentalne, a przez to bardzo osobiste – każdy wiarę przeżywa indywidualnie i jest to niezwykle intymna sfera ludzkiej psychiki. Fakt, że osoba ciesząca się tak dużym zaufaniem i autorytetem w tej dziedzinie, operujaca jednocześnie na co dzień wartościami Dobra i Zła, niejako z racji swojego “zawodu” doradzająca innym w tych kwestiach, może jednocześnie tak boleśnie krzywdzić swoje ofiary po prostu musi budzić ogromne oburzenie.
                Nie chcę popadać w jakieś relatywizmy, ale jednak trochę inaczej “patrzy się na” pedofila, który wcześniej był np. kryminalistą i członkiem gangu, a inaczej na pedofila-księdza, którego egzystencja właściwie opiera się na zaufaniu społecznym.
                Dlatego ten temat tak ogniskuje społeczeństwo.

                Natomiast inne środowiska jak najbardziej zasługują na przepracowanie, zwłaszcza statystyki tego typu przypadków wśród nauczycieli wyglądają bardzo interesująco – niestety nie w Polsce, bo… takowych nie znalazłem. Jest tylko statystyka osadzonych z 2013 roku – niecałe 1400 osób, wśród których ponad 700 nie miało żadnego wyuczonego zawodu (w praktyce byli to murarze, pracownicy budowlani itp.). Ale takie dane są potężnie niedoszacowane i niereprezentatywne.

                Reply
                • 6 listopada 2018 at 18:50
                  Permalink

                  Zapewne częściowo tak jest. Ale jest i druga strona medalu. Oskarżenia o pedofilię stały się wygodną pałką do walenia w kościół katolicki dla jego wrogów. Choć to ohydne, to jednak światowemu lewactwu udało się utrwalić to odruchowe skojarzenie myślowe: ksiądz=pedofil. Przynajmniej u niektórych. To zupełnie jak histeria nakręcana przez totalną opozycję i różnych kodziarzy, że PiS chce obalić demokrację. To ten sam mechanizm. Nieważne, że nie ma ku temu najmniejszych przesłanek. Tym gorzej dla przesłanek. Walono w ten bęben już na drugi dzień po wyborach, choć PiS nie zdążył jeszcze podjąć żadnej decyzji. Ale na pewno chciał już obalać demokrację. Bo przecież każdy wie, że prawica zawsze chce obalać demokrację. Liczy się utrwalone skojarzenie. Każdy prawicowiec obala demokrację, a każdy ksiądz to pedofil. A pamięć tłumu jest żadna. Kto dziś pamięta jak Platforma pacyfikowała za pomocą ABW redakcję “Wprost” albo zakładała prewencyjne podsłuchy prawicowym dziennikarzom?

  • 6 listopada 2018 at 09:24
    Permalink

    Bylem, widzialem, NIE jestem rozczarowany.

    Po przeczytaniu tej analizy wlasciwie jasne bylo, czego sie po filmie mozna spodziewac.
    Generalnie nihil novi, film niestety jest zbyt miekki dla przeciwnikow i zbyt dosadny dla zwolennikow Kosciola, zeby mogl cokolwiek zmienic. Podobaly mi sie mocne sceny i trio aktorskie Jakubik-Braciak-Gajos (Wieckiewicz faktycznie zupelnie nijaki), ktore pociagnelo ten film i dalo kilka popisowych dialogow.

    To, co mnie uderzylo, to jak bardzo Smarzowski nie ewoluuje jako tworca. Ostatnie co od niego widzialem to byl ‘Dom Zly’ i no coz, przypomnialem sobie dlaczego nie poszedlem na zaden nastepny film. Strasznie sie ciagnie, jest bardzo smutny i meczacy, wlasciwie wiekszosc ‘klimatu’ zostaje narzucona juz w pierwszych 20minutach, potem to w zaden sposob sie nie zmienia. Jedyne co trzymalo w napieciu to rozwoj poszczegolnych historii, cos tam rzeczywiscie sie dzialo.
    Niestety koncowka straszna.
    Mysle, ze 6/10 to dobra ocena, bo film nie jest w zadnym elemencie gniotem, a. Realizacja przebija wiekszosc rodzimej konkurenncji.
    Aha, a co do spoilera – to rzeczywiscie bylo to niejednoznaczne, ale sklaniam sie ku interpretacji, ze

    Spoiler! Pokaż
    Reply
    • 6 listopada 2018 at 13:57
      Permalink

      “To, co mnie uderzylo, to jak bardzo Smarzowski nie ewoluuje jako tworca”

      trudno się nie zgodzić, bo miałem takie same odczucia po obejrzeniu “Pod Mocnym Aniołem”. Do momentu wydania “Kleru” najbardziej niejednoznacznym, i nieco pozytywnym w wydźwięku filmem Smarzowskiego był jego debiut, czyli “Wesele”.

      Reply
      • 6 listopada 2018 at 20:16
        Permalink

        Z ta niejednoznacznoscia ‘Kleru’ to tak jak w recenzji – moim zdaniem mocno pozorowana. Glownie poprzez sam proces narracji, ktory jest tak skonstruowany, zeby nie bylo widac/slychac co bohaterowie naprawde czuja i mysla. Poza Jakubikiem, ktory wygladda na wariata, reszta glownie eksponuje kamienne twarze.

        Reply
  • Pingback: The Meg (2018) – FSGK.PL

  • 7 listopada 2018 at 09:02
    Permalink

    Robert Snow – piszę tutaj, bo drabinka dialogowa w komentarzach się skończyła. A że znowu nieco upraszczasz, chyba wypada się odnieść.

    “Oskarżenia o pedofilię stały się wygodną pałką do walenia w kościół katolicki dla jego wrogów”
    nie przypominam sobie, żebyśmy w PL mieli historię fałszywych oskarżeń księży o pedofilię. Wręcz, mam odczucie, sytuacja jest odwrotna – wielu księży z pedofilską przeszłością jest chronionych przez własne środowisko, w tym również wiernych i to jest ten problem społeczny, który wypada w naszym kraju jakoś próbować rozwiązać. Jeden z wielu.

    Poza tym, Kościół przez swoją wieloletnią praktykę zamiatania pod dywan (i nie tylko pedofilii, ale np. również sposobu finansowania, czy inwestycji np. Banku Watykańskiego – gorąca sprawa od lat w Rzymie – dorobił się wizerunku instytucji nieprzejrzystej, zagmatwanej i w dodatku nieustannie przekonanej o swojej świętości i racji absolutnej.

    No, chyba że masz na myśli oskarżenia trolli i hejterów, rzucanych w internecie, lub medialnych pieniaczy, którzy potrafią wytrzeć sobie usta dosłownie wszystkim, żeby tylko zaistnieć. Pieniaczy nie słucham, polecam również nie zwracać na nich uwagi. Łatwiej się żyję, mniej stresu i gotowania nerwów.

    “Choć to ohydne, to jednak światowemu lewactwu udało się utrwalić to odruchowe skojarzenie myślowe: ksiądz=pedofil.”
    To jest przypuszczenie, a nie potwierdzony fakt. Owszem, “przynajmniej u niektórych” takie teksty i proces myślowy może się pojawić. Ale jak napisałem wyżej – naprawdę nie warto się tymi ludźmi przejmować. Narzucanie tak uproszczonej dyskusji jest po prostu oznaką zidiocenia. Ja tam wolę rozmawiać (w miarę) rzeczowo i z szacunkiem dla każdej ze stron sporu. Jeżeli ktoś rzuca skojarzeniem “wszyscy księża to pedofile, bo tak jest”, to moim zdaniem automatycznie wypisuje się z grona społecznie użytecznych.

    “To zupełnie jak histeria nakręcana przez totalną opozycję i różnych kodziarzy, że PiS chce obalić demokrację. To ten sam mechanizm. Nieważne, że nie ma ku temu najmniejszych przesłanek. Tym gorzej dla przesłanek. Walono w ten bęben już na drugi dzień po wyborach, choć PiS nie zdążył jeszcze podjąć żadnej decyzji.”

    A to już nieprawda. KOD powstał w grudniu ’15, w odpowiedzi na działania związane z TK i SN. Owszem, okazało się to marną akcją poszukiwawczą wsparcia dla przegranych w wyborach, ale jednak było reakcją na jakieś działania rządu. To też demokracja i można.
    To, o czym piszesz miało miejsce w USA – kiedy chwilę po wyborze Trumpa rozpoczeły się pierwsze zadymy i akcje protestacyjne. Dlatego rozumiem, w co uderzasz i co Ciebie boli – brak refleksji i zaprogramowana spontaniczność.
    Chyba wiążesz to z “lewackim” lobby, które opanowało światową opinie publiczną. Nie wydaje mi się, żeby te obawy były w 100% uzasadnione – ostatnie wyniki wyborów (Austria, Włochy, nawet Trump w USA) pokazują, że społeczeństwa skręcają w prawo.

    Podsumowując: nie dajmy się zwariować, a dyskutujmy z rozwagą i szacunkiem. Tylko to jest pożyteczne.

    Reply
    • 7 listopada 2018 at 11:54
      Permalink

      “nie przypominam sobie, żebyśmy w PL mieli historię fałszywych oskarżeń księży o pedofilię”
      Kościół nie ogranicza się przecież tylko do Polski, w której i tak nie jest jeszcze najgorzej pod tym względem. Jakiś tam szacunek do kościoła wciąż się u nas utrzymuje. Mówię o tendencjach ogólnoświatowych. A na świecie takich oskarżeń nie brakowało. Zdarzały się lewackie prowokacje i zdarzała zwykła chciwość, żeby wydębić odszkodowanie (po części to wina samego KK, który często takie odszkodowania wypłacał bez należytego zbadania sprawy).
      “wielu księży z pedofilską przeszłością jest chronionych przez własne środowisko, w tym również wiernych”
      No proszę cię, co to za argument? Przecież specyfiką tego przestępstwa jest, że najczęściej sprawca jest chroniony przez swoje środowisko. Gdyby zboczeniec wpadał po pierwszym razie, nie byłoby to aż takim problemem. Mówisz o księżach, a przecież nie brak matek, które przymykają oko na to, co kochanek (czy tam inny “partner”) robi ich własnym dzieciom, żeby tylko zatrzymać go przy sobie. Kościół przynajmniej – jako instytucja – świadomie na pewno nie kryje przestępców. Wierzę, że nie robią tego również kuratoria, wojsko, związki sportowe itp. instytucje, których wewnętrzne reguły też często bywają nieprzejrzyste.
      “No, chyba że masz na myśli oskarżenia trolli i hejterów, rzucanych w internecie, lub medialnych pieniaczy”
      Owszem, ich także. Jednak to nie tylko trolle i hejterzy, którzy nie potrafią napisać po polsku składnego zdania. Nie brak też “autorytetów” – różnych “profesorów” od genderu i nauk politycznych – którzy zajmują się szczuciem zawodowo. Pewnie, można ich nie słuchać. Jednak ignorowanie problemu zawsze prowadzi tylko do tego, że zaczyna on narastać. Kłamstwo powtarzane wciąż i zewsząd staje się powszechnie znaną prawdą, czy tego chcemy czy nie. Powiedzmy sobie szczerze – ludziom nie chce się zagłębiać w problem, sprawdzać faktów i słuchać umiarkowanych opinii.
      “KOD powstał w grudniu ’15, w odpowiedzi na działania związane z TK i SN.”
      Powstał wkrótce po wyborach, tylko zalegalizowany został w grudniu. Pamiętam przecież. Zresztą, gdyby jego geneza była prawdziwa, to powinien powstać znacznie wcześniej. Mianowicie wtedy, gdy odchodząca PO zrobiła skok na Trybunał, wybierając nowych sędziów na zapas. Poza tym mówiłem o całej totalnej opozycji, a ta wszczęła histerię o niszczeniu demokracji i dyktatorskich zapędach Kaczafiego od pierwszego dnia rządów PiS, a nawet jeszcze wcześniej (mimo iż do tej pory przyjęło się dawać nowemu rządowi 100 dni spokoju).

      Reply
  • 7 listopada 2018 at 13:11
    Permalink

    “No proszę cię, co to za argument? Przecież specyfiką tego przestępstwa jest, że najczęściej sprawca jest chroniony przez swoje środowisko. Gdyby zboczeniec wpadał po pierwszym razie, nie byłoby to aż takim problemem.”

    No, ale jak chcesz to zrobić? Na pewno nie osiagniesz tego rzucaniem inwektywow i stwierdzaniem, ze cos jest niewarte niczyjej uwagi, bo Ty tak twierdzisz i nic nie zmieni Twojego zdania. To betonowanie sie we wlasnym okopie.

    Poza tym, taka jest natura dyskusji publicznej: Nie da się nie wskazywać palcem i jednoczesnie nie stygmatyzować środowiska. Bo na 2och merytorycznych dyskutantow trafi sie 20 obrzucajacych blotem uzywajacych skrotow myslowych – sam ich zresztą używasz, a i ja też nie jestem inny. Skróty myślowe pomagają organizować rzeczywistość, sa naturalna bariera ochronna przed nadmiarem informacji.
    I dlatego apeluje o zrownowazona dyskusje, bo obrzucanie sie – mniej lub bardziej wulgarnymi czy radykalnymi sloganami – nigdy do niczego nie doprowadzi.

    “Powiedzmy sobie szczerze – ludziom nie chce się zagłębiać w problem, sprawdzać faktów i słuchać umiarkowanych opinii.”

    Ludzi trzeba tego uczyć. Tym sie różnimy od zwierzat, że mamy własny rozum i możemy go pielęgnować, rozwijać. Jeżeli ktoś nie chcę z tego skorzystać – jego sprawa. Ale próbować trzeba.

    Reply
  • 7 listopada 2018 at 14:26
    Permalink

    “No, ale jak chcesz to zrobić?”
    Pracą u podstaw. Trzeba ludzi nauczyć, że przymykanie oka na przestępstwa pedofila jest nie lepsze od samej pedofilii. Tak jak Amerykanie nauczyli się, że przywłaszczanie czyichś utworów to złodziejstwo, a Skandynawowie, że portfel leżący na ulicy to nie dar niebios tylko czyjaś zguba. Na pewno nie zrobi się tego rzucaniem oskarżeń na całe środowiska. Nie histeryzować: “Wy, księża, jesteście złem wcielonym. Tolerujecie pedofilię i idźcie precz razem ze swoim kościołem”. Mówić jasno: “Ty, pierd… pedofilu, jesteś zły i powinieneś siedzieć. A jeżeli twój kolega, twoja gosposia czy twoi parafianie przymykają na to oko to są nie lepsi od ciebie”.
    No i nie słuchać lewactwa, bo oni mają na wszystko recepty gorsze od samej choroby. Z jednej strony potępiają kościół za rzekomą pedofilię, z drugiej sami ją promują.

    Reply
  • 7 listopada 2018 at 14:49
    Permalink

    Czasem mam wrazenie ze mowicie w sumie to samo, tylko zupelnie innym jezykiem 🙂

    Ja sie zgadzam, ze trzeba ludzi uczyc dyskusji i szacunku. A podzial na lewactwo i prawactwo od dawna uwazam za bezsensowny- to kwestia wyznawanej hierarchii wartosci i nastawienia do drugiego czlowieka.
    Ogolnie to chce wierzyc, ze ludziom zasadniczo chodzi o to samo w zyciu, tylko rozne do niego podejscie.

    Ogolnie to fajna dyskusja 🙂

    Reply
    • 7 listopada 2018 at 17:53
      Permalink

      Oczywiście, to kwestia wyznawanych wartości. Podział na lewicę i prawicę, według klasycznych kryteriów, już dawno nie ma racji bytu.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków