FilmyKlasyka KinaRecenzje Filmowe

Szybkie recenzje #5 (walka z ciemiężycielem)

Piąty odcinek i nieco kina batalistycznego. Będzie trochę o wielkich bitwach, ale także o pojedynczych bohaterach sprzeciwiających się tyranii. Będzie o roli Anglii jako antagonisty na różnych kontynentach i w różnych epokach, o waleczności, męstwie, honorze i wielkich złoczyńcach. Zapraszam na szybkie omówienie czterech produkcji, które ogląda się z zapartym tchem.

Zabawa w Indian

Każdy ma jakiegoś uznanego reżysera, którego twórczości nie lubi, a fenomen jego filmów pozostaje dla niego zupełnie niezrozumiały. Dla jednych będzie to Quentin Tarantino, dla innych Christopher Nolan, Paul Thomas Anderson czy – z nowszych twórców – Yorgos Lanthimos. Dla mnie takim przypadkiem jest Michael Mann, choć początki jego kariery oceniam bardzo wysoko. Jako krytyk Informatora i – tym bardziej – Gorączki pozostaję w zdecydowanej mniejszości, być może nawet niemal całkowicie osamotniony.

Jest jednak film Manna, który naprawdę zachwyca i stanowi pomnik pewnego etapu w życiu wielu ludzi. Fascynacja Indianami była kiedyś czymś powszechnym, a jednocześnie niezwykle inspirującym – rozbudzała wyobraźnię i zachęcała do przeżywania wielkich przygód. W 1992 roku powstał Ostatni Mohikanin z Danielem Day-Lewisem w roli głównej – choć nie tytułowej, o czym warto pamiętać.

O samym filmie można napisać bardzo wiele, ale najpierw krótka ciekawostka historyczna. Powieść Jamesa Fenimore’a Coopera z 1826 roku doczekała się aż jedenastu ekranizacji, wliczając wersje animowane. Film Manna pozostaje jak dotąd ostatnią z nich. Warto również przypomnieć, że literacki Ostatni Mohikanin jest drugą częścią pięcioksięgu o przygodach Sokolego Oka.

Przechodząc do samego filmu – niemal wszyscy zgodnie podkreślają dwie rzeczy. Pierwszą jest legendarna ścieżka dźwiękowa, która do dziś znajduje się w ścisłej czołówce muzyki filmowej. Drugą – znakomita kreacja Daniela Day-Lewisa, do której naprawdę trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Do tego dochodzi bardzo dobry scenariusz, konsekwentne prowadzenie przyczyn i skutków, świetnie rozpisany antagonista oraz przekonujące przedstawienie szerokiego tła historycznego. Uzupełniają to znakomite plenery, dopracowana scenografia, kostiumy i bardzo dobre dialogi.

To film niemal kompletny. Bywa chwilami rozwlekły, ale wynika to raczej z chęci maksymalnego zanurzenia widza w świecie przedstawionym niż z narracyjnej nieporadności. Z równą powagą potraktowano zarówno wątek wojenny, jak i historię miłosną oraz drogę głównego bohatera. Ostatni Mohikanin jest dziełem bardzo klasycznym w swojej konstrukcji, ale jednocześnie pełnym autentycznych emocji. To kino wojenne, przygodowe i monumentalne, które dla niektórych może okazać się zbyt patetyczne, lecz właśnie dzięki temu pozostaje tak wyjątkowe. To jeden z tych filmów, do których wraca się nie dla samej fabuły, lecz przede wszystkim dla atmosfery.

Ostatni Mohikanin (The last of the Mohicans) (1992) – ocena: 9/10

Tym razem praktycznie bez Indian

Kolejny film pod wieloma względami przypomina poprzedni. Patriota wyszedł spod ręki twórcy kojarzonego przede wszystkim z widowiskowym kinem katastroficznym. Roland Emmerich ma na swoim koncie kilka produkcji, które jedni uwielbiają, a inni traktują z dużym dystansem, ale trudno odmówić im wpływu na kino rozrywkowe. Tym większym zaskoczeniem było dla mnie, że zdecydował się nakręcić tak klasyczne widowisko historyczne z Melem Gibsonem, będącym wówczas u szczytu swojej aktorskiej formy.

Największą siłą filmu pozostaje znakomity antagonista. Jason Isaacs stworzył jednego z najbardziej odrażających złoczyńców w kinie batalistycznym – człowieka okrutnego, pozbawionego honoru i gotowego zniszczyć życie głównego bohatera za wszelką cenę. Musiał sięgnąć do swoich wewnętrznych pokładów mroku i stać się kimś, kogo się po prostu nienawidzi. Dzięki temu osobisty konflikt nabiera ogromnej siły, a wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych staje się czymś więcej niż tylko efektownym tłem dla widowiskowych bitew.

Uwielbiam ten film za jego bezkompromisowość. Nie boi się pokazywać brutalności wojny ani konsekwencji podejmowanych decyzji. Nawet bez zdradzania szczegółów warto wspomnieć o dwóch scenach. Pierwsza – spalenie kościoła pełnego ludzi – należy do najbardziej wstrząsających momentów całego filmu i doskonale pokazuje skalę wojennego okrucieństwa ze strony Anglików. Druga to pożegnanie głównego bohatera z najmłodszą córką. Jej rozpaczliwy bieg, łzy i słowa wypowiedziane do ojca należą do najbardziej poruszających scen rodzinnych, jakie widziałem w kinie historycznym.

Film jest świetnie zmontowany, bardzo dobrze prowadzony i pełen interesujących bohaterów drugoplanowych. Owszem, nie brakuje tu amerykańskiego patosu i wyraźnie patriotycznej symboliki, ale w tym przypadku zupełnie mi to nie przeszkadza. Mel Gibson doskonale odnajduje się w takich rolach i potrafi takiego bohatera perfekcyjnie widzowi sprzedać.

Patriota (The Patriot) (2000) – Ocena: 10/10

Więcej Gibsona

O Bravehearcie napisano już chyba wszystko. To jeden z najlepszych przykładów na to, że film nie musi być wierny historii, by stać się wielkim dziełem kina. Mel Gibson sprawił, że miliony widzów zaczęły postrzegać historię Szkocji właśnie przez pryzmat jego filmu. Historyczne nieścisłości schodzą na dalszy plan, gdy na ekranie rozbrzmiewa słynne „Freedom!”.

Mamy tutaj wszystko: bezwzględnych Anglików, prostych ludzi organizujących powstanie, wielką miłość, heroizm i niezwykle poruszający upadek bohatera. Gibson stworzył znakomitą kreację aktorską, ale równie imponująco poradził sobie jako reżyser. Nawet tam, gdzie zmuszony był stosować skróty, robił to z ogromnym wyczuciem rytmu opowieści i zachowując odpowiednią dla widza klarowność. Aż chciałoby się obejrzeć jakąś rozbudowaną wersję reżyserską, która nawet przy obecnej reputacji Gibsona mogłaby ponownie rozbić bank.

Film posiada dwa monumentalne punkty kulminacyjne – bitwy pod Stirling i Falkirk – a później konsekwentnie prowadzi historię ku tragicznemu finałowi. Gibson świadomie miesza historię z legendą, wzbogacając całość szkockim folklorem, dudami, symboliką oraz obrazami, które bardziej oddają ducha narodu niż historyczne realia. Nawet stroje czy charakteryzacja podporządkowane zostały budowaniu mitu, a nie rekonstrukcji. Co ciekawe, film praktycznie rezygnuje z klasycznej konfrontacji protagonisty z głównym antagonistą. Dzięki temu konflikt nabiera wymiaru bardziej symbolicznego niż osobistego. Braveheart pozostaje jednym z najważniejszych i najbardziej wpływowych filmów historycznych w dziejach kina.

Braveheart – Waleczne Serce (Braveheart) (1995) – Ocena: 10/10

Żeby Szkocja była Szkocją

Przypadek sprawił, że trzy z czterech filmów omawianych w tym zestawieniu przedstawiają Anglię jako głównego antagonistę. Ostatnim z nich jest Rob Roy z 1995 roku.

Najpierw kilka ciekawostek. Robert Roy MacGregor (gael. Raibeart Ruadh MacGriogair) był postacią historyczną, często nazywaną szkockim Robin Hoodem, choć w rzeczywistości bliżej mu do legendy Janosika niż do bohatera z Sherwood. Powieść Rob Roy napisał Walter Scott – ten sam autor, który stworzył Ivanhoe. Film z Liamem Neesonem jest już trzecią ekranizacją tej historii. Wcześniejsze powstały w 1922 oraz 1953 roku, przy czym druga była produkcją studia Walta Disneya.

Sam film nie imponuje widowiskowością. Wręcz przeciwnie – dziś miejscami wygląda skromnie i zdradza swój wiek. Jednak nadrabia to scenariuszem, świetnym aktorstwem i bardzo dobrze budowanymi emocjami. Szczególnie warto wyróżnić Tima Rotha, który stworzył jednego z najbardziej pamiętnych antagonistów kina przygodowego. Archibald Cunningham jest jednocześnie elegancki, wyrachowany i autentycznie przerażający.

Nie zgadzam się z zarzutami o schematyczność. Kino przygodowe rządzi się własnymi prawami, podobnie jak western czy klasyczne fantasy. Nie można traktować gatunkowych cech jako wad samych w sobie. Liczy się sposób ich wykorzystania. A Rob Roy oferuje bardzo wiele: szkocki klimat, oszczędną, ale skuteczną narrację, interesujące zderzenie szkockiej i angielskiej mentalności oraz historię opartą na honorze, miłości i niezłomności. To klasyczna opowieść przygodowa opowiedziana z ogromnym szacunkiem dla materiału źródłowego i właśnie dlatego do dziś ogląda się ją z dużą przyjemnością.

Rob Roy (1995) – Ocena: 9/10

  • 9/10
    Ostatni Mohikanin (The last of the Mohicans) (1992) - 9/10
  • 10/10
    Patriota (The Patriot) (2000) - 10/10
  • 10/10
    Braveheart – Waleczne Serce (Braveheart) (1995) - 10/10
  • 9/10
    Rob Roy (1995) - 9/10
To mi się podoba 2
To mi się nie podoba 0

Polecamy także

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button