
Opuszczamy Krainy Korony, by dowiedzieć się, co słychać na Murze.
Streszczenie
Sam spędza noc w bibliotece Czarnego Zamku, szukając informacji o Innych. Gdy ze świecy pozostaje ogarek, zmęczony, ale też rozczarowany, że musi przerwać lekturę, zabiera ze sobą parę ksiąg – w tym Nefrytowe kompendium, które nakazał znaleźć mu maester Aemon – i wychodzi coś zjeść. Na zewnątrz trwają prace przy odbudowie schodów prowadzących na szczyt Muru. Idąc przez dziedziniec Sam myśli o tym, że zaledwie dwieście lat wcześniej w Czarnym Zamku przebywały smoki. Zastanawia się, czy Srebrnoskrzydła, na grzbiecie której przybyła królowa Alysanne, złożyła tu jaja. A może Stannis odnalazł jakieś na Smoczej Skale? Ostatecznie dochodzi do wniosku, że nawet jeśli król rzeczywiście jest w posiadaniu smoczego jaja, na niewiele mu się to zda. Targaryenowie po śmierci ostatniego smoka wielokrotnie próbowali wykluć nowe gady, zawsze kończyło się to jednak farsą albo tragedią.
Z rozmyślań wyrywa go Edd Cierpiętnik, informując, że wzywa go lord dowódca. Do rozmawiających mężczyzn dołączają Grenn i Pyp, pokpiwając sobie z Sama. Docinki są sympatyczne, inaczej jednak sprawa się ma, gdy rozmowa schodzi na Jona: obaj młodzieńcy są wyraźnie rozgoryczeni zachowaniem Snowa, który ich zdaniem zmienił się, odkąd został lordem dowódcą, i nie ma już czasu dla przyjaciół, którym zawdzięcza to stanowisko. Samwell opuszcza towarzyszy i kieruje się do dawnych komnat Donala Noye’a, które obecnie zajmuje Jon. Gdy wchodzi, mija go zapłakana Goździk, lecz nie chce powiedzieć, co się stało.
Jona zastaje zanurzonego w papierach. Na jego ramieniu siedzi kruk Mormonta, który również wygląda, jakby czytał. To właśnie ptaszysko jako pierwsze dostrzega Tarly’ego i leci w jego kierunku, domagając się ziarna. Sam posłusznie sięga po zawieszony u drzwi worek z żarciem dla ptaka. Karmiony z dłoni kruk przebija rękawicę Tarly’ego, raniąc go do krwi. Jon niewzruszony cierpieniem przyjaciela każe mu spojrzeć na list, który przed chwilą czytał. Nazywa go papierową tarczą. Autorem jest Aemon, adresatem zaś król Tommen. Snow z goryczą wspomina, że jeszcze niedawno ich obecny monarcha mierzył się z Branem w Winterfell na drewniane miecze. Teraz jego brat nie żyje, a pulchny blondynek zasiada na Żelaznym Tronie. Samwell pragnie wyznać przyjacielowi prawdę o Branie, przysięgał jednak nikomu o nim nie mówić. Zamiast tego zwraca uwagę, że Jon nie podpisał listu. Snow ze złością przypomina, że Mormont wielokrotnie błagał Żelazny Tron o wsparcie, lecz nigdy go nie otrzymał. Z treści listu wynika, że Nocna Straż zachowuje neutralność wobec toczącej się wojny domowej, przebywający zaś na Murze Stannis pomógł im w walce z Dzikimi zagrażającymi Królestwu. Snow wątpi, by Tywin Lannister przyjął te wyjaśnienia, tym bardziej że Jon udostępnił Panu Smoczej Skały kwatery, dostarczył prowiant, oddał Nocny Fort i pozwolił osiedlić w Darze pewną liczbę Wolnych Ludzi. Dla Baratheona to jednak za mało, a dla Lannistera za dużo. Nocna Straż znalazła się między młotem a kowadłem. Samwell przypomina Jonowi, że za Lannisterami stoi cała potęga Reach, a Stannisa jak dotąd na Północy poparli tylko Karstarkowie, zaś reszta lordów nie odpowiedziała na jego wezwania. Tarly nie ma wątpliwości, kto ostatecznie zwycięży w wojnie i bez ogródek mówi o tym przyjacielowi. Gdy Tywin już skończy z Baratheonem, weźmie się za nich. Dlatego nawet papierowa tarcza jest lepsza niż żadna. Rozbrojony jego argumentacją Jon niechętnie podpisuje się pod listem.
Gdy mają to już z głowy, Sam próbuje się dowiedzieć, dlaczego Goździk wyszła stąd zapłakana. Jon odpowiada, że Val znów ją przysłała, by błagała o życie Mance’a Rydera. Samwell dzieli się plotkami, które zasłyszał od Pypa: Melisandre planuje oddać Króla za Murem płomieniom. Jon niechętnie przyznaje, że słyszał to samo – kapłanka chce złożyć ofiarę z królewskiej krwi, by obudzić do życia smoki. Lord dowódca wyzłośliwia się, że w Czarnym Zamku nigdy nie widział skrzydlatych gadów – czy to śpiących, czy obudzonych, Mance zaś ma tyle królewskiej krwi, co on. Nic nie wiesz, Jonie Snow! Na wzmiankę o krwi ożywia się kruk Mormonta. Lord dowódca ignoruje go i zawiadamia Sama, iż postanowił odesłać Goździk i chłopca. Tarly nie jest szczęśliwy, ale rozumie, że musiało się to prędzej czy później stać.
Rozmowa schodzi na temat Innych. Rozczarowany Sam przyznaje, że biblioteka Czarnego Zamku zawiera o Białych Wędrowcach mniej informacji, niż się spodziewał. Zastrzega jednak, że być może po prostu nie dotarł jak dotąd do właściwych ksiąg. Nie można wykluczyć, że najstarsze nie przetrwały do ich czasów, choć równie dobrze mogło ich nigdy nie być – wszak pismo przybyło do Westeros dopiero z Andalami, zaś Pierwsi Ludzi pozostawili po sobie tylko runy na skałach. Przypomina Jonowi, że wszystko, co wiedzą o Erze Herosów, Erze Świtu i Długiej Nocy, zostało spisane tysiące lat po tych wydarzeniach przez septonów, i niektórzy z arcymaesterów kwestionują prawdziwość tych historii. Tym bardziej że część z nich wspomina o królach rządzących setki lat czy rycerzach walczących na długo przed pasowaniem pierwszego z nich. Wskazuje, że nie jest nawet pewne, czy Jon faktycznie jest dziewięćset dziewięćdziesiątym ósmym lordem dowódcą.
Snowa bardziej od kwestii historycznych interesują Inni. Samwell znalazł informacje, iż Dzieci Lasu co roku przekazywały Nocnej Straży sto obsydianowych sztyletów. Zgodnie z większością opowieści Biali Wędrowcy przychodzą, gdy robi się zimno, albo to właśnie ich nadejście przynosi ze sobą chłód. Mają pojawiać się w czasie śnieżyc i znikać, gdy niebo staje się czyste. Przybywają tylko nocą albo to noc przychodzi, gdy oni się pojawiają. Według niektórych opowieści Inni jeżdżą na martwych zwierzętach – nie ma dla nich znaczenia jakich, byle nie żyły. Samwell przypomina, że to ostatnie widział na własne oczy – Inny, który zabił Małego Paula, przyjechał na martwym koniu. Są też relacje mówiące o gigantycznych lodowych pająkach, ale Tarly nie ma pomysłu, czym mogą one być. Poległych w walce z Innymi należy spalić, inaczej powrócą jako ich niewolnicy. Według opowieści Białych Wędrowców nie ima się większość broni, zaś ich miecze są tak zimne, że stalowe pękają po zetknięciu się z nimi. Boją się natomiast ognia i są wrażliwi na obsydian. Samwell dotarł też do opowieści o Ostatnim Bohaterze, wedle której walczył on z Innymi smoczą stalą, której nie mogli się oprzeć. Snow i Tarly zastanawiają się, czy może chodzić o valyriańską stal, ale Jon wątpi, by zdołał przekonać westeroskich lordów do oddania Straży ich drogocennych mieczy. Chciałby wiedzieć, kim Inni są, skąd przybywają oraz czego chcą. Tego jednak Tarly jak dotąd nie zdołał się dowiedzieć, aczkolwiek wciąż nie przejrzał setek znajdujących się Czarnym Zamku ksiąg.
I jak na razie nie przejrzy: Jon informuje Sama, że będzie towarzyszył Goździk. Wysyła ich razem z maesterem Aemonem do Starego Miasta. Tarly’emu wyjazd się nie uśmiecha, gdyż cel znajduje się zbyt blisko Horn Hill i jego ojca. Wskazuje, że podróż morska jest śmiertelnie niebezpieczna dla starego maestera. Jon odpowiada, że statek jest dla niego bezpieczniejszy niż Mur – w przeciwieństwie do Mance’a Aemon naprawdę ma królewską krew, której może zapragnąć do swych czarów kobieta w czerwieni. Informuje też Sama, że we Wschodniej Strażnicy dołączy do nich Dareon, który swymi pieśniami ma werbować rekrutów do Nocnej Straży. Na pokładzie Kosa popłyną do Braavos, tam zaś będą musieli znaleźć statek do Starego Miasta. Jeśli Tarly nie zdecyduje się posłać Goździk do Horn Hill, Aemon załatwi jej fuchę w Cytadeli. Samwell też tam zostanie – ma wykuć łańcuch maestera.
Tarly jest przerażony. Wracają do niego wspomnienia z Horn Hill, gdy wspomniał ojcu o podobnym pomyśle. Lord Randyll uważał, że nie godzi się, by jakikolwiek Tarly służył innym jako maester. By wybić to Samowi z głowy, przykuł go na trzy dni i noce łańcuchami do ściany. Nie mówi jednak o tym Jonowi, ograniczając się do stwierdzenia, że jako Tarly nie może nosić łańcucha i sprzeciwić się woli ojca. Lord dowódca jest zdziwiony – był przekonany, że Sam się ucieszy. Jeśli nie – trudno. I tak zostanie maesterem, gdyż Snow tak zdecydował.
– Nie masz ojca – oznajmił lord Snow. – Masz tylko braci. Tylko nas. Twoje życie należy do Nocnej Straży.
Potem wydaje mu jeszcze jeden rozkaz – ma przestać mówić, że jest tchórzem. Zrezygnowany Sam pyta, czy maester Aemon wie o tym wszystkim, na co lord dowódca odpowiada, że był to w takim samym stopniu jego pomysł jak Jona. Zrozpaczony Tarly z podpisanym przez lorda Snowa listem udaje się do ptaszarni. Tam znajduje Aemona, któremu żali się, że Jon nic nie rozumie. Zaczyna mówić o ojcu, ale słowa nie chcą przejść mu przez gardło. Staruszek pociesza go – jego ojciec, gdy dowiedział się, że Aemon chce zostać maesterem, miał podobne obiekcje. Ale dziadek Aemona – król Daeron – był temu przychylny. Monarcha spłodził czterech synów i wiedział, że nadmiar Targaryenów jest równie niebezpieczny jak ich brak. Aemon uważa, że zarówno on miał rację, jak teraz lord Snow. Samwell pojmuje, że maester jest w takiej samej pułapce jak on. Jest przekonany, że starzec nie przeżyje podróży. Obawia się, że to samo może spotkać synka Goździk, mniejszego i nie tak silnego jak dziecko Dalli.
Wyruszają przed świtem z cmentarza. Żegnają ich Jon, Edd Cierpiętnik i Clydas. Aemon i Goździk z dzieckiem mają jechać wozem. Na drugi załadowano bagaże oraz kufer z księgami, których według starego maestera może nie być w Cytadeli. Eskortą dowodzi Czarny Jack Bulwer. Aemon informuje Jona, że zostawił mu w swej komnacie księgę zatytułowaną Nefrytowe kompendium z zaznaczonym fragmentem, który może go zainteresować. Mówi mu, że wiedza jest bronią. Natomiast wyraźnie poruszona Goździk przypomina lordowi dowódcy, by zajął się chłopcem Dalli i zgodnie z tym, co obiecał, znalazł mu mamkę. Oraz by nie nadawał mu imienia, nim nie skończy dwóch lat. Jon życzy Samowi bezpiecznej podróży i radzi postawić kaptur, gdyż ma we włosach topniejący śnieg.
Postaci występujące w rozdziale
- Samwell Tarly
- Eddison Tollet
- Pyppar
- Grenn
- Goździk
- Jon Snow
- maester Aemon
- Książę Zrodzony w Bitwie (niemowlak, którego Sam uważa za syna Goździk)
- Kudłaty Hall
- Mully
- Czarny Jack Bulwer
- Kedge Białe Oko
- Clydas
Wspomniani
- septon Jorquen
- Orbert Caswell zwany Czarnym Centaurem (historyczny lord dowódca Nocnej Straży)
- Stannis Baratheon
- Jeor Mormont
- Alysanne Targaryen
- Jaehaerys I Targaryen
- Baleor Targaryen
- Alliser Thorne
- Ulmer
- Atłas
- Val
- Dalla
- syn Goździk
- Colloquo Votar
- maester Thomax
- Tommen Baratheon
- Brandon Stark
- Zimnoręki
- Tywin Lannister
- Mance Ryder
- Melisandre z Ashai
- Osric Stark (historyczny lord dowódca Nocnej Straży)
- Randyll Tarly
- maester Mullen
- maester Harmune
- Maekar Targaryen
- Daeron II Targaryen
- Dareon
- Trzypalcy Hobb
Ważne informacje
- Alysanne Targaryen odwiedziła Mur na Srebrnoskrzydłej, lądując na niej w Czarnym Zamku. Samwell co prawda uważa, że przybył z nią na Vermithorze również sam Jaehaerys, ale najwyraźniej nie czytał arcymaestera Gyldayna, wedle którego król przebywał wtedy w Królewskiej Przystani.
- Orbert Caswell był lordem dowódcą Nocnej Straży przez dziewięć lat i przez ten czas był wierny swym porannym rytuałom.
- Maester Aemon ma sto dwa lata i nie czuje się ostatnimi czasy zbyt dobrze, dlatego Sam obawia się zostawiać go zbyt długo samego.
- W Czarnym Zamku trwa odbudowa schodów prowadzących na szczyt Muru, których część spalił Donal Noye, grzebiąc pod nimi atakujących twierdzę Thennów. Lord dowódca Snow nakazał ludziom pracować dzień i noc. Niektórzy skarżą się, że jego poprzednik na pewno nie zmuszałby ich do tak ciężkiej harówki. Tym niemniej bez schodów jedyną drogą prowadzącą na szczyt Muru jest wciągana klatka, mogąca zabrać na raz tylko kilku ludzi.
- Jedną z pierwszych decyzji Jona było zarządzenie, aby cały garnizon codziennie ćwiczył strzelanie z łuku. Według niego Nocna Straż dotąd przywiązywała zbyt dużo wagi do walki mieczem. Łuczników szkoli Ulmer. Samwell również ćwiczy.
- Jon bardzo często trenuje na dziedzińcu walkę mieczem.
- Jon zajmuje dawne komnaty Donala Noye’a znajdujące się za kuźnią. Wieża Lorda Dowódcy leży w gruzach, odkąd Snow spalił ją, by zabić upiora Othora, zaś w Wieży Królewskiej zamieszkał Stannis. Przed komnatą lorda dowódcy pełnią straż wartownicy.
- Grenn utrzymuje, że mógłby zjeść więcej myszy niż Pyp.
- Stannis planuje wydać Val za mąż za jednego ze swych ludzi, by w ten sposób przypieczętować pokój między mieszkańcami Siedmiu Królestwa a Wolnymi Ludźmi.
- Samwell na widok Goździk zawsze jest podekscytowany i nachodzą go różne uczucia, szczególnie gdy ta mówi o karmieniu piersią.
- Samwell doskonale rozumie, że wojna to system: zadbał o to jeden z najlepszych żołnierzy Westeros – Randyll Tarly. Jednak co do metod wychowawczych lorda Horn Hill można mieć spore zastrzeżenia.
- W czasie swych studiów Aemon chadzał do tawerny na wyspie w Starym Mieście, by napić się okrutnie mocnego cydru.
- Po Czarnym Zamku krążą plotki, że Mance Ryder zostanie stracony przez Stannisa. Król jest w prawie, ponieważ za dezercję z Nocnej Straży karze się śmiercią, Baratheon zaś znany jest z surowego egzekwowania przepisów. Jon uważa, że jeśli już, to on jako dowódca Nocnej Straży powinien stracić Mance’a,
- Wedle roczników, które przestudiował Sam, było przynajmniej czterech lordów dowódców, których wybrano w wieku młodszym niż Jona. Osric Stark miał mieć dziesięć lat, gdy obejmował to stanowisko, które sprawował przez kolejne sześćdziesiąt.
- Jon Snow ma być dziewięćset dziewięćdziesiątym ósmym lordem dowódcą Nocnej Straży.
- Clydas ma pełnić obowiązki maestera do czasu, aż Cytadela nie przyśle do Czarnego Zamku nowego.
- Jon zamierza poprosić Cytadelę o więcej maesterów. Obecnie – nie licząc Aemona – Nocnej Straży pozostało dwóch: maester Mullen z Wieży Cieni, który jest bardziej wojownikiem niż uczonym, oraz maester Harmune ze Wschodniej Strażnicy, który częściej bywa pijany niż trzeźwy.
- Nefrytowe kompendium to opis krain wokół Morza Nefrytowego, autorstwa podróżującego po nich Colloqouo Votara, volanteńskiego poszukiwacza przygód.
Komentarz
Jedyny rozdział w Uczcie dla wron, którego akcja toczy się w Czarnym Zamku, porządkuje nam informacje o Innych. Przy okazji dowiadujemy się, że w przeszłości Nocna Straż nie tylko utrzymywała kontakty z Dziećmi Lasu, ale również otrzymywała od nich regularne dostawy obsydianowych sztyletów. Jeszcze ciekawsza informacja dotyczy Ostatniego Bohatera i jego miecza ze smoczej stali, któremu nie mogli oprzeć się Inni. Jon i Sam zastanawiają się, czy może chodzić o valyriańską stal. Nie wydaje się to możliwe. Nawet biorąc pod uwagę inne istotne informacje od Tarly’ego, kwestionujące ogólnie przyjętą chronologię, podług której Długa Noc miała miejsce osiem tysięcy lat wcześniej, nie zmienia to faktu, że Valyria wtedy nie istniała, nie mogła zatem wykuwać swych niezrównanych mieczy. A jednak jest więcej niż prawdopodobne, że ludzie w tych czasach potrafili wytwarzać niezwykle wytrzymałe ostrza, być może o magicznych właściwościach.
Choć w rozważaniach nad naturą smoczej stali Sam wyraźnie popełnia błąd, większość konkluzji Tarly’ego jest słuszna. Wynika to przede wszystkim z jego powściągliwości w wyciąganiu wniosków. Spójrzmy, z jaką ostrożnością wypowiada się o Innych, wyraźnie wskazując, że opiera się na źródłach niekompletnych i w najlepszym razie niepewnych, pochodzących z nie wiadomo której ręki. Nie ma problemu przyznać, że czegoś nie wie, jak na przykład, czy to Inni sprowadzają zimno, czy to raczej ono sprowadza ich. Nie próbuje nawet spekulować, czym są „lodowe pająki”. Tak naprawdę potrafi zweryfikować jedną informację: Biali Wędrowcy używają martwych wierzchowców. Wie, że tak jest, bo widział to na własne oczy. W świecie Martina, w którym z lubością powtarza się plotki, informacje niepełne albo wręcz niestworzone, jest to postawa niezwykła i każe nam traktować spostrzeżenia Tarly’ego z większą uwagą niż większości innych postaci.
Przykładem jego trzeźwego oglądu sytuacji jest namawianie Jona, by wysłał list do króla Tommena. Tarly, który na tym etapie nie wie jeszcze o śmierci Tywina, nie ma wątpliwości, że sojusz Zachodu i Reach góruje siłą nad wszystkimi przeciwnikami w Westeros. I ma rację: dopiero jego postępujący rozpad wywołany zamordowaniem Lannistera da nadzieję na zwycięstwo innym graczom. Stąd odesłanie Sama wraz z Aemonem jest być może największym błędem lorda Snowa. Podobnie jak Daenerys pozbył się jedynych doradców, z których zdaniem się liczył – także dlatego, że ich rady faktycznie były sensowne. Brak u jego boku Tarly’ego i starego maestera wraz z powolnym, acz konsekwentnym budowaniem wokół siebie muru, co już dostrzegają przyjaciele Jona, będzie jedną z przyczyn upadku młodego lorda dowódcy.
Zresztą Jon popełnia w tym rozdziale więcej błędów, aczkolwiek podejmując te decyzje, kierował się racjonalnymi przesłankami. Czy w końcu nie wydaje się rozsądnym pomysłem, by spróbować zachęcać do wstępowania w szeregi Nocnej Straży pieśniami sławiącymi bohaterski i pełen przygód żywot Czarnych Braci? Tyle teoria: w rzeczywistości Dareon, gdy tylko oddali się od Muru, porzuci służbę i towarzyszy. Również odesłanie maestera Aemona w świetle tego, czego Jon zdołał dowiedzieć się o Stannisie i Melisandre, zdaje się uzasadnione, ale tu znów Sam wykazał się od niego trzeźwiejszym oglądem sytuacji, trafnie przewidując, że starzec nie przetrwa tak długiej podróży. Błędne założenie Snowa, że nie ma w nim nawet kropli królewskiej krwi, jest już tylko wisienką na torcie i mrugnięciem do nas przez Martina okiem.
Jeśli już przy krwi jesteśmy: zastanawiające jest zachowanie kruka Mormonta, który nie tylko najwyraźniej czyta list skierowany do Królewskiej Przystani, ale zdaniem Daela próbuje przewidzieć na podstawie krwi dalsze losy Samwella. O tym, że do zobaczenia przyszłości danej osoby potrzebna jest jej krew, wiemy już z pierwszego rozdziału Cersei w tym tomie. Czy rzeczywiście Bloodraven w ten sposób chciał dowiedzieć się, co spotka Sama w Starym Mieście?
Nawet pozbawieni mocy Trójokiej Wrony możemy spróbować przewidzieć pewne wydarzenia na podstawie pozostawionych przez Martina wskazówek. W końcu już kiedyś Snow żegnał bardzo bliską mu osobę i wtedy w jej włosach również topniał śnieg. Mam rzecz jasna na myśli drugi rozdział Jona w Grze o tron i jego ostatnią rozmowę z Robbem. Czy Samwella również nigdy już nie ujrzy?






Tym razem to mi przypadła przyjemność podziękowania za wspaniały tekst jako jedna z pierwszych…
Naprawdę świetna robota 🥰
Też zwróciłam uwagę na to pożegnanie, z tą drobną różnicą, że zarówno Robb, jak i Sam, są dla Jona kimś więcej niż „bliską osobą”. Są jego braćmi, bardziej z wyboru niż z urodzenia. Ale to tylko kwestia nazewnictwa.
Znamienna też wydaje mi się fiksacja Sama na temat ewentualnych smoczych jaj na Murze, zwłaszcza w świetle teorii o tym, że różne osoby i ugrupowania będą szukały sposobu na wyklucie smoków.
No i racja, że pozbywając się Sama i Aemona Jon pozbył się właściwie jedynych osób mogących jakoś na niego wpłynąć. Myślę że wyjaśnienie tej decyzji znajdziemy w „Tańcu”, w słowach Aemona,. które Jon powtarza w myślach: „Zabij chłopca i pozwól narodzić się mężczyźnie”. Jon uważa się za mężczyznę, człowieka dorosłego i zdolnego do samostanowienia. I oczywiście ja się zgadzam, że pod wieloma względami Jon jest starszy niż by na to wskazywał rok jego urodzenia, ale wciąż brakuje mu doświadczenia (które odesłał wraz z Aemonem) i odrobiny rozsądku. To inteligentny chłopak, ale jak każdy piętnastolatek narwany i przekonany o swojej dojrzałości i nieomylności. On oczywiście usiłuje być rozsądny i nawet czasami mu się to udaje. Ale nadal – ma tylko piętnaście lat. Mam córkę w jego wieku, wiem co mówię 🤣
Ale to nie Jon jest bohaterem artykułu, tylko Sam. I ja rozumiem decyzję Jona o tym, że Sam powinien zdobyć wiedzę i wspierać go jako maester. Tak, to odpowiednie zadanie dla Zabójcy. Tylko dlaczego musi to się stać akurat TERAZ? Zarówno dla Sama, jak i dla Jona (a możliwe że i dla całego Westeros) korzystniej byłoby, gdyby Sam najpierw przekopał się przez bibliotekę w Czarnym Zamku, zebrał wiedzę na temat Innych, smoków i co tam jeszcze będzie i dopiero wtedy pojechał. Tak, wiem, trzeba było zabrać Aemona i Potwora z zasięgu Melisandre. Ale to nie czyni tej decyzji słuszną. Nadal jest ona zła i trudno nawet powiedzieć czy jest to mniejsze zło, czy większe. Aemon i tak umiera, zanim dotrą do Starego Miasta. Oczywiście Jon nie mógł tego przewidzieć, chociaż przewidział to Sam. I ja nie twierdzę, że lepiej byłoby go podarować Melisandre, ale wolałabym żeby spłonął starzec, niż dziecko(Shireen).
Ale nadal – ile lat (bo wątpię żeby była mowa o miesiącach) trwa nauka na maestera? I Jon zamierzał cały ten czas ogarniać wszystko sam, bez doradców KTÓRYM BY UFAŁ? Tak, wiem, że prosił by przysłali mu maesterów, ale to będą obcy ludzie, a Jon jest z natury nieufny…
Wielkie dzięki!
Tak, ten pomysł by odesłać Sama przed zakończeniem kwerendy biblioteki Czarnego Zamku nie ma za wiele sensu. Chyba, że Jon liczy, iż dokończy ją inny maester. Tyle że nie pamiętam z lektury Tańca Smoków (co nie oznacza, że tego tam nie ma), by w ogóle jego myśli zaprzątała kwestia nowych maesterów. W sensie: czemu jeszcze nie przybili, czy Cytadela dostała jego list, itd. Chyba, że posłał je tylko z Samem, nie krukami, ale to nie miałoby sensu, gdyż oznaczało potężną stratę czasu.
A ile trwa nauka na maestera? Tu chyba wraca kwestia usuniętej 5-letniej przerwy. Bo po pięciu latach Sam rzeczywiście mógłby wrócić już do Czarnego Zamku i miałoby to sens. Po zmianach mam spore wątpliwości czy w ogóle wróci, chyba że w epilogu. Bo zakładam, że inteligentny Sam raczej zdobywałby łańcuchy w tempie Sallerii, nie zaś Armena Akolity – ten drugi zdobywa jedno ogniwo na rok.
„Zastanawia się, czy Srebnoskrzydła, na grzbiecie której przybyła królowa Alicent, złożyła tu jaja.” Chyba Alysanne? Czyżby autokorekta po wielu tygodniach omawiania serialu tak zaczęła u Ciebie działać? 🙂
korekta dziś zaspała, już poprawioned 😅
PS
ciekawe kiedy Dżądżen w koncu nauczy się, że smok wspomnianej królowej to Srebrnoskrzydła, a nie Srebnoskrzydła ;v
Nigdy:D Dzięki za czujność! Za dużo serialu ewidentnie mi zaszkodziło.
Ciekawą, acz wybiegającą w przyszłość teorią jest ofiara, jaką Melissandre zamierza złożyć. Chodzi mi mianowicie o to, że o ile wydarzenia serialowe na tym etapie mocno odbiegały od rzeczywistości książkowej, to jednak jakieś elementy pomysłów Martina zawierały. Biorąc pod uwagę treść listu od rzekomego Ramseya, Melissandre w celu ratowania Stannisa może kogoś spalić na stosie. W grę wchodzą myślę trzy osoby – Shireen, dziecko Goździk i… Jon Snow. Wszystkie trzy mają w sobie teoretycznie królewską krew – Shireen od co prawda nie namaszczonego, ale uważającego się za króla Stannisa, dziecko Goździk co prawda nie ma… ale Melissandre o tym nie wie, sądząc, że to dziecko Króla za Murem, a Jona nie muszę chyba tłumaczyć. Jednocześnie wszystkie trzy postacie w związku z królewską krwią zawierają pewien fałsz – Shireen tak jak wspomniałem może być uznana za córkę króla tylko przez zwolenników Stanisa, dziecko Goździk w rzeczywistości jej nie ma, choć praktycznie wszystkie postacie uważają ze względu na podmianę inaczej, zaś Jon Snow oficjalnie nie ma żadnej, zaś w praktyce myślę, że bezpiecznie można przyjąć, że ma. To zaś otwiera nowe możliwości zarówno co do inwazji Innych, jak i rozwiązań co do Ostatniego Bohatera, zwłaszcza co do zbieżności czasowej pewnych wydarzeń dziejących się w różnych miejscach Westeros i Essos.
Nie dopisałem, że spalenie Jona może mieć przy tym charakter po prostu stosu pogrzebowego, z którego podobnie jak Danka może się wyłonić bezboleśnie.
Na północy nie pali się zmarłych, nie ma żadnego powodu, by Jona palić.
Chyba, że zapamiętali lekcje po zmartwychwstaniu dwóch zwiadowców z pierwszej części.
Shireen ma krople krwi Targaryenów.
Jon Snow wiadomo
A dziecko Goździk według teorii Daeala również 🙂
Nie miało jej natomiat dziecko Mance’a, co czyniłoby cały ten rozdział i decyzje Jona potwornie ironiczne.
Jon to nie kandydat do spalenia, bo Melka nie wie, że to Targaryen (i czytelnicy tez!), a poza tym na razie nie żyje.
Chyba, że to kandydat, z powodu bycia potomkiem Starków… Ale na tej samej zasadzie potomkiem Lannisterów jest Donnel Hill.
Jest kandydatem do spalenia, bo nie chcą żeby zmienił się w zombiaka
Jaka była różnica wieku między dziećmi Goździk i Dalli?
Dziecko Goździk rodzi się w momencie, gdy niedobitki Nocnej Straży przebywają u Crastera. Nie wiem ile Samowi i Goździk zajął powrót na Mur, ale zakładam, że były to jednak tygodnie, nie miesiące. Gdy docierają do Czarnego Zamku jest już tam syn Dalii. Czyli wydaje się, że jest między nimi kilka tygodni różnicy.
„Nawet pozbawieni mocy Trójokiej Wrony możemy spróbować przewidzieć pewne wydarzenia na podstawie pozostawionych przez Martina wskazówek. W końcu już kiedyś Snow żegnał bardzo bliską mu osobę i wtedy w jej włosach również topniał śnieg. Mam rzecz jasna na myśli drugi rozdział Jona w Grze o tron i jego ostatnią rozmowę z Robbem. Czy Samwella również nigdy już nie ujrzy?”
O kurczę, ciekawa obserwacja! Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko Jon i Sam jeszcze się spotkają, choć pewnie nie na Murze. Sam zapewne już tam nie wróci, a Jon po ewentualnym powrocie z zaświatów prawdopodobnie opuści Mur, wszak nie będzie go już wiązała przysięga. Może spotkają się gdzieś na południu Westeros?
Zgadzam się z głosami, że Jon popełnił duży błąd, odsyłając tak wcześnie Sama i Aemona. Niby miał racjonalne powody, ale pozbawił się w ten sposób doradztwa dwóch najbardziej zaufanych i przy okazji kompetentnych osób. No i z typową dla Martina ironią, chcąc ratować życie Aemonowi, podjął decyzję, która ostatecznie przyspieszyła jego śmierć.
Z drugiej strony Sam w Cytadeli jest najprawdopodobniej bardzo potrzebny samemu Martinowi, żeby coś ciekawego tam odkryć. Sposób na ostateczne pokonanie Innych? Informację o prawdziwych rodzicach Jona Snow i jakiś dowód „legalności” jego bycia Targaryenem? A może jedno i drugie?