
Pozostajemy w Krainach Korony, gdzie Brienne prowadzi swoje poszukiwania.
Streszczenie
Gdybyście szukali trzynastoletniej dziewicy oraz towarzyszącego jej rycerza czy też błazna koło czterdziestki, to jak byście to robili? Brienne na ten przykład pyta ludzi, czy nie widzieli trzynastoletniej dziewicy oraz towarzyszącego jej rycerza czy też błazna koło czterdziestki. Mieszkańcy Rosby nie spotkali żadnego z opisanych. Przez miejscowość prowadzi najkrótsza droga do Duskendale – najbliższego portu od Królewskiej Przystani. Brienne nie poddaje się łatwo. Dostrzega chłopaka na tarantowatym koniu, ale nim zdoła się do niego zbliżyć, by spytać o dziewicę i błazna, ten już znika za budynkami. Zamiast go ścigać, opuszcza miejscowość, kierując się ku Duskendale.
Nim wyruszyła na poszukiwania, postarała się dowiedzieć jak najwięcej o Sansie w Królewskiej Przystani, mając nadzieję, że w ten sposób ustali, gdzie mogła się udać. Nie na wiele jej się to zdało, jest jednak przekonana, że dziewczyny nie ma w stolicy, inaczej już dawno wpadłaby w ręce polujących na nią Złotych Płaszczy. Brienne wie, że gdyby to jej groziło niebezpieczeństwo, wróciłaby do swego ojca na Tarth. Sansa straciła jednak bliskich, zaś Winterfell spalono. Kobieta przez chwilę zastanawia się, czy zlecenie jej poszukiwań nie było tylko sprytnym wybiegiem, by ukryć, iż Sansę zgładzono, ale szybko odrzuca tę myśl, nie wierząc, by Jaime ją oszukał. To w końcu od niego dowiedziała się, że dziewczyna wieziona na Północ, by wydać ją za mąż za bękarta Boltona, nie jest prawdziwą Aryą Stark, która prawdopodobnie od dawna już nie żyje. Została więc tylko Sansa. Obiecała Jaimemu, a wcześniej lady Catelyn, że sprowadzi ją do domu, i ma zamiar dotrzymać słowa.
Na trakcie panuje duży ruch, ale mijani podróżni również nie widzieli dziewczyny. Wieczorem Brienne natyka się na obóz dwóch wędrownych rycerzy. Z powodu dość zaawansowanego wieku i stanu rynsztunku nie wydają się szczególnie groźni, ale Ślicznotka woli zachować czujność. Napotkani rzecz jasna nie widzieli ani dziewicy, ani błazna, ale przynajmniej dzielą się z nią kolacją. Nazywają się Creighton Longbough oraz Illifer Bez Grosza. Ten pierwszy to kłamca i samochwała, drugi natomiast jest całkiem bystry i rozpoznaje Brienne. Zauważa, że na tarczy nosi herb zhańbionych Lothstonów i oskarża ją o zamordowanie króla Renly’ego. Kobieta przysięga na swój miecz, że jest niewinna. Gdy rycerze odpowiadają, że tylko pasowani mają prawo to robić, Brienne wzywa na świadków Siedmiu. Obcym to wystarczy. Noc mija spokojnie, a nieniepokojona przez nikogo Dziewica z Tarthu dochodzi do wniosku, że przy wszystkich swych wadach dwaj rycerze są jednak przyzwoitymi ludźmi. Gdy ruszają razem w dalszą drogę, pośród różnych bredni, które Longbough wygaduje, pojawia się prawdopodobnie jedna prawdziwa informacja: nocą dostrzegł przejeżdżającego niedaleko nich chłopaka na tarantowatym koniu.
Popołudniem natrafiają na kilkudziesięcioosobową grupę braci żebrzących i uchodźców, którzy toczą ze sobą dwukółkę wypełnioną czaszkami i kośćmi. Niektórzy są uzbrojeni – głównie w pałki, czasem topory. Jeden z pielgrzymów ma wyciętą na piersi siedmioramienną gwiazdę. Uchodźcy oznajmiają, że zmierzają do Królewskiej Przystani, by zawieźć kości pomordowanych Baelorowi Błogosławionemu i błagać króla o opiekę. Przewodzi im chudy septon o ostrych rysach, brązowej, przeszywanej siwizną brodzie i rzadkich włosach zawiązanych w kucyk. Jest bosy i nazywa siebie oraz swych towarzyszy „Wróblami”, by podkreślić, że są równie skromni i pospolici jak te niepozorne ptaszki. Kapłan mówi o potwornościach, do jakich cały czas dochodzi w Dorzeczu, i wzywa rycerzy, by porzucili swych panów i stanęli w obronie Wiary. Mężczyźni mogą zapewnić im eskortę do stolicy, ale nie za darmo. Wróble jednak nie śmierdzą groszem, tak więc obie grupy ruszają w swoją stronę.
Tego samego dnia spotykają kupca, zmierzającego ku Duskendale, któremu oprócz służących towarzyszy kolejny wędrowny rycerz – ser Shadrich z Cienistego Wąwozu, zwany Szaloną Myszą. Brienne tradycyjnie pyta o trzynastoletnią dziewicę – obecnie utrzymuje, że to jej siostra, woląc nie posługiwać się imieniem Sansy, gdyż ta jest oskarżona o zamordowanie króla – oraz rycerza czy też błazna. Shadrich domyśla się prawdziwej tożsamości poszukiwanej, o czym mówi Brienne na osobności. Proponuje jej współpracę – Varys płaci za informacje o dziewczynie, a on jest zrujnowany po wykupieniu siebie z niewoli po Bitwie nad Czarnym Nurtem. Podzieli się nagrodą z Brienne, o ile ta pomoże mu znaleźć Sansę. Kobieta udaje, że nie wie, o kogo chodzi. Rycerz jej nie wierzy, tym bardziej że o ile wymyśliła „legendę” dla żony Tyriona, nie wpadła już na pomysł, kim miałby być towarzyszący jej błazen. Tymczasem Shadrich wie, że Dontos Hollard zniknął razem z Sansą, a on pochodzi z Duskendale i właśnie tam Pomylony Gryzoń ma nadzieję ich odnaleźć. Zostawia oszołomioną Brienne z tymi rewelacjami.
Wieczorem docierają do gospody zwanej Stary Kamienny Most. Brienne odwdzięcza się za kolację i stawia towarzyszom posiłek oraz nocleg w karczmie. Przy wieczerzy rozmowa schodzi na temat Królobójcy: ponoć wilkor odgryzł mu prawą dłoń. Rycerze zastanawiają się, jak to jest walczyć lewą ręką. Brienne wraca myślami do swej potyczki z Jaimem w lesie, nim wpadli w ręce Krwawych Komediantów. Mimo że ten był osłabiony długotrwałym pobytem w lochu oraz spętany łańcuchami, ledwo sobie z nim poradziła. W pełni sił i wolny mógł jej zdaniem pokonać każdego. Okaleczenie go było okrutniejsze niż zabicie. Zmęczona gwarem idzie na górę. Czeka tam, aż całe towarzystwo ułoży się spać, po czym zabiera swoje rzeczy, schodzi do stajni i chyłkiem opuszcza gospodę.
Postacie występujące w rozdziale
- Brienne z Tarhu
- Podrick Payne (chłopak na tarantowatym koniu)
- Creighton Longbough
- Illifer Bez Grosza
- septon znany później jako Wielki Wróbel
- Shadrich z Cienistego Wąwozu zwany Szaloną Myszą
- Hibald
- Naggle
Wspomniani
- Sansa Lannister
- Dontos Hollard
- Jaime Lannister
- Catelyn Stark
- Joffrey Baratheon
- Selvyn Tarth
- Arya Stark
- Roose Bolton
- Ramsey Bolton (wspomniany jako bękart Boltona)
- Cleos Frey
- Lucas Lothstone zwany Rajfurem
- Manfryd Lothstone zwany Manfrydem od Czarnego Kaptura
- Renly Baratheon
- Tyrion Lannister
- Tommen Baratheon
- Varys
- Galladone z Morne
- Aemon Targaryen zwany Smoczym Rycerzem
Ważne informacje
- Port w Królewskiej Przystani nadal leży w ruinie po spaleniu go w czasie Bitwy nad Czarnym Nurtem. Większość towarów sprowadzanych drogą morską kierowanych jest do Duskendale, przez co w tamtejszym porcie odnotowano niespotykany wcześniej ruch.
- Tłok panuje również na traktach. Droga do Duskendale jest w miarę bezpieczna, jednak dalej na północ w lasach grasują banici i złamani.
- Kolor liści lub ich brak na drzewach wskazują, że jesień ma się ku końcowi.
- Brienne została dobrze wyposażona przez Jaimego Lannistera przed wyprawą: oprócz Wiernego Przysiędze darował jej wielką gniadą klacz razem z rzędem, tarczę, którą zabrał z Harrenhal z namalowanym na nim herbem rodu Lothstone, kolczugę, hełm, sakiewki wypełnione złotem i srebrem oraz nakaz podpisany przez króla Tommena do udzielania wszelkiej pomocy okazicielce dokumentu – Brienne z Tarthu.
- Dziewica z Tarthu, będąc w Królewskiej Przystani, kupiła inny miecz, który nosi obecnie u pasa. Wiernego Przysiędze wraz ze zdobną pochwą trzyma zawiniętego w posłanie. Wcześniej posługiwała się mieczem Renly’ego, który zabrała po jego śmierci. Straciła go jednak, gdy pojmali ich Krwawi Komedianci.
- Brienne była zakochana w Renlym od czasu, gdy Baratheon przybył na Tarth podczas objeżdżania swych wasali, świętując w ten sposób osiągnięcie pełnoletności. Renly okazał się wobec niej niezwykle uprzejmy, do czego wyśmiewana dotąd przez wszystkich dziewczyna nie była przyzwyczajona. Gdy zaprosił ją do tańca, pierwszy raz w życiu poczuła się zwyczajna i ładna. Od tego czasu nie marzyła o niczym innym, niż mu służyć i go chronić.
- Tyrion Lannister ma fatalną opinię. Brienne uważa go za najokrutniejszego z Lannisterów. Zastanawia się, czy zmusił Sansę, by pomogła mu otruć króla.
- Podczas podboju Westeros przez Andalów wojownicy przybywający ze wschodu mieli wycięte na ciałach siedmioramienne gwiazdy.

Komentarz
Brienne prowadzi poszukiwania Sansy Stark równie metodycznie, co bez sensu. Choć jej naiwność może śmieszyć, nie należy uważać jej za nierozgarniętą. Próba zdobycia informacji w Królewskiej Przystani jest jak najbardziej sensowna, udanie się w kierunku Duskendale – gdy takowych nie uzyskała – również. Sposób prowadzenia przez nią poszukiwań wskazuje nie tyle na deficyty intelektualne, co raczej nieludzką wręcz determinację: Dziewica z Tarthu gdyby miała dość czasu, gotowa byłaby przepytać wszystkich mieszkańców Westeros. Ostatecznie zresztą skrupulatna Brienne natrafi na tropy córki Catelyn Stark, błędnie jednak założy, że chodzi o Sansę, nie zaś Aryę, którą ma za dawno zmarłą.
W poszukiwaniach, jak zauważył ser Shadrich, biorą udział również inni myśliwi i to znacznie od Brienne bezwzględniejsi. A także zdecydowanie mniej prawdomówni. Shadricha rozszyfrował Dael. Według niego mężczyzna rzeczywiście pracuje dla Varysa, ale bynajmniej nie z potrzeby podreperowania uszczuplonego wykupieniem się z niewoli skarbca. Szalona Mysz w rzeczywistości ma być Lhotstonem, który to ród wbrew słowom ser Illifera nie wymarł, lecz znalazł się na wygnaniu. Innym jego przedstawicielem jest oficer Złotej Kompanii, będący – jak zauważa Jon Connigton – w jakimś stopniu wtajemniczony w spiski eunucha i magistra. Szczegółową argumentację znajdziecie w przywołanym tekście, od siebie pragnę tylko dodać, że bardzo po martinowsku jest najpierw oskarżyć Brienne o posługiwanie się nie swoim herbem, by jeszcze w tym samym rozdziale skonfrontować ją z człowiekiem, który ma do niego prawo, lecz posługuje się fałszywym.
Z późniejszych rozdziałów dowiadujemy się zresztą, że Shadrich rzeczywiście odnalazł Sansę. Co więcej: przedstawił mu ją sam Littlefinger, u którego Szalona Mysz wstąpił na służbę. Czyżby okazał się lepszym detektywem niż Brienne? Moim zdaniem niekoniecznie, przynajmniej jeśli przyjmiemy, że faktycznie pracował dla Varysa. Z rozdziału Tyriona w Nawałnicy Mieczy wiemy, że Pająk jest świadomy, iż Sansa ostatni raz widziana była z Dontosem. Eunuch co prawda próbuje przekonać Karła, że nie ma pojęcia, co stało się z jego żoną później, ale moim zdaniem kłamie. Dlaczego? Tu musimy przejść do innego tekstu Daela. Z niego to właśnie możemy dowiedzieć się, że Varys w przeciwieństwie do Tyriona doskonale rozumiał, komu w rzeczywistości służył Mandon Moore, który o mało nie zabił Karła. Biały Rycerz nie był człowiekiem ani Cersei, jak podejrzewał jej brat, ani nawet Jona Arryna, choć to z nim przybył z Doliny. Gwardzista chodził na pasku Littlefingera. Skoro eunuch o tym wiedział, czy mógłby przeoczyć, że w kieszeni Baelisha siedzi również nieostrożny i niezbyt bystry Hollard? Teoretycznie tak, tym bardziej że Shadrich zdaje się nie wiedzieć o Dontosie nic więcej ponad to, że pochodził z Duskendale, stąd jego założenie, że to właśnie tam szuka teraz schronienia. Problem w tym, że Hollard opuścił je jako dziecko po tym, gdy całą jego rodzinę wymordowano na rozkaz Szalonego Króla. Czego miałby tam szukać i kto miałby mu pomóc, skoro w mieście nie został nikt, kogo by znał? Szalona Mysz może rzecz jasna o tym nie wiedzieć, ale fakt, że ostatecznie udało mu się odnaleźć Sansę, wkręcając się do służby u Littlefingera, pozwala przypuszczać, że Shadrich zmierzał do Duskendale w innym celu: szukał statku. Jest to w końcu najbliższy czynny port, zaś podróż morska to najlepszy obecnie sposób, by dostać się do Doliny Arrynów, o czym boleśnie przekonał się w poprzednim tomie Sandor Clegane. Podsumowując: moim zdaniem Varys wiedząc, że Sansa uciekła z pracującym dla Littlefingera Hollardem, uznał, że błazen zabrał ją do swego pana, którego obecność w Dolinie jest powszechnie znanym faktem. Posłał tam zatem Shadricha, który widząc Brienne, prawdopodobnie postanowił sprawdzić, czy Ślicznotka wie cokolwiek na temat dziewczyny, a może nawet wykorzystać ją, by odebrać Starkównę Littlefingerowi. A jako że w oczach świata – a przynajmniej tej jego części, która niechętna jest Lannisterom i ich sojusznikom – to właśnie Sansa uchodzi za legalną dziedziczkę Robba Starka, stanowi ona łakomy kąsek dla grających o tron.
Jeszcze ciekawszym bohaterem od Shadricha jest bezimienny chudy septon, zmierzający na czele uchodźców do stolicy – to wszak Wielki Wróbel, choć pod tym mianem nie jest jeszcze znany. Tym, co wyniesie go wkrótce do władzy – oprócz krótkowzroczności Cersei – jest przede wszystkim wojna, a raczej jej skutki. O ile walki zebrały okrutne żniwo wśród lordów i rycerzy, prawdziwą katastrofę sprowadziły na gmin, zdany na łaskę przewalających się przez Dorzecze wojsk i maruderów. Bogata i żyzna kraina zmieniła się w tytułowe żerowisko dla wron. Zresztą nawet ci, których walki ominęły, cierpią nędzę z powodów zakłóceń dostaw żywności i napływu uchodźców. Skutki Wojny Pięciu Królów, nie tylko w kontekście ofiar czy zniszczeń, co przede wszystkim radykalizacji tych, którzy przeżyli, to jeden z najważniejszych motywów tego tomu.
W centrum rozdziału jest jednak Brienne. Oprócz nieludzkiej determinacji dostrzegamy zwyczajną wrażliwą dziewczynę, bolejącą nad tym, że nie mieści się w klasycznych kanonach kobiecości, ale jednocześnie z tym pogodzoną. Nie ma jednak w tym rezygnacji, lecz raczej – charakteryzowana przez Tyriona jeszcze w Grze o tron – specyficzna odwaga, polegająca na gotowości przyjmowania rzeczywistości taką, jaką jest, choćby rysujący się obraz był nieprzyjemny i bolesny. Nie oznacza to wszak, że Brienne jest wolna od tych samych potrzeb, co inni. Wie jednak, że nie będzie ich w stanie w podobny sposób co pozostali realizować. Robi to więc po swojemu: zakochana w Renlym – pierwszym mężczyźnie spoza domu rodzinnego, który okazał jej minimum uprzejmości – nie mogąc go mieć, zostaje jego gwardzistką. Wymaga to od niej podwójnej ofiary: nie tylko cierpi nieodwzajemnioną miłość, lecz traktowana jest przez pozostałych jak dziwoląg, dla którego nie ma miejsca w męskim świecie. Świetnie widzimy to w tym rozdziale, gdy gorsi od niej rycerze odbierają jej prawo ślubowania na miecz. Dramat Brienne polega na tym, że w kobiecym również nie potrafi znaleźć sobie miejsca. Wybiera więc własną drogę.
Uczucia, które odczuwa wobec Jaimego, są jeszcze bardziej skomplikowane: początkową pogardę zastąpił szacunek i wdzięczność za uratowanie najpierw przed najemnikami, potem zaś niedźwiedziem, gdzie za każdym razem sam ryzykował życiem. Czy Dziewica z Tarthu zakochała się w Królobójcy? Z pewnością niczym zauroczona dziewczyna wraca wspomnieniami do wspólnych chwil, które ze sobą spędzili. W ich przypadku nie jest to romantyczny spacer w blasku księżyca czy pierwszy pocałunek, lecz walka na śmierć i życie stoczona w jednym z przepływających Dorzecze strumieni. Okrutny los przetnie ich ścieżki jeszcze raz i to w jeszcze bardziej dramatycznych okolicznościach, do których doprowadzą Brienne jej poszukiwania oraz wierność składanym przysięgom. To ostatnie, jak wiemy na przykładzie choćby Eddarda Starka, w świecie Martina zwykle kiepsko się kończy.





I zaczynamy moje „ulubione” rozdziały z całej sagi. Kiedy czytałem Brienne za pierwszym razem, nie dałem rady i posiłkowałem się streszczeniami na AWOIAF. Cieszę się, że będę mógł wszystko odświeżyć dzięki pracy Dżądżena.
Dopiero teraz skojarzyłem, że ów septon to późniejszy Wielki Wróbel, dzięki Dżądżen!
Do usług:)
„W ich przypadku nie jest to romantyczny spacer w blasku księżyca czy pierwszy pocałunek, lecz walka na śmierć i życie stoczona w jednym z przepływających Dorzecze strumieni.”
Czy jest coś co lepiej łączy zakochanych, niż próba pozabijania się? Wszak trzeba być jak serce – jeśli się kocha, to się bije 😛
PS: To jest żart, nie popieram przemocy wobec Lannisterów.
No dobra, kłamałem, popieram.
Ja jakoś mniej więcej w tym momencie zasnąłem 😀 Później obudziłem się gdy miała sznur na szyi. Z kolejnego tomu dowiedziałem się (ku mojemu zdziwieniu), że przeżyła. Byłem pewny, że umarła. No cóż 🤣
No właśnie, Szalona Mysz jest pewnie na usługach Varysa. Tylko jakie plany miał Varys względem Sansy? Przypominam, że podczas zamieszek chlebowych ktoś także próbował ściągać ją z konia.
Varys wie, że Sansę można próbować obwołać dziedziczką Winterfell i Północy. Z nią jest prostsza sprawa niż z młodszymi dziećmi, bo w tym wieku człowiek aż tak się już nie zmienia, a część lordów będzie pamiętać jak Sansa wygląda.
„W pełni sił i wolny mógł jej zdaniem pokonać każdego.”
No cóż, myślę, że Brienne się myli. Jak zresztą w większości spraw. Ale to normalne u kogoś tak zafascynowanego stanem rycerskim jak ona. Wierzy zapewne, że tylko rycerze mogą być wartymi uwagi wojownikami. 🙂
Chciałabym zobaczyć pojedynek Jaime’go z Górą. W konfiguracji, że nie ma faktu, że Jaime to syn Tywina. Góra nie jest samobójcą. Ale chciałabym zobaczyć jak Jaime by sobie poradził. Gdyby nie było żadnych forów, zależności.
Ale na pewno Jaime nie był lepszy od Aragorna. Do dziś mnie bawi jak Martin twierdził, że Jaime jest lepszy. Tak, pewnie… Aragorn żył dłużej i naprawdę miał na co dzień styczność z walkami, a nie jak Jaime od turnieju do turnieju.
I to jest właśnie problem. Jaime nigdy nic nie pokazał i już nie pokaże. O jego rzekomo wielkich umiejętnościach wiemy tylko od niego samego i pochlebców chcących przypodobać się Lannisterom oraz od ludzi takich jak Brienne – zakochanych kobiet, jak ona i Cersei. On sam wspomina jakąś dawną walkę z jakimś banitą, jak nie przymierzając Al Bundy cztery przyłożenia w jednym meczu. Widzimy tylko, jak na turnieju pokonuje go Loras Tyrell, a potem dostaje łomot od kobiety (tłumaczą to sobie brakiem rozgrzewki i kajdankami, pewnie też miał słońce w oczy). Ja już nie mówię o takich artystach jak Oberyn, ale Jaime często opowiada, jak to by zabił Roberta. No chciałbym to zobaczyć, naprawdę. 🙂
No Baristan mówił, że Jaime ma naturalny talent. Ale talent to za mało. Trzeba ciągle szlifować umiejętności walki. Ale Jaime nie mieszkał po lasach jak Aragorn i nie walczył na co dzień. Walczył na turniejach, i raz miał sytuację w młodości z bandytami. I tyle z jego umiejętności.
A to, że Martin coś mówi na temach swoich bohaterów. To niekiedy nie jest wiarygodne. Do dziś pamiętam jak twierdził, że nigdy nie napisał sceny gwałtu z perspektywy POV. Ta… a Dany co płacze w poduszki i pragnie śmierci to nic nie znaczy. Albo Cersei z Keltlebackiem – fakt, zaproponowała mu to, ale chciała to zrobić w innym miejscu i czasie, a on ją zmusił na miejscu.
No z tym Aragornem Martin faktycznie popłynął 😉 Jaime mógł być dobry w pojedynkach, ale tak jak piszecie, nigdy nie został tak naprawdę wypróbowany w prawdziwych walkach na śmierć i życie, a i w samych turniejach zdarzało mu się przegrać jak we wspomnianym pojedynku z Lorasem. A pod Riverrrun dał się pojmać. Gdzie mu tam do Aragorna, który odbijał mieczem sztylety rzucane przez orków (wiem, że to wymysł filmowy, ale wyglądało to świetnie) 😛
Tu muszę trochę stanąć w obronie Królobójcy, który jednak w bitwie zabił dwóch synów Karstarka, a Robb o ile dobrze pamiętam stwierdził, że jego też by zabił, gdyby miecz Jaime’a nie utknął w ciele drugiego z Karstarków (jeśli coś pomyliłem, to proszę, poprawcie mnie). W tym kontekście osobiście mam spory ubaw z Theona, który chełpi się, że dosłownie stopa dzieliła go, by to on skrzyżował miecze z Królobójcą. Moim zdaniem gdyby do tego doszło, to już nie miałby szans chwalić się czymkolwiek, bo zginąłby jak Karstarkowie. Nie lekceważyłbym też opinii Brienne, która przecież kilkukrotnie wykazała się w walce na śmierć i życie, pokonując przeciwników mających nad nią przewagę liczebną (choć zawsze ktoś ostatecznie przychodził jej z pomocą). W każdym razie uważam, że Brienne ma pewien ogląd jeśli chodzi o własne umiejętności, jak i innych. Jeśli uważa, że ledwo sobie z nim poradziła, mimo że tamten był osłabiony i skrępowany, to moim zdaniem świadczy to jednak o wysokich umiejętnościach Jaime’a. Nie oznacza to, że podzielam bez zastrzeżeń jego przekonanie o własnej wybitności. Zresztą na kartach powieści Martin co najmniej kilkukrotnie wkłada w usta doświadczonych zbrojmistrzów i rycerzy słowa o tym, że zawsze w końcu znajdzie się ktoś lepszy.
O ile pamiętam Martin kiedyś został zapytany, kogo by wziął do swojej Gwardii Królewskiej i na jednym z pierwszych miejsc wymienił Jaime’a, stąd mogło powstać u fanów przekonanie o jego niezwykłych umiejętnościach. Tylko że ja, kompletując taką Gwardię, też bym wziął do niej Jaime’a. Musiałbym przecież wybierać wyłącznie spośród nieżonatych andalskich rycerzy, najlepiej z wysokich rodów. Abstrahując od umiejętności walki, Jaime jest bezczelny i narwany, ale nie taki głupi, jak się powszechnie uważa. Potrafi dowodzić ludźmi i myślę, że byłby dobrym lordem dowódcą. A umiejętności walki? Bynajmniej nie uważam go za ofermę. Miał zapewne dobrych nauczycieli i przykładał się do treningów. Myślę, że był gdzieś na poziomie Lorasa Tyrella. Taki typowy rycerzyk z dobrego domu. Na Theona by wystarczyło, ale już taki Victarion skasowałby mu dupę, jak bilet na tramwaj. 🙂
A Victarion to taki potężny wojownik. Jak psioczysz na dokonania Jaimego, to co dopiero o Victarionie. O nim w boju wiemy, że:
1. Kilkanaście lat temu Stannis pokonał jego flotę i ewidentnie nie ma o nim wysokiego mniemania
2. Pokonał w boju losowego szlachetkę (a wcześniej paru nieopancerzonych marynarzy), o którego umiejętnościach nie wiemy wiele, jedynie to, że był odważny.
No sorry, ale Jaime przynajmniej zarąbał Karstarków i paru innych ludzi Robba po drodze do niego.
Jakbyś napisal, że Wołodyjowski, albo chociaż Selmy paręnaście lat wcześniej, to bym się zgodził, ale akurat Victarion to nie jest dobry przykład.
Akurat prawdziwy Wołodyjowski był przeciętnym szermierzem. Podałem przykład Victariona, bo była mowa o Theonie, a nie, że uważam go za jakiegoś arcymistrza. Jednak coś tam o nim wiemy. Na Wyspach uchodzi za jednego z najlepszych. Przede wszystkim jest wielki i silny, mógłby nosić takiego Jaime’a przy pasku jak breloczek. Nie jest to może Góra, ale ktoś zbliżony do Ogara lub Roberta za najlepszych lat. Czyli czysta siła i furia w walce. W dodatku ciężko opancerzona. Można takiego pokonać, ale jeden błąd i po tobie, jak przekonał się Oberyn. I sorry, ale Barristan, to nawet stary nie miałby co robić z Jaime’m. 🙂
Loras na poziomie Jaime’go? Jeśli dobrze pamiętam Loras jest świetny na koniu, ale w walce na miecze nikt nie mówił, że jest wybitny, ba porównywali go do jego brata Garlana, że jest od niego ewidentnie gorszy.
Aha, i chciałbym przypomnieć, że podczas tej bitwy Robb miał 14 lat. 🙂 Jaime 32.
Pełna zgoda co do różnicy wieku. Jest też jednak druga strona tego medalu: Martin wielokrotnie powtarza na kartach książki, że młodym rycerzom wydaje się, że są nieśmiertelni. Najwyraźniej Robb widząc w akcji Lannistera uznał, że chyba nieśmiertelny nie jest😉
Albo po prostu jest rozsądny. 🙂
Pisałem o fikcyjnym Wołodyjowskim, mistrzu szabli.
A Jaime uchodzi w Westeros za jednego z najlepszych. Victarion może być wybitnym rębaczem, jak Góra, ale to nie czyni go człowiekiem świetny w walce 1v1. Sandor miał ogromne umiejętności walki, a nie tylko siłę, taką, jaką miał świetny rębacz (ale co pokazuje walka z Oberynem, nie najlepszy pojedynkowicz, którego IMO Bronn by ograł). Robert to idealny przykład – to świetny rębacz, ale turniejów 1v1 nie wygrywał.
A stary Selmy nie miałby szans z Jaimem w najwyższej formie.
Twoje kwestionowanie umiejętności Jaime’a wynika wyłącznie z prywatnej antypatii.
Nie ma zbyt wielu postaci, których umiejętności widzimy, o wszystkich Dayne’ach, Selmych, czy nawet o Robercie Baretheonie, tylko słyszymy.
Takich postaci jest zaś nie wiem, z 7-8? Areo Hotah, może Balon Swann, Brienne, Góra, Ogar, Oberyn i Loras Tyrell… O kimś zapomniałem?
I tu się mylisz, bo lubię Jaime’a. Co nie znaczy, że mam na ślepo powtarzać wszystkie mity o nim. Ja po prostu bardzo lubię mówić „sprawdzam”. 🙂 Nie lubię Barristana i Oberyna, ale nie odmawiam im rzeczywistych umiejętności. Tych Jaime’a nic nie potwierdza. A w każdym razie niewiele. Chciałbym go kiedyś widzieć w Essos, w akcji z khalem Drogo, Khrazzem, Gogorem Gigantem, Silnym Belwasem, albo nawet z Daario Naharisem. Cóż, niestety nie zobaczę.
@Dżądżen – nie mam bynajmniej zamiaru pisać, że Jaime jest słaby w walce 😉 Wręcz przeciwnie, uważam go za dobrego wojownika, być może nawet bardzo dobrego. Z powodów, o których pisał Robert Snow – miał od dzieciństwa najlepszych nauczycieli i dużo ćwiczył, pewnie też miał do tego jakiś talent. Ale sądzę, że on sam też może trochę przeceniać swoje umiejętności, uważając się prawdopodobnie za jednego z najwybitniejszych wojowników na Westeros. A na pewno nie jest to poziom Aragorna, który pokonałby go umiejętnościami, ale też i doświadczeniem w walce 😉
Po dyskusji z Wami, przy okazji czytania czy sprawdzania Pieśni pod kątem innych tekstów, mam zamiar zwracać uwagę na wypowiedzi innych bohaterów, o ile takie są, na temat biegłości Jaime’a. Bo u Martina zwykle tak jest, że jeśli ileś osób twierdzi to samo, to jest duża szansa, że to jest prawdą. Np. Cersei jest przekonana o swej ponadprzeciętnej inteligencji, ale jakoś otoczenie tego poglądu nie podziela. Zatem jeśli tylko Jaime uważa się za wybitnego szermierza, to będzie tak jak z Cersei. Natomiast gdyby tych wypowiedzi na jego temat było więcej, w tym od ludzi, którzy się na tym znają, jak np. Barristan, to przychylałbym się do interpretacji, że jest jednak jednym z lepszych mieczy w Westeros. Osobiście uważam, że jest jednym z najlepszych, ale twardych danych nie mam;)
Hm, teraz nie wiem czy to wymysł z 1 sezonu serialu, ale Czy Jaime nie brał udziału jeszcze w zwalczaniu rebelii Balona Greyjoya? W serialu rozmawiali z Jorym o szturmie na Pyke i ognistym mieczu Thorosa, ale na pewno w ksiażce takiej rozmowy nie było… Co nie oznacza że Jaime tam nie walczył?
Nic nie mamy na temat jakiejkolwiek funkcji Jaime’go w rebelii Balona w książkach. Zważając na fakt, że Myrcella rodzi się około rok później to chyba Jaime został z siostrą w stolicy. Bo rebelia to 289, a Myrcella rodzi się w 290. Jasne nie mamy konkretnych miesięcy, ale no Jaime musiał być z siostrą w tym okresie.
Nie wiemy, mógł walczyć, mógl nie walczyć (spłodzenie Myrcelli to jedynie dowód, że spędził noc z Cersei, a nie dowód, że go nie było podczas Rebelii – zresztą gdyby wtedy Robert też nie był w KP, to każdy domyśliłby się, że Cersei go zdradziła, w tym on sam.
Martin jeszcze twierdził, że Jaime miał przewagę bo miał zbroję, ale to była zwykła zbroja, a nie taka jak ma Euron, z valyriańskiej stali. Chodzi mi o ten o, że mówił, o fakcie przewagi zbroi. Tylko te fakt działaby tylko w low fantasy. Tylko Aragorn nie miał zwykłego miecza.
Akurat ostatni argument jestbo kant stołu rozbić.
Zamknij Erlinga Haalanda, obecnie najlepszego napastnika na świecie, na kilka długich tygodni, czy tam nawet kilkanaście w ciemny lochu, a potem na chwilę wypuść go na słońce… Ale dalej w łańcuchavh. I potem, dalej w łańcuchach, wypuść go na konkurs sam na sam, z Ewą Pajor (najlepsza kobieca dziewiątka).
Gwarantuje Ci, że by przegrał, nie dlatego, że jest gorszy, a dlatego, że spędzenie kilkudziesięciu dni w lochu ma poważny wpływ na zdolności bojowe.
Głupi przykład. Jaime’owi nikt nie związał nóg. Na rękach miał kajdanki, co w przypadku walki mieczem długim ma znikome znaczenie. Inna rzecz, gdyby Brienne używała tarczy. W lochu nikt go nie głodził, ani nie połamał mu żeber. A od opuszczenia przez niego lochu minęło około dwóch tygodni. Intensywnych dwóch tygodni, w których miał dużo czasu na odzyskanie sprawności. Nie mówię, że warunki były idealnie równe, ale nie przesadzajmy.
Nie no, łańcuchy na dłoniach są problemem w walce, bo walka to nie tylko „machanie mieczem”, ale też balans ciała, wyuczone ruchy, finty, itp. Dwuręcznego miecza nie trzymam ciągle w dwóch dłoniach.
Te intensywne dwa tygodnie na świeżym powietrzu, były równie szkodliwe dla mięśni Jaime’a, jak loch, to była ciągła ucieczka, miał ograniczoną możliwość ruchu i pewnie jeszcze gorsze pożywienie. Słoneczko i wiaterek niczego tu magicznie nie zmienia. Do tego prawdopodobnie Jaime nie dostał od Brienne ani jednej szansy by się rozgrzać, więc mięśnie ostatni raz pracowały z mieczem kilkadziesiąt dni wcześniej – kilka minut rozgrzewki i Jaime byłby groźniejszy.
Poza tym Brienne to nie jest byle baba. Pokonała ona na turnieju u Renly’ego wielu zielonych rycerzy, których możesz oceniać negatywnie, jako wyszkolonych tylko w pojedynkach 1v1 i walce kopią…
Ale walka z Jaimem była 1v1 właśnie, a pod względem biologii Brienne bliżej zapewne do mężczyzny niż kobiety.
Z tego co pamiętam to chyba Brienne była opisana jako kobieta chuda i koścista, nie o atletycznej budowie.
Źle pamiętasz, w Starciu Królów jest opisana jako: tall, muscular, flat-chested, and ungainly. Ona jest nie chuda i koścista, a muskularna i „płaska”.
Do tego sam Martin powiedział, że jest od Jaime wyższa, wzrostu mniej więcej Roberta:
Brienne is well over six feet tall, but not close to seven, no. Just off the top of my head, I would say Brienne is taller than Renly and Jaime and significantly heavier than either, but nowhere near the size of Gregor Clegane, who is the true giant in the series. Shorter than Hodor and the Greatjon, maybe a bit shorter than the Hound, maybe roughly the same height as Robert.
Trenowałem rok walkę długim mieczem wg średniowiecznych traktatów. Nawet na podstawie uczono nas manewru podczas którego puszczano miecz ręką by złapać ostrze przeciwnika (nawet jak nie masz pancernej rękawicy to rana na dłoni to mała cena za odrąbanie komuś głowy). A przecież nie uczono nas chociażby żeby w zwarciu okazjonalnie okładać się po mordzie. 😉
Podsumowując, kajdanki na pewno ograniczyłyby możliwość atakowania.
Więc wiesz, jak ciężko się walczy przeciwko przeciwnikowi, który chce cię zabić, podczas gdy ty musisz go tylko obezwładnić. Taka właśnie sytuacja miała tu miejsce.
Znaczy… no właściwie to nie wiem, w szermierce walczy się do pierwszego trafienia, nie robiliśmy zabaw w obezwładnianie. XD
Mogę co najwyżej tylko przypuszczać, że dla naszego instruktora obezwladnienie większości z nas byłoby banalnie proste.
Hm, a w książce Brienne nosila pancerz? Pamietam że w serialu miała, ale jeśli w książce też by miała i to z rekawicami to by to chyba znacznie ulatwiło obezwladnienie.
Domyślam się jednak, że wy nie byliście uważani za jednych z najlepszych szermierzy na kontynencie? 😛
Ludzie na tiktok to idioci. Napisałam komentarz, że gdyby Robb Stark był w obozie Dany w sezonach 7-8 to on by nie musial jej mordować jak Jon Snow. Czemu ? Bo Robb nie zapomniałby na przykład o flocie Eurona Greyjoya. Zabierz Daenerys jej porażki wojenne to nie będzie Mad Queen i potrzeby mordowania jej za to.
I tak często się tu spieram z kolegami. Z Robertem Snow to często mieliśmy dyskusje, ale argumenty były po obu stronach.
na tiktok dostałam za ten komentarz cytuję – You are so ( niecenzuralne slowo na f) dumb oraz inny, ze wymówki za Dany są coraz głupsze.
Amerykanie to chyba nie potrafią czytać. Przecież ja nie bronię Dany za jej mordowanie, tylko mówię, że zabierz jej fatalną kampanię wojenną, śmierć Missendei i już nie będzie w trybie palenia świata. Robb to może był kiepski w politykę, ale na wojnie się znał.
Nihil novi
Ja też najpierw połynąłbym do Doliny, ale potem planowałbym Mur, w końcu jeszcze tam Sansa ma rodzinę.
Ale do Muru ma koszmarnie daleko, a po drodze musiałaby minąć Freyów, Lannisterów, Boltonów i Żelaznych Ludzi… Niebezpieczeństwo to jedno, wojna się chwilowo jakby uspokoiła, ale zaopatrzenie? Sansa to nie Arya, mogłaby nie przeżyć takiej drogi.
Inna sprawa że Brienne nie zna jej osobiście…
I właśnie sobie uświadomiłam że moje gadanie można o kant kuli potłuc, bo przecież na Mur można popłynąć statkiem 🤦♂️
Morska droga też jest średnia, a przynajmniej niektórzy kapitanowie jej się przestraszyli, widząc lyseńskie galery zmierzające na Północ.
Naszły mnie dzisiaj dziwne przemyślenia…
Wyobraźmy sobie przez moment, że Roose Bolton zorientował się że Nan to Arya (nie pytajcie, jak) i zabrał ją ze sobą na Krwawe Gody… Czy w ten sposób nie stały by się one mniej krwawe?
Nie mówię o Robbie, Robb według planu musiał zginąć. Ale gdyby w krytycznym momencie Roose przystawił sztylet do gardła Aryi, rycerze Północy poddaliby się bez walki. Catelyn też zapewne zachowałaby zdrowe zmysły, w końcu odzyskałaby córkę, którą już opłakała.
Oczywiście z tego gdybania nic nie wynika, ale to kolejny dowód na to, jak z pozoru drobny szczegół może wpłynąć na całą historię, przecież bez lady Stoneheart wiele rzeczy potoczyłoby się zupełnie inaczej
A Roose nie odesłany jej do Tywina? Po co ciągnąć ją do Bliźniaków ?
Edit / odesłałby