
Opuszczamy Krainy Korony, by dowiedzieć się, co słychać na Murze.
Streszczenie
Sam spędza noc w bibliotece Czarnego Zamku, szukając informacji o Innych. Gdy ze świecy pozostaje ogarek, zmęczony, ale też rozczarowany, że musi przerwać lekturę, zabiera ze sobą parę ksiąg – w tym Nefrytowe kompendium, które nakazał znaleźć mu maester Aemon – i wychodzi coś zjeść. Na zewnątrz trwają prace przy odbudowie schodów prowadzących na szczyt Muru. Idąc przez dziedziniec Sam myśli o tym, że zaledwie dwieście lat wcześniej w Czarnym Zamku przebywały smoki. Zastanawia się, czy Srebrnoskrzydła, na grzbiecie której przybyła królowa Alysanne, złożyła tu jaja. A może Stannis odnalazł jakieś na Smoczej Skale? Ostatecznie dochodzi do wniosku, że nawet jeśli król rzeczywiście jest w posiadaniu smoczego jaja, na niewiele mu się to zda. Targaryenowie po śmierci ostatniego smoka wielokrotnie próbowali wykluć nowe gady, zawsze kończyło się to jednak farsą albo tragedią.
Z rozmyślań wyrywa go Edd Cierpiętnik, informując, że wzywa go lord dowódca. Do rozmawiających mężczyzn dołączają Grenn i Pyp, pokpiwając sobie z Sama. Docinki są sympatyczne, inaczej jednak sprawa się ma, gdy rozmowa schodzi na Jona: obaj młodzieńcy są wyraźnie rozgoryczeni zachowaniem Snowa, który ich zdaniem zmienił się, odkąd został lordem dowódcą, i nie ma już czasu dla przyjaciół, którym zawdzięcza to stanowisko. Samwell opuszcza towarzyszy i kieruje się do dawnych komnat Donala Noye’a, które obecnie zajmuje Jon. Gdy wchodzi, mija go zapłakana Goździk, lecz nie chce powiedzieć, co się stało.
Jona zastaje zanurzonego w papierach. Na jego ramieniu siedzi kruk Mormonta, który również wygląda, jakby czytał. To właśnie ptaszysko jako pierwsze dostrzega Tarly’ego i leci w jego kierunku, domagając się ziarna. Sam posłusznie sięga po zawieszony u drzwi worek z żarciem dla ptaka. Karmiony z dłoni kruk przebija rękawicę Tarly’ego, raniąc go do krwi. Jon niewzruszony cierpieniem przyjaciela każe mu spojrzeć na list, który przed chwilą czytał. Nazywa go papierową tarczą. Autorem jest Aemon, adresatem zaś król Tommen. Snow z goryczą wspomina, że jeszcze niedawno ich obecny monarcha mierzył się z Branem w Winterfell na drewniane miecze. Teraz jego brat nie żyje, a pulchny blondynek zasiada na Żelaznym Tronie. Samwell pragnie wyznać przyjacielowi prawdę o Branie, przysięgał jednak nikomu o nim nie mówić. Zamiast tego zwraca uwagę, że Jon nie podpisał listu. Snow ze złością przypomina, że Mormont wielokrotnie błagał Żelazny Tron o wsparcie, lecz nigdy go nie otrzymał. Z treści listu wynika, że Nocna Straż zachowuje neutralność wobec toczącej się wojny domowej, przebywający zaś na Murze Stannis pomógł im w walce z Dzikimi zagrażającymi Królestwu. Snow wątpi, by Tywin Lannister przyjął te wyjaśnienia, tym bardziej że Jon udostępnił Panu Smoczej Skały kwatery, dostarczył prowiant, oddał Nocny Fort i pozwolił osiedlić w Darze pewną liczbę Wolnych Ludzi. Dla Baratheona to jednak za mało, a dla Lannistera za dużo. Nocna Straż znalazła się między młotem a kowadłem. Samwell przypomina Jonowi, że za Lannisterami stoi cała potęga Reach, a Stannisa jak dotąd na Północy poparli tylko Karstarkowie, zaś reszta lordów nie odpowiedziała na jego wezwania. Tarly nie ma wątpliwości, kto ostatecznie zwycięży w wojnie i bez ogródek mówi o tym przyjacielowi. Gdy Tywin już skończy z Baratheonem, weźmie się za nich. Dlatego nawet papierowa tarcza jest lepsza niż żadna. Rozbrojony jego argumentacją Jon niechętnie podpisuje się pod listem.
Gdy mają to już z głowy, Sam próbuje się dowiedzieć, dlaczego Goździk wyszła stąd zapłakana. Jon odpowiada, że Val znów ją przysłała, by błagała o życie Mance’a Rydera. Samwell dzieli się plotkami, które zasłyszał od Pypa: Melisandre planuje oddać Króla za Murem płomieniom. Jon niechętnie przyznaje, że słyszał to samo – kapłanka chce złożyć ofiarę z królewskiej krwi, by obudzić do życia smoki. Lord dowódca wyzłośliwia się, że w Czarnym Zamku nigdy nie widział skrzydlatych gadów – czy to śpiących, czy obudzonych, Mance zaś ma tyle królewskiej krwi, co on. Nic nie wiesz, Jonie Snow! Na wzmiankę o krwi ożywia się kruk Mormonta. Lord dowódca ignoruje go i zawiadamia Sama, iż postanowił odesłać Goździk i chłopca. Tarly nie jest szczęśliwy, ale rozumie, że musiało się to prędzej czy później stać.
Rozmowa schodzi na temat Innych. Rozczarowany Sam przyznaje, że biblioteka Czarnego Zamku zawiera o Białych Wędrowcach mniej informacji, niż się spodziewał. Zastrzega jednak, że być może po prostu nie dotarł jak dotąd do właściwych ksiąg. Nie można wykluczyć, że najstarsze nie przetrwały do ich czasów, choć równie dobrze mogło ich nigdy nie być – wszak pismo przybyło do Westeros dopiero z Andalami, zaś Pierwsi Ludzi pozostawili po sobie tylko runy na skałach. Przypomina Jonowi, że wszystko, co wiedzą o Erze Herosów, Erze Świtu i Długiej Nocy, zostało spisane tysiące lat po tych wydarzeniach przez septonów, i niektórzy z arcymaesterów kwestionują prawdziwość tych historii. Tym bardziej że część z nich wspomina o królach rządzących setki lat czy rycerzach walczących na długo przed pasowaniem pierwszego z nich. Wskazuje, że nie jest nawet pewne, czy Jon faktycznie jest dziewięćset dziewięćdziesiątym ósmym lordem dowódcą.
Snowa bardziej od kwestii historycznych interesują Inni. Samwell znalazł informacje, iż Dzieci Lasu co roku przekazywały Nocnej Straży sto obsydianowych sztyletów. Zgodnie z większością opowieści Biali Wędrowcy przychodzą, gdy robi się zimno, albo to właśnie ich nadejście przynosi ze sobą chłód. Mają pojawiać się w czasie śnieżyc i znikać, gdy niebo staje się czyste. Przybywają tylko nocą albo to noc przychodzi, gdy oni się pojawiają. Według niektórych opowieści Inni jeżdżą na martwych zwierzętach – nie ma dla nich znaczenia jakich, byle nie żyły. Samwell przypomina, że to ostatnie widział na własne oczy – Inny, który zabił Małego Paula, przyjechał na martwym koniu. Są też relacje mówiące o gigantycznych lodowych pająkach, ale Tarly nie ma pomysłu, czym mogą one być. Poległych w walce z Innymi należy spalić, inaczej powrócą jako ich niewolnicy. Według opowieści Białych Wędrowców nie ima się większość broni, zaś ich miecze są tak zimne, że stalowe pękają po zetknięciu się z nimi. Boją się natomiast ognia i są wrażliwi na obsydian. Samwell dotarł też do opowieści o Ostatnim Bohaterze, wedle której walczył on z Innymi smoczą stalą, której nie mogli się oprzeć. Snow i Tarly zastanawiają się, czy może chodzić o valyriańską stal, ale Jon wątpi, by zdołał przekonać westeroskich lordów do oddania Straży ich drogocennych mieczy. Chciałby wiedzieć, kim Inni są, skąd przybywają oraz czego chcą. Tego jednak Tarly jak dotąd nie zdołał się dowiedzieć, aczkolwiek wciąż nie przejrzał setek znajdujących się Czarnym Zamku ksiąg.
I jak na razie nie przejrzy: Jon informuje Sama, że będzie towarzyszył Goździk. Wysyła ich razem z maesterem Aemonem do Starego Miasta. Tarly’emu wyjazd się nie uśmiecha, gdyż cel znajduje się zbyt blisko Horn Hill i jego ojca. Wskazuje, że podróż morska jest śmiertelnie niebezpieczna dla starego maestera. Jon odpowiada, że statek jest dla niego bezpieczniejszy niż Mur – w przeciwieństwie do Mance’a Aemon naprawdę ma królewską krew, której może zapragnąć do swych czarów kobieta w czerwieni. Informuje też Sama, że we Wschodniej Strażnicy dołączy do nich Dareon, który swymi pieśniami ma werbować rekrutów do Nocnej Straży. Na pokładzie Kosa popłyną do Braavos, tam zaś będą musieli znaleźć statek do Starego Miasta. Jeśli Tarly nie zdecyduje się posłać Goździk do Horn Hill, Aemon załatwi jej fuchę w Cytadeli. Samwell też tam zostanie – ma wykuć łańcuch maestera.
Tarly jest przerażony. Wracają do niego wspomnienia z Horn Hill, gdy wspomniał ojcu o podobnym pomyśle. Lord Randyll uważał, że nie godzi się, by jakikolwiek Tarly służył innym jako maester. By wybić to Samowi z głowy, przykuł go na trzy dni i noce łańcuchami do ściany. Nie mówi jednak o tym Jonowi, ograniczając się do stwierdzenia, że jako Tarly nie może nosić łańcucha i sprzeciwić się woli ojca. Lord dowódca jest zdziwiony – był przekonany, że Sam się ucieszy. Jeśli nie – trudno. I tak zostanie maesterem, gdyż Snow tak zdecydował.
– Nie masz ojca – oznajmił lord Snow. – Masz tylko braci. Tylko nas. Twoje życie należy do Nocnej Straży.
Potem wydaje mu jeszcze jeden rozkaz – ma przestać mówić, że jest tchórzem. Zrezygnowany Sam pyta, czy maester Aemon wie o tym wszystkim, na co lord dowódca odpowiada, że był to w takim samym stopniu jego pomysł jak Jona. Zrozpaczony Tarly z podpisanym przez lorda Snowa listem udaje się do ptaszarni. Tam znajduje Aemona, któremu żali się, że Jon nic nie rozumie. Zaczyna mówić o ojcu, ale słowa nie chcą przejść mu przez gardło. Staruszek pociesza go – jego ojciec, gdy dowiedział się, że Aemon chce zostać maesterem, miał podobne obiekcje. Ale dziadek Aemona – król Daeron – był temu przychylny. Monarcha spłodził czterech synów i wiedział, że nadmiar Targaryenów jest równie niebezpieczny jak ich brak. Aemon uważa, że zarówno on miał rację, jak teraz lord Snow. Samwell pojmuje, że maester jest w takiej samej pułapce jak on. Jest przekonany, że starzec nie przeżyje podróży. Obawia się, że to samo może spotkać synka Goździk, mniejszego i nie tak silnego jak dziecko Dalli.
Wyruszają przed świtem z cmentarza. Żegnają ich Jon, Edd Cierpiętnik i Clydas. Aemon i Goździk z dzieckiem mają jechać wozem. Na drugi załadowano bagaże oraz kufer z księgami, których według starego maestera może nie być w Cytadeli. Eskortą dowodzi Czarny Jack Bulwer. Aemon informuje Jona, że zostawił mu w swej komnacie księgę zatytułowaną Nefrytowe kompendium z zaznaczonym fragmentem, który może go zainteresować. Mówi mu, że wiedza jest bronią. Natomiast wyraźnie poruszona Goździk przypomina lordowi dowódcy, by zajął się chłopcem Dalli i zgodnie z tym, co obiecał, znalazł mu mamkę. Oraz by nie nadawał mu imienia, nim nie skończy dwóch lat. Jon życzy Samowi bezpiecznej podróży i radzi postawić kaptur, gdyż ma we włosach topniejący śnieg.
Postaci występujące w rozdziale
- Samwell Tarly
- Eddison Tollet
- Pyppar
- Grenn
- Goździk
- Jon Snow
- maester Aemon
- Książę Zrodzony w Bitwie (niemowlak, którego Sam uważa za syna Goździk)
- Kudłaty Hall
- Mully
- Czarny Jack Bulwer
- Kedge Białe Oko
- Clydas
Wspomniani
- septon Jorquen
- Orbert Caswell zwany Czarnym Centaurem (historyczny lord dowódca Nocnej Straży)
- Stannis Baratheon
- Jeor Mormont
- Alysanne Targaryen
- Jaehaerys I Targaryen
- Baelor Targaryen
- Alliser Thorne
- Ulmer
- Atłas
- Val
- Dalla
- syn Goździk
- Colloquo Votar
- maester Thomax
- Tommen Baratheon
- Brandon Stark
- Zimnoręki
- Tywin Lannister
- Mance Ryder
- Melisandre z Ashai
- Osric Stark (historyczny lord dowódca Nocnej Straży)
- Randyll Tarly
- maester Mullen
- maester Harmune
- Maekar Targaryen
- Daeron II Targaryen
- Dareon
- Trzypalcy Hobb
Ważne informacje
- Alysanne Targaryen odwiedziła Mur na Srebrnoskrzydłej, lądując na niej w Czarnym Zamku. Samwell co prawda uważa, że przybył z nią na Vermithorze również sam Jaehaerys, ale najwyraźniej nie czytał arcymaestera Gyldayna, wedle którego król przebywał wtedy w Królewskiej Przystani.
- Orbert Caswell był lordem dowódcą Nocnej Straży przez dziewięć lat i przez ten czas był wierny swym porannym rytuałom.
- Maester Aemon ma sto dwa lata i nie czuje się ostatnimi czasy zbyt dobrze, dlatego Sam obawia się zostawiać go zbyt długo samego.
- W Czarnym Zamku trwa odbudowa schodów prowadzących na szczyt Muru, których część spalił Donal Noye, grzebiąc pod nimi atakujących twierdzę Thennów. Lord dowódca Snow nakazał ludziom pracować dzień i noc. Niektórzy skarżą się, że jego poprzednik na pewno nie zmuszałby ich do tak ciężkiej harówki. Tym niemniej bez schodów jedyną drogą prowadzącą na szczyt Muru jest wciągana klatka, mogąca zabrać na raz tylko kilku ludzi.
- Jedną z pierwszych decyzji Jona było zarządzenie, aby cały garnizon codziennie ćwiczył strzelanie z łuku. Według niego Nocna Straż dotąd przywiązywała zbyt dużo wagi do walki mieczem. Łuczników szkoli Ulmer. Samwell również ćwiczy.
- Jon bardzo często trenuje na dziedzińcu walkę mieczem.
- Jon zajmuje dawne komnaty Donala Noye’a znajdujące się za kuźnią. Wieża Lorda Dowódcy leży w gruzach, odkąd Snow spalił ją, by zabić upiora Othora, zaś w Wieży Królewskiej zamieszkał Stannis. Przed komnatą lorda dowódcy pełnią straż wartownicy.
- Grenn utrzymuje, że mógłby zjeść więcej myszy niż Pyp.
- Stannis planuje wydać Val za mąż za jednego ze swych ludzi, by w ten sposób przypieczętować pokój między mieszkańcami Siedmiu Królestwa a Wolnymi Ludźmi.
- Samwell na widok Goździk zawsze jest podekscytowany i nachodzą go różne uczucia, szczególnie gdy ta mówi o karmieniu piersią.
- Samwell doskonale rozumie, że wojna to system: zadbał o to jeden z najlepszych żołnierzy Westeros – Randyll Tarly. Jednak co do metod wychowawczych lorda Horn Hill można mieć spore zastrzeżenia.
- W czasie swych studiów Aemon chadzał do tawerny na wyspie w Starym Mieście, by napić się okrutnie mocnego cydru.
- Po Czarnym Zamku krążą plotki, że Mance Ryder zostanie stracony przez Stannisa. Król jest w prawie, ponieważ za dezercję z Nocnej Straży karze się śmiercią, Baratheon zaś znany jest z surowego egzekwowania przepisów. Jon uważa, że jeśli już, to on jako dowódca Nocnej Straży powinien stracić Mance’a,
- Wedle roczników, które przestudiował Sam, było przynajmniej czterech lordów dowódców, których wybrano w wieku młodszym niż Jona. Osric Stark miał mieć dziesięć lat, gdy obejmował to stanowisko, które sprawował przez kolejne sześćdziesiąt.
- Jon Snow ma być dziewięćset dziewięćdziesiątym ósmym lordem dowódcą Nocnej Straży.
- Clydas ma pełnić obowiązki maestera do czasu, aż Cytadela nie przyśle do Czarnego Zamku nowego.
- Jon zamierza poprosić Cytadelę o więcej maesterów. Obecnie – nie licząc Aemona – Nocnej Straży pozostało dwóch: maester Mullen z Wieży Cieni, który jest bardziej wojownikiem niż uczonym, oraz maester Harmune ze Wschodniej Strażnicy, który częściej bywa pijany niż trzeźwy.
- Nefrytowe kompendium to opis krain wokół Morza Nefrytowego, autorstwa podróżującego po nich Colloqouo Votara, volanteńskiego poszukiwacza przygód.
Komentarz
Jedyny rozdział w Uczcie dla wron, którego akcja toczy się w Czarnym Zamku, porządkuje nam informacje o Innych. Przy okazji dowiadujemy się, że w przeszłości Nocna Straż nie tylko utrzymywała kontakty z Dziećmi Lasu, ale również otrzymywała od nich regularne dostawy obsydianowych sztyletów. Jeszcze ciekawsza informacja dotyczy Ostatniego Bohatera i jego miecza ze smoczej stali, któremu nie mogli oprzeć się Inni. Jon i Sam zastanawiają się, czy może chodzić o valyriańską stal. Nie wydaje się to możliwe. Nawet biorąc pod uwagę inne istotne informacje od Tarly’ego, kwestionujące ogólnie przyjętą chronologię, podług której Długa Noc miała miejsce osiem tysięcy lat wcześniej, nie zmienia to faktu, że Valyria wtedy nie istniała, nie mogła zatem wykuwać swych niezrównanych mieczy. A jednak jest więcej niż prawdopodobne, że ludzie w tych czasach potrafili wytwarzać niezwykle wytrzymałe ostrza, być może o magicznych właściwościach.
Choć w rozważaniach nad naturą smoczej stali Sam wyraźnie popełnia błąd, większość konkluzji Tarly’ego jest słuszna. Wynika to przede wszystkim z jego powściągliwości w wyciąganiu wniosków. Spójrzmy, z jaką ostrożnością wypowiada się o Innych, wyraźnie wskazując, że opiera się na źródłach niekompletnych i w najlepszym razie niepewnych, pochodzących z nie wiadomo której ręki. Nie ma problemu przyznać, że czegoś nie wie, jak na przykład, czy to Inni sprowadzają zimno, czy to raczej ono sprowadza ich. Nie próbuje nawet spekulować, czym są „lodowe pająki”. Tak naprawdę potrafi zweryfikować jedną informację: Biali Wędrowcy używają martwych wierzchowców. Wie, że tak jest, bo widział to na własne oczy. W świecie Martina, w którym z lubością powtarza się plotki, informacje niepełne albo wręcz niestworzone, jest to postawa niezwykła i każe nam traktować spostrzeżenia Tarly’ego z większą uwagą niż większości innych postaci.
Przykładem jego trzeźwego oglądu sytuacji jest namawianie Jona, by wysłał list do króla Tommena. Tarly, który na tym etapie nie wie jeszcze o śmierci Tywina, nie ma wątpliwości, że sojusz Zachodu i Reach góruje siłą nad wszystkimi przeciwnikami w Westeros. I ma rację: dopiero jego postępujący rozpad wywołany zamordowaniem Lannistera da nadzieję na zwycięstwo innym graczom. Stąd odesłanie Sama wraz z Aemonem jest być może największym błędem lorda Snowa. Podobnie jak Daenerys pozbył się jedynych doradców, z których zdaniem się liczył – także dlatego, że ich rady faktycznie były sensowne. Brak u jego boku Tarly’ego i starego maestera wraz z powolnym, acz konsekwentnym budowaniem wokół siebie muru, co już dostrzegają przyjaciele Jona, będzie jedną z przyczyn upadku młodego lorda dowódcy.
Zresztą Jon popełnia w tym rozdziale więcej błędów, aczkolwiek podejmując te decyzje, kierował się racjonalnymi przesłankami. Czy w końcu nie wydaje się rozsądnym pomysłem, by spróbować zachęcać do wstępowania w szeregi Nocnej Straży pieśniami sławiącymi bohaterski i pełen przygód żywot Czarnych Braci? Tyle teoria: w rzeczywistości Dareon, gdy tylko oddali się od Muru, porzuci służbę i towarzyszy. Również odesłanie maestera Aemona w świetle tego, czego Jon zdołał dowiedzieć się o Stannisie i Melisandre, zdaje się uzasadnione, ale tu znów Sam wykazał się od niego trzeźwiejszym oglądem sytuacji, trafnie przewidując, że starzec nie przetrwa tak długiej podróży. Błędne założenie Snowa, że nie ma w nim nawet kropli królewskiej krwi, jest już tylko wisienką na torcie i mrugnięciem do nas przez Martina okiem.
Jeśli już przy krwi jesteśmy: zastanawiające jest zachowanie kruka Mormonta, który nie tylko najwyraźniej czyta list skierowany do Królewskiej Przystani, ale zdaniem Daela próbuje przewidzieć na podstawie krwi dalsze losy Samwella. O tym, że do zobaczenia przyszłości danej osoby potrzebna jest jej krew, wiemy już z pierwszego rozdziału Cersei w tym tomie. Czy rzeczywiście Bloodraven w ten sposób chciał dowiedzieć się, co spotka Sama w Starym Mieście?
Nawet pozbawieni mocy Trójokiej Wrony możemy spróbować przewidzieć pewne wydarzenia na podstawie pozostawionych przez Martina wskazówek. W końcu już kiedyś Snow żegnał bardzo bliską mu osobę i wtedy w jej włosach również topniał śnieg. Mam rzecz jasna na myśli drugi rozdział Jona w Grze o tron i jego ostatnią rozmowę z Robbem. Czy Samwella również nigdy już nie ujrzy?






Tym razem to mi przypadła przyjemność podziękowania za wspaniały tekst jako jedna z pierwszych…
Naprawdę świetna robota 🥰
Też zwróciłam uwagę na to pożegnanie, z tą drobną różnicą, że zarówno Robb, jak i Sam, są dla Jona kimś więcej niż „bliską osobą”. Są jego braćmi, bardziej z wyboru niż z urodzenia. Ale to tylko kwestia nazewnictwa.
Znamienna też wydaje mi się fiksacja Sama na temat ewentualnych smoczych jaj na Murze, zwłaszcza w świetle teorii o tym, że różne osoby i ugrupowania będą szukały sposobu na wyklucie smoków.
No i racja, że pozbywając się Sama i Aemona Jon pozbył się właściwie jedynych osób mogących jakoś na niego wpłynąć. Myślę że wyjaśnienie tej decyzji znajdziemy w „Tańcu”, w słowach Aemona,. które Jon powtarza w myślach: „Zabij chłopca i pozwól narodzić się mężczyźnie”. Jon uważa się za mężczyznę, człowieka dorosłego i zdolnego do samostanowienia. I oczywiście ja się zgadzam, że pod wieloma względami Jon jest starszy niż by na to wskazywał rok jego urodzenia, ale wciąż brakuje mu doświadczenia (które odesłał wraz z Aemonem) i odrobiny rozsądku. To inteligentny chłopak, ale jak każdy piętnastolatek narwany i przekonany o swojej dojrzałości i nieomylności. On oczywiście usiłuje być rozsądny i nawet czasami mu się to udaje. Ale nadal – ma tylko piętnaście lat. Mam córkę w jego wieku, wiem co mówię 🤣
Ale to nie Jon jest bohaterem artykułu, tylko Sam. I ja rozumiem decyzję Jona o tym, że Sam powinien zdobyć wiedzę i wspierać go jako maester. Tak, to odpowiednie zadanie dla Zabójcy. Tylko dlaczego musi to się stać akurat TERAZ? Zarówno dla Sama, jak i dla Jona (a możliwe że i dla całego Westeros) korzystniej byłoby, gdyby Sam najpierw przekopał się przez bibliotekę w Czarnym Zamku, zebrał wiedzę na temat Innych, smoków i co tam jeszcze będzie i dopiero wtedy pojechał. Tak, wiem, trzeba było zabrać Aemona i Potwora z zasięgu Melisandre. Ale to nie czyni tej decyzji słuszną. Nadal jest ona zła i trudno nawet powiedzieć czy jest to mniejsze zło, czy większe. Aemon i tak umiera, zanim dotrą do Starego Miasta. Oczywiście Jon nie mógł tego przewidzieć, chociaż przewidział to Sam. I ja nie twierdzę, że lepiej byłoby go podarować Melisandre, ale wolałabym żeby spłonął starzec, niż dziecko(Shireen).
Ale nadal – ile lat (bo wątpię żeby była mowa o miesiącach) trwa nauka na maestera? I Jon zamierzał cały ten czas ogarniać wszystko sam, bez doradców KTÓRYM BY UFAŁ? Tak, wiem, że prosił by przysłali mu maesterów, ale to będą obcy ludzie, a Jon jest z natury nieufny…
Wielkie dzięki!
Tak, ten pomysł by odesłać Sama przed zakończeniem kwerendy biblioteki Czarnego Zamku nie ma za wiele sensu. Chyba, że Jon liczy, iż dokończy ją inny maester. Tyle że nie pamiętam z lektury Tańca Smoków (co nie oznacza, że tego tam nie ma), by w ogóle jego myśli zaprzątała kwestia nowych maesterów. W sensie: czemu jeszcze nie przybili, czy Cytadela dostała jego list, itd. Chyba, że posłał je tylko z Samem, nie krukami, ale to nie miałoby sensu, gdyż oznaczało potężną stratę czasu.
A ile trwa nauka na maestera? Tu chyba wraca kwestia usuniętej 5-letniej przerwy. Bo po pięciu latach Sam rzeczywiście mógłby wrócić już do Czarnego Zamku i miałoby to sens. Po zmianach mam spore wątpliwości czy w ogóle wróci, chyba że w epilogu. Bo zakładam, że inteligentny Sam raczej zdobywałby łańcuchy w tempie Sallerii, nie zaś Armena Akolity – ten drugi zdobywa jedno ogniwo na rok.
„Zastanawia się, czy Srebnoskrzydła, na grzbiecie której przybyła królowa Alicent, złożyła tu jaja.” Chyba Alysanne? Czyżby autokorekta po wielu tygodniach omawiania serialu tak zaczęła u Ciebie działać? 🙂
korekta dziś zaspała, już poprawioned 😅
PS
ciekawe kiedy Dżądżen w koncu nauczy się, że smok wspomnianej królowej to Srebrnoskrzydła, a nie Srebnoskrzydła ;v
Nigdy:D Dzięki za czujność! Za dużo serialu ewidentnie mi zaszkodziło.
Jak już jesteśmy przy literówkach to powinno być Baelor nie Baleor. 😉
racja, już poprawiam!
Nienawidzę targaryeńskich imion gdyby ktoś pytał😉
Na początku też miałem z nimi kłopoty (np. Jaehaerys vs. Jacaerys), ale okazało się, że wystarczy zapamiętać kilka prostych zasad, według których są tworzone i problem z głowy. 🙂
Niby człowiek zna te zasady, ale potem ma odcinek gdzie jest Daeron i Dareon…
Kilka pułapek jest, fakt. 🙂
Zabijcie mnie, ale za słabo pamiętam książki, a już na pewno wszystko pozaksiążkowe, więc takie rzeczy mi umykają.
Ciekawą, acz wybiegającą w przyszłość teorią jest ofiara, jaką Melissandre zamierza złożyć. Chodzi mi mianowicie o to, że o ile wydarzenia serialowe na tym etapie mocno odbiegały od rzeczywistości książkowej, to jednak jakieś elementy pomysłów Martina zawierały. Biorąc pod uwagę treść listu od rzekomego Ramseya, Melissandre w celu ratowania Stannisa może kogoś spalić na stosie. W grę wchodzą myślę trzy osoby – Shireen, dziecko Goździk i… Jon Snow. Wszystkie trzy mają w sobie teoretycznie królewską krew – Shireen od co prawda nie namaszczonego, ale uważającego się za króla Stannisa, dziecko Goździk co prawda nie ma… ale Melissandre o tym nie wie, sądząc, że to dziecko Króla za Murem, a Jona nie muszę chyba tłumaczyć. Jednocześnie wszystkie trzy postacie w związku z królewską krwią zawierają pewien fałsz – Shireen tak jak wspomniałem może być uznana za córkę króla tylko przez zwolenników Stanisa, dziecko Goździk w rzeczywistości jej nie ma, choć praktycznie wszystkie postacie uważają ze względu na podmianę inaczej, zaś Jon Snow oficjalnie nie ma żadnej, zaś w praktyce myślę, że bezpiecznie można przyjąć, że ma. To zaś otwiera nowe możliwości zarówno co do inwazji Innych, jak i rozwiązań co do Ostatniego Bohatera, zwłaszcza co do zbieżności czasowej pewnych wydarzeń dziejących się w różnych miejscach Westeros i Essos.
Nie dopisałem, że spalenie Jona może mieć przy tym charakter po prostu stosu pogrzebowego, z którego podobnie jak Danka może się wyłonić bezboleśnie.
Na północy nie pali się zmarłych, nie ma żadnego powodu, by Jona palić.
Chyba, że zapamiętali lekcje po zmartwychwstaniu dwóch zwiadowców z pierwszej części.
Nie, wszak Janosa nie spalono – Jona może i by spalono, gdyby zmarł za murem. Ale tu pewnie wrzucą jego trupa do lodowej celi… Na jego szczęście.
Shireen ma krople krwi Targaryenów.
Jon Snow wiadomo
A dziecko Goździk według teorii Daeala również 🙂
Nie miało jej natomiat dziecko Mance’a, co czyniłoby cały ten rozdział i decyzje Jona potwornie ironiczne.
Jon to nie kandydat do spalenia, bo Melka nie wie, że to Targaryen (i czytelnicy tez!), a poza tym na razie nie żyje.
Chyba, że to kandydat, z powodu bycia potomkiem Starków… Ale na tej samej zasadzie potomkiem Lannisterów jest Donnel Hill.
Jest kandydatem do spalenia, bo nie chcą żeby zmienił się w zombiaka
od kiedy Bowen Marsh i reszta to inni, by mogli go tak zmienić? Jon wyląduje w lodowych celach – prędzej Stannis przestanie zgrzytać zębami, niż spiskowcy spalą Jona. Poza tym jak mialoby to zadziałać, gdxie jakaś magia krwi? Bowen dokłada ZE ZWYKŁEGO DRZEWA gałązkę i nagle Jon ożywa? Przypomnę, że u Danki była magia krwi przeprowadzona przez Mirri coś tam.
Mirri Maaz Durr
Ale tak, jak niby mają palić Jona? Przecież jest po ich stronie Muru, a nie tam gdzie są zombiaki.
Jaka była różnica wieku między dziećmi Goździk i Dalli?
Dziecko Goździk rodzi się w momencie, gdy niedobitki Nocnej Straży przebywają u Crastera. Nie wiem ile Samowi i Goździk zajął powrót na Mur, ale zakładam, że były to jednak tygodnie, nie miesiące. Gdy docierają do Czarnego Zamku jest już tam syn Dalii. Czyli wydaje się, że jest między nimi kilka tygodni różnicy.
„Nawet pozbawieni mocy Trójokiej Wrony możemy spróbować przewidzieć pewne wydarzenia na podstawie pozostawionych przez Martina wskazówek. W końcu już kiedyś Snow żegnał bardzo bliską mu osobę i wtedy w jej włosach również topniał śnieg. Mam rzecz jasna na myśli drugi rozdział Jona w Grze o tron i jego ostatnią rozmowę z Robbem. Czy Samwella również nigdy już nie ujrzy?”
O kurczę, ciekawa obserwacja! Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko Jon i Sam jeszcze się spotkają, choć pewnie nie na Murze. Sam zapewne już tam nie wróci, a Jon po ewentualnym powrocie z zaświatów prawdopodobnie opuści Mur, wszak nie będzie go już wiązała przysięga. Może spotkają się gdzieś na południu Westeros?
Zgadzam się z głosami, że Jon popełnił duży błąd, odsyłając tak wcześnie Sama i Aemona. Niby miał racjonalne powody, ale pozbawił się w ten sposób doradztwa dwóch najbardziej zaufanych i przy okazji kompetentnych osób. No i z typową dla Martina ironią, chcąc ratować życie Aemonowi, podjął decyzję, która ostatecznie przyspieszyła jego śmierć.
Z drugiej strony Sam w Cytadeli jest najprawdopodobniej bardzo potrzebny samemu Martinowi, żeby coś ciekawego tam odkryć. Sposób na ostateczne pokonanie Innych? Informację o prawdziwych rodzicach Jona Snow i jakiś dowód „legalności” jego bycia Targaryenem? A może jedno i drugie?
W jaki sposób Sam miałby to odkryć? Obecnie żyje JEDNA osoba znająca prawdę – Howland Reed (Bloodravena i Brana mogących poznać prawdę dzięki magicznemu mambo dżambo nie liczę), a starcie po którym Ned odnalazł Lyannę przeżył tylko Ned. Żaden z nich nie wysłał swoich zapisków do Starego Miasta, a tylko tak ta informacja mogłaby się tam znaleźć (dobra, mógł tam być maester, który zna prawdę i powie Samowi… Ale to byłby królik z kapelusza). Prawdopodobnie gdzieś u niego siedzi Hal Mollen z kośćmi Neda, no i żaden POV nie jest nawet blisko bagien. Ale jest pewien król, który podbija Północ…
Samwell pewnie będzie potrzebny, skoro żywot Aeriona dobiega końca, by móc opisać bitwę/konszacht z Euronem, plus zdobyć parę informacji o magii, przepowiedniach, jakiś knowaniach, Hightowerach, może by połączyć Dankę z Jonem… Ale nie ma on fizycznej możliwości poznać prawdy o rodzicach Jona.
„W jaki sposób Sam miałby to odkryć? Obecnie żyje JEDNA osoba znająca prawdę – Howland Reed (Bloodravena i Brana mogących poznać prawdę dzięki magicznemu mambo dżambo nie liczę), a starcie po którym Ned odnalazł Lyannę przeżył tylko Ned”.
To prawda, Howland jest jedynym żyjącym świadkiem i może powiedzieć, że Rhaegar z Lyanną wzięli ślub i że Lyanna tam była dobrowolnie, a nie pod przymusem. O ile to prawda oczywiście. Sam zaś mógłby dokopać się do jakichś zapisków, że to (albo takie) małżeństwo było legalnie zawarte. Ale od razu zaznaczę, że nie będę jakoś szczególnie mocno bronić tej hipotezy, bo to tylko moje luźne spekulacje. Zakładam po prostu, że jeśli teoria L+R=J jest prawdziwa, a wiele na to wskazuje, to Martin nie wymyślałby tego tylko po to, by Jon zamiast bękartem Neda okazał się bękartem Lyanny. I w jakiś sposób „legalność” tego małżeństwa może wypłynąć. Być może właśnie za sprawą Sama, który czegoś się dokopie w bibliotece Cytadeli. Może znajdzie podobny przypadek w historii i on lub Jon (albo ktoś inny) się na to powoła?
Ale tak jak mówię, to tylko moje luźne spekulacje 😉 Równie dobrze Sam może w tej bibliotece odkryć zupełnie coś innego, może właśnie na temat Białych Wędrowców. W końcu po to został tam wysłany.
Jest jeszcze Wyla. Te imię zbyt często się powtarza. Trudno mi też uwierzyć, że szlachetnie urodzona dama – i to jeszcze przy nadziei – pozbawiona jest przynajmniej jednej służki. Moim zdaniem Wyla mogła towarzyszyć Lyanie w Wieży Radości, choć oczywiście to nie poparta na źródłach hipoteza. Generalnie jednak nie widzimy u Martina żadnej damy – rzecz jasna w normalnych okolicznościach, nie chodzi mi o Aryę – która jest takowej służki/towarzyszki pozbawiona (jeśli macie przykład to podajcie w komentarzach).
Jak wy chcecie dawać małżeństwo Rhaegarowi i Lyannie bez unieważnienia małżeństwa z Elią??? To już Dedecy pamiętali o Elii, więc aby było małżeństwo, zrobili wątek z unieważnieniem. Ale przypominam, że Martin nie zrobił Wiary na wzór Kościoła, gdzie generalnie papież przyklepywał rozwody kościelne – Henryk VIII miał po prostu pecha, że jego żona była ciotką cesarza Karola, który trzymał papieża pod butem. U Martina unieważnienie jest generalnie tylko jeśli nie było skonsumowane małżeństwo lub nie było dzieci. Pierwszy przypadek potencjalnie daje wyjście Tyrionowi i Sansie. Drugi był ciągle wykorzystywany jako argument przez Daemona aby uwolnić się od Rhei Royce. Żaden z tych przypadków nie zachodzi jeśli chodzi o Elię.
Mówiłam już, jeśli chcemy legalnego Jona to jedyne wyjście to, żeby Rhaegar dostał papier od ojca, że jego dziecko z Lyanną przestaje być bękartem. Aerys daje mu ten dokument za to, że Rhaegar dowodzi bitwą.
Jest to jakiś pomysł na rozwiązanie tego wątku – legitymizacja Jona przez Aerysa. Tylko jak to się ma do chronologii Rebelii Roberta? Inaczej – czy Jon był już na świecie, gdy Rhaegar pojechał do stolicy?
Kurde, korzystanie z bibliotek ma taką zasadniczą wadę, że nie da się ot tak lecieć i sprawdzić jakiegoś fragmentu. Chodzi mi konkretnie o sen Neda, w którym przypomina on sobie ostatnie chwile Lyanny. Czy mi się coś pokręciło, czy była mowa o mocno zakrwawionym łóżku? Mogłam coś poplątać…
Rhaegar zostawia Lyannę już w ciąży raczej, bo ona przecież rodzi tuż po zakończeniu walk. Rhaegar nie musi wiedzieć jakie dziecko mu się urodzi. Wystarczy dokument – Dziecko Lady Lyanny Stark i Księcia Rhaegara będzie uznane za legalne. I już
Podejrzewam, że nie wystarczy. Po pierwsze nie było jeszcze u Martina takiego precedensu. Po drugie, status bękarta powstaje dopiero PO urodzeniu. Akt legitymizacji jest właśnie usunięciem tego statusu. Nie wydaje się takich dekretów na zapas. Przed narodzinami bękarta jego rodzice mogą się przecież pobrać i nie urodzi się ono już bękartem. Może też urodzić się martwe.
Jeżeli zakładamy, że Ned pojawił się w Wieży Radości w momencie narodzin Jona, lub krótko po nich, to Aerys już nie żył. Zresztą, nawet gdyby żył, to prędzej usynowiłby Księżycowego Chłopca niż zmieniał kolejkę dziedziczenia na korzyść bękarta siostry swojego śmiertelnego wroga i przyczyny wybuchu Rebelii. :/
Małżeństwo mógłby unieważnić tylko Wielki Septon. A pierwszą rzeczą, którą by zrobił po usłyszeniu takiego pomysłu, byłoby pobiegnięcie z tym do Aerysa. Zresztą nijak to się nie spina czasowo. Rhaegar musiałby kilkukrotnie kursować między Dorne a Królewską Przystanią. Śmiało można to włożyć między głupie pomysły dedeków. Nie było żadnego małżeństwa, a Jon – o ile przeżyje – musi liczyć na legitymizację.
O Wylli początkowo też napisałem, ale potem to wycofałem, bo Sam nie ma prawa jej spotkać. Po pierwsze jest zapewne gdzieś na Dornijskim Pograniczu, po drugie ona niemal na pewno nie była damą do towarzystwa Lyanny – musiała być wtedy w ciąży, skoro była mleczną matką Jona, teoretycznie mogła być szlachetnie urodzoną damą… Tylko czemu potem była mleczną matką Edrica? To wszystko jasno wskazuje, że to jakaś nisko urodzona kobieta.
I to imię, Wylla. Nie znamy chyba innej Wylli, ale znamy Wyla – i nie był to żaden szlachcic.
I znów, skąd te zapiski mialyby tam się znaleźć? Martin może nam wszystko pokazać przez Brana, Jon moze sam nigdy nie poznać prawdy…
A ja się nie zgadzam z autorem odcinka, że to był błąd. Jak się okazało, Aemon i Sam długo by już Jonowi nie podoradzali, a gdyby zostali w Czarnym Zamku pewnie zginęliby razem z nim. A już na pewno Sam.
Gdyby Sam został w Czarnym Zamku mogłoby nie dojść do zamachu. Gdyby maester Aemon został w Czarnym Zamku mógłby pożyć jeszcze parę lat, akurat tyle, żeby Jom zdążył zmądrzeć.
A co ma związek wyjazdu Aemona z jego śmiecia? On miał już chyba około 102 lata? Więc raczej nie dożyłby długo, nie ważne czy na Murze czy w podróży. Tak, mógłby zmienić wydarzenia, gdyby nie wyjechał, ale raczej chyba umarłby w tym czasie, w którym już umarł w kanonie?
Nie. Podróż morska (czy to nie Tobie tlumaczylem, że dla Dorana też bylaby gorsza niż lądowa?) w warunkach Westeros jest ciężka, dla 102 latka niemal na pewno śmiertelna – oczyeiście Aemon nie żylby kolejnych 10 lat, ale z rok-dwa dluzej spokojnie moglby pożyć, zwłaszcza, że jako smocza krew nie chorował.
Aemon sam mówił coś, że zimno konserwuje…
A to niby czemu? Sam Zabójca Innego by ich powstrzymał? 🙂 Jakby zaczął fikać to dostałby kosę jeszcze przed Jonem. I Aemon też. Zabili dwóch lordów dowódców to akurat by się przejmowali grubasem i starcem.
Jednego – Ci spiskowcy nie mają nic wspólnego z zabójstwem Mormonta, ba, nawet chyba nie wiedzą, że doszło do bezpośredniego mordu? Jak mi się wydaje chyba wiedzą, ale nie zabili oni przecież Starego Niedźwiedzia.
Nie powiedziałem przecież, że to ci sami. 🙂 Ogólnie, strażnicy. Materiał ludzki coraz niższej jakości.
Swoją drogą czy w realnym świecie nie dałoby się utrzymywać takiej straży bez przyjmowania do niej przestępców? Składałaby się z normalnych zawodowych żołnierzy i ochotników spośród rycerstwa. Służba nielekka, ale pewna micha i trochę grosza. W trudnych czasach rzecz nie bez znaczenia.
Pewna micha tylko – nie dostawali żadnej pensji, zresztą nie mieliby gdzie jej wydawać. A sama służba dla jakiegokolwiek rycerza, czy „żołnierza zawodowego” była nieopłacalna. Zaciągasz się na dożywocie i odmrażasz się walcząc z dzikusami, a i honoru w tym niewiele, podczas gdy popłyniesz na rok do Essos (dla większości nawet bliżej niż na Mur), może się dorobisz, może zginiesz, ale w ciepełku, no i kiedyś wrócisz do domu.
A kwestia propagandowa… Cóż, ponieważ rekruterów NS było ciągle mniej, to ich propaganda była ciągle mniejsza zasięgowo – a lordom nie opłacało się wysyłać swoich chłopów Nocnej Straży. Takich „naiwniaków” jak Jon, czy ser Waymar Royce było bardzo niewielu.
Ale! Dałoby się łatwo podwyższyć stan moralny i sort zaciągu do NS – wystarczyłoby wprowadzić służbę czasową. Nie musisz zostawać bratem z NS per se, ale możesz służyć jako brat z NS przez kilka lat. Jednocześnie promując służbę jako szlachetną obronę królestwa przed jedynym zagrożeniem dla Westeros, to trochę kolejnych ser Waymarów, czy ludzi szukających właśnie jakiejś pewnej michy by się pojawiło. Może lordowie Północy, a nawet niektórzy z Południa, wysyłaliby na parę lat młodszych synów lub dalszych krewnych, aby Ci się tam podszkolili? Czy by to magicznie wszystko zmieniło? Nie. Czy by pomogło? Tak.
Potrafisz czytać ze zrozumieniem? Pensja byłaby, gdyby Nocną Straż zorganizowano w sposób o którym mówię. A gdyby była pensja to byłoby i gdzie ją wydawać, bez obaw. Poza tym pieniądze można wysyłać do domu, żonie i dzieciom. I oczywiste, że wtedy nie służyłoby się do końca życia, można byłoby się ożenić itd. Przecież napisałem „normalnych zawodowych żołnierzy”. :/
Żołd jest gdzie wydawać: mamy wszak Mole’s Town. Oczywiście za zakopane tam skarby strażnicy mogą też płacić czymś innym, gdyż z kolei nie wiem, gdzie pracownice tego przybytku mogłyby wydawać swoje pieniądze, aczkolwiek być może właśnie wysyłać do rodzin. Możliwe też, że środkiem płatniczym jest np na Murze i w jego okolicach rzepa😉
Nie mamy ani słowa wzmianki, żeby żołd był wydawany (Jon nie dostaje ani miedziaka), poza tym wysyłanie rodzicom przez cały kontynent brzmi jak coś niemożliwego do dokonania.
Skoro są prostytutki to z pewnością nie z dobroci serca. 🙂 A forsę w średniowieczu przesyłało się głównie przez znajomych kupców (przynajmniej zanim rozpowszechniły się banki). Na razie to jednak za mały rynek. Inna rzecz, gdyby na Murze służyło kilka tysięcy strażników pobierających regularny żołd.
Sam i Aemon swymi radami mogliby wpłynąć na decyzje Jona. Poza tym Sam jest zręcznym dyplomatą i niejednego umie przegadać. Gdyby zostali na Murze nie dopuściliby do wyrośnięcia tak silnej opozycji.
Przypuszczam, że wątpię. Znając Sama i Aemona raczej poparliby te decyzje Jona, które de facto sprowadziły na niego śmierć. Na dyplomację Sama też bym nie liczył, albowiem był on lubiany tylko przez tych, którzy i tak byli stronnikami Jona. U jego przeciwników nic by nie wskórał.
U przeciwników może nic by nie wskórał, ale mógłby powstrzymać Jona od reakcji na prowokację Różowego Listu. Jon nie myśli, że to prowokacja. Ogólnie chyba mało kuma, że to jest odpowiednik depeszy emskiej. Tarly nie byłby taki głupi.
Szanse są małe. Poza tym Jon odsyłająć Sama nie mógł przewidzieć, że takowy problem się pojawi.
Nie cierpię u Martina tego, że większość intryg bierze się z milczenia. Ned zataja informacje o ataku na Cat i sztylecie przed królem, o informacjach Varysa, Tyyrion nie informuje o kłamstwie Littlefingera o sztylecie, Sam nie informuje o Branie, Nocna Straż też kiepsko radzi sobie z informacjami dotyczącymi Nocnych Wędrowców.
A co do bilioteki, to przecież ta w Czarnym Zamku nie może być zbyt duża, jest pewnie wielkości przeciętnej szkolnej biblioteki, do obrobienia w kilka dni. Przecież oni te wszystkie książki powinni znać mniej więcej.
W XXI wieku, z ładnymi papierami, napisanymi drukiem owszem. Ale powodzenia bawić się z czytaniem kilkusetletnich lub starszych manuskryptów, mając do dyspozycji światło dnia (gdzie nie mozesz czytać na polu prawie nigdy) albo świeczki.
Dobra ale oni przecież większość tych książek w ogólnym zarysie powinni znać, przecież większość z nich to jakieś niepotrzebne rzeczy. Wyszukałem w AI jaka była wielkość średniowiecznych bibliotek. Takich zawierających ponad 1000 woluminów było bardzo mało. Większość miała 300-400 No niech będzie 500 z czego połowa to jakieś głupoty niezwiązane ze sprawą. Długość średniowiecznych ksiąg też nie była zbyt duża bo pisanie było dużo trudniesze z powodów o których pisałeś, plus pisanie piórem to udręka. Dla mnie znowu Martin pojechał ze swoim gigantyzmem.
Ale Westeros pod względem piśmiennictwa jest bliżej XX wieku, niż średniowiecza. Niemal każdy lord umie czytać, plus septoni, Maesterzy, wielu sługów lordowskich. Wiadomo, stopień tej umiejętności jest różny, ale jest.
Nie wiem natomiast kto poza Aemonem mógłby znać zarysy książek – nie spotykamy wśród Czarnych Braci (z żyjących gdy Jon wraca zza muru) żadnego, który wygląda na potencjalnego fana czytania, poza Ser Denysem Mallisterem, który jednak nie ma dostępu do tej akurat biblioteki. Ba, Nocna Straż, potraktowana jako siedziba jakiegoś lorda, zapewne ma najmniejszy % wykształconych członków, ze wszystkich siedzib lordowskich Westeros.
„Mance zaś ma tyle królewskiej krwi, co on.” – no wiadomo, w końcu to Rhaegar Targaryen. 😄
Masz rację Jonie Snow, wojna to system. Nic nie da dostarczenie koni na pole walki jeśli te nie będą miały co jeść. Wojny wygrywa się na polach Reach a nie w walkach nad Tridentem.
Cudne!