Pieśń Lodu i OgniaSeriale

Pomylone Analizy: Ród smoka, sezon 3, odcinek 1 – „Sól i morze, ogień i krew” [SPOILERY]

Ród Smoka powraca. W jakiej formie? 

Streszczenie

Zaczyna się nastrojowo. Widzimy malownicze wzgórza, owcę i kamień. Po chwili pojawia się smok. Owca płonie, kamień zostaje. Wzgórza również. Smok jest brzydki jak noc, ale nikomu, nie licząc owiec i pasterzy, nie wadzi. Nie jest mu jednak dane posilić się w spokoju, gdyż na wzgórze wspina się najbardziej irytująca postać w serialu: Rhaena Targaryen. Liczymy, że smok potraktuje ją jak owcę. Niestety zamiast tego pozwala jej wleźć sobie na grzbiet.

Owcokradowi nie jest dane się najeść, zaś wielkiemu maesterowi Orwyle’owi wyspać. Aemond Jednooki wywleka go z łoża na dziedziniec, skazuje na śmierć i próbuje ściąć. Maester, skoro już musi umrzeć, chciałby chociaż wiedzieć z jakiego powodu. Okazuje się, że przykuty do łóżka Aegon zniknął z Czerwonej Twierdzy. Nim dochodzi do dekapitacji pojawia się Żelazny Pręt z informacją, że zniknął również Szpotawa Stopa. Orwele zachowuje głowę a Aemond idzie wyżyć się na kimś innym.

Wspomniana dwójka łazików jedzie sobie tymczasem w wozie wypełnionym kruczymi klatkami. Ptaki są o dziwo cicho, nie powtarzając „quork”, ani nawet „snow”. Aegon cierpi straszliwie i domaga się makowego mleka, Larys jest jednak w nastroju wybitnie stoickim i do podobnego nastawienia w znoszeniu bólu namawia króla. Wtem wóz zostaje zatrzymany przez patrol Czarnych. Aegon nie jest skory do współpracy, a żołnierzom też się w sumie śpieszy, więc postanawiają zabić ewidentnie podejrzany element. Wtedy Szpotawa Stopa nieśmiało sugeruje, że lepszym pomysłem jest ich aresztowanie, ponieważ mają przed sobą Aegona II oraz jego doradcę Larysa Stronga. Król usilnie zaprzecza jego słowom, co stanowi jedyny chyba zamierzenie zabawny element odcinka. Nieco skonsternowany oficer daje się w końcu przekonać, że to Larys mówi prawdę – dowodem jest owinięta szmatami korona, którą mu wręcza. Dwóch ważnych jeńców żołnierze zabierają do Duskendale, by stamtąd wysłać ich na Smoczą Skałę, woźniców zaś – przy kompletnym désintéressement Stronga – zabijają.

Skoro już o Smoczej Skale mowa: w Sali Malowanego Stołu Rhaenyra ujawnia przed Jacaerysem ofertę, którą otrzymała od Alicent: Zielona Królowa podda stolicę w zamian za darowanie życia jej, córce oraz wnuczce. Jace wietrzy podstęp, ostrzegając matkę, że skończy w paszczy Vhagar. Królowa odpowiada, że Aemond na smoku udał się do Harenhall, a ona zdobędzie tron jednym uderzeniem. W międzyczasie przyłazi reszta rady, równie przychylnie nastawiona do tego pomysłu co następca tronu. Nie szkodzi: Rhaenerys nadrabia entuzjazmem za wszystkich. Jace z kolei rozpoczyna długą tradycję zgrzytania zębami przy Malowanym Stole.

Tymczasem Alicent wraca do miasta. Jakiś pilnujący bramy nołnejm w białym płaszczu zaprasza ją na audiencję do króla. Alicent jest wyraźnie zaniepokojona, podejrzewając chyba, o jakiego króla może chodzić. W przepięknie rozświetlonej promieniami wschodzącego słońca sali tronowej zasiadający na Żelaznym Tronie Aemond pyta mamę, gdzież to się podziewała. Ta sprzedaje mu historyjkę o wycieczce do Królewskiego Lasu. Jednooki jest ponadprzeciętnie bystry, zatem jej wierzy. Informuje ją o abdykacji Aegona, za którą uważa opuszczenie przez niego Królewskiej Przystani. Alicent robi swoją minę. A tak w ogóle, to czy nie miałeś czasami Aemondzie przebywać w Harrenhal? Jednooki stwierdza, że ucieczka Aegona zmieniła wszystko. Musi teraz pilnować miasta, przynajmniej do czasu przybycia posiłków ze Starego Miasta i Triarchii.

Przenosimy się nad morze. Okręty Węża Morskiego płyną, a ten zapina płaszcz, choć nie klnie. Trzeba przyznać, że ujęcia są naprawdę ładne. Znacznie bardziej niż kolejne, ukazujące jakieś pogorzelisko, gdzie dobijane są lwy. Prawdziwe, jak i te noszące taki sztandar. To Daemon na czele sił Dorzecza rozprawia się z Lannisterami. Jak już książę wypatroszy paru ludzi z Zachodu, znajduje czas na rozmowę z lordem Oscarem Tullym, który informuje go o rozbiciu większości wojsk Casterly Rock. Miło oglądać jak chociaż raz Dorzecze nie dostaje wcirów, aczkolwiek w książce walki te były zdecydowanie bardziej wyrównane i rozłożone na kilka starć. W przeciwieństwie do materiału książkowego Jason Lannister nie tylko wkroczył do Dorzecza, ale też uniósł głowę po przegranej bitwie. Na szczęście dla Czarnych rzeczoną głowę przyniósł z powrotem Roderick Dustin, zwany pieszczotliwie Ruiną. Wyłania się spomiędzy drzew na czele swych Wilków Zimy, wprawiając w niejaką konsternację Daemona i jego ludzi.

Z pogorzeliska wędrujemy do lasu. Gwayne Hightower, wracając do obozu, widzi uciekającą z niego dziewczynę w podartych szatach. O tym, co widział, oraz że Aemond wciąż nie przybył na Vhagar, przez co są podatni na ataki smoków Czarnych, informuje Cristona Cole’a – królewskiego namiestnika dowodzącego wyprawą. Lord dowódca słucha jednym uchem o ich fatalnej sytuacji taktycznej i upadku dyscypliny wśród żołnierzy, zajęty malowaniem jakichś maziaków na swojej tarczy.

Zmieniamy las na inny: w nowym siedzą smoki i trójka ich świeżo pasowanych jeźdźców. Ulf jest w nastroju melancholijnym. Zasadzają się na Aemonda, ale ten nie był łaskaw się pojawić. Pijanica pali się do walki: gdy wojna się skończy zasiądzie w swym zamku, który otrzymał wraz z tytułem rycerskim. Pozostali mężczyźni uświadamiają mu, że zamek to się może i otrzymuje, ale z tytułem lordowskim. Ulf nie wygląda na zadowolonego.

Jeśli już o niezadowolonych ludziach mowa: Rhaena spada ze smoka, który w międzyczasie uzyskał już imię: Owcokrad. Gdy zaczyna wyśpiewywać zaklęcie, fałszując jeszcze gorzej niż Daemon w pierwszym sezonie, biedny smok ucieka, nie mogąc znieść aż tak potwornego cierpienia.

Skoro zaś jesteśmy przy cierpiących: Alicent i Helaena rozmawiają o zniknięciu Aegona. Młodsza kobieta informuję matkę, że Aemond pierwszy raz, od kiedy dosiadł Vhagar, zaczął się bać. Brat wie, że zginie w starciu ze smokami Czarnych. Tymczasem Alicent w ramach ewidentnego sabotowania działań Aemonda przygotowuje rozkazy, które rzekomo mają pochodzić od niego i nakazuje dostarczyć je Ormundowi Hightowerowi.

Z zamkowych komnat przenosimy się do kajuty. Wąż Morski częstuje Alyna jakimś świństwem z Yb. Informuje swego zastępcę, że ma wydzielić część floty do desantu na Królewską Przystań jako wsparcie dla ataku smoków. Potem przechodzą do kolejnej nudnej rozmowy o ciężkim życiu bękartów, na szczęście przerywa ją atak wrogiej floty. Triarchia przybyła! Admirał Lohar, na pokładzie której to okrętu flagowego teraz się znajdujemy, zamierza podzielić swoją flotę i uderzyć wbrew ostrzeżeniom Tylanda Lannistera na Wysoką Wodę, by złupić Velaryona. Jest to zgodne z materiałem książkowym, ale też generalnie naturą ludzką i doświadczeniami historycznymi – sojusz sojuszem, ale dowódca przede wszystkim marzy o zapełnieniu swojej kiesy.

Wracamy do głównej bohaterki tego odcinka: Rhaeny. Siedzi smutna za kamieniem i trudno powiedzieć, co robi. Owcokrad niestety wraca. Na jej widok wymiotuje owcami. Potem je pali i razem biorą się do szamania, a mnie odechciewa się śniadania.

Przenosimy się do Obozu Hightowerów. Tesarion jest piękny! Ormund Hightower już mniej. Otrzymuje rozkazy od „nowego króla”, informujące, iż Aemond niedługo do nich przybędzie, dlatego mają rozbić obóz i czekać. Za Ormundem stoi milczący młodzieniec ubrany na zielono. Ciekawe kto to…

Wracamy do Królewskiej Przystani, a stężenie głupot w odcinku od tego momentu zdecydowanie przybiera na sile. Alicent rozmawia z Aemondem – próbuje manipulować Jednookim, który daje jej się wodzić jak dziecko. Przez litość przemilczę zastosowaną argumentację, która przekonuje Zabójcę Krewnych do wybrania się do Harrenhal, by zmierzyć się z Daemonem. Ten na pożegnanie wymusza od matki pocałunek. Wszystko to jest tak durne, że nawet Triosowi nie zmieściłoby się w głowie, a przypominam, że ma trzy.

Ulf kontempluje przyrodę z liściem w dłoni. Nagle dostrzega czarnego kozła. Pewnie z Qohoru. Przerażony przebiega obok Hugh i Addama, rzucając, że on tu dłużej siedzieć nie zamierza. Zdumionym mężczyznom przez sekundę miga Zielony Człowiek, a my jesteśmy jeszcze bardziej zdziwieni – ujęcie, jak i obecność człowieka z porożem wskazuje, że smoczy jeźdźcy urządzili sobie kryjówkę na Wyspie Twarzy! Starzy Bogowie – widzicie i nie szumicie liśćmi? Jakby pętających się po świętej wyspie było za mało, pojawia się Alys Rivers, na którą Hugh i Addam zamierzają się scyzorykami. Wiedźma przyznaje rację Pijanicy – nie powinno ich tu być. Walki trwają u brzegów Smoczej Skały.

Tam też ponownie się przenosimy. Baela najwyraźniej wróciła z patrolu, bo informuje o toczącej się w Gardzieli bitwie morskiej. Rhaenyra postanawia lecieć mimo ostrzeżeń Jace’a, że może to być pułapka podobna do tej pod Gawronim Gniazdem. Królowa nic sobie ze słów syna nie robi – znika w swych komnatach, przybrać zbroję. Ten jednak nie zamierza dopuścić do tego, by matka się narażała, postanawia więc… zamknąć ją sypialni. Naprawdę. Więcej – nakazuje królewskiemu gwardziście, by jej stamtąd nie wypuszczał, bo tylko w ten sposób może ją ochronić. A teraz najlepsze: rycerz spełnia ten rozkaz i mimo dobijania się królowej, nie otwiera drzwi. Słodki R’hllorze…

Bitwa w Gardzieli trwa w najlepsze – trzeba przyznać, że jest naprawdę epicka. Alyn dostrzega okręt flagowy Lohar. Corlys nakazuje wciągnąć żagle tak, by admirał zobaczyła, z kim ma do czynienia. Lohar rzecz jasna robi dokładnie to, czego Wąż Morski się spodziewa, i rusza za nim w pościg mimo apeli Tylanda Lannistera, by admirał skupiła się jednak na dowodzeniu bitwą. Lohar ma w nosie i flotę, i sojusz, który ją tu sprowadził – zabije Velaryona, który ma na sumieniu setki jej kamratów.

Rhaenerys popłakuje sobie zamknięta we własnej komnacie. Ja też płaczę, widząc, co zrobiono z materiałem źródłowym.

Wracamy do bitwy. Corlys na swym okręcie zajmuje się mikrozarządzaniem, a na niebie pojawiają się Vermax i Księżycowa Tancerka. Wąż Morski postanawia, że odciągnie Lohar od jej floty, która, pozbawiona dowódcy, stanie się żerem dla smoków. To, że jego odpłynięcie pozbawi wodza również jego siły, nie przychodzi mu już do głowy. Tymczasem Lohar, nim przystąpi do pościgu, postanawia zrobić użytek z okrętowej obrony przeciwsmoczej, to jest bełtu wypuszczanego po światłowodzie z balisty. Jest lepsza od Brona – trafia za pierwszym razem w Vermaxa. Smok ciągnięty na sznurze spada, ale w ostatniej chwili ratuje go Baela na Księżycowej Tancerce. W książce Tancerki w czasie tej bitwy w ogóle nie było, stąd pewnie w serialu Jacaerysowi i jego smokowi udaje się cało wyjść z opresji.

Przynajmniej jak dotąd, bo Rhaena, która zmusiła w końcu Owcokrada do współpracy i skierowała się na nim ku Smoczej Skale, dostrzega bój i postanawia się do niego włączyć. W tym momencie chyba każdy z widzów zaczął się zastanawiać, jakiej skali katastrofę to spowoduje.

Tymczasem Velaryon realizuje swój sprytny plan i wpływa na płycizny przy Smoczej Skale. Ścigają go trzy okręty Triarchii mimo sprzeciwów Tylanda, który słusznie zauważa, że oni, w przeciwieństwie do Węża Morskiego, nie znają tych wód. Jest nie tylko płytko, ale też ciasno jak na parkingu pod Biedronką. Velaryon przepływa, choć po wszystkim pewnie będzie musiał oddać okręt do lakiernika. Mniej szczęścia mają towarzyszące jednostce flagowej Triarchii galery. Sama Lohar jednak wydostaje się z pułapki, „błyskotliwie” zmniejszając zanurzenie okrętu poprzez wyrzucenie zbędnego balastu, w tym odzianego w zbroję Tylanda Lannistera. To symboliczna scena dla całego tego odcinka – zrzucono z pokładu ostatniego zachowującego się racjonalnie bohatera. Niedługo potem Lohar dogania okręt Corlysa i go taranuje. Scena jest naprawdę spektakularna. Dochodzi do abordażu.

Rhaena na Owcokradzie atakuje okręty. Najpierw nawet te właściwe. Tyle że smok po chwili przestaje jej słuchać i pali wszystko, jak leci. Baela dostrzega nieznanego gada niszczącego flotę Węża Morskiego i wraca do bitwy. W totalnym chaosie siostry się nie rozpoznają i zaczynają ze sobą walczyć. Jace również zawraca, chcąc wspomóc narzeczoną.

Gdy smoki tańcują w powietrzu, na okręcie Corlysa trwa sroga rąbanina. Książkowy Wąż Morski w czasie wojny domowej jest już człowiekiem wiekowym, ale serialowy wywija zakrzywionym żelastwem z gracją dwudziestolatka. Już ma wykończyć Lohar, gdy szczepione dotąd okręty nagle uwalniają się, a on wpada do wody. Widzi to Alyn, który ze wściekłości aż nazywa go ojcem. Rzuca się na admirał. Ich długie i męczące taplanie w wodzie kończy się przygwożdżeniem Lohar do burty.

Jace rozpoznaje, kto powozi Owcokradem i niestety wstrzymuje atak. Rhaena jednak nie potrafi zapanować nad smokiem i ściga Vermaxa, który znowu obrywa z balisty. Bełt ponownie uwiązany jest do liny, która ściąga smoka w dół. Tym razem Księżycowa Tancerka nie potrafi mu pomóc. Vermax tonie, Jace jednak wypływa. Tylko po to, by zarobić parę strzał i zniknąć pod wodą.

Alyn łazi po wraku. Księżycowa Tancerka lata nad tym, co pozostało z obu armad. Okręty płoną wyjątkowo malowniczo na tle zachodzącego słońca.

Komentarz

Zacznijmy od plusów dodatnich, by potem, jak powiedział kiedyś klasyk, przejść do tych ujemnych. Jak kilkukrotnie pisałem w omówieniu, sceny pod względem wizualnym naprawdę robią wrażenie. Podoba mi się również kolorystyka utrzymana w stonowanych barwach, choć to pewnie kwestia gustu. Sceny bitewne nie tylko robią wrażenie swą epickością, ale również „konserwatywnym” montażem: oglądając człowiek nie ma wrażenia, że operator cierpi na padaczkę. To, że walka jest chaotyczna, nie oznacza, że chaos również powinien rządzić jej ukazywaniem. Ród Smoka trzyma się tej zasady.

Męczyło mnie nieco tempo odcinka, nawet jeśli poniekąd zrozumiałe skróceniem poprzedniego sezonu. Akcja toczy się wartko aż do przesady, ale to naprawdę najmniejszy problem tego serialu. Większym, choć wciąż nie najpoważniejszym, jest dalsze odejście od materiału źródłowego. Akurat Ogień i krew jako materiał do adaptacji jest w pewnym sensie o tyle wdzięczne, że napisane w formie kroniki, prezentuje nam kilka wersji tych samych wydarzeń, jak i motywacji, którymi kierowali się ich uczestnicy. Trudno więc niekiedy zrozumieć, że mając taką mnogość opcji, scenarzyści postanawiają napisać własną wersję tej historii. Taki jednak urok adaptacji, szczególnie współczesnych. Gorzej, że twórcy serialu zdają się dawać ciała w sposobie prezentowania historii. Dwa przykłady, oba dotyczące Bitwy w Gardzieli. Zrealizowana jest prawie pod każdym względem świetnie: epicka, efektowna, wciągająca. Po cóż więc ten nieszczęsny manewr Corlysa, mający wciągnąć Lohar w pułapkę, skoro ostatecznie kończy się on od początku zakładaną konfrontacją Węża Morskiego z admirał? Przecież do tego starcia mogło dojść już na początku, w samym sercu bitwy, przez co nie mielibyśmy niepotrzebnie przeciągającego ją pościgu. Kolejny błąd, w postaci dwukrotnego postrzelenia Vermaxa jest jeszcze gorszy. Powtórne trafienia smoka bełtem zabija większość dramaturgii poruszającej przecież sceny, w której smok bezskutecznie próbuje się uwolnić, wciągany stopniowo pod wodę. Po nim ginie zaś jego jeździec, choć przez sekundę wydaje się, że chociaż on zdołał się uratować. Wydźwięk tego wszystkiego w ogóle byłby mocniejszy, gdyby wcześniejszymi idiotycznymi rozwiązaniami scenariuszowymi nie skompromitowano walczących w bitwie bohaterów. Zamknięcie Rhaenyry w jej komnacie uznałbym za szczyt głupoty, gdyby nie było całego wątku Rhaeny, który tamto bije na głowę. Co przez całą tę absurdalną akcję z Owcokradem chcieli nam powiedzieć twórcy serialu? Że smoki to niebezpieczne bestie? Czy – bardziej uniwersalnie – że wojna zawsze ostatecznie wymyka się spod kontroli? Ale to wszystko przecież możemy znaleźć w twórczości Martina, tyle że ukazane dziesięć razy lepiej, mądrzej i atrakcyjniej. Czemu więc scenarzyści nie korzystają z tego, tylko prezentują nam swoje własne, dużo słabsze rozwiązania? Nie wiem, ale nie dziwię się, że GRMM postanowił wypisać się z tego przedsięwzięcia.

Ja jednak wypisywać się na tym etapie nie mam zamiaru i Was też do tego nie zachęcam. Nie ukrywam natomiast, że pierwszy odcinek, mimo świetnej realizacji technicznej, scenariuszowo zdecydowanie nie dowiózł.

To mi się podoba 10
To mi się nie podoba 0

Dżądżen

Fan twórczości Martina i dobrego wina. Lubię historię i suchary. Wolny czas spędzam w ogrodzie przeklinając Matkę Naturę za jej hojność.

Polecamy także

Komentarzy: 4

  1. Zachowanie Rhaeny i Owcokrada jest spowodowane zapewne tym że chcą jakoś napisać wątek nienawiści Rhaenyry do jeżdźca owcokrada(niezależnie kto by nim nie był) i sporu na tym tle z Daemonem.
    Szkoda mi Lohar, przynajmniej można było się pośmiać, a tak… za to spodobał mi się Ormund Hightower, po tych kilku zaledwie scenach i po tym co widziałem w Trailerze uważam tą postać za jakiś promyk nadziei.
    Jace’a mi nie szkoda i tak go nie lubiłem.

    Generalnie to po tym pierwszym odcinku możemy już spokojnie powiedzieć że raczej serialu nie uda się odratować i skończy z łatką najgorszej adaptacji PLiO, daleko od GoT i RŚK.

    To mi się podoba 3
    To mi się nie podoba 0
  2. Obejrzeć można, zwłaszcza za darmo. Najmocniejszym aspektem tego odcinka była ścieżka dźwiękowa.
    Co do reszty, to ja nie pamiętam połowy wydarzeń z oryginału, a i tak wrażenia miałem mocno średnie przy oglądaniu.

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 0
  3. Wystarczyło nie wycinać Nettles :))

    Co do odcinka, to był on najlepszym…drugiego sezonu. Niestety przeniesiony do 3 sezonu trochę stracił na silę.
    A Rhaenyra jest po prostu kiepska odkąd zmieniono aktorki. Jak dla mnie to nie mają na nią pomysłu, jak nie mieli na Daenerys. I jej szaleństwo będzie tak samo nienaturalne.

    Mimo wszystko myślę, że serial będzie 3 sezonie lepszy niż w 2. O ile te dziwne zmiany scenariuszowe zrobione w 2 sezonie go nie pogrążą całkiem.

    To mi się podoba 1
    To mi się nie podoba 0
  4. Cóż odcinek skupiał się moim na tym jak beznadziejne są kobiety u władzy. Rhaena zdecydowanie była elementem komediowym tego odcinka. Wszystko krzyczało ofiara losu. A spalenie własnej floty nawet wyglądało ciekawie w świecie serialowym. Jednak nie wiem po co scenarzystom ta postać zamiast ciekawej Nettles. Czyżby nie potrafili budować ciekawych postaci kobiecych ? Ale mają takie u Martina. Ale przecież to kłóciłoby się z ich wizją kobiet pacyfistek. Dlatego Rhaena musiała nie zapanować nad smokiem. Jak zwalać to na kobiety. Potwierdza to fakt, że Jace w swoim rozkazie do gwardzisty użył argumentu Jaimiego i porównał swoją matkę do 8 letniego Tommena. ,,Musisz bronić królowej nawet przed nią samą.” Ja rozumiem mizoginię, ale to już było przegięcie. Swoją drogą kto idzie o zakład, że gwardziście nic się nie stanie i nie zostanie rzucony smokowi na pożarcie ? Tym samym Rhaenyra jednoznacznie udowodni, że w serialu nie nadaje się na królową. Kolejnym okropnym elementem jest to że Alicent jest pocałowana przez Aemonda i nie daje mu w twarz. Teraz wiemy kim była Cersei w poprzednim życiu. Te same zachowania i sposoby kaptowania mężczyzn, te same głupie plany. Lohar (o ile liczyć za kobietę) też kieruje się prywatnymi interesami a nie dobrem sojuszu. Z drugiej strony mamy Daemona który wygrywa bitwę dla Czarnych. Dobrze że niewiele pamiętam z książki, serial mogę traktować jako fanfic.

    To mi się podoba 0
    To mi się nie podoba 0

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button