Seriale

Absurdalnie subiektywny ranking odcinek 16 (Najlepsze seriale lipiec – sierpień 2026)

Jubileuszowy, szesnasty odcinek Absurdalnie subiektywnego rankingu to powrót do przeglądu seriali z dwóch ostatnich miesięcy. Tak się fortunnie złożyło, że są to lipiec i sierpień, a więc czas wakacji. Lato za oknem, słońce przygrzewa, bociany klekoczą w gnieździe na gruszy, bursztynowy szwierzop tańczy wśród fal burzanu, a w streamingu seriale – lepsze, gorsze, śmieszniejsze i mniej śmieszne. Zapraszam na ten niezwykle szybki przegląd.

Wyróżnienia

Krwawa ofiara (Blodsoffer – Netflix)

Potencjał na dobry skandynawski kryminał był tu spory. Teoretycznie ciekawa intryga i bardzo dobry złoczyńca, jednak wykonanie okazało się fatalne. Szwedzka policja zostaje całkowicie ośmieszona – w każdym możliwym momencie wygląda na zbiór patałachów nieradzących sobie z najprostszymi sprawami. Relacja ojca z synem nie wypada tak dobrze, jak powinna, a główny bohater jest na tyle nijaki, że widz pewnie nie odczułby jego braku. Ostateczna motywacja antagonisty jest ciekawa, ale u jej podstaw znów stoi ta sama pierdołowatość. Scena konfrontacji ciągnie się w nieskończoność i nie ma najmniejszego sensu. Szkoda zmarnowanego potencjału.

Hawk (The Hawk – Netflix)

Jeśli o czymś można powiedzieć, że to Farciarz Gilmore dla ubogich, to od razu wiadomo, z jakiej klasy produkcją mamy do czynienia. Grupa najgłupszych z najgłupszych amerykańskich komedii, a pośrodku tego Will Ferrell, którego kariera pozostaje jedną wielką zagadką. Jako producent potrafi przyłożyć rękę do najlepszych odcinków Sukcesji, jako aktor bywa naprawdę zabawny – a równocześnie daje popisy takie jak ten w Hawku. Jest obleśnie, jest horrendalnie głupio, jest kloacznie. Sam Ferrell jest wyuzdany w najgorszy możliwy sposób. Nie da się na to patrzeć. Jedyne wątki warte wzmianki to dwulicowość influencerów, nieradzenie sobie ze sławą i bezproblemowym życiem oraz dysfunkcyjność pewnego modelu rodziny. Jest tu dosłownie kilka dobrych dialogów, które może warto byłoby zobaczyć, gdyby nie cała reszta tego koszmaru.

Właściwy ranking

Miejsce 7. Moja wspaniała kariera (My Brilliant Career – Netflix)

Serial Netflixa, który nie wytrzymuje porównań ani z oryginałem, czyli powieścią Miles Franklin z 1901 roku, ani z jej adaptacją – filmem z Samem Neillem z roku 1979. Ktoś tutaj nie chciał zrozumieć fenomenu jednej z najważniejszych australijskich powieści, ktoś nie chciał zrozumieć znaczenia emancypacji kobiet początku XX wieku, ktoś wreszcie postanowił osadzić wyimaginowane problemy dnia dzisiejszego w kostiumowym anturażu podupadających australijskich posiadłości. Wyszedł z tego lekko niestrawny miszmasz, który można potraktować po prostu jako Young Adult z kilkoma ciekawymi scenami i niezłą rolą głównej aktorki. Kto szuka tu głębi przekazu i rzeczywistego buntu przeciw rzeczywistemu patriarchatowi, ten się rozczaruje. To idealny przykład tego, jak bardzo zdewaluowała się dzisiejsza kultura masowa. Przecież powinno powstać wielkie, wyniosłe dzieło, a nie popkulturowa pulpa. Australijska Lalka – z inaczej rozłożonymi akcentami i jeszcze większą szarością postaci – byłaby idealnym pomysłem na dzisiejsze czasy. Wyszedł natomiast serial zaledwie do obejrzenia, bez zachwytów i bez poczucia, że dotknęło się rzeczywistej historii wielkiej kobiety i prawdziwie wielkiej feministki. Takiej, która wcielała swoje idee w życie przez aktywność i zaangażowanie, a nie przez hasła i obrażanie wszystkich dookoła. Tragedii nie ma, ale ta książka zasługiwała na tysiąc razy lepszą adaptację.

Miejsce 6. Sterling Point (Amazon)

A to już Young Adult od Amazona, który mocno postawił na ten gatunek. Po bardzo dobrym Off Campus i słabszym, choć znośnym Każdy kolejny rok przyszła pora na Sterling Point – tytuł mający chyba równie dużo plusów, co mankamentów. Ogląda się przyjemnie, jak na dobre YA przystało, ale niektóre rozwiązania przypominają scenariusz Ukrytej prawdy. Solidna gra głównych bohaterek, wspaniałe widoki i sporo realnych problemów sprawiają, że to idealna pozycja na letnie, późne wieczory. I w zasadzie tyle. Jeśli nie macie przesytu gatunkiem, Sterling Point wejdzie bez trudu (ja ten gatunek w takiej formie przyjmę w każdej ilości). Bez szału, ale to też nie jest typowy odmóżdżacz – można skupić się na fabule i czerpać z niej przyjemność.

Miejsce 5. Domek na prerii (Little House on the Prairie – Netflix)

Mam do tego serialu kilka zastrzeżeń, ale najpierw trzeba uporządkować jedną kwestię. Fabuła skupia się na tym samym, co pierwszy, pilotażowy odcinek specjalny oryginalnego Domku na prerii z lat 70. Trudno więc porównywać oba tytuły jeden do jednego, bo klimat i rozłożenie akcentów są tu zupełnie inne. Kilka punktów stycznych jednak się znajdzie. Po pierwsze, sceny zmiany lokacji przez bohaterów, czyli jakieś pół godziny pierwszego odcinka, wyglądają aż nazbyt sztucznie i komputerowo, zamiast żywo i naturalnie. Po drugie, zapaść, jaka panuje obecnie w dziedzinie CGI, widać doskonale w scenie z wilkami. A teraz nieco ogólniej. Fabuła jak najbardziej dowozi, bohaterowie drugoplanowi są dokładnie tacy, jacy powinni być, dzięki czemu po sprowadzeniu się rodziny w okolice miasteczka całość tętni życiem. Kolejne przygody wyglądają godnie i przejmująco. Nie jest to dzieło wybitne nawet jako letnia, nieangażująca rozrywka, ale ma swoje momenty i ma pomysł na siebie. Nie warto sugerować się pierwszym, dość koślawym odcinkiem, bo potem jest lepiej. Wakacyjny średniak, minimalnie lepszy od dwóch poprzednich pozycji.

Miejsce 4. Siły specjalne (GIGN – Netflix)

Francuski serial, trochę trudny do oceny. Od strony technicznej niemal perfekcyjny, precyzyjnie pokazujący działania jednostki szybkiego reagowania. Wszystko stoi na najwyższym poziomie: przygotowanie sprzętu, zbiórka członków załogi, wyjazd do akcji. Jest napięcie, jest bardzo dobra muzyka. Tyle że potem pojawiają się typowe problemy z fabułą: słaby antagonista (kiedy już się ujawnia), słaba motywacja i sporo dziur. Rozjazd między scenami akcji a sensownym wypełnieniem reszty odcinków jest ogromny. Końcówka to już typowy Netflix, czyli cliffhanger mający wymusić kontynuację, która w przypadku tego serwisu zazwyczaj i tak nie powstaje. I tak oto Siły specjalne są produkcją środka – przez błędy fabularne można mówić najwyżej o średniaku, ale technikalia robią piorunujące wrażenie.

Miejsce 3. Kumpele na zabój (Ride or Die – Amazon)

Duże pozytywne zaskoczenie. Połączenie dobrego humoru i bezwzględnej akcji. Hannah Waddingham (znana chociażby z roli septy w Grze o tron, ale też z Teda Lasso) wykreowała zniuansowaną, pełną życia postać, idealnie uzupełnioną przez komediowe popisy Octavii Spencer. Na brawa zasługuje rezygnacja z oklepanego schematu na rzecz ciągłego wybijania się na oryginalność. Twórcy nie przywiązują się do postaci – nikt nie jest bezpieczny i każdemu może przytrafić się coś niedobrego. Nie gubią się też w mnogości wątków i bohaterów drugoplanowych; zamiast chaosu jest sprawne wychodzenie z fabularnych pułapek. Słabych punktów praktycznie tu nie ma. Wszystko ogląda się płynnie, a dobrze dawkowane retrospekcje chronią przed natłokiem informacji. Na koniec to, co wyróżnia tę produkcję na tle większości seriali ostatnich lat: naprawdę dobrze napisany, bezwzględny do końca antagonista, bez zabawy w skruchę, odmianę i rozterki. Czyste zło i nic więcej nie potrzeba.

Miejsce 2. Silos sezon 3 (Silo – Apple TV)

Podstawowy problem tego sezonu wynika prawdopodobnie z faktu, że twórcy postanowili kręcić go razem z sezonem czwartym, finałowym, żeby skrócić przerwę między nimi. Przy takiej strategii materiał bywa niewłaściwie rozłożony i pojawiają się dłużyzny. Tak też się stało: pięć pierwszych odcinków trzeciego sezonu dało się zmieścić w najwyżej dwóch. Wymyślono wątki, które mocno obniżyły tempo fabuły, a miejscami wręcz ją cofały. Wciąż doskonałą robotę robiły scenografia, postapokaliptyczny klimat, muzyka, stroje i charyzmatyczni bohaterowie, ale pełną przyjemność z oglądania można było poczuć dopiero w połowie sezonu. Końcówka to już jazda bez trzymanki. Silos pozostaje jedną z większych perełek Apple TV, a Rebecca Ferguson jest w nim znakomita. Na początku trzeba się z tym sezonem trochę przemęczyć, żeby później tydzień w tydzień czerpać z niego pełnymi garściami.

Miejsce 1. Agencja sezon 2 (The Agency – SkyShowtime)

Absolutny numer jeden tegorocznych wakacji. Drugi sezon zostawia premierową serię daleko w tyle i trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej sceny. Zabawa w szpiega wchodzi na najwyższy poziom: gra na wielu frontach, oszustwa, mylenie tropów. Richard Gere daje popis aktorstwa i kolejny powód, by zapytać, czemu tak późno zdecydował się na seriale. Drugi sezon lepiej ogrywa kwestię Iranu, a przede wszystkim sprowadza wątek rosyjski do miejsca, które ma znacznie więcej sensu niż zbyt naiwne i nielogiczne zakończenie sezonu pierwszego. Pojawia się odpowiednio bezwzględny antagonista, a scenariusz zostawia pole na kilka fabularnych zwrotów. Michael Fassbender uniósł ciężar swojej skomplikowanej, wielowymiarowej roli. Pozycja niemal obowiązkowa.

Nagrody publiczności

Tutaj wymienię produkcje, których nie widziałem, ale które być może warto zobaczyć — albo są na tyle popularne, że widownia szaleje na ich punkcie.

Pierwsza nagroda. Reacher sezon 4 (Amazon)

Podobno bardzo dobry sezon i jeden z największych hitów Amazona – na tyle, że za chwilę wypuszczony zostanie spin-off o jednej z postaci drugoplanowych. Chyba warto się przyjrzeć, ale ponieważ to już czwarty sezon, osoby, które kilka lat temu nie załapały się na reacherowy pociąg (czyli ja), mają sporo odcinków do nadrobienia.

Druga nagroda. Ted Lasso sezon 4 (Apple TV)

Ted Lasso powrócił i tym razem ma trenować zespół kobiecy. Twórcom udało się chyba nieco odnowić formułę, która wydawała się wyczerpana, i dać serialowi drugie życie. Nie natknąłem się na opinie o odcinaniu kuponów od wyrobionej marki czy o zmęczeniu historią, więc raczej jest dobrze.

Trzecia nagroda. 1670 sezon 3 (Netflix)

Nie udało mi się skończyć nawet pierwszego sezonu, nie mówiąc o drugim, ale ten serial bije rekordy popularności i z niezrozumiałych dla mnie powodów stał się jednym z największych hitów w naszym kraju. Ludzie wpadli w obsesję na jego punkcie, organizowane są eventy, a teksty z serialu ponoć weszły do codziennego użytku. Nie wiem, nie rozumiem, nie znam się. Dla mnie jest to nieśmieszne i pozbawione większego sensu. Skoro jednak lud to kocha, to kimże jestem, żeby publicznie narzekać na poziom i sens tego przedsięwzięcia.

Na koniec dwa seriale, które się rozkręcają

Lioness sezon 3 (SkyShowtime)

Taylor Sheridan w formie. Za nami pięć odcinków, z czego tylko jeden jest minimalnie słabszy – i tak ogląda się go z przyjemnością. Zdarzają się drobne błędy, jak choćby Kijów wyglądający, jakby przeniesiono go ze środka epoki stalinizmu. Pierwszy odcinek przypomina live-action Call of Duty; nie jest to najbardziej realistyczne ukazanie wojny, dużo w tym fantazji, ale na widza działa. Polecam, bo to jak dotąd najlepszy sezon serialu, a przecież poprzednie też trzymały bardzo wysoki poziom (może poza odcinkami finałowymi, co – mam nadzieję – Sheridan tym razem naprawi).

Latarnie (Lanterns – HBO Max)

Po trzech odcinkach powiem tak: znakomity Kyle Chandler jako jeden z ciekawszych wariantów komiksowego superbohatera. A poza tym? Cóż, za cholerę nie rozumiem porównań do True Detective, których pełno w polskim internecie. Nie zachwyca mnie Aaron Pierre jako flegmatyczny uczeń, pomagier i następca w jednym. Za mało w tym wszystkim komiksowego superbohaterstwa, choć doceniam inne podejście do tematu. Tyle że nie zgrywa się to nijak z resztą uniwersum DC. A może właśnie tak trzeba to robić – dawać projekty zupełnie od siebie oderwane, nie budować na siłę potężnego świata, tylko robić swoje? Nie wiem. Z jednej strony podoba mi się klimat Latarni, z drugiej – w każdym tygodniu czegoś mi w tych odcinkach brakuje.

I to by było na tyle. Z fartem, przyjaciele, i do następnego.

 

To mi się podoba 1
To mi się nie podoba 0

Polecamy także

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button