
Trzy lata intensywnego rozwoju we Wczesnym Dostępie. 90% „Bardzo Pozytywnych” recenzji na Steam. Czyżby „generyczne” Yet Another Zombie Survivors od krakowskiego Awesome Games Studio miało okazać się sukcesem?
Świetny odbiór niezwykle uzależniającego Vampire Survivors pociągnął za sobą boom na kolejne jego mniej lub bardziej udane klony. Nie ma się czemu dziwić, bo ta mała i – nie ukrywajmy tego – paskudnie wyglądająca produkcja przyciągnęła do siebie wielu graczy. Przy tym wydawała się idealnie skrojona pod urządzenia przenośne. Sam się w nią zagrywałem na Steam Decku w miejscach, o których lepiej nie wspominać. Cóż, prostota pętli rozgrywki, nieskomplikowane mechaniki i dość szybkie runy robią z tego tytułu wręcz idealny zabijacz czasu podczas niespecjalnie emocjonujących i złożonych czynności. To jest tego typu gra, która na handheldach idealnie sprawdza się jako zabijacz czasu w podróży, w drodze do pracy, szkoły czy w kolejce do lekarza.
Yet Another Zombie Survivors na pierwszy rzut oka przypomina kolejny klasyczny tytuł z mocno już wyeksploatowanego gatunku survivors-like (bądź bullet heaven) – jak zwykło się nazywać te wszystkie tytuły nawiązujące swoim stylem do Vampire Survivors. Feerie barw, tony latającego badziewia wokół postaci, rozbryzgujące się wokół jakieś kule ognia i pixelowe potworki zalewające ekran, to wspólne cechy, łączące tego typu produkcje. Do tego prostota sterowania, które sprowadza się głównie do operowania lewą gałką pada, odpowiadającą za poruszanie naszą postacią. I w sumie tyle. Ataki odbywają się tu automatycznie, zarówno bliskiego i dalekiego zasięgu czy też obszarowe. Ich częstotliwość zależy od timingów (lub cooldownu poszczególnych zdolności), które oczywiście możemy zwiększać poprzez różnego rodzaju odblokowywane w trakcie rozgrywki powerupy. Z pokonanych wrogów wyskakują bowiem kryształki, które zbieramy i dzięki nim wypełniamy pasek postępu rozwoju naszego ludka. Po jego wypełnieniu wbijamy kolejny poziom, a w nagrodę za awans dostajemy losowo generowany zestaw power-upów, z którego zwykle wybieramy jeden odblokowujący lub dopakowujący nam którąś z umiejętności. Im więcej wrogów kosimy, tym nasza postać staje się bardziej potężna i tym trudniej ją pokonać. Banalnie proste i niesamowicie wciągające.
Jednak Yet Another Zombie Survivors wyłamuje się nieco z tego schematu. Kiedy w większości tych wszystkich survivor-klonów sterujemy zwykle jedną postacią, tak w grze Awesome Games Studio przyjdzie nam sterować całym zespołem. Każdy z nich ma swoje określone specjalizacje, które wzajemnie się uzupełniają, tworząc swego rodzaju synergie. Może brzmi to nieco skomplikowanie, ale w grze zostało to zrealizowane wręcz perfekcyjnie. Dostajemy nawet podpowiedzi, kto z kim będzie stanowił idealnie zgrany team.
Na początek startujemy z jednym specjalistą, a resztę odblokowujemy w trakcie gry – łącznie do odblokowania będzie 9 postaci. Zaczynając run, wybieramy specjalistę, którym chcemy wyruszyć, następnie mapę, tryb gry, poziom trudności i startujemy. Podczas rozgrywki, kosząc kolejnych zombie, natkniemy się na zamknięte skrzynie, kryjące pasywne zdolności lub dające nam boosty: do obrażeń, zdrowia, obrony, itp. Mogą to być też chwilowe powerupy, na przykład na moment przyspieszające naszą postać. Raz na jakiś czas natkniemy się na sygnał SOS od ocalałego, którego będziemy mogli odesłać do bezpiecznej kryjówki lub wcielić do zespołu. I to jest jeden główny gamechanger, który odróżnia YAZS od innych gier tego typu. Po dołączeniu napotkanej postaci do zespołu nie będziemy musieli sami kroczyć przez mrok i przebijać się przez hordy zombie w pojedynkę. Wiadomo – w kupie raźniej. Przyjmując ocalałego do zespołu, możemy wybrać jego specjalizację – tu musimy się zdać na łaskę lub niełaskę RNG i brać to, co nam wylosuje. W tym miejscu gra na szczęście sugeruje, który z operatorów będzie lepszym wyborem pod kątem dopasowania do naszego gutka. Maksymalnie taka drużyna może składać się z trzech członków.
Jeśli chodzi o operatorów, to tu jest niezłe pomieszanie z poplątaniem. Yet Another Zombie Survivors stanowi bardziej ukłon w stronę militarnego klona Vampire Survivors, więc w porównaniu do niego o wszelkich magicznych świecidełkach można zapomnieć. W teorii. Podstawowym operatorem jest członek SWAT, którego podstawową bronią jest pistolet – podczas gry może go ulepszyć do SMG, a ten z kolei zamienić na karabin szturmowy bądź granatnik. Jeśli chodzi o ataki na dalszy dystans, to ma na podorędziu przyszykowane granaty, a jako ataku obszarowego może używać nalotu z helikoptera. Wybierając odpowiednią ścieżkę rozwoju, otrzymamy niezłego mocarza, ale są i mocniejsi od niego Z ciekawszych specjalistów wspomnę jeszcze o cybernetycznym ninja (Duch), rzucającym shurikenami oraz siekającym kataną. W tej zgrai nie zabrakło też kobiety szyjącej z łuku, która przypomina typową, znaną z gier cRPG łuczniczkę, z typowymi dla niej atakami, jak wielostrzał czy obszarowy deszcz strzał – który potrafi położyć całkiem pokaźną liczbę zombie na raz, szczególnie po odpowiednim dopakowaniu. Nie będę się rozpisywał o wszystkich specjalistach, żeby nie psuć nikomu zabawy w ich własnym odkrywaniu. Dodam tylko, że wersja 1.0 przyniosła jeszcze jedną ciekawą postać, a mianowicie Rangera, któremu towarzyszą zwierzęcy kompani.
Sama rozgrywka polega z grubsza na tym, aby przetrwać ok. 20 minut. Podczas każdego z runów odblokowujemy kolejnych operatorów i kolejne lokacje. Każda z postaci ma swoje drzewko rozwoju, w którym z kolei odblokowujemy zdolności. Te nie resetują się, w przeciwieństwie do wszelkich power-upów zdobywanych podczas runów, za to pomogą nam rozwinąć postać do tego stopnia, że będzie niemal niepowstrzymana. Zartowałem – wiadomo, że nawet Herkules dupa, kiedy zombie kupa. Może jedynie na najłatwiejszym poziomie trudności, ale on też łatwy jest tylko z nazwy. O tym, co się dzieje na pozostałych, przemilczę, bo grałem w większości na najłatwiejszym, żeby sobie zabawy nie psuć 😉 Łącznie jest ich trzy, z czego ostatni wymaga odblokowania.
Jeśli chodzi o tryby rozgrywki, to też jest ich kilka. Oprócz podstawowego, o którym pisałem wyżej, na przykład tryb Boss Rush, w którym gracze mają 10 minut na rozwinięcie swojej drużyny i przygotowanie się do starcia z ostatecznym bossem. Interesujące nas tryby gry wybieramy na ekranie startowym, za który robi tutaj centralny hub. W nim także dostaniemy dostęp do misji, które różnią się tym od standardowych runów, że wymuszają na nas wypełnienie konkretnych celów: uratowanie konkretnej liczby ocalałych, otworzenie sprecyzowanej ilości skrzynek czy znalezienie jakiegoś przedmiotu fabularnego. W hubie ponadto pogadamy sobie z naszymi operatorami, a także wyruszymy z niego na osobiste misje poszczególnych Ocalałych, które pozwolą lepiej poznać ich przeszłość i wzajemne relacje. Trzeba przyznać, że sporo tu tego.
Yet Another Zombie Survivors może nie wygląda jak kandydat na grę roku, ale najważniejsza w takich tytułach jest płynność rozgrywki i jej czytelność. Tutaj w obydwu przypadkach jest dobrze. Dodatkowo akcję uprzyjemnia świetna, szybka, metalowo-elektroniczna muzyka, która stanowi rewelacyjne tło do rozpierduchy. Grę sprawdzałem na dwóch sprzętach. Na laptopie oraz na Steam Decku i na każdym z nich zapewniała równie dobre wrażenia. Do prędkości działania i płynności gry nie mam praktycznie uwag.
(Not) Yet Another Zombie Survivors
Yet Another Zombie Survivors z pozoru wygląda jak kolejny generyczny tytuł z gatunku survivors-like. Pozory jednak mylą. Nastawienie na kierowanie zespołem kilku postaci, dobieranie sobie kompanów, z których każdy dysponuje własnym uzbrojeniem, drzewkiem rozwoju i zestawem umiejętności, wywraca typową dla tego typu gier pętlę rozgrywki, tworząc z tytułu Awesome Games niepowtarzalne doznanie. Trzeba też przyznać, że jest to po prostu bardzo uzależniające. Warto sięgnąć po ten tytuł, szczególnie jeśli uważasz, że w tym gatunku nie da się wymyślić nic odświeżającego.
Kod na grę otrzymaliśmy od keymailer











Nigdy nie grałem w tego typu grę. Wygląda tak głupio, że aż fajnie. 😀