
Kiedyś, gdy była jeszcze małą dziewczynką, wędrowny minstrel zatrzymał się w Winterfell na całe pół roku. Był już stary, miał białe włosy i ogorzałe od wiatru policzki, ale śpiewał o rycerzach, przygodach i o pięknych damach. Kiedy odjeżdżał, Sansa płakała gorzkimi łzami, błagając ojca, żeby kazał mu zostać.
– Uczta dla wron –
Sansa Stark to jedna z niewielu osób, mających – przynajmniej na początku powieści – dobre zdanie o bardach, ale wszyscy wiemy, że jest wtedy jeszcze naiwną dziewczyną, której wyobrażenie o świecie ukształtowały pieśni minstreli właśnie. George Martin nie ma równie dobrej opinii o swoich – jakby nie było – kolegach po fachu. Na kartach Pieśni lodu i ognia nie tylko kreśli wyjątkowo nieprzychylny obraz poetów, ale zwykle gotuje im jeszcze makabryczny los.
Pieprzony los kataryniarza barda
Minstreli spotykamy zarówno na dworach, jak i przydrożnych gospodach czy zakazanych miejskich mordowniach. Żywot artystów co do zasady jest ciężki i niewdzięczny: większość niewiele różni się od włóczęgów i tylko nieliczni szczęśliwcy zyskują niekiedy bogatego mecenasa, który odzieje ich, nakarmi oraz przyjmie pod swój dach. Tyle że łaska pańska na pstrym koniu jeździ, dlatego trudno się dziwić, że większość bardów jest bezwstydnymi pochlebcami.
– Dzielny chłopiec o włosach ze złota – zaśpiewali muzycy. Odezwała się harfa i skrzypce.
– Jeśli kiedyś znowu zostanę namiestnikiem, pierwsze co każę zrobić, to powiesić wszystkich minstreli – odezwał się zbyt głośno Tyrion.– Nawałnica mieczy –
Karzeł swymi przemyśleniami dzieli się na uczcie weselnej Joffreya, w trakcie której zmuszony jest wysłuchiwać peanów na temat przewag swego siostrzeńca w czasie Bitwy nad Czarnym Nurtem, podczas gdy jego udział w niej – niezaprzeczalnie bohaterski – pozostaje przez śpiewaków niezauważony. Nic dziwnego: mimo zasiadania w Małej Radzie Tyrion znajduje się na politycznym aucie, poeci nie mają zatem większego interesu w tym, by się mu przymilać. Przynajmniej nie podczas królewskiego wesela, na którym występ daje unikalną szansę, by zabłysnąć, zyskać sławę, a może i wkręcić się na dwór – jeśli nawet nie stołeczny, to chociaż lordowski. Niektórzy z nich są gotowi zrobić wszystko, byle na nim wystąpić, nawet jeśli wiązałoby to się z przetrąceniem kilku kości któremuś z konfratrów.
Symon pociągnął łyk wina.
– Ale z drugiej strony… życie minstrela jest pełne niebezpieczeństw. Wykonujemy swój fach w piwiarniach i winnych szynkach, gdzie słuchają nas pijani awanturnicy. Gdyby jednemu z wybranej przez twoją siostrę siódemki przytrafił się jakiś wypadek, mam nadzieję, że będzie mi dane zająć jego miejsce.– Nawałnica mieczy –
Krasnal w ogóle jest uprzedzony do minstreli, na co ci jednak dość mocno sobie zapracowali. Gdy Tyrion zostaje porwany z gospody na rozstaju dróg przez Catelyn Stark, bard Marillion – wcześniej bezwstydnie przymilający się Karłowi, któremu oferuje śpiewanie do kotleta o chwale Lannisterów – zmienia front i przyłącza się do porywaczy.
Przeklęty minstrel pojechał z nimi. „Opowiem o tym wydarzeniu w pięknej balladzie, którą ułożę” – powiedział do lady Stark, oznajmiwszy wcześniej zamiar udania się z nimi, by zobaczyć, jak zakończy się ta „wspaniała przygoda”.
– Gra o tron –
Późniejsze doświadczenia Lannistera z poetami nie są lepsze. Gdy pełniąc obowiązki namiestnika umieścił Shae w ustronnej rezydencji, licząc, że dzięki temu nie dowie się o dziewczynie nikt niepożądany, prawie natychmiast zastaje tam barda zwanego Symon Srebrny Język. Beztroska nałożnica zdaje się nie pojmować, że trzymając minstrela, ściąga na siebie ogromne niebezpieczeństwo. Śpiewacy co do zasady nie słyną z dyskrecji, zaś bard w późniejszym okresie posuwa się do szantażowania Tyriona, grożąc ujawnieniem jego romansu, o którym zdążył już napisać stosowną pieśń. Krasnal nie jest jednak jedynym wysoko urodzonym człowiekiem, który nie darzy minstreli przesadną miłością.
– […] Lord Hoster wieszał już banitów, nim jeszcze zacząłeś się golić. A ten jego syn… zawsze powtarzam, że nie można ufać człowiekowi, który nienawidzi muzyki.
– To nie muzyki nienawidzi, tylko ciebie, ty głąbie – sprostował Cytryn.
– Ale bez powodu. Dziewka była chętna zrobić z niego mężczyznę. Czy to moja wina, że wypił za dużo, żeby sobie poradzić?
Cytryn parsknął przez złamany nos.
– Czy to ty ułożyłeś o tym piosenkę czy jakiś inny cholerny dupek zakochany w brzmieniu własnego głosu?
– Zaśpiewałem ją tylko raz – poskarżył się Tom. – Kto zresztą mówi, że była o nim? Była o rybie.
– O zwisającej rybie – dodał ze śmiechem Anquy.– Nawałnica mieczy –
Sądząc po atencji, jaką Toma Siódemkę darzy lady Smallwood, jej małżonek również miałby pewne powody, by bardów jakoś szczególnie nie cenić. Jednak prawdziwym mistrzem w robieniu sobie wrogów jest wspomniany już Marillion. Po dotarciu do Orlego Gniazda szybko staje się ulubieńcem rządzącej Doliną Lysy Arryn. Zyskuje jej sympatię między innymi układając złośliwe piosenki o ludziach, których młodsza z sióstr Tully nie lubi. A powiedzmy sobie szczerze: Lysa mało kogo lubi.
– Ze mnie również szydził – poparł go ser Marwyn Belmore. – Przezwał mnie „ser Pisiorkiem”, a kiedy poprzysiągłem, że wytnę mu za to język, uciekł do lady Lysy i schował się za jej spódnicą.
– Robił to często – potwierdził lord Nestor. – Był tchórzem, ale łaskawość lady Lysy uczyniła go bezczelnym. Ubierała go jak lorda, dała mu złote pierścienie i pas wysadzany księżycowymi kamieniami.– Uczta dla wron –
Bycie złośliwym lizusem drwiącym z innych zza pleców wpływowej patronki nie świadczy o człowieku szczególnie dobrze, ale możemy się zgodzić, że bywają gorsze zbrodnie. Tyle że bezkarność tylko rozbestwia Marilliona. W czasie wesela Lysy Arryn z Peterem Baelishem minstrel, nie znając prawdziwej tożsamości Sansy, próbuje ją zgwałcić i tylko czujność Lothora Brune’a, któremu Littlefinger kazał mieć oko na dziewczynę, ratuje ją przed najgorszym. Nie wszystkie dziewczyny, które wpadają śpiewakowi w oko, mają tyle szczęścia. Niedługo później Marillion pośrednio wywiera zresztą na Sansie zemstę za odrzucenie jego zalotów. To on przyprowadza ją do oszalałej z zazdrości o Baelisha Lysy, a gdy ta grozi Sansie wyrzuceniem przez Księżycowe Drzwi, bard nie tylko nie robi nic, by pomóc nieszczęsnej dziewczynie, ale jeszcze zagłusza jej krzyki muzyką.
– Dama całowana legła na stogu siana – śpiewał Marillion. Sansa szarpnęła ciałem w bok opętana histerycznym strachem. Jedna jej stopa ześlizgnęła się nad pustkę. Krzyknęła. – Hej-nonny, hej-nonny, hej-nonny-hej – kontynuował pieśń minstrel.
– Nawałnica mieczy –
Marillion to zdecydowanie najbardziej podły z opisanych przez Martina bardów, ale Symon sugerujący, by skrzywdzić konkurentów, czy Tom Siódemka torturujący pojmanego Merretta Freya są od niego szczerze mówiąc niewiele lepsi. Trudne życie tworzy bezwzględnych ludzi. Zaskakująco jednak często – jak na operujących harfą, a nie mieczem – kończy się ono w okolicznościach cokolwiek gwałtownych.
Minstrel – najniebezpieczniejszy zawód w Westeros
Gdyby Marillion znał Tyriona Lannistera choć w połowie tak dobrze jak my, wiedziałby, że niebezpiecznie wchodzić mu w drogę. Karzeł nigdy nie zapomina uczynionych mu zniewag czy krzywd i co gorsze, gdy tylko może, ochoczo się za nie mści. Niekiedy na rewanż musi czekać długie lata, czasami jednak szansa nadarza się znacznie szybciej. Tak jest właśnie w przypadku Marilliona, który przyłącza się do porywaczy Karła. Ci szybko stają się ofiarą Górskich Klanów. Z napadu rozbójników niewielu członków orszaku Catelyn Stark udaje się wyjść bez szwanku. Jednym z nich byłby prawdopodobnie bard, ale Tyrion naprawia przeoczenie wojowników z Gór Księżycowych.
– Niech ktoś mi pomoże – wyjęczał śpiewak. – Bogowie litościwi, ja krwawię
– To pewnie krew konia – powiedział Tyrion. Spod martwego zwierzęcia wysunęła się dłoń minstrela, pełzła po ziemi niczym pięcionogi pająk. Tyrion przyłożył obcas do szukających palców i z zadowoleniem usłyszał chrzęst kości.– Gra o tron –
Kości zwykle jednak się zrastają, Karzeł zaś na tym etapie powieści nie jest jeszcze tak krwiożerczy jak później. Natomiast już w Grze o tron widzimy, że niebezpiecznie jest żartować z możnych i potężnych, szczególnie gdy ci nie słyną z poczucia humoru.
Na koniec przyprowadzono pulchnego barda, którego oskarżono o to, że w ułożonej przez siebie balladzie szydził ze zmarłego króla Roberta. Joff polecił przynieść jego harfę i kazał pieśniarzowi zaśpiewać balladę. Bard płakał i zaklinał się, że nigdy już jej nie zaśpiewa, lecz Król pozostał nieugięty. W tej zabawnej piosence Robert walczył ze świnią. Sansa wiedziała, że miał to być dzik, który go zabił, lecz niektóre wersety sugerowały, że może chodzić o Królową. Kiedy bard skończył śpiewać, Joffrey oświadczył, że tym razem okaże łaskę. Oskarżony mógł zatrzymać albo swoje palce, albo język. Pozostawiono mu dzień do namysłu.
– Gra o tron –
Jeszcze gorszym pomysłem od wyśmiewania wysoko urodzonych jest szantażowanie ich, o czym przekonuje się Symon Srebrny Język.
Bronn czekał z końmi u wylotu zaułka.
– Kiedy mam go zabrać do Duskandale? – zapytał, gdy już pomógł Tyrionowi wspiąć się na siodło.
– Nigdy – Tyrion zawrócił wierzchowca. – Daj mu trzy dni, a potem zawiadom, że Hamish Harfiarz złamał rękę. Powiedz mu, że nie może się pokazać na dworze w takich łachach i trzeba natychmiast załatwić mu nowy strój. Pójdzie z tobą bez ociągania. – Skrzywił się. – Pewnie zechcesz zachować sobie jego język. Jak rozumiem, jest zrobiony ze srebra. Reszta nigdy nie powinna się znaleźć.
Bronn wyszczerzył zęby w uśmiechu.
– Znam taką garkuchnię w Zapchlonym Tyłku, w której robią świetną michę gulachu. Słyszałem, że dodają do niej wszystkie rodzaje mięsa.
– Dopilnuj, żebym tam nie jadł.– Nawałnica mieczy –
Jeszcze bardziej makabryczny los spotyka Marilliona. Littlefinger na oczach barda wypycha Lysę Arryn przez Księżycowe Drzwi, a następnie oskarża minstrela o morderstwo, tym samym pozbywając się niewygodnego świadka. Któż byłby lepszym kozłem ofiarnym niż znienawidzony przez wszystkich grajek, wyniesiony zbyt wysoko przez kaprys coraz bardziej odklejonej od rzeczywistości władczyni Doliny? Baelish wie, jak sprawić, by bard potulnie zagrał przewidzianą dla niego rolę.
Marillion wyglądał niemal elegancko. Ktoś go wykąpał i ubrał w parę błękitnych spodni oraz luźną, białą bluzę z bufiastymi rękawami, przepasaną srebrzystą szarfą – podarkiem od lady Lysy. Na dłoniach miał białe, jedwabne rękawiczki, a biały, jedwabny bandaż oszczędził szlachetnie urodzonym gościom widoku jego oczu.
[…] Sansa cały czas patrzyła na jego dłonie. Gruba Maddy twierdziła, że Mord uciął mu trzy palce, oba małe i jeden serdeczny.– Uczta dla wron –
Marillion jest postacią wyjątkowo paskudną, ale trudno zachować obojętność, gdy czyta się o tym, co go spotkało. Uwięziony w podniebnej celi okaleczony bard długimi dniami wyśpiewuje ponure, lecz piękne pieśni. Ostatecznie – przynajmniej jak utrzymuje nieprzesadnie przywiązany do faktów Baelish – rzuca się w przepaść. Dużo więcej współczucia wzbudza Wat, zwący się Błękitnym Bardem. Jego jedyną przewiną jest znalezienie się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Staje się pionkiem w rozgrywce Cersei przeciw królowej Margaery, który Lwica poświęca bez większych wyrzutów sumienia.
– Wymieniasz tylko imiona mężczyzn, których widziałeś w jej komnatach. Chcemy usłyszeć prawdę!
– Prawdę – Wat skierował na nią jedno niebieskie oko, które zostawił mu Qyburn. Z dziury po zębach wypływała krew.– Uczta dla wron –
Torturowany przez Qyburna bard przyznaje się do sypiania z królową Margaery, obciążając fałszywymi zeznaniami także innych. Intryga jest szyta tak grubymi nićmi, że większość z oskarżonych bardzo szybko zostaje uwolniona z cel, nie na wiele zdaje się to jednak nieszczęsnemu minstrelowi.
– […] Wszyscy mężczyźni wymienieni jako kochankowie królowej zaprzeczyli oskarżeniom albo odwołali złożone wcześniej zeznania, poza twoim okaleczonym minstrelem, który robi wrażenie na wpół obłąkanego.
– Taniec ze smokami –
Razem z Watem do lochów trafia także drugi z bardów umilających Margaery i jej dwórkom czas – Hamish Harfiarz. Staruszek mający problemy z oddychaniem umiera w celi, być może nie wytrzymując wzmocnionych technik przesłuchań Qyburna. Na tym etapie powieści jest ostatnim sługą Muz, którego spotyka okrutny los. Czy jednak Martin zakończył już kreślić przerażające scenariusza dla występujących na kartach Pieśni lodu i ognia poetów? Zważywszy, że niektórzy z nich, jak Tom Siódemka, sami pchają się w tarapaty, nie postawiłbym na to nawet złamanej gwiazdy.




Hehe, nie sposób nie wspomnieć tu o mistrzu Jaskrze, który również miał talent do pakowania się w kłopoty. Choć miał też zdecydowanie więcej szczęścia niż martinowscy szarpidruty. 🙂
Wyobraziłem sobie jak Jaskier próbuje uwieść Cersei albo Lyse Arryn… bogowie, z tego to by dopiero wyszła pieśń 😀
Fakt. 😀
Warto wspomnieć też o Abelu (Ablu?), który, jeśli wierzyć listowi, już skończył źle, a jeśli nie, bez wątpienia jest w sytuacji dużo bardziej niebezpiecznej niż Tom Siódemka 😉
Słuszna uwaga😉
Jeszcze Dareon z Nocnej Straży kończy marnie – tylko już nie pamiętam, czy na łamach jeszcze rozdziałów Aryi z Tańca czy tym przeczytanym na konwencie przez GRRMa.
A teoria znana wśród fandomu od dawna. Już nie pamiętam gdzie, ale ktoś wysunął teorie, że stosunek na kartach GRRMa do minstreli wynika z życia osobistego pisarza (z tego co pamiętam jedna z jego poprzednich partnerek miała przyprawić mu rogi z jakimś piosenkarzem)
Teorii nie znałem szczerze mówiąc, ale dużo by wyjaśniała😉Daerona zaś ostatecznie potraktowałem bardziej jako brata z Nocnej Straży niż zawodowego barda, bo się nad nim zastanawiałem w kontrakcie tego tekstu (w przeciwieństwie do Mance’a, o którym w ogóle nie pomyślałem). Jak teraz to wszystko piszecie, to faktycznie, można by ich było tu uwzględnić, byle nie traktować tego jednak zbyt szeroko, bo taki Rhaeger też pięknie grywał na harfie i też marnie skończył, ale za minstrela wziąć go trudno. Tu Dareon rzeczywiście lepiej pasuje – Arya załatwia go w Uczcie jeśli dobrze pamiętam.
Orfeusz też kiepsko skończył ;-D może to inspirowało naszego autora
„Tyle że łaska pańska na pstrym koniu jeździ, dlatego trudno się dziwić, że większość bardów jest bezwstydnymi pochlebcami.”
Trochę prywaty z mojej strony ale właśnie piszę pracę licencjacką na ten temat. Nie wchodząc w szczegóły chodzi o obraz pewnej postaci historycznej w dziełach poety, którego był patronem.
Bardzo ciekawy i wdzięczny temat. Teraz mamy agencje PR-owe, kiedyś po prostu mecenat:)
Błękitnego Wata było mi strasznie szkoda, podobnie jak Hamisha. Okrutnik z tego Martina, okrutnik.
„Qyborn”? a nie powinno być „Qyburn”?
Narodził się Qyborn, w płomieniach Qyburn.
🙂
Powinno! Poprawione, wielkie dzięki!
drodzy redaktorzy, temat już chyba się przewijał w pytaniach do maesterów, ale ciekawi mnie wasze zdanie, ile wątków z serialu to pomysły samego Martina na przyszłość książek?
im dłużej o tym myślę, tym mocniej uprzytomniam się w przekonaniu, że GOT jest „kanonicznym zakończeniem”, Hardhome w jakimś sensie wydarzy się, bardzo możliwe że dostaniemy z tego POV, spalenie Sheeren, prawdopodobnie tragiczny koniec Stannisa w taki czy inny sposób, wreszcie Bran na tronie, Daenerys ludobójcą, i tak dalej
Odpowiadając „ostrożnie”: Sheeren skończy źle, podobnie jak jej ojciec. Stannis w gruncie rzeczy jest zresztą swojego losu świadomy, gdyż ujrzał w wizji króla, którego spopieliła jego własna korona. Opowiada o tym Davosowi, zauważając gorzko, że nie potrzebuje Melisandre, by wytłumaczyła mu sens tej wizji. Daenerys w mojej ocenie czy to przypadkiem (w związku ze zgromadzonym w stolicy dzikim ogniem) czy celowo, ale sprawi, by wszystkie drzwi w Królewskiej Przystani stały się czerwone. Bardziej jestem sceptyczny co do Hardhome (a raczej wizyty tam Jona: nie wykluczam, ale nie bardzo wiem, jak miałby się tam dostać, skoro flota już tam się znalazła – musiałaby to być kolejna lądowa wyprawa za Mur. Nie wiem czy jest na to czas, chyba że bardziej w finale, ale jakoś tego nie widzę). Bran jako władca w sposób przedstawiony w serialu też jakoś mi się słabo w tym momencie widzi, ale z drugiej strony moim zdaniem po to Martin wprowadził do historii Siedmiu Królestw dwie Wielkie Rady, by przeprowadzić trzecią. Osobiście od lat mam intuicję (bo nic innego), że tak jak pierwszym POV-em był właśnie Bran, tak będzie ostatnim.
Co tu mówić o „kanonicznym zakończeniu” w przypadku ludzi, którzy wmieszali Żelazny Bank w handel niewolnikami? Dedeki waliły z sufitu co im wpadło do łba, aby uzyskać wielkie ŁAŁ od małolatów. Głowę daję, że nawet nie czytali PLiO, nie mówiąc już o rozkminianiu zagadek i tropów podrzucanych przez Martina w sadze. Nie będę się mądrzył, nie wiem jak to się wszystko skończy, ale jestem pewien, że nie będzie to miało nic wspólnego z tym co widzieliśmy w serialu HBO.
Patrząc po tym, co było w serialu (opieram się na sezonach 1-4, bo tych dalszych nie oglądałem i na razie nie zamierzam – no chyba że niestety GRRM opuści ten padół łez i nie będzie już szansy na Wichry absolutnie żadnych – to wtedy się przemogę), to postawiłbym na to, że D&D czytali, ale raczej tylko raz(a przystępując do takiej adaptacji to powinno się zrobić co najmniej 2-krotnie) i tylko tomy 1-3, Uczte to może jakieś streszczenie, podobnie Taniec ze Smokami (który wyszedł jakoś w okolicy premiery 1-wszego sezonu), ŚLiO – na pewno nie. Tam z scenarzystów, jeszcze był Cogman – w którego odcinkach (i wątkach kierowanych przez niego) ewidentnie było więcej ducha książek – i tutaj stawiałbym, że on faktycznie jako jedyny przeczytał te książki od deski do deski.
Marillion to taki zespół, na płycie Script for a Jester’s Tear jest błazen, który gra na instrumencie – ciekawe może Goerge jest fanem😀