Avengers: Infinity War (2018) – dyskusja SithFroga i DaeLa

SithFrog: Dziesięć lat, osiemnaście filmów, bazyliony dolarów, niespotykana skala przedsięwzięcia, pobite rekordy, a to wszystko, żeby nasi kochani bohaterowie mogli spotkać swoją nemezis – Szalonego Tytana imieniem Thanos. Całe uniwersum Marvela spięło się i połączyło w “Avengers: Infinity War”. Ale… to dopiero część pierwsza opowieści. A zatem, DaeLu, jak wrażenia po seansie?

DaeL: Przede wszystkim jestem zaskoczony. Wydawało mi się, że formułę marvelowską znam już na wylot, i że od postępującego znużenia filmami superbohaterskimi nie ma odwrotu. “Czas Ultrona” w moim przekonaniu dowodził, że magii pierwszych “Avengers” nie da się już odtworzyć. A jednak bracia Russo podołali karkołomnemu zadaniu, tworząc naprawdę angażujący widza film – i to mimo wielkiej obsady i po prostu gigantycznej skali. Zresztą skala jest zrozumiała, bo nad Ziemią (i nie tylko) zawisła kosmiczna groźba. Thanos zaczął gromadzić Kamienie Nieskończoności w celu zniszczenia (w sposób niedyskryminujący) połowy istot rozumnych we Wszechświecie. I choć trudno się tego domyślić nie obejrzawszy filmu, pomimo na pozór absurdalnej motywacji, Thanos jest wprost fenomenalnym złoczyńcą i największym atutem nowych Mściwojów.

S: O tak. Zgadzam się w stu procentach. Chciałem napisać, że jest najlepszym czarnym charakterem w MCU od czasów… ale nie. Po prostu lepszego nie było. Kropka. Jest bezwzględny i brutalny, ale jednocześnie ma ciekawą przeszłość, ma jasny cel i dobrze uzasadnioną motywację. Nie jest to taki typowy złoczyńca nr 5, który pohukuje, pręży się i chce zdobyć władzę nad światem. Thanos ma (nomen omen) nieludzki plan wobec Wszechświata. A kiedy go objaśnia nie można mu odmówić… słuszności? Może nie słuszności, ale jest w tym pewna okrutna logika, którą ciężko kwestionować. To sprawia, że linia podziału na dobrych i złych nie jest taka jednoznaczna.

Thanos, Szalony Tytan, wokalista Limp Bizkit.

D: Thanos nie dość, że potrafi przedstawić swoje racje, to jeszcze jest w swej morderczości bardzo sprawiedliwy, dotrzymuje umów, a na dodatek zdarza mu się okazać przeciwnikom szacunek albo nawet litość. Josh Brolin naprawdę zrobił kawał dobrej roboty uczłowieczając fioletowego olbrzyma. Brakło mi tylko pewnej “kropki nad i” w postaci zarysowania jakiejś alternatywy dla jego działań. Wydaje mi się, że po wykupieniu przez Disneya wytwórni Fox (co sprawia, że prawa do ogromnej liczby postaci wracają do Marvela), wszystko to ewoluuje w stronę sprowadzenia Galaktusa. Gdyby Thanos postawił sprawę jasno – albo zabijamy połowę Wszechświata, albo przychodzi Galaktus i morduje wszystkich – to byłby bohaterem tej opowieści.

S: Może i tak, ale moim zdaniem fioletowy Tytan i tak dość klarownie przedstawia swoje racje, opowiadając o własnych doświadczeniach. No i bardzo ucieszyło mnie, że filmowy Thanos znalazł mniej komiksowe zastosowanie rękawicy nieskończoności niż jego papierowy pierwowzór. Właściwie jedyną wadą tej postaci jest… wygląd. To znaczy był w porządku, ale ja nie mogłem się pozbyć skojarzenia z… Fredem Durstem, liderem Limp Bizkit. Zrozumiem jeśli sam nie zauważyłeś tego minusa.

Mściwoje 3: Krieg Keine Grenzen.

D: Może być w tym coś na rzeczy, bo jego chudy pomagier przypominał trochę Wesa Borlanda. Ale dość tych bizkitowych nawiązań. Thanos był dla mnie pierwszym i największym zaskoczeniem. Drugim było to, jak dobrze twórcy poradzili sobie z tak ogromną liczbą postaci. W “Avengers: Infinity War” na ekranie pojawiają się chyba wszyscy filmowi herosi z wyjątkiem Hawkeye’a i Ant-mana.

S: Tak, oczekiwałem dużo większego rozgardiaszu i przeskakiwania z wątku na wątek. Bracia Russo wykorzystali prosty, ale skuteczny pomysł: podzielili bohaterów na mniejsze grupy, z których każda miała jakieś zadanie. Dzięki temu praktycznie wszyscy herosi i heroiny dostają trochę czasu antenowego. Poza wspomnianymi Langiem i Burtonem nikt nie został potraktowany po macoszemu. Szczególnie dobrze wypadł – czego się nie spodziewałem – Doktor Strange. Był świetną przeciwwagą dla Tony’ego Starka. Mistrzostwo!

Doktor Dziwago w akcji.

D: Co ciekawe niektóre postaci nawet się w filmie nie spotkały. I całe szczęście. Stworzenie odseparowanych od siebie, ale powiązanych fabularnie wątków (obrona Kamienia Umysłu, obrona Kamienia Czasu i budowa super-broni) pozwoliło na w miarę zgrabne przeskakiwanie pomiędzy lokacjami i bohaterami, trochę tak jak w Imperium Kontratakuje i Powrocie Jedi.  Logicznie trzyma się to kupy bardzo dobrze. Pod względem tonu – pomimo drobnych zgrzytów – też jest w miarę spójnie.

S: Ha – i tu się na pewno nie spotkamy w połowie drogi! Dla mnie największą wadą filmu jest właśnie totalny chaos pod względem tonu. Film nie do końca wie, czy chce być straszny, czy śmieszny. Żartów jest dużo i są naprawdę zabawne. Tyle, że jest jedno ale… a właściwie wielkie i znaczące “ALE”. Po wielu naprawdę dobrych i mrocznych momentach (o tym w części spojlerowej) bardzo szybko następuje seria dowcipów i to kompletnie nie pozwala wybrzmieć poważnym scenom. Jeszcze na domiar złego irytował mnie Bruce Banner. Od neurotycznego i wystraszonego facecika z Ragnarok, gdzie był wspaniały przeszedł gładko do bycia marvelowym Jar Jar Binksem. Sceny kiedy się przewraca i mówi “śmieszne” rzeczy będąc w Hulkbusterze to jest czysty George Lucas, w najgorszym prequelowym wydaniu. Czekałem aż się potknie i wpadnie w krowią (nosorożcową?) kupę.

D: To niestety ostatnio taka praktyka w “blockbusterach”, mam nadzieję, że wkrótce minie. Przyznam, że raz czy dwa miałem wrażenie, że za szybko rzucony żart trochę psuje nastrój. Nigdy nie było to jednak tak drastyczne jak w przypadku “Ostatniego Jedi”, kiedy śmieszkowanie nieustannie szło w poprzek emocji, które film próbował przekazać i niszczyło całą wymowę sceny. Faktycznie można było trochę przyhamować z żartami, szczególnie w scenach z Thorem, który – umówmy się – powinien być w zupełnie innym nastroju. Ale chyba nie jest aż tak źle jak mówisz.

S: Dla mnie jednak kilka scen było naprawdę popsutych. Jeszcze mi nie minął szok i niedowierzanie, nie zdążyłem przesiąknąć grozą tego, co się wydarzyło, a już było radośnie, śmiesznie i lekko. Kilka razy naprawdę mnie to zirytowało. Za dużo i za szybko. Tym bardziej, że te mroczne elementy (naprawdę mroczne) uderzały mocno i celnie, nie były pseudo-mrokiem z ostatnich podrygów DC/WB typu Batman v Superman czy Justice League. To zresztą prowadzi mnie do kolejnego wniosku in minus. Tak jak się bałem – Strażnicy Galaktyki niespecjalnie wpasowali się w ten film. Między innymi z powodu ciągłych żartów na ekranie. Kiedy zaczynali uderzać w poważne tony typowe dla Avengersów śmierdziało mi to jakimś fałszem. Szczególnie jedna scena z pewnym wyznaniem. Bardzo nie na miejscu. Jakby ktoś zabrał wspaniałe i zakręcone klocki Lego z fantazyjnych zestawów Jamesa Gunna i budował z nich standardowy zestaw Lego City. Żeby było jasne: Strażnicy są ekstra i kilkukrotnie emanują tą samą magią co w swoich filmach, ale to wszystko nie leży dobrze w jednym filmie z całym tym nadęciem ekipy Nicka Fury’ego.

Thor jest w tym filmie wyjątkowo boski.

D: To chyba kolejny punkt, co do którego się nie zgodzimy. Moim zdaniem Strażnicy zostali wykorzystani bardzo poprawnie. Powiedziałbym nawet, że bracia Russo dość umiejętnie pokazali tę samą chemię i ten sam typ humoru, które widzimy u naszych bohaterów w filmach Gunna. Inne były po prostu proporcje. Akcja leci do przodu, więc czasu na przekomarzanie się jest trochę mniej. Ale “kupiłem” wszystkie sceny ze Strażnikami, nawet te smutniejsze. Zresztą to w jaki sposób Russo dobrali proporcje udziału poszczególnych postaci w tym filmie, to w jaki sposób montowali sceny akcji, jak balansowali pomiędzy akcją i scenami pozwalającymi złapać widzowi oddech – to wszystko był majstersztyk. Z jednej strony ani przez moment nie miałem wrażenia, że jakaś scena jest zbędna (darowano nam przedstawiania bohaterów, twórcy założyli, że ich już znamy), z drugiej nie czułem zmęczenia nieustanną akcją, bo przeskakiwanie między wątkami było bardzo umiejętne. W ogóle pod względem rzemiosła filmowego film stoi naprawdę wysoko. Wygląda dużo lepiej niż ostatnie produkcje Marvela…

S: A to ciekawe. To znaczy zgadzam się, że umiejętnie żonglowali wątkami i nie odczuwałem nudy, ale też nie widzę tu czegoś ekstra w temacie kinematografii. Ot, standardowy – bardzo dobry dodajmy – poziom znany już wcześniej z “Civil War” czy “Winter Soldier”.

Rumble in Wakanda.

D: Sądzę, że poprawiono pewne rzeczy w stosunku do kilku ostatnich filmów Marvela (Black Panther, Spider-Man: Homecoming, czy właśnie Civil War). Efekty specjalne stoją na wyższym poziomie, a i kamera czasem pracuje dość sprytnie, pokazując nam ciekawe rzeczy, szczególnie w wątkach “kosmicznych”. Bracia Russo nie mają może oka Zacka Snydera (odpowiedzialnego za ważniejsze produkcje z DC), ale też oferują nam w miarę spójną historię czego Snyder zrobić nie potrafi.

S: Wiesz, myślałem jeszcze o kwestii wątków i wydaje mi się, że jednak przesadzili z ich ilością. Minimalnie. Cały czas zastanawiam się po co aż tak rozbudowali pobocznego questa z pewnym toporem. Ani to nie wnosiło wiele do fabuły, ani nie działo się tam nic wartego uwagi albo istotnego dla rozwoju bohaterów. Było za to bardzo rozpraszające i niepotrzebne “cameo” znanego i specyficznego aktora. Aż mi się przypomniał Matt Damon w Interstellar. Podobny kaliber pomysłu z czapy na casting dla mniej istotnej roli.

Scarlet Witch i Vision. Spędzamy z nimi parę dłuższych chwil na początku filmu, bo pewnie 90% widzów już ich nie pamięta.

D: Wyprawa po Stormbreakera… Cóż, mnie się podobała, łącznie z rolą poboczną i moim zdaniem dała nam potrzebny oddech od pędzącej na złamanie karku walki o klejnoty. Poza tym pokazywała nam przemianę pewnej postaci i była świetnie zagrana. W ogóle wszyscy aktorzy stanęli na wysokości zadania.

S: Cóż, to pewnie odczucia subiektywne, każdy będzie miał inaczej w tej materii. A aktorsko “Infinity War” to rzeczywiście majstersztyk kina komiksowego.  Josh Brolin świetnie ożywił Thanosa i nadał mu niepowtarzalny charakter. Reszta aktorów to już sprawdzona ekipa, dlatego największe brawa należą się ludziom odpowiedzialnym za castingi w całym MCU. Od dawna nie widzę na ekranie aktorów, tylko żywych superbohaterów z krwi i kości. To niesamowita zasługa. Jeśli miałbym kogoś wyróżnić poza Brolinem to chyba Benedicta Cumberbatcha. Doktor Strange jest tu o niebo ciekawszy niż we własnym, solowym filmie. Ale na delikatny prztyczek w nos zasłużył Robert Downey Jr. Mam wrażenie, że powoli widać zmęczenie materiału. Może nie takie jak Jennifer Lawrence w X-Men, ale już zauważalne.

Peter Quill i Tony Stark.

D: Tak, też mam wrażenie, że RDJ jest już trochę zmęczony rolą… ale o tym, i o innych detalach fabuły porozmawiamy w części spoilerowej. A póki co słowo konkluzji dla wszystkich, którzy nie chcą sobie psuć zabawy. Moim zdaniem “Avengers: Infinity War” to jeden z najlepszych filmów ze stajni Marvela. Nie jest to film doskonały, ale wyraźnie widać, że twórcy wiedzą gdzie leżą ich atuty, potrafią uczyć się na błędach i podchodzą do materiału źródłowego z dużą dozą miłości. Dlatego sprezentowali nam kawał świetnego, komercyjnego widowiska. Jeśli komuś podobała się pierwsza część Mściwojów, to na trzeciej też się nie zawiedzie.

S: “Avengers: Infinity War” to projekt udany. Na pewno mogę go polecić wszystkim fanom Marvela (osoby, które nie oglądały innych filmów mogą się jednak na seansie męczyć). Może nie trafi do mojego top 3 filmów z MCU, ale jeśli konkurencja (hej DC!) nie potrafi ogarnąć historii z trójką swoich najbardziej ikonicznych bohaterów i jednym złoczyńcą, to Marvelowi należy się tym większy szacunek. Dopięli dziesięcioletnią, osiemnastofilmową historię spójną i interesującą klamrą. A właściwie to rozpoczęli dopinanie tej klamry, bo jak wspomnieliśmy historia kończy się tzw. “cliffhangerem”. Nie mogę się doczekać drugiej części “Infinity War”, mimo, że na pierwszą czekałem bez wielkiego “hurr durr”.

D: Cokolwiek by to miało znaczyć…

S: Gratulacje dla braci Russo. Dokonali niemożliwego.


Kontynuacja dyskusji ze spoilerami
Spoiler! Pokaż

Kilka komentarzy do "Avengers: Infinity War (2018) – dyskusja SithFroga i DaeLa"

  • 1 maja 2018 at 13:15
    Permalink

    Jest to jeden z najlepszych filmów w Uniwersum Marvela. Wielkie bitwy? Jak najbardziej. Skomplikowane postaci? Obecne. Humor? Jest go aż nadto (wydźwięk pewnej sceny nie powinen być zaburzony chrupaniem orzeszków). Zwroty akcji? Wielowątkowość? Cały film jest jednym wielkim, wielowątkowym zwrotem akcji. Wspaniałe widowisko.

    Spoiler! Pokaż
    Reply
  • 1 maja 2018 at 15:20
    Permalink

    Honour and diplodocus brings Thanos to ekstazy, wuum buum buum vigil and Victory and velociraptory.

    Reply
  • 1 maja 2018 at 15:53
    Permalink

    Teraz zostaję nam jedno pytanie. Co dalej?
    Nie wierzę że producenci zamkną żyłę złota jakim jest universum Avengers.
    Jednak co może być poteżniejszego od Rękawicy Nieskończoności?
    Bo to że będziemy mieli kontynuowane losy “pomniejszych” bohaterów jest pewne.
    Wg mnie, fajnie by było kontynuować serię Green Lantern, wprowadzając więcej rodzajów pierśćieni, gdzie na koniec, tworząc kolejną część avengersów, można by było odkopać z komiksów, jeszcze potężniejsze moce, jak pierścień śmierci i jako jego antomin, pierścień życia. Jedyny problem byłby taki że ryan reynolds grał dwóch bohaterów z komiksów Marvela

    Reply
    • DaeL
      1 maja 2018 at 16:11
      Permalink

      Tyle, że Green Lantern to DC 🙂
      Wydaje mi się, że teraz, po nabyciu przez Disneya wytwórni Fox, Marvel zrobi dwie rzeczy. Po pierwsze wprowadzi do wspólnego uniwersum nową, zrebootowaną wersję X-Menów. Po drugie korzystając z odzyskania praw do Fantastycznej Czwórki, wprowadzi całą listę “kosmicznych” złoczyńców i bohaterów, którzy byli jakoś powiązani z tamtą serią komiksów. Więc pewnie zobaczymy Galaktusa, Srebrnego Surfera, Przedwiecznych (Eternals). Zakończenie sequela Strażników sugerowało, że niebawem pojawi się Adam Warlock, z kolei jednym z filmów, które są teraz w produkcji jest Kapitan Marvel, więc MCU dostanie swoje dwie wersję (męską i żeńską) Supermana. Innymi słowy całe MCU wchodzi w bardziej spektakularną fazę.

      Reply
  • 1 maja 2018 at 18:11
    Permalink

    Frog, prawie ze wszystkim zgoda oprócz strażników. Ich udział bym przedstawiony na tyle dobrze że nie raziło ich oderwanie od głównego uniwersum. Ten film dzieje się trochę bardziej w ICH uniwersum (w kosmosie) niż na ziemi na którą przyleciały jakieś pionki 😉

    I przy okazji chciałbym tutaj dwie rzeczy jeszcze zaznaczyć:

    Mam nadzieję że dobrze zaznaczę spoiler jak nie to kasujcie to poniżej 😉

    Spoiler!

    Spoiler! Pokaż
    Reply
    • SithFrog
      6 maja 2018 at 11:27
      Permalink

      Zgadzam się z oceną Star-Lorda i to dla mnie jeden z powodów narzekania na GotG w uniwersum Avengersów. Gunn zrobił dwa filmy rozwijające i pogłębiające Quilla naprawdę nieźle, a tu nagle wrócił jakiś debil-awanturnik z lekkim upośledzeniem decyzyjnym. Popsuli tę postać w stosunku do filmów ze Strażnikami.

      Gamora – ostatnia scena faktycznie sugeruje, że raczej trafiła gdzieś indziej niż wszyscy inni. Do samego kamienia? Kolor horyzontu w tej krainie tak by sugerował. Nie mogę się doczekać co wymyślą. Poza tym chyba są już w produkcji Straznicy 3 i chyba Saldana jest na liście płac 😉

      Reply
      • 10 maja 2018 at 08:24
        Permalink

        Sam zastanawiam się, kto tak naprawdę dał ciała w walce z Thanosem i kto odpowiada za zagładę połowy wszechświata.
        Star-Lord to pierwszy typ, który został już wyjaśniony.
        Drugim typem jest Thor i to nie dlatego, że nie celował w głowę (Thanos, w przeciwieństwie do Marva ucieszył się z takiego obrotu sprawy), a przez to, że tak długo zwlekał z pomocą w powstrzymaniu badassa przed zabiciem Visiona. Przybył dopiero po zdobyciu przez Thanosa ostatniego kamienia. Co robił tyle czasu?

        Jednak prawdziwym winowajcą jest… Bruce Banner, który poinformował dr Dziwago o śmierci Thora. Gdyby Strange wiedział o tym, że syn Odyna żyje, to zamiast 1 do 14.000.650 mogłoby
        mu wyjść 1 na 1.000.000, a jak wiemy od Terrego Pratchetta szanse jedne na milion sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć. Easy win 😉

        Inna sprawa jak został potraktowany Vision. W “Czsie Ultrona” zapowiadał się na jednego z potężniejszych Avengers, a wyszła totalna oferma, której jedynym sukcesem było uszkodzenie kręgosłupa innemu mścicielowi… I dlaczego słudzy Thanosa tak łatwo go dziurawili tymi swoimi patykami? Przecież był w całości zbudowany z Vibranium!

        Reply
        • SithFrog
          10 maja 2018 at 18:54
          Permalink

          Thor raczej nie. W sensie obawiam się, że nie było go długo, bo scenarzyści musieli budować napięcie i tyle. Tak samo jego wielkie wejście w bitwę. Nagle zaorał wszystkich wrogów (tak się wydawało, że pozamiatane), a potem jednak bitwa trwała (bo musi się dziać).

          Co do Strange’a – on patrzył na wszystkie możliwe linie czasu i widział wszystko, tak ja to rozumiem. Thora też, bo on nie bazował tylko na tym co wie, wiedział i widział w tym momencie wszystko. Tak mi się wydaje, ale spytam kumpla, co się zna 😛

          Z Visionem zgadzam się w pełni. Niby vibranium, a jednak wszystkow chodzi jak w masło. Ale oni nad tym jednym aspektem nie panują w ogóle. Vision był bogiem, a tu pierdoła. Tak samo jak Scarlett Witch wcześniej nie wyglądała na potężną generalnie, a już na pewno nie na tyle, żeby samej zniszczyć kamień nieskończoności…

          Reply
          • 11 maja 2018 at 13:23
            Permalink

            Masz rację. Co to byłby za superbohater, który posiadając tak potężne, mistyczne moce opierał się tylko na tym, co sam widział i słyszał.

            Wracając do Visiona, to przez chwilę myślałem, że Thanos obejdzie się z nim łagodnie i wyciągnie kamień bez konieczności zabijania. W końcu przez cały film zabił tylko czworo bohaterów, z czego jeden bezczelnie go oszukał, drugi “ukradł” mu Hulka, trzecia musiała zginąć w imię wyższego celu i na koniec nieszczęsny Vision, który nie mógł nawet odejść godnie. Może to taki prztyczek w nos DC, jak w uniwersum marvela radzą sobie postaci, które mają peleryny, potrafią latać i strzelają laserem (niekoniecznie z oczu)? 🙂

            Reply
            • SithFrog
              11 maja 2018 at 14:14
              Permalink

              Pytałem kumpla, eksperta od komiksów. Mówi, że Strange widzi wszystko, bo jest sorcerer supreme i nie musiał mu nic Banner mówić. Te 14 milionów opcji to były wszystkie możliwe niezależnie od teoretycznej wiedzy Strange’a.

              A co do prztyczka w DC: wątpię. Marvel czy Disney jednak wizerunkowo nie stać na nabijanie się z niepełnosprawnych 😛

              Mi się zgon Wiżyna podobał właśnie przez to jaki był prozaiczny i brutalny. Thanos nie widział w nim człowieka, nie widział w nim bohatera jak w Starku, którego chyba nawet szanował. Widział w nim sztuczny twór napędzany kamieniem nieskończoności. Robota.

              Reply
  • 2 maja 2018 at 09:43
    Permalink

    Oglądałem i jestem pozytywnie zaskoczony. Giną ludzie, nawet bohaterowie (było by mi szkoda że zostaną wskrzeszeni w następnym filmie, gdyby nie świadomość owego wskrzeszenia) cały film jest w końcu zerwaniem z kolorystyką czerni i bieli a widzimy złego jako postać która ma motywacje, uczucia i słabości. Jestem nawet żeby Thanos został Avengersem. Takiego obrotu spraw by się nie spodziewali ludzie. Trzy moje typy na śmierć się nie sprawdziły tj. Thor, Iron Men, Capitan America i dlatego się dziwie ale myślę że doktorek dobrze wybrał linie czasową i wygrają z rękawicą mimo wszystko.

    Reply
    • SithFrog
      6 maja 2018 at 11:28
      Permalink

      Na pewno, ale ja stawiam, że w drugim filmie trafisz przynajmniej 1 z 3 wspomnianych typów. Może nawet 2 z 3 🙂

      Reply
  • 2 maja 2018 at 10:29
    Permalink

    Disney nie kupił Foxa JESZCZE. W uproszczeniu czekają na zgodę odpowiednika UOKiKu.

    Reply
  • 2 maja 2018 at 16:44
    Permalink

    Kolejny film Marvela, ktory mialem sobie odpuscic (zrobilem to z Black Panther), ale tutejsi recenzeci sprawili, ze zastanawiam sie nad wyjsciem do kina… jestem juz bardzo zmeczony ta iloscia produkcji MCU i zastanawiam sie, czy to znuzenie nie bedzie wplywac na ogolny odbior.

    Reply
    • DaeL
      3 maja 2018 at 10:42
      Permalink

      Chyba nie. Ja całkiem poważnie rozważałem, czy Avengerów sobie przypadkiem w kinie nie odpuścić. Ale nie żałuję, że obejrzałem. Film jest na tyle odmienny od marvelowskiego schematu, że ogląda się go z przyjemnością.

      Reply
    • SithFrog
      6 maja 2018 at 11:29
      Permalink

      Zgadzam się. To są jednak Avengersi i jeszcze raz to samo, ale z powodu kilku trafnych decyzji, mroczniejszego klimatu i dobrego antagonisty – nie jest tak samo. Warto.

      Reply
    • 9 maja 2018 at 23:26
      Permalink

      Bałem się, że te Avengersy będą kiepskie i będę żałował wyjścia do kina całą rodziną, ale okazało się, że jest naprawdę dobrze jeśli chodzi o film. Co ciekawe, mój prawie 13 letni syn powiedział, że z ostatnich Marveli najbardziej podobał mu się Black Panther, ja że Thor Ragnarok, ale obydwaj byliśmy naprawdę zadowoleni z najnowszych Avengersów. A i moje młodsze dzieci nie narzekały, chociaż myślę, że w przypadku córki duży wpływ na dobrą ocenę filmu miał udział Strażników Galaktyki i zaczerpniętego z nich humoru.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków