Geostorm

Lubię filmy katastroficzne. Rzadko są to jakieś wielkie filmowe wydarzenia, ale zazwyczaj film katastroficzny nadaje się w sam raz, żeby usiąść w fotelu, pochrupać popcorn, nie zagłębiać się w fabułę i podziwiać efekty specjalne. Definicja “guilty pleasure”. Niestety, dawno nie wyprodukowano niczego ciekawego w tym gatunku. “San Andreas” był, w najlepszym razie, średni. Ostatni warty uwagi tytuł to chyba “Pojutrze”, bo “2012” też mi nie za bardzo podszedł. Aż przyszedł 2017 rok, a przez kina przetoczył się – niczym front burzowy  – film Deana Devlina – “Geostorm”.

Kadr z filmu "Geostorm"
Spora część niezbyt porywającej akcji rozgrywa się na stacji kosmicznej.

Zwiastun sugerował mniej więcej tyle: klimat się ociepla, zmienia, gwałtowne zjawiska pogodowe (burze, tornada) są coraz bardziej niszczycielskie. Ludzkość pod światłym przywództwem USA i Chin opracowuje i umieszcza na orbicie Holendra – sieć satelitów wokół planety, za pomocą których można dosłownie sterować aurą tak lokalnie jak i globalnie. Z jakiegoś powodu system jednak zawodzi i seria mniejszych katastrof zwiastuje tytułową burzę w skali globalnej, o mocy pozwalającej zniszczyć i zabić wszystko na naszej planecie. Historia jak historia, a w obsadzie Gerard Butler, Abbie Cornish, Jim Sturgess, Andy Garcia, Zazie Beetz i Ed Harris, a na dodatek przyzwoity budżet (120 mln $). Co mogło pójść nie tak?

Kadr z filmu "Geostorm"
Gerard Butler chałturzy tak, że zęby bolą.

Wszystko. Dosłownie. Panie i Panowie, to jest słabsze i bardziej nudne niż “Transformers: Ostatni Rycerz”. W pewnym sensie film mi zaimponował, bo nie przypuszczałem, że osiągnięcie takiego dna jest możliwe. “Geostorm” to wielka, śmierdząca, parująca, kinematograficzna kupa. Poza jedną małą iskierką nie ma w tym filmie ani ćwierci fajnej sceny, połowy niezłego dialogu; są za to żenada, śmiertelna powaga i nuda.

Wiecie, film katastroficzny można zrealizować na dwa sposoby. Można zrobić głupią, ale wesołą rozpierduchę z założenia wpisującą się w kino klasy B (“Dzień Niepodległości”, “Armageddon”), albo podejść do tematu na poważnie, używając katastrofy jako tła dla pokazania ludzkich dramatów (“Melancholia”, “Dzień Zagłady”). “Geostorm” próbuje pogodzić te dwa światy i przez to zawodzi na każdym polu.

Kadr z filmu "Geostorm"
Defekty specjalne, na wielkim ekranie wyglądało to po prostu słabo.

Film ma zresztą ciągotki do innych gatunków. Znajdziemy tu przede wszystkim wątki sensacyjne. Okazuje się dość szybko, że awaria Holendra to nie przypadek, a sabotaż, więc ogromną część filmu spędzimy prowadząc śledztwo wraz z dwójką głównych protagonistów. Bracia Max (Sturgess) i Jake (Butler) nie lubią się, bo ten pierwszy (młodszy) pracuje dla rządu i zwolnił z pracy tego drugiego, starszego, butnego i nieuznającego żadnych autorytetów. Z nie byle jakiej pracy, bo Jake zaprojektował i zbudował wspomniany wcześniej system satelitów. W każdym razie panowie muszą porzucić animozje, żeby znaleźć winnych sabotażu, nim będzie za późno dla całej planety. Większość czasu spędzimy więc z Jakem  na stacji orbitalnej, albo z Maxem na korytarzach gmachów i w gabinetach politycznych, gdzie bohaterowie sprawdzają, kto może stać za całą aferą.

Kadr z filmu "Geostorm"
Gdyby tej dziewuchy było w filmie więcej – mogłaby chociaż częściowo uratować produkcję.

Tego, co powinno być najważniejsze w takiej produkcji, czyli efektownych ujęć pokazujących destrukcję i nieokiełznaną siłę kataklizmów, starczy na pięć, najwyżej dziesięć minut. Na doskonałym ekranie, na którym oglądałem film (był to nowy, wrocławski IMAX) sceny te wypadły nad wyraz przeciętnie. Jakby efekty specjalne od premiery “2012” nie zrobiły ani kroku naprzód.

Kadr z filmu "Geostorm"
Hala sportowa. Typ obiektu, który według scenarzystów po uderzeniu kilku piorunów wybucha jak zbiornik paliwa. Ups. Spoiler alert!

Aktorzy wzięli udział w tej produkcji albo bez świadomości w czym grają, albo tylko dla przytulenia kilku tłustych dolarów, bo to co prezentują to typowe “przejście obok filmu”. Butler wypadł fatalnie, jak wyjęty żywcem z “M jak miłość”, Sturgess jeszcze gorzej. Sceny, kiedy gra… nie, kiedy udaje smutek albo przerażenie powinny trafić do podręcznika dla studentów PWST jako przykład chałtury i amatorszczyzny. Cornish coś tam próbuje. Garcia i Harris odfajkowali obecność na planie, zagarnęli forsę i tyle ich widziano. Jedynie Zazie Beetz grająca hakerkę wypadła fantastycznie i widać, że potraktowała swój udział w projekcie serio. To jest jedyny plus tej produkcji. Wszystko inne jest złe, bardzo złe lub jeszcze gorsze.

Kadr z filmu "Geostorm"
Jeśli chcecie się uczyć aktorstwa to na pewno nie od tego kolesia, a przynajmniej nie w tej roli.

Cieszę się, że dzięki Hopkinsowi dałem tegorocznym “Transformersom” dwa oczka, bo mam teraz pewną swobodę oceny. Gdybym dał “Transformersom” tylko jeden punkt, teraz musiałbym wystawić zero, a tak się składa, że to niemożliwe, bo mamy na stronie skalę od 1 d0 10. Nie pamiętam, kiedy poprzednio tak bardzo miałem ochotę wyjść z sali przed napisami końcowymi. Przeczuwałem, że pierwszy seans w nowo otwartym IMAXie będzie niezapomnianym doświadczeniem, ale niekoniecznie zakładałem, że w formie traumy…

Kilka komentarzy do "Geostorm"

  • 24 października 2017 at 12:11
    Permalink

    Dziękuję za info na temat tego filmu. Nie będę musiał tyrać 70 km dla tej miernoty

    Reply
    • SithFrog
      24 października 2017 at 12:35
      Permalink

      Jezusicku, jakbym obejrzał to jadąc jeszcze dodatkowe 70km to chyba bym sobie nie wybaczył. Zdecydowanie lepiej poczekać na coś ekstra. Ragnarok zbiera dobre opinie no i The Last Jedi pewnie będzie wart obejrzenia na IMAXowym ekranie.

      Reply
  • 24 października 2017 at 17:51
    Permalink

    SithFrogu, zadziwiasz – piszesz o coraz gorszych filmach coraz gorsze rzeczy i wciąż zachowujesz kulturę języka – jak to możliwe? 😀
    A co do wspomnianej “Melancholii” – film niezwykły, tam katastrofa jest faktycznie pretekstem; dobrana w taki sposób, że ciężko z nią dyskutować, ot, stanie się i już, więc spójrzmy na bohaterów.
    Tak naprawdę mogłabym o tym filmie mówić godzinami, jeden z moich ulubionych. Tak mi się miło zrobiło, jak o nim wspomniałeś (przypomniałeś mi tytuł w ten sposób 🙂 ).

    Reply
    • SithFrog
      24 października 2017 at 18:20
      Permalink

      Jak to robię? Nie piszę o złych filmach od razu po wyjściu z kina. Miałem pomysł na tekst o Geostorm jak tylko opuściłem kino: k…a, k…a, k…a, k…a i ch… 😛

      A Melancholia to film bardzo dobry, jeśli nie najlepszy von Triera. Piękny wizualnie i naprawdę głęboki (chociaż tego stwierdzenia nie lubię). Kirsten Dunst i Charlotte Gainsbourg w wybitnych kreacjach.

      Dodatkowo to był pierwszy raz kiedy zrozumiałem, że depresja to nie jest choroba typu “ktoś jest smutny i trzeba go pocieszyć”, tylko coś nieporównywalnie poważniejszego i bardziej złożonego.

      Aż chyba znów sobie obejrzę, tylko może na wiosnę, bo oglądanie tego jesienią może mieć zgubne skutki dla nastroju (chociaż nie aż takie jak Droga, po której miałem potężnego doła jakiś tydzień, też polecam, ale tylko jeśli możesz znieść naprawdę wiele :P).

      Reply
      • DaeL
        24 października 2017 at 19:35
        Permalink

        Katastrofa, klęska, kompromitacja, klapa i chryja? Och, niepotrzebnie to ocenzurowałeś.

        Reply
          • SithFrog
            24 października 2017 at 20:01
            Permalink

            Może masz rację, przewrażliwiony jestem 😛 Chociaż jeśli pamięć mi nie siada to był ciutę inny dobór słów 😉

            Reply
        • 24 października 2017 at 20:21
          Permalink

          hehe film katastroficzny to katastrofa hehe dobre hehe

          Reply
      • 25 października 2017 at 00:17
        Permalink

        Dogville i Przełamując fale lepsze. Melancholia bardzo dobra, ale trochę rozpada się na dwie bohaterki i dwa filmy. Droga genialna, super że ktoś docenia 🙂

        Recka spoko. Ale polecam kilka produkcji Asylum studios albo polskie komedie romantyczne (to wręcz oficjalna inwektywa już jest!). Jeśli TF ma 2, a Geostorm 1, to na ile ocenić TAKIE produkcje…

        Reply
        • SithFrog
          25 października 2017 at 16:55
          Permalink

          No tak, zapomniałem o Dogville i Przełamując fale, ale to przez Antychrtysta. Od tamtej porty von Trier kojarzy mi się głównie źle.

          A co do produkcji Asylum: to jak produkcje Tromy – trochę inna kategoria filmów. Nie porównywałbym ich z produkcjami za bazyliony dolarów, z udziałem ekstraklasowych gwiazd. Którekolwiek z nich w ogóle miały kinową dystrybucję?

          Polskich komedii romantycznych też nie oglądam, pewnie dałbym 0 🙂

          Reply
  • 24 października 2017 at 20:42
    Permalink

    A może tak dla odmiany recenzja jakiegoś dobrego filmu? 😉

    Reply
    • SithFrog
      24 października 2017 at 21:09
      Permalink

      Hej, dopiero co był Blade Runner 2049 i wcale niedawno Kubo i dwie struny 😉

      Poza tym czuję, że następna recenzja będzie raczej pozytywna 😉

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków