Twierdza (1996)

Czasem jest tak, że interweniuje siła wyższa. Po prostu. Nie wiem, czy to idealne ułożenie planet, koniunkcja sfer, bezpośrednie działanie jakiejś opatrzności, kosmos staje w miejscu, a może to po prostu błąd w Matriksie? Zdarza się to rzadko, od wielkiego dzwonu, ale dzieją się wtedy rzeczy dziwne. A to nietypowa kometa pojawia się na niebie, a to Polacy zaczynają się zachowywać odpowiedzialnie, a to wojna kończy się niespodziewanym rozejmem, a to reżyser pokroju Michaela Baya robi film doskonały.

Tak. Doskonały. Obejrzałem “Twierdzę” ponownie. Oglądam przynajmniej 1-2 razy w roku i powiadam wam kochani – nie wiem, jakie zakrzywienie czasoprzestrzeni miało wtedy miejsce, ale po 24 latach od premiery nadal nie mam się do czego przyczepić.

Kadr z filmu "Twierdza"
Generał Hummel, zbuntowany w słusznej sprawie.

Fabuła? Prosta i pretekstowa. Gość bierze zakładników i trzeba go powstrzymać. Czy aby na pewno? Nie. To budzący naszą sympatię generał Francis Hummel, bohater i legenda amerykańskiego wojska. Po śmierci żony wykonuje najbardziej desperacki krok w swoim życiu. Żeby się wzbogacić? Zyskać władzę nad światem? Nie. Chce pomóc rodzinom poległych żołnierzy. Tym, którzy zginęli w krajach Trzeciego Świata, a że w trakcie nielegalnych operacji, to słuch po nich zaginął. Brak wojskowego pochówku, brak godnego odszkodowania. Ciężko nie sympatyzować z takim czarnym… przepraszam, z takim “czarnym” charakterem. A im dalej w las, tym bardziej chłop okazuje się honorowy i uczciwy. Konia z rzędem temu, kto w dowolnym popcornowym filmie akcji znajdzie tak zniuansowanego antagonistę.

Kadr z filmu "Twierdza"
Sznur wyjątkowo zabójczych pereł.

A co z protagonistami? Stanley Goodspeed, agent FBI do spraw broni chemicznej. Zakręcony jak dwa metry sznurka w kieszeni fana The Beatles, zero doświadczenia w terenie plus szok wywołany niespodziewaną ciążą swojej dziewczyny. John Patrick Mason, nielegalnie więziony od ponad 30 lat agent brytyjskiego wywiadu. Oficjalnie nie istnieje. Nieoficjalnie jest oczytanym zabijaką w świetnej formie jak na dziadka, żyje tylko dlatego, że nie oddał skradzionego mikrofilmu z sekretami USA. Jedynym dowodem na jego istnienie jest córka.

Kadr z filmu "Twierdza"
John Mason chciałby odzyskać tylko odrobinę wolności.

Lokacja? San Francisco, zatoka, a dokładnie Alcatraz. Tytułowa “Twierdza”*. Najbardziej znane więzienie na świecie. Niby muzeum, ale na potrzeby Hummela zamienione w fort, który trzeba opanować zanim zostaną wystrzelone rakiety. A nie są to byle jakie pociski. Gaz VX, który przenoszą, to najgorsza z możliwych trucizn. Nie musimy słuchać 10-minutowych dialogów z ekspozycją (dzień dobry panie Nolanie), żeby wiedzieć. W początkowej sekwencji mamy aż za dobrze pokazane, co ów gaz robi z człowiekiem. Scena do dziś robi piorunujące wrażenie, a w całej opowieści jest moim zdaniem kluczowa: od tego momentu wiemy, że zagrożenie jest realne i przerażające niezależnie od intencji Hummela.

Kadr z filmu "Twierdza"
Stanley Goodspeed, trochę ciamajda, trochę bohater, trochę wariat. Z dziwacznymi powiedzonkami (“How, in the name of Zeus’s butthole…”) i pokraczną emfazą. Czyli typowy Nick Cage z lat 90. puszczony na planie samopas.

Obsada? Kosmiczna! Ed Harris, Nicolas Cage i Sean Connery w rolach głównych. Ten pierwszy gra bardzo serio, drugi puszczony samopas robi typowego Cage’a (ciężko to lepiej ubrać w słowa), a trzeci wygląda jakby świetnie się bawił i jako jedyny miał świadomość, w jakim filmie gra. Zazwyczaj zaliczam tego typu rozstrzał do wad, ale tutaj jakimś cudem działa. Z jednej strony niemal wszystko związane z postacią Harrisa jest śmiertelnie poważne i dramatyczne, z drugiej wygłupy Cage’a i one-linery Connery’ego nie psują ogólnego wrażenia. Wręcz przeciwnie, czasem sprytnie i celnie przełamują powagę tak, by nie zrobiło się zbyt serio. W końcu to nie dramat psychologiczny ani film na podstawie prawdziwych wydarzeń. Na drugim planie także same udane występy: Michael Biehn, David Morse czy John Spencer, a także Vanessa Marcil czy Claire Forlani to po prostu kolejne pozytywne akcenty.

Muzyka? Słucham jej pisząc recenzję. Pożyczyłem kasetę magnetofonową od kumpla (Pozdro Domin!), przegrałem na własny nośnik, a potem zakatowałem aż przestała działać. Tyle razy przesłuchałem. Do dziś OST z “Twierdzy” uważam za opus magnum Hansa Zimmera (a pomagał mu Nick Glennie-Smith) i mimo że wiele jego nowszych utworów lubię (drudzy i trzeci “Piraci z Karaibów” czy “Gladiator“), uważam, że nic lepszego spod jego ręki do dziś nie wyszło. “Hummel Gets The Rockets“, “Rock House Jail“, “Rocket Away“? Mogę słuchać w pętli przez tydzień.

Kadr z filmu "Twierdza"
Wybuchnąć u Baya może dosłownie wszystko. Zabytkowy tramwaj też.

A jak “The Rock” wypada na tle gatunku? Walki wręcz, pościgi ulicami San Francisco, strzelaniny, wybuchy, ratunek przychodzący w ostatniej chwili – wszystko jest, wymieszane w idealnych proporcjach, nie nudzi, nie rozprasza, nie psuje odbioru. Mamy tu niemal komplet znaków szczególnych stylu Michaela Baya: testosteronowi twardziele, militaria, amerykańskie flagi, patos, eksplozje i cięte (lekko sucharowe) riposty. Przy czym chyba jeszcze producenci trzymali chłopa w ryzach i żaden z tych elementów nie jest męczący ani zbyt mocno eksploatowany (czego nie można powiedzieć np. o “Bad Boys 2” czy dowolnych “Transformers”). Znalazło się nawet miejsce na popisowy numer Baya: obrót kamery patrzącej z dołu na bohatera wstającego po uniknięciu śmierci, czyli tzw. “hero shot” (najbardziej znane użycie jest w pierwszych “Bad Boys”: KLIK). Głupotki, nielogiczności i błędy znajdziemy, a jak! Czy są to jednak defekty, które odbierają satysfakcję z oglądania? W żadnym wypadku. Jak na kino akcji historia jest spójna i pozbawiona rażących niedociągnięć.

Alcatraz – sceneria idealna.

Nie będę przepraszał za ostateczną ocenę ani się z niej tłumaczył. Nie rozumiem, jak doszło do powstania filmu, ale zalicza się on do niewielu tytułów, które znam niemal na pamięć, a i tak oglądam regularnie. “Twierdza” jest szczytowym osiągnięciem kina akcji nie tylko lat dziewięćdziesiątych, ale w ogóle. Ponadczasowa produkcja, cały czas tak samo wciąga, zawsze daje mi te same emocje. Opus magnum Michaela Baya i po prostu film doskonały w swojej kategorii.

PS Mało kto wie, ale przy scenariuszu grzebali niewymienieni w napisach Aaron Sorkin i Quentin Tarantino. Przepisy były takie, że tylko oryginalni autorzy (David Weisberg, Douglas Cook), plus jedna osoba dodatkowo pracująca przy scenariuszu (Mark Rosner), mogli się pojawić na końcu filmu. Protestował przeciwko pominięciu wyżej wymienionych sam reżyser, ale jak widać, nic nie wskórał (źródło: KLIK).

Kadr z filmu "Twierdza"
Panowie z czasem obdarzają się sympatią przez to, co przeżyli razem. Masonowi zależy na czymś więcej niż ucieczce, a Goodspped z przestraszonego chłopca staje się mężczyzną.

* – A kysz! Powinno być “skała”. Wiem, że po polsku brzmi słabiej, ale chodzi przecież o ten rodzaj “głazu bodzącego morze”, który stanowi fundament dla Alcatraz. Jeśli mam się na siłę czepiać czegoś w tej produkcji, to właśnie tłumaczenia tytułu.

-->

Kilka komentarzy do "Twierdza (1996)"

  • 10 listopada 2020 at 19:50
    Permalink

    To jest 10/10 nie mogło być żadnej innej oceny. Absolutny majsterczyk, i tak jak pisałem pod jakimś innym tekstem, nawet średniej jakości gra Cage nie zmienia mojej oceny na temat tego filmu.

    Reply
  • 10 listopada 2020 at 20:10
    Permalink

    To jest jeden z tych filmów, przez które byśmy się z Sithem rozwiedli, gdyby w Polsce zalegalizowano małżeństwa jednopłciowe.
    Próbowałem kilka razy, ale chyba nigdy nie obejrzałem do końca. Jak kupuję dużo starszych akcyjniaków – część przez sentyment, część z autentycznym uznaniem, tak Twierdzy zdzierżyć nie mogę. Począwszy od Nicholasa Coppoli, którego nie znoszę, przez siwego Seana, kompletnie nie pasującego mi do żwawego agenta (brakowało tylko żeby pocałował Kaśkę Zetę-Jones jak w innym głupkowatym filmie), przez ten słynny pościg Hummer vs. Ferrari, Eda Harrisa z kijem od szczotki w tylnej części układu pokarmowego, na typowych napuszonych go granic absurdu “Bayizmach” kończąc. No nie lubię, sorry, zabijcie mnie. DaeL może mnie zwolnić.

    Reply
    • 10 listopada 2020 at 21:18
      Permalink

      Każdy ma prawo błądzić. A nie lubienie filmu twierdza to błądzenie. I tak jak Cage jest naprawdę średni w tym filmie choć lepszy niż w wielu innych, tak jest to umiejętnie tuszowane, przez po pierwsze dobry scenariusz, który nie tak bardzo skupia się na Cage’u, po drugie kapitalną grę Connerego. I nie mogę uwieżyć w to zdanie o Zecie-Jones ich film z Seanem, o którym mówisz to również świetne kino. To jest piękne w kinie, że wszyscy oglądamy ten sam film, i jedni bez mrugnięcia okiem dają mu maksa, a inni nie mogą go zdzierżyć.

      Reply
    • 11 listopada 2020 at 02:10
      Permalink

      Zgadzam się z kolegą. I chociaż ogólnie nie znoszę kina akcji, to ten uważam za wyjątkowy kaszan nawet jak na ten nielubiany przeze mnie gatunek. Absolutna pomyłka w karierze Connery’ego. Gorszy już był chyba tylko ten o super złodziejach.

      Reply
      • SithFrog
        12 listopada 2020 at 09:51
        Permalink

        Nie mam lepszych argumentów niż te z recenzji więc pojadę staropolskim, klasycznym: nie znacie się! 😛

        Reply
    • SithFrog
      12 listopada 2020 at 09:49
      Permalink

      Nie wiem czy pamiętasz “Szalone liczby” drogi (ex)kolego. January i Dusia. No więc “SithFrog ma rację, a Crowley się myli”. 😛

      Rozumiem, że nienawiść do Cage’a przysłania Ci zdrowy rozsądek, nic nie poradzę. Natomiast z Seanem racji pan nie masz za grosz. Gość nie gra “żwawego agenta” tylko dziadka, który próbuje przeżyć stosując metody z czasów świetności. Dlatego idealnie pasował. Pościg jest typowym bayizmem, ale nie przeszkadza. Ed Harris jest świetny, bo – jak pisałem – gra w zupełnie innym filmie i w akcyjniaku stworzył czarny charakter, który budzi empatię, a nie pusty śmiech 😛

      I nie, nie rozwiedlibyśmy się, bo po kłótni i rzucaniu talerzami obejrzelibyśmy Interstellar, żeby sobie romantycznie przy winie pohejtować Nolana 😀

      Dael: Crowleya nie zwalniaj, ale obetnij mu w tym miesiącu pensję o 20%*! Popamięta!

      * 0-(0*20%)=?

      Reply
      • 13 listopada 2020 at 01:43
        Permalink

        “No więc SithFrog ma rację, a Crowley się myli.”

        Jeśli już, to “Crowley blefuje” Kapitanie Demencja.

        Co do reszty, to nie chce mi się o tym gadać. Domyśl się, co jest nie tak. 😛

        Reply
  • 12 listopada 2020 at 09:00
    Permalink

    Uważam “Twierdzę” za najwyższy szczyt, na jaki może wspiąć się kino akcji, a jej ścieżkę dźwiękową za jedną z najlepszych w historii kina. Jak absurdalnie by to nie zabrzmiało, jest to dla mnie film o wielkości człowieka. O tym, że mimo wszystkich swoich braków zdeterminowany jest w stanie w słusznej sprawie zrobić wszystko, co do niego należy. Taki Frodo z Pierścieniem, choć porównanie wyda się idiotyczne. O polski tytuł bym się kłóciła, szybciej przekonałaby mnie chyba “Wyspa” niż “Skała”. “Twierdza” jest, uważam, niezłym, choć nie idealnym rozwiązaniem.

    Reply
    • SithFrog
      12 listopada 2020 at 09:38
      Permalink

      “Wyspa” byłaby ok. W sumie masz rację, “Twierdza” wcale nie jest taka zła. Czepiałem się na siłę. Chociaż zawsze podkreślam przy takich tłumaczeniach: dla amerykanów to jest film “Skała” i nie mają problemu, że brzmi zbyt mało “cool” 🙂

      A co do reszty się zgadzam w 100%. I porównanie z Frodo wcale nie jest takie głupie.

      Reply
  • 12 listopada 2020 at 13:23
    Permalink

    Myślałam przez chwilę, że może w angielskim “rock” częściej niż u nas występuje właśnie jako twierdza (vide Casterly Rock), ale potem przyszła mi do głowy Pieskowa Skała i zwątpiłam.

    Reply
  • 12 listopada 2020 at 15:55
    Permalink

    Bardzo lubię. Momentami jest trochę przegadany i po latach wydane się za długi nieco, ale zawsze ogląda się z przyjemnością.

    Reply
    • SithFrog
      15 listopada 2020 at 11:50
      Permalink

      Czemu przegadany? Trochę budowania napięcia musi być 🙂

      Reply
  • 14 listopada 2020 at 16:57
    Permalink

    Może nie dałbym 10/10 ale 9 lub 9.5 już zdecydowanie tak. Świetny film.

    Reply
    • SithFrog
      15 listopada 2020 at 11:51
      Permalink

      9-9.5 też biorę w ciemno 🙂

      Reply
  • 14 listopada 2020 at 22:49
    Permalink

    Leciał przed chwilą na pulsie. Obejrzałem a jakże z ogromną przyjemnością.

    Reply
    • SithFrog
      15 listopada 2020 at 11:54
      Permalink

      Ja też! Dwa tygodnie po tym jak pod recenzję oglądałem go na blureju 😉

      Reply
      • 15 listopada 2020 at 18:20
        Permalink

        Ja pod wpływem Twojej recenzji zamówiłem sobie BluRaya 🙂

        Reply
        • SithFrog
          16 listopada 2020 at 09:03
          Permalink

          Dobra decyzja! Tym bardziej, że poza blurejem i TV nie ma za bardzo gdzie obejrzeć. Na streamingach brak albo tylko w formie płatnego wypożyczenia.

          Reply
          • 16 listopada 2020 at 12:50
            Permalink

            I jeszcze jedno. Cała ścieżka dźwiękowa The Rock, to pierwowzór tego co usłyszeliśmy potem w Gladiatorze czy Piratach z Karaibów. Taki autoplagiat Zimmera. Np. minuta 4:02 “Rock House Jail”.

            Reply
            • SithFrog
              16 listopada 2020 at 13:26
              Permalink

              Nie chcę Ci rujnować rzeczywistości, ale jak lubisz życie na krawędzi to sprawdź OST do Karmazynowego przypływu 😉 Taka Twierdza 0.5 OST 🙂

              Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków