Pytania do maesterów #14

BRAKfyre?

Czy Blackfyreowie istnieją i czy odegrają jakąś rolę? – Ser Richard Horpe

BT: Myślę, że wskazuje na to ilość uwagi jaka została im poświęcona, nie tylko w pobocznych utworach, lecz również w samej PLIO. Oczywiście, może się okazać, że to tylko niezwykle rozbudowana zmyłka. Ale nie sądzę, żeby tak było.

D: To, że istnieją wydaje mi się przesądzone. Pytanie brzmi tylko, czy są potomkami z linii męskiej, czy żeńskiej. Ta druga opcja nie odbierałaby im prawa do posługiwania się nazwiskiem – dziedziczenie matrylinearne wśród wielkich rodów nie jest wcale takie rzadkie. Czy odegrają ważną rolę? Tak jak mówi Bluetiger – gdyby miało być inaczej, to sukcesywne poszerzanie historii tego rodu byłoby cokolwiek dziwnym zabiegiem.

Na Dothraka nie ma cwaniaka

Oczywistym jest, że Martin zdecydowanie przesadza z tą siłą Dothraków i raczej wynika to po prostu z jego niewiedzy niż jest jakimś celowym działaniem (podobnie jak karykaturalne podejście Stannisa – rzekomo największego wodza Westeros – do oblężenia KP). Zastanawiam się jednak nad słowami Bluetigera o planach Illyria i Varysa uczynienia z Dothraków plagi, przed którą mógłby uratować Westeros młody Aegon ze Złotą Kompanią. Czy naprawdę obaj tak doświadczeni intryganci liczyli na to, że Dothrakowie przepłyną dla Viserysa trującą wodę?! Przecież to absurd! Rozumiem, że Viserys – szaleniec z przerośniętym ego i po prostu zwyczajny kretyn – mógł w to uwierzyć, ale oni?! Sorry, ale takie “szczwane plany” układają dzieci, albo idioci, nieznający ani Viserysa, ani Dothraków, ani specyfiki terenu, na którym zamierzają działać. Z pewnością nie ludzie pociągający za sznurki największymi potęgami tamtego świata. – Robert Snow

D: Dothrakowie są niepokonani w swoim żywiole – gdy hasają po stepach, podporządkowując sobie inne plemiona i wymuszając haracz na miastach, które chcą mieć święty spokój. W przeciwieństwie do stepowych ludów z naszej historii (na czele z Mongołami), kompletnie brakuje im “know-how” w zakresie oblegania miast, wywiadu czy tworzenia sieci państewek trybutarnych). Dlatego nie mieliby szans na podbój zjednoczonego Westeros. Ale w Siedmiu Królestwach targanych wojną, mogliby wyrządzić ogromne szkody, zwłaszcza “prostemu ludowi”. No, ale tu wracamy do teorii o przybyciu zbawcy, w postaci Aegona z jego Złotą Kompanią.

Khal.

BT: Nie wiem, czy w Świecie Lodu i Ognia nasz autor nie próbował trochę “podnieść” zdolności Dothraków w tym względzie, khalowie zdobywają tam całkiem sporo sarnorskich miast. W każdym razie myślę, że nie jest aż tak niedorzecznym przypuszczać, że Illyrio i Varys mogli próbować doprowadzić do sytuacji, w której Dothrakowie – nawet nie cały khalasar, tylko jakaś większa grupa – zaczną wobec osłabienia westeroskich lordów przez wojnę grabić wioski gdzieś na wybrzeżu, przez co wybuchnie panika i pojawi się zapotrzebowanie na wybawcę w osobie Aegona VI. Czy Drogo przystałby na udział jego jeźdźców w takiej zamorskiej wyprawie? Cóż, myślę, że gdyby go odpowiednio sprowokować, mogłoby się to powieść. Zresztą właśnie taki powziął zamiar, gdy dowiedział się o próbie zgładzenia Daenerys i ich dziecka. A co do lęku Dothraków przed morzem… nie jest on chyba aż tak wielki, żeby w takiej sytuacji ich powstrzymał. Zresztą widzimy Dothraka np. wśród Dzielonych Kompanionów, więc to nie tak, że członek tego ludu prędzej by umarł ze strachu niż popłynął statkiem. Ale możliwe, że Robert Snow ma rację, nie jestem do tej teorii jakoś szczególnie przywiązany. Nieścisłości można by też spróbować wyjaśnić zmianą planów samego GRRM-a (wprowadzenie Młodego Gryfa), ale nie wiem, czy takie rozważania cokolwiek by przyniosły. 

Du ju spik inglisz, mister Stark?

Czy Wspólna Mowa to czysty angielski? To znaczy, że gdybyśmy się przenieśli do Westeros i znalibyśmy angielski obecny, to byśmy się dogadali? Chodzi mi o to, że każdy inny język jest jakoś opisany: Valyrianski ma valar morgulis i valar dolearis (takie trzy słowa raczej nie występują w naszym świecie), Półmaester uczy Gryfa języków Wolnych Miast, a Tyrion odszyfrował kilka słów w jakimś języku z Essos. Czy Martin tworząc Westeros “założył” że Wspólna Mowa to czysty angielski czy raczej jest to język ojczysty wszystkich naszych POV-ów i nie ma się nad czym rozwodzić? – Gambit99

BT: Podejrzewam, że GRRM jakoś szczególnie się na tym nie skupiał. Wydawało mi się, że na stronie tytułowej “Ognia i krwi” jest wzmianka o tym, że jest to dokonane przez George’a R.R. Martina “tłumaczenie” dzieła Gyldayna, ale gdy to sprawdziłem, okazało się, że pamięć mnie myliła – jest tam tylko mowa o “przepisaniu” przez naszego autor (ang. transcribed by George R.R. Martin). Możliwe zatem, że Wspólna Mowa = angielski również w obrębie świata przedstawionego. Nie zdziwiłbym się, gdyby tak właśnie było. W końcu GRRM podkreślał, że nawet nie próbował powtórzyć dokonań Tolkiena. Pod względem językowym Westeros i Essos to po prostu atrapy, np. GRRM wymyślił jedynie kilka słów w valyriańskim, a imiona z niego jakoby pochodzące po prostu mają brzmieć i wyglądać w miarę spójnie (stąd ciągle powtarza się to “ae”). Zresztą niektóre z valyriańskich słów wcale nie zostały stworzone przez George’a – “valar” i “morgul” to tak naprawdę słowa z języków Tolkiena. To pierwsze jest w quenejskim, drugie w sindarinie. Podobnie ma się sprawa z sindarińskim imieniem Daeron, które w PLIO nosi kilku członków rodu Targaryenów, w tym dwaj królowie. A “Dareon” to u GRRM-a śpiewak z Nocnej Straży, podczas gdy Daeron z Silmarillionu był minstrelem, który odegrał pewną rolę w historii Berena i Lúthien (o czym pisałem w tekście Sansa i Lúthien).

Czy pijawki to zabawki?

Jak to było z tymi pijawkami? Z tego co pamiętam, DaeL za bardzo nie wierzy w moc sprawczą spalonych pijawek opitych królewską krwią, niemniej czytając książki zawsze uważałem, że to była próbka mocy Melisandre. Zwykły przypadek? – Gogi

D: Myślę, że to nie przypadek, ale wątpię, aby sama ofiara cokolwiek dała. Sądzę, że Melisandre po prostu widziała te śmierci w ogniu, więc postanowiła wykorzystać swoją wiedzę, by przekonać Stannisa o potędze królewskiej krwi. Zresztą Melka się na kartach książki w swych myślach przyznaje do stosowania podobnych sztuczek i udawania silniejszej niż w rzeczywistości jest.

Czary-mary, hokus-pokus, dostań nożem pod kręgosłup.

BT: Podobnie jak przedmówca, skłaniam się ku temu, że ofiarą tego pokazu miał być raczej Stannis. To znaczy: czerwona kapłanka chciała po prostu go przekonać, że powinien się zgodzić na poświęcenie Edrica Storma. Gdyby rzeczywiście dało się uśmiercić trzech królów paląc kilka kropel, to moim zdaniem byłoby to wbrew zasadzie, która chyba ma odniesienie do całej magii Martinowskiego świata – “tylko śmiercią można zapłacić za życie”. Zdarzenie z pijawkami to przecież w zasadzie żadna ofiara. Stannis mógłby równie dobrze ukłuć się w palec i pozwolić, żeby trochę krwi skapnęło do paleniska… I przez to niby miałby zginąć Robb Stark? Pozostaje pytanie, czy gdyby Stannis zgodził się na plan Melisandre dotyczący Edrica, przyniosłoby to jakieś rezultaty. Ale ta kwestia będzie poruszona już w kolejnym pytaniu.

Nagła krew

Drugie pytanie: moc królewskiej krwi. Jest coś w tym dosłownego/paranormalnego, czy jest to raczej kwestia tego, że ludzie sobie dopowiadają i łączą przypadkowe sytuacje z magicznym działaniem “królewskiej krwi” (która to sama w sobie jest różnie interpretowana)? – Gogi

BT: Na pewno mocno podejrzane jest to, że “królewską krew” miał jakoby przekazać swojemu synowi Mance Rayder, który nie pochodzi z żadnego królewskiego, czy w ogóle szlacheckiego, rodu. Czy wystarczy, że dana osoba sama siebie nazwie królem, żeby cała ta “magia” zadziałała? Wątpię. Jeśli w ogóle coś jest z tym na rzeczy, to myślę, że cały ten koncept “królewskiej krwi” może być jakimś odległym echem wspomnienia o dziedziczonych w pewnych rodzinach zdolnościach związanych z zielonowidzami i zmiennoskórymi. W dawnych czasach wiele rodów wywodziło swoje genealogie od postaci takich jak Garth Zielonoręki, na takie pochodzenie powoływało się też wiele królewskich dynastii (Starkowie, Gardnerowie, Lannisterowie) więc może z czasem zaczęto uważać, że to każda królewska krew jest jakaś szczególna. Z drugiej strony, to pojęcie jest najwyraźniej znane również na wschodzie, gdzie rozwijał się kult R’hllora… Może chodzi w tym przypadku chodzi o pochodzenie od czterdziestu rodów smoczych lordów Starej Valyrii (Daenerys wspomina w jednym z rozdziałów o ich “złotej krwi”), albo np. o dynastie Wielkiego Cesarstwa Świtu. W każdym razie podchodzę szczególnie sceptycznie do tez, że czary zadziałają w przypadku każdego kto nazywa siebie królem, choćby był tylko samozwańcem.

D: Prawie pewne jest to, że mamy w PLiO do czynienia z mocą zawartą w ofierze. Ale co do tej krwi królewskiej, sprawa nie jest jasna. Możliwa jest interpretacja z liniami krwi pochodzącymi od pradawnych bohaterów… ale ja mam jeszcze jeden trop. Wskazała go Melisandre, oferując Davosowi możliwość – nazwijmy to eufemistycznie – uczestniczenia w pewnych eksperymentach. Davos jest człowiekiem nisko urodzonym, ale na pewno pasowałby do nietzscheańskiego rozumienia wyjątkowej “wartości” człowieka. Jest reprezentantem nie arystokracji krwi, ale arystokracji woli, człowiekiem, który dokonał wielkich i odważnych czynów (nieważne dobrych czy złych) i tym samym wyniósł się ponad innych. Patrząc z takiej perspektywy, “królewska krew” płynęłaby w żyłach takich właśnie ludzi i – być może – również ich potomków. Na pewno odnaleźlibyśmy ją u Mance’a Raydera. A nawet tego bydlaka Crastera.

-->

Kilka komentarzy do "Pytania do maesterów #14"

  • 13 lipca 2020 at 12:31
    Permalink

    Zwróciłbym Panowie uwagę na jedna kwestie, właśnie z perspektywy filozofii Nietzschego – take, ze martinowska „magia” królewskiej krwi nie wynika z obwołania się królem, ale z bycia nim faktycznie. A przez bycie królem rozumiem to, co wywodził o tym Martin ustami Varysa: władca jest ten, kogo ludzie uważają za władcę. I ta, bardzo trafna moim zdaniem myśl, przewija się na kartach Pieśni notorycznie, z różnymi konsekwencjami.

    Reply
  • 13 lipca 2020 at 17:20
    Permalink

    Eh, raz jeszcze. Złota Kompania miała WSPIERAĆ Dothraków w ataku na Westeros, o czym mówi nam Tristan Rivers w ADWD: “Which plan? The fat man’s plan? The one that changes every time the moon turns? First Viserys Targaryen was to join us with fifty thousand Dothraki screamers at his back. Then the Beggar King was dead, and it was to be the sister, a pliable young child queen who was on her way to Pentos with three new-hatched dragons. Instead the girl turns up on Slaver’s Bay and leaves a string of burning cities in her wake, and the fat man decides we should meet her by Volantis. Now that plan is in ruins as well. I have had enough of Illyrio’s plans. Robert Baratheon won the Iron Throne without the benefit of dragons. We can do the same.”. I wtedy już ten plan Illyria nie brzmi aż tak głupio i nie ma w nim żadnego zbawcy przed hordą Dothraków, Aegona. Co do “królewskiej krwi” – być może chodziło po prostu o krew Targaryenów i te robaki zawarte w niej? Część postaci, które chciała spalić Melisandre ma potwierdzone targaryeńskie pochodzenie – Edric Storm od Rhaelle na przykład, a reszta równie dobrze może je mieć – niewykluczone jest, iż Mance jest w rzeczywistości bękartem maestera Aemona ( Aemon wspomniał coś o wyborze między obowiązkiem a miłością i pasowałby do tego romans z Dziką – wrogiem Nocnej Straży, a mężczyzna dzieci może mieć nawet w podeszłym wieku), a Davos jest z Krain Korony – nie jest niemożliwe, aby któryś z jego przodków był smoczym nasieniem (chociażby jednym z wielu nieuznanych bękartów Aegona IV), a Melisandre dzięki typowi magii, jaki stosuje może wyczuwać te “robaki” w czyjejś krwi.

    Reply
    • 14 lipca 2020 at 01:28
      Permalink

      Niby tak, ale to dalej ten sam plan, który zakłada, że Dothrakowie dobrowolnie zostaną narzędziem w czyichś rękach. Zmieniają się tylko szczegóły (akurat z punktu widzenia Dothraków najmniej istotne). A niby dlaczego to mieliby oni być wykonawcami czyichkolwiek master planów, płynąć za trującą wodę i odwalać czarną robotę, żeby zrobić dobrze jakimś bladoskórym? No dlaczego? Khal Drogo jest tu wyjątkiem, bo zamorski król chciał zabić mu syna. Gdyby nie osobista zemsta nigdy by się na to nie zdecydował, nawet dla Daenerys.

      Reply
    • 14 lipca 2020 at 15:46
      Permalink

      Mans prędzej by mi pasował na bękarta Bloodravena

      Reply
      • 14 lipca 2020 at 19:55
        Permalink

        Pod warunkiem, że Bloodraven spłodziłby go w wieku 80 lat…

        Reply
  • 13 lipca 2020 at 19:00
    Permalink

    Na pytania w stylu czy Blackfyjerowie odegrają jaką rolę jest prosta odpowiedz i nie potrzeba do tego BT czy Daela. Nie odegrają roli ponieważ żaden tom PLiO nie powstanie przez 10 lat Martin napisał 15-16 rozdziałów czyli jakieś 20%. Pytania do maesterów powinny dotyczć tego na co ktoś o większej znajomości uniwersum jest w stanie odpowiedzieć, każde pytanie odnośnie przyszłych tomów to wróżenie z fusów.

    Reply
    • 14 lipca 2020 at 01:09
      Permalink

      Bez przesady,Wichry wyjdą prędzej czy później,jednak im dłużej czekamy ,tym mniejsza szansa na Sen o Wiosnie .Przecierz dziadek musi miec jeszcze z rok przerwy od wydania Wichrów do zaczęcia pisania Snu .Byłoby przykro bo pewnie na koncu Wichrów ,bedzie w Westeros totalny rozpiernicz,do którego dołączą jeszcze Inni i Danka 🙂

      Reply
    • 14 lipca 2020 at 15:35
      Permalink

      Człowieku, nie bądź takim pesymistą.

      Reply
      • 14 lipca 2020 at 19:56
        Permalink

        To nie pesymizm, a realizm. Niestety.

        Reply
  • 13 lipca 2020 at 20:31
    Permalink

    Może królewska krew ma powiązanie z ideą potęgi, o której wspominał Varys: “potęga spoczywa tam, gdzie ludzie myślę, gdzie spoczywa” czy jakoś tak. Czyli mniej więcej, jak Dael pisał, moc krwi rośnie wraz z dokonaniami danej osoby, tylko dodał bym do tego jeszcze wiarę innych ludzi w tę osobę, uwielbienie dla niej, lojalność, posłuszeństwo itd. Krew króla ma moc, bo jest sumą siły wszystkich jego wasali, tej całej woli ludzkiej, którą on włada. Chyba rozumiecie o co mi chodzi ;p
    Więc jakiś losowy rycerzyk, który by się nagle obwołał królem raczej nie nadał by magicznych właściwości swojej krwi, bo nikt by za nim nie poszedł, ale już Mance Ryder, uznany za króla przez kilkadziesiąt tysięcy dzikich, mógłby mieć w sobie trochę magii. Jeśli chodzi o ludzi z wielkich rodów niemających ziemi i poddanych to może wtedy działały sława i prestiż obecne w powszechnej świadomości. Za samo bycie Starkiem albo Targaryenem masz w sobie magiczną krew, bo gdzie się nie pojawisz tam wszyscy znają twoje nazwisko, do tego w Westeros jest ten motyw spuścizny po przodkach, dorównywania przodkom itd. Podsumowując, myślę, że tu się bardziej rozchodzi o wiarę ludzi w królów, wielkie rody i wykorzystywanie tej złączonej woli jako energii do uprawiania czarów.

    Reply
  • 14 lipca 2020 at 10:05
    Permalink

    Dlatego Stannis zdecydował się zająć Królewską Przystań ze statków?

    Reply
    • 18 lipca 2020 at 07:17
      Permalink

      Bo GRRMowi tak pasowało pod względem konstrukcji całej historii żeby ‘największy wódz w historii Westeros’ w swoim primetimie wyłożył się jak tania szmata

      Reply
  • 14 lipca 2020 at 18:40
    Permalink

    Witam, chciałbym napisać wartościowy komentarz odnośnie krwi królewskiej. Proszę po mnie nie cisnąć jak zwykle macie w zwyczaju to robić.
    Jeśli założymy, że moc krwi królewskiej nie ma podłoża czysto magicznego – a wcale tak być nie musi – to możemy wysnuć teorię podobną do tej o rozchybotanej osi planety wpływającej na długość pór roku w Westeros. Ściślej mówiąc, uważam, że całość może mieć podłoże oparte w tym przypadku na biologii oraz psychologii.
    Kluczem jest tutaj hierarchia wśród społeczeństwa, która opiera się na prostym założeniu, że aby ktoś był wyżej, to inni muszą być niżej. Taka hierarchia może mieć charakter feudalny jak np. Król->Lord->Rycerz->Chłop
    Hierarchia ta występuje tak naprawdę w każdej dziedzinie życia zarówno wśród ludzi jak i zwierząt. Skupmy się jednak na ludziach. W zależności od sytuacji w której się znaleźliśmy nasz organizm wytwarza hormony regulujące naszą gospodarkę emocjonalną. Jeśli przykładowo jesteśmy w stanie zagrożenia dostajemy zastrzyk adrenaliny, zwany też hormonem walki i ucieczki. Nas jednak interesują dwa inne hormony, a mianowicie dopamina i serotonina. Są to hormony szczęścia, pewności siebie, ogólnie rzecz biorąc mają bardzo pozytywny wpływ na nasz organizm. Hormony te wydzielana są w kilku różnych typach sytuacji. Jeśli, np. coś nam się udaje, dostaliśmy awans, zaprosiliśmy fajną dziewczynę na kawę, podpisaliśmy intratny kontrakt, zwyciężyliśmy w zawodach dostajemy zastrzyk tychże hormonów. Przyjmuje się, że elity, takie jak prezesi dużych firm, celebryci czy politycy mają stały dopływ tych hormonów. Są oni bowiem postrzegani jako ktoś wyższego szczebla. Ma tutaj odniesienie nie to co faktycznie zrobiłeś, ale jak się czujesz na tle innych ludzi. Osoby takie jak Elon Musk, Donald Trump albo nawet papież produkują niepodważalnie więcej serotoniny niż przeciętny kowalski lub nawet prezes jakiejś lokalnej firmy mającej monopol na usługi w małym miasteczku. Przenieśmy to teraz na świat Martina. Krew Mance’a, którego wybrali wolni ludzie, może być tak samo cenna jak krew Joffreya, Stannisa, czy kogokolwiek innego o wysokim dopływie serotoniny. Wystarczy, że ich wewnętrzne mniemanie o sobie jako o kimś o wyższej pozycji poparte zgodą ludzi na ten stan tak mówi. W przypadku dzieci, które jeszcze nie wykształciły świadomości natomiast nie ma tutaj większej różnicy. Mają one co prawda wyższy poziom tych hormonów niż przeciętni dorośli, choćby z racji snu, na który wpływa melatonina – w dużym uproszczeniu siostra serotoniny. Czy jednak jest jakiś związek między przekazaniem genów potomstwu przez osobę o wysokim poziomie serotoniny, a takiej, która ma jej niewiele i czy tym samym dziecko Mance’a może mieć inną wartość niż dziecko chłopa nie powiem, bo nie wiem.

    Reply
    • 14 lipca 2020 at 20:52
      Permalink

      Ja takie naukowe wyjaśnienia fenomenów świata Martina bardzo lubię. 🙂

      Reply
  • 14 lipca 2020 at 19:35
    Permalink

    Nie jestem specjalistą, ale wydaje mi się, że przynajmniej częściowo rozumiem w czym rzecz. Magia nie jest nauką ścisłą, to nie chemia. Krew króla chemicznie pewnie nie różni się niczym od krwi ostatniego łazika z KP. To nie sama krew jest ważna, tylko osoba, którą krew symbolizuje w obrzędzie. Dlatego bez znaczenia jest czy król pochodzi ze starego rodu, mającego od wieków ustalone prawa do korony, czy jest wzbogaconym chamem, a królem obwołał się wczoraj. Ważne, że zapanował nad innymi ludźmi, co czyni go dość wyjątkowym. Nie w sensie materialnym, ale w sensie duchowym. Dlatego, żeby magicznie zabić jednego króla, należy mu symbolicznie przeciwstawić innego. Przynajmniej ja to tak rozumiem.

    Reply
  • 15 lipca 2020 at 17:40
    Permalink

    Nie wiem czy można dodawać jeszcze pytania, ale mam jedno do Daela: czy Quentyn Martell mógł przeżyć? ( jeśli nie to dlaczego? jeśli tak to dlaczego i kto zamiast niego umierał trzy dni?). Z góry dziękuję za odpowiedź.
    Btw ta seria jest świetna 😉

    Reply
  • 17 lipca 2020 at 17:20
    Permalink

    Szkoda, że rzadziej. To moja nowa ulubiona seria

    Reply
  • 18 lipca 2020 at 23:15
    Permalink

    Pod Q&A 4 nie mogę napisać komentarza, mam dostęp zabroniony

    Reply
    • 18 lipca 2020 at 23:17
      Permalink

      Dokładnie jest napisane
      [403] Forbidden : Dostęp zabroniony
      Zapytanie odrzucone przez serwer. Nie masz dostępu do /wordpress/wp-comments-post.php na tym serwerze.

      You don’t have permission to access /wordpress/wp-comments-post.php

      Reply
  • 21 lipca 2020 at 16:28
    Permalink

    Czy Blackfyre’owie po wygnaniu do Essos zostali pozbawieni praw do używania nazwiska Targaryen? Czy w przypadku, gdy Aegon jest Blackfyrem to, czy może używać prawnie nazwiska czerwonego smoka?

    Reply
  • 24 lipca 2020 at 02:19
    Permalink

    Od kiedy Daemon został legitymizowany, Blackfyrowie to Targaryenowie, ale z bocznej gałęzi i jak najbardziej mogliby używać nazwiska Targaryen. “Blackfyre” jest używany do określenia własnej tożsamości i dla rozróżnienia od głównej linii. Podobne przypadki były w prawdziwym świecie np. Kapetyngowie, dynastia panująca we Francji od X w., których główna linia wymarła w XIV w., jednak licząc z bocznymi gałęziami jak Andegawenowie (przedstawicielami byli np. Ludwik Węgierski i Jadwiga Andegaweńska), Burbonowie i Walezjusze, tak naprawdę dynastia rządziła Francją aż do XIX w.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków