Kalendarze Śródziemia

Grudzień z pewnością jest miesiącem, gdy wielu z nas zwraca większą uwagę na kalendarze – odliczamy dni do świąt Bożego Narodzenia i końca roku, a dla wielu szczególnym czasem jest również trwający właśnie okres Adwentu, którego czwarta niedziela przypada jutro. Sądzę zatem, że dzisiejszy artykuł – poświęcony właśnie różnym rachubom czasu opisanym przez J.R.R. Tolkiena – dobrze wpasowuje się w tę atmosferę oczekiwania i spoglądania z wytęsknieniem w papierowy lub elektroniczny kalendarz. Jest także inny powód dla którego zdecydowałem się napisać ten tekst właśnie na dzisiaj, czyli 21 grudnia. Jednak ta przyczyna stanie się jasna dopiero trochę później.

Jako że tekst o kalendarzach Śródziemia był jednym z tych, które pojawiły się w zorganizowanej w zeszłym miesiącu ankiecie, w której poprosiłem Was o wskazanie tych artykułów spośród kilku podanych, które chcielibyście przeczytać w pierwszej kolejności. Pierwsze miejsce zajął temat Shire i Rohan oraz Siedem Królestw, czyli inspiracje Anglosaską Heptarchią, i to właśnie o nim napisałem tydzień później. Po nim najwięcej głosów otrzymał temat “Czy PLIO to fantasy w stylu tolkienowskim“, a ponieważ jak dotąd się nie pojawił, zaś na dzisiaj napisałem trzeci artykuł z tej listy, Czytelniczkom i Czytelnikom należą się wyjaśnienia.

Zapewniam zatem, że ów artykuł kiedyś się pojawi, oby w niedalekiej przyszłości. Jednakże, uznałem, że sprawa kalendarzy znacznie lepiej pasuje do tej daty, a poza tym, nim zabiorę się za wspomniany tekst z drugiego miejsca, muszę jeszcze sprawdzić i przemyśleć pewne rzeczy. Temat o fantasy w stylu tolkienowskim jest na dodatek dość obszerny, a zdaję sobie sprawę z tego, że w tym przedświątecznym czasie wielu z Was nie dysponuje czasem potrzebnym na lekturę dłuższej rozprawy, podobnie jak ja sam mógłbym po prostu nie zdążyć jej napisać i dopracować.

File:Walter Moras - Winterlandschaft.jpg
Walter Moras (1856 – 1925), “Zimowy krajobraz” (Wikimedia Commons).

To powiedziawszy, możemy już przejść do samych kalendarzy. Moim najważniejszym źródłem jest tu dodatek D “Władcy Pierścieni”, nieoceniona skarbnica wiedzy na ten temat. Moim celem jest tutaj przedstawienie odbiorcy tematu w możliwie najbardziej przystępny i ciekawy sposób. Z tego powodu pozwolę sobie pominąć pewne aspekty sprawy, które mogą być zbyt przytłaczające, dlatego pomijam na przykład rozważania na temat nieprawidłowości jakie pojawiały się z biegiem wieków w tych kalendarzach, gdy z powodu niedokładności wkradał się do nich deficyt i rok kalendarzowy przestawał się pokrywać z astronomicznym. Bliżej zainteresowanych tymi problemami odsyłam do tekstu Tolkiena. Skupiam się tutaj na samych kalendarzach: nazwach miesięcy i pór roku, ich długości, szczególnych punktach w rocznym cyklu i świętach, a także – w przypadku kalendarza Shire’u – na staroangielskich źródłach, które najprawdopodobniej stanowiły inspirację dla Tolkiena przy jego tworzeniu. Pod tym względem duża część niniejszego tekstu jest dodatkiem, czy też dopełnieniem, do artykułu o Shire i Rohanie, gdyż w jednym z jego rozdziałów (Holbytla: staroangielscy hobbici) omawiałem podobieństwa pomiędzy krainą hobbitów a Anglosaską Heptarchią.

***

Kalendarz Imladris

Naszą wędrówkę przez kalendarze Śródziemia rozpoczniemy od rachuby czasu będącej w użyciu wśród wielu elfów. Czytając książkę Toma Shippeya “Droga do Śródziemia” natknąłem się na cytat z “Władcy Pierścieni” (w stosunku do którego będę od tej pory używał skrótu “WP”), który idealnie pokazuje istotę trudnego do zrozumienia dla ludzi sposobu, w jaki starsze plemię Dzieci Iluvatara postrzega zjawisko czasu, przemijania i cyklicznych zmian w przyrodzie. W tych oto słowach elf Legolas wypowiada się wówczas, gdy Frodo i Sam toczą dyskusję na temat upływu czasu w jednej z krain elfów, Lothlórien. Samwise Gamgee nie potrafi powiedzieć, jak długo tam przebywali i stwierdza, że “można by pomyśleć, że w tym kraju czas nie nie liczy”. Frodo podejrzewa, że wchodząc do Lórien, znaleźli się w czasie, który gdzie indziej już przeminął, i że dopiero gdy płynąc Srebrną Żyłą dotarli do Anduiny wrócili w nurt takiego czasu, jaki upływa w śmiertelnych krajach. Na wtrąca się Legolas, wyjaśniając, że czas nigdy nie zwalnia biegu:

Dla elfów też świat się kręci, kręci się zarazem bardzo szybko i bardzo wolno. Szybko, bo sami elfowie mało się zmieniają, a wszystko inne przemija dokoła, i to elfów zasmuca. Bardzo wolno, bo nie liczą płynących lat, nie liczą ich w każdym razie w swoim życiu. Następujące po sobie pory roku nie znaczą dla nich więcej niż wiecznie powtarzająca się fala w długim, długim strumieniu.
—Władca Pierścieni, Księga II, rozdział 9, “Wielka Rzeka”, przełożyła Maria Skibniewska—

Najwyraźniej śmiertelnicy przebywający wśród elfów tracą poczucie upływu czasu, i podobnie jak Sam, nie są w stanie z całą pewnością przyznać, czy spędzili wśród nich trzy dni, czy może cały miesiąc.

W języku quenejskim, mowie Elfów Wysokiego Rodu, wyrazem oznaczającym rok było yén (liczba mnoga: yéni). Jednak jak wyjaśnia autor dodatku D, termin ten odnosił się tak naprawdę do 144 lat słonecznych. Słowem re nazywali dobę, którą liczyli od zachodu Słońca do kolejnego zachodu. Jednak przebywając w śmiertelnych krainach, w Śródziemiu, elfowie uznali za wygodne posługiwanie się również wyrazem coronar, które oznaczało jeden obieg Słońca i najwyraźniej używano go przede wszystkim w kontekście astronomicznym. Częściej używano słowa loa, czyli “wzrastanie”, które odnosiło się do cyklicznych zmian w świecie przyrody. Loa dzieliło się na sześć odcinków, które – jak pisze Tolkien – można uznać albo za długie miesiące albo krótkie pory roku. W tym miejscu zaznacza, że znamy jedynie te sześć nazw, które stosowano w kalendarzu z Imladris, czyli Rivendell, zaś gdzie indziej stosowano niekiedy inne.

Quenejskie nazwy owych sześciu pór roku tudzież miesięcy to: tuilë (wiosna), lairë (lato), yávië (jesień, a właściwie “owocowanie”, od yávë czyli “owoc”, jak w imieniu Yavanny, jednej z Valier, które oznacza “Darzącą Owocami”), quellë (szaruga), hrívë (zima) i coirë (przedwiośnie). W mowie sindarińskiej Elfów Szarych, były to odpowiednio: ethuil, laer, iavas, firith, rhîw i ethuir.

File:Walter Moras Winterlandschaft.jpg
Walter Moras (1856 – 1925), “Zimowy krajobraz” (Wikimedia Commons).

Lato (lairë) i zima (hrívë) liczyły sobie po 72 dni, zaś pozostałe okresy po 54. Otrzymujemy zatem 360 dni i by rok kalendarzowy pokrywał się (mniej więcej) z czasem obiegu Ziemi (Ardy) wokół Słońca, konieczne było wprowadzenie dodatkowych dni. Pierwszym z tych dni było yestarë, pierwszy dzień roku, poprzedzające wiosnę (tuilë). W rachubie z Rivendell ów “Nowy Rok” przypadał mniej więcej na 6 kwietnia w kalendarzu Shire’u. Kolejny z dodatkowych dni, mettarë, był ostatnim dniem roku następującym po przedwiośniu (coirë), bezpośrednio poprzedzając przed yestarë.

Z kolei pomiędzy yávië i quellë dodawano trzy “dni środkowe”, enderi (liczba pojedyncza: enderë), zaś do dwanaście lat podwajano ich liczbę, w podobnym celu w jakim my dodajemy w roku przestępnym jeden dzień.

Tydzień elfów składał się z sześciu dni, które wymienimy nieco później, by porównać je z tygodniem Dunedainów.

***

Kalendarz Królów i Kalendarz Namiestników

Númenorejczycy, od których pochodzą ludzie z Arnoru i Gondoru, przyjęli elfickie loa, jednak wprowadzili w tej rachubie istotne zmiany. Za początek nowego roku uznano środek zimy, gdyż taki zwyczaj istniał wśród ludzi zamieszkujących północ zachodniego Śródziemia w Pierwszej Erze, ich przodków. Tydzień trwał siedem dni, zaś dobę liczono od wschodu do wschodu, nie zaś pomiędzy zachodami jak u elfów.

Rachuba Númenoru, którą później odziedziczyły Arnor i Gondor, zwana była Kalendarzem Królów. W miejsce sześciu odcinków elfickiego  kalendarza, które przypominały bardziej pory roku niż miesiące, wprowadzono dwanaście miesięcy (astar), z których dziesięć miało po 30 dni, zaś dwa środkowe (odpowiadające mniej więcej czerwcowi i lipcowi), po 31. Dodatkowymi dniami były zapożyczone od elfów yestarë i mettarë (pierwszy i ostatni), a także dodany loëndë (środek roku).

Z powodu pewnych niedoskonałości ta rachuba zaczęła się “rozjeżdżać” z rokiem astronomicznym, i by ją zlikwidować, Mardil Voronwë – pierwszy z namiestników rządzących Gondorem w czasie interregnum, który zmarł 938 lat przed Wojną o Pierścień – wprowadził udoskonalony system zwany Kalendarzem Namiestników. Jak wspomina Tolkien, przyjęły go wszystkie ludy posługujące się Współną Mową (która w “WP” oddana jest jako angielski, w polskim przekładzie zaś jako polski) za wyjątkiem hobbitów. Tutaj wszystkie miesiące miały po 30 dni, zaś dodatkowe dni wstawiano pomiędzy trzecim i czwartym (dzień ten nosił nazwę tuilérë) oraz dziewiątym i dziesiątym miesiącem (yáviérë), a także na samym początku i na samym końcu rok (jak u elfów, odpowiednio: yestarë i mettarë. Zachowano również Dzień Środka Roku, loëndë.

File:Walter Moras Winter im Wald.jpg
Walter Moras (1856 – 1925), “Zima w lesie (zimowy krajobraz)” (Wikimedia Commons).

Dwanaście miesięcy nosiło te same quenejskie nazwy w kalendarzach Królów i Namiestników, czyli kolejno: Narvinyë, Nénimë, Súlimë, Víressë, Lótessë, Nárië, Cermië, Urimë, Yavannië, Narquelië, Hísimë i  Ringarë.

Ich sindarińskich odpowiedników używano rzadziej. Brzmiały one: Narwain, Nínui, Gwaeron, Gwirith, Lothron, Nórui, Ceriveth, Urui, Ivanneth, Narbeleth, Hithui i Girithron. Znaczenia w obu tych spokrewnionych ze sobą językach były najwyraźniej identyczne. Podaje je wybitny tolkienowski lingwista David Salo w “A Gateway to Sindarin”. Są to kolejno (w dość wolnym tłumaczeniu): Nowe Słońce, Wilgotny (w domyśle “miesiąc”, podobnie jak w pozostałych przypadkach), Wietrzny, Pączkujący lub Nowy, Kwietny, Słoneczny, Tnący, Gorący, Owocujący, Gaśnięcie Słońca, Mglisty i Zimy lub Drżący.

Jeśli chodzi o nazwy dni tygodnia, elfowie poświęcali swoje sześć dni kolejno: Gwiazdom, Słońcu, Księżycowi, Dwóm Drzewom Valinoru, Niebiosom i Valarom. Z tego powodu nazywały się one: Elenya, Anarya (od “Anor”, słońce), Isilya (od “Ithil”, księżyc), Aldúya, Menelya i Valanya; w sindarinie: Orgilion, Oranor, Orithil, Orgaladhad, Ormenel i Orbelain. Numenorejczycy dodali siódmy dzień, Earenya (Oraearon) – czyli Dzień Morza, która to nazwa jest zrozumiała, gdy wieźmiemy pod uwagę, że byli mieszkańcami wyspiarskiego królestwa.

Należy wspomnieć również o reformie kalendarza jakiej dokonał w Odrodzonym Królestwie Arnoru i Gondoru król Elessar (Aragorn). Przywrócony został Kalendarz Królów, jednak datę początku roku przeniesiono z okolic przesilenia zimowego na początek wiosny (tak jak u elfów), zaś wszystkie miesiące miały po 30 dni. Pomiędzy Yavannië i Narquelië, które w rachubach Królów i Namiestników były 9 i 10 miesiącem, jednak teraz znalazły się na 6 i 7 pozycji, wprowadzono dni środkowe [23, 24 i 25 “września”]. Dwie daty miały szczególnie znaczenie: pierwszy dzień nowego roku przypadał 25 “marca”, w rocznicę pokonania Saurona i upadku jego warowni Barad-dûr. Z kolei dzień urodzin Powiernika Pierścienia, Froda Bagginsa, 22 “września”, był wielkim świętem. (W ten sam dzień urodziny obchodził również Bilbo). W latach przestępnych po owym 30 Yavannië następował dodatkową datę, Cormarë (Dzień Pierścienia).

File:Walter Moras - Winterwald3.jpg
Walter Moras (1856 -1925), “Zimowy las” (Wikimedia Commons).

***

Kalendarz Shire’u i Kalendarz Bree

Nie wiemy zbyt wiele na temat rachuby czasu jaką posługiwały się trzy hobbickie plemiona – Fallohidzi, Harfooci i Stoorowie – przed przekroczeniem Gór Mglistych i osiedleniem się najpierw w krainie Bree, a następnie skolonizowaniu Shire’u, co miało miejsce w roku 1601 roku Trzeciej Ery, dlatego to właśnie ta data uznawana była za “rok 1”, choć nie wśród mieszkańców Bree, dla których wydarzenie to nie miało tak wielkiego znaczenia). W czasach swojej “wędrówki ludów”, hobbici nie mieli jeszcze koncepcji tygodnia, a ich miesiące wyznaczał Księżyc – którego obserwacje nie były najwyraźniej zbyt dokładne, gdyż Tolkien dodaje tu słowa “lepiej lub gorzej”.

Znalazwszy się na terenie dawnego Arnoru, północnego królestwa Dúnedainów (potomków Númenorejczyków, ich południowym krajem był Gondor), hobbici otrzymali zezwolenie by się tam osiedlić od władcy Arthedainu, czyli jednego z trzech królestw, na jakie rozpadł się Arnor (pozostałymi były Cardolan i Rhudaur). Przyjęli wówczas omówiony powyżej Kalendarz Królów, wprowadzając jednak pewne zmiany. W ten sposób powstał Kalendarz Shire’u, o którym właśnie teraz opowiem. Dodam jeszcze, że z upływem czasu rachuba ta przyjęła się także w pobliskim Bree, miasteczku słynącym z gospody Pod Rozbrykanym Kucykiem, i w pozostałych osadach “Bree-land”, kraju Bree, czyli: Archet, Combe i Staddle. Istnieją jednak pewne różnice pomiędzy tymi dwoma kalendarzami – w nazwach niektórych miesięcy.

To właśnie nazwy miesięcy są tą różnicą, która w najbardziej oczywisty sposób odróżnia Kalendarz Królów od rachuby Shire’u. Nazwy z tego pierwszego wymieniłem powyżej, teraz czas na miesiące hobbickie. Są one tym ciekawsze, że odpowiadają one miesiącom kalendarza “anglosaskiego”, opisanego przez Bedę Czcigodnego (mnicha i uczonego żyjącego w drugiej połowie VII i pierwszej połowie VIII wieku, świętego i doktora Kościoła katolickiego).

File:Walter Moras - Waldszene zur Winterszeit.jpg
Walter Moras (1856 -1925), “Zimowa leśna scena” (Wikimedia Commons).

Niestety, nie udało mi się ustalić, kto pierwszy to zauważył. W The Peoples of Middle-earth w jednym z przypisów do wcześniejszych szkiców dodatku o kalendarzach Christopher Tolkien wspomina o tym, że jeden z miesięcy odpowiada nazwie staroangielskiej. Podobieństwa są zresztą oczywiste, dla każdego kto przeczytał fragment traktatu Bedy De temporum ratione [O rachubie czasu] – “De mensibus Anglorum” [O miesiącach Anglów]. Sam zetknąłem się z tematem staroangielskich miesięcy po raz pierwszy wówczas, gdy zastanawiałem się, czy dziesiąty miesiąc w kalendarzu staroangielskim, Winterfylleth (na słowo to natknąłem się chyba przypadkiem), może mieć coś wspólnego z nazwą Winterfell (to właśnie o związku dziesiątego miesiąca hobbitów z Winterfylleth pisze Christopher Tolkien we wspomnianej notce).

Wewnątrz świata przedstawionego nazwy są tłumaczeniem prawdziwych określeń miesięcy, które hobbici przynieśli ze sobą do Shire’u (najwyraźniej przenieśli same nazwy ze swej dawnej rachuby do systemu przyjętego od Arnorczyków). Poniżej przejdziemy po kolei przez wszystkie miesiące i szczególnie dni, które nie należały do żadnego z miesięcy i dodawano je, by rok kalendarzowy odpowiadał rokowi słonecznemu (każdy z dwunastu miesięcy miał 30 dni). Tam gdzie nazwy z Shire’u i Bree się różnią, podam również tę drugą i wyjaśnię jej znaczenie. Wcześniej jednak wspomnę jeszcze o nazwach dni tygodnia.

Dzięki Rocznikom Tukonu, zawierającym rozmaite informacje na temat kolejnych pokoleń rodu Tuków, które w czasach Wojny o Pierścień prowadzono już od dziewięciuset lat, znamy dawne formy hobbickich dni tygodnia. Były to kolejno: Sterrendei, Sunnendei, Monendei, Trewesdei, Hevenesdai, Meresdei i Highdai. Hobbici współcześni Bilbowi i Frodowi używali następujących nazw, które wyewoluowały z wymienionych powyżej: Sterday, Sunday, Monday, Trewsday, Hevensday, Mersday i Highday.

Sterday to “dzień gwiazd”, Sunday stanowi “dzień słońca”, Monday jest “dniem księżyca”, zaś Trewsday, Hevensday, Mersday i Highday odnoszą się kolejno do: Dwóch Drzew Valinoru, niebios (por. ang. heavens), morza i Valarów (The High Ones of Arda). Jak widać, znaczenia są takie same jak u Dúnedainów, a od sześciodniowego tygodnia elfickiego odróżnia ten system jedynie dodatkowy dzień poświęcony morzu (wprowadzony, jak wspomieliśmy, w Númenorze).

Na kartach “Władcy Pierścieni” Tolkien używał współczesnych angielskich nazw, by nie mylić czytelnika, jednak oczywiście są to tylko “tłumaczenia”, gdyż przyglądając się ich pochodzeniu, staje się jasne, dlaczego w Śródziemiu nie miałyby sensu (za wyjątkiem Sunday i Monday). Wtorek nazywa się po angielsku Tuesday, a wyraz ten pochodzi od staroangielskiego Tiwesdæg i oznacza “dzień Tiwa – odpowiednika nordyjskiego Týra). Środa to Wednesday = Wōdnesdæg, dzień Wodana, czyli imienia jakim w języku staroangielskim określany był znany bóg, który w Skandynawii zwał się Odyn. Angielski czwartek, Thursday (Þūnresdæg) to dzień Thunora, czyli Thora. Piątek, Friday (od Frīġedæġ,) nawiązuje do bogini Frigg, małżonki Odyna. Sobota, Saturday (Sæternes dæġe) nawiązuje do zapożyczonego rzymskiego Saturna. W Śródziemiu nie nigdy nie istniały opowieści o Tiwie, Wodanie, Thunorze, Frigg i Saturnie, więc trudno by zrozumieć, dlaczego dni tygodnia odnoszą się do tych postaci.

File:Walter Moras Schwarzwild im Winterwald.jpg
Walter Moras (1856 -1925), “Dziki w zimowym lesie” (Wikimedia Commons).

Dodatku D poznajemy dwa terminy jakimi hobbicki określali pory tuż przed wschodem słońca i tuż po jego zachodzie: morrowdim to “jutrzenka”, zaś “evendim” to “zmierzch”. Morrowdim to morrow + dim, gdzie pierwsze słowo to obecnie poetyckie i archaiczne określenie dnia (jak w tomorrow, jutro) lub poranka (od staroang. morgen, przez średnioang. morwen, morwe), zaś “dim” to “ciemny, przyćmiony”. W “Pieśni Lodu i Ognia” słowo “morrow” pojawia się między innymi w wizji Daenerys w Domu Nieśmiertelnych, gdzie słyszy wyrażenie “morrows not yet made…” – “dni, które jeszcze nie nadeszły”.

Z kolei Evendim to “dim” poprzedzone poetycką obecnie formą “even” (od której pochodzi evening, wieczór), od staroangielskiego æfen – wieczór lub wigilia (Cristes mæsseǣfen -> Christmas Eve, Wigilia Bożego Narodzenia). Halloween to skrócona forma “All Hallows’ Even”, czyli “Wigilii Wszystkich Świtych”. Dla elfów posługujących się quenyą jutrzenka i zmierzch to odpowiednio tindómë i undómë (jak w przydomku Arweny – Undómiel, “Gwiazda Wieczorna”). W sindarinie były to minuial i aduial.

Przejdźmy teraz do samych miesięcy kalendarza Shire’u i ich związków z tym, co o rachubie Anglosasów przekazał nam Beda. W nawiasach kwadratowych podaję daty lub okresy, którym odpowiadają w kalendarzu gregoriańskim (w przybliżeniu). Moim źródłem jest tutaj anglojęzyczna Wikipedia, zaś identyczne dane podaje internetowa encyklopedia Tolkien Gateway, która w tym przypadku za źródło ma “Shire Reckoning Notes”, których autorem jest Paul Sarando.

Sądzę, że warto w tym miejscu przytoczyć fragment De temporum… w którym uczony wymienia anglosaskie nazwy miesięcy i podaje ich łacińskie odpowiedniki:

Antiqui autem Anglorum populi (neque enim mihi congum videtur, aliarum gentium annaem doserrantiam dicere, et mease veticere) iuxta cursum lunae suos menses computare; unde et a luna Hebraeorum et Graecum more nomen accipiunt. Si quidem apud eos luna mona, mensis monath appellatur. Primusque eorum mensis, quidem Latini Januarium vocant, dicitur Giuli. Deinde Februarius Sol-monath, Martius Rhed-monath, Aprilis Eostur-monath, Maius Thrimylchi, Junius Lida, Julius similiter Lida, Augustus Vueod-monath, September Haleg-monath, Oktober Vuinter-fylleth, November Blod-monath, December Giuli, eodem Januarius nomine vocatur.

—Bede Venerabilis, De Temporum Ratione, Caput XV, De mensibus Anglorum—

Dowiadujemy się stąd, że dawni Anglowie (= Anglosasi?) wyznaczali swoje miesiące na podstawie Księżyca, zaś miesiąc (mensis) nazywał się “monath” (monaþ, spokrewnione ze słowem moon, “ksieżyc”, podobnie jak w dawnej polszczyźnie “miesiącem” był Ksieżyc). Dwanaście anglosaskich miesięcy nosiło według tego źródła następujące nazwy: Giuli, Sol-monath, Rhed-monath, Eostur-monath, Thrimylchi, Lida, Lida, Vueod-monath, Haleg-monath, Vuinter-fylleth, Blod-monath oraz Giuli. Spójrzmy zatem w jaki sposób Tolkien wykorzystał te inspiracje.

File:The Venerable Bede translates John 1902.jpg
James Doyle Penrose (1862-1932), “Czcigodny Beda przekłada Ewangelię według Świętego Jana” (Wikimedia Commons).

Dla hobbitów rok zaczynał się jednym z wyjątkowych “pozamiesięcznych” dni, 2 Yule [22 grudnia]. Yule to, jak wspomniałem w tekście o Świętym Mikołaju i Ojcu Świąt, nazwa dawnego przedchrześcijańskiego święta przypadającego w środku zimy, w okolicach przesilenia. Samo słowo pochodzi od staroangielskiego Gēola i jest spokrewnione z starnordyjskim Jól (to dziś w wielu krajach skandynawskich wyrazy od niego pochodzące oznaczają Boże Narodzenie). Po przyjęciu chrześcijaństwa określenie Yuletide, od gēola + tīd, od którego pochodzi -tide, końcówka oznaczająca okres otaczający dane święto. I tak, Yuletide to po prostu znane z piosenki “dwanaście dni świąt”, okres od Bożego Narodzenia po wigilię Objawienia Pańskiego (potocznie Trzech Króli).

W polskim przekładzie powieści Tolkiena Yule jest tłumaczone jako Gody – Świętem Godowym nazywano słowiańskie obchody przesilenia zimowego, zaś później określenia tego używano jako synonimu Bożego Narodzenia, zwłaszcza mając na myśli ludowe obchody tego święta. Na przykład w tomie II “Chłopów” Reymonta czytamy: “I tak szedł dzień za dniem, tydzień za tygodniem aż do samych Godów” (“Zima”, rozdział III) albo “W Wigilię przed godnymi świętami już od samego świtania wrzał przyspieszony, gorączkowy ruch w całych Lipcach” (“Zima”, rozdział IV).

Jako ciekawostkę dodam, że samo Christmas za pośrednictwem średnioangielskiego Cristemassa pochodzi od staroangielskiego Cristes mæsse (msza Chrystusa). Końcówka -mase, pochodząca od słowa oznaczającego mszę, pojawia się w nazwach innych świąt,  np. Michaelmas (święto Michała Archanioła) czy Candlemas (Ofiarowanie Pańskie).

Wracając do kalendarza Shire’u, pierwszym miesiącem (do którego, jak warto przypomnieć, nie należy pierwszy dzień roku, tak więc we “Władcy Pierścieni”) jest Afteryule [23.12 – 21.01]. Nazwa ta oznacza oczywiście “(miesiąc) po Yule”. Beda wspomina o miesiącu “Giuli”, którego łacińskim odpowiednikiem jest Januarius (styczeń). Taką samą nazwę podaje dla dwunastego miesiąca. O co tu chodzi? Otóż, najwyraźniej uczony pomija przedrostki “przed” i “po” w nazwach tych miesięcy, w których się pojawiają. Giuli (Yule) to tak naprawdę staroangielskie Æfterra Gēola (after-Yule, po-Yule).

File:Walter Moras - Bachlandschaft im Winter.jpg
Walter Moras (1856 -1925), “Zimowy krajobraz z potokiem” (Wikimedia Commons).

Drugi miesiąc hobbicki zwą Solmath [22.01 – 20.02]. Nazwa pochodzi od staroangielskiego Sol-mōnaþ, które może oznaczać “miesiąc błota” i nazwiązywać do panującej wówczas pogdy. Według Bedy Sol-monath odpowiada lutemu (Februarius), zaś nazwa pochodzi od ciastek, które w tym czasie pozostawiano w ofierze dla bóstw.

Po Solmath w Shire przychodzi Rethe [21.02 – 22.03]. Anglosaskim poprzednikiem Tolkienowskiej nazwy jest tu Hrēþ-mōnaþ (u Bedy jest to Rhed-monath, odpowiednik marca (Martius). Według uczonego mnicha określenie to pochodzi od imienia pogańskiej bogini, Hrethy (Rhedy). O tej postaci nie wiemy zupełnie nic pewnego, gdyż nie jest wzmiankowana w jakichkolwiek innych źródłach. Samo “hreþ” znaczy “triumf” lub “zwycięstwo”. Istnieje również teoria według której Hrēþ-mōnaþ to “dziki miesiąc”. W “The Shire month-names” Arden R. Smith przekłada tę nazwę jako “rough month” (surowy, trudny, dziki miesiąc). Podejrzewam, że Tolkien skłaniał się ku którejś z etymologii niezwiązanych z boginią Rhedą, gdyż można przypuszczać, że w przeciwnym razie zastąpiłby tę nazwę jakąś inną, tak jak w przypadku dni tygodnia, których nazwy pochodzą od pogańskich bóstw.

We wcześniejszych szkicach dodatku o kalendarzach pojawia się inna nazwa miesiąca Rethe, o której opowiadam w przypisie poniżej. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystkich interesują szczegółowe rozważania na temat języków, toteż przeniosłem ten tekst pod cały główny tok wywodu. Osoby, których takie sprawy nie ciekawią mogą go po prostu pominąć.

Kolejnym – czwartym już – miesiącem jest Astron [23.03 – 21.04]. U Bedy odpowiada mu Eostur-monath, czyli staroangielski Ēosturmōnaþ. Według mnicha nazwa pierwotnie odnosiła się do bogini Ēostre (Ēastre), jednak później kojarzono ją z Wielkanocą (staroang. Ēastrun, współczesne Easter) i okresem paschalnym. Łacińskim odpowiednikiem jest Aprilis (kwiecień). Samo słowo pochodzi ma wspólne korzenie m.in. z łacińskim “aurora” (jutrzenka), angielskim “east” (wschód) czy starofryzyjskim “āsteron”.

File:Walter Moras - Winterliche Flusslandschaft.jpg
Walter Moras (1856 -1925), “Zimowy krajobraz z rzeką” (Wikimedia Commons).

Piątym miesiącem jest Thrimidge [22.04 – 21.05], pisanie również Thrimich. To “uwspółcześnienie” staroangielskiego Þrimilcemōnaþ, u Bedy pojawiającego się w formie Thrimylchi. Miesiąc ten został utożsamiony z majem (Maius). Nazwa ta oznacza “Miesiąc Trzech Dojeń” (Month of Three Milkings). Wyjaśniając tę nazwę Beda opowiada, że dawniej w Brytanii i “Germanii” (skąd Anglowie przybyli na wyspę) panowała taka obfitość, że w ciągu tego miesiąca krowy dawały mleko trzy razy dziennie.

Po Thrimidge w kalendarzu Shire’u następuje Forelithe [22.05 – 20.06], co oznacza “(miesiąc) przed Lithe”, czyli przeciwieństwem zimowych Yule, świętem śródlecia przypadającym w okolicach drugiego z przesileń. Staroangielska nazwa to Ærra Līþa. Pojawiające się tu “Ærra” to forma “ǣr”, od którego pochodzi archaiczne już słowo “ere” (nim, przed), pojawiające się choćby w Tolkienowskiej pieśni krasnoludów w “Hobbicie” – Far over the Misty Mountains cold (…) We must away ere break of day – w polskim przekładzie “Ponad gór omglony szczyt (…) Lećmy, zanim wstanie świt”. Podobnie jak to było w przypadku Æfterra Gēola (Tolkienowskie Afteryule), Beda pomija przedrostek (tym razem “przed-“, nie zaś “po-“). Szóstym miesiącem na jego liście jest Lida (podane jako odpowiednik czerwca, Junius) – ale siódmy miesiąc nosi tam dokładnie taką samą nazwę, co nie jest ani praktyczne ani prawdopodobne.

Jak sama nazwa wskazuje, Forelithe prowadzi do kolejnych szczególnych dni wyłączonych z cyklu miesięcy – Lithedays, od “Lithe” (dokonane przez Tolkiena uwspółcześnienie słowa “liþa”, pojawiającego się w nazwach miesięcy odpowiadających czerwcowi i lipcowi. Wyraz ten można odnosić się do pogody panującej w tym okresie i znaczyć mniej więcej tyle co “łagodny” (anglojęzyczna Wikipedia podaje tu tłumaczenia “mild” i “balmy” (kojący). W Shire Lithe – tłumaczone na polski jako Sobótka – to święto śródlecia i środa roku. Składają się na nie trzy dni, a w latach przestępnych dodawany jest dodatkowy dzień. 1 Lithe [21.06] to wigilia Śródlecia. Przypadający po nim dzień [22.06] to Dzień Środka Roku, najwyraźniej największe hobbickie święto. Co siedem lat w ten właśnie dzień odbywał się wielki jarmark, podczas którego wybierano burmistrza miasteczka Michel Delving, zwanego też burmistrzem Shire’u.

File:Walter Moras Winteridyll.jpg
Walter Moras (1856 -1925), “Zimowa sielanka” (Wikimedia Commons).

Dzień Śródka Roku był wyłączony nie tylko z cyklu miesięcy, lecz również z ciągu tygodnia – dzięki tej reformie wprowadzonej przez hobbitów w każdym roku dany dzień zawsze przypadał w ten sam dzień tygodnia (np. rok zawsze zaczynał się w sobotę 1 Lithe). Działo się tak, ponieważ w ten sposób tylko 364 dni wchodziły w cykl tygodniowy (choć 4 z nich nie należały do żadnego z miesięcy), zaś 364 jest liczbą podzielną przez 7, dając w rezultacie 52 pełne tygodnie.

W latach przestępnych po Dniu Śródlecia dodawano Overlithe, czyli “(dzień) nad Lithe”. Podobnie jak Dzień Środka Roku, Overlithe nie należało do żadnego tygodnia. Wreszcie następowało 2 Lithe [23.06].

Siódmym miesiącem było Afterlithe [24.06 – 23.07], oparte na staroangielskim Æftera Līþa (after Lithe, po Lithe). U Bedy jest to “Lida”, czyli anglosaski odpowiednik lipca (Julius). Kolejny na liście jest Wedmath [24.07 – 22.08], od staroangielskiego Weōdmōnaþ, u Bedy zapisanego jako Vueod-monath i zrównanego z sierpniem – Augustus. Nazwa ta oznacza “miesiąc traw”. Współczesne angielskie “weed” ma znaczenie “chwast”, jednak jego staroangielski przodek, wyraz “wēod” nie wiąże się z takimi negatywnymi konotacjami i oznacza po prostu roślinę. Zdaniem mnicha, ósmy miesiąc nosi taką nazwę, gdyż wówczas rośliny są najbujniejsze.

Dziewiątym miesiąc hobbitów to Halimath [23.08 – 21.09], którego nazwa to uwspółcześnione Hālig-mōnaþ (Haleg-monath z De temporum…). Beda wyjasnie pochodzenie tej nazwy – “święty miesiąc” (od halig pochodzi współczesne holy) – tym, że był to czas, gdy “nasi (tj. Anglików) pogańscy przodkowie” składali ofiary swoim bóstwom. W jego spisie Haleg-monath jest utożsamiony z łacińskim wrześniem (September).

Po Halimath przychodzi Winterfilth [22.09 – 21.10] , wzorowany na staroangielskim Winterfylleth (u Bedy: Vuinter-fylleth, odpowiednik października, Oktober). Uczony wyjaśnia, że nazwa dziesiątego miesiąca składa się ze słów “zima” i “pełnia księżyca”, ponieważ pierwsza pełnia przypadająca w jego obrębie wyznaczała początek tej pory roku. Można by więc przełożył Winterfylleth jako “(pierwsze) zimowe napełnienie (ksieżyca)”. W dodatku o kalendarzach Tolkien pisze, że hobbicki Winterfilth oznaczał “dopełnienie się roku przed zimą” i stanowił pozostałość czasów, gdy nowy rok zaczynał się po żniwach (a więc dziesiąty miesiąc był czasem gdy rok dobiegał końca). Krótko mówiąc, tym co się tu “napełnia” jest nie księżyc, lecz rok.

File:Walter Moras - Verschneite Wassermühle.jpg
Walter Moras (1856 -1925), “Ośnieżony młyn wodny” (Wikimedia Commons).

Jedenastym miesiącem w Shire był Blotmath [22.10 – 20.11], wymawiany Blodmath lub Blommath. Inspiracją dla tej nazwy był Blod-monath Bedy, czyli staroangielski Blōtmōnaþ – miesiąc blót, czyli ofiar. Mnich zapisał, że nazwa odnosiła się do faktu, iż w tym czasie pogańscy praprzodkowie jego rodaków zabijali bydło i składali je w ofierze swoim bożkom. Blod-monath został utożsamiony z listopadem (November).

Wreszcie docieramy do dwunastego miesiąca, Foreyule [21.11 – 20.12]. Jego pierwowzorem był Ærra Gēola, czyli “(miesiąc) przed Yule”. Zgodnie ze swoim zwyczajem pomijania przedrostków “przed-” i “po-” (w rezultacie czego na jego liście dwukrotnie pojawia się para następujących po sobie miesięcy o identycznych nazwach), Beda podaje jako odpowiednik grudnia (December) Giuli, słowo którym określił już wcześniej styczeń. Przy okazji tego miesiąca wyjaśniłem już znacznie słowa Gēola (Yule).

Gdy Foreyule dobiegnie końca, następuje ostatni dzień roku – 1 Yule, pierwszy dzień Godów. W kalendarzu gregoriańskim odpowiada mu 21 grudnia, czyli dzisiejsza data dla tych, którzy czytają niniejszy tekst w dniu, w którym został opublikowany. Teraz wyjaśnia się, dlaczego wybrałem temat kalendarzy właśnie na dzisiejszy artykuł.

Jeśli chodzi o kalendarz Shire’u, pozostaje mi tylko dodać, że święto końca starego roku i początku nowego, a także środka zimy, obejmowało nie tylko dni 1 i 2 Yule, lecz również cztery inne daty, w wyniku czego powstaje sześciodniowy okres świąteczny zwany Yule-tide. W jego skład wchodziły dni: 29 Foreyule [19 grudnia], 30 Foreyule [20 grudnia], 1 Yule [21 grudnia], 2 Yule [22 grudnia], 1 Afteryule [23 grudnia] oraz 2 Afteryule [24 grudnia].

File:Walter Moras - Winterwald.gif
Walter Moras (1856 -1925), “Zimowy las” (Wikimedia Commons).

Krótka wzmianka o obchodach tego szczególnego czasu pojawia się w XVIII rozdziale “Hobbita” (Droga powrotna). Wracając spod Samotnej Góry dwóch naszych bohaterów zatrzymuje się u pewnego niezwykłego gospodarza:

W samym środku zimy Gandalf i Bilbo, okrążywszy puszczę, dotarli na próg domu Beorna i na jakiś czas zostali u niego w gościnie. Spędzili tam ciepłe i radosne święta. Na wezwanie Beorna z daleka zeszli się ludzie, by zasiąść razem do uczty.
—Hobbit, rozdział XVIII, “Droga powrotna”, przełożyła Paulina Braiter—

W oryginale pojawia się tu Yule-tide:

Anyway by midwinter Gandalf and Bilbo had come all the way back, along both edges of the Forest, to the doors of Beorn’s house; and there for a while they both stayed. Yule-tide was warm and merry there; and men came from far and wide to feast at Beorn’s bidding.
—The Hobbit, Chapter XVIII, “The Return Journey”—

Kalendarz Shire’u a kalendarz staroangielski (tabelkę opracował Bluetiger).

Zakończyliśmy już omawianie kalendarza Shire’u, jednak wypada jeszcze wspomnieć o opartej na nim rachubie z Bree. Wiele miesięcy nosi w niej identyczne nazwy, więc skupimy się wyłącznie na różnicach.

Tak więc, oto kolejność miesięcy i szczególnych dodatkowych dni w kalendarzu ludzi i hobbitów z Bree. Rok zaczyna się 2 Yule, dokładnie tak jak w Shire. Pierwszy miesiąc który po nim nastepuje nie nazywa się jednak Afteryule, lecz Frery – słowo to najwyraźniej pochodzi od staroangielskiego frēorig (zamarzający, lodowaty, mroźny). Drugi i trzeci miesiąc to odpowiednio Solmath i Rethe, więc nie ma tu żadnych zmian. Jednak czwartym miesiącem nie jest Astron, lecz Chithing – staroang. ciðing to “kiełkujący, wzrastający”. Piąty miesiąc to Thrimidge. Jednak po nim następuje nie Forelithe, ale Lithe (zatem tutaj Tolkien w pełni zgadza się z listą Bedy, gdzie mamy “Lida”).

File:Walter Moras - Ein sonniger Wintertag.jpg
Walter Moras (1856 -1925), “Słoneczny zimowy dzień” (Wikimedia Commons).

Po Lithe zaczynają się “Summerdays”, dni letnie, czyli 1 Lithe, Dzień Środka Roku, ewentualnie Overlithe (w latach przestępnych) oraz 2 Lithe. Siódmy miesiąc nie nazywa się Afterlithe, ale Mede (średnioangielska “łąka”, od staroangielskiego “mǣd”. Współcześnie: mead, meadow). Ośmy na liście jest Wedmath, tak jak w Shire.

Nie ma jednak Halimath (świętego miesiąca) – dziewiątym miesiącem jest Harvestmath, miesiąc żniw (staroangielska nazwa brzmiałaby Hærfestmonaþ). Mieszkańcy Bree naśmiewali się z używanego w Shire słowa “Winterfilth”, gdyż “filth” we współczesnej angielszczyźnie to “brud” (nazwa miesiąca odnosi się zaś do “napełniania się”, czy to roku, czy księżyca). W ich kalendarzu dziesiąty miesiąc zwał się Wintring (co być może stanowi zniekształcone “wintering”, zimowanie). Również w nazwie kolejnego miesiąca pojawia się drobna różnica: w Shire nazwa brzmi “Blotmath”, zaś w Bree “Blooting”. Dwunastym miesiącem jest Yulemath, miesiąc Yule (i znów, odpowiada to dokładnie “Giuli” jako grudniowi u Bedy). W Shire nazwa ta brzmiała Foreyule i bardziej przypominała staroangielskie Ærra Gēola. Ostatnim dniem roku był pierwszy dzień właściwego święta śródzimia, 1 Yule.

Porównanie kalendarza Shire’u z kalendarzem Bree (tabelkę opracował Bluetiger).

 ***

(Przypis na temat wcześniejszej nazwy trzeciego miesiąca hobbitów, słowa “Luyde”).

W dwunastym tomie The History of Middle Earth (Historii Śródziemia), “The Peoples of Middle-earth” (Ludy Śródziemia), w jednym z przypisów poświęconych rozdziałowi o ewolucji Dodatku D (o kalendarzach) do “Władcy Pierścieni”, pojawia się interesująca wzmianka Christophera Tolkiena, że w jednym ze szkiców jego ojca nazwa trzeciego miesiąca brzmi nie Rethe, lecz Luyde. Pojawia się ona także we wcześniejszej wersji Prologu, skąd dowiadujemy się, że to w miesiącu Luyde 1 roku w rachubie Shire’u (1601 r. Trzeciej Ery) dwóch braci, później noszących imiona Marcho i Blanco, poprowadziło hobbickich kolonistów z Bree do Shire.

Być może na pewnym etapie prac nad kalendarzem Tolkien postanowił pozbyć się odpowiednika Hrēþ-mōnaþ, która to nazwa według Bedy nawiązuje do bogini Rhedy (która, podobnie jak np. Odyn, nie była przecież znana w Śródziemiu). W żadnym źródle nie udało mi sie ustalić, co znaczy “Luyde” lub skąd pochodzi. Na tę samą literę zaczynała się starowysokoniemiecka nazwa “marca”, Lenzin-mānod (niemieckie Lenzing, obecnie już nie używane). Szukając w Wikisłowniku natrafiłem na nieco podobne do Luyde niderlandzkie słowo “luid” (głośny), od średnionidernandzkiego “luut”, które z kolei ma swoje korzenie w staroniderlandzkim *lūd, potomku pragermańskiego *hlūdaz. Wyraz *hlūdaz może być jakimś tropem, gdyż według tego źródła onacza on “głośny” (loud), ale również “sławny” (famous).

File:Walter Moras - Winterliche Allee.jpg
Walter Moras (1856 -1925), “Zimowa aleja” (Wikimedia Commons).

Pochodzi od niego staroangielskie hlūd (głośny), oraz średnioangielskie loude, loud i współczesne loud (o tym samym znaczeniu). Z wszystkich słów jakie tam napotkałem do Tolkienowskiego Luyde najbardziej podobne jest (przynajmniej jak dla mnie) niderlandzkie “luide” (ang. to sound, wydawać dźwięk). Ze wszystkich etymologii najciekawsze jest ta dotycząca *hlūdaz, “sławny”. Tak się składa, że dokładnie takie znacznie może mieć imię bogini Hrethe/Rhedy, gdzie hrēþ to być może “sława”. Słownik etymologiczny języka niemieckiego, Das Herkunfts-wörterbuch. Etymologie der deutschen Sprache wymienia niderlandzkie “luid” i angielskie “loud” jako kognaty (wyrazy pokrewne) niemieckiego “laut” (głośny), od od staro-wysoko-niemieckiego “(h)lūt, przez średnio-wysoko-niemieckie “lūt”.

W każdym razie, gdybym miał spróbować na miarę swoich dość ograniczonych możliwości wyjaśnić znaczenie Tolkienowkiego “Luyde”, powiedziałbym, że znaczy ono “głośny (miesiąc)” albo “sławny (miesiąc)”. W pierwszym przypadku może tu chodzić o np. śpiew powracających w marcu ptaków, zaś drugi zinterpretowałbym jako próbę stworzenia nazwy odnoszącej się do “sławy”, jednak nie związanej bezpośrednio z pogańską boginią Rhedą. Być może trzeci miesiąc jest w Shire “sławny” gdyż to właśnie w “marcu” 1601 roku założono Shire. “Sławnymi” osobami byliby więc tutaj Marcho i Blanco, przywódcy osadników. Są to oczywiście tylko moje dociekania i przemyślenia, i muszę dodać, że nie jestem w tych sprawach kompetentny (mam nadzieję, że przypadkiem nie podałem w tym i pozostałych artykułach niepoprawnych informacji).

***

Eala earendel

Skoro mowa o kalendarzach, wspomnieć warto także o tym, że w utworach Tolkiena daty wielu ważnych wydarzeń nie są przypadkowe. Na przykład zniszczenie Jedynego Pierścienia i upadek Saurona miały miejsce 25 “marca”. Tom Shippey zauważa, że jest to Zwiastowanie Pańskie (na 9 miesięcy przed Bożym Narodzeniem), zaś w tradycji staroangielskiej Ukrzyżowanie i Śmierć Chrystusa miały miejsce właśnie 25 marca, podobnie jak ostatni dzień Stworzenia Świata.  Przez długi czas był to także początek roku. Podobnie, znaczenie ma również fakt, że Drużyna Pierścienia wyruszając na swoją wędrówkę opuściła Rivendell 25 “grudnia”.

Również dzisiejsza data jest szczególna, gdy myślimy o twórczości Tolkiena. W “Drodze do Śródziemia” Tom Shippey pisze o wyjątkowym znaczeniu jednej z Wielkich Antyfon.

File:Walter Moras - Winterwald.jpg
Walter Moras (1856 -1925), “Zimowy las” (Wikimedia Commons).

Wielkie Antyfony to siedem fragmentów, które pojawiało i pojawia się podczas nieszporów w dniach od 17 do 23 grudnia (czasie bezpośredniego przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia). Są również znane jako “Antyfony O”, gdyż każda z nich zaczyna się od inwokacji z jednym tytułów Chrystusa. Są to kolejno: O Sapientia, O Adonai, O Radix Jesse, O Clavis David, O Oriens, O Rex Gentium i O Emmanuel, czyli: (O) Mądrości, Adonai (Panie), Korzeniu Jessego, Kluczu Dawida, Wschodzie, Królu Narodów, Emmanuelu.

Przypadająca na 21 grudnia antyfona “O Oriens” brzmi po łacinie następująco:

O Oriens, splendor lucis aeternae, et sol justitiae: veni, et illumina sedentes in tenebris, et umbra mortis.

W języku polskim jest to:

O Wschodzie, blasku Światła wiecznego i Słońce sprawiedliwości / Przyjdź i oświeć siedzących w mroku i cieniu śmierci.

We współczesnej angielszczyźnie werset brzmi:

O Morning Star, splendour of light eternal and sun of righteousness: Come and enlighten those who dwell in darkness and the shadow of death.

(W dosłownym tłumaczeniu: O Gwiazdo Poranna, wspaniałości Światła wiecznego i Słońce sprawiedliwości: Przyjdź i oświeć tych, którzy mieszkają w mroku i cieniu śmierci).

File:Jan Mostaert - Tree of Jesse - WGA16298.jpg
“Drzewo Jessego”, obraz przypisywany Janowi Mostaertowi lub artyście z otoczenia Geertgena tot Sint Jansa (Wikimedia Commons).

Istnieje również staroangielski utwór, zwany “Crist I” (Chrystus I) lub “The Advent Lyrics” (Liryki Adwentowe). Poemat składa się z dwunastu zwrotek – siedem pierwszych stanowi rozwinięcie Wielkich Antyfon, zaś kolejne pięć tak zwanych “Większych Antyfon” (O Virgo virignum, O Gabriel, O Rex pacifice, O Mundi Domina, O Hierusalem).

Skupimy się tutaj na początku piątej części (obejmującej wersy 104 – 129), opartej na “O Oriens”. W staroangielskim brzmi ona:

Eala earendel,    engla beorhtast,
ofer middangeard    monnum sended,
ond soðfæsta    sunnan leoma,
torht ofer tunglas,    þu tida gehwane
of sylfum þe    symle inlihtes!

Podam także ten fragment w tłumaczeniu na współczesny angielski dostępnym na stronie niezwykle ciekawego i wartościowego przedsięwzięcia, Anglo-Saxon Narrative Poetry Project doktora Aarona K. Hostettera z Rutgers University – Camden. W ramach projektu  ramach którego przełożono na współczesny angielski i opublikowano w internecie 79% znanej nam poezji staroangielskiej.

Hail shining ray! Hail brightest of angels
and illumination of the soothfast sun
sent over middle-earth to all mankind,
more brilliant than the stars—always
you light up every season of your own self!

W moim luźnym (i zapewne wysoce niedoskonałym) tłumaczeniu na polski:

Cześć ci, lśniący promieniu. Cześć ci, najjaśniejszy z aniołów
Jasności prawdziwego słońca
Posłany do ludzi ze Śródziemia
jaśniejszy niż gwiazdy, zawsze
rozświetlasz każdą porę!

Słowa “earendel” i ” middangeard” były inspiracjami Tolkienowskiego imienia Eärendil oraz słowa “middle-earth” (śródziemie, staroangielskie middangeard oznaczało ziemie zamieszkane przez ludzi, podobnie jak staronordyjski Miðgarðr, Midgard).

Tolkien wspominał, że ów tajemniczy wyraz “earendel” bardzo go poruszył. W wierszu pojawia się ono w prośbie, którą ludzie żyjący w mroku i “cieniu śmierci” proszą Boga, by posłał do nich “jasne słońce”, Chrystusa. Jednocześnie Tolkien zapewne wiedział, że nordyjski odpowiednik Earendela to Aurvandil, bohater jednego z mitów, którego odmrożony i odłamany palec u nogi staje się ostatecznie gwiazdą. Z kolei średnio-wysoko-niemiecką postacią o pokrewnym imieniu jest Orendel z poematu, w którym tytułowy pogański król rozbija się w Ziemi Świętej, zostaje ocalony przez rybaka i po wielu przygodach powraca do ojczyzny, otrzymawszy uprzednio Świętą Tunikę, pozbawioną szwów szatę Chrystusa, którą miał na sobie w dzień Ukrzyżowania, a którą odebrali Mu żołnierze. Król Orendel nawraca swoich rodaków na chrześcijaństwo.

File:Tolkien 1916.jpg
J.R.R. Tolkien w 1916 roku (Wikimedia Commons).

Według Shippeya Tolkien stworzył na tej podstawie swojego “Earendela”, który jest i gwiazdą (jak palec Aurvandila) i Orędownikiem (jak Orendel), który przynosi ludziom (i elfom) pogrążonym w “cieniu śmierci” nadzieję na ocalenie. Na tym etapie autor nie miał oczywiście w głowie całej historii wyjaśniającej dlaczego tak właściwie Earendel musiał płynąć do Zachodnich Krain i prosić o pomoc dla Śródziemia, ani dlaczego później znalazł się wraz ze swoim statkiem na nocnym niebie. Nie było też całych dziejów Noldorów, silmarili, wojen z Morgothem, całej Pierwszej Ery…

Jednak ten obraz stał się “lirycznym jądrem” (jak określa to Shippey) opowieści o Eärendilu, tak ważnej dla Tolkienowskiego legendarium. Pod wpływem staroangielskiego poematu Tolkien napisał swój własny utwór o morskiej podróży Earendela, który później trafia na nieboskłon, by jako sternik kierować Gwiazdą Poranną i Wieczorną (Wenus). Zapytany przez przyjaciela o to, o czym tak właściwe ten tekst opowiada Tolkien odparł, że nie wie i musi się tego dowiedzieć. (Podobnie, wiele lat później napisawszy spontanicznie pierwsze zdanie o hobbicie, chciał “dowiedzieć się” czym właściwie są te istoty, co doprowadziło do powstania książki).

Nie będzie chyba przesadą powiedzieć, że z tych poszukiwań i rozważań związanych ze słowem “earendel” wyrosła wspaniała opowieść, która w połączeniu z innymi historami, które natchnęły “liryczne jądra” (na przykład obraz tańczącej Edith, żony Tolkiena, był inspiracją dla opowieści o Berenie i Luthien), dała w rezultacie całą mitologię Śródziemia, to legendarium, które przyniosło radość, a często również mądrość, tak wielu odbiorcom.

W pewnym sensie dziś, 21 grudnia, są urodziny Śródziemia. To właśnie w tym dniu od tylu wieków śpiewa się antyfonę “O Oriens”, wołanie do Chrystusa-Wschodu (Gwiazdy Porannej), by wybawił tych, którzy znaleźli się w mocy “mroku i cieniów śmierci”. Rozwijając werset tej pieśni, zapomniany z imienia staroangielski poeta napisał część “Christ I” zaczynającą się od Eala earendel, która wywarła tak przemożny wpływ na J.R.R. Tolkiena.

File:The Shepherds and the Angel.jpg
Carl Bloch (1834 – 1890), “Pasterze i anioł” (Wikimedia Commons).

Na tym właśnie spostrzeżeniu zakończę mój ostatni tekst przed Świętami Bożego Narodzenia. Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim Wam, Czytelnikom i Czytelniczkom, czytającym tak ten, jaki i inne z moich artykułów. Mam nadzieję, że znaleźliście w nich coś ciekawego, a może nawet pouczającego. Życzę Wam zatem Radosnych Świąt Bożego Narodzenia, ku którym nasze myśli kieruje “O Oriens”, a także “Eala earendel” (sądzę, że Tolkien byłby zadowolony z tego faktu).

Życzę Wam, by wasze święta były nie tylko równie radosne jak te Gody, czyli Yule, które Bilbo i Gandalf spędzili u Beorna, lecz by znacznie je przewyższały.

Glæd Cristes mæssan Eallum! 

I jak jest napisane w tak zwanych West-Saxon Gospels (również Wessex Gospels), pierwszym pełnym przekładzie wszystkich czterech Ewangelii (ang. Gospel, od staroang. gōdspel) na dialekt zachodniosaski staroangielskiego:

Gode sȳ wuldor on hēahnesse and on eorðan sybb mannum gōdes willan

***

-->

Bluetiger

Student. Zainteresowania: Legendarium J.R.R. Tolkiena; twórczość George'a R.R. Martina; historia Wysp Brytyjskich (zwłaszcza V - XVI wiek); język angielski i jego ewolucja; mitologia - zwłaszcza nordyjska; wczesnośredniowieczna Skandynawia; inspiracje mitami w fantastyce - przede wszystkim Tolkiena i GRRM-a; kanon Sherlocka Holmesa. Proszę o podchodzenie z rezerwą do informacji, którymi dzielę się w moich tekstach, gdyż nie jestem ekspertem. Staram się, by przekazywane treści były poprawne, ale mogą wkraść się błędy. Moim celem jest popularyzowanie tych zagadnień, co być może zachęci Was do sięgnięcia po źródła.

Kilka komentarzy do "Kalendarze Śródziemia"

  • 21 grudnia 2019 at 13:37
    Permalink

    Wartościowe informacje można wynosić z tego artykułu wiadrami. Wyobrażam sobie strażaków, którzy podpinają wąż strażacki pod ten artykuł i gaszą głupotę w internecie… Ehh rozmarzyłem się.
    Tekst jest zbyt wielki jak na jedno posiedzenie, to na pewno. Dlatego ja z przyjemnością wrócę do tego tekstu gdy znajdę czas, z pisadłem, długopisem i piękną świadomością ile nowych informacji tu znajdę.
    Zapewne kiedyś to już mówiłem, ale powtórzę: Robisz świetną robotę BlueTigerze i proszę, nie przestawaj.

    Reply
  • 22 grudnia 2019 at 09:30
    Permalink

    Odnośnie
    Czy PLIO to fantasy w stylu tolkienowskim

    nim zabiorę się za wspomniany tekst z drugiego miejsca, muszę jeszcze sprawdzić i przemyśleć pewne rzeczy. Temat o fantasy w stylu tolkienowskim jest na dodatek dość obszerny

    Na to właśnie liczę. 🙂

    Lepiej, żebyś dłużej nad nim popracował, ale był dłuższy i dogłębniejszy, nawet, jeśli przez to będzie trochę później.

    P.S.

    Fajne obrazki wstawiasz do tej całej serii artykułów. Wcześniej te jesienne, teraz te zimowe. Bardzo estetyczne, a zarazem praktyczne rozwiązanie. 🙂

    Reply
    • 22 grudnia 2019 at 17:30
      Permalink

      Dziękuję za zrozumienie – ta kwestia jest rzeczywiście bardzo ważna, wręcz kluczowa, w zasadzie to najważniejszy temat jakim się do tej pory tu zajmowałem. Z niego wynikają wszystkie te inne podobieństwa i różnice pomiędzy dwoma “wtórnymi światami” (secondary worlds), legendarium Tolkiena i cyklem Lodu i Ognia.

      Odkąd tydzień temu napisałem przytoczone przez Ciebie słowa ze wstępu do tekstu o kalendarzach, przyszedł mi do głowy pomysł na to, jak przedstawić ten temat i w jaki sposób dokonać porównania. Ale nadal pozostają sprawy, nad którymi muszę się głębiej pochylić.

      A co do obrazków – cieszę się, że się podobają. Znalazłem je dosłownie w ostatniej chwili (niektóre zostały nawet dodane już po tym, jak sam tekst ukazał się na FSGK), i trochę się obawiałem, czy nie wydadzą się zbyt powtarzalne. 😉

      Reply
  • 24 grudnia 2019 at 20:56
    Permalink

    Najbardziej pracochłonny pewnie twój tekst do tej pory, tyle porównywania różnych języków, tyle lingwistyki, poszukiwania źródeł, znaczeń, kupa roboty, gramatyki w stu różnych językach, tabelek i pewnie żmudna korekta – ale po co to komu?

    Reply
    • 29 grudnia 2019 at 18:35
      Permalink

      Dobre pytanie… Cóż, chyba po prostu liczę na to, że są inni ludzie, których tego typu sprawy fascynują 😉

      A co do pracochłonności tekstu – nie był aż tak wymagający, jak może to wyglądać. Część materiałów na temat staroangielskich miesięcy zebrałem już pod koniec października, przy okazji tekstu o zawiasach świata (gdzie w jednym z rozdziałów wspominam miesiąc Winterfylleth). Zajmowałem się tym tematem również w moim “2019 Advent Calendar” (wszystkie wpisy są zebrane tutaj: https://theambercompendium.wordpress.com/2019/12/01/advent-calendar-2019-entries/ ). A korekty niestety praktycznie nie było, a raczej była robiona na bieżąco już po ukazaniu się tekstu – gdy poprawiałem głupie błędy takie jak napisanie w jednym miejscu, że Shire założono w roku 1606 Trzeciej Ery (naprawdę w 1601), albo napisanie, że w skład “Yule-tide” wchodziły dni “1 Lithe” i “2 Lithe” (podczas gdy są to oczywiście 1 Yule i 2 Yule).

      Reply
  • 25 grudnia 2019 at 17:44
    Permalink

    Jestem po wielkim wrażeniem tego opracowania (aż głupio mi użyć określeń w rodzaju “tekst” albo “artykuł”). Znałem kilku pozytywnie zakręconych ludzi z bzikiem na punkcie Tolkiena ale zdajesz się bić ich wszystkich na głowę 🙂 Sam już dawno wyrosłem z fascynacji jego twórczością ale zawsze lubię czytać o inspiracjach jakie za nią stały. Wszystkie te nawiązania językowe i historyczne o jakich piszesz powyżej i we wcześniejszych tekstach są dla mnie naprawdę bardzo fascynujące 🙂

    Reply
  • 29 grudnia 2019 at 16:26
    Permalink

    Czemu enderi, a nie enderer?

    Reply
    • 29 grudnia 2019 at 18:04
      Permalink

      Z tego co przeczytałem, dzieje się tak, ponieważ w quenejskim rzeczowniki kończące się na spółgłoskę albo którąś z samogłosek a, o, i, u albo tworzą liczbę mnogą przez dodanie r.

      Ale rzeczowniki kończące się w liczbie pojedynczej na ë tworzą liczbę mnogą przez zastępienie tego ë przez i. Dlatego liczba mnoga od enderë to enderi. Podobnie jest z wyrazem quendë (“mówiący”), który praktycznie występuje tylko w liczbie mnogiej jako Quendi – Ci, którzy mówią, czyli “Elfowie”. A nie ma czegoś takiego jak *Quender.

      Z kolei enquië (“tydzień”) ma liczbę mnogą enquier, a nie *enqui, bo kończy się “ië”, nie samym “ë”.

      W sindarińskim liczba mnoga powstaje w zupełnie inny sposób, bo nie przez dodawanie końcówek (zazwyczaj), a przez umlaut (na ogół) – jak w angielskim, gdzie liczba mnoga od “man” to nie, dajmy na to “*mans” , tylko “men”. Dlatego w liczbie pojedynczej człowiek to “adan”, ale ludzie to “edain”. Jest też drugi rodzaj liczby mnogiej, który oznacza grupy różnych rzeczy, np. “elenath” to “gwiazdy (wszystkie)”, od “elen” (gwiazda).

      Quenya ma cztery liczby: pojedynczą, podwójną (jak niegdyś polski, pozostałością po niej są słowa takie jak “oczy” – to dawna liczba podwójna, liczba mnoga to “oka”) i dwie liczby mnogie: “zwykła” mnoga oznaczająca cały zbiór jakichś rzeczy albo pojęć (np. Ainur – Ainurowie, wszyscy) i mnoga cząstkowa: np. Eldali, czyli “elfowie”, ale nie “wszyscy elfowie”, tylko “kilku elfów” (mając na myśli elfów w sensie ogólnym użyjemy zwykłej liczby mnogiej i powiemy Eldar).

      Reply
  • 31 grudnia 2019 at 18:13
    Permalink

    Czy jednak rzeczowniki zakończone spolgloska nie tworzą l mnogiej przez i?
    Elen eleni

    Reply
    • 31 grudnia 2019 at 19:04
      Permalink

      Przepraszam, musiałem coś pokręcić. Oczywiście, rzeczowniki zakończone spógłoską w liczbie mnogiej kończą się na “i”. Napisałem ” w quenejskim rzeczowniki kończące się na spółgłoskę albo którąś z samogłosek a, o, i, u albo ië tworzą liczbę mnogą przez dodanie r” – ale teraz gdy o tym myślę, nie umiem sobie nawet wyobrazić jak miałaby niby brzmieć taka liczba mnoga rzeczownika kończącego się spółgłoską – “elenr” nie da się nawet sensownie wymówić.

      Spółgłoski działają właśnie tak jak “ë”, sprawiają, że mianownik liczby mnogiej otrzymuje końcówkę “i”.

      Czyli podsumowując:

      * a, o, i, u albo ië —> r
      * spółgłoska albo ë —> i

      Ale nie przywiązywał bym się zbytnio do tego, co tutaj mowię, z tego prostego powodu, że nigdy nie próbowałem nauczyć się ani quenejskiego ani sindarinu. Moja znajomość ogranicza się do tego, że potrafię rozpoznawać niektóre rdzenie i słowa, i czytałem trochę o bardzo ogólnych zasadach gramatycznych.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków