Parasite (2019)

Złota Palma w Cannes i ogólnoświatowy zachwyt nad filmem Joon-ho Bonga sprawiły, że polowałem na seanse przedpremierowe, aż trafiłem na taki, który pasował mi i czasowo, i pod względem lokalizacji. Poszedłem, zobaczyłem i… czuję się trochę jak Sokrates: scio me nihil scire.

“Parasite” opowiada o ubogiej, ale zaradnej rodzinie 2+2 mieszkającej w suterenie. Nie przelewa im się, choć to wyjątkowo cyniczne określenie w tym kontekście. Oglądają świat z poziomu ulicy, składają pudełka na pizzę, podłączają się na lewo do sąsiedzkiego wi-fi i okazjonalnie przeganiają pijaków oddających mocz w bezpośrednim sąsiedztwie. Pewnego dnia syn zostaje korepetytorem, ma uczyć angielskiego nastolatkę z bardzo zamożnej rodziny. Za pomocą kłamstwa i chwytów poniżej pasa, nasi bohaterowie powoli obłapiają – jak tytułowe pasożyty – familię bogaczy, korzystając z ich naiwności i fobii.

Kadr z filmu "Parasite"
Kąt ciasny, ale własny? W suterenie nie ma lekko.

Zacznę może tak: film od strony rzemieślniczej jest świetny. Reżyser sprawnie porusza się w temacie nierówności ekonomicznych i znajdziemy tu ciekawy komentarz społeczny dotyczący rozwarstwienia. Co ważne, Joon-ho Bong unika mentorskiego tonu i nie sugeruje, jak widz powinien oceniać daną sytuację. Jest sporo humoru (czasem czarnego). Muzyka idealnie wpasowuje się w opowieść o biednych i bogatych, a kadry potrafią odebrać mowę. Kilka spokojnie nadaje się na oprawienie w ramki i powieszenie na ścianie. Dotyczy to tak wspomnianej sutereny jak i kontrastującego, surowego przepychu willi, w której dzieje się większość akcji. Na osobne brawa zasłużyli aktorzy, wszyscy. Postaci wykreowane są krwiste, soczyste i każda jest jakaś. Nie ma nieistotnych bohaterów robiących za tło. Praktycznie wszystkie recenzje oscylują w granicach dziewięciu punktów, więc jeśli chcecie więcej peanów… odsyłam gdzie indziej.

Doceniam każdy aspekt pracy reżysera i elementy, które do tej pory wymieniłem, ale to chyba jeden z tych filmów, który albo rozkocha w sobie widza, albo zostawi obojętnym. Obiektywnie rzecz biorąc, jest tu wszystko, co powinno być. Subiektywnie: nic mnie nie zaskoczyło. Obejrzałem, było nieźle, raczej nie wrócę. Dlatego odniosę się korespondencyjnie do tego, co mówili Grażyna Torbicka i Michał Walkiewicz przed seansem* i do tego, co można znaleźć w wielu recenzjach dostępnych w sieci.

Kadr z filmu "Parasite"
Rodzina bogaczy wydała mi się nieprawdopodobnie naiwna, za bardzo, żeby kupić ten świat w całości.

Sam Joon-ho Bong prosi przed seansem o niezdradzanie szczegółów fabuły, żeby każdy mógł obejrzeć film w trybie ‘tabula rasa’. Miło, ale zupełnie nie rozumiem dlaczego, bo nic mnie nie zaskoczyło. Nie ma tu żadnego wielkiego zwrotu akcji w stylu “Szóstego zmysłu” czy nawet “Pewnego razu… w Hollywood”. Fabuła jest dość przewidywalna i może niektóre detale zaskakują, ale jako całość miałem wrażenie, że wszystko idzie od A do B, do C, do D, i tak dalej. Do końca seansu czekałem na jakieś spektakularne zaskoczenie, aż zaskoczyły mnie napisy końcowe.

Podobnie jest z często padającym argumentem o tym, jak sprawnie reżyser żongluje gatunkami, jak gładko przechodzi z komedii w thriller. Gdzie ten thriller? W moim odczuciu od początku do końca “Parasite” trzyma się mocno swoich komediowych ram i nawet miejsca, gdzie w teorii widziałbym jakieś budowanie napięcia – kompletnie nie wzbudziły we mnie emocji. Cały czas, mimo poważnych scen, czekałem, aż przejdziemy do puenty w postaci jakiegoś gagu i często tak właśnie było. Owszem, jest w filmie sporo czarnego humoru i elementy makabreski, ale to nadal komedia. Od początku do końca czuć opary absurdu i wszechobecną groteskę. Boleśnie naiwni i przerysowani członkowie rodziny bogaczy tylko to podkreślają. Ani przez chwilę nie czułem, że oglądam cokolwiek innego niż tylko (czarną) komedię.

Kadr z filmu "Parasite"
W poszukiwaniu zasięgu…

Nie zachwyciły mnie też mało subtelne metafory. Z jednej strony kadry i scenografie same potrafią wiele powiedzieć – kontrast ciasnej, zagraconej sutereny z wysmakowanymi przestrzeniami domu krezusów działa świetnie (Ty możesz tego nie dostrzec, ale Twój mózg zarejestrował). Z drugiej: pokazywanie, że biedna rodzina zachowuje się jak pasożyty, nie mogło być pokazane bardziej wprost. Ich liczba w domu rośnie, brudzą, pełzają, chowają się po kątach. Na początku było to nawet interesujące, ale potem zaczęło męczyć nachalnością.

Wiem, że prawie cały tekst to raczej wyjaśnienie, dlaczego się rozczarowałem, niż opis filmu. Jest w sieci tyle pozytywnych recenzji, że nie było sensu powtarzać peanów. Poza tym, widząc wszystkie zalety, ja tej produkcji po prostu nie czuję. Jak ktoś poczuje, to pewnie doda oczko-dwa i bardziej będzie pasować do ogólnoświatowego zachwytu. Dla mnie “Parasite” to doskonała robota pod wieloma względami, ale bez efektu “wow”. Być może padłem ofiarą przegrzania oczekiwań, być może widziałem za dużo filmów koreańskich, które były dużo bardziej pokręcone i ten wydał mi się zwyczajny… Nie wiem. Na pewno polecam wybranie się do kina. Warto zobaczyć i samemu/samej ocenić, premiera w polskich kinach już 20 września.

Kadr z filmu "Parasite"
Miejscami film jest tak ładny, że kilka kadrów można zakuć w ramę i powiesić na ścianie

* – jak dla mnie to chybiony pomysł dawać komentarz do filmu przed nim samym, szczególnie tak długi i bijący pokłony przed reżyserem, ale jednocześnie mało konkretny (żeby nie zdradzać fabuły), pokaz przedpremierowy, na sali zero przypadkowych ludzi, a i tak niemal wszyscy pod koniec tego wstępu rozmawiali o czymś innym albo miziali smartfony. Wolałbym taki materiał po seansie i z omówieniem produkcji ze szczegółami i odniesieniem się do fabuły.

-->

Kilka komentarzy do "Parasite (2019)"

  • 17 września 2019 at 16:49
    Permalink

    Strasznie nie lubię recenzji na zasadzie ,,fajny film ale nie ma czym się podniecać, dlaczego wam się to tak podoba? Przestańcie dawać 9/10 to jest maks osiem i pół!!!”

    Reply
    • SithFrog
      17 września 2019 at 16:57
      Permalink

      Szczerze mówiąc, nie lubię takich pisać. Ale poszedłem, dowiedziałem się od Grażyny Torbickiej (a także od jury z Cannes i od całego netu), że zaraz obejrzę ósmy cud świata, a puścili niezły film, do którego już nie wrócę. Dlatego bardziej odniosłem się do peanów, których wszędzie pełno. Sama produkcja jest ok i nic poza tym. Taka na 7 i tak specyficzna, że warto samemu (i samej) zobaczyć, bo może wejdzie i da się 10/10. Nie wiem co innego miałbym napisać o Parasite.

      Reply
  • 18 września 2019 at 10:33
    Permalink

    O, Sith teraz chodzi na przedpremierowe pokazy. Cooool!
    Sam jestem ciekaw, co z tego filmu wyszło Bongowi. Bardzo lubię jego poprzednie filmy, Snowpiercera, Matkę, Zagadkę zbrodni i The Hosta. Świetnie miesza gatunki.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków