Oskarżenie, smutek i cierń – krótki komentarz do zarzutu, iż George R.R. Martin popełnił plagiat

W ostatnich dniach w amerykańskim fandomie Pieśni Lodu i Ognia oraz Gry o tron miało miejsce coś, co trudno racjonalnie wytłumaczyć. Otóż, nie wiedzieć z jakiego powodu, tempem błyskawicy po Reddicie, a zwłaszcza Twitterze, zaczęły się rozprzestrzeniać tezy o tym, że George R.R. Martin popełnił przy tworzeniu swoich powieści plagiat. Według licznie powielanych twierdzeń, jego opowieść to kopia cyklu Pamięć, Smutek i Cierń (Memory, Sorrow and Thorn) autorstwa Tada Williamsa. Podobno PLIO w “90%” składa się z elementów “ukradzionych” od Williamsa.

Czytając wątki poświęcone temu tematowi, można zaobserwować, że propagatorzy teorii o “George’u plagiaciście” zamieszczają zrzuty ekranów z kilku tekstów na Reddicie. Na ogół trudno ustalić, jakie były zamiary ich autorów – wydaje się, że niektórzy z nich stworzyli po prostu listy nawiązań, zapożyczeń i paralel pomiędzy dwoma seriami fantasy. To inne osoby wykorzystały te wyliczenia, by siać zamęt. Są również inne wątki, o tytułach, które mówią same za siebie, jak na przykład: George RR Martin ukradł tę opowieść z Pamięci, Smutku i Ciernia.

Argumenty?

Co do zawartości, niektóre z tych dyskusji rzeczywiście zawierają interesujące spostrzeżenia i paralele, które mogą istnieć w rzeczywistości. Jednak inne zawierają sformułowania wprowadzające w błąd lub po prostu nieprawdziwe. I tak, pewne umieszczone w Pieśni Lodu i Ognia nawiązania do dzieł Williamsa zostają rozdmuchane do niebotycznych rozmiarów i zaprezentowane jako “dowody” plagiatu. Przecież nikt, kto zna powieści Martina, nie powie, że trzecio- albo nawet czwartoplanowe postaci ze Starcia królów, Josua i Elyas Willumowie oraz ich ojciec lord Willum (pojmani podczas bitwy na Czarnym Nurcie stronnicy Stannisa, którzy składają później hołd Joffreyowi) są istotnymi bohaterami cyklu. A w taki właśnie sposób niektórzy próbują to przedstawiać. Każde nawiązanie do twórczości Willuma, każdy hołd dla tego autora staje się teraz poszlaką w “śledztwie” prowadzonym tak, by podeprzeć z góry założoną tezę o plagiacie.

Do granic absurdu, a nawet jeszcze dalej, sięga wiele z takich dowodów. Otóż o plagiacie świadczy jakoby to, że w PLIO pojawia się wątek “walki o tron” pomiędzy braćmi – bez trudu można wymienić wielką liczbę konfliktów historycznych, które przebiegają według tego wzorca. Podobnie przedstawiane są wszelkie motywy, które istnieją w literaturze i kulturze od wieków albo nawet tysiącleci, zaś przez tłum podnoszący wrzawę o plagiacie uznawane są za kolejne dowody, gdy tylko uda się je wytropić, i u Martina, i u Williamsa. Przykładem mogą być tutaj motywy: długiej zimy (Fimbulwinter z mitologii nordyckiej), odcięcie dłoni (m.in. w mitologii skandynawskiej, w opowieści o Tyrze i Fenrirze).

GRRM i Tad Williams w jednym miejscu. I nie rzucili się sobie do gardeł. Dziwne.

Szczególnie naciągane są argumenty o tym, że w obu powieściach pojawiają się rozbudowane opisy strojów, potraw i tym podobnych. Niedorzeczne są także argumenty, które mają uderzać w Martina, a dotyczą podobieństw pomiędzy twórczością Tada Williamsa i… zakończeniem serialu Gra o tron.

Jak już wspomniałem, niezwykle trudno pojąć, jaki sens ma rozprzestrzenianie tego typu oskarżeń, i co mają na celu histeryczne wręcz reakcje, które można zaobserwować na Twitterze. W sprawę angażują się osoby, które przyznają, że nie czytały ani PLIO, ani Pamięci, Smutku i Ciernia. Z dumą przyznają, że nie mają takiego zamiaru. Pojawiają się głosy fanów “zawiedzionych” osobą George’a, którzy żądają zwrotu pieniędzy za zakupione książki, a także nawoływania, by Tad Williams pozwał Martina.

Gdy fani PLIO próbowali wyjaśnić, jak sprawy mają się w rzeczywistości, także w ich stronę posypały się głosy krytyki. Wzywano ich, by przestali “lizać **** GRRM-a”; pytano czy są opłaceni lub po prostu przygłupi; sugerowano, że nie znają się na literaturze i zapewne nie chodzili na uniwersytet, bo inaczej znaliby znacznie słowa plagiat. Padały także inne słowa, których nie warto tu przytaczać, zresztą słyszałem, że gdy na Redditowym sub-forum miłośników Tada Williamsa ktoś zaczął propagować tego typu tezy, moderacja zadziałała sprawnie i zdecydowanie. Wiele komentarzy zniknęło również z Twittera, niewykluczone więc, że przynajmniej części tropicieli “afery Martinowskiej” wrócił rozsądek.

Podłoże awantury

Ujawnione zostały ponadto głębokie podziały w samym fandomie PLIO – pojawiły się oskarżenia o to, że całą awanturę rozpętało środowisko twórców fanfików na bazie twórczości Martina, którzy w ten sposób chcieli się zemścić na pisarzu, który wielokrotnie wypowiadał się przeciwko takiej działalności. Osobiście nie sądzę, by taka teoria była prawdziwa. Inni wskazują na fanów Gry o tron, jednak nie ma tu zgody, czy chodzi o tych rozgoryczonych zakończeniem 8 sezonu, którzy teraz postanowili skierować swój gniew na autora powieści (mówi się zwłaszcza o zwolennikach Daenerys Targaryen); czy raczej o oddanych zwolenników serialowej wersji Westeros, którzy nie przepadają za “książkowymi snobami”, którzy wytykają – trzeba przyznać, że niekiedy zbyt ostro i niesprawiedliwie – błędy twórców serialu (jakoby z tego powodu posypały się gromy pod adresem ASOIAF content creators, czyli bloggerów i innych twórców, którzy wielokrotnie nie szczędzili krytyki 8 sezonowi).

Nie potrafię powiedzieć, jaka jest prawda, podejrzewam jednak, że widzimy tu nie rezultat jakiejś celowej i zaplanowanej akcji, lecz raczej popis bezmyślności w rozpowszechnianiu sensacyjnych, lecz niesprawdzonych wiadomości. To smutne, że tym razem obserwowane tak często w ostatnich czasach zjawisko dotknęło tego fandomu. Pozostaje mieć nadzieję, że dojdzie do opamiętania.

A jaka jest prawda, jeśli chodzi o George’a R.R. Martina i jego inspiracje dziełami Tada Williamsa? GRRM nie raz podkreślał, że sam jest miłośnikiem twórczości tego autora (zob. So Spake Martin z 4 grudnia 1999 roku), a ponieważ wiele mu zawdzięcza, na kartach PLIO można odnaleźć stanowiące hołd nawiązania. Z kolei Williams również zawsze wypowiadał się przyjaźnie o dziełach Martina i jego osobie. Pisarz wspomina o tym m.in. w tym poście:

Gdy kilka dni temu rozpętała się cała plagiatowa awantura, Tad Williams stanął w obronie Martina:

Ludzie w naszym fachu [pisarskim] nie kradną aż tak wiele. Na ogół wydobywamy z tych samych pokładów folkloru i mitu, więc czasem wykorzystujemy te same motywy do różnych celów.

***

Gdybym pozwał George’a, Tolkien, Eddison, TH White i Mervyn Peake wróciliby z zaświatów i pozwali mnie. A Homer i Poeta od Beowulfa utarliby nosa nam wszystkim.

***

[Gdy pewni fani Targaryenów oznajmili, że – skoro GRRM jakoby ukradł Daenerys od Williamsa – przechodzą do MST, czyli Pamięci, Smutku i Ciernia]
Wszyscy Targaryenowie są mile widziani. Zbliżcie się do światła, dzieci!
(A na poważnie, też jestem fanem George’a. Dlaczego wszyscy nie możemy żyć w zgodzie?)

***

George bardzo życzliwie uczynił w swojej opowieści kilka ukłonów do mojej serii, i zawsze bardzo uprzejmie wspominał, że ją lubił i że miała na niego (jakiś) wpływ. Nic nie zostało “ukradzione” (choć wiem, że powiedziałeś to jako żart). Wspaniałe książki George’a to samodzielna rzecz.

***

Obawiam się, że nie wymyśliłem większości z tych rzeczy [motywów, tropów]. Tak jak George, zaczerpnąłem ze wspólnego źródła mitów, ludowych podań i dzieł innych pisarzy.

 

***

Czy głos samego, wydawałoby się, głównego “poszkodowanego” uspokoił ten tłum z metaforycznymi widłami i pochodniami? W pewnej części, owszem. Ale niektórzy nadal upierają się przy swoim, namawiając Williamsa, by nie bał się wystąpić przeciwko Martinowi. Inni sugerują, że został zastraszony przez fanów PLIO…

Rzekoma afera to smutny przykład niezrozumienia czym są literackie aluzje, nawiązania oraz inspiracje, a także, niestety, jawny symptom choroby trawiącej pewne części internetu. Szukanie taniej sensacji, propagowanie nieprawdziwych informacji, brak szacunku dla twórców (którzy – zdaniem niektórych – powinni tylko produkować dzieła jedno za drugim, i najlepiej sprzedawać je za bezcen), oczekiwanie całkowitej oryginalności każdego utworu, brak świadomości istnienia motywów i archetypów… Tak czy inaczej, “afera plagiatowa” pozostaje nauczką na przyszłość.

Pozostaje mieć nadzieję, że z całej tej pożałowania godnej sprawy wyniknie jednak coś dobrego – być może choć część z “oburzonych” osób sięgnie po dzieła Martina albo Williamsa, a fani PLIO zwrócą również uwagę na wybitne pozycje gatunku fantastycznego, jakimi zapewne są książki wchodzące w skład Pamięci, Smutku i Ciernia. Być może powstaną nowe, rzetelne teorie i analizy omawiające faktycznie istniejące paralele, zapożyczenia i podobieństwa – bo takowe bez wątpienia istnieją, a GRRM nigdy nie próbował tego ukryć. Nie można jednak na takiej podstawie opowiadać o “plagiacie” albo “kradzieży”.

To naturalne, że pisarz zapożycza pewne elementy swojego dzieła od innych, a źródłem jego inspiracji są powszechnie znane mity, legendy, opowieści i tym podobne. Jedną z zalet PLIO jest własnie to, jak sprawnie autor z tak różnorodnych elementów tworzy jeden spójny świat, w którym rozgrywa się jego własna historia. Są oczywiście twórcy, którzy posuwają się za daleko, i rzeczywiście można mówić o ich nieuczciwości. Jednak, jak uznał sam autor Pamięci, Smutku i Ciernia, George R.R. Martin nie jest jednym z nich.

Taka przynajmniej jest moja opinia o tych ponurych wydarzeniach. Jeśli czytaliście cykl Tada Williamsa, proszę, podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach.

-->

Bluetiger

Bluetiger jest autorem "The Tolkienic Song of Ice and Fire", cyklu esejów poświęconych wpływowi dzieł J.R.R. Tolkiena na twórczość George’a R.R. Martina. Prowadzi również bloga "The Amber Compendium" ("Bursztynowe Kompendium"). Na FSGK opublikował m.in. serie "Ślady Palców Świtu" i "Eneida Aenara".

Kilka komentarzy do "Oskarżenie, smutek i cierń – krótki komentarz do zarzutu, iż George R.R. Martin popełnił plagiat"

  • 15 sierpnia 2019 at 17:33
    Permalink

    No cóż, w dobie internetu, gdy każdy lamus może za darmo publikować, takie gównoburze zdarzają się i będą się zdarzać. Nic na to nie poradzisz. W czasach papierowych wydawnictw istniała wstępna selekcja i ukazywało się z reguły tylko to, co było godne (zazwyczaj) ukazania się. A przynajmniej to, co miało jakieś szanse, że ktoś zechce za to zapłacić.
    Dziwne, sam uważam się za zwolennika Daenerys i nie rozumiem o co można mieć w związku z tym pretensje do Martina? Jeżeli już, to raczej hejtowałbym dedków. 🙂

    Reply
  • 15 sierpnia 2019 at 20:43
    Permalink

    Dawno temu ludzie w Internecie rozumieli ironię. Gdy pojawił się pokreślony synopsis epiv zamieniony w pierwszy tom hp to reakcją był śmiech. Dzisiaj ktoś wrzuca listę dla beki, a banda baranów bierze to na serio 🙁

    Reply
  • 16 sierpnia 2019 at 01:57
    Permalink

    Trylogią Williamsa jest świetna. I Martin mocno z niej czerpał, to prawda, natomiast oczywiście mówienie o plagiacie to brednie. Jak już pisałem pod innym artykułem Bluetigera, wyszukiwanie nawiązań Martina do Williamsa to świetna zabawa. Bądź, żeby być tu uczciwym – podobieństw, bo przecież Williams też nie tworzył w próżni i jak Bluetiger słusznie zauważył: zarówno Martin jak i Williams korzystali z tych samych motywów, stąd więc podobieństwa. Przykład: zarówno u Martina jak i Williamsa mamy lud koczowniczych jeźdźców. Czy Martin wziął Dothrakow od Williamsa? Wątpliwe – raczej obaj wprowadzili do swoich światów odpowiedników Mongołów. I takich podobieństw, w związku z czerpaniem z tych samych motywów jest sporo. Są też z pewnością zapożyczenia wprost od Williamsa, ale przecież na tym polega literatura. Przyznaję jednak że liczba podobnych motywów jest dość duża, co rzuca się w oczy przy lekturze. Czy to plagiat? Z pewnością nie. Widać natomiast duży wpływ Williamsa na Martina, widać, że jego trylogia rzeczywiście musiała zrobić na nim wrażenie. Czytając Williamsa (długi czas po przeczytaniu Pieśni) miałem często wrażenie, że pomysły i motywy, które wprowadził, Martin przerobił i rozwinął o wiele bardziej interesująco, niż uczyniono to w trylogii. Zastanawiam się, czy gdyby kolejność czytania była odwrotna, miałbym podobne wrażenie. W mojej ocenie Piesn jest książką lepszą, pełniejszą. Z pewnością zagadki, które poukrywał Martin są znacznie trudniejsze do rozwiązania niż te Williamsa. Łączy ich natomiast zamiłowanie do niejednoznacznych bohaterów oraz kreślenie fenomenalnego, mrocznego nastroju ich powieści. Co do najbardziej rzucających się w oczy podobieństw: mamy tajemniczą rasę na mroźnej północy, białe i czarne miecze, czerwonego kapłana, charakterystyczny tron, hełm w kształcie psiego pyska, długą zimę. Ponadto czytając można dostrzec, że kilka postaci zainspirowało Martina do stworzenia własnych bohaterów. Powtarzam – książka jest naprawdę wartościowa, ale nawet jeśli nie lubicie fantasy i z tego gatunku uznajecie jedynie Pieśń, trylogia Williamsa zapewni interesujący materiał odnośnie inspiracji Martina.

    Reply
    • 16 sierpnia 2019 at 14:42
      Permalink

      Chyba sam sięgnę po “Pamięć, Smutek i Cierń”, ale niestety, chyba nie nastąpi to zbyt szybko, bo lista książek które zamierzam przeczytać i tak jest już długa.

      Reply
      • 16 sierpnia 2019 at 14:49
        Permalink

        Sięgnij, sięgnij! To naprawdę świetny kawałek baśniowego fantasy. Jeden z tych rodzajów gdzie po przeczytaniu czuję się po prostu satysfakcję, bo to takie przyjemne. Jak jedzenie lodów 😍

        Reply
    • 16 sierpnia 2019 at 14:45
      Permalink

      This. To moje odczucia. Serio widać podczas czytania Williamsa, że się Martin inspirował, ale chyba Ci wariaci nigdy plagiatu nie widzieli xD

      Reply
  • 16 sierpnia 2019 at 10:33
    Permalink

    Ja trylogię Williamsa czytałam sporo lat temu i szczegółów już nie pamiętam. Natomiast pamiętam wrażenie, że to powieść napisana według jakiegoś “podręcznika pisania powieści fantasy”, jakby ktoś te znane motywy układał w określony sposób, bo tak trzeba, żeby zaciekawić czytelnika. Jakoś w moim przypadku to średnio zadziałało i dziwiło mnie, że osoba, która mi tą pozycję poleciła, jest nią tak zachwycona. Martina czytałam dużo później, jako (pochlebiam sobie zapewne 😉 ) bardziej wyrobiony czytelnik, a jednak tu była ta “magią”, a nie tylko technika pisarska.

    Reply
  • 16 sierpnia 2019 at 13:33
    Permalink

    Ja Williamsa czytałem ponad 15 lat temu i bardzo mi się te książki podobały (szczególnie dwa pierwsze tomy). Tym co robilo na mnie największe wrażenie była chyba konstrukcja świata, zróżnicowane kultury mieszkańców osten ard i ciężki klimat nadchodzącej zagłady.

    Dlatego też absolutnie nie dziwię się ludziom, że zauważają to co i ja początkowo uznałem za plagiat. Oczywiście nie można powiedzieć, że Westeros jest 1 do 1 odwzorowaniem Osten ard (nawet nazwa podobna wschód vs zachód 🙂 ), ale to jak mocno idą te podobieństwa jest uderzające! Rody i ludy, kultura, historia, legendy, zagrożenie z północy, norni vs inni, dzieci lasu itd itp. Jeśli ktos usiłuje nam wmówić że Martin wziął tyle z Tolkiena co z Williamsa to chyba nie wie o czym mówi, albo ma złą wolę 🙂

    Dziś nie uważam tego za plagiat, historię obu sag są bardzo różne, ale jednak inspiracja jest bardzo mocna i polecam wszystkim żeby przekonali się sami.

    I zdecydowanie uważam że Martin swoich Dothrakow wzorowal na Thirtingach, a nie na Mongolach 😛

    Reply
    • 16 sierpnia 2019 at 14:22
      Permalink

      “Jeśli ktos usiłuje nam wmówić że Martin wziął tyle z Tolkiena co z Williamsa to chyba nie wie o czym mówi, albo ma złą wolę 🙂”

      Tak się składa, że od dawna o tym piszę i wydaje mi się, że GRRM celowo nie czerpał aż tak wiele od Tolkiena bo:
      a) w tamtych czasach powstawało mnóstwo oczywistych “podróbek” dzieł Tolkiena, a GRRM chciał być inny
      b) GRRM w wielu kwestiach nie zgadza się z Tolkienem
      c) pod względem światopoglądowym GRRM-owi bliżej do Williamsa
      d) GRRM szanuje Tolkiena tak bardzo, że nie chciał “deptać mu po piętach”, a z Williamsem zna się osobiście i wymiana pomysłów jest bardziej luźna
      e) GRRM pisze w jednym z wywiadów, że po lekturze Tolkiena nie przypadały mu do gustu inne książki fantasy, bo ich autorzy czerpali prawie wszystko od Tolkiena, ale nie mieli ani jego talentu, ani wiedzy i rezultaty były marne. Na pewien czas przestał czytać współczesną fantastykę. Dopiero czytając “Smoczy tron” Williamsa zrozumiał, że w tym gatunku dobry pisarz może jeszcze wiele osiągnąć.
      f) nawiązania do Tolkiena są lepiej ukryte (być może celowo, bo GRRM chciał się wyróżniać), a bardzo często jest tak, że GRRM nawiązuje do tego samego mitu albo motywu co Tolkien, ale ponieważ ma inne zdanie niż Tolkien na temat np. “problemu zła”, wykorzystuje ten sam element w zupełnie inny sposób, i trudno potem to zauważyć (np. Zimnoręki jako “odwrócony” Tom Bombadil) – gdy GRRM czerpał z dzieł Williamsa, nie zadawał sobie aż tyle trudu.
      g) również Williams czerpał wiele od Tolkiena, o czym często wspomina w różnych wypowiedziach, więc czasem mogło być tak, że GRRM nie nawiązywał do czegoś u Tolkiena bezpośrednio, tylko za pośrednictwem Williamsa
      h) sprawę dodatkowo komplikuje to, że wszystko trzej pisarze – Tolkien, Williams i GRRM – często czerpią inspirację z tych samych źródeł (mitologia nordycka, Beowulf, folklor anglosaski), i czasem po prostu nie da się powiedzieć czy GRRM wziął coś bezpośrednio z jakiegoś mitu, czy z tego w jaki sposób Tolkien wykorzystał ten mit, czy raczej z tego jak Williams wykorzystał opartą na micie opowieść Tolkiena…
      Możliwe są takie opcje (na przykładzie “Beowulfa”)

      1. Beowulf –> GRRM
      2. Beowulf –> Tolkien –> GRRM
      3. Beowulf –> Tolkien –> Williams –> GRRM
      4. Beowulf –> Williams –> GRRM

      Konia z rzędem temu, kto powie jaką drogą dany element trafił do “Pieśni Lodu i Ognia”…

      A gdy weźmiemy pod uwagę, że GRRM i Williams czerpali także od ogromnej liczby innych autorów, którzy też mogli czerpać od Tolkiena albo bezpośrednio ze źródeł Tolkiena… cóż, łatwo można się zgodzić z Grekami, że na początku był Chaos…

      Nie zmienia to faktu, że GRRM zawdzięcza BARDZO wiele Tolkienowi. Sam napisałem na ten temat wiele esejów, które mają łącznie ponad 100 000 słów, a z całą pewnością można o tym jeszcze bardzo wiele powiedzieć.

      Reply
  • 16 sierpnia 2019 at 19:56
    Permalink

    Pisałem już kiedyś, powieść Williamsa to kawał dobrej fantasy. Napisanej z werwą, przemyślanej i wciągającej. Ale nie jest to rzecz przesadnie oryginalna. Wręcz przeciwnie, trzyma się dość mocno konwencji i rzadko dorzuca coś więcej. Martin na pewno Williamsa czytał i parę motywów zapożyczył, rozwinął, przetworzył. Zresztą nigdy się nie krył z sympatią do “PSC” i zarzucanie plagiatu wydaje się kompletnym absurdem. Warto PSC przeczytać, potem odnaleźć parę znajomych pomysłów u Martina ale bez przesady.
    Nawiasem mówiąc, może przydałby się w ogóle jakiś artykuł o PSC? Może skusiłbym się na ponowne przeczytanie (mam na półce przy łóżku na wysokości niemal wzroku), choć zajmie to sporo czasu ze względu na rozmiary powieści.

    Reply
  • 16 sierpnia 2019 at 23:51
    Permalink

    Cała ta sytuacja zachęciła mnie do przeczytania teylogii Williamsa(tzn wpisałam na listę). Bo ja z tych co wolą sf a z fantazy lubię tylko PLiO. A że sama piszę (tylko dla siebie i moich synów) to nawet fajnie, że na przykładzię widzę różnicę między i inspiracją a plagiatem 😉 -:D

    Reply
    • 17 sierpnia 2019 at 08:09
      Permalink

      (Szkoda, że nie można edytować literówek)

      Reply
  • 26 sierpnia 2019 at 00:03
    Permalink

    A czy paralela to dowód na plagiat?
    Ja bym powiedział że to może być jak zbieżność myśli. A swoją drogą z ciekawości sięgnę po tego Wiliamsa żeby zobaczyć zy nasz “Rychu” tylko spokiowal czy poprawił coś.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków