The Boys (sezon 1)

Pełne zaskoczenie. Tak tylko mogę podsumować wrażenia po obejrzeniu pierwszego odcinka The Boys. Zachwalało mi go kilku znajomych, więc – choć nie znałem komiksu, na którym serial jest wzorowany – postanowiłem dać mu szansę. Po obejrzeniu pierwszego epizodu natychmiast sięgnąłem po następne. Było warto.

Pomysł – wbrew pozorom – nie jest aż tak oryginalny i przełomowy, jak niektórzy twierdzą. Mieliśmy wcześniej do czynienia z dekonstrukcjami mitu superbohaterskiego. Najczęściej były to próby nieudane, ale zdarzały się również arcydzieła – wymienić tu wypada przede wszystkim stworzony przez Franka Millera Powrót Mrocznego Rycerza oraz Watchmen Alana Moore’a. Serial The Boys próbuje momentami uderzać w podobne nuty i tony. Nie ma wprawdzie głębi psychologicznej komiksu Millera, ani nie dokonuje rozkładu archetypów jak dzieło Moore’a, ale oferuje własne, czasem błyskotliwe, a na pewno bardzo cyniczne spojrzenie na wizerunek superbohatera.

Królowa Maeve i Homelander, czyli serialowi odpowiednicy Wonder Woman i Supermana.

Wyobraźcie sobie świat, w którym żyją istoty obdarzone supermocami. Pamiętajcie jednak, że to nasz świat. Rok 2019, czas mediów społecznościowych, PR-owskich manipulacji i ubóstwiania celebrytów. Jak ów świat by wyglądał? Serial The Boys stawia tezę dość oryginalną, choć zaskakująco wiarygodną. Otóż byłby to świat, w którym superbohaterowie cieszyliby się popularnością największych gwiazd sportu i show-businessu. Ich umiejętności obdarzałyby ich zaufaniem społecznym porównywalnym z tym, jakim cieszą się policjanci, żołnierze czy strażacy. Przenosząc się z miejsca na miejsce de facto uczestniczyliby w rywalizacji politycznej. A dzięki możliwości kapitalizacji swych działań (czy to poprzez znaki towarowe czy udzielanie wsparcia politycznego), superbohaterowie mieliby za sobą wsparcie jednej z największych korporacji.

Tyle tylko, że z każdym z tych elementów wiąże się pokusa. A superbohaterowie – mimo wszystko – są tylko ludźmi. Ich moce gwarantują im bezkarność. Sława megacelebrytów i ikon – wiarę społeczeństwa, że nie mogą zbłądzić. Status nieformalnych służb mundurowych zachęca do nadużywania władzy. Wielkie pieniądze skłaniają do przedkładania nad wszystko własnego interesu. Nawet człowiek z solidnym kompasem moralnym mógłby się zagubić, uwieść magii władzy, seksu, nietykalności. A superbohaterowie rzadko taki kompas mają. Wielu z nich to po prostu dupki, hipokryci, dewianci albo wręcz socjopaci.

Hughie, Butcher i Frenchie.

Ale na szczęście ktoś ich obserwuje. Ktoś chce zostać biczem na superbohaterów. Hughie Campbell (w tej roli Jack Quaid) stracił swoją ukochaną. Na jego oczach została rozerwana na strzępy przez jednego z superbohaterów – superszybkiego A-Train. Hugh na własnej skórze doświadcza medialnego spinu wokół tego wypadku, a kiedy odmawia przyjęcia zadośćuczynienia w postaci 40 tysięcy dolarów, odwiedza go tajemniczy Billy Butcher (fenomenalny Karl Urban). Mężczyzna pokazuje mu prawdziwą głębię zdeprawowania superbohaterów. I proponuje, by rzucić im wyzwanie. To jeden z dwóch głównych wątków serialu. Drugim jest historia Annie January, pseudonim Starlight (Erin Moriarty), młodej i idealistycznej superbohaterki, która zostaje zrekrutowana do grupy Siedmiu – odpowiednika Ligi Sprawiedliwości. Dziewczyna szybko odkryje prawdziwe oblicze swoich niedawnych idoli.

Pomysł na serial (a wcześniej komiks) jest wprost genialny. A jego egzekucja… jest zaskakująco dobra. Aktorsko rzecz wygląda naprawdę przyzwoicie, choć show kradnie przede wszystkim Karl Urban w roli bezwzględnego i szalonego Butchera. Wiem, że fani komiksu narzekali trochę na Jacka Quaida wcielającego się w Hugh Campbella, choć naprawdę nie mogę się za bardzo na ten temat wypowiadać, jako że nie znam oryginału. Słyszałem tylko, że w zamyśle twórców komiksu, bohater ten miał bardziej przypominać Simona Pegga (który – nawiasem mówiąc – gra ojca Hugh). Natomiast gdybym miał się czepiać castingu, to pewnie powiedziałbym, że nie trafiono z Erin Moriarty jako Starlight. Aktorka jest wprawdzie młodą (25 lat) i atrakcyjną blondynką, ale ma w sobie coś dziwnie dojrzałego, co trochę nie współgra z obrazem naiwnej nastolatki.

Starlight, najnowszy nabytek najpopularniejszej na świecie grupy superbohaterów.

Nawet najmniejszych zastrzeżeń nie można mieć za to do jakości produkcji. The Boys wygląda nie gorzej niż niektóre produkcje kinowe, a na pewno bije na głowę – pod względem jakości zdjęć, efektów specjalnych, scenografii czy chociażby doborem ścieżki dźwiękowej – większość produkcji telewizyjnych. A co chyba najważniejsze – fabuła jest poprowadzona dość zręcznie. Owszem, zdarza się od czasu do czasu jakiś zgrzyt czy lekka dłużyzna, ale przez większą część ośmiu odcinków serial będzie trzymał w napięciu. Dla porządku dodam jednak, że z tym napięciem wiąże się też ogromna dawka przemocy – fizycznej, psychologicznej, jak i seksualnej. To zdecydowanie nie jest serial przeznaczony dla młodego widza, a nie wątpię, że również niektórzy bardziej dojrzali mogą uznać, że to nie do końca trafia w ich gusta. Ale jeśli macie silne żołądki, to na pewno nie pożałujecie czasu spędzonego z The Boys.

Na miejscu HBO zacząłbym się martwić. Niedługo swą premierę będzie miał serial Watchmen, będący kontynuacją fabuły z komiksu Alana Moore’a. Nie wierzę, aby serial mógł udźwignąć wszystkie motywy i tematy poruszone w oryginalnym arcydziele. Ale byłem przekonany, że mógłby stać się ciekawą, nowoczesną i inteligentną analizą zmian w relacjach społecznych wywołanych przez superbohaterów. Tyle tylko, że The Boys już tego dokonali. I trudno będzie uciec od porównań z produkcją Amazonu.

 

-->

Kilka komentarzy do "The Boys (sezon 1)"

  • 31 lipca 2019 at 13:01
    Permalink

    Byłem ogromnie zaskoczony kiedy okazało się, że aktor grający w Thor: Ragnarok – jest tym samym aktorem, który lata temu zagrał wybitną rolę Eomera, nie wiem, czy po Władcy Pierścieni miał jakąś przerwę czy występował w jakiś niszowych produkcjach, ale ostatnio jest go w telewizji coraz więcej.

    Reply
    • 31 lipca 2019 at 13:11
      Permalink

      Grał McCoya w trzech nowych Star Trekach J.J. Abramsa (w reboocie z 2009, Star Trek: Into Darkness z 2013 i w Star Trek Beyond z 2016).

      Reply
    • 31 lipca 2019 at 13:20
      Permalink

      W międzyczasie miał świetną rolę w “Dreddzie” z 2012, grał też w nowych Star Trekach i w Riddicku. Ale też parę niezbyt trafionych filmów.

      Reply
      • 31 lipca 2019 at 15:02
        Permalink

        Nie oglądam science fiction, a w dreddzie to chyba nie widać jego twarzy, nie wiem bo widziałem tylko trailery, Post-apo to też jakoś specjalnie nie jest mój gust.

        Reply
  • 31 lipca 2019 at 13:19
    Permalink

    Daelu, nie wiem czy mi umknelo, ale… recenzowales Doom Patrol? Jestem tym serialem urzeczony.

    Reply
    • DaeL
      31 lipca 2019 at 13:30
      Permalink

      Jeszcze nie. Ale słyszałem wiele dobrego, więc pewnie prędzej czy później się z nim zapoznam.

      Reply
      • 3 sierpnia 2019 at 20:15
        Permalink

        A komiks wart przeczytania?

        Reply
  • 31 lipca 2019 at 13:42
    Permalink

    brzmi ciekawie, moze sie skusze

    Reply
  • 31 lipca 2019 at 15:08
    Permalink

    Co do seriali to mam dwa pytanie czy warto oglądnąć “Dom z Papieru” i “1983” co do tego pierwszego to w internecie krążą głosy że jest dobry, co do drugiego… często filmy i seriale produkcji polskiej są słabo oceniane tylko ze względu na to, że są “polskie”, ale równie często sa poprostu zrobione bardzo słabo. Patrz – Nielegalni (słabe światło, gra aktorska bardzo przeciętna, polscy aktorzy fatalnie grają po angielsku jakoś tak sztucznie).

    Reply
    • 31 lipca 2019 at 15:27
      Permalink

      “Dom z papieru” to emocjonujący europejski serial sensacyjny, chociaż bez większych ambicji. Mam wrażenie, że lekko przehajpowany obecnie, ale na pewno bardzo przyjemny i jesli Cię interesuje to daj szansę.

      “1983” można sobie odpuscic, najlepszy z tego serialu jest niestety pomysł na niego.

      Reply
    • 31 lipca 2019 at 15:28
      Permalink

      co do “1983” to nie warto, słabiutkie. z tych przehajpowanych polskich seriali z tamtego roku warto zobaczyć tylko “Ślepnąc od świateł”, ale i to dopiero jak zabraknie już lepszych seriali z reszty świata, a o to raczej ciężko 😉

      Reply
    • 31 lipca 2019 at 21:48
      Permalink

      Dom z Papieru to serialowy odpowiednik Szybkich i Wściekłych, tylko że w wersji bieda, bo to jednak serial a nie film kinowy. Ogólnie nie polecam, choć patrząc po ocenach większości, gdy ma się w nosie brak logiki, schematy każdego odcinka jak w Power Rangersach i tego typu rzeczy, to pewnie sie może podobać.

      Reply
  • 31 lipca 2019 at 21:27
    Permalink

    “Dom z Papieru” jest swietny. Trzyma w napieciu. Moja zona ogladala z zapartym tchem a to juz cos znaczy bo ona kina akcji nie lubi. “1983” nie ogladalem i ogladac nie zamierzam po przeczytaniu opinii. Daelu, Blue, Sith, musicie nadrobic zaleglosci i obejrzec “Doom Patrol” na HBO. Magda Gessler i ja POLECAMY😀

    Reply
  • 1 sierpnia 2019 at 18:37
    Permalink

    obejrzane. bardzo dobry serial. polecam, kłantalupa.

    Reply
  • 3 sierpnia 2019 at 14:10
    Permalink

    Zdecydowałam się oglądać ten serial ze względu na aktora który tam gra Antony Starr który grał w serialu Banshee, rewelacyjnie tam zagrał. W The Boys jest go mniej ale też bardzo fajnie gra. Jak na razie obejrzałam 4 odcinki i serial jest dość fajny, trochę dziwny ale idzie się przyzwyczaić. Ogólnie jak ktoś lubi seriale o super bohaterach(którzy akurat w tym serialu nie są tacy super) z dziwną, trochę przegiętą fabułą to jest to serial dla niego.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków