Dragged Across Concrete (2018)

O tym, że należy bacznie przyglądać się poczynaniom Craiga Zahlera, pisał już Pquelim w recenzji znakomitego Bloku 99. To w tej chwili jeden z najoryginalniejszych i najbardziej dojrzałych twórców, którzy poruszają się gdzieś po orbicie mainstreamu i przy okazji w pełni kontrolują proces powstawania swoich filmów. Po dobrym i intrygującym Bone Tomahawk oraz wspomnianej więziennej petardzie sprzed dwóch lat, przyszedł czas na trzecie dzieło Kanadyjczyka. Trzecie w kategorii filmowej, bo Zahler ma na koncie również kilka powieści, gra na bębnach w dwóch kapelach, sam też pisze scenariusze i muzykę do swoich produkcji. Prawdziwy człowiek renesansu.

Dragged Across Concrete to trzy przeplatające się historie, które w pewnym momencie łączą się w jedną, co prowadzi do nieuniknionej i poważnej w skutki konfrontacji. Bohaterami pierwszej są dwaj policjanci grani przez Mela Gibsona i Vince’a Vaughna. Z powodu nadużywania przemocy w czasie zatrzymania oraz rasistowskich zachowań, zostają zawieszeni w czynnościach służbowych. W czasie przymusowego bezpłatnego urlopu postanawiają podreperować swoją sytuację materialną i obrobić pewnego bandytę. Wątek drugi skupia się na postaci czarnoskórego Henry’ego Johnsa, który po wyjściu z więzienia, chcąc zapewnić opiekę kalekiemu bratu i prostytuującej się matce, decyduje się wziąć udział w pewnej nielegalnej robocie. I jest wreszcie epizod trzeci, którego głównym bohaterem jest tajemniczy zamaskowany człowiek, będący bardzo na bakier z prawem. Nietrudno się domyślić, że w pewnym momencie wszyscy bohaterowie spotkają się w jednym miejscu, a ich konfrontacja, jak to u Zahlera, będzie niezwykle krwawa i brutalna.

Vince Vaughn i Mel Gibson to bardzo zgrany duet, który umiejętnie unika odgrywania klisz z policyjnych buddy-movies.

Zanim jednak do niej dojdzie, czeka nas jakieś półtorej godziny podglądania ludzi w samochodach. Nie radzę nastawiać się na szybką akcję, chociaż to film o policjantach i złodziejach. Nie ma co oczekiwać wyjątkowo błyskotliwych dialogów. Ot zwykłe rozmowy między kolegami z pracy, albo członkami rodziny. W sumie banał, ale nie powodujący znużenia. Zahler ma talent do tworzenia napięcia w pozornie nic nie znaczących scenach i pokazywania zwyczajnych sytuacji w sposób absorbujący widza. Jest w jego postaciach dużo autentyzmu, a żadna z nich nie jest przejaskrawiona ani na siłę udziwniona. To ludzie z krwi i kości, którzy mają wady i zalety oraz zwyczajne problemy i poglądy na życie. Świetnie w takich rolach odnalazła się cała trójka głównych bohaterów. Zmarnowany życiem Gibson z wąsem pod nosem gra oszczędnie jak rzadko kiedy. Wygląda jak Martin Riggs z Zabójczej Broni 30 lat później – zmęczony i doświadczony, ale nie zrezygnowany. Brawa dla aktora, że nie przekombinował i nie próbował zagrać więcej niż trzeba. Podobnie Vaughn i Tory Kittles, prowadzeni pewną ręką reżysera, wykonali swoją pracę więcej niż poprawnie.

Podczas pierwszych pokazów festiwalowych film wywołał w niektórych widzach duże oburzenie. No bo jak to tak pokazywać czarnoskórych jako przestępców, a białych rasistowskich policjantów, którzy tych czarnych gnębią, kreować na głównych bohaterów? Toż to niepoprawne politycznie w niespotykanym stopniu. No więc po pierwsze postacie wcale nie są pokazane tak sztampowo, jakby się wydawało, po drugie nikt nikogo nie wybiela i wreszcie po trzecie nikt nikomu nie próbuje wciskać żadnej ideologii. Zahler zamiast tego nakreśla raczej problemy, które trapią amerykańskie społeczeństwo, przede wszystkim bezduszny kapitalizm, brutalność policji oraz konflikty na tle rasowym i umieszcza je w pewnym szerszym kontekście. Pokazuje różne przyczyny problemów, ale nie daje żadnych odpowiedzi i chwała mu za to. Zamiast tego tworzy surowy, mocno depresyjny klimat, a do tego personifikuje zło w typowy dla siebie sposób – tworząc postać zamaskowanego brutala z pistoletem maszynowym, z którym przyjdzie zmierzyć się bohaterom. I z góry wiadomo, że wszyscy nie wyjdą żywi z tej potyczki. O ile Bone Tomahawk był w pewnym sensie dekonstrukcją westernu, Blok 99 pulpową wersją kina zemsty, tak Dragged Across Concrete można nazwać dekonstrukcją filmów o policjantach i złodziejach. Tu granice między dobrymi i złymi ludźmi są bardzo niewyraźne, a często różnią ich tylko motywy, które nimi kierują, nie zaś metody działania. Tu życie równo karze wszystkich, niezależnie od przekonań.

Czarnoskóry typ spod ciemnej gwiazdy? Żadna duża wytwórnia by się na coś takiego nie odważyła.

Z pewnością Dragged Across Concrete nie jest filmem łatwym w odbiorze. Bardzo wolne tempo, nawet w czasie tych bardziej dynamicznych momentów, nie każdemu przypadnie do gustu, a już na pewno nie miłośnikom filmów akcji i wybuchów. Tu pościg trwa kilka filmowych godzin i odbywa się zgodnie z przepisami ruchu drogowego, a mimo to potrafi trzymać w napięciu. Nie ma tu efektownych scen, podczas których bohaterowie tłumaczą krok po kroku swój plan, żeby przypadkiem widz się gdzieś po drodze nie zgubił. Wszystkiego trzeba się domyślić z fragmentów rozmów. Nie obędzie się również bez zdrowej dawki brutalnej, kampowej przemocy. Nie jest tak krwawo, jak w dwóch poprzednich filmach reżysera, ale fragmenty ciał latają w powietrzu, a scena wydobywania klucza pewnie niejednego widza przyprawi o mdłości. Wszystko to składa się na obraz konsekwentnie konstruowanego stylu Zahlera, który delikatnie ewoluuje, ale będzie rozpoznawalny od pierwszych minut dla każdego, kto zetknął się z jego poprzednimi filmami.

Można było na pewno uszczknąć nieco z ponad dwóch i pół godziny gotowego materiału. Cały wątek postaci granej przez Jennifer Carpenter wydaje się zbędny. Podobnie parę przydługich momentów, kiedy naprawdę nic się nie dzieje. Zdziwiło mnie także kilka nieudolnie zrobionych cięć montażowych, w wyniku których pomiędzy sąsiadującymi ujęciami wyraźnie widać różne ustawienie postaci. Nie psują one jednak zbyt mocno ogólnego wrażenia. W zasadzie współgrają z szorstkością i ponurym nastrojem, jaki panuje przez większość seansu.

Sceny akcji swoją surowością nawiązują trochę do Gorączki Michaela Manna.

Trzeci film Craiga Zahlera to trzeci strzał w “sedno tarczy”. Podziwiam konsekwencję tego człowieka i dokładnie sprecyzowany plan, na podstawie którego tworzy swoje produkcje:

“I said this before Bone Tomahawk came out. Of the people who want to see a movie called Bone Tomahawk, 60% will like it, 20% will think it’s disgusting and offensive, and 20% will think it’s boring, and those stats hold with all of my movies. I take my time, there’s stuff that will trigger certain people and that’s fine, these are the pieces I want to make.”

“Mówiłem o tym przed premierą Bone Tomahawk. Spośród wszystkich ludzi, którzy zechcą obejrzeć ten film, 60% z nich się on spodoba, 20% stwierdzi, że jest obrzydliwy i poczują się urażeni, a dla 20% będzie nudny. To samo dotyczy wszystkich moich filmów. Nigdzie mi się nie spieszy. Są tematy, które poruszą czułą strunę u niektórych ludzi i o to właśnie chodzi. Takie filmy chcę tworzyć.”

Realizacyjnie blisko mu do Bloku 99, pod względem tempa i ciężaru raczej do Bone Tomahawk. Efekt finalny jest zaś bardzo zadowalający, przynajmniej dla pewnej konkretnej grupy widzów, której podobały się wspomniane filmy. To mocne, fatalistyczne, “męskie” kino, gdzie twardzi faceci biorą się z życiem za bary i idą po trupach do celu. Nakręcone bardzo niespiesznie, okraszone oryginalną muzyką, która pojawia się tylko “wewnątrz” filmu, nie z offu i przemyślane od początku do końca. Nawet trailer został celowo zmontowany tak, żeby niczego istotnego nie zdradzić i podsunąć widzowi kilka fałszywych tropów. Jeśli macie wolny wieczór i odpowiedni nastrój, polecam zmierzyć się z Dragged Across Concrete. Choćby po to, żeby w końcu zobaczyć Mela Gibsona, na jakiego zasługujemy.

-->

Kilka komentarzy do "Dragged Across Concrete (2018)"

  • 24 kwietnia 2019 at 12:11
    Permalink

    Wielki rezyser i wspanialy film (dla mnie 9, praktycznie bez wad, jedynie lekko wydluzony wstep troche nuzacy) ale gdzie jest Pquelim zeby go zrecenzowac? Z cala sympatia dla Crowleya (recenzja swietna i niepierwsza), brakuje mi wiodacego pisarza-eseisty dworu fsgk 🙂

    Reply
    • 24 kwietnia 2019 at 19:36
      Permalink

      O ile się nie mylę, jedynie Amazon.

      Reply
  • 24 kwietnia 2019 at 23:25
    Permalink

    Oj lubi się Zahlera na fsgk.

    Proszę o pisanie cytatów po Polsku. Nie każdy musi na tyle dobrze znać angielski.

    Reply
  • 25 kwietnia 2019 at 12:20
    Permalink

    Bardzo dobry film. Właściwie trudno byłoby mi określić który z trzech jego filmów najbardziej mi przypadł do gustu, wszystkie mają bardzo wyrównany poziom. W Dragged Across Concrete odrobinę zawiodła mnie końcówka, była zbyt jasna, wolałbym więcej goryczy, ale poza tym wszystko było na swoim miejscu. Bardzo lubię powolny rytm jego filmów, to miła odmiana po wszystkich tych filmach gdzie akcja zasuwa w tempie odrzutowca. Mam wrażenie, że Zahler zna i lubi prozę Cormaca McCarthy’ego (to także jeden z moich ulubieńców), bo czuje się w jego filmach atmosferę tego pisarza.

    Reply
  • 25 kwietnia 2019 at 23:59
    Permalink

    rzeczywiscie dobry film, nawet bardzo, ale do obejrzenia na jeden raz. wiedzac juz co sie wydarzy w filmie, raczej ciezko byloby obejrzec drugi raz i sie nie nudzic ;p jakos bardziej przypadly mi do gustu pozostale filmy zahlera.
    jak dla mnie:
    1. bone tomahawk
    2. blok 99
    3. DAC
    ofc nie to, zeby rezyser sie staczal i robil coraz gorsze filmy, wszystkie są na porownywalnym poziomie i są swietne, no ale w tej kolejnosci bym je ulozyl od najlepszego do najmniej dobrego 😀

    Reply
  • 28 kwietnia 2019 at 15:46
    Permalink

    Czarnoskóry typ spod ciemnej gwiazdy?
    RASIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIZM

    Reply
    • 30 kwietnia 2019 at 00:13
      Permalink

      przeciez koniec koncow to byl pozytywny bohater xd

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków