Książki

Wola wielu (James Islington)

Wola wielu Jamesa Islingtona to książka, która szybko zyskała opinię jednej z najciekawszych premier fantasy ostatnich lat, zbierając wysokie oceny wśród czytelników i recenzentów i bywając porównywana do najgłośniejszych tytułów gatunku. A jednak im większy zachwyt zbiorowy, tym jaśniej zapala się moja wewnętrzna lampka ostrzegawcza. Na szczęście nikt nie napisał na okładce, że to “bestseller New York Timesa”, ale i tak zasiadałem do lektury bez większych oczekiwa. Bo choć Islington stworzył powieść bezsprzecznie wciągającą i pełną rozmachu, nie wszystkie jej elementy wytrzymują ciężar hype’u.

Najmocniejszym atutem „Woli wielu” jest bez wątpienia świat przedstawiony. Autor osadza akcję w rzeczywistości inspirowanej antycznym Rzymem: z senatorami, rozbudowaną strukturą władzy, kultem hierarchii i bezwzględną logiką imperium. Nazewnictwo, tytulatura oraz społeczny podział na klasy – od najniższych, niemal niewolniczych warstw po uprzywilejowane elity – budują sugestywną scenerię, która nadaje opowieści pseudohistoryczny charakter. To jednak nie rekonstrukcja, lecz twórcza reinterpretacja, ponieważ rzymską formę wypełnia oryginalna treść: tajemnica upadłej cywilizacji, która poprzedzała obecną oraz system magiczny oparty na „Woli”.

„Wola”, zapisywana konsekwentnie wielką literą, jest siłą drzemiącą w każdym człowieku. W świecie Islingtona można ją przekazywać wyżej postawionym jednostkom, które dzięki temu zyskują ponadnaturalne zdolności. Najniżsi w hierarchii bywają wręcz permanentnie jej pozbawiani, stając się żywymi rezerwuarami energii dla możnych. Ten pomysł, przywodzący momentami na myśl Moc z Gwiezdnych wojen, stanowi fundament całej konstrukcji fabularnej i ideowej. Bo „Wola wielu” to nie tylko opowieść o spisku czy rywalizacji, lecz także o współodpowiedzialności. Autor stawia pytanie: czy ci, którzy dobrowolnie oddają swoją Wolę w zamian za bezpieczeństwo i względny dobrobyt, nie są pośrednio winni zbrodni popełnianych przez elitę? Czy milcząca zgoda nie jest formą współudziału?

Szkoda, że te wątki, najbardziej nośne i oryginalne, nie zawsze pozostają w centrum narracji. Fabuła koncentruje się bowiem na losach Visa – młodego mężczyzny o skomplikowanej przeszłości, który pod przybraną tożsamością trafia do elitarnej akademii szkolącej przyszłych liderów imperium. To tutaj powieść wchodzi na teren dobrze znany czytelnikom współczesnej fantastyki. Zamknięta szkoła dla wybitnie uzdolnionej młodzieży przywodzi na myśl Harry’ego Pottera, choć ton jest zdecydowanie poważniejszy i bardziej polityczny. Z kolei rywalizacja między studentami, momentami przybierająca formę brutalnych, niemal śmiertelnych prób, budzi oczywiste skojarzenia z Igrzyskami śmierci i Więźniem labiryntu. Różnica polega na tym, że Islington nie gra kartą młodzieżowej przygodowości ani dystopijnego manifestu. Jego opowieść jest bardziej stonowana, osadzona w realiach politycznej intrygi i systemowej przemocy.

Akcja toczy się wartko. To jedna z tych książek, w których, mimo pokaźnej objętości, strony przewraca się niemal bezwiednie. Każdy rozdział kończy się w momencie podtrzymującym napięcie. Pojawiają się tajemnice z przeszłości, ukryte tożsamości, podwójne gry i nieoczekiwane zwroty akcji. Trzeba przyznać, że kilka z nich jest rzeczywiście zaskakujących i skutecznie podważa wcześniejsze założenia czytelnika. Finał zaś diametralnie zmienia perspektywę i pozostawia odbiorcę z poczuciem, że oto dopiero otwierają się właściwe drzwi do tej historii. Podbudowa pod drugi tom, który lada dzień ukaże się w Polsce, jest wyraźna i intrygująca.

A jednak dynamika, która dla wielu czytelników stanowi największą zaletę powieści, bywa też jej słabością. Konstrukcja fabularna opiera się na serii kolejnych wyzwań, którym Vis musi sprostać – pojedynków, egzaminów, prób charakteru. Problem polega na tym, że napięcie w tych scenach często okazuje się pozorne. Główny bohater jest bowiem nadzwyczaj kompetentny. Szybko przyswaja nowe umiejętności, błyskawicznie analizuje sytuację, potrafi przekonać rozmówców i nawet w starciu z przeciwnikami, którzy szkolili się latami, niemal zawsze wychodzi zwycięsko. Jego pochodzenie, stopniowo odsłaniane w toku narracji, stanowi częściowe usprawiedliwienie dla tych zdolności. Można przyjąć, że nie jest on zwykłym adeptem, lecz kimś wyjątkowym z racji doświadczeń i edukacji. Mimo to trudno oprzeć się wrażeniu, że autor zbyt rzadko pozwala mu naprawdę przegrać.

To z kolei wpływa na konstrukcję postaci. Vis jest moralnie zasadniczy, lojalny wobec własnych przekonań, rozdarty między pragnieniem sprawiedliwości a niechęcią do krzywdzenia niewinnych. Jego wewnętrzne konflikty bywają interesujące, szczególnie gdy dotyczą odpowiedzialności za system, który zniszczył jego przeszłość. Jednak poza kilkoma scenami pozostaje on postacią raczej funkcjonalną niż fascynującą. Znacznie ciekawiej zapowiadają się niektórzy bohaterowie drugoplanowi, których motywacje i tajemnice mogłyby stać się osią osobnej opowieści. Podobnie rzecz ma się z relacjami. Przyjaźnie w akademii zostały nakreślone przekonująco i dość naturalne; dialogi między młodymi adeptami brzmią wiarygodnie, pozbawione sztucznej patetyczności. Wątek romantyczny natomiast – choć obecny – nie wywołuje większych emocji. Jest raczej sygnałem potencjalnego rozwoju niż pełnokrwistą relacją, która mogłaby wstrząsnąć fabułą.

Co ciekawe, najpełniej „Wola wielu” wybrzmiewa w momentach spowolnienia. W scenach dyskusji o naturze Woli, w rozważaniach nad mechanizmami władzy, w opisach struktury imperium Islington pokazuje ambicję wykraczającą poza szkolny schemat rywalizacji. W tych fragmentach powieść zbliża się do politycznej fantastyki, w której magia jest metaforą społecznych zależności. Paradoksalnie więc to, co najbardziej dynamiczne – efektowna końcówka i sekwencje akcji – ustępuje siłą tym spokojniejszym partiom.

„Wola wielu” jest książką solidną, dobrze napisaną i sprawnie skonstruowaną. Jej świat intryguje, pytania moralne prowokują do refleksji, a tempo narracji sprawia, że nawet niemal 900 stron mija szybko. Jednocześnie bohaterowie, zwłaszcza protagonista Vis, pozostają nieco zbyt płascy, a konstrukcja kolejnych zwycięstw osłabia dramaturgię. To powieść, która dostarcza rozrywki i budzi ciekawość wobec dalszego ciągu, lecz nie redefiniuje gatunku ani nie pozostawia czytelnika w stanie długotrwałego zachwytu. To dobre, solidne czytadło, które ma wszelkie dane ku temu, by w kolejnych tomach rozwinąć skrzydła. Pytanie brzmi, czy autor zdecyduje się w pełni wykorzystać potencjał swojego świata i moralnych dylematów, czy też pozostanie przy sprawdzonym, dynamicznym modelu fabularnym.

Wola wielu (James Islington)
  • Ocena Crowleya - 6/10
    6/10

Książka zakupiona we własnym zakresie. 

To mi się podoba 4
To mi się nie podoba 0

Crowley

Maruda międzypokoleniowa i mistrz w robieniu wszystkiego na ostatnią chwilę. Straszliwy łasuch pożerający wszystko, co związane z popkulturą. Miłośnik Pratchetta i Clancy'ego, kiedyś nawet Gwiezdnych wojen, a przede wszystkim muzyki starszej niż on sam.

Polecamy także

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button