
Zabójca powrócił do Czarnego Zamku. I nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Streszczenie
Po ponurych wydarzeniach ostatnich dni, nieoczekiwanie w Czarnym Zamku mamy scenę wręcz sielską – kobieta karmi niemowlaka piersią. Kobietą jest Goździk, osesek zaś to syn Mance’a Raydera. Towarzyszą im Val, Sam i Jon. Tarly za dobrze zna przyjaciela, by nie wiedzieć, że pod smutnym uśmiechem, z którym ten patrzy na dziewczynę i dziecko, kryje się żałoba po braciach i dzikiej dziewczynie, których utracił.
Na wracających wzdłuż Muru Sama i Goździk natrafili jadący do Czarnego Zamku ludzie pod dowództwem Denysa Mallistera. Towarzyszyli im Bowen Marsh oraz bracia, których poprowadził do walki na Moście Czaszek, wśród nich Dywen, Bedwyck oraz Edd Cierpiętnik. Od nich Tarly dowiedział się o bitwie pod Czarnym Zamkiem. Słuchając ich opowieści, zrozumiał, ile miał szczęścia, że zabłądził w drodze z Twierdzy Crastera na Mur – gdyby szedł na południe prosto jak strzała, prawdopodobnie wpadłby w ręce Dzikich, co raczej nie skończyłoby się dla niego dobrze.
Patrząc na dzieci Crastera i Raydera, Snow zauważa, jak dziwnie plotą się ludzkie losy: ich ojcowie się nienawidzili, teraz zaś córka pierwszego karmi piersią syna drugiego. Val jest w mniej refleksyjnym nastroju – słyszała, że Stannis zamierza oddać Mance’a płomieniom. Jon odpowiada, że w świetle prawa Rayder jest dezerterem, co karze się śmiercią, nie zna jednak zamiarów króla ani kobiety w czerwieni. Val pragnie pokazać Mance’owi jego syna. Jon obiecuje dowiedzieć się, czy istnieje taka możliwość.
Wracając od kobiet, młodzieńcy rozmawiają o Goździk. Sam chce wiedzieć, czy według Jona w kłamstwie może być honor, jeśli służy ono dobremu celowi. Snow jest sceptyczny: nie tyle do idei, co raczej zdolności aktorskich Sama. Zabójca jest jednak człowiekiem pióra, a to przecież ono jest rozsadnikiem największych łgarstw. Planuje odesłać Goździk z synem do Horn Hill wraz z listem, że mały jest jego bękartem. Matka z ich przyjmie, a ojciec być może po cichu nawet się ucieszy, iż Sam przynajmniej raz sprawił się jak mężczyzna. W Reach dziewczyna mogłaby wieść znośne życie, chłopiec zaś miałby szansę zostać zbrojnym, a może nawet rycerzem.
Tarly musi wracać do swych obowiązków, a Jon, którego decyzją Marsha od wszystkich odsunięto – na dziedziniec ćwiczebny. Sam próbuje pocieszyć przyjaciela: za renegata mają go tylko stronnicy Slynta i Thorne’a. Jon z goryczą powtarza najnowsze oskarżenia tego ostatniego: Rayder przeżył, gdyż Snow był z nim w zmowie, dlatego właśnie z mieczem w ręku bronił jego rodziny, zamiast zabijać uciekających Dzikich. Bracia widzą w bękarcie nie tylko zdrajcę, ale również warga, co jest podwójnie bolesne, gdyż nawet w snach nie wyczuwa już Ducha. Zamiast o nim śni o kryptach pod Winterfell. Wędrując po nich, słyszy głosy ojca i Robba, jakby dochodziły z góry, z uczty. Nie potrafi jednak do nich dotrzeć.
Dla żywych nie może być miejsca na ucztach umarłych.
Sam ma rozdarte serce: pragnie powiedzieć przyjacielowi, że jego brat Bran wciąż żyje i na grzbiecie łosia wraz z przyjaciółmi wędruje na północ od Muru, by odnaleźć trójoką wronę. Brzmi to co prawda tak absurdalnie, że czasem wątpi, iż faktycznie wszystko to naprawdę się wydarzyło, przede wszystkim nie może jednak nic wyznać, gdyż dał słowo. Słowa. Branowi, Jojenowi oraz Zimnorękiemu, który kazał mu przysiąc na życie, które zawdzięczał tajemniczemu zwiadowcy, że nikomu nie powie o księciu Winterfell. Brandon Stark umarł dla świata i tak ma pozostać – martwego nikt nie będzie szukać.

Nie mogąc pocieszyć Jona informacjami o bracie, próbuje go przekonać, że Slynt z pewnością nie zostanie wybrany na nowego lorda dowódcę. Och, Sam – odpowiada Frodo – to już się dzieje! Poirytowany Snow odchodzi, Tarly zaś kieruje się do wieży maestera, zastanawiając nad słowami przyjaciela. Jak dotąd przez dziewięć dni odbyło się tyle samo głosowań i nikt z kandydatów nie zbliżył się do wymaganej większości dwóch trzecich głosów. O godność lorda dowódcy początkowo ubiegało się trzydziestu braci, obecnie pozostało siedmiu. Zwolenników Slynta przybywało – wyprzedził już Othella Yarwycka i Bowena Marsha, największym poparciem cieszyli się jednak komendanci Wieży Cieni i Wschodniej Strażnicy: Denys Mallister i Cotter Pyke. Sam wierzy, że to któryś z tych dwóch zostanie ich nowym dowódcą.
W wieży maestera kruki witają go ochrypłym: Snow! To Zabójca ich tego nauczył. Ptaków jest niewiele, gdyż większość nie wróciła jeszcze po tym, jak maester Aemon rozesłał je z listami, w których wzywał do wsparcia Nocnej Straży w obronie Muru. Odpowiedział tylko Stannis – inni grający o tron zignorowali ich błagania. Sam zastanawia się, jaki jest pożytek z króla, który nie broni swego królestwa.
W czasie kolacji Sam bezskutecznie rozgląda się za Jonem, dostrzega natomiast, że Slynt rozmawia z Marshem, a Thorne naradza się z Yarwyckiem. Gdy zbliża się kolejne głosowanie, Bowen oznajmia, że z powodu dokuczającej mu rany nie będzie w stanie pełnić obowiązków lorda dowódcy, wycofuje więc swoją kandydaturę i wzywa swoich zwolenników do poparcia lorda Janosa. Dziesiąte głosowanie nie przynosi rozstrzygnięcia: największym poparciem nadal cieszy się Mallister, po nim Pyke – obaj otrzymują jednak mniej głosów niż poprzednio, w przeciwieństwie do zajmującego trzecie miejsce Slynta, który po rezygnacji Marsha znów zyskał zwolenników.
Wieczorem w komnacie Pypa Sam popija z nim i Grennem wino. Komentuje wyniki: Mallister i Pyke wciąż tracą głosy, ale we dwóch mają ich prawie dwie trzecie. Każdy z nich byłby dobrym lordem dowódcą, dlatego ktoś powinien przekonać jednego, by się wycofał i wsparł drugiego. Jest to o tyle trudne, że obaj się nie znoszą. Pyp zauważa, że podobnej misji mógłby podjąć się syn wielkiego lorda, pełniący obecnie istotną funkcję zarządcy maestera i opromieniony sławą pogromcy Innego: jednym słowem Sam Zabójca. Tarly przyznaje, że faktycznie mógłby to zrobić, gdyby nie był takim tchórzem.
Poniżej znajdują się informacje z dalszych rozdziałów PLiO oraz z Ognia i krwi.
Ważne informacje
- W bitwie pod bramą Czarnego Zamku poległo tysiąc Dzikich. Część wzięto do niewoli, większość uciekła. Pobił ich Stannis Baratheon, którego siły obeszły Mur od północy, kierowane przez zwiadowców ze Wschodniej Strażnicy pod dowództwem Cottera Pyke’a.
- W czasie bitwy Jon zdobył Róg Zimy i wziął w niewolę Val oraz syna Raydera. Snow nie uważa, by kogokolwiek pojmał: bronił tylko Val i dziecka.
- Bowen Marsh odsunął Snowa od wszystkich obowiązków. Skoro decyzje podejmuje Marsh, oznacza to, że rządy Slynta na Czarnym Zamku skończyły się z powrotem kasztelana i lorda zarządcy.
- W Czarnym Zamku od lat nie było tak tłoczno. Zamieszkałe są wszystkie wieże i budynki. Większość przebywających w twierdzy to ludzie Stannisa w liczbie około tysiąca. Dzielą się na dwie frakcje: „ludzi króla” i „ludzi królowej”. Ci pierwsi to typowi wojacy, drudzy przejawiają fanatyzm, zarówno jeśli chodzi o R’hllora, jak i jego kapłankę: Mellisandre z Ashai.
- O Mellisandre w Czarnym Zamku krążą przeróżne opowieści. Według jednej z nich przed wyruszeniem ze Smoczej Skały złożyła ofiarę z człowieka, paląc go żywcem, by flocie Stannisa sprzyjały wiatry. Informacja o rytuale jest prawdziwa, zaś spalony nieszczęśnik to Alester Florent – kumpel spod celi Davosa. To właśnie z rozdziału tego ostatniego dowiemy się, że wiatry w czasie rejsu do Wschodniej Strażnicy faktycznie były dla nich korzystne.
- Stannis swych ludzi trzyma krótko. Po zdobyciu obozu Dzikich doszło do trzech gwałtów, sprawców których wykastrowano.
- Królowa Selyse wraz z Shireen oraz flotą przebywają we Wschodniej Strażnicy.
- Thorne’a mało kto lubi – przez lata złośliwy i brutalny dowódca zbrojnych narobił sobie wrogów, przede wszystkim wśród tych, którzy mieli nieszczęście się u niego szkolić. W innej sytuacji z racji doświadczenia, długoletniej służby i tytułu rycerskiego byłby jednym z poważniejszych kandydatów na nowego lorda dowódcę. Zgłoszono go, ale widząc jak marne ma poparcie, szybko się wycofał i wsparł Slynta.
- W Czarnym Zamku nie ma aktualnie dowódcy zbrojnych. Ser Endrew Tarth poległ, a Alliser Thorne nie jest już zainteresowany szkoleniem rekrutów. Z braku innych zajęć zajmuje się tym Snow.
- By zostać lordem dowódcą Nocnej Straży należy zyskać poparcie dwóch trzecich zaprzysiężonych braci.
- Po dziewięciu głosowaniach z trzydziestu kandydatów pozostało siedmiu. Denys Mallister, Cotter Pyke, Janos Slynt, Othell Yarwyck i Bowen Marsh to kandydatury poważne, w ramach żartu bądź z powodu nadziei na zmianę kucharza zgłoszono również Trzypalcego Hobba i Edda Cierpiętnika. Przed dziesiątym głosowaniem Marsh się wycofuje i wspiera Slynta.
- Z racji, że większość z braci jest niepiśmienna, głosowanie odbywa się za pomocą sztonów wrzucanych do kociołka. Za nieobecnych mogą głosować ich przyjaciele, zaś dowódcy Wieży Cieni i Wschodniej Strażnicy głosują za całe swe garnizony. Sztony rozdziela Aemon, a obok niego głosy liczą Sam i Clydas.
- Najdłuższe wybory lorda dowódcy w historii Nocnej Straży miały trwać dwa lata, w czasie których przeprowadzono siedemset głosowań.
- Sam podaje następujące wyniki dziesiątego głosowania: Mallister – 203; Pyke – 169; Slynt – 137; Yarwyck – 72; Trzypalczy Hobb – 5; Edd Cierpiętnik – 2. Według Aemona jedynym, który nie zagłosował, był Jon (skąd niewidomy maester jest tego pewien, pozostaje tajemnicą). Jeśli jednak faktycznie tylko Snow nie oddał głosu, oznacza to, że na całym Murze jest dokładnie 589 zaprzysiężonych Braci. Na początku Gry o tron Nocna Straż miała liczyć około tysiąca ludzi, co uważano za liczbę zdecydowanie niewystarczającą do obsadzenia trzystumilowego Muru.
- W konkursie, która słomiana kukła oberwie największą liczbą strzał, przez długi czas prowadziła ta przezwana Eddem Cierpiętnikiem, ale w ostatnim dniu walk wyprzedził go manekin, któremu patronował Watt z Długiego Jeziora. Ten ostatni poległ w bitwie na Moście Czaszek.
- Dzieci Dzikich otrzymują imię po skończeniu trzeciego roku życia.
- Czarni Bracia nazywają Val „dziką księżniczką”.
Postacie występujące w rozdziale
- Samwell Tarly
- Jon Snow
- Denys Mallister
- Cotter Pyke
- Bowen Marsh
- Othell Yarwyck
- Janos Slynt
- Alliser Thorne
- maester Aemon
- Clydas
- Owen Przygłup
- Trzypalcy Hobb
- Eddison Tollet
- Pypar
- Grenn
- Val
- Goździk
- syn Mance’a Rydera i Dalli przezwany przez Czarnych Braci „małym księciem” i „zrodzonym w bitwie”
Wspomniani
- Stannis Baratheon
- Joffrey Baratheon
- Tommen Baratheon
- Selyse Florent
- Shireen Baratheon
- Melisandre z Asshai
- Alester Florent
- Randyll Tarly
- Melessa Florent
- Dywen
- Bedwyck
- Atłas
- Hareth, zwany Koniem
- Skoczek
- Arron
- Emrick
- Qhorin Półręki
- Endrew Tarth
- Donal Noye
- Głuchy Dick Follard
- Czerwony Alyn
- Rast
- Watt z Długiego Jeziora
- Mance Rayder
- Harma Psi Łeb
- Craster
- Brandon Stark
- Jojen Reed
- Zimnoręki
- Meera Reed
- Hodor
- Robb Stark
- Eddard Stark
- Ygritte
Komentarz
Początek rozdziału, w którym razem z Samem i Jonem przyglądamy się karmiącej „małego księcia” Goździk, jest kapitalnym podsumowaniem „okołomurowych” wątków na tym etapie powieści. Po szeregu niebezpieczeństw bohaterowie w końcu są bezpieczni i mają chwilę wytchnienia. Ulga jednak walczy o lepsze z goryczą i takie same wrażenia towarzyszą nam, gdy oglądamy tę scenę: dziecko wszak nie spoczywa w ramionach matki. Losu Dalli – choć w tym rozdziale nie jest on ujawniony – łatwo się domyślić, gdy czytamy, iż niemowlak jak dotąd karmiony był kozim mlekiem, Val zaś chce pokazać dziecko Rayderowi, nie wspominając nic o swej siostrze.
Dowiadujemy się więcej o bitwie pod Murem: Stannis prowadzony przez zwiadowców ze Wschodniej Strażnicy rozbił Dzikich, ale nie zadał im druzgocących strat. Większość rozpierzchła się, co oznacza, że problem został póki co odsunięty w czasie, a nie rozwiązany. Z pewnością gigantycznym sukcesem jest pojmanie samego Króla za Murem, a także jego najbliższych. Również przejęcie rzekomego Rogu Zimy nie jest bez znaczenia – nawet jeśli najbliższe otoczenie Mance’a zdawało sobie sprawę, że to falsyfikat, większość Wolnych Ludzi, nie mówiąc o obrońcach Muru, nie mogła o tym wiedzieć. Gdyby pozostał w rękach Dzikich, stanowiłby prawdopodobnie ważny atut w negocjacjach ze Stannisem i Nocną Strażą, tym bardziej, że wokół jego posiadacza mogliby się ponownie zebrać rozproszeni najeźdźcy, wierząc, iż z pomocą artefaktu zdołają zniszczyć znienawidzoną lodową barierę blokującą im drogę na południe.
Pod Czytajem#74 rozgorzała dyskusja na temat stanu wiedzy Jona w kontekście tego, że nim zrozumiał, kto przybył Nocnej Straży na pomoc, i przez chwilę zastanawiał się, czy nie są to wojska dowodzone przez Robba. W mojej ocenie do czasu bitwy nie wiedział o Krwawych Godach, o których wieści, tak jak zresztą o tym, że na Żelaznym Tronie nie zasiada już Joffrey Baratheon, lecz jego brat Tommen, do Czarnego Zamku przyniósł dopiero Stannis. Generalnie Snow – jak zresztą wszyscy dobrze wiemy – nie jest najlepiej poinformowanym człowiekiem na świecie. Nie wie zatem, co dzieje się z Duchem, którego nie wyczuwa już nawet w snach. Tymczasem – jak się niedługo przekonamy – wilkor jest już bardzo blisko Czarnego Zamku. To, że Jon go nie wyczuwa, a taka Arya ze znacznie większych odległości w snach łączyła się z Nymerią, jest kolejnym dowodem na magiczne właściwości Muru, o których wielokrotnie pisali już DaeL i Bluetiger. Martin zresztą praktycznie wprost je potwierdził w opowieści o wizycie królowej Alysanne Targaryen w Czarnym Zamku: jaki mógłby być inny powód tego, że jej smok – Srebnoskrzydła – nie chciała przelecieć nad lodową barierą? Kolejną rzeczą, o której Jon Snow nic nie wie, są losy Rickona i Brana. W kontekście ogólnie niepokojącej atmosfery, jaka towarzyszy nam, gdy wraz z tym ostatnim przebywamy w siedzibie Bloodravena, pytaniem otwartym pozostaje, czy troska Zimnorękiego, by chłopca nikt nie szukał, wynika wyłącznie z chęci zapewnienia bezpieczeństwa młodemu Starkowi.
Rozdział jest dość krótki i stanowi wstęp pod wybranie nowego lorda dowódcy Nocnej Straży. Sama procedura wyborcza – jak kiedyś dyskutowaliśmy z BT – zdaje się nieco problematyczna, nie można jednak powiedzieć, że jest bezsensowna czy niemożliwa w realizacji. W wyborach biorą udział wszyscy zaprzysiężeni bracia. Przyjaciele wrzucają sztony za tych, którzy w czasie głosowania pełnią wartę, zaś garnizony Wieży Cieni i Wschodniej Strażnicy reprezentują ich komendanci. I to właśnie dowódcy tych dwóch twierdz jak na razie prowadzą w wyścigu, łącznie ciesząc się poparciem prawie dwóch trzecich elektoratu. Po piętach depcze im jednak Slynt: kandydat co prawda znacznie gorszy, za to z powodu długoletniej służby na królewskim dworze bieglejszy w politycznych gierkach. Sprawnie zyskuje kolejnych sojuszników i jeśli ktoś nie przekona nieznoszących się wzajemnie Mallistera i Pyke’a, by dla dobra Nocnej Straży zapomnieli o urazach i ambicjach, ma realne szanse, by wybory te wygrać. Jak zwykle trzeźwo spoglądający na rzeczywistość Sam doskonale zdaje sobie z tego sprawę, nie czuje się jednak na siłach, by spróbować temu zapobiec. Jeszcze.
(Dopisek BT: Biorąc pod uwagę, że komendanci pozostałych zamków i tak głosują za swoich nieobecnych podwładnych, więcej sensu mogłoby mieć powierzenie wyboru jakiemuś węższemu gremium, złożonemu np. z wyższych oficerów. Można też przypuszczać, że w czasach, gdy Straż obsadzała kilkanaście zamków, rola komendantów była siłą rzeczy jeszcze większa, co czyniłoby „równość” tych wyborów tym bardziej pozorną).






Ilość ludzi na Murze wydaje się być wręcz absurdalnie niska – nawet gdy doliczymy paru rekruterów w terenie, czy wysłanników (pewnie nie każdy kończył jak Yoren, nie znamy chociażby aktualnego miejsca pobytu Arnella Fossowaya (bękarciego lub nie), wysłanego jako ambasadora do Renly’ego).
Skoro Westeros ma liczyć dziesiątki milionow ludzi, to i dziesięć tysięcy byłoby chyba ilością przy której można powiedzieć: „trochę mało”.
Dyskutowaliśmy o tym ostatnio z BT: biorąc pod uwagę liczbę Dzikich, wydaje się że ten początkowy 1000 Braci to całkiem wystarczająca liczba. Rzecz jasna przy błędnym założeniu, że Mur ma powstrzymywać wyłącznie Dzikich, ale takie przecież jest rozpowszechnione w Siedmiu Królestwach.