Niezniszczalny (2000)

Chciałbym zacząć tę recenzję w sposób bardzo nietypowy – prosząc Was o to, byście zastanowili się nad odpowiedzią na dwa pytania. Pierwsze dotyczy kwestii szeroko dyskutowanej. Który film o superbohaterach najmocniej do Was przemówił? Drugie pytanie być może słyszy się już trochę rzadziej. Jak brzmi tytuł najlepszego filmu M. Nighta Shyamalana?

Nie wątpię, że wielu z Was wymieniło wśród filmów superbohaterskich “Mrocznego Rycerza” (lub też pierwszą część tej trylogii – film “Batman: Początek”). Inni wskazali na “Logana” albo “Iron Mana”. Pewnie kilka osób doceniło produkcje takie jak “Avengers” czy “Strażnicy Galaktyki”. W przypadku filmu Shyamalana na pewno padał przede wszystkim tytuł “Szósty zmysł”. W końcu wszyscy wiedzą, że kariera tego reżysera to fenomenalny start, a potem powolny “zjazd” – zarówno jeśli idzie o świeżość pomysłów, kunszt warsztatowy, jak i o w miarę solidny kontakt z rzeczywistością (niestety w okolicy “Kobiety w błękitnej wodzie” Shyamalan zaczął wierzyć w swoją własną nieomylność).

Komiksowe kadrowanie ujęć.

Nie zamierzam przekonywać Was, że te odpowiedzi są błędne, bo chyba sam udzieliłbym podobnych. Natomiast uważam, że jest jeszcze jeden tytuł, przez niemal dwie dekady niesłusznie zapomniany, a będący równie dobrą odpowiedzią na zadane w pierwszym akapicie pytania. Tytuł, który należy przypomnieć i o który trzeba się upomnieć. To “Niezniszczalny” (“Unbreakable”), film M. Nighta Shyamalana sprzed 18 lat.

Film, który na nowo odkryje przed nami Bohatera.

David Dunn to mężczyzna w średnim wieku, prosty ochroniarz pracujący na stadionie futbolowym. Poznajemy go w chwili brutalnie przyziemnej, ale mającej ogromne konsekwencje. Wraca pociągiem z rozmowy o pracę, próbując – dość nieudolnie – flirtować ze współpasażerką. Wypowiada raptem kilka zdań, ale to wystarczy, by przekazać nam to bolesne przekonanie, że coś w życiu Davida jest nie na miejscu. Wkrótce potem następuje katastrofa. Pociąg wykoleja się. Ginie 131 ludzi. I tylko nasz bohater wychodzi z sytuacji bez szwanku, a nawet bez najmniejszego zadrapania. Mężczyzna próbuje powrócić do swojego normalnego życia, ale wkrótce otrzymuje wiadomość od Eliaha Price’a, tajemniczego kolekcjonera cierpiącego na wrodzoną łamliwość kości. Price ma własną teorię na temat powodu dla którego Dunn przeżył wypadek. Powoli zacznie odsłaniać przeszłość tak swoją, jak Davida.

Bohater w swoim starym świecie.

Po “Szóstym zmyśle” od filmów Shyamalana oczekiwano przede wszystkim zaskakujących zwrotów akcji, tego szokującego – acz logicznego – dopięcia wszystkich wątków w końcówce. Otóż w “Niezniszczalnym” reżyser też sięgnął po taki środek wyrazu. Ale tym, co naprawdę powinno nas szokować, jest prostota i odwieczność historii, która rozgrywa się przed naszymi oczami. To monomit. Podróż bohatera w najczystszej postaci. Bez bogów i radioaktywnych pająków, ale z ukazaniem każdej próby przed którą od dziesiątek tysięcy lat stawali mitologiczni herosi. Cały film można przecież streścić o wiele prościej, niż to zrobiłem w poprzednim akapicie. Wystarczy sięgnąć po cytat z Campbella.

Bohater ryzykuje wyprawę ze świata powszedniości do krainy nadnaturalnych dziwów; spotyka tam fantastyczne siły i odnosi rozstrzygające zwycięstwo, po czym powraca z tej tajemniczej wyprawy obdarzony mocą czynienia dobra ku pożytkowi swych bliźnich.
—Joseph Campbell, Bohater o tysiącu twarzy—

Może gdyby Shyamalan poszedł o krok za daleko, może gdyby dał nam w filmie moce, magię i kostiumy, to wymowa “Niezniszczalnego” by osłabła. Ale hinduski reżyser wiedział wówczas w którym miejscu się zatrzymać i rozumiał, że archetyp to środek daleko silniejszy od kolorowych rajtuz. Dlatego też film sprawia wrażenie tak dogłębnie przemyślanego. Dlatego jego forma tak dobrze wspiera treść i strukturę dramatyczną. “Fantastyczne siły” nie muszą oznaczać gromowładności. “Pożytek bliźnich” może być dobrem jednej rodziny. A scena, w której człowiek panicznie bojący się wody z największym trudem wychodzi z basenu może mieć więcej mocy i patosu niż wszystkie produkcje Marvela razem wzięte.

Odrzucone wezwanie do przygody.

Jeśli sięgniecie po ten film, to odkryjecie znacznie więcej. Chociażby jedną z najlepszych kreacji aktorskich Samuela L. Jacksona (który – co zdarza się bardzo rzadko – został obsadzony w roli wymagającej i nietypowej). I zdecydowanie najlepszą kreację w karierze Bruce’a Willisa. Zobaczycie obraz filmowy, który sztukę kadrowania zaczerpnął z najbardziej ikonicznych przedstawień komiksowych. Poznacie dzieło powolne, acz przesycone treścią.

W momencie swej premiery “Niezniszczalny” zebrał zaledwie dobre recenzje, a jego sukces box office’owy był tylko umiarkowany. Pozostał w cieniu, niezauważony i niedoceniony. Przytłumiony przez sławę “Szóstego zmysłu”, a potem zapomniany, gdy kariera reżysera zeszła na manowce. Dzieło po prostu nie trafiło na swój czas. Nie zmienia to faktu, że “Niezniszczalny” jest spośród wszystkich filmów Shyamalana najlepiej przemyślanym i najlepiej zrealizowanym. To nie dekonstrukcja mitu, ale ponowna o nim opowieść. Warto wyruszyć na tę przygodę.

Jako postscriptum powinienem dodać, że M. Night Shyamalan wrócił do świata zarysowanego w “Niezniszczalnym”. Mieliśmy okazję przekonać się o tym obejrzawszy zakończenie recenzowanego przez Pquelima filmu “Split”. Na najnowszym Comic-Conie pojawił się też pierwszy zwiastun pełnoprawnego sequela, zatytułowanego “Glass”. Czy M. Night Shyamalan, niczym mityczny heros, przetrwał swój największy upadek i jest gotów podołać temu zadaniu? Nie wiem. Ale oczekuję jego następnego filmu z mieszaniną lęku i ekscytacji.

-->

Kilka komentarzy do "Niezniszczalny (2000)"

  • 1 sierpnia 2018 at 12:47
    Permalink

    Zapomniany? nie u nas 🙂

    Zdecydowanie warto obejrzeć, najlepszy film Shyamalana po “Szóstym zmyśle”.

    Ale tutaj DaeL:
    “… zdecydowanie najlepszą kreację w karierze Bruce’a Willisa.”

    to jednak przesadziłeś 😀
    Jupikajej modafoka!

    Reply
  • 1 sierpnia 2018 at 13:32
    Permalink

    ” I zdecydowanie najlepszą kreację w karierze Bruce’a Willisa”
    przeciez on zawsze gra to samo xD

    Reply
    • DaeL
      1 sierpnia 2018 at 17:11
      Permalink

      Od jakiegoś czasu gra wszystko na jedno kopyto. Tak samo Samuel L. Jackson. Ale kiedyś bywało inaczej.

      Reply
    • 1 sierpnia 2018 at 18:23
      Permalink

      Ojojoj, kochany, nie szkaluj Szakala!

      W. Jego wypadku to nawet ‘na jedno kopyto’ bylo okreslonym poziomem i klasa swiatowa. Dopiero na starosc nieco wyhamowal, ale dalej przyjemnie sie go oglada.

      Reply
  • 1 sierpnia 2018 at 18:23
    Permalink

    Do redakcji: Jak ktoś wysmaży długi komentarz i z rozpędu kliknie wyślij to wyskakuje komunikat o braku zaakceptowania polityki blabla i wszystko co się napisało przepada. Drugi raz pisać mi się nie chce, pozdro

    Reply
    • DaeL
      1 sierpnia 2018 at 19:33
      Permalink

      Do kaktusa: Rozumiem. Problem nie wynika z ilości znaków (jak się tą przekroczy, to po prostu komentarz leci do moderacji), tylko odznaczenia zdania “Korzystając z formularza…”. Cóż począć, odkąd weszło RODO, żeby nie ryzykować musieliśmy wprowadzić albo to, albo wymóg rejestracji. 🙁

      Reply
      • 1 sierpnia 2018 at 20:57
        Permalink

        ta opcja nie powinna byc domyslnie zaznaczona, tak jak nick itp wszystko zapisane w cookies?

        Reply
        • 2 sierpnia 2018 at 19:46
          Permalink

          @kłantalupa Zgodnie z prawem ta opcja absolutnie nie może być domyślnie zaznaczona. Wolno zapisac jej stan w ciasteczku, jeśli poinforuje się użytkowników, że strona wykorzystuje do tego celu ciasteczka

          Reply
  • 1 sierpnia 2018 at 19:33
    Permalink

    Film jeden z ulubionych, ale Bruce w Die Hard ( najlepiej przetłumaczony tytuł w dziejach 🙂 jest jednak ikoną kina. Jackson z kolei to dla mnie Pulp Fiction i dopiero dalej cała reszta.

    Reply
    • 1 sierpnia 2018 at 20:59
      Permalink

      jackson to star wars i miszcz windu hehe

      Reply
  • 1 sierpnia 2018 at 23:28
    Permalink

    Włączyłem ten film dość przypadkowo (szykowałem się na Niezniszczalnych z 2010), ale Shyamalan tak mnie ty filmem zahipnotyzował, że Niezniszczalnego obejrzałem od razu dwa razy. I nie żałuję.
    Zdecydowanie jeden z lepszych i oryginalniejszych filmów o superbohaterach

    Reply
  • 2 sierpnia 2018 at 08:42
    Permalink

    https://www.aliceshipwise.com/gameofthrones/archive

    DaeL przeczytaj sobie to są tam 2 episoty GoTs08 🙂
    Lecz Jest to niestety Fan Fiction ale naprawdę epicki EPICKI całość jest po angilsku bdb napisana. Gdyby ktoś mi powiedział że to Prawdziwy scenarusz to bym uwieżył bez namysłu. Facet zna się na żeczy. Dramaturgia, dobre dialogi, relacje z postaciami czy złożoność zdań. Jeśli coś podobnego napisali dedeki to uważam że czeka nas epicki sezon.
    PS: COTYGODNOWA AKTUALIZACJA W NIEDZIELE ZALECAM CZYTANIE DO KOŃCA ZDANIE PO ZDANIU A WSZYSTKU NABIERA RUMIEŃCÓW. ;D

    Reply
    • DaeL
      2 sierpnia 2018 at 10:29
      Permalink

      Zapoznam się, dzięki.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków