Godzilla II: Król potworów (2019)

Spektakularna historia poranionej rodziny opowiedziana w niespotykanej skali, zahaczająca o ekologię i problem z ludzkością. Wielowątkowa i skomplikowana. Opowiadająca o traumie, (nie)pogodzeniu się ze stratą, o fałszywej nadziei na naprawienie świata. O eko-terroryźmie, i wreszcie o wielgachnych potworach, tytanach, które panowały na ziemi kiedyś i właśnie zamierzają ponownie objąć tron! Zapnijcie pasy, nadchodzi Godzilla, król(owa?) potworów!

Potwory zaprojektowano bezbłędnie.

Założę się, że właśnie w ten sposób myśleli o swoim dziele scenarzyści: Zach Shields i Michael Dougherty (w podwójnej roli, bo odpowiadał też za reżyserię). Pochylili się nad finałową wersją i wpadli w zachwyt nad wielowymiarowością swojego dzieła. Niestety, niesłusznie.

W tym miejscu zdradzę wam wstydliwy sekret. Niezależnie od poziomu, jaki prezentuje dany film, zawsze oglądam do końca, zawsze staram się skupiać w stu procentach, żeby niczego nie przegapić. Teraz doszedł recenzencki obowiązek, ale zawsze zależało mi na pełnym doświadczeniu filmu, żeby opinia o nim opierała się o mocne fundamenty. Podczas oglądania “Godzilli II” przysnąłem (!). Dwa razy (!!). Nie byłem niedospany, nie byłem przemęczony, po prostu mnie zmogło. Jak to możliwe? Ano możliwe.

Na zdjęciach tego nie widać, ale walki tytanów są zrealizowane perfekcyjnie.

O ile w poprzedniej odsłonie tzw. fabuła i wątek ludzki były cokolwiek marnej jakości, o tyle były w miarę nieskomplikowane. W sequelu ktoś się zawziął i chciał napisać naprawdę ambitny scenariusz. Mamy więc następujące wątki: rozbita rodzina po traumie związanej z tytułowym jaszczurem; sekretna i paramilitarna organizacja “opiekująca się” znalezionymi tytanami; jeszcze bardziej sekretna i paramilitarna organizacja dążąca do zagłady świata ludzkiego, żeby oddać go ponownie tytanom; ludzie jako wirus niszczący planetę (dawno tego nie grali, chyba kilka filmów rocznie (nad)używa tego motywu); do tego rozmyślania nad tym, czy tytani mają jakiś swój cel, czy są tylko nieokiełznaną siłą natury; skąd się wziął jeden z nich, który nie pasuje do reszty; eksperymenty z komunikacją człowiek-tytan; zdrady; zdrady zdradzonych, zdrady zdradzających; i tak dalej…

Mieć takiego aktora jak Charles Dance i zrobić z niego płaskiego złoczyńcę na trzecim planie…

Naprawdę, można z tego – gdyby pokombinować – zrobić całą trylogię. A upchnięto wszystko w jednym filmie. Dlatego i postacie, i wydarzenia są potraktowane po macoszemu, nie ma szans złapać się jakiegokolwiek emocjonalnego haka. Coś sobie gadają, gdzieś biegają, do kogoś lub czegoś strzelają, ale nie ma w tym ani ładu, ani składu. Człowiek umiera z nudów i czeka na kolejne walki potworów, bo wszystko, co się dzieje pomiędzy, jest nudne, przesadnie skomplikowane i pozbawione sensu.

Same walki natomiast stanowią spory skok jakościowy w porównaniu z filmem Garetha Edwardsa z 2014 roku. Przede wszystkim jest ich więcej, a wszystkie monstra wyglądają świetnie. Pojedynki mają swój ciężar, potwory sieją zniszczenie dookoła, a kamera od czasu do czasu zjeżdżająca na poziom ludzi pozwala poczuć skalę wydarzeń. Ten element jest zdecydowanie najlepiej zrealizowany i jeśli miałbym polecać wizytę w kinie, to tylko ze względu na pięknie nakręcone, spektakularne mordobicia między Godzillą, Rodanem, Mothrą czy Ghidorah (Gidorą? Gidorahą? To się spolszcza? Odmienia?). Szczególnie w IMAXie wspomniane sceny zrywają beret z głowy i powodują ciarki na plecach.

Narodziny Mothry to jedna z ładniejszych scen.

Aktorzy robią co mogą, ale przyszło im pracować z bardzo trudnym, nijakim materiałem. Kyle Chandler prezentuje się zdecydowanie najlepiej, ale chyba tylko on i Ken Watanabe mieli świadomość, czym powinien być film tego typu. Pozostali – jak Vera Farmiga, Millie Bobby Brown czy Ziyi Zhang – grają w poważnym filmie katastroficznym, jakby co najmniej odtwarzali historię opartą na faktach. Szanuję wysiłek, ale to karkołomny pomysł i efekt jest raczej groteskowy. Dość powiedzieć, że na ekranie pojawia się Charles Dance (dla niewtajemniczonych/fanów GoT: Tywin Lannister) i poza tym, że jest, ciężko powiedzieć coś więcej o jego roli. Tak wykorzystano potencjał najlepszego aktora w obsadzie.

Jeśli kochasz wielkiego jaszczura na zabój (jak postać Kena Watanabe) – wyjście do kina będzie uzasadnione, o ile nie zaśniesz podczas eksploracji wątków związanych z ludźmi. Godzilli w “Godzilli II” jest dużo więcej niż poprzednio i pokazano to w sposób potrafiący zachwycić. Jeśli jednak same “kaiju” to dla ciebie za mało – odradzam seans. Poza ładnymi obrazkami nie ma w filmie niczego, za co warto byłoby zapłacić te paręnaście złotników.

Kyle Chandler jako jeden z niewielu wie dokładnie, w jakiej produkcji bierze udział.
-->

Kilka komentarzy do "Godzilla II: Król potworów (2019)"

  • 2 lipca 2019 at 12:45
    Permalink

    “Na zdjęciach tego nie widać, ale walki tytanów są zrealizowane perfekcyjnie” – no wlasnie… co jest z tymi zdjeciami? to tak wyglada czy screeny sa z jakiegos kiepskiego CAMa ?

    Reply
    • SithFrog
      3 lipca 2019 at 10:38
      Permalink

      Z netu, ale szukałem i nie znalazłem nic lepszego co się dał sensownie przeskalować do pożądanego rozmiaru.

      Reply
  • 2 lipca 2019 at 13:13
    Permalink

    Szkoda, że film wnpewnym momencie porzuca kwestię charakteru potworów. Mam na myśli Gidorę , gdzie na początku widać , że każda z głów ma inny charakter, a potem ten wątek zostaje zapomniany

    Reply
    • SithFrog
      3 lipca 2019 at 10:39
      Permalink

      Tak, generalnie szkoda, że poza walkami fabuła skupia się na ludziach. Potwory są 3x ciekawsze i gdyby rozwinęli wątek tego kim lub czym są potwory i o co im chodzi – byłbym zdecydowanie bardziej zaangażowany w seans.

      Reply
  • 2 lipca 2019 at 14:15
    Permalink

    Ken Watanabe mieli świadomość, czym powinien być film tego typu. <- spotkałem się z opinią, że Ken to spersonalizowana postać widza/fana Godzilli, gdyż przez cały film krzyczy jedno zdanie, ale mające najwięcej sensu. Jednocześnie problem z usłyszeniem tego krzyku, jest największą wadą reżysera, scenarzysty i w ogóle filmu. Nikt nie posłuchał "wypuśccie Godzillę i niech się biją!".

    Film powinien być jedną wielką nawalanką wielkich potworów bo to o nie tutaj chodzi. A niepotrzebnie skupia się na ludziach traktując potwory (czasem dosłownie) jako tło.

    To jest zupełne niezrozumienie i nieporozumienie.

    Pozostaje mieć nadzieję, że King Kong vs Godzilla skupią się na tym o co chodzi w tego typu filmach (np. jak nakręcić fajnie scenę gdy King Kong wpycha drzewo do pyska Godzilli) : )

    Reply
    • SithFrog
      3 lipca 2019 at 10:41
      Permalink

      Tak, Watanabe w ogóle wygląda jak ciało obce, bo sprawia wrażenie postaci wyciągniętej z Godzilli japońskich i wsadzonej siłą do Godzilli amerykańskiej. Z resztą zgadzam się w 100%. KK vs Godzilla mógłby być dobry gdyby sensownie go zrealizować, ale po niezbyt dobrych wynikach “King of monsters” podobno kolejne produkcje stoją pod znakiem zapytania.

      Reply
  • 2 lipca 2019 at 14:31
    Permalink

    Kiedyś oglądałem japońskie godzille – jako dziecko jarałem się nimi niesamowicie. Godzilla kontra Mothra – to był film niesamowity, oglądałem kilka razy. Potem pojawiła się godzilla amerykańsko-francuska. Film znów był dobry, ciekawy, nieźle nakręcony. Nie wiem jak to możliwe, że japońce z amerykanami nie potrafili doskoczyć do poziomu filmów z roku 1992 i 1998. Przykre, że przy takim rozwoju techniki i efektów specjalnych ludzie nie potrafią kręcić filmów. Mówię o pierwszej godzilli tej z 2014. Króla Potworów jeszcze nie oglądałem, ale jakoś mi się nie śpieszy.

    Reply
      • SithFrog
        3 lipca 2019 at 10:42
        Permalink

        @Atos: przekonałeś mnie.

        Reply
        • 3 lipca 2019 at 11:17
          Permalink

          Witamy w Z-klubie. Teraz już żaden lateksowy kostium nie będzie taki sam. 😉

          Reply
    • SithFrog
      3 lipca 2019 at 10:43
      Permalink

      Ja w sumie nie wiem dlaczego Godzilla z 1998 jest tak znienawidzona. To była luźna amerykańska interpretacja kompletnie oderwana od oryginału i zrobiona z jajem (hue hue). To tak jakby fani Robin Hooda zżymali się na Facetów w rajtuzach, że jest zbyt daleko od oryginału…

      Reply
  • 2 lipca 2019 at 14:35
    Permalink

    A może ktoś tutaj oglądał i mi poradzi, bo w kinie w moim mieście leci teraz “Anna” L. Bessona – czy warto na to iść?

    Reply
    • 3 lipca 2019 at 08:09
      Permalink

      Zależy czego oczekujesz. Jeśli zależy ci na strzelaninach i potrójnych agentach to jest nawet ok.

      Reply
    • SithFrog
      3 lipca 2019 at 10:44
      Permalink

      Nie widziałem, czytałem kilak opinii i podobno nie zachwyca.

      Reply
  • 2 lipca 2019 at 15:44
    Permalink

    Zgodzę się z tym całkowicie. Efekty są świetne, ale treści to chcieli upchnąć ciut za dużo

    Reply
    • SithFrog
      3 lipca 2019 at 10:45
      Permalink

      No właśnie, jakby nie mogli zdecydować się czy zrobić film o potworach czy o ludziach z potworami w tle. Tak długo się wahali, że zrobili 2 w 1 i wyszło jak wyszło.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków