
Sezon ogórkowy w pełni. Czerwiec obfitował w zapowiedzi, jesień obiecuje dużo ciekawych premier, a póki co cisza… no – prawie, bo PlayStation z XBOXem w lipcu sporo namieszali.
Zapowiedzi
Red Hook Studios zapowiedziało nowe rozszerzenie do 10-letniego Darkest Dungeon, zatytułowanego Fire’s Edge. Wraz z dodatkiem do gry zostanie dodana dwójka bohaterek, nowe dzielnice oraz mechaniki. W dodatek zagramy już 18 sierpnia.
Nowy God of War z podtytułem Laufey zadebiutuje 16 lutego 2027.
Ukazał się pierwszy zwiastun EA SPORTS FC 27. Premiera gry zaplanowana została na 25 września.
Po średnio udanym MXGP 24, seria wraca ze znacznymi usprawnieniami w nowej odsłonie MXGP 26: The Official Game. Twórcy zapowiadają najbardziej realistyczną i najintensywniejszą odsłonę cyklu. Gracze będą mogli wziąć udział w pełnym sezonie Mistrzostw Świata MXGP 2026, korzystając z oficjalnych zawodników, motocykli i torów. Gra ukaże się w październiku 2026 roku na PlayStation 5, Xbox Series X/S oraz PC za pośrednictwem platformy Steam. Dokładny dzień premiery nie został jeszcze podany.
Onimusha: Way of the Sword dostała nową datę premiery. W grę zagramy nieco szybciej. Zgodnie z nową zapowiedzią produkcja Capcomu ma zadebiutować na rynku 4 września 2026 roku, a więc trzy tygodnie wcześniej niż pierwotnie.
Świetna wiadomość dla fanów klasycznych przygodówek point&click. Po niemal dekadzie wraca Thimbleweed Park – gra inspirowana Twin Peaks i Archiwum X. Ron Gilbert, legenda gatunku i twórca pierwszych dwóch odsłon Monkey Island uznał, że najwyższy czas na jego kontynuację. Na Thimbleweed Park 2 przyjdzie nam jednak trochę poczekać – premiera zaplanowana jest na 2028 rok. Gra zmierza na razie tylko na PC, ale pierwsza część z czasem trafiła także na konsole i urządzenia mobilne, więc w przypadku sequela najprawdopodobniej będzie podobnie.
Grę można już dodawać do whishlisty na Steam:
https://store.steampowered.com/app/4932120/Thimbleweed_Park_2/
Premiery
Premierowo też sezon ogórkowy. Wszystkie większe tytuły są zaplanowane na wrzesień i październik, potem przerwa na GTA i po Nowym Roku kolejny wysyp grubszych tytułów. A co nam zostaje na lato?
Assassin’s Creed Black Flag Resynced, czyli remake pirackiego Asasyna, został bardzo ciepło przyjęty. W ciągu pierwszej doby sprzedano 2 miliony kopii, a gracze bardzo ten tytuł chwalą, uznając go za udany remake.
Swoją premierę miało DLC do The Alters, w którym możemy eksplorować tajemniczą oazę wraz z nowymi Janami naukowcami.
Grim Dawn 23 lipca otrzymało gigantyczny dodatek Fangs of Asterkarn – i już od pierwszych godzin spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem graczy. Nowe rozszerzenie jest największym dodatkiem w historii gry. Wprowadza całkowicie nowy region, który powiększa świat Grim Dawn o około 32%. To jednak dopiero początek zmian. Gracze otrzymali również nowe, dziesiąte mistrzostwo, system personalizacji mikstur, możliwość transmutacji afiksów, przebudzone (Awakened) przedmioty, nowy tryb Ascendant Game Mode, liczne nowe zadania, przeciwników i przedmioty.
Po ośmiu latach pracy polskie, dwuosobowe studio wreszcie wypuściło na świat swoje dzieło – przygodówkę point-and-click Tormentum II, utrzymaną w klimatach przywodzących na myśl Beksińskiego i Gigera. Gra oferuje wybory niosące konsekwencje, które kształtują losy napotkanych postaci i prowadzą do wielu zakończeń, a podczas rozgrywki zobaczymy ponad 200 ręcznie malowanych scen.
Różne
W czerwcowym Gierkołazie zastanawialiśmy się, czy fakt, że GTA VI nie będzie wydane na płycie, oznacza początek końca fizycznych wydań. Na odpowiedź nie musieliśmy długo czekać – na samym początku miesiąca Sony poinformowało, że od stycznia 2028 zaprzestaje wydawania gier na fizycznych nośnikach. Wiadomość ta spowodowała ogromną burzę wśród graczy, ubolewających nad utratą kontroli nad swoimi tytułami i niepewną przyszłością – skoro PlayStation będzie miało monopol na dystrybucję gier na swojej platformie, może to oznaczać wysokie ceny. Zniknięcie płyt oznacza również, że platforma ta straci dużo na swojej atrakcyjności. Po powyższym ogłoszeniu nastąpiła tygodniowa cisza. Potem aktywność na socjalach PS wróciła do normy, z jednym wyjątkiem – pod każdym nowym postem następuje wysyp komentarzy od niezadowolonych graczy, informujących Sony, że „no disc, no buy”, zdjęcia wydań pudełkowych i inne w podobnym tonie. I nie dotyczy to tylko polskiego profilu, w innych krajach sytuacja jest taka sama. PS prędzej czy później będzie musiało jakoś zareagować.
Swoje niezadowolenie wyrazili nie tylko gracze – głos zabrał również Hideo Kojima (Metal Gear Solid, Death Stranding), wskazując, że w sytuacji pełnej cyfryzacji to firma będzie decydować, czy możesz zagrać w daną grę, czy nie, łatwo odcinając dostęp od – jak by nie było – zakupionych treści. Pojawiły się również głosy, że mimo streamingów filmy i muzyka nadal wychodzą na płytach, a książki w wersjach papierowych, więc dlaczego gry miałyby być tu wyjątkiem, pozbawionym fizycznej wersji?
Jak się sytuacja rozwinie – zobaczymy, na pewno jest to przełomowy moment w branży. Całe to zamieszanie odbiło się szerokim echem – niektóre marki zaczęły żartować, że od teraz też będą oferować tylko wirtualne wersje swoich produktów (m.in. Dominos Pizza).
Jak by tego było mało, zamykają też sklep online dla PS3 oraz PS Vita.
Również w XBOXie trwa rewolucja. Planowane jest zwolnienie 3200 pracowników do końca roku fiskalnego, z czego połowa tej liczby z pracą pożegnała się już w lipcu. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że żadne studio nie zostało zamknięte; część sprzedano, części oddano niezależność, w niektórych doszło do redukcji etatów. Obsidian Entertainment stracił 25% swoich pracowników. Studio ma się skupić na nowym Falloucie, za którego reżyserię będzie odpowiadał ten sam człowiek, który dał nam New Vegas. Również w idSoftware będzie mniej ludzi (zwolnionych zostało 95 osób, teraz studio liczy mniej więcej tylu pracowników, ilu brało udział w tworzeniu DOOMa 2016), a studio ma zrobić kolejnego shootera z zagładą w roli głównej.
W Ubisofcie też fala zwolnień. Z firmą rozstało się ponad 50 pracowników, z których część pracowała nad dopiero co wydanym starym-nowym Asasynem.
Za to Bethesda dała nam kilka ciekawych newsów. The Elder Scrolls VI to obecnie projekt priorytetowy (niedawno minęło 8 lat od zapowiedzi tego tytułu, więc wypadałoby go w końcu dowieźć), Fallout 5 jest w fazie preprodukcji, Starfield ma nadal otrzymywać nową zawartość. Powstaje też remaster Fallouta 3 oraz New Vegas.
Gra DOOM z 1993 roku została wybrana przez The Washington Post jako jeden z 25 najbardziej wpływowych produktów amerykańskiej kultury.
W Dispatch w końcu można zagrać po polsku – gra dostała rodzime napisy, jeśli więc czekaliście z zakupem na lokalizację, to już jest.
Niemałym sukcesem na Kickstarterze zakończyła się zbiórka na Tex Murphy: Killing Moon Rising – czyli remake jednej z najbardziej kultowych przygodówek FMV lat 90. Nowa wersja Under a Killing Moon zostanie zrealizowana z wykorzystaniem Unreal Engine 5 i zaoferuje nie tylko nowoczesną oprawę, ale także szereg nowych elementów rozgrywki. Twórcy początkowo chcieli zebrać niespełna 44 tysiące euro, jednak zainteresowanie okazało się tak ogromne, że licznik zbiórki przekroczył 370 tysięcy euro, co praktycznie zagwarantowało realizację wszystkich najważniejszych założeń projektu. Za remake odpowiada zespół współpracujący z oryginalnymi twórcami serii. W projekt zaangażowali się Aaron Conners oraz Chris Jones, który przed laty wcielił się w detektywa Texa Murphy’ego. Do ekipy dołączył również Douglas Vandegrift, jeden z artystów pracujących nad wydanym w 1994 roku oryginałem.
Gra zostanie wydana w kolekcjonerskim boxie, który będzie zawierał drukowaną instrukcję, plakat, zestaw pocztówek, kod do pobrania gry (GOG/Steam) oraz jakieś inne drobiazgi.
W październiku br. po raz pierwszy odbędą się Dni Polskich Gier Wideo – wydarzenie o charakterze międzynarodowym, w ramach którego polskie studia developerskie będą promować swoje gry na globalnym rynku cyfrowym. To pierwsze wydarzenie promujące branżę gier wideo na taką skalę na świecie i z oficjalnym wsparciem administracji publicznej. Organizatorem i koordynatorem przedsięwzięcia jest Instytut Przemysłów Kreatywnych, państwowa instytucja kultury nadzorowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, odpowiedzialna za wsparcie rozwoju polskiej branży gier wideo.
Więcej: https://www.gov.pl/web/kultura/dni-polskich-gier-wideo–nowa-inicjatywa-promujaca-polske-na-swiecie
Trochę liczb
- Night City liczy już ponad 40 milionów mieszkańców.
- Mimo że Cyberpunk 2077 swoją premierę miał ponad 5 lat temu, dzięki stałemu rozwojowi marki nadal cieszy się ona dużym powodzeniem. Zapowiedź drugiego sezonu anime Edgerunners oraz trwająca letnia wyprzedaż przyciągnęły do tytułu zarówno nowych, jak i starych graczy – liczba jednocześnie grających przebiła 100 tysięcy osób (na samym Steam) – to najlepszy wynik od czasu premiery dodatku Phantom Liberty.
- Frostpunk 2 sprzedał się w milionie kopii. W czerwcu wyszło rozszerzenie Breach of Trust, gra dostępna była także w ramach abonamentu GamePass.
- Również milion kopii sprzedała czarno-biała mysz, czyli polski detektywistyczny shooter Mouse: PI for Hire
- Assassin’s Creed Black Flag Resynced przyciągnął szerokie grono odbiorców – rozeszło się ponad 3 miliony kopii.
- Resident Evil Requiem rozprzestrzenił się na ponad 8 milionów graczy.
- Na wycieczkę po Księżycu w towarzystwie małej androidki skusiło się 2,5 miliona graczy. Pragmata, bo o niej mowa, może być początkiem kolejnej długoletniej serii Capcomu.
- Wydawca The Blood of the Dawnwalker, który to tytuł ma zadebiutować na początku września, pochwalił się, że grę do wishlisty dodało ponad 2 miliony osób.
- Meccha Chameleon, online’owa gra w „chowanego”, w której część graczy próbuje wtopić się w tło, a druga część znaleźć tych pierwszych, sprzedała 15 milionów kopii.
Co ogrywaliśmy?
Alexandretta
Lipiec był dla mnie miesiącem eksperymentów.
Jednym z nich było Date Everything!. O grze nie wiedziałam w zasadzie nic poza tym, że kiedyś na twitterze mignęło mi kilka dobrych opinii o niej, więc uznałam, że to może być fajny, lekki tytuł na lato. Gra polega zasadniczo na „ożywianiu” i gadaniu ze wszelkimi sprzętami domowymi – od stołów, krzeseł i regałów, przez lodówkę, kuchenkę i pralkę, po kartonowe pudełka, skrzynkę z bezpiecznikami i odkurzacz. Dialogi są wypełnione suchymi żartami i podtekstami. Im dalej w las, im więcej przedmiotów poznamy, tym więcej wzajemnych zależności między nimi zobaczymy. Napotkamy kłótnie, romanse, a nawet problemy psychologicznej natury. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie warstwa audio – wśród aktorów głosowych znalazło się sporo znanych nazwisk, a muzyka przygrywająca w tle rozmów prezentuje szeroki wachlarz gatunkowy. Gra wbrew pozorom jest dość obszerna, a ponieważ przy dłuższych posiedzeniach potrafi zmęczyć, będę ją pewnie ogrywać po trochu przez dłuższy czas.
Librarian: Tidy up the arcane library! to dziwna gra. Polega wyłącznie na układaniu książek na półkach, a mimo to wciąga bardziej, niż człowiek chciałby przyznać.
Dla ochłody wjechał też Frostpunk 2. Grałam w niego tylko w okolicach premiery, a w międzyczasie podochodziło trochę nowych rzeczy, z których najbardziej ciekawiło mnie DLC z wulkanem. Przy okazji zauważyłam, że w pierwszym Frostpunku nie mam prawie żadnych achievmentów (nie bardzo wiem dlaczego, bo na pewno skończyłam wszystkie scenariusze), więc postanowiłam to nadrobić.
Kr4wi3c
Od początku tego roku gram głównie w japońskie produkcje. Ukończyłem remake’i Resident Evil 2, 3 i 4, skończyłem też Pragmatę, a obecnie zabrałem się za Ghostwire: Tokyo – najbardziej japońską grę, w jaką miałem okazję zagrać. To, że akcja dzieje się w Tokio, to jedno, ale cała produkcja jest wręcz przesycona japońską kulturą i folklorem. Podczas rozgrywki poznajemy znaczenie znaków kanji, zbieramy popularne japońskie przekąski, które służą tu za apteczki, czytamy kocie myśli i walczymy z przeciwnikami inspirowanymi lokalnym folklorem.
Za adwersarzy robią tu Visitors – złowrogie duchy z innego świata, które nawiedziły miasto. Spotykamy wśród nich uczennice w klasycznych mundurkach szkolnych, czy Rain Walkerów wzorowanych na wyczerpanych biznesmenach, kryjących się pod czarnymi parasolami. Poza tym oczyszczamy bramy torii, zbieramy dusze mieszkańców i eksplorujemy dachy wymarłego Tokio.
Grim Dawn
Grim Dawn odpaliłem tylko na chwilę po tym, jak pół exTwittera zaczęło się jarać, że już niedługo wychodzi nowy dodatek i generalnie tym, jaka ta gra jest świetna i że lepsza niż jakies tam Diablo 3 (o to akurat nie trudno, a przy praktycznie każdej lepszej produkcji pojawia się ta sama argumentacja). Nigdy też wcześniej w ten tytuł nie grałem – za dużo jest bowiem dobrych h&s i życia zabraknie, żeby w nie wszystkie zagrać, więc część z nich potrafi mimo wszystko umknąć.
No więc spróbowałem i przepadłem. Nawet nie wiem, kiedy zleciało ponad 20 godzin. Czy jest to lepszy tytuł niż Diablo 3, na razie ciężko stwierdzić. D3 mam co najwyżej lekko liźnięte – jakoś mnie do siebie nie ciągnie za specjalnie, mimo że jedynkę i dwójkę nie raz kończyłem. Póki co, przypomniały mi się stareńkie czasy poznawania pierwszego Divinity, Sacred 2 czy Dungeon Siege 2. Chociaż swoją przygodę z Grim Dawn dopiero zaczynam, to już wiem, że się polubimy. Mechanicznie nie jest przekombinowana, więc idzie łatwo ogranąć, co i jak. Trochę mi brakuje większego wyboru skilli, ale ponoć można używać dwóch klas na raz – czego sam jeszcze nie przetestowałem, tym bardziej że gra się z tym wyborem jakoś specjalnie nie narzuca.
Dodatek już kupiłem, ale pewnie jeszcze wiele wody w Wiśle upłynie, zanim uda mi się do niego dojść. W każdym razie nie spieszy mi się. Tak dobrze mi się gra, że zupełnie nigdzie nie lecę, nie pędzę, powoli odkrywam sekrety kolejnych map i patrzę, jakie niespodzianki przygotowali dla mnie autorzy. Plusem jest, że gra chodzi całkiem przyzwoicie na Steam Decku, więc można tłuc potworki także mobilnie. Na przykład przed snem, co jest jedną z licznych zalet tego tytułu.
Crowley
Ja co prawda jeszcze dodatku do Grim Dawn nie kupiłem, ale na pewno się doczeka. Bardzo cieszy mnie też kolejny nawrócony wyznawca, bo gra jest po prostu wspaniała i już. Ale u mnie w tym miesiącu zupełnie inne klimaty. Postanowiłem wrócić po długiej przerwie do XCOM 2, którego nigdy nie skończyłem, chociaż jedynka bardzo mi się podobała. Druga część to zupełnie inna bestia, z kompletnie przemodelowaną częścią strategiczną i ciekawą, nieoczywistą fabułą.
Postanowiłem zacząć od nowa, uzbrojony w odrobinę wiedzy i doświadczenia z wczesniejszego podejścia i… strasznie ssę w tej grze. Aż zacząłem sprawdzać różne internetowe poradniki, bo stwierdziłem, że coś jes nie tak, kiedy tracę połowę drużyny w pierwszej misji. Za którymś razem w końcu się udało, ale faktem jest, że ta gra nie wybacza. Niby jest podobnie jak w jedynce, ale nieuważny dowódca prędzej niż później pośle cały swój skład do szpitala lub kostnicy, bo starcia wyglądają chwilami jak skomplikowane łamigłówki, w których trzeba próbować oszukać RNG i odnaleźć optymalną sekwencję ruchów, minimalizując straty własne. Jak już kliknie, satysfakcja jest ogromna, bo walka daje tak samo dużo satysfakcji, jak w pierwszej części. Personalizacja wojaków jest świetna i pozwala zżyć się ze swoimi podopiecznymi, więc każda rana postrzałowa boli podwójnie.
Tak naprawdę największym problemem jest ograniczenie czasowe, które gra narzuca w większości misji. Limit jest bardzo ciasny i nie pozostawia marginesu na skomplikowane i ostrożne manewry, za to zmusza do podejmowania ryzyka, co – jak już pisałem – jest najprostszą drogą do masowych pogrzebów. Dziwię się, że twórcy zdecydowali się na takie obostrzenia, bo gra i bez tego nie jest łatwa.
Kartka z kalendarza
Dzisiejszym wehikułem czasu wracamy do wspaniałego roku 1999. W lipcowym numerze ŚGK pojawiła się niepozorna recenzja jednej najbardziej kultowych gier w historii, czyli Jagged Alliance 2. Recenzent chyba nie przewidział, że ogrywał ponadczasowy klasyk, który chyba każdy miłośnik taktycznych strategii zna na pamięć. Przyznam szczerze, że choć podchodziłem do niej kilkukrotnie, nigdy nie udało mi się wyzwolić całej wyspy spod jarzma Deidranny.
Gra pomimo paskudnej momentami grafiki, jest bardzo rozbudowana i niezwykle urozmaicona, dzięki czemu zarówno w wastwie strategicznej – na mapie ogólnej – jak i taktycznej, podczas starć, trzeba naprawdę kombinować, żeby nie dać się zastrzelić.
A w ramach bonusu, bo recenzja krótka, kultowy komiks Śledzia, nawiązujący do premiery Mrocznego widma, które zawładnęło wtedy kinami (pierwszy film, na którym byłem dwa razy w kinie).













Czy ktoś gdzieś kiedyś zebrał wszystkie komiksy Śledzia z ŚGKów? Toż to by była fantastyczna kompilacja. Mam album Fido i Mel na kozetce, ale tam jest tylko wybór.
X-com 2 było bardzo fajne. Najpierw tu na FSGK miałem zabawę śledząc (i uczestnicząc!) w kampanii Razora, potem sam ukończyłem. Teraz natomiast gram w Xenonauts 2, który jest praktycznie 1:1 dawnym X-com z lat 90. Nie ma takich fajnych personalizacji żołnierzy i zbliżeń jak w nowym X-com, aczkolwiek zabawa jest naprawdę spoko.