
To już prawie koniec. Za nami piąty odcinek, brutalny, widowiskowy… Ale czy równie dobry jak proza George’a R.R. Martina?
Przygotowania
„W imię Matki” rozpoczyna się dokładnie w chwili, w której zakończył się poprzedni odcinek. Baelor Targaryen zbiera rycerzy Dunka i wygłasza krótką przemowę, w której ujawnia część swojej strategii. Zwraca uwagę, że rycerze Gwardii Królewskiej po stronie Aeriona przysięgli chronić członków rodziny królewskiej. Co znaczy, że sam Baelor może sobie natłuc darmowych punktów.
Ser Robyn Rhysling pyta, czy takie postępowanie jest honorowe, Baelor odpowiada, że osądzą to bogowie. Lyonel Baratheon wskazuje, że Baelor musiał być ulubionym dzieckiem swojej matki (tu pojawia się drobna nieścisłość w polskim tłumaczeniu, które upiera się, iż Roześmiana Burza pyta zaledwie, czy matka kochała przyszłego Namiestnika). Baratheon tę dziwną uwagę rozwija – jego zdaniem chłopcy zaniedbani przez matki walczą zacieklej. O tym się zresztą jeszcze przekonamy. Jako że to początek odcinka, to musimy mieć akcent niesmaczny – w scenie Dunk i Raymun wymiotują.
Bardzo młody septon (chyba jeszcze przed mutacją, bo słowo daję, że miałem problem ze stwierdzeniem, czy to chłopak czy dziewczyna – okazuje się, że faktycznie septona grał nastolatek) wygłasza kilka formułek, po czym następuje pierwsza szarża.
Dunk – jak w książce – w jednej chwili traci całą pewność siebie, na szczęście Grom (z podpowiedzią Jaja) wie co robić. Tę przerażającą chwilę obserwujemy z perspektywy ser Duncana. Rycerz trafia kopią w tarczę Aeriona, ale jego rywal zalicza celniejsze uderzenie, które roztrzaskuje tarczę i przebija kolczugę. Dunk z trudem panuje nad koniem. Wyrywa grot kopii ze swojego boku, by już po chwili oberwać kiścieniem w hełm i wylądować na ziemi. Nie zaczęło się dobrze.
Retrospekcja
A więc pora na retrospekcję. Jesteśmy na Polu Czerwonej Trawy, jakiś czas po bitwie. Dunk plądruje ciała poległych, zbierając podkowy i kosztowności. Towarzyszy mu Rafe, rówieśniczka lub dziewczyna niewiele od niego starsza. Gdy chłopak próbuje z litości dobić rycerza (Hightower albo Frey – ciężko powiedzieć, bo herb widzimy tylko przez moment, ale na pewno jest tam co najmniej jedna wieża), Rafe sugeruje aby go wydostać i spróbować zdobyć okup. W ten sposób przedłużają tylko cierpienie konającego.
W drodze powrotnej do Królewskiej Przystani (nb. Pole Czerwonej Trawy jest bliżej stolicy niż się spodziewałem – wydawało mi się, że to będzie jednak ze 2 dni drogi) rozmawiają o śmierci po czym zmykają z gościńca na widok rycerza Stokeworthów. Tu znów małe wtrącenie – zawsze mi się wydawało, że ich herbem jest jagnię trzymające kielich, a tu okazuje się, że jagnię jest w kielichu.
Dzieciaki kontynuują rozmowę. Rafe jest dość cyniczna co do ludzkiej natury. Wątpi w koniec wojen, bo ludzie długo chowają urazy. Pada historia Budynia, który zabił brata Cerdica – o samym Budyniu powinniśmy usłyszeć coś więcej w trzecim sezonie.
Po powrocie do Królewskiej Przystani jednoręki Alester ze Straży Miejskiej próbuje wymusić na młodych złodziejach haracz. To by było na tyle jeśli idzie o propagandę Daerona II na temat tego, jak to przywrócił honor i praworządność w szeregach Złotych Płaszczy. Ale przynajmniej jest inkluzywnie, jeśli facet bez dłoni może tam zrobić karierę. Dzięki małemu zamieszaniu Dunk i Rafe znikają. A Rafe przy okazji kradnie strażnikowi manierkę.
Złodzieje sprzedają swą zdobycz za dwa srebrne jelenie i chowają się pod zagrodą dla kóz. Gadają o planowanej ucieczce z miasta. Dunk nie chce wyruszać do Wolnych Miast (może i słusznie, w Westeros przynajmniej – z małymi wyjątkami – nie ma niewolnictwa). Chłopak czeka na swoją matkę, ale ostatecznie przystaje na plan Rafe.
Następnego dnia dzieciaki próbują wykupić miejsce na łodzi i dowiadują się o istnieniu inflacji strukturalnej, czyli zjawiska, gdy podaż dóbr nie jest w stanie dogonić popytu. Zbyt wielu ludzi chce opuścić miasto, cena uległa podwojeniu. Jakby tego było mało chwilę później dopada ich Alester z kolegą ze straży miejskiej. Ma pretensje o kradzież i zabiera dziewczynie srebro. W odpowiedzi Rafe kradnie jego nóż. Tym razem jednak strażnik spostrzega zgubę bardzo szybko i podrzyna jej gardło. Dunk widząc umierającą przyjaciółkę, rzuca się na Alestera. Ale jest bez szans. Drugi ze strażników przebija mu łydkę włócznią i już ma chłopaka dobić, gdy wpada ser Arlan z Pennytree, cały na biało obrzygany. „W imię Matki! Zostawcie tego chłopca!” – wykrzykuje. I jak na ochlajtusa, rozprawia się z dwójką strażników całkiem zgrabnie. Następnie chowa miecz i zatacza się w nieznanym kierunku.
Snap back to reality
A tymczasem leżący na ziemi ser Duncan właśnie oberwał w łeb kiścieniem. Podrywa się z ziemi i dostaje dokładkę – tym razem buzdyganem od siedzącego wciąż na koniu tatusia Aeriona. Maekar zresztą zaraz z konia spada, uderzony fragmentem kopii przez swojego brata Maekara. Dunk nie może znaleźć miecza. Unika kiścienia Aeriona turlając się. Powala w ten sposób Jasny Płomień. Wiem co sobie myślicie – czyli jesteśmy blisko końca walki. No nie bardzo, pora na trochę hollywoodzkich dodatków.
Aerion przebija kolczugę Dunka sztyletem. Potem wbija sztylet w dłoń wędrownego rycerza. Ale nie daje rady dokończyć swego dzieła, obrywa mieczem od wciąż utrzymującego się na koniu Raymuna. Sam Raymun wszakże na koniu zostaje jeszcze tylko ze 3 sekundy, bo nie zauważa swojego kuzyna.
Dunk wyciąga sztylet z dłoni. Już zaczyna wstawać, gdy zalicza kolejny cios od kogoś na koniu – chyba Steffona Fossowaya. Aerion uderza mieczem w plecy Dunka. Sprzedano to jak poważną ranę, ale miecz ewidentnie nie przebił kolczugi (choć przyjemne to pewnie nie było). Dunk w końcu doczłapuje do swego ostrza. Zaczyna się powtórka z wymiany ciosów, przerwana na moment przez jeźdźca, który wpada między walczących. Aerion rzuca mieczem w udo Dunka… Dunk dostaje tarczą, a potem głowicą miecza prosto w wizurę hełmu. Niezorientowanym wyjaśniam, że to jeszcze groźniejsze od picia herbaty z łyżeczką w szklance. Wędrowny rycerz ściąga swój hełm, wymierza Aerionowi serię ciosów. Trafia w łączenie płyt na udzie. Aerion pada.
Maekar rzuca się w stronę syna. Powala brata, następnie strąca z konia Lyonela Baratheona. „Mój syn! Mój syn!” – krzyczy, gdy dopadają go Baelor i Roześmiana Burza. Aerion leży na ziemi trzymając się za krocze (wszystkie teorie o Varysie jako potomku tej gałęzi Targaryenów tracą trochę na prawdopodobieństwie). Ale Dunk też nie jest w najlepszej formie. Siada na ziemi plując krwią. Jajo krzyczy, aby rycerz wstał. Aerion domaga się poddania przez Duncana. Rycerz osuwa się na ziemię.
Oops, there goes gravity
Trębacz jest już gotów, by zakończyć całą zabawę, gdy ser Duncan słyszy głos ser Arlana. „Użyj Mocy!” „Wstań”. Ser Duncan może i dostał łupnia, ale Dunk z Zapchlonego Tyłka się nie podda. Wstaje. Tłum szaleje.
Aerion próbuje się z Dunkiem w zapasach, ale obrywa swoją własną tarczą. Raz za razem. A potem opancerzoną rękawicą prosto w dziób. Poddaje się. Gdzieś w tle widzimy Raymuna dostającego wciry od Steffona. Maekar szaleje walcząc jednocześnie z Lyonelem i Baelorem. Uderza swego brata w tył głowy buzdyganem. A Dunk wlecze Aeriona w stronę lorda Ashforda. Jasny Płomień cofa swe oskarżenie, by ocalić życie. Koniec. Wiwaty.
Raymun i Stalowy Pate pomagają Dunkowi. Rycerz pyta, czy ktoś zginął. Okazuje się, że Humfreyowie – Beesbury i Hardyng – polegli już w pierwszym starciu. Nasz wędrowny rycerz też jest bliski śmierci. Kopia wbiła fragmenty kolczugi w ciało. Pate chce polać ranę wrzącą oliwą, na szczęście od tego pomysłu odwodzi go Baelor Targaryen. Dunk klęka i błaga o przyjęcie na służbę. Baelor zgadza się. Potrzebuje dobrych ludzi. „Królestwo…” – co to Baelor miał powiedzieć? Potrzebuje pomocy w zdjęciu hełmu. Zasłona pękła, nie czuje palców. Hełm został wgnieciony w obojczyk (nie żaden „naszyjnik” – drogi tłumaczu – ja wiem, że tak stoi w polskiej wersji książki, ale to bzdura, ta część zbroi to „obojczyk”). Baelor mówi Stalowemu Pate’owi i Raymunowi, że dostał w głowę buzdyganem Maekara (tłumaczu, jeszcze jedna kwestia – buzdygan to nie „maczuga”, a Maekar to nie Fred Flintstone). Wydaje się być dumny z siły młodszego brata.
I dumny jest aż do końca życia. Gdy hełm zostaje zdjęty, wypływają z niego fragmenty mózgu i czaszki. Baelor osuwa się i umiera w ramionach Dunka. Spełnia się sen Daerona o martwym smoku. Dunk, zdruzgotany, szlocha nad ciałem człowieka, który był jego największym obrońcą i moralnym wzorem.
Zmiany, zmiany, zmiany… w retrospekcji
Tym razem omówię je nie chronologicznie, ale z podziałem na dwa segmenty odcinka. Najprościej jest z retrospekcją, bo została niemal w całości wymyślona na użytek serialu. Choć sama Rafe to postać, którą Dunk wspomina w Tajemniczym Rycerzu. Zawsze myślałem, że była chłopcem, choć nie przypominam sobie, czy coś z kontekstu oryginalnej opowieści na to wskazywało (albo coś z tłumaczenia, bo w języku polskim łatwo wykryjemy płeć wskutek odmiennej koniugacji czasowników). Natura relacji pomiędzy obydwiema postaciami też jest nieco inna, Dunk sprawia wrażenie dobrotliwego i niewinnego, choć sam wracając wspomnieniami do tamtych czasów myślał o sobie i swych przyjaciołach jako o grupie małych potworów terroryzujących okolicę. A samego siebie miał za najgorszego z nich. Ale może to nadmierny krytycyzm Dunka.
Dostaliśmy też dowód na to, że wiek Dunka został istotnie zmieniony. Bitwa na Polu Czerwonej Trawy miała miejsce ok. 12-13 lat przed turniejem w Ashford. A zatem jeśli Dunk ma podczas zbierania fantów ok. 12 lat (odtwarzający jego rolę aktor to 15-latek, ale powiedzmy, że wygląda odrobinę młodziej, a Dunk był duży jak na swój wiek), to w chwili gdy toczą się wydarzenia z serialu powinien mieć 24-25 lat. Zgodnie z treścią noweli miał (najprawdopodobniej) lat 17. OK, tak długo jak nie przestawiamy w czasie istotnych wydarzeń, a zaledwie postarzamy któregoś z bohaterów, nie wywołując przy tym cyklu niespodziewanych konsekwencji, to ja z tym problemu żadnego nie mam.
I ostatnia sprawa dotycząca tej części odcinka. Z książki wiemy bardzo niewiele o pierwszym spotkaniu Dunka i Arlana. Pojawia się sugestia, że rycerz z Pennytree znalazł chłopaka w Zapchlonym Tyłku i przygarnął, bo Dunk był duży i silny jak na swój wiek. Serial przedstawia te wydarzenia w sposób nieco odmienny, dodając rys heroiczny pijakowi, ale myślę, że obie wersje są do pogodzenia. Ot, Dunk używał skrótu myślowego. Gorzej, że ta rana łydki, to jest jednak coś, co by chłopaka pewnie zabiło. No, ale – jak zresztą zobaczymy w Próbie Siedmiu – Dunk to prawdziwy Terminator.
Zmiany, zmiany, zmiany… w Próbie Siedmiu
Przejdźmy zatem do kwestii różnic w Próbie Siedmiu. Po pierwsze – znikł pomysł z kopiami turniejowymi, czyli podstępem Baelora. Żałuję, że to wycięto, choć przyznam też, że uważałem tę koncepcję za jedną ze słabszych sztuczek. Rzecz w tym, że trafienie kopią turniejową nie gwarantuje wysadzenia przeciwnika z siodła, co zresztą jest nam dość jasno zakomunikowane. Cały czas słyszymy o pojedynkach w których rycerze kruszą przeciw sobie po kilka kopii. Ergo – zaliczają poprawne trafienia, ale oponenci utrzymują się na koniach. Wydaje mi się więc, że ryzyko walki mniej efektywną bronią było zbyt duże.
Druga sprawa to długość pojedynku i liczba odniesionych przez Dunka ran. Martin w noweli dał rycerzowi jedną ranę, która powinna go wykończyć – ta kopia naprawdę mu się wbiła w okolice brzucha. Nie bardzo głęboko, bo przebiła najpierw tarczę, potem kolczugę, a na koniec kaftan, więc wytraciła trochę ze swego impetu, ale co do zasady to powinna go rozłożyć. Nie bez przyczyny kopie bojowe były jedną z nielicznych, prawdziwie przeciwpancernych broni średniowiecza. W serialu Dunk oprócz tego otrzymuje dwie rany sztyletem (powiedzmy, że pierwsza jest płytka, bo przechodzi przez kolczugę i kaftan). Dostaje też głowicą miecza w wizurę hełmu. To – zupełnie nawiasem mówiąc – duży ukłon w stronę realizmu. Rzeczywiście rycerz nawet nie w zbroi płytowej, ale po prostu w kolczudze z obojczykiem i solidnym hełmem, był prawie zupełnie odporny na cięcia i większość pchnięć mieczem, więc czasem stosowano technikę mordhau (zwaną też morschlag), zamieniając miecz w broń obuchową. Co się tyczy broni obuchowej, to zbiera nią nasz rycerz cięgi jeszcze przynajmniej kilkukrotnie (kiścieniem Aeriona, mylnie nazywanym czasem morgenszternem, oraz buzdyganem Maekara). Może pojedynczy cios by go nie zabił, lecz ich suma powinna go dawno wyeliminować. Wreszcie Dunk obrywa też rzutem miecza w udo. To z kolei najmniej realistyczny aspekt całej walki. Miecz to kiepski oszczep, takie rzeczy historycznie rzecz biorąc zdawały egzamin, gdy je stosowało przeciw przeciwnikowi bez żadnej zbroi. OK, kolczuga Dunka była krótka, ale nogi chroniła przeszywanica.
Troszkę się tu poznęcałem nad realizmem starcia, ale w gruncie rzeczy to się sprowadza do jednej uwagi – zrobiono z Próby Siedmiu walkę bardzo długą. Dla przypomnienia, w książce całość skończyła się dość szybko. Dunk dostał kopią w pierwszym podejściu. Potem dostał kiścieniem. Potem unikając kolejnego ciosu kiścienia na ziemi zamienił walkę w zapasy, zaczął okładać Aeriona tarczą i wygrał. Rozumiem chęć zrobienia z walki widowiska, rzeczywiście wygląda świetnie i spektakularnie, i przy wszystkich moich utyskiwaniach, to jednak lepiej niż w większości zekranizowanych pojedynków rycerskich. Ale odnotować to muszę.
Co do innych zmian – prawie ich nie ma, końcówka jest niemal żywcem wyjęta z kart powieści. Przychodzi mi do głowy w zasadzie tylko jedna istotna modyfikacja. Dowiadujemy się, że w pierwszym starciu zginęli obydwaj Humfreyowie. Technicznie rzecz biorąc w noweli od razu zginął tylko Humfrey Beesbury, zabity w pierwszym starciu przez Donnela z Duskendale. Szwagier Beesbury’ego, Humfrey Hardyng wytrzymał dłużej, ale zmarł od odniesionych ran, krótko po zakończeniu turnieju. Tu mała ciekawostka. Nie wiemy kto tak połomotał Hardynga, ale możliwe, że też dokonał tego ser Donnel. Beesbury był bardzo dobrym rycerzem turniejowym, Hardyng – jeszcze lepszym. I mamy pewne wskazówki, że pomiędzy Hardyngiem i ser Donnelem istniała dość zaciekła rywalizacja. Ser Humfrey kilka lat wcześniej, w trakcie turnieju w Dziewiczym Stawie odniósł nad rycerzem Gwardii Królewskiej dość głośne zwycięstwo. Oczywiście tym razem, przez złamaną nogę, nie był w pełni sprawny.
A jeśli ktoś jest tego ciekaw, to po stronie oskarżyciela poważne rany odnieśli Willem Wylde (leżał nieprzytomny, prawdopodobnie po upadku z konia, ale doprowadzono go do zdrowia) oraz nieszczęsny Daeron Targaryen, który spadł z konia po ciosie Robyna Rhyslinga, ale miał tego pecha, że koń nastąpił mu na nogę, łamiąc kończynę. No i Aeriona ser Duncan mocno obił.
I to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o zmiany. Można jeszcze wspomnieć tylko o tym, że nieco poszerzono rolę Jaja, od czasu do czasu jakąś kwestię włożono w usta innej osoby niż w nowelce, do tego Lyonel Baratheon zachowuje się wobec Baelora dość konfrontacyjnie (wydaje mi się, że serial będzie nam tu suflował niechęć Roześmianej Burzy wobec wszystkich Targaryenów). Ale to detale.
edit: Jeszcze jeden detal mi się przypomniał. Raymun w książce na szybko przemalował sobie tarczę. W serialu tego nie pokazano, chyba słusznie.
Werdykt
Odcinek mi się podobał, ale na pewno mniej niż epizod 4. Z dwóch powodów. Po pierwsze – mam pewne wątpliwości co do roli retrospekcji. Wydaje mi się, że bardzo powolne tempo jej prowadzenia sprawdziłoby się lepiej w odcinku 3 (i pasowało tematycznie), teraz ta przerwa była długa, a pod koniec, gdy Dunk szedł za Arlanem, wręcz męcząca. Z drugiej strony w pełni rozumiem zamysł – chodzi o to, aby epizody kończyły się cliffhangerami. Stąd też mieliśmy kolejno – starcie z Aerionem i wyjawienie tożsamości Jaja, potem pojawienie się Baelora, przyszła więc kolej na śmierć księcia. Nie dało się tego celu osiągnąć, nie wprowadzając nowych, nieobecnych w nowelce scen. Ale żałuję, że nie zdecydowano się na trochę inne podejście, skrócenie czasu spędzonego w przeszłości i ukazanie większej części akcji oczami Jaja. Tym bardziej, że toczące się w tle walki rycerzy były znakomite.
Wreszcie druga kwestia, czyli sama walka. Cudowna, spektakularna, chaotyczna (jak w noweli), ale jak wspomniałem w części poświęconej zmianom – odrobinę przesadzono z pokiereszowaniem Dunka. Może to wymóg medium i nie powinienem się na to zżymać, zwłaszcza, że naprawdę trudno mi z głowy wymienić wiele walk rycerskich w historii kina i telewizji, które zrealizowano lepiej. Ale jakiś drobny zgrzyt tu pozostał.
Lecz aby nie uderzać tylko w negatywne tony, muszę wspomnieć o tym, co mi się szalenie podobało. Na pewno ogromny plus to zachowanie Maekara. W książce wszystko toczy się gdzieś w tle, Dunk odnotowuje inne starcia tylko przez ułamki sekund. W serialu rozpaczliwy bieg Maekara w stronę syna, połączony z obiciem brata (dwukrotnym – widzimy zarówno cios, który uszkadza zasłonę hełmu, jak i trochę późniejsze uderzenie w tył głowy) i zrzuceniem z konia Lyonela Baratheona, to był majstersztyk, który sporo nam mówi o tej postaci.
No i wreszcie samo zakończenie zostało (chyba poza obecnością w scenie Jaja) całkowicie wyjęte z kart noweli. Wyjąwszy tę różnicę dotyczącą śmierci Humfreyów, nie pada ani jedna kwestia, której nie napisałby Martin. I wyszło cudownie.
edit: W całym tym zamieszaniu z pisaniem streszczenia krótko po obejrzeniu odcinka zapomniałem o dwóch kwestiach, więc pozwolę je sobie bardzo szybko tu jeszcze ująć. Po pierwsze – gra aktorska. Peter Claffey naprawdę pokazał, że jest kimś więcej niż tylko byłym rugbystą, który po prostu wygląda jak Dunk i – zbiegiem okoliczności – ma podobne manieryzmy. To aktor pełną gębą. Po drugie – od strony czysto wizualnej ten odcinek był po prostu niewiarygodny. Praca kamery, blokowanie ujęć, przy całej tej chaotycznej dynamice, biło na głowę większość rzeczy, które obecnie prezentuje się nam w kinie akcji. Kapelusze z głów!
Został nam zatem finał, czyli raptem ostatnie sześć stron z książki. Spodziewam się wydłużenia tego, co zostało w książce wyłącznie streszczone, czyli pogrzebu Baelora Targaryena. Ale żeby wypełnić 30 minut, scenarzyści będą musieli pokazać nam coś nowego. A biorąc pod uwagę jak do tej pory wychodziło im rozwijanie martinowskiego świata i fabuły, jestem spokojny. Może nie będzie idealnie, ale nie powinni nam zakończenie skopać.











@Dael poprawka, chyba powinno być srebrne jelenie ?
Tak jest, jelenie są oczywiście srebrne. Dzięki!
Na początku też byłam negatywnie nastawiona do scen retrospekcji, ale showrunner uczciwie przyznał, że nie miał budżetu by zrobić dłuższy i z kilku perspektyw pojedynek.
Przeczytałam interpretację, która bardzo mi się spodobała: Dunk otrzymuje siedem potężnych ran i (ponoć, nie liczyłam) ma siedem kwestii w „teraźniejszości”, w dodatku cały odcinek jest spod znaku matki (od tytułu, tekstu Burzy, nadziei młodego Dunka i okrzyku pijanego Arlana). Nasz bohater kiedy pada na ziemię wygląda dosyć martwo, więc może faktycznie padl, ale własnie Siedmiu (jako współczująca matka) ożywiło swojego czempiona? Inni bogowie w tym świecie działają na legalu, więc może główna religia kontynentu też by się wreszcie wykazała? 😉
Oczywiście to jest tylko interpretacja, nie ma żadnej wskazówki wprost (i bardzo dobrze).
„Maekar zresztą zaraz z konia spada, uderzony fragmentem kopii przez swojego brata Maekara.” Raczej Baleora. I o to czy to honorowe spytała chyba Roześmiana Burza a nie Ser Robyn Rhysling?
Pytał Robyn, Baratheon pytał o ty czy kochała go matka.
“Keep the others off me long enough, and I shall deal with the Kingsguard.”
“My prince, is that chivalrous?” asked Ser Lyonel Baratheon as the septon was finishing his invocation.
“The gods will let us know,” said Baelor Breakspear.
Rzeczywiście w show pyta Ser Robyn. Ja zasugerowałem się oryginałem.
Nie będę pisał o podobieństwach i różnicach tego odcinka względem książki, bo wszystkie pięknie opisałeś Daelu i generalnie mam podobne odczucia co do tego odcinka. Dunk trochę za dużo tych ran dostał, ale poza tym sceny pojedynków oglądało mi się bardzo fajnie. Retrospekcja mnie za to nudziła i czekałem, aż się skończy, żeby akcja znów wróciła do Próby Siedmiu. Rozumiem, że czymś musieli zapełnić ten odcinek, żeby cliffhanger z Baelorem zostawić na koniec, ale mogli to zrobić inaczej i np. przez pół odcinka pokazać jeszcze przygotowania do Próby (i opowiedzieć coś więcej o innych uczestnikach), a od połowy pokazać walkę. Zdecydowano inaczej, ok, spoko.
Końcówka mnie ruszyła, mimo że dobrze wiedziałem, co się wydarzy. W nowelkach to był bardzo smutny moment, tutaj też to świetnie oddano.
Został ostatni odcinek, a w nowelkach już się bardzo mało dzieje po Próbie Siedmiu. Ciekawe co scenarzyści wymyślą, żeby zapełnić ten odcinek.
Mnie strasznie ten odcinek rozczarował – zarówno przekombinowana i strasznie karykaturalnie sztampowa (choć świetnie zrealizowana) próba walki, jak i zaburzająca chronologię świata retrospekcja (Dunk w 196 roku to miał trzy lata, a nie łupił pobojowisko po buncie Blackfyre’ów). Tak mnie ten odcinek zirytował, że aż napisałem kilka słow o nim od siebie.
UWAGA SPOILERY
Moim zdaniem po 1. niech twórcy przestają dodawać cokolwiek od siebie. Zamienili walkę Duncana z Aerionem w karykaturę i jeszcze do tego trochę wybielili, pewnie nieświadomie, tę gnidę. Dunk został gąbką na ciosy. W noweli obrywa odłamkiem, dostaje po łbie, wymienia się ciosami z Aerionem, sprowadza go do siebie do parteru, wybija nóż z ręki, okłada go jego tarczą po łbie, ten się poddaje, koniec.
A w serialu? Duncan dostaje DODATKOWO jeszcze z 3 razy kulą morgenszterna, przebija mu Aerion dłoń nożem (a potem sobie normalnie walczy mieczem dwuręcznie), obrywa parę razy od miecza. A potem pada, oczywiście by krzyk Jaja go przywrócił – a przynajmniej by Jajo dostał swój moment w odcinku oraz by zaczęto go dopingować. Rocky X (wiek) Medieval Edition!
Mieli idealną scenę z książki, gdy prostaczkowie przed walką lgną do Dunca, ale ją wyrzucili.
No i ten Aerion, który zamiast go dobić, najpierw krzyczy mu by się poddał (xD), a potem, że umarł. Byle było filmowo. O takim drobiazgu jak niezgodna ilość ran u Aeriona, który właśnie aż do starcia z Dunkiem, nie z ser Duncanem ich nie odniósł nie wspomnę (a to pokazywało, jak i cały przebieg walki, że może i z ser Duncanem walcząc na warunkach rycerskich wygrywał, ale z Dunkiem z KP szans nie miał).
Mniejsza doczepka – Dunk nie stał przez kilka chwil wraz z Gromem za walczącymi, przeciwnie, Grom sam wiedział, że ma ruszyć, bo do tego był wyszkolony. Dunk był za pozostałymi o kilka sekund, ledwie zauważalnie, w serialu sporo dłużej.
Kolejna doczepka – brakło mi chociaż WYMIENIENIA IMIENIA I MOTYWACJI Beesbury’ego (to jest jeden dialog), a i informacja „padł w pierwszej szarży” nawet jest niespójna z oryginałem, bo był on wtedy ciężko rany, informacja o śmierci pada później (ale jakoś to musieli upchać dialogiem, więc rozumiem, czemu zmarł już teraz). Ten sam dialog nie mówi, że koń nadepnął na Dareona, czy o ranach jednego z białych rycerzy (tego trzeciego, z którym Dunk nie gadał). Mamy krócej „po walce”, gdy wydaje się mieć happy end, krócej emocje schodzą, przez co moim zdaniem śmierć Baelora gorzej wybrzmiewa.
Co do zmiany z przemalowaniem herbu… Ona trochę zaburzylaby tempo, ale spokojnie mogła paść pod koniec poprxedniego odcinka, bez krzywdy dla niego, a wyjasnilaby skąd są Fossowayowie od Zielone Jabłka.
Po 2. retrospekcja. Zajmuje z połowę odcinek, jest całkowicie wymysłem twórców, bo z opowiadań wiemy o przeszłości Dunka, że:
a) został giermkiem ser Arlana w parę lat po buncie Blackfyre’ów, kiedy zginął Roger z Pennytree, nie jak w retrospekcji dosłownie kilka dni po. Albo przeniesiono ją w przyszłość o parę lat, albo postarzono Dunka o parę lat (teraz jeszcze nie ma dwudziestki).
b) miał paru kolegów, z którymi kiedyś ukradli głowę trupa z głów skazańców nabitych na piki i ganiali dziewczyny po Zapchlonym Tyłku, by ją całowały.
I w sumie tyle. Dodana przez twórców historia… no głupia jest. Duncan ma koleżankę, z którą chce wyjechać do Wolnych Miast, ale ta przez własną głupotę umiera, Dunk rzuca się na złego złotego płaszcza i już by też go zabili, ale ratuje go pijany ser Arlan. Zrobili w tym serialu z ser Arlana pijaka – Dunk w opowiadaniach raz wspomina, że był pijany. Karykatury Arlana ciąg dalszy.
PS: Przekleilem ten komentarz z jednego odcinka z recrnzją na YouTubie, stąd UWAGA SPOILERY i może trochę forma się będzie rzucać w oczy, że taka jak komentarz z YouTuba… Ale za długie to bym mi się chcialo pisać drugi raz 😛
Dla mnie ten odcinek udowodnił, że niektórych super historii nie da się przenieść na ekran tak by zainteresować postronnego widza.
To jest serial tylko dla fanów PLiO. Cała reszta się przy nim nudzi. Ludzie znający historie Westeros tylko z seriali się nudzą.
Nie wiedzą co to Blackfyre i postacie są dla nich kompletnie obce. Wybija się tylko kilka głownych postaci.
I ta przydługawa retrospekcja tylko to pogorszyła.
Sezon 2 i 3 to będą jeszcze gorsze materiały do ekranizacji. Nie miałbym zresztą pewności, że HBO w ogóle kupi kolejne sezony.
Masz jakieś dane na temat oglądalności, że z taką pewnością się wypowiadasz? Ja znam wiele osób, które znają tylko seriale i im Rycerz się podoba, ale oczywiście to dowód anegdotyczny, dlatego pytam o twoje dane?
Serial zbiera świetne opinie, a sezon drugi już jest kręcony, więc nie wiem skąd takie czarnowidztwo.
HBO oficjalnie zapowiedziało, że co roku będzie co najmniej jedna produkcja ze świata GoT 3 sezon Rodu Smoka zapowiedziany na 2026, potem drugi sezon Rycerza już zapowiedziany na 2027, Ród smoka sezon 4 na 2028. Co do trzeciego sezonu Rycerza nie został jeszcze oficjalnie zapowiedziany, ale raczej nie ma obaw co do tego, że będzie. I kolejne i kolejne. Sam showrunner chciał sezonów 15 w trzech transzach po 5, z przerwami między transzami, ale sam mówił, że to nierealne. Niemniej jest pewna osoba, która mogłaby jeszcze rozbudzić zainteresowanie tym projektem – a mianowicie Martin, który wyraził ogromną chęć pisania kolejnych opowiadań, oczywiście wiadomo jak to z jego pisaniem jest.
„Gdzieś w tle widzimy Raymuna dostającego wciry od Steffona”
Raczej Steffona dostającego wciry od Raymuna.
No właśnie to mnie zdziwiło, bo w opowiadaniu było tak jak piszesz.
„Jeszcze jeden detal mi się przypomniał. Raymun w książce na szybko przemalował sobie tarczę. W serialu tego nie pokazano, chyba słusznie.”
Jak to słusznie? Przecież to był bardzo istotny moment, mówiący zarówno o (już) Ser Raymunie, jak i o tym, skąd wziął się herb drugiej gałęzi Fossowayów.
SD – pytanie do Marsterów [pdm] – przy tej okazji przypomniałem sobie (za pomocą awoiaf wiki), że Fossowayowie po śmierci Renlyego poparli Stannisa. Czemu?? Rozumiem Florentów, ale jabłkowi, nie dość że wasale Tyrellów, to jeszcze w nich wżenieni!
.czy to był jakiś spisek Olenny by postawić na obie strony czy o co tu chodzi?
Symbolicznie to ma sens, ale powiedzmy, że na stronach książki koleś, który w pięć minut leci sobie herb przemalować gdy wszyscy się szykują do boju na śmierć i życie to drobiazg, ale w serialu chyba by jednak raziło i odebrało powagę tej sytuacji.
A pytanie zapisuję.
Ech…
Na szczęście wiedziałam jak skończy się ten odcinek, gdyby nie to, pewnie po śmierci Baelora byłabym zdruzgotana, a tak czuję się „tylko” jakbym sama oberwała buzdyganem w czaszkę.
Retrospekcja moim zdaniem zbędna. Owszem, daje ciekawą podbudowę pod relację Duncan-Arlan, ale wygląda trochę tak, jakby twórcy chcieli wyjaśnić jak tych dwóch się spotkało, potem zaczęli się cofać aż cofnęli się za daleko. Plus jeszcze to, że ten strażnik po pierwsze zabiłby Dunka, a po drugie nie zabiłby dziewczyny. To jest Królewska Przystań, tu się nie zabija młodych kobiet, tylko się je sprzedaje do burdelu. Zresztą, nie tylko w KP tak jest.
Ale wracając – retrospekcja za długa i bezsensowna. Już pomijam zmiany względem książki, głównie postarzenie Dunka, ale ta dziewczyna jest tam dosłownie od czapy. Wprowadzono ją właściwie tylko po to, żeby ją za chwilę zabić. Może faktycznie trzeba było czymś wypełnić te pół odcinka, ale mnie ta fabuła nie urzekła.
Urzekła mnie za to scena tuż przed próbą, gdy Duncan „straszy” Aegona, a ten w odpowiedzi szczeka… W pewnym sensie było to pożegnanie, bo żaden z nich nie wiedział, jak skończy się próba. Widać, że ten żart odrobinę obu podniósł na duchu… (To było w książce? Nie pamiętam)
Na temat próby Siedmiu się nie wypowiem, poza tym że jak dla mnie była akurat w sam raz widowiskowa. Owszem, był taki moment, kiedy się dziwiłam że Dunk jeszcze stoi na nogach, ale on walczył o życie. Ale szczerze mówiąc nie pamiętam jak to wyglądało w książce, więc na temat zmian nic nie mówię, mi się podobało.
No i ostatnia scena… Gdy Duncan padł na kolana i powiedział „Jestem twoim sługą” coś mnie ścisnęło za gardło, bo wiedziałam, że to już.
Czy Peter Claffey jest aż tak wspaniałym aktorem? Nie wiem, dla mnie od po prostu jest Duncanem. W każdej scenie jest tak cudownie naturalny, że zapominam że to tylko serial, a on „tylko” gra. Gdy klęczał nad ciałem Baelora naprawdę dałam się nabrać na jego emocje.
Ogólnie dałabym 9,5/10, gdyby ktokolwiek spytał mnie o zdanie 😉 odcinek naprawdę fantasyczny. Aż szkoda, że to już prawie koniec 🙁
No cóż…dla mnie ta retrospekcja także była strasznie nudna i niepotrzebna. Mam nadzieję, że Raymun z przemalowanym herbem pojawi się jeszcze w ostatnim odcinku, żeby chociaż zahaczono o kwestię skąd wzięli się Fossowayowie od zielonego jabłka. Samą walkę oglądałam przez palce bo nie lubię oglądać krwawych jatek. Lepiej znoszę sranie pod drzewem i rzyganie…no ale to już jest mój osobisty problem 🙈 Walka na pewno była…widowiskowa. Tylko co z okiem Dunka? Normalnie powinien je stracić 🙈 tylko wiemy że go nie straci.
Uwielbiam za to energię jaka jest pomiędzy Dunkiem i Jajem. Aktorzy oddają ich więź tak wiarygodnie że aż człowiek zapomina, że to gra. Ich dialog przed samym starciem po prostu jest genialny.
Nie pamiętam czy w książce także był ten fragment kiedy Maekar biegnie do Aeriona ale na ekranie wyszło to świetnie. Cały odcinek to była jedna wielka gra na emocjach a to co zobaczylismy w większości wiernie oddaje to co mamy w nowelce (no oprócz tej retrospekcji, która była dla mnie największym minusem serialu). Można by się czepiać szczegółów…no ale po co… 😉 Szkoda jedyne że nie pokazano nam osobistych herbów Maekara i Aeriona tylko wrzucono ich do jednego targaryeńskiego wora.
„Plus jeszcze to, że ten strażnik po pierwsze zabiłby Dunka, a po drugie nie zabiłby dziewczyny. To jest Królewska Przystań, tu się nie zabija młodych kobiet, tylko się je sprzedaje do burdelu. Zresztą, nie tylko w KP tak jest.”
Nie zgodzę się z tym. Strażnik był na nią wściekły, po raz kolejny go okpiła, działał impulsywnie. Poza tym w Królewskiej Przystani nie ma niewolnictwa, więc ta sprzedaż do burdelu to też nie bardzo. Oczywiście istniał czarny rynek, ale po co komu krnąbrna małolata, która zaraz próbowałaby uciec? Zwłaszcza, że jesteśmy krótko po wojnie, pewnie bylo dostatecznie dużo zdesperowanych kobiet samych chwtających za to zajęcie. Taki Tywin mógł sobie pozwolić by wysłać niechcianą dziewczynę za morze do burdelu, ale to był wielki lord co znał ludzi znających ludzi, a nie jakiś mało lotny strażnik miejski.