
W Zatoce Niewolniczej sporo się pozmieniało, niekoniecznie na lepsze…
Streszczenie
Daenerys z tarasu Wielkiej Piramidy spogląda na smoki ścigające się wokół jej szczytu oraz na rozciągające się pod nią miasto.
Tak wysoko nad ziemią czuje się niczym bóg, nie wie tylko, czy pisana jest jej przynależna bóstwom wieczna samotność, czy niekończąca się wojna. Ponure rozważania przerywa przybywająca ze śniadaniem Missandei – nic tak nie poprawia humoru jak smakołyki w postaci kiełbasy z psa. Daenerys ceni też sobie towarzystwo dziewczynki, którą nie tylko lubi, ale też podziwia za odwagę. Zamierza w przyszłości pomóc powrócić jej na wyspę Naath, z której ta pochodzi. Co ciekawe, Missandei nie przejawia szczególnego zainteresowania repatriacją – dobrze jej u boku królowej.
Pokrzepiona meereeńskimi rarytasami przygotowuje się do audiencji. Na głowę zakłada koronę z trójgłowym smokiem – prezent od Turmalinowego Bractwa z Qarthu. Przyglądając się w lustrze swemu obliczu nie dostrzega zdobywczyni. Jej sławny przodek noszący ten przydomek podbił Westeros mając trzy smoki. Ona zdobyła Meereen mniej spektakularnie. Walki trwały cały dzień i większość nocy. Za tarany posłużyły maszty statków Grolea, zaś z kadłubów skonstruowano machiny oblężnicze. I choć szturm wschodniej bramy zakończył się sukcesem, miasto udało się zdobyć dzięki powstaniu, które w nim wybuchło. To z kolei wywołali jej ludzie, przedostawszy się w obręb murów kanałami.
Meereen zostało straszliwie splądrowane, a stosy ciał obrońców były tak wysokie, że jej ludzie potrzebowali godziny na utorowanie drogi, nim triumfalnie wjechała przez rozbitą bramę. Ocalałych Wielkich Panów spędzono na plac przed Wielką Piramidą. Daenerys zażądała od nich wydania stu sześćdziesięciu trzech przywódców, obiecując, że resztę oszczędzi. Tyle samo dzieci przybito do słupów milowych na drodze z Yunkai do Meereen, zaś każde z zabitych wskazywało jej drogę. Teraz również użyła słupów, a przybici do nich skazańcy kierowali oskarżycielsko dłonie jeden na drugiego.
Gdy wydawała ten rozkaz, gorzał w niej wściekły, gorący gniew. Czuła się wtedy jak niosący pomstę smok. Potem jednak, gdy mijała konających na słupach mężczyzn, słyszała ich jęki, czuła smród ich krwi i odchodów…
W komnacie audiencyjnej suplikantów przyjmuje na prostej hebanowej ławie, którą nakazała wstawić w miejsce pozłacanego tronu wyobrażającego harpię. Towarzyszą jej bracia krwi, kapitanowie i służki. Daenerys jest przekonana, że może polegać na Nieskalanych oraz Brązowym Benie Plummie – ten ostatni cieszy się jej zaufaniem z powodu uwielbienia, jakim darzą go smoki. Patrząc na pozostałych, nie może uwolnić się od myśli o tym, kto okaże się kolejnym zdrajcą.
Trzy głowy ma smok. Na świecie jest dwóch mężczyzn, którym mogę zaufać, jeśli tylko ich znajdę. Wtedy nie będę sama. Będzie nas troje przeciwko całemu światu, jak Aegon i jego siostry.
Daenerys z satysfakcją słyszy, że w mieście w końcu zapanował spokój – głównie dzięki drakońskim karom, które wprowadziła. Królowa zamierza teraz zadbać o czyste i schludne ulice, nakazuje więc Nieskalanym usunięcie zalegających na nich ciał. Najlepiej gdyby zaczęli od gnijących na słupach dostojników. Ich widok przywoływał wspomnienie grozy, z jaką oglądała Plac Kar w Astaporze. Teraz ona zafundowała Meereen podobną makabrę. Zrobiła to jednak w imię sprawiedliwości! Przystaje na propozycję Missandei, by szczątki arystokratów zwrócić rodzinom, nie łudzi się jednak, że zmniejszy to ich nienawiść do niej.
Suplikantów jest tylko dwóch. Pierwszy jest posłem z Astaporu: nazywa się Ghael i jest wysłannikiem króla Cleona Wielkiego. To ostatnie jest o tyle dla Daenerys zaskakujące, że w Astaporze rządy oddała w ręce rady złożonej z uzdrowiciela, uczonego i kapłana. Nowy reżim nie utrzymał się jednak zbyt długo: według posła spiskował, by przywrócić władzę obalonym Dobrym Panom. Czujny Cleon zdemaskował jednak podleców i wymierzył im sprawiedliwość swoim tasakiem, za co wdzięczni Astaporczycy włożyli mu na głowę koronę. Wcześniej był rzeźnikiem znanym z tego, że nikt tak szybko jak on nie potrafił pozbawiać świń życia.
Dałam Astaporowi króla rzeźnika.
Cleon proponuje Daenerys przymierze przeciwko Yunkai. Królowa przypomina, że przysięgła oszczędzić miasto, jeśli wyzwoli ono niewolników, na co tamtejsi Mądrzy Panowie przystali. Posła to nie przekonuje. Ostrzega, że Yunkai szkoli żołnierzy, rozbudowuje flotę oraz wysłało posłów do Nowego Ghis, Volantis i Vaes Dothrak, by zawrzeć sojusze i wynająć najemników. By zrównoważyć powstającą koalicję, Cleon i Daenerys powinni zawrzeć małżeństwo. Missandei zauważa, iż nowy władca Astaporu ma już żonę. Okazuje się zresztą, że obecnie więcej niż jedną. Jest jednak gotów wszystkie oddalić, jeśli królowa zgodzi się na mariaż. Daenerys dyplomatycznie obiecuje rozważyć propozycję.
Wszystkie zwycięstwa obracają mi się w rękach w proch – pomyślała. Cokolwiek bym uczyniła, przynoszę tylko śmierć i grozę.
Po pośle przyjmuje kapitana qarhteńskiej galery. Ten przedstawia jej tragiczną sytuację Astaporu: w mieście panuje głód, trupy gniją na ulicach, zaś piramidy stały się obecnie twierdzami, w których wielmoże pozamykali się przed motłochem. Ponadto Cleon nakazał pojmać szlachetnie urodzonych chłopców, by przerobić ich na Nieskalanych.
Daenerys przypomina sobie Eroeh – Lhazarenkę, którą próbowała ocalić przez zgwałceniem przez ludzi Droga. Ostatecznie nie uniknęła ani tego, ani śmierci. Uświadamia sobie, że gdy opuści Meereen, jego mieszkańców spotka to samo. Co gorsze: zamieniła tylko jednych panów na innych – teraz to wyzwoleni wojownicy z aren uważają się za władców miasta, którzy mogą zachowywać się jak wcześniej ich właściciele.
Oprócz ponurych wieści, kapitan przybył z propozycją: chciałby wymienić towary, które przywiózł w ładowniach na niewolników. Gdy królowa przypomina, że w Meereen nie handluje się już ludźmi, Naharis uświadamia jej, że nad rzeką roi się od mieszkańców błagających, by mogli sprzedać się w niewolę Qartheńczykowi. Daenerys jest wstrząśnięta, najemnik jednak tłumaczy, że większość z nich to wykształceni ludzie, którzy nie trafią do kamieniołomów czy na areny, lecz do rezydencji możnych jako nauczyciele i uzdrowiciele. Będą tam wiedli żywot znacznie bardziej znośny niż tu, gdzie żyją w strachu i nędzy.
Daenerys z ciężkim sercem przystaje, by dorośli mogli oddać się dobrowolnie w niewolę, ale zabrania sprzedawania rodzicom dzieci i mężom żon. Missandei przypomina, że w Astaporze od tego typu transakcji miasto pobierało podatek. Królowa zamierza uczynić to samo.
Po odejściu kapitana nakazuje Belwasowi przyprowadzić Selmy’ego i Mormonta. Pierwszy głowę nosi wysoko, drugi patrzy w podłogę. Daenerys tęskniła za Jorahem, nie ma jednak zamiaru tego okazywać. Zimno stwierdza, że wysyłając ich do kanałów liczyła, że stamtąd nie wrócą. Musi jednak przyznać, że pomogli jej w zdobyciu miasta. Wcześniej również dobrze służyli: Selmy dwa razy ocalił jej życie, Mormont uchronił zaś przed trucicielem oraz braćmi krwi Droga po jego śmierci. Mimo tych zasług okazali się kłamcami i zdrajcami. Czas na prawdę!
Chce wiedzieć, czemu Selmy przystał do Uzurpatora. Starzec tłumaczy, że Robert okazał się szlachetnym rycerzem, który darował mu życie. Viserys, który po śmierci Rhaegara i jego dzieci powinien objąć tron, był jeszcze małym chłopcem, ponadto – w przeciwieństwie do starszego brata – wdał się w ojca, nie bez powodu zwanego Obłąkanym. Daenerys w to ostatnie nie chce wierzyć: jej brat zawsze powtarzał, że to tylko oszczerstwa Uzurpatora. Selmy wyprowadza ją z błędu. Przyznaje też, że właśnie dlatego ukrył przed nią prawdziwe miano, by przekonać się, czy przynajmniej u niej wszystkie klepki są na miejscu. Nie dostrzegł jednak skazy, tak częstej w rodzie Targaryenów. Rozmowa z Barristanem, który wstąpił do Gwardii Królewskiej jeszcze za panowania jej dziadka, uświadamia Daenerys, że rycerz jest niezwykłe cennym źródłem wiedzy o Siedmiu Królestwach, dotąd czerpanej prawie wyłącznie od Viserysa i Mormonta.
Postanawia przyjąć go na służbę. Śmiały od czasu, gdy rzucił swój miecz pod nogi Joffreya, nie dotknął dotąd żadnego, przyjmuje więc oręż dopiero, gdy wręcza mu go królowa. Składa go u jej stóp, przysięgając wierność.
Rozmowa z Mormontem jest trudniejsza: od niego też domaga się prawdy, ale ten nie jest równie uległy jak Selmy. Zamiast się ukorzyć, atakuje wszystkich wokół: ostrzegał ją, by nie ufała Arstanowi, jak również wielmożom i czarnoksiężnikom z Qarthu. Daenerys zauważa, że przestrzegał ją przed wszystkimi z wyjątkiem samego siebie, gdy tymczasem to właśnie on był narzędziem Varysa. Mormont przyznaje się do pisania na nią donosów – ostatni wysłał z Qarthu – potem jednak zakończył współpracę. Daenerys jest rozczarowana – miała nadzieję, że stało się to znacznie wcześniej. Królowa chce wiedzieć, czy gdy po śmierci Drogo Mormont namawiał ją, by uciekli do Yi Ti, mówił w swoim imieniu, czy realizował interesy Uzurpatora? Jorah upiera się, że chciał ją chronić i zabrać jak najdalej od grożących jej niebezpieczeństw. Daenerys nagle łączy fakty: skoro na nią donosił, to od niego Uzurpator dowiedział się, że jest w ciąży. Selmy potwierdza – uczestniczył w spotkaniu Małej Rady, w którym Varys poinformował ich o tym, wskazując, że pozyskał wiedzę od Mormonta. Wtedy właśnie Robert zdecydował, że należy ją zgładzić. Varys sugerował nawet, że Mormont w zamian za ułaskawienie sam może ją zabić. Jorah protestuje: nigdy by tego nie zrobił, zresztą to on nie pozwolił jej wypić zatrutego wina! Daenerys chce wiedzieć, skąd w ogóle wiedział o truciźnie. Okazuje się, że Varys przesłał mu list z ostrzeżeniem – według Mormonta starszy nad szeptaczami nie chciał jej śmierci. W końcu rycerz robi to, co powinien uczynić na początku: pada na kolana i błaga o przebaczenie. Daenerys musi mu wybaczyć! To ostatnie zdanie przesądza. Planowała go ułaskawić, ale teraz nie może. Truciciela wlekli za koniem jeszcze długo po jego śmierci, ale to przecież informacja od Mormonta spowodowała wysłanie go do niej. Czy nie powinien spotkać go zatem ten sam los? Nie może mu wybaczyć.
– Broniłem cię. Walczyłem za ciebie. Zabijałem za ciebie.
Pocałowałeś mnie – pomyślała. Zdradziłeś mnie.
– Zszedłem do kanałów jak szczur. Dla ciebie.
Chyba lepiej by było, gdybyś tam zginął. Dany milczała. Nie miała nic więcej do powiedzenia.
– Daenerys – odezwał się. – Kochałem cię.
W tym rzecz. „Trzy zdrady cię spotkają. Jedna za krew i jedna za złoto, i jedna z miłości”.
Daenerys skazuje Mormonta na banicję. Jeśli kiedykolwiek wróci, czeka go śmierć. Gdy go wyprowadzają, Naharis zauważa, że wypędzony Jorah może okazać się dla niej niebezpieczny, i lepiej byłoby go zabić. Królowa nie chce o tym słyszeć. Jest zdruzgotana: to kolejna z tylu już osób, które utraciła.
Po ciężkim dniu próbuje odpocząć na tarasie, ale tam spokoju nie daje jej Selmy – biedna Daenerys nie wiedziała, że przyjmując gwardzistę na służbę godzi się na to, by teraz wszędzie się za nią pałętał. Rozmawiają o jej ojcu: starzec podkreśla, że pogłoski o jego szaleństwie nie były przesadzone, choć na początku jego rządy zapowiadały się bardzo obiecująco. Był czarującym człowiekiem, wiele więc mu wybaczano, z czasem jednak było coraz gorzej.
Daenerys nie chce dalej słuchać. Nie dziś. Kiedyś jednak wysłucha wszystkiego. Barristan obiecuje, że powie prawdę, zatem o rzeczach zarówno dobrych jak i złych. O jej ojcu, rodzinie i przede wszystkim o Rhaegarze.
Królowa umila sobie wieczór w towarzystwie Irri, łapie się jednak na tym, że w czasie igraszek marzy o Daario. Nocą męczą ją koszmary. Udręczona nimi wychodzi na taras, spoglądając na leżące u jej stóp pogrążone w ciemności Meereen. Pozostaje tam aż do świtu, patrząc, jak miasto budzi się do życia. Jej miasto.
Już wie, co musi zrobić. Jak dotąd, mimo że chciała przynieść wolność, sprowadziła na Zatokę Niewolniczą tylko śmierć i zagładę.
Czy jestem obłąkana? Czy jest we mnie skaza?
Jeśli chce rządzić całym królestwem, najpierw powinna nauczyć się władać miastem. Jej smoki zaś muszą dorosnąć, by stanąć do walki. Nie pozwoli by mieszkańców Meereen spotkał los Astaporczyków, ani też by Yunkai ponownie ich zniewoliło. Nie ruszy na zachód. Zostanie, by władać jako królowa.
Postaci występujące w rozdziale
- Daenerys Targaryen
- Jorah Mormont
- Barristan Selmy
- Jhogo
- Aggo
- Rakharo
- Szary Robak
- Daario Naharis
- Brązowy Ben Plumm
- Silny Belwas
- Missandei
- Jhiqui
- Irri
- Ghael
- kapitan galery „Gwiazda Indygo”
Wspomniani
- Aegon I Targaryen
- Visenya Targaryen
- Rhaenys Targaryen
- Jaehaerys II Targaryen
- brat Jaehaerysa II – nie wiadomo, czy Barristan ma na myśli Duncana, czy Daerona, ale raczej Duncana, gdyż to Książę Ważek pokonał Selmy’ego, gdy ten jako dziesięciolatek wystąpił w turnieju
- Aerys II Targaryen
- Rhaella Targaryen
- Robert Baratheon
- Joffrey Baratheon
- Rhaegar Targaryen
- Viserys Targaryen
- Aegon V Targaryen
- Rhaena Targaryen
- Daena Targaryen
- Elaena Targaryen
- Baelor Targaryen
- khal Drogo
- Rhaego
- Groleo
- Cleon Wielki
- Grazdan mo Ullhor
- Mero z Braavos, zwany Bękartem Tytana
- Oznak zo Pahl
- Pyat Pree
- Xaro Xhoan Daxos
- Varys
- Eroeh
- kupiec winny, który próbował otruć Daenerys
- Willem Darry
Poniżej znajdują się informacje pochodzące z kolejnych tomów PLiO.
Ważne informacje
- W Meereen jest około dwudziestu piramid. Największą – wyższą co najmniej dwukrotnie od pozostałych – jest Wielka Piramida. Przed okupacją targaryeńską jej szczyt wieńczyła harpia z brązu. Obecnie jest rezydencją Daenerys.
- Wielkie ghiscarskie rody swoich zmarłych chowają w kryptach pod posiadłościami.
- Mieszkańcy Naath nazywają się Ludźmi Pokoju. Mają żywić się wyłącznie owocami i nigdy nie prowadzić wojen. Są monoteistami czczącymi Pana Harmonii. Jego jedynymi towarzyszami są kobiety-motyle. Poświęcone bogu owady chronią mieszkańców wyspy przed obcymi, przenosząc śmiertelną chorobę, na którą odporni są wyłącznie tubylcy. Ta jednak jest niebezpieczna dla tych, którzy zamierzają zostać na wyspie dłużej, nie stanowi więc przeszkody dla porywających Naathańczyków łowców niewolników.
- Mormont, Selmy oraz Belwas na czele dwudziestu ludzi przeszli kanałami odprowadzającymi ścieki z miasta. Napotkali tam nie tylko szczury, ale też olbrzymie białe jaszczurki, których łupem padł jeden z dywersantów. Gdy pozostali wydostali się na powierzchnię, Belwas zaprowadził ich na arenę, gdzie uwolnili walczących na niej niewolników. Powstanie szybko rozprzestrzeniło się na inne areny.
- Selmy wstąpił do Królewskiej Gwardii za panowania Jaehaerysa II. Ten miał mu kiedyś powiedzieć, że obłęd i wielkość są dwiema stronami tej samej monety i że za każdym razem, gdy rodzi się Targaryen, bogowie wyrzucają ją w górę, świat zaś wstrzymuje oddech, czekając, co wypadnie.
- Po wygnaniu Mormonta Missandei sprawia wrażenie najrozsądniejszego z członków dworu Daenerys, co nie wystawia mu najlepszej oceny, zważywszy, że dziewczynka ma dziesięć lat. Chyba że nie jest tym, za kogo się podaje.
- Daenerys czyta w tym rozdziale książkę, którą otrzymała od Mormonta jako prezent ślubny. Jest to zbiór opowieści dla dzieci, a jedna z nich opowiada o księżniczkach zamkniętych w wieży z powodu urody. Daenerys nie wierzy w jej prawdziwość, tymczasem dotyczy ona sióstr Baelora Błogosławionego – Daeny, Rhaeny i Elaeny. Od tej ostatniej i jej męża Ossifera Plumma ma ponoć pochodzić Brązowy Ben.
- Jest to ostatni rozdział Daenerys aż do Tańca ze smokami.
Komentarz
Na naszych oczach rozpoczyna się jeden z najlepszych i zarazem najgorszych wątków Pieśni lodu i ognia. Najlepszych, gdyż zmagania pełnej dobrych chęci Daenerys z bezwzględną materią rzeczywistości, która wszelkie jej starania wypacza lub obraca w niwecz to naprawdę znakomity przykład rozważań nad naturą władzy i trudnością w jej sprawowaniu. Najgorszych, gdyż wszyscy – łącznie z autorem – wiemy, że zamiast tracić czas w Zatoce Niewolniczej, powinna już dawno być w Westeros i popychać fabułę do przodu.
Stało się jednak, jak się stało i nie ma co płakać nad splądrowanym miastem. Daenerys również nie roni łez, ze zgrozą jednak ogląda dotychczasowe wyniki swych starań. Intencje miała szlachetne: skończyć z ze wszech miar złym procederem, jakim jest sprzedawanie jednych ludzi przez innych. Tyle że obecnie sytuacja mieszkańców Zatoki Niewolniczej zdaje się gorsza niż przed jej przybyciem. Astapor leży w ruinie. Tamtejszych chłopców wciąż się kastruje i szkoli na Nieskalanych, a miastem rządzi rzeźnik – tak z zawodu, jak i zamiłowania. Yunkai szykuje się do wojny i szuka sojuszników, którzy pomogą przywrócić dawne porządki. W Meereen jedni panowie zastąpili drugich, trupy walają się po ulicach, a niewolnictwo wciąż kwitnie.
Daenerys – nieproszona, tak jak widzimy choćby w przypadku gotowości przywracania na łono ojczyzny Missandei – próbuje nieść pomoc uciśnionym. Zaczyna jednak rozumieć, że naprawa świata jest procesem skomplikowanym i musi potrwać, rządzenie zaś wiąże się z chodzeniem na kompromisy, zwykle zgniłe. Godzi się więc niechętnie, by ludzie z własnej woli mogli stać się niewolnikami, wygodnie nie zauważając, że o wolnej woli nie ma mowy wszędzie tam, gdzie występuje zagrożenie życia i nędza. Szczytem hipokryzji jest zaś – na pierwszy rzut oka humanitarne – zarządzenie, by dorośli sprzedając się w niewolę, nie mogli podobnie rozporządzać swymi dziećmi. Cóż jednak potomstwo ma począć, skoro zakupionych rodziców zabrano do odległych o tysiące mil nowych panów? Z czego żyć? Daenerys nie zaprząta sobie tym głowy, pamięta jednak, by opodatkować przywrócony handel żywym towarem. To ostatnie jest zresztą rozsądne, ale trudno udawać, że zniosło się niewolnictwo, jeśli wpływy ze sprzedaży ludzi zasilają miejski skarbiec.
Pierwszą jednak decyzją po zdobyciu miasta jest skazanie na okrutną śmierć jego przywódców. Zastanawiający jest nie tyle rozkaz, co raczej motywacje stojące za jego wydaniem. Można w końcu wyobrazić sobie sytuację, w której zdobywca uznaje, że najkorzystniej dla niego byłoby wyeliminować część podbitych elit. Daenerys nie prowadzi jednak równie makiawelicznych rozważań: ona traci arystokratów wiedziona autentycznym poczuciem sprawiedliwości. Chce wymierzyć karę za okrutne wymordowanie przez nich dzieci niewolników. I choć Meereeńczykom raczej trudno współczuć, Martin daje nam tu jasno do zrozumienia, że Wielcy Panowie „obudzili smoka” i za karą stało w równym stopniu poczucie sprawiedliwości jak i chęć zemsty. Daenerys zresztą, gdy już ochłonęła, zdaje się żałować swej decyzji, wypominając sobie w myślach, że przerażający ją do niedawna astaporski Plac Kar odtworzyła w zdobytym Meereen. Oczywiście według niej nie ma tu analogii jeden do jednego: ona – co prawda okrutnie – ale ukarała prawdziwych zbrodniarzy. Nie rozumie, że w oczach Ghiscarczyków największą zbrodnią było nieposłuszeństwo niewolników, domagające się równie bezwzględnego ukarania.
Możemy się zastanawiać, czy Daenerys faktycznie jest mściwa i okrutna, czy raczej – podobnie jak Stannis – nieugięta w wymierzaniu sprawiedliwości, ale inny rys jej charakteru nie pozostawia chyba żadnych wątpliwości: otóż Zrodzona w Burzy zaczyna mieć obsesję. W rozdziale Martin kilkukrotnie prezentuje nam jej myśli krążące wokół zdrajców: zarówno tych rzeczywistych, już zidentyfikowanych, jak i domniemanych, mających dopiero dopuścić się przeniewierstwa, którzy w mniemaniu królowej otaczają ją ze wszystkich stron. Jest to rzecz jasna po części zrozumiałe zarówno ze względu na jej dotychczasowe doświadczenia, jak i tym, że została wychowana przez podsycającego poczucie grożącego im zagrożenia Viserysa. Jednak tym, co zasiało ziarno, które teraz wypuściło swój niszczycielski plon, była przepowiednia z Domu Nieśmiertelnych o trzech czekających ją zdradach. Co szczególnie frapujące: Daenerys skupia się na tym konkretnym fragmencie wieszczby, pomijając wszystkie inne, nie mniej ważne, a całkiem możliwe, że istotniejsze. W tym jak i kolejnych rozdziałach królowa wciąż na nowo będzie się zastanawiać, które z dotychczasowych zdrad, jakie ją spotkały, wypełniły już proroctwo, a które dopiero ją czekają. Nie zwraca przy tym w ogóle uwagi, na co wskazał DaeL, że z przepowiedni wcale nie wynika, że to ją zdradzą, lecz równie dobrze ona może się tych zdrad dopuścić.
Znając już mniej więcej tory, którymi porusza się umysł Daenerys, nie sposób nie zwrócić uwagi na kolejny czynnik, który niechcący uruchamia Barristan Selmy swymi słowami o istniejącym w rodzie Targaryenów i uaktywniającym się co jakiś czas „genie szaleństwa”. Od tego momentu królowa będzie zastanawiać się nad tym, czy ona sama nosi w sobie tę „skazę” i myśl ta już jej nie opuści, dręcząc, a być może stając się w przyszłości samospełniającą przepowiednią. Zagrożenie dla zdrowych zmysłów Daenerys jest o tyle realne, że na jej umysł, zsyłając sny, próbują wpływać różne osoby, których intencje w najlepszym razie są niejasne.
Jakby tego wszystkiego było mało, królowa utraciła swego najrozsądniejszego doradcę. Tak: był agentem, podpowiadającym rozwiązania zbieżne z interesem wrogów zasiadających na Żelaznym Tronie, miały one jednak i tak więcej sensu niż te, które mogą zaoferować ludzie służący już faktycznie wyłącznie jej. Tylko czy takich rzeczywiście ma wokół siebie? Jej przekonanie, by pokładać wiarę w Nieskalanych, wydaje się słuszne, gdyż eunuchowie są jej ślepo oddani, podobnie zresztą jak Barristan oraz bracia krwi, ale za ich lojalnością nie idzie szczególna błyskotliwość. Inteligencją, czy bardziej sprytem, nadrabiają najemnicy, ale tym ufać w ogóle nie powinna, nawet jeśli niektórych z nich lubią jej smoki. Znamienne, że na Brązowym Benie, który tak długo wodził ją za nos, od pierwszego spojrzenia pozna się Tyrion Lannister. Prawdziwym jednak zagrożeniem okażą się Meereeńczycy, grający we własną grę, której reguł nigdy – a przynajmniej do końca Tańca ze smokami – Daenerys nie pojmie.
Tak jak i tego, co też faktycznie oznaczają trzy głowy smoka – jest to zagadka, na której rozwiązanie razem z nią musimy jeszcze poczekać.





Ja mam tylko jedno pytanie: jak motyle przenoszą choroby na ludzi?
Pewnie Martin chciał mieć swój odpowiednik much tse-tse, które przenoszą jakieś pasożyty, wywołujące choroby.
Chciałoby się krzyknąć, gdy rozdział się kończy: PANIE MARTINIE, NIEEEEEEE.
A potem, gdy wydaje Dany za zo Loraqa, podczas gdyby nie to, to mogłaby dzięki Dornijczykom zmierzać do Westeros.
Aegonowi zebranie się zajęło kilka tygodni, Daenerys się to nie udało przez trzy tomy (ten i dwa kolejne).
Mam wrazenie, że przez to przestała być interesująca, w perspektywie walki o ŻT.
No bo wszyscy wiemy, że JPK Westeros jest Stannis, ale jak nie on to mamy Aegona, który wypełnia rolę Targaryena (a ma do tronu większe prawa niż Dany) a do tego jest jeszcze zagrożenie w postaci Eurona. Obawiam się, że gdy Dany wkroczy w końcu do Westeros, to jako wróg i Ten Zły, a nie jako wybawicielka jakby chciała, albo chociaż pretendentka.
„Chciałoby się krzyknąć, gdy rozdział się kończy: PANIE MARTINIE, NIEEEEEEE.”
Robię tak przy każdej lekturze tego rozdziału.
„Aegonowi zebranie się zajęło kilka tygodni, Daenerys się to nie udało przez trzy tomy (ten i dwa kolejne).”
Szybkość z jaką dotarł tam Aegon (w kontekście narracji) daje niewielką nadzieję, że jeśli jakimś cudem powstaną kolejne tomy, Daenerys przemieści się równie szybko.
„Obawiam się, że gdy Dany wkroczy w końcu do Westeros, to jako wróg i Ten Zły, a nie jako wybawicielka jakby chciała, albo chociaż pretendentka.”
Najgorsze, że jeśli wierzyć przepowiedniom, jej rola jest kluczowa, by przynajmniej spróbować ocalić Westeros. A jeśli nie wierzyć: posiadając smoki ma największe argumenty, by tą wybawicielką być, tym bardziej, że nawet po utracie niektórych, wpadną one raczej w ręce ludzi, którzy będą dla Westeros prawie równie groźni co Biali Wędrowcy.
Smoka może jej zabrać Aegon i na tym moglaby zakończyć się jej rola jako wybawicielki Westeros.
Plus, niestety, dotarcie Dany do Westeros jest o wiele bardziej skomplikowane niż Aegona – ten bowiem ma Jona Conningtona (którego chyba za mało traktuje jak ojca, odniosłem takie wrażenie, że Martin chce nam go pokazać jako zapalczywego potencjalnego buca, co jest trochę dziwne, patrząc na to jak jest ukazywany w POV-ie Tyriona w opisach. No bo serio, ja też raz w gniewie sprzątnąłem z szachownicy pionki, ale mialem lat 8, nie 18, plus cała edukacja Aegona naturalnie powinna się sprowadzać do nauki czekania), Rolly’ego Duckfielda, septę Lemorę, półmaestera i złotą kompanię, którą jednak zyskuje tuż przed inwazją wraz ze statkami.
Dany nie ma floty (odrzucone Dorne pewnie opowie się za Aegonem), ma masę ludzi na której jej zależy (bracia krwi, Missandei, Selmy, jej khalasar, pewnie jacyś dworzanie się znajdą), a to oznacza, że musi zmitrężyć kilka meisięcy na odzyskanie pozycji i zdobycie floty. A co za tym idzie, jeśli moje rozumowanie jest poprawne, gdy Dany wylafuje w Westeros Aegon może już zdobyć KP, Euron może się już rozbestwić w Westeros, Stannis zając z Rickonem lub Jonem północ, a Lannisterowie zostać wyparci z Dorzecza lub ponieść zupełną klęskę, co oznacza, że Dany zapewne przyjdzie nie w chwili chaosu na rozpadajace się królestwo Cersei, a w chwili, gdy będzie miala przeciwko sobie:
– północ. Nie jest ważne, czy Stannisa, czy Rickona pod regencją Manderly’ego, czy Joma
– Żelazne Wyspy, które mogą zajać spore polacie kontynentu
– Aegona z Dorne i pewnie częścią ziem koronnych, czy KP (zalezy jak czasowo to pojdzie)
– niezalezne Dorzecze
– I Cersei, byc moze już martwą, a może jeszcze stawiającą się Aegonowi i zapewne jakiemuś buntowi w szeregach
– I na dokladlę jeśli dożyje Littlefinger, to może on sobie wykroić quasiniezalezną Dolinę. Dany nawet nie będzie miała skąd wziąć sojusznika z kontynentu! Dlatego xhoć niestety wątpię w dobre zakonczenie dla Aegona (podejrzewam, że najlepsze co go spotkać może to śmierć w boju, ale przedłuzenie dynastii, pewnie z Arianne), tak w dobre zakończenie dla Dany po prostu nie wierzę. Bo dla niej jedyną opcją będzie chyba poślubienie Aegona, tylko jeśli on wyjdzie za Arianne to zostanie jej albo bycie jedną z dwóch (symbolicznie ma to sens, Aegon Zdobywca v2, ale sytuacja jego podnonu jest inna i jego dwie żony v2, jakoś tak spowinowacone i spokrewnikne z nim) albo dogadanie się z nim by oddał jej np. Smoczą Skałę, w co chyba wszyscy nie wierzymy.
A na dokladkę – Dany nawet dla Targaryenistów będzie uzurpatorką jeśli zawalczy z Aegonem, bo jego prawa do tronu są lepsze.
Myślę, że przykład Aegona ma pokazać jak wielkie plany i dobre przygotowanie rozbija się o charakter osobnika. Niby wszystko pięknie, Varys tworzy renesansowego władcę, który jest wykształcony, zna religię, może zrozumieć niedole ludzi… ale nie przewidział jednej rzeczy – osobistego charakteru jednostki. I tu wychodzi jak bardzo Aegon nie byłby wcale tym idealnym królem. Zwłaszcza, że nabiera się na żmijowy język Tyriona. Oktawian August był bardziej obiecującym młodzieńcem, który na pewno nie dałby się zwieść sprytnemu karłowi.
Tu Varys miał po prostu pecha. Urodził się odpowiedni chłopiec z krwią Blackfyre’ów, szykują go od lat i wszystko rozbije się o to, że młodzieniec nie ma odpowiednich cech charakteru.
Chyba, że to Connington tak źle wychował Aegona z powodu swojej goryczy po śmierci Rhaegara w braku zasad i zbytnim pobłażaniu?
Myślę, że trzeba dać mu jeszcze szansę. Aegonowi znaczy się. Na razie niewiele jeszcze widzieliśmy w jego wykonaniu. Nie wiemy np. jak zachowuje się w sytuacjach krytycznych. Niektórzy dopiero w obliczu trudności okazują wielkość.
Jakby Martin chciałby napisać mu los wielkiego króla to nie podrzuciłby mu po drodze mściwego karła, który manipuluje chłopakiem, aby robił rzeczy sprzeczne z własnym interesem.
Jasne, może Aegon był trochę zbyt optymistyczny o tej zgodzie Daenerys na ślub, ale nawet jeśli by się nie zgodziła, to wtedy musiałaby uznać, że jej bratanek ma prawa i obowiązki wobec dynastii. Czyli ona zostaje w Essos i nie będzie mu przeszkadzać.
A tak? Ona przyjedzie i będzie mu bruździć, że jest fałszywy. Bo przecież, gdyby był prawdziwy, to dlaczego nigdy nie odwiedził swojej ciotki?
Ta decyzja dla Aegona to początek końca. A Varys jeszcze będzie żałował, że nie kazał utopić tej beczki, w której przemycono Tyriona do Ilyrio.
W innym poście napisałem, że jeżeli ma nastąpić restauracja Targaryenów to raczej z Daenerys za kierownicą, więc zasadniczo się zgadzam. Co nie znaczy, że Martin koniecznie musi zrobić z Aegona jakiegoś głupiego gnojka. Może to być całkiem dobry i mądry król, zahaczający o wielkość, ale i takim nie wszystko się udaje.
A Tyrionem bym się nie sugerował. Starsi i bardziej doświadczeni nabierali się na słowa karła. Mam tylko nadzieję, że Martin nigdy nie postawi go u boku Daenerys. Jak ja żałowałem, że nie wpuszczono wtedy lwów na arenę… 😉
Jak napisał Robert, aż tak daleko bym nie szedł – to wciąż nastoletni chłopak, który jeszcze się może wyrobić, jego proces kształtowania dalej trwa.
A co do decyzji o posłuchaniu Tyriona… Aegon nie dał mu się zwieść – albo inaczej, nie wiemy, czy dał mu się zwieść, ale podjął dobrą decyzję, Tyrion po prostu w tej sytuacji miał rację. Z perspektywy Aegona rozpoczęcie podboju jest lepsze niż liczenie na łaskę Daenerys, bowiem:
a) Ta siedzi sobie w Wolnych Miastach i nie wiadomo ile tam zechce posiedzieć, a za przykładowe trzy lata Westeros może przeżywać okres „prosperity” pod rządami JPKW Stannisa I i wtedy z inwazji nici (Aegon, zresztą jak i Tyrion nic nie wie o Euronie, a zapewne nie wie też nic o Stannisie i jego sojuszu z lordami Północy. Z ich perspektywy Cersei wygrała… I będzie tylko stabilizować władzę (choć niekoniecznie ona i niekoniecznie swoją, piszę to jako władzę Lannisterów), zwłaszcza, że Kevan wówczas żyje i ma się dobrze. Teraz zaś jest być może ostatnia okazja na lata by uderzyć, zwłaszcza, że:
1. Mamy sojuszników na kontynencie, którzy są znaczący
2. Westeros jeszcze nie podnosi się ze zniszczeń
3. Daenerys być może faktycznie ruszyłaby nam na ratunek
b) Nie wiemy jako Aegon kim Daenerys jest, jaka jest, jakie ma plany – równie dobrze może stracić kilka cennych miesięcy, by przekonać się, że ona nie zechce za niego wyjść, ba, może zechce się go pozbyć! Żaden nie wie, że Dany by tego nie zrobiła, ale i tak straciłby ten czas, bo w międzyczasie Dany sobie odleciała na Drogonie – a Aegon w tym czasie podbija Westeros
c) Może odrzucić rękę Aegona uznając go za fałszywego pretendenta (nie wiedzą, choć chyba już mogliby, że służy jej Selmy, a bez jakiegoś wysoko postawionego Westerozjanina w otoczeniu, Daenerys nie wiedziałaby jak lojalnym człowiekiem Rhaegara był Connington), niegodnego, dzieciaka (choć jest od niego młodsza, ale jednak charakter Dany to, przynajmniej w jej oczach, charakter matki smoków, dorosłej, dojrzałem, choć młodej ciałem kobiety, nie bez powodu uważa ona za godnego swojego łoża Naaharisa, który jest pewnie pod czterdziestkę, a za swój ideał męskości ma khala Drogo, który miał minimum trzydzieści lat), albo z kaprysu kobiety. Może chciałaby za niego wyjść, ale – wszak to ona ma smoki – wszystko miałoby być pod jej dyktando?
Reasumując wszystkie aspekty kwintesencji tematu, dochodzę do fundamentalnej konkluzji – nawet jeśli tu dał się Aegon zmanipulować Tyrionowi, to rada Lannistera po zastanowieniu jest słuszna. Aegonowi bardziej opłaca się wykorzystać szansę teraz (jest młody, może poczekać na drugą), niż ryzykować, że pierwsza szansa trafi mu się za kilkadziesiąt lat… lub jego dziecku, gdy pamięć o Targaryenach się zapewne powoli będzie zacierać na rzecz nowych dynastii.
Przykro mi, ale niestety, handlarz serem już zniweczył wszelkie szanse na podbój bez Daenerys. Bo dał jej te trzy jaja.
Sprawa jest prosta – kto ma trzy smoki, ten rozgrywa karty.
Nawet gdyby odmówiła małżeństwa, musiałaby uznać prawa swojego siostrzeńca.
Niestety, to nie Aegon ma te smoki, ale Daenerys. Monarchowie też zazwyczaj nie lubią, gdy ktoś rozpoczyna wojnę bez ich wiedzy. A w tej sytuacji to Daenerys była na tronie, nie Aegon.
Gdyby Aegon poszedł i został odrzucony, nadal mógłby argumentować, że ma obowiązek wobec przodków. Daenerys nie mogłaby tego kwestionować. Mogłaby nawet wesprzeć swojego siostrzeńca, na przykład dając mu jednego smoka.
Westeros nie podniósłby się tak szybko po katastrofie.
Poza tym, kto walczyłby z Aegonem?
Północ i Dorzecze nienawidzą Lannisterów, których grzechy są wciąż żywe. Co jest cenniejsze? Lyanna czy ludzie właśnie zabici przez Freyów? Albo dołączyliby do Aegona, albo zachowaliby neutralność.
Dolina – neutralna podczas wojny, nie darzy Lannisterów sympatią. Neutralność jest bardziej prawdopodobna niż pomoc Lannisterom.
Dorne – Aegon jest oficjalnie dzieckiem Elii, więc może liczyć na wsparcie.
Zachód i Reach – formalnie w sojuszu i mogłyby stanowić duży problem, gdyby nie fakt, że ten sojusz jest po cichu niszczony przez Varysa.
Żelazne Wyspy nie przejmują się kontynentem. Euron prawdopodobnie zginie, przyzywając tego demona. Poza tym, nawet kierunek walki, który wybrał Euron, jest korzystny dla Aegona, ponieważ to Reach – jego wrogowie.
Edit – bratanka, nie siostrzeńca.
Nie mogę dać odpoqiedzi do wlasciwego komentarzq, więc dam do tego – to Aegon ma większą legitymację, bo jest synem najstarszego syna. Dany jest za nim w kolejce do tronu, prawo stoi po stronie Aegona, nie jej. Smoki to symbol i przydatna atomówka… Ale nie potrzebuje ich Aegon VI.
Mylisz się, bo nie wziąłeś jednego czynnika pod uwagę – Zlota Kompania jest ogromna. To nie jest kilkuset wojrwników, to, według asoiaf… 10 tysięcy ludzi. Taka armia może spokojnie myśleć o podboju zubożałego po wojnach Westeros. Aegon ma mieć też ze sobą przyjacioł z Reach (Tarly’ego i bodajże Rowana według teorii Daela), a do tego może pod jego sztandary naplynąc wielu wrogów Lannisterów, dawnych zwolenników, którzy ugięli kolano pod Robertem (Thorny na wolnosci), czy jak zwykle awanturnicy, itd. No i liczy Dorne!
Aegon ma ze sobą już wielką, a może mieć ogromną siłę! On może podbić Westeros nawet bez Dany, choć jej pomoc się przyda, smoki nie są mu potrzebne!
Nie chodzi o samo podbijanie – chodzi o legitymację.
Gdyby Daenerys nie żyła to wtedy Aegon miałby wolną rękę. Ale ona żyje. Jest królową, ma armie i smoki. Nawet gdyby nie chciała podbijać Westeros to Aegon musiał iść do niej po tę zgodę, bo niestety monarchowie mają to do siebie, że łatwo ich urazić. Na przykład brakiem konsultacji wobec podboju kraju ich ojca/dziadka. To nie jest dobrze rokująca przyszłość, gdy królowa z trzema smokami żywi do ciebie urazę, bo poszedłeś na podbój bez informowania jej.
I jestem kobietą – Sigyn to bogini Asgardu, żona Lokiego.
W mojej ocenie nawet gdyby Aegon dogadałby się z Daenerys skończyłoby się to konfliktem z jednego powodu: oboje chcieliby rządzić. Jak słusznie wskazaliście powyżej: Aegon ma charakterek. Nie słuchałby potulnie ciociożony. A ona też nie wycofałaby się: uważa się za królową, na dodatek w Meereen przyzwyczaiła się do sprawowania władzy we „wschodnim” stylu, z całym jej splendorem i czołobitnością. Porównajcie stosunek poddanych do Stannisa, Roberta, Roba czy nawet Jofreya: to królowie, należy przed nimi klęknąć i tak dalej, mogą być okrutni i skazywać ludzi na śmierć ot tak, ale mimo wszystko nie ma tam właśnie tej czołobitności, tych krzyków „matko”, błagania o błogosławieństwo, dotykania z czcią stóp bądź strzemion. Trudno mi sobie wyobrazić, że przyzwyczajona do czegoś takiego Daenerys miała by teraz pełnić rolę królowej małżonki i stery państwa oddać w ręce Aegona. Zaś współrządy dwóch tak silnych osobowości szybko skończyłyby się morderstwem jednego z nich lub wojną domową. Nie wierzę również, że Daenerys dałaby Aegonowi błogosławieństwo do podboju i porzuciła Westeros. Ona chce tam wrócić, a w tym przypadku zachowałaby się jak pies ogrodnika. Aegon zresztą, jeśli chce być królem, nie może udawać się po błogosławieństwo do nikogo. Podsumowując: ich sojusz byłby korzystny przy podboju, ale według mnie rozpadłby po nim.
Dzień dobry, najlepsze życzenia w Nowym Roku dla Wszystkich!
Panie Dżądżen- super robota, dzięki 🙂
Poniedziałkowa kawa smakuje dużo lepiej przy takiej lekturze!
A co do Denerys- nie da się zarządzać Państwami -Miastami starych cywilizacji, szczególnietak wielkimi jak Meeren, chcą’ na siłę’ wprowadzać nowe porządki – czytaj zniesienie niewolnictwa, walk na arenach itd. – które budzą opór klas społecznych (poza niewolnikami rzecz jasna)
Smocza królowa zaczęła budować państwo utopijne i wbrew wielu dobrym radom- trwała w swojej wizji.
Zapewne skończy się zdestabilizowaniem regionu, ucieczką Denerys i jej armii za morze i powrocie starego porządku kosztem setek tysięcy ludzkich istnień.
Dzięki i nawzajem! oraz dziękuję za miłe słowa:)
Skutki działań Daenerys chciałoby się podsumować wyświechtanym: „trzeba wiele zmienić, żeby wszystko zostało po staremu”, ale tak jak piszesz, nie będzie jak było, tylko raczej znacznie gorzej.
Szczerze mówiąc jak ona chciała zwalczać to niewolnictwo, to powinna zostać w Essos. Westeros to tylko sen, o którym opowiadał jej brat. A zresztą jakby od początku, tak działała miałaby te wszystkie miasta pod swoim berłem i byłaby prawdziwą zdobywczynią, kobiecą wersją Aleksandra Wielkiego.
A jak chciała Westeros to trzeba było tam jechać bezwłocznie.
Tak – ten brak konsekwencji ją gubi. Nie podbiła Zatoki Niewolniczej, bo przybyła tam po armię potrzebną do podboju Siedmiu Królestw, ale w międzyczasie postanowiła, że wyzwoli niewolników, nie wspierając tego przymusem władzy nad całą podbitą Zatoką Niewolniczą. Inną kwestią jest, czy nawet nominalnie panując nad wszystkimi miastami, mogłaby faktycznie efektywnie rządzić. Moim zdaniem nie, a powód jest bardzo prosty: Daenerys nie ma swoich ludzi, którymi mogłaby obsadzić najwyższe urzędy i stanowiska. Przecież to właśnie przez całe swoje p.o. namiestnictwo robił Tyrion: starał się obsadzać swymi ludźmi kluczowe. Inna sprawa, że on również praktycznie ich nie miał, stąd obsadzał je ludzki Varysa. Dopiero Tywin mógł faktycznie uchwycić prawdziwą władzę, gdyż miał kim obsadzić urzędy i ci ludzie rzeczywiście byli mu wierni. Wracając do Daenerys: gdy ta przybywa do Zatoki Niewolniczej również nie ma swoich ludzi (przynajmniej kompetencyjnych, nie licząc jednego Joraha), nie ma więc kim obsadzić aparatu. Mogłaby podbić Zatokę, ale w rzeczywistości i tak jakoś tam panowałaby co najwyżej nad Meereen, zaś Astapor i Yunkai udawałaby posłuch. W pierwszych latach mogłaby wymuszać go jedynie siłą, czego chce póki co unikać, jak widzimy.
Obawiam się, że całe potomstwo Aerysa II może okazać się stuknięte. Przy czym – paradoksalnie – Viserys może okazać się stuknięty najmniej.
Usunięcie Mormonta było grubym błędem. Był nie tylko najrozsądniejszym doradcą, ale też jedynym, który był z nią tylko dla niej samej, niczego od niej nie chcąc. Inni są z królową, jemu wystarczała Daenerys. Nawet skaczący z kwiatka na kwiatek Selmy chce leczyć za jej pomocą jakieś swoje traumy i kompleksy. W dodatku nie zna Wschodu, a Mormont rozumiał go doskonale. Reszta to banda zdrajców i kanalii, w najlepszym razie prostaczków, jak Belwas i Dothrakowie.
Nie wiem jak to się dalej potoczy. Chyba najlepiej byłoby dla Dany, gdyby jednak nie wróciła do Westeres. Choć zdaję sobie sprawę, że taki przebieg dalszej fabuły jest mocno wątpliwy. Więc z jakim wynikiem wróci? To będzie pewnie zależało od tego, jaki los Martin przygotował dla Westeros. Czy nastąpi restauracja władzy Targaryenów? Dla mnie to jedyne sensowne rozwiązanie. Lannisterowie nie utrzymają królestwa, a Baratheonowie go nie odzyskają. Nie widzę też Starków na południowym tronie. I w odróżnieniu od większości fanów nie widzę też miejsca dla Eurona. Dla mnie to epizodyczna postać. A jeżeli ma nastąpić restauracja Targaryenów to raczej z Daenerys na czele, nie z Aegonem. Byłoby dobrym zakończeniem, gdyby udało jej się to, co kiedyś nie udało się Rhaenyrze.
Pewnie by go nie wygnała, gdyby jej nie pocałował i gdyby bardziej się ukorzył… Chociaż mogła po prostu zamknąć go. Wtedy nadal miałaby jego rady i poczucie sprawiedliwości za ukaranie go.
I to jest błąd. Dany przykłada zdecydowanie zbyt wielką wagę do pustych gestów na pokaz. To słabość. Zostaną jej sami pochlebcy i wazeliniarze.
Zresztą po co było robić widowisko na oczach dworu? Takie sprawy załatwia się po cichu. Trzeba było wezwać obu panów do prywatnego pokoju i tam rozprawić się z tą sprawą.
Swoją drogą, wydaje mi się, że Jorah bardziej zawinił tymi nachalnymi zalotami niż zdradą. Bo Baristan to służył Robertowi latami i to powinna być większa sprawa niż to, że Jorah brał wcześniej pieniądze od eunucha.
Zwłaszcza, że miała już Daaria na oku. 🙂
To prawda, że trzeba uważać na złotoustych, aż przypomina się Szekspir i Król Lear. Dwie złe siostry potrafiły lepiej mówić, więc to oznacza, że kochają ojca, a ta trzecia już nie, więc to znaczy, że nie kocha. Co to za pomysł też, aby urządzać sobie konkurs próżności, która córka lepiej kocha…
Tak – w mojej ocenie tym pocałunkiem podpisał na siebie wyrok, chociaż wtedy żadne z nich tego nie wiedziało.
Mam wrażenie, że ona chce być jak bogini, mają ja błagać i wielbić. Słuchając rozdziału z wygnania Mormona miałam wrażenie, że zrobiła to głównie dlatego że jej nie błagał i za mało się kłaniał przed jej obliczem.
Wygnanie Mormonta nie jest czynem obłąkanym – obłęd u Danki może się pojawić, ale jako efekt przeżyć i zaufania przepowiedni, co wytworzy u niej paranoję. Co do Selmy’ego, to póki żyje Dany będzie jej wierny, nawet jak wszystko straci – gdyby Aerys uciekł do Essos, to Selmy podażylby za nim. Nie powiedzialbym, że leczy kompleksy, bardziej faktycznie lieruje się swoimi wartościami.
A co do Mormonta – blędem było potraktowanie nieznaczącego lapsusu językowego (musisz mi wybaczyć), ktory zrozumiala chyba tylko ona i Selmy, i potraktowania Mormonta jak jakiegoś dobrego Pana (którego za takie slowa faktycznie powinna tak potraktować). I, co gorsza, wygnała go bezyerminowo, podjęła decyzję w gniewie… Ale w złości i Robert robił hlupie rzevzy, ale przecież nie był obłąkany. Dany jeszcze jest zdrowa na umyśle.
Nie powiedziałem, że było to czynem obłąkanym, tylko grubym błędem. Wątpię też, że Dany w ogóle kiedykolwiek będzie obłąkana, choć dopuszczam, że tak się może stać. Mam jednak nadzieję, że Martin zechce zrobić dedekom na złość. 😉
Selmy’ego nie lubię. Facet dużo gada o honorze, a służy już chyba piątemu królowi. Zawiódł Aerysa, zawiódł Roberta, jestem w 100% pewien, że Daenerys też zawiedzie. Honor to mieli Hightower, Whent i Dayne, którzy służyli swojemu królowi do końca, nawet po jego śmierci. Selmy to hipokryta. Na razie jest wierny, ale to kwestia czasu, gdy uzna, że znowu coś jest nie tak.
Jeśli Lemore to Ashara to wtedy chętnie poszedłby za Aegonem…
Może się tak okazać.
Jak zawiódł Aerysa? Ten wyslal go z armią, a gdy Selmy doszedł do siebie po zadanych ranach ten już nie żył. Przyjął więc ulaskawienie od nowego króla Westeros i służył mu wiernie do jego śmierci… I też nie zawiódł Roberta. Robert sam rozkazał (a Barristan musiał go usłuchać) mu się odsunąć, co doprowadziło do tragedii. Potem wyrzucił go Joffrey z Gwardii, udal się do Dany, której wiernie służy i jeśli pisany jest mu los pójścia na sluzbę Aegona to w wyniku uznania jej za zmarłej.
Barristan nie jest hipokrytą, nie tak go Martin pisze. Można mu postawić jeden zarzut – że nie udał się slużyć Viserysowi, a potem Stannisowi (choć jeśli nir uwierzył mu, że Joff, Tommen i Myrcella to bękarty, to zrozumiałe, że nie sluży Stannisowi).
Ale tu raczej mamy pytanie – gwardzista służy dynastii, czy królowi Westeros? Selmy nigdy nie deklarował wierności rodowi Targaryenów – to gwardzista króla, nie dynastii. Stanął przrd wyborem, wybrał Roberta, ale nikogo nie zdradził. I to normalne, że po tych kilkunastu latach podjął decyzję, że w sumie wtedy ta była zła i powinien nie wstępować na slużbę Roberta – zdarza się każdemu zmienić zdanie. Ale nie ma tu hipokryzji, czy złej woli, są wybory, które niezależnie jakie decyzje by Selmy podjął, byłyby zrozumiałe.
Gwardzista ma służyć królowi do swojej śmierci. Tym różni się od zwykłego najemnika i za to bierze pieniądze przez lata nic nie robienia. Nawet śmierć króla nie zwalnia go z tego obowiązku. Pamiętasz czerwoną gwardię Snoke’a? Gdy Kylo Ren zabił Snoke’a gwardziści mieli się odwrócić i wyjść? Bo jest już nowy władca? No proszę, po cholerę komu taka gwardia? Hightower, Whent i Dayne do końca wykonywali rozkazy Aerysa i Rhaegara, choć ci już nie żyli. Aerys nakazał Barristanowi walczyć z Robertem, a nie mu służyć. Powinien go zabić lub zginąć próbując.
Roberta zaś zawiódł nie na polowaniu, ale zignorowawszy ostatnią wolę króla. Widział przecież testament, w którym Robert ustanawia Neda regentem. Był przy tym. A mimo tego nie udzielił mu pomocy, gdy przyszło co do czego. Oburzył się dopiero, gdy decyzja Joffreya uderzyła bezpośrednio w niego. Dlatego jest hipokrytą. Swoją drogą wypieprzenie Barristana ze służby to chyba jedyna mądra decyzja Joffreya. Sam bym tak zrobił. Ten facet ewidentnie nie nadaje się do tej funkcji. Daenerys też zdradzi, bo np. uzna, że Dany nie spełnia jego wyobrażeń o tym jaka powinna być królowa.
Gwardzista służy rodzinie królewskiej, bo przecież nie tylko króla ma ochraniać. Ale to bez różnicy, bo zawsze jest tylko jeden prawdziwy król. Co to więc znaczy, że wybrał Roberta? Do dupy z takim gwardzistą, który wybiera sobie królów. Był już taki jeden – Criston Cole się nazywał. :/
„Gdy Kylo Ren zabił Snoke’a gwardziści mieli się odwrócić i wyjść? Bo jest już nowy władca? No proszę, po cholerę komu taka gwardia?” – właściwie to tak, ginęli po nic. Gdyby byli prawdziwymi sługami ciemnej strony mocy to by poleźli służyć silniejszemu (aczkolwiek to sequele, więc czego tu oczekiwać. Bo serio, jaki sługa mrocznego lorda Sithów, gdy tego zabije jego uczeń, stając się mrocznym lordem Sithów, próbuje go zatrzymać? Doktryna Bane’a, czy coś)
„Hightower, Whent i Dayne do końca wykonywali rozkazy Aerysa i Rhaegara, choć ci już nie żyli” – tyle, że nie. Hightower, Whent i Dayne do końca wykonywali rozkaz MARTWEGO Rhaegara, ALBO pilnowali już po jego śmierci prawowitego (ich zdaniem) króla (o którym Selmy nie wiedział). Co jednak warto zauważyć, nie było ich nad Tridentem. Na pewno to nie Aerys nakazał im pilnować Lyanny, tylko właśnie walczyć z Robertem… Czyżby gwardziści sami wybrali sobie króla, któremu będą posłuszni?
Aerys nakazał Barristanowi walczyć z Robertem, a nie mu służyć. Powinien go zabić lub zginąć próbując.
Co do całego fragmentu o zawiedzeniu Roberta – Barristan przecież realizuje jego wolę. Towarzyszy cały czas Nedowi i protestuje, gdy Cersei niszczy testament Roberta i NIE ARESZTUJE Neda na rozkaz Cersei (a ludzie Neda go otaczają wtedy), a potem ma ewidentną sprzeczność:
a) Robert namaszcza Joffa na swojego następcę
b) Namaszcza Neda na regenta
c) Ned wprost stwierdza, że prawowity król to Stannis.
Barristana można oskarżyć najwyżej o to, że w chwili próby zwiesił mu się system. Ale jak teraz sobie przypominałem ten rozdział, to szczerze patrząc na całą sytuację to Barristan powinnien:
a) przejąć kontrolę i to wyjaśnić (nierealne, ma w sali tylko swoich pięciu braci, Jaime’a nie ma. Ned ma swoich przybocznych, Cersei ludzi Lannisterów, plus jest Straż Miejska, która nie jest pod jego rozkazami)
b) Stwierdzić, że regent, który chce obalić prawowitego dziedzica to zdrajca i aresztować Neda (chodzi mi już po słowach o JPKW Stannisie).
„Sam bym tak zrobił. Ten facet ewidentnie nie nadaje się do tej funkcji” – jest do bólu lojalny wobec króla, któremu służy i kieruje się honorem. ,Świetnie walczy mimo wieku, nie tylko mieczem. Dziwnym trafem jedyne zarzuty do Selmy’ego dotyczą sytuacji bardzo niejednoznacznych.
Daenerys też zdradzi, bo np. uzna, że Dany nie spełnia jego wyobrażeń o tym jaka powinna być królowa. – Gdyby tak zrobił to wtedy twój zarzut o hipokryzję jest słuszny.
„Gwardzista służy rodzinie królewskiej, bo przecież nie tylko króla ma ochraniać. Ale to bez różnicy, bo zawsze jest tylko jeden prawdziwy król. Co to więc znaczy, że wybrał Roberta? Do dupy z takim gwardzistą, który wybiera sobie królów. Był już taki jeden – Criston Cole się nazywał.” – po kolei od końca:
a) Cole sobie osadzał królów na tronie, Barristan musiał wybrać, który według niego jest królem
b) Wybrał Roberta – nie znamy treści przysięgi, a Westeros najwyraźniej nie zna pojęcia umarł król, niech żyje król – królem jest ten kto włada, a władał Robert. Zauważ, że Barristan odzyskuje zdrowie w kilka tygodni po zakończeniu rebelii. Robert stał się faktycznym królem, a opór prowadzą jakieś niedobitki. Gdyby przysięga brzmiała (upraszczając): „Będę wierny królowi Westeros, czyli Targaryenowi na tronie, któremu ślubuję, a potem jego pierwszemu w kolejności potomkowi, kolejny królowi” to Barristan ją łamie. Ale mam dziwne wrażenie, że była ona nieco inna.
c) Domyślnie ochrania króla, który ochronę rozszerza wedle uznania.
Tak, tylko te imperia to jakby kierowały się logiką monarchii? Że nie wolno zabić imperatora / przywódcy bo to zdrada. A doktryna Sithów idzie inną drogą…
Zresztą w kanonie Disneya to widać jak Imperator nic nie robi, tylko samo ISB robi to co chce, moffowie robią co chcą, a robi Palpatine? Urabia Ezrę Bridgera, aby otworzył mu drzwi do tamtejszego Mutliversum aby mieć kontrolę nad czasem… Zdobył całą galaktykę i zamiast rządzić to woli się bawić w mistyczne zdobywanie innych linii czasu… Po co? Nie mam pojęcia 🤷♀️
Vader to przynajmniej miałby powód, by ocalić żonę. Ale Palpatine? On już wygrał wszystko! I zamiast się tym zająć to pozwala takim głupcom jak Tarkin kierować najważniejszą bronią w Imperium!
„Gdyby byli prawdziwymi sługami ciemnej strony mocy”
Skąd pomysł, że oni byli sługami ciemnej strony mocy? To że służyli komuś takiemu nie znaczy, że musieli podzielać jego religię. Byli gwardzistami i wykonywali swoje obowiązki niezależnie od światopoglądu.
„Na pewno to nie Aerys nakazał im pilnować Lyanny, tylko właśnie walczyć z Robertem…”
Niby skąd kolega wie, że Aerys nakazał im walczyć z Robertem?! Gdzie to jest opisane? Wykonywali rozkaz Rhaegara, bo następca też ma prawo rozkazywać Gwardii. A tym rozkazem było pilnować/bronić Lyanny i prawdopodobnie dziecka.
„królem jest ten kto włada, a władał Robert.”
To nie Robert płacił Barristanowi i utrzymywał przez lata tę bandę nierobów zwanych Gwardią. Barristan nie był człowiekiem Roberta, stał się nim dopiero sporo później. Po śmierci swojego króla, zignorowaniu jego rozkazów i znalezieniu sobie nowego protektora.
Wydaje mi się, że Martin nie podał całości przysięgi na Gwardzistę.
Szkoda.
Na pewno należy STRZEC króla, ale to nie implikuję wykonywania jego woli po śmierci.
Pojawia się też pytanie, czy rozkaz zachowuje moc prawną po śmierci władcy?
Dla przykładu pewien Lord Błyskawica wykonuje rozkaz króla, po śmierci nie tylko króla, ale nawet swojej. A żadnym gwardzistą nie był.
Co do Baristana to się zgadzam. Mówi o honorze kiedy jest mu wygodnie o tym mówić.
A fakt, że ot tak pozwolił, aby zignorowano wolę Roberta stawia go w okropnym świetle.
Nie pozwolił zignorować, tylko przestał ją respektowac, gdy NED ją zlamał. To NED mówi, że Stannis to JPKW – i to NED doprowadza do tego, że nawet jako bękart Joffrey jest królem wedle ostatnirj woli Roberta – wykreśla z testamentu słowo syn.
Wcześniej Barristan zaprotestował, potem nie mial co zrobić, a potem Ned wyrzekł słowa zdrady.
Chronologia wydarzeń.
1. Zapieczętowanie listu:
„Król Robert nie sprawiał wrażenia stęsknionego za żoną. Wezwał swojego brata, Renly’ego, i Wielkiego Maestera Pycelle’a, by zaświadczyli, kiedy wyciskał swoją pieczęć w miękkim, żółtym wosku, który Ned nakapał na list.”
2. Później następuje otwarcie listu, przy którym Ned mówi, że Joff jest bękartem:
„Wyjął list Roberta. – Wczorajszej nocy Król wezwał mnie do siebie i kazał mi zapisać swoją ostatnią wolę. Lord Renly i Wielki Maester Pycelle zaświadczyli pieczęć Roberta. Zgodnie z jego życzeniem list miał zostać otworzony przez radę po jego śmierci. Ser Barristanie, czy będziesz tak miły?
Lord Dowódca Gwardii Królewskiej obejrzał papier. – Pieczęć Króla Roberta. Nie naruszona. – Otworzył list i przeczytał go. – Niniejszym oznajmiam, że lord Robert Stark otrzymuje godność Protektora Królestwa i będzie sprawował rządy aż do chwili uzyskania pełnoletności przez mojego spadkobiercę.
– Tak się składa, że spadkobierca jest pełnoletni – powiedział Ned. – Mam na myśli brata Roberta, Stannisa Baratheona, Lorda Dragonstone.
Wielki Maester Pycelle spojrzał na niego skonsternowany. – Lordzie Namiestniku, nie rozumiem. Książę Joffrey…
– … nie jest prawowitym synem Roberta – dokończył Ned. Ned napotkał spojrzenie niebieskich oczu ser Barristana. – Doniosłe słowa wypowiedziałeś w tej chwili. Straszne słowa, jeśli prawdziwe… i zdradliwe, jeśli fałszywe. Gwardia Królewska jest zaprzysiężona bronić spadkobiercy. Jeśli nie potrafisz udowodnić… – Do komnaty wszedł gruby Tom. – Proszę o wybaczenie, ale zarządca Króla nalega…”
Co zabawne to Selmy odczytał list z wolą króla i to właśnie on lada moment nie będzie potrafił się postawić w obronie słów króla.
3. Ned pokazuje list:
„Ned wyjął list Roberta. – Lordzie Yarys, bądź tak dobry i pokaż ten list lady Lannister.
Eunuch podał zwój Cersei. Królowa zerknęła na treść. – Protektor Królestwa – przeczytała. – Czy to ma być twoja tarcza, panie? Kawałek papieru? – Przedarła list na pół, a połowy na ćwiartki, po czym rzuciła go na podłogę.
– To były słowa Króla – przemówił ser Barristan drżącym; głosem.
– Teraz mamy nowego Króla – odparła Cersei Lannister”
->Cercei ot tak drze sobie list króla, a Selmy DRŻĄCYM głosem wyraża symboliczny sprzeciw. Ogólnie chłop już w tym momencie się zesrał.
4. No i mamy eskalację. Cercei widzi, że Selmy to tchórz -> BO TO ONA ROZKAZUJE mu pochwycenie Neda. Czyli Selmy słucha rozkazu kobiety, która jest oskarżana przez Neda o zdradę. Tego Neda, o którym Selmy dosłownie przed chwilą przeczytał, ze wedle woli jego króla ma zostać Protektorem..
„- Lordzie Stark, pogrążasz się własnymi słowami – powiedziała Cersei Lannister. – Ser Barristanie, pochwyćcie zdrajcę.
Lord Dowódca Królewskiej Gwardii zawahał się. W następne chwili otoczyli go ludzie Starka z mieczami w dłoniach.
– Teraz to już nie tylko słowa, lecz rzeczywista zdrada – odezwała się Cersei. – Sądzisz, panie, że ser Barristan jest sam? Rozległ się złowieszczy szczęk miecza wysuwanego z pochwy; był to miecz Ogara. Za jego przykładem poszli rycerze Królewskiej Gwardii i dwudziestu strażników Lannisterów.
– Zabijcie go! – wrzeszczał z tronu Król. – Rozkazuję wam zabić ich wszystkich!
– Nie zostawiasz mi wyboru – powiedział Ned do Cersei Lannister. – Dowódco – zwrócił się do Janosa Slynta – zatrzymajcie Królową i jej dzieci.”
->No i znowu Selmy wykazał się niebywałą sprawczością. Jest dowódcą gwardii królewskiej a daje sobą pomiatać i w zasadzie czeka na rozwój wypadków. Czeka niczym tchórz.
Warto zwrócić uwagę, że jak to u Martina w tym rozdziale na rozkaz Neda jako pierwszy przybywa właśnie Selmy.
Przybywa bardzo wystrojony pełen majestatu.
„Obawiam się, że musimy się spotkać natychmiast – odpowiedział Ned głosem spokojnym, lecz stanowczym. – Jak każesz, Namiestniku. – Pycelle wezwał służących i wysłał ich z poleceniami. Potem z wdzięcznością przyjął od Neda krzesło i puchar słodkiego piwa.
Pierwszy przybył ser Barristan Selmy w lśniącej zbroi i nieskazitelnie białym płaszczu.”
->Jak nic Martin drwi sobie tutaj z Selmego, zapowiada jego upadek zestawiając nieskazitelny strój z brakiem przełożenia na cokolwiek.
Selmy to cienias w wielkim skrócie wydarzenia wyglądały następująco:
Robert mówi:
– Ej Ned weź Ty rządź dopóki mój syn nie podrośnie
– A Ty Selmy, dopilnuj, żeby Ned rządził.
Selmy mówi:
– Ok zrobi się, wszak jam honory i śmiały.
Robert umiera.
Cercei ogłasza króle Joffreya.
Selmy:
– Chuj tam, może być. Król to król po co drążyć temat?
Robert Snow pisał, ze Selmy jest moralnie śliski, ja w tym fragmencie widzę, że gość zdziadział, boi się ryzyka, boi się pokazać sprawczość, poza tym nikt się z nim nie liczy.
Jego funkcja jest bardziej symboliczna niż realna.
Dowód?
Podczas tego całego ambarasu -> rycerze gwardii stoją przy Joffrey, w ogóle nie patrzą na Barrsitana, nie oczekują na jego rozkaz. Doskonale wiedzą co mają robić i z czyjego polecenia.
Dla porównania straż miejska czeka na rozkaz Slynta.
Dlatego Twój argument jakoby Selmy podjął jakąś decyzję jest nietrafiony.
On niczego nie zaplanował, o niczym nie zdecydował. Po prostu w ogniu wydarzeń zrobił kupę w portki i mózg mu się zawiesił.
Do CrazyPants! (nie mogę odpowiedzieć Ci bezpośrednio)
Nie pamiętałem, że Selmy był poinformowany wcześniej. To w sumie niewiele zmienia jeśli chodzi o ocenę samej honorowości, ale słusznie zauważasz, że pozycja Barristana jest żadna i faktycznie on się po prostu wtedy zawiesił. No bo z jednej strony sam Robert wyznacza Neda na regenta i Joffa na króla, a z drugiej ten regent od razu mówi, że JPKW jest Stannis. My jako czytelnicy wiemy, że ma rację, ale (przynajmniej w przytoczonych fragmentach) Ned nie mówi Barristanowi dowodów, oznajmia mu tylko fakt. Pokazuje to, że Barristanowi się mózg zwiesił w tej nietypowej sytuacji, ale nie podważa moim zdaniem jego ogólnej honorowości – bo sytuacja jest baaardzo niejednoznaczna i tak naprawdę gdyby Barristan stwierdził, że Ned zdradził króla Joffreya, to miałby rację (wszak gdybyśmy nie mieli w ogóle POV Neda to co byśmy sądzili o sytuacji? No właśnie). Czytelnikowi łatwo ocenić, że Barristan miał zrobić X, ale z miejsca Barristana ta sytuacja wygląda zupełnie innaczej.
@CrazyPants!
Dokładnie tak, sam bym lepiej tego nie przedstawił. Tu nie ma nad czym deliberować, to są oczywistości. Barristan przynajmniej dwukrotnie nawala i udowadnia, że nie nadaje się na Gwardzistę. Stawia się dopiero, gdy decyzja Joffreya uderza bezpośrednio w jego interesy.
@Ksaveriusz
Ja zawsze mówię, że gdy nie wiesz co robić, to rób to za co ci płacą. Barristan nie powinien niczego rozkminiać, tylko wykonywać wolę króla, bo od tego jest.
PS. Jak odpowiadasz w takim wątku, jak ten, możesz oznaczać odpowiedzi nickiem tego, komu odpowiadasz. Np. w taki sposób jak ja.
Dondarrion wykonuje to z własnej woli (a może i nie, wszak napędzany jest tym, że takie były jego ostatnie myśli). Zauważ jefnak, że potem sam sobie rozkaz Neda rozszerza – gdyby wypełniał go 1:1, to podążałby za Górą, nie bronil ludności Dorzecza.
Rozkazy Aerysa mogłyby obligować Barristana by caly czas walczył z Robertrm, ale jeśli (jak pewnie było) brzmiało to, parafrazując:
– Jedziesz z Rhaegerem, macie pokonać Roberta i zmiażdzyć go w bitwie.
To widać, że to sytuacja w której (pamiętajmy, Barristan był wylączony przez kilka tygodni z gry, z powodu ran) rozkazy nie mają już zastosowania, bo rzeczywistość jest inna. Tak samo Balon nie wypelniłby rozkazu o zabiciu Trystane’a (jeśli taki dostał), gdyby ten wcześniej umarł – sytuacja jest zuprłnir inna.
„Pojawia się też pytanie, czy rozkaz zachowuje moc prawną po śmierci władcy?”
Oczywiście, że tak. Jak inaczej miałaby funkcjonować piramida dowodzenia? Połowa armii rozeszłaby się do domu, bo zginął jeden generał?
Dobrze to co opisałeś rozumiał Renly – właśnie dlatego przyjął do swej gwardii Brienne, która również nic od niego nie chciała, jedynie zginąć w jego obronie. Daenerys nie jest równie cyniczna jak on, a czasem by to się przydało.
Warto pamiętać jeszcze o Jonie. Nie wiadomo, kiedy wyjdzie (jeśli w ogóle wyjdzie) na jaw że jest synem Rheagara. Co prawda jest młodszy od Aegona, więc dla dobra dramaturgii wyjdzie to pewnie już po obaleniu/usunięciu Aegona. Mam takie wyobrażenie, że wtedy juz Dany się kompletnie odpali, bo być może już będzie między nimi romans i uzna to za kolejną zdradę/spisek mający na celu odebranie jej dziedzictwa.
Zastanawiam się na ile Jon będzie zdolny do romansów po powrocie do życia. Zakładam, że śmierć będzie miała na niego większy wpływ, niż w serialu, gdzie na dobrą sprawę w ogóle nie zmieniła w nim nic, co najwyżej zwolniła z przysięgi odnośnie członkostwa w Nocnej Straży.
Patrząc za to, że Martin ewidentnie lubi (zbędnie) opisywać sceny erotyczne z bohaterkami, to ktoś kochankiem Dany i tak musi zostać. A patrząc, że według teorii ma zachować swoją osobowość, to faktycznie może do czegoś takiego dojść… jeślj w ogóle się spotkają. Aczkolwiek kochankiem Dany dalej może zostać, jak w serialu, Aegon 😅
Tutaj opieram się na teorii Daela, w ktorej, o ile dobrze pamiętam, trzecim rumakiem (do miłości) było dziecię trojga, czyli na 99 procent Jon. Inna sprawa, że odkąd milion lat temu sama z siebie ogarnęłam, że Jon jest dzieckiem Lyanny i Rheagara, to wszędzie widzę u tej postaci foreshadowing xd Więc dla mnie „podejrzane” było nawet to, że Yingritte była „pocałowana przez ogień” xd Inna sprawa, że, jeżeli Jon ma być Królem Północy to musi być w miarę zdrowy na umyśle, no i zakładam, że zdolny do spłodzenia potomstwa, więc zakładam, że zmiany w jego charakterze po zmartwychwstaniu nie mogą być bardzo znaczące, przynajmniej na pierwszy rzut oka (choć na pewno nie zostanie to bez wpływu)
W książkach ci przywróceni do życia przy pomocy R’hllora są zafiksowani na punkcie ich ostatniego celu. Co najbardziej zajmowało Jona? Chęć ratowania rodziny czy walka z innymi? Czy jeszcze coś innego? Nie mówię, że musi wpaść w pułapkę wykonania misji jak Dondarrion, w końcu pewnie wwargowal się w ducha i tak dalej… Ale może jakoś te ostatnie plany wpłyną na niego.
Ech, przecież Jon nadal nie żyje 😀
No z tego co pamiętam to w ostatnich chwilach życia był zafiksowany na obronie ,,Aryi” i chyba odbiciu winterfell, ratunku dla dzikich w Hardhome i próbach przygotowania Straży na zbliżającą się zimę. Na chwilę przed śmiercią to chyba czuł tylko drętwiejące ciało, szok, no i przenikliwe zimno. Moze pojawiła się tam chęć zemsty? Ale już dokładnie nie pamiętam
Hej, mam pytanie nie na temat. Kim są „bogowie wystrugani z cedrowego drewna”, o których mówi Euron wymieniając wszystkich bogów (na wiecu lub przed nim) w rozdziale Żelaznego Kapitana „Uczty dla wron”? Też cedrowe drewno jest na domu czemu i bieli? Czy się mylę?
Musiałbym sobie odświeżyć rozdział. Pamiętasz może dokładniejszy kontekst?
Chodzi o ten cytat Eurona:
„Who knows more of gods than I? Horse gods and fire gods, gods made of gold with gemstone eyes, gods carved of cedar wood, gods chiseled into mountains, gods of empty air… I know them all. I have seen their peoples garland them with flowers, and shed the blood of goats and bulls and children in their names. And I have heard the prayers, in half a hundred tongues. Cure my withered leg, make the maiden love me, grant me a healthy son. Save me, succor me, make me wealthy… protect me! Protect me from mine enemies, protect me from the darkness, protect me from the crabs inside my belly, from the horselords, from the slavers, from the sellswords at my door. Protect me from the Silence.” He laughed.
Dzięki wielkie! W takim razie wydaje mi się, że nie ma tu ukrytych znaczeń: może to jacyś bogowie z Wysp Letnich czy innego miejsca, gdzie występują takie drzewa. Cytat mówi chyba tylko o tym, że Euron faktycznie zwiedził cały świat. A że drewno jest cenne i w naszym świecie, może ktoś chciał w ten sposób uświetnić swych bogów i ściągnął do tego cenne drzewo. Nie ukrywam, że mnie zawsze bardziej fascynowali bogowie rzeźbieni w górach. Szczególnie gdyby był to masyw Kości, niezwykle działający na moją wyobraźnię i bardzo żałuję, że w PLiO chyba tylko raz widzimy ich zarys: to fioletowe góry widoczne z Vaes Dothrak jeśli mnie pamięć nie myli (a mogłem coś pomylić).
O tak, na moją też działa. Zwłaszcza amazonki z Bone Mountains. 😉
Chyba to faktycznie bez znaczenia, skojarzyłam omylnie cedrowe drewno z hebanowym na drzwiach w domu czerni i bieli, a dalej z czardrzewem i tak już poszło. Po prostu intryguje mnie to czardrzewo (chyba jedyne poza Westeros) i twarz na nim – u Ludzi bez twarzy 🙂
Takie drzwi są też w Domu Nieśmiertelnych w Qarth, więc generalnie faktycznie w dość tajemniczych i magicznych miejscach. Tam też jest kombinacja czerni i bieli – zrobione są z hebanu i czardrzewa.
Swoją drogą znalazłam tych ludzi, co przyjechali ze Slyntem – Taniec ze Smokami
Jon zaraz po pożegnaniu z Samem, Aemonem i Goździk rozmawia z Bedwyckiem.
Mówi, że 4 ludzi z Królewskiej Przystani, którzy przyjechali ze Slyntem będą służyć pod nim i ma na ich uważać.
Ha! Dobrze wiedzieć, widać w przyrodzie nic nie ginie:)
Czy Slynt aby nie jest jakimś dalekim krewnym tego Slynta ze Slytherinu? Tego który grał w quidditcha?
Swoją drogą gdybym był tiarą przydziału to miałbym problem z kilkoma postaciami z Gry o Tron.
Tyrion – chyba rasowy Krukon
Jon – Puchon
Danka – nie wiem
Jaimie – chyba Gryfon
Tywin – ewidetnie Ślizgon
Sam – Puchon
Nie wiem co ja robię? Chyba wypiłem za mocną kawę:)
Danka do Slytherinu!
Z perspektywy Barristana sytuacja wygląda następująco:
Dziadek wie, że Król zawołał przed śmiercią swojego przyjaciela i że spisali list. Robert raczej nie zawołał Neda żeby razem wymyśleć wiersz dla Cercei:)
Wiadomo, że chodziło o coś istotnego. Zwłaszcza, że do zapieczętowania wezwano świadków.
Król umiera. Cercei ogłasza Joffreya królem bardzo szybko.
Woła go namiestnik, który nakazuje mu rozpieczętować ostatnią wolę króla, wedle której to NED ma objąć władzę.
Selmy słyszy o tym, że Ned ma zarzuty w stosunku do Cercei, ale to nie zmienia faktu, że wola Roberta była jasna.
W tym momencie królowa woła ich do siebie i wszyscy udają się na spotkanie z Lannisterami.
Na miejscu okazuje się, że „jego” podwładni podjęli już decyzję komu służyć. SZYBCIEJ niż Selmy i BEZ konsultacji z Selmym.
Selmy wręcza OSTATNIĄ WOLĘ króla kobiecie która jest podejrzana o zdradę, a ta na oczach wszystkich kpi sobie z pisma.
To nie jest aby moment, w którym on powinien domagać się wykonania woli króla?
Wywiązuje się awantura w której Cercei używa go jak pionka. Karze Barristanowi pojmać Neda, a Dowódca straży stoi obsrany i nie reaguje, a przecież zostaje otoczony ludźmi Starka! Natomiast JEGO LUDZIE reagują kiedy Ogar wyciąga miecz. (Co dobitnie pokazuje kto ma posłuch)
W absolutnie kluczowej sytuacji -> Barristan ŚMIAŁY, zachował się jak nieśmiały młokos, jak panienka w środku karczemnej bójki, która zamyka oczy i czeka aż sprawa się wyjaśni.
Nie miał wpływu na nic, ani na nikogo oraz pozwolił, aby publicznie podarto słowa króla.
Ale trzeba przyznać, że wystroił się w nieskazitelnie biały płaszcz i gdy nikt go o nic nie pytał to prezentował się dostojnie.
Bo gdy pytali, to łamał mu się głos.
W wojsku, czy w polityce głosem dominuję się ludzi. Wydaje się rozkazy, dowodzi swojej racji. Drżący głos to znak niemocy. Takiej ciepłej kluchy.
Starasz się bronić decyzji gościa, który nie podjął żadnej decyzji!
On po prostu pozwolił, aby sprawy się potoczyły bez jego wpływu.
Wiesz co by się stało, gdyby Slynt posłuchał Neda? Selmy dalej stałby zesrany, tylko, że po fakcie SŁUŻYŁBY komuś innemu.