Książki

Redakcyjna topka: najlepsze zdania otwierające w książkach

Dziś – trochę nietypowo – omawiamy ulubione, najlepsze, najciekawsze otwarcia książek. Takie, w których już pierwsze zdanie robi wrażenie, wprowadza w klimat, a czasem nadaje ton całej powieści.

kuba

Ode mnie dwa klasyki: 1. „Wiele lat później, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego, pułkownik Aureliano Buendía miał przypomnieć sobie to dalekie popołudnie, kiedy ojciec zabrał go z sobą do obozu Cyganów, żeby mu pokazać lód.” 2. „ Były to czasy najlepsze, były to czasy najgorsze, były to lata mądrości i lata szaleństwa, była to epoka wiary i epoka bezbożności, był to okres Jasności i okres Mroku, była to wiosna nadziei i zima rozpaczy, mieliśmy wszystko przed sobą i nie mieliśmy przed sobą niczego, szliśmy wszyscy wprost do nieba i wprost w odmiennym kierunku. — krótko mówiąc, była to epoka tak zbliżona do dzisiejszej, iż najwyższe autorytety upierały się przy twierdzeniu, że w dobrem czy złem mówić o niej można tylko w superlatywach.”

Jednak ja lubię też takie proste: – „Z nieba sypał się popiół” (Z mgły zrodzony).

„Kalak obszedł kamienną grań i zatrzymał się przed ciałem umierającego skałogrzmota.” – Pierwsze zdanie może nie rewelacyjne, ale ta cała scena otwierająca „Archiwum Burzowego Światła” jest przegenialnie napisana, nie znamy żadnej z tych postaci, a od każdej z nich bije charyzma i majestat.

To jest też w ogóle fajny temat o tym, jak powinno zaczynać się książki – od mocnego dialogu czy jakiejś złotej myśli. Od długiego wypełnionego treścią zdania czy krótkiej informacji, która od razu wprowadza w odpowiedni klimat. Z jednej strony mamy „Orły Imperium” Scarrowa: „- Nie jest najlepiej, panie, suczy syn zaklinował się na dobre”, a z drugiej „Rudą Sforę” Kossakowskiej (swoją drogą jedno z najlepszych polskich fantasy) zaczynającą się od zwykłego „Umarli wracali”.

Ja uwielbiam też to rozpoczęcie: „Wszystko to zdarzyło się mniej więcej naprawdę” – „Rzeźnia numer pięć”

W ogóle Vonnegut potrafił tak zacząć drugi rozdział: „Posłuchajcie: Billy Pillgrim wypadł z czasu”.

Ciekawe jest to, jak każdy wątek otwiera w swojej trylogii „Troja” David Gemmell. „Sen to śmierć” to są pierwsze słowa prologu pierwszej części, po czym następuje dynamiczna scena związana z bohaterem absolutnie drugoplanowym, który później okazuje się być postacią biblijno-historyczną. Następnie pierwszy rozdział i spojrzenie na Agamemnona również zbudowane z doskonałych scenek i małych rzeczy wciągających czytelnika w historię.

Można zacząć też absolutnie dosłownie i to też doskonale się sprawdza, nie zawsze na początku muszą być fajerwerki, a wystarczy punkt zaczepienia, wyjścia do opowieści: „Chciałbym opowiedzieć wam o moim bracie. Nazywa się Jonatan Lwie Serce i o nim właśnie będzie ta historia”

„Upłynęło już tyle czasu i czuję, że opisanie tej historii stało się moim obowiązkiem” – Poul Anderson „Trzy serca i trzy lwy”

„Było raz czworo dzieci: Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja. Opowiem wam o tym, co im się przydarzyło” – C.S. Lewis – „Lew, czarownica i stara szafa”.

Ja ze wszystkich zdań rozpoczynających książki wybrałbym jednak to: „Na początku był Eru, Jedyny, którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem; On to powołał do życia Ainurów, Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli.” – nawiązanie niemal biblijne, mówiące wiele o tym, z jaką książką mamy do czynienia i jaki kształt ona będzie mieć.

kr4wi3c

Na początek klasyk. „Neuromancer” Gibsona zmęczył mnie przeokrutnie, ale to jedno otwierające zdanie mu wybitnie wyszło. Jeden z najlepszych początków w literaturze, nie tylko tej z gatunku sci-fi/cyberpunk. Szkoda tylko, że im dalej, to jest już tylko gorzej.

Niebo nad portem miało barwę ekranu monitora nastrojonego na martwy kanał – William Gibson – Neuromancer

Czasami już czytając pierwsze zdanie książki wiemy mniej więcej, czego możemy się spodziewać i w jakim tonie będzie utrzymana opowieść. Kiedy pierwszy raz spotkałem się z twórczością Agnieszki czytając jej debiutancką powieść, moim pierwszym wrażeniem było: Omg, ależ to jest świetnie napisane. Rodzime Dark fantasy w najlepszym wydaniu, a im dalej tym lepiej. W ogóle nie idzie poznać, że to pierwsza powieść autorki.

Niosący zapowiedź końca jesieni wiatr omiótł swym zimnym oddechem ich ogorzałe od słońca twarze i niezauważony przez nikogo przemknął obok, drgając niespokojnie płachtą rozbitego wśród gęstwiny namiotu. – Dzieci Starych Bogów: Śmiech Diabła – wyd. 1 – Agnieszka Miela

Na mojej liście najlepszych otwierających książki cytatów nie mogło zabraknąć samotnika z Providence, mistrza grozy, który jak mało kto potrafił już od pierwszych zdań rozpalić wyobraźnię czytelnika, trzymając go w napięciu. Troszkę naginam w tym miejscu zasady, bowiem Lovecraft pisał głównie opowiadania a nie powieści, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie, bo warto (ba, wręcz trzeba) przytoczyć chociaż jeden  cytat z mistrza. Tylko który z nich, bo co jeden to lepszy? Lovecraft pisał dziwnie, czasem zawile i niezrozumiale, a z kart jego utworów przebijała się tajemnica, mistycyzm, trwoga przed tym co niepojęte, czego zwykły śmiertelnik nie jest w stanie objąć wątłym rozumem. Oczywiście jego najbardziej znanym utworem literackim pozostaje „Zew Cthulu” o wielkich przedwiecznych, którzy istnieli na długo wcześniej niż znany nam wszechświat, a zaczynało się ono tak:

Największym dobrodziejstwem naszego świata wydaje mi się to, że człowiek nie potrafi objąć go rozumem. Żyjemy sobie na spokojnej wyspce niewiedzy śród czarnych mórz nieskończoności i nie powinniśmy wypuszczać się z niej za daleko. – H. P. Lovecraft – Zew Cthulhu

Na koniec zostawiłem coś bardziej weselszego. Najsłynniejszego idiotę jakiego nosiła Ameryka chyba wszyscy kojarzą, jeśli nie z książki, to z oscarowego filmu. Forest Gump to postać nieprzeciętna. Co prawda życie poskompiło mu inteligencji, ale został obdażony nie lada szczęściem czy też fartem – jak kto woli. Wszystkie jego niepowodzenia, wszystkie rozczarowania, których doświadcza, ostatecznie kończą się dla niego szczęśliwie. Powieść Winstona Grooma to nie tylko świetna i błyskotliwa historia o największym farciarzu USA, ale także zbiór świetnych anegdot, prawd życiowych i cytatów, które przyjęły się w mowie potocznej.

„Jedno wam powiem: życie idioty to nie bułka z masłem.” – Winston Groom – Forest Gump

Z książki pochodzi też oczywiście jeden z najbardziej ikonicznych cytatów w popkulturze: „Życie jest jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, co ci się trafi”.

Alexandretta

„Odkąd umarli przejęli linie kolejowe, pociągi wreszcie przestały się spóźniać.”

Tak zaczyna się opowiadanie „Duchy w maszynach” ze zbioru „Światy Dantego” autorstwa Anny Kańtoch. I uważam je za jedno z najciekawszych, bo od razu wywołuje u czytelnika szereg pytań. Dlaczego pociągi się spóźniają, to akurat wszyscy wiemy, ale co takiego zrobili umarli, że nagle zaczęły działać? Kim są ci umarli i skąd się wzięli? Jak teraz wygląda świat? Dużo pytań, mało odpowiedzi, a chęć poznania sytuacji skłania czytelnika do pochłaniania kolejnych zdań.

„Niezwyciężony”, krążownik drugiej klasy, największa jednostka, jaką dysponowała baza w konstelacji Liry, szedł fotonowym ciągiem przez skrajny kwadrant gwiazdozbioru.

Od pierwszych słów czuć potęgę opisywanego statku kosmicznego. Mowa oczywiście o „Niezwyciężonym” Stanisława Lema. Nazwa „Niezwyciężony” w połączeniu z określeniem „krążownik” od razu kreuje u czytelnika obraz czegoś wielkiego i majestatycznego, a potem mamy jeszcze ten fotonowy ciąg… Nie pamiętam, żebym we współczesnym s-f spotkała podobnie skonstruowany początek.

W odległym, trochę już zużytym układzie współrzędnych, na płaszczyźnie astralnej, która nigdy nigdy nie była szczególnie płaska, skłębiona mgiełka gwiazd rozstępuje się z wolna…

Zdanie otwierające „Kolor Magii”, które zapoczątkowało cykl Świata Dysku. Terry Pratchett po mistrzowsku operował słowem, kształtując w umyśle czytelnika wiele niezapomnianych scen. Powyższe zdanie z jednej strony opisuje bezmiar kosmosu, a z drugiej wplata tę mniej poważną nutę, sugerując, że dzieło ma do siebie dystans.

Pquelim

Jest wiele podejść. Z takich zlotych mysli, które sa bardzo prawdziwe, to zawsze lubiłem początek „Anny Kareniny” u Tołstoja:

„Wszystkie szczęścilwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszcześliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób”.

Pamiętam też początek „Paragrafu 22”:

„Była to miłość od pierwszego wejrzenia”. Zdanie pozornie banalne, ale jest użyte w nieoczywistym kontekście i jakoś tak zapamiętałem. Z resztą – wlasnie – poczatek opowiadania „Wiedźmin” tez pamietam bez sprawdzania:

„Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy, od bramy Powroźniczej”.
I to jest bardzo dobre otwarcie, bo ma wspomnianego „baita” i jednoczesnie osadza w kontekscie, jest jakas brama, jakies miasto, jakis świat. A człowiek, o którym „powiadano”, na pewno będzie kimś ważnym. Tylko jeszcze nie wiadomo kim. Jest więc tajemnica. Wszystko w jednym, któtkim zdaniu. To jest naprawdę bardzo efektywne wprowadzenie.

Dżądżen

Ogniem i mieczem – Henryk Sienkiewicz

Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.

Gdy pada mocarstwo, z pewnością nie może obejść się bez znaków, przynajmniej w powieści. Rok później wybuchnie Powstanie Chmielnickiego, które zdaniem wielu historyków było początkiem końca Rzeczpospolitej Obojga Narodów – wciąż jeszcze potężnej, a którą szereg wojen, jakie stoczy w drugiej połowie XVII stulecia, doprowadzi w niedalekiej przyszłości do zguby. Nie dziwi więc, że podobną tragedię zwiastować muszą szarańcza, zaćmienie słońca i przecinająca niebo kometa. Pierwsze zdanie stanowi zaś znakomite i już od początku trzymające w napięciu otwarcie całej historii, zapowiadające jak dramatyczny, ale też fascynujący, będzie miała przebieg.

Roland (Rewolwerowiec) – Stephen King

Człowiek w czerni uciekał przez pustynię, a rewolwerowiec podążał w ślad za nim.

Próbuję sobie przypomnieć pierwsze wrażenia, jakie wywarło na mnie to zdanie, gdy czytałem je gdzieś na początku tego wieku w cieniutkiej dość, wydanej przez Albatros książeczce, której okładkę ilustrowała wyrastająca z piasków smukła wieżyca okolona długimi kolcami i nieprzyjemnie przywodząca na myśl spoglądającą na człowieka czaszkę. Znałem już pobieżnie twórczość Kinga – wszystko, co wtedy przeczytałem, były to co do jednego horrory. Czego spodziewać się zaś po takim otwarciu? Kim jest Człowiek w Czerni i dlaczego jakiś rewolwerowiec ściga go po pustyni? Co to za świat, po którym rewolwerowcy uganiają się za ubranymi na czarno ludźmi? Czy mam do czynienia z westernem, horrorem, fantasy? Człowiek w Czerni nie brzmi jak ktoś, kto ma okazać się protagonistą, ale czy takim okaże się ścigający? Wydaje mi się, że żadne inne pierwsze zdanie aż tak dobrze nie zapadło mi w pamięci jak ten początek cyklu Mroczna Wieża, nawet jeśli później ten wspaniały efekt próbował zepsuć sam King swym samozachwytem nad nim czy rozczarowującym zwieńczeniem tej wspaniale zapowiadającej się sagi.

W leju po bombie – Andrzej Sapkowki

To było tak – wpadłem sobie, wczesnym rankiem, do leja po bombie.

Pewnie wolałbym zacytować pierwsze zdanie z melancholijnego „Maladie”, ale co poradzić, jak w głowie został mi tylko początek ponurego opowiadania, którego akcja toczy w Suwałkach, ale takich, których historia – podobnie jak Polski po transformacji ustrojowej – potoczyła się zdecydowanie inaczej, niż to zapamiętaliśmy. Zostawiam więc Branwen i Morholta na kamienistej plaży pośród siąpiącego deszczu i wpadam z Jarkiem do leja, bo to pierwsze zdanie jest tak absurdalne, a przy tym sugerujące, że nie jest to coś, czego w opisywanym świecie nie można się spodziewać, że muszę dowiedzieć się, co to za świat i co stanie się dalej.

DaeL

„Noc była czarna jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra.”

Jeden krótki obraz, jeden opis świata widzianego oczami młodszego lejtnanta Michaiła Zubowa, a wiemy już o narratorze wszystko. I zdążyliśmy parsknąć śmiechem. Bo to nie jest zwykłe porównanie. To łańcuch klisz. Krasnoarmiejec nie operuje własnym językiem, ale językiem pożyczonym, przesiąkniętym propagandą, która zastąpiła mu myślenie. Widzi rzeczywistość przez filtr gotowych ocen. A do tego patos zdania przecież banalnego jest tak przerysowany, że aż groteskowy. Ta nadmiarowość, ta potrzeba mówienia językiem propagandy i zwiększania siły wypowiedzi przez mnożenie ideologicznych fraz, z jednej strony zdradza ograniczenia intelektualne i duchowe narratora, a z drugiej mówi nam coś niepokojącego o jego pragnieniach. Piękne pierwsze zdanie, i przyznam się Wam, że poznałem je zanim jeszcze sięgnąłem po książkę (czyli oczywiście „Zapiski oficera Armii Czerwonej” Sergiusza Piaseckiego). Wspomniał o nim w jakimś tekście (w Fantastyce albo Feniksie, sam już nie pamiętam) Rafał Ziemkiewicz. Ten Rafał Ziemkiewicz, co to jeszcze oddzielał imię od nazwiska inicjałem „A.”, czyli ciekawy pisarz (dziwna sprawa – jakoś zawsze intrygowały mnie jego pomysły, a na ogół nie podobał mi się styl), a nie współczesny kontrowersyjny publicysta polityczny. Choć to rzekomo jedna i ta sama osoba. W każdym razie to właśnie ta rzucona gdzieś wzmianka Ziemkiewicza, że to piękne zdanie, skłoniła mnie do lektury „Zapisków…”. I bardzo jestem z tego zadowolony, choć pamiętam dziś tyle, że była to satyra i śmieszna, i trochę gorzka, i jakieś pojedyncze scenki z Wilna też mi w głowie utkwiły. No i to pierwsze zdanie zapamiętałem na wieki.

A już zupełnie na marginesie – w charakterze anegdoty – dopowiem, że lata po lekturze natrafiłem w internecie na jakieś opowiadanie fantasy, które zaczynało się od zdania: „Noc była czarna jak sumienie nekromanty…” (czy coś w ten deseń. Ot, widać ktoś też przeczytał felieton RAZ-a, i zakonotował sobie tylko tyle, że to genialne zdanie. Więc postanowił pomysł zajumać, choć w grafomańskim ferworze nie rozumiał dlaczego to świetne otwarcie tej konkretnej książki. Co począć, internet pojemny, to wszystko wytrzyma.

Był jasny, zimny kwietniowy dzień, zegary wybijały trzynastą.

A to z kolei zdanie otwierające „Rok 1984” George’a Orwella. Jakoś się tak ułożyło, że wybrałem książki tematycznie powiązane. Choć dla porządku powinienem dodać, że o ile pierwsza była udaną satyrą, no to druga jest po prostu targającym wszystkie emocjonalne struny arcydziełem literatury. Niby wszyscy wiedzą, ale bym się poczuł nieswojo, gdybym tego nie podkreślił.

Na czym zaś polega geniusz tego zdania? Jest to trudne do wychwycenia dla Polaka. Mnie samego zdanie uderzyło nie podczas pierwszej lektury, ale bodaj trzeciej, gdy sięgnąłem po wersję anglojęzyczną. Miałem akurat taką fazę na zapoznawanie się z zagranicznymi dziełami literackimi w oryginale, a jako żem leniwy (i po angielsku czytam wolniej), to skorzystałem z audiobooka. I wtedy mnie to uderzyło. Jakaś dziwna obcość tego zdania. „It was a bright cold day in April, and the clocks were striking thirteen.”

Zaraz, zaraz… jakie „thirteen”? Przecież Anglicy używają zegara 12-godzinnego! I do licha, nawet w systemie 24-godzinnym nikt nie mówiłby, że zegar wybił trzynastą! Toż to budzi natychmiastowy, poznawczy niepokój, no bo niby mamy świat znajomy, ale coś w nim jest głęboko nie tak. Rzeczywistość zostaje wykrzywiona, przekształcona przed naszymi oczami. A przecież o tym jest książka! Nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo żałuję, że tego nie wyłapałem podczas pierwszej lektury.

To mi się podoba 3
To mi się nie podoba 0

kr4wi3c

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS'y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych. Kiedyś NaPograniczu, obecnie FGSK


Jeśli chcesz docenić to, co robię bądź chciałbyś mnie w jakiś sposób wesprzeć, możesz postawić mi kawę.


Postaw mi kawę na buycoffee.to

Polecamy także

Zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z naszymi zasadami zamieszczania komentarzy:

Regulamin zamieszczania komentarzy


Użyj tagu [spoiler] aby ukryć część treści komentarza:

[spoiler]Treść spoilera[/spoiler]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button