Interstellar (2014)

Jako, że zażywam właśnie urlopu gdzieś w innej rzeczywistości, dziś dzielę się moim starym tekstem o filmie, który mocno podzielił światową widownię. Jedni uważają go za Odyseję Kosmiczną naszych czasów, inni za pretensjonalny gniot. Po jakiej stronie ja stoję – widać poniżej. Przepraszam za ostry język (a nawet sporadyczne użycie wulgaryzmów), ale niewiele razy byłem tak nabuzowany po wyjściu z kina, jak tego dnia, kiedy obejrzałem “Interstellar”. Co złego to nie ja.

***

Wyobraź sobie, że widzisz w telewizji najlepszą reklamę w życiu. Promuje czekoladę X. Oglądasz filmik sto razy czując wzruszenie, podniecenie i nadzieję. W końcu dostajesz produkt do ręki. Cudowne opakowanie rozrywasz jednym ruchem. Podziwiasz idealnie równą tabliczkę, delikatnie zarysowane kostki czekolady. Wreszcie odłamujesz kawałek, bierzesz do ust. To już, za chwilę… smak rozchodzi się w ustach, ale zamiast kulinarnego orgazmu czujesz… gówno. Nie wierzysz, przypominasz sobie reklamę, oglądasz smakołyk z każdej strony – niemożliwe, przecież to musi być to! Znów gryziesz… no nie! Gówno.

Kadr z filmu "Interstellar"
Cooper dla córki poleci gdzie trzeba byle tylko uratować Murph (i przy okazji ludzkość)

Tak właśnie czułem się oglądając “Interstellar”. Film, na który czekałem cały rok, okazał się być historią cieniutką i po prostu koszmarnie głupią. Do tego stopnia, że idiotyzmy przyćmiły wszystkie zalety filmu. Z jednej strony jestem wkurzony i nie chce mi się pisać, z drugiej muszę to z siebie wyrzucić. Jestem wściekły na Nolana. Zwiastun zapowiadał niesamowitą, kosmiczną epopeję o ratowaniu ludzkości w obliczu zagłady. Dostaliśmy jedno wielkie rozczarowanie.

Jest niezbyt odległa przyszłość. Ludzkość jest zaawansowana technologicznie, ale zbuntowana planeta odbiera nam to, co najcenniejsze – jedzenie. Cooper, genialny pilot i inżynier –  i farmer z konieczności – grany przez Matthew McConaughey’a ma dwoje dzieci i teścia na utrzymaniu. Zupełnie przypadkowo* znajduje w lesie jakiś tajny ośrodek NASA, który prowadzi stary znajomy. I co? I dołącza do ekipy mającej za chwilę lecieć w kosmos, lata świetlne stąd. Misja? Znaleźć tych, którzy polecieli wcześniej szukać planety zdatnej do zamieszkania. Ot tak, wychodzi z lasu i bum, zostaje głównym pilotem. A to dopiero początek…

Dalej jest już tylko głupiej i śmieszniej. Cała misja mająca na celu ratowanie świata wygląda jak jedna wielka improwizacja. Na nic nie starcza paliwa, wszystkie decyzje podejmowane są ad hoc, a w sytuacjach podbramkowych najlepsi naukowcy na świecie planują kierować się… uwaga… miłością i przeczuciem. Bo skoro miłość istnieje – to na pewno jest ważna. Odleciałem po tych słowach dalej niż bohaterowie filmu. Takich kwiatków słuchamy przez cały seans. Podoba mi się też plan B. Gdyby nie udało się przenieść na nową planetę ludzi z ziemi, w kosmos poleci ileś tam embrionów. W miejscu docelowym rodzeniem dzieci zajmą się surogatki. Oczywiście film nie pokazał ile tych zastępczych rodzicielek jest w ładowni (no bo gdzie?) skoro w czteroosobowej załodze jest JEDNA kobieta. Rozumiem, że dr Amelia Brand (śliczna jak zawsze Anne Hathaway) miała w biblijnym stylu co rok rodzić jednego potomka ludzkości. Ale to chyba nadal za mało. Ech, szkoda tu miejsca i klawiatury na wymienianie wszystkich fabularnych absurdów. Film za nic ma inteligencję widza. A już w szczególności odradzam “Interstellar” ludziom z wiedzą na temat fizyki albo astronomii. Bo będą wyć do ekranu. “Grawitacja”, ze wszystkimi swoimi głupotkami, to przy filmie Nolana fabularyzowany dokument.

Kadr z filmu "Interstellar"
Wizualnie film w kilku miejscach ociera się o arcydzieło.

Jakby tego było mało, pomiędzy patetyczne suchary i dziury fabularne powciskano kilka ogranych klisz s-f. Tak bardzo klasycznych, że po jednej scenie wiadomo jak się skończy przygoda jednego z astronautów ocalałych po poprzedniej misji. Nie wspominałem jeszcze o dwóch pozostałych załogantach Coopera. Nie bez przyczyny. Są tak bardzo nieistotni, że równie dobrze mógł lecieć w tę podróż pies Łajka i jakaś małpa. Tak naprawdę poza McConaughey’em, cała reszta bohaterów jest nijaka i do zapomnienia. No, może jeszcze córka, w wersji młodej i dorosłej (Mackenzie Foy/Jessica Chastain) jakoś nam w pamięci może zapaść, bo odgrywa większą rolę niż widz zakłada na samym początku.

Najbardziej wkurza mnie to, że potencjał “Interstellar” był ogromny. Pod względem czysto wizualnym film momentami wspina się na wyżyny kinematografii. Sceny w kosmosie, wygląd tunelu czasoprzestrzennego czy czarnej dziury po prostu powalają. Autentycznie zatykało mnie z wrażenia. Z fantazją pokazano też światy, które zwiedzamy w poszukiwaniu nowej Ziemi. Różnorodne i na swój sposób oryginalne. Mocno kontrastuje z tym wzornictwo i dekoracje. Z jednej strony statki kosmiczne w środku nawiązują do klasyków gatunku i wyglądają jak wnętrza z czasów “Apollo 13” czy “Odysei Kosmicznej 2001”, z drugiej roboty pomagające załodze to wielkie prostopadłościany. Momentami niektóre efekty specjalne trochę rażą niedopracowaniem, ale kto wie, może to miało być kolejne, niezbyt udane nawiązanie do starej fantastyki.

Kadr z filmu "Interstellar"
Pani naukowiec od miłości.

Nie chce mi się dalej znęcać nad tym filmidłem. Reżyser, obsada i budżet wskazywały na gotowy hit! A tymczasem powstał najsłabszy film Nolana, gorszy niż “Dark Knigth Rises”, na którym też srogo się zawiodłem. Wolałbym, aby “Interstellar” pozostał tylko genialnym zwiastunem, który tak sprytnie mnie oszukał.

Kadr z filmu "Interstellar"
Lodowa planeta – wszystkie sceny tutaj są tak złe, że nie wiem jakim cudem trafiły do późniejszych szkiców scenariusza.

* – NIEZNACZNY SPOJLER potem się okazuje, że jednak nieprzypadkowo, ale wytłumaczenie jest tak kretyńskie, że nawet nie chcę o tym pisać…

***

Tak, wiem, trochę za ostro. To była recenzja pisana na gorąco. Dziś pewnie dałbym filmowi ocenę o oczko wyższą. Nie dlatego, że “Interstellar” stał się dziełem ciekawszym, ale chyba po prostu za włożony w produkcję wysiłek. Zostawiam jednak oryginalną ocenę, obrazującą moją reakcję sprzed czterech lat. Jeśli kogoś to mocno razi – cóż, przykro mi, ale nie mogę swoich opinii zakłamywać i kiepskiemu filmowi słodzić. A tym, którzy mieli podobne odczucia polecam Honest Trailer “Interstellar”. Jak zwykle, Spencer J. Gilbert, Dan Murell & ska., ujęli temat krótko i zwięźle. “It’s not that we don’t understand it, it’s just really stupid”.

-->

Kilka komentarzy do "Interstellar (2014)"

  • DaeL
    11 września 2018 at 12:09
    Permalink

    No to zaraz się zacznie 🙂

    Reply
    • 11 września 2018 at 16:31
      Permalink

      Nie zaczęło się 🙁

      Reply
    • SithFrog
      16 września 2018 at 10:05
      Permalink

      Normalnie 😛

      Reply
  • 11 września 2018 at 12:33
    Permalink

    Pamiętaj, że zawsze mogło być gorzej. Na koniec filmu mogli salutować z amerykańską flagą w tle i myśliwcami F-16 przelatującymi nad głowami (nie pytaj skąd by je wzięli).

    Reply
    • SithFrog
      16 września 2018 at 10:06
      Permalink

      Czy ja wiem? Wtedy przynajmniej byłoby wiadomo co to za film, a tak to jest jak jest. Właśnie to mnie wkurza najbardziej, że “Interstellar” całkiem nieźle udaje film 100x mądrzejszy i bardziej głęboki niż rzeczywiście jest. Dużo ludzi dało się na to nabrać.

      Reply
  • 11 września 2018 at 12:43
    Permalink

    Zgadzam się z opinią o filmie – rozczarowanie to za słabo powiedziane

    Reply
  • 11 września 2018 at 13:35
    Permalink

    WOOW WOW TEN FILM TO DLA MNIE > BEST 1. 2014 < A TU 3/10
    Jednak szanuję i nie będę Hejtował.

    Reply
    • SithFrog
      16 września 2018 at 10:07
      Permalink

      Ale dlaczego best? Ja chętnie poznam argumenty “za”, bo sam po prostu ich nie widzę (poza oszałamiającą oprawą wizualną).

      Reply
  • 11 września 2018 at 13:49
    Permalink

    Dla mnie ten film jest po prostu… nijaki. Ani ziębi, ani chłodzi. Poziom absurdów jest tak wielki, że nawet mi nie przeszkadzały, miał też kilka w miarę pomysłów, które po dopracowaniu sprawiłyby, że ten film stałby się perełką. Cóż, tak niestety nie jest. Jak zwykle w filmach o tym nie dopracowano koncepcji czasu i czasami aż chce się krzyknąć: No nie, znowu! A przecież można było pójść koncepcją (wcale przecież nie jakąś rewolucyjną) odysei kosmicznej, która przy swoich problemach (aj, nie bijcie!), zaprezentowała ponadczasową koncepcję, wcale jej nie wyczerpując. Ale tak to już chyba jest z nowymi filmami- z ostatnich kilku lat nie rozczarował mnie tylko najnowszy Blade Runner i … paradoksalnie Avengersi Infinity War, choć oni tylko dlatego, że wybijali się ponad to, do czego byłem przy tego rodzaju produkcjach przyzwyczajony (czyli żaden wybitny film, ale przynajmniej nie rozczarowujący). Już chyba pod tym względem lepiej jest z serialami.

    Reply
    • SithFrog
      16 września 2018 at 10:08
      Permalink

      A Mad Max: Fury Road widziałeś? Bo dla mnie to poza BR2049 właśnie taka perełka, która wraca do korzeni, ale nie jest bezmyślnym “rimejkiem” bez krzty pomysłów.

      Reply
  • 11 września 2018 at 16:30
    Permalink

    ‘Bodaj najbardziej wiarygodny film o galaktycznych podróżach, głębia czasu i wymiarów. Zachwycająca forma, gorsze dialogi. Rewelacyjny ostatni akt.’- mój komentarz z fw sprzed 3 lat. Ocena 8/10.

    Nie powinno się oceniać filmów podług własnych oczekiwań, a tym bardziej podług zwiastunów, bo to od dawna tylko producenckie oszustwo jest. A najgorszym filmem Nolana została ‘Dunkierka’.

    Reply
    • SithFrog
      16 września 2018 at 10:12
      Permalink

      Ale oczekiwania wiele tu nie zmieniają. Bo film sam się nakręca, pisałem wyżej w innym komentarzu. Nolan całkiem nieźle udaje, że robi film o WIELKICH TEMATACH i zadaje WAŻNE PYTANIA, że to EPOKOWE DZIEŁO, a im dłużej oglądasz tym większe “WTF” w głowie. Sporo ludzi to kupiło i swego czasu straszliwie mnie jechało (z obrażaniem ad hominem włącznie) za to, że śmiałem zaatakować “arcydzieło wszech czasów”. A to taka sztuczka reżysera. Ładnymi obrazkami i zgodnością z teorią Kippa Thorne’a próbuje przykryć dziury fabularne, cieniutka historię, sceny-wypełniacze i kompletny brak konsekwencji.

      Reply
  • 11 września 2018 at 17:19
    Permalink

    Filmu nie pamiętam zbyt dobrze, gdyż widziałem go tylko raz w kinie ale pamiętam że aż tak mnie nie zawiódł. Głównie dlatego że po “Incepcji” nie spodziewałem się niczego więcej niż filmu klasy B za to z rozdmuchaną pompatycznością i świetnie wyglądającego. Zresztą wszystkie dzieła Nolana, które udało mi się obejrzeć wystawiają widza na ciężką próbę – czy irytować się glupotami czy po prostu oglądać nie wnikając w logikę filmu. To co najbardziej zapamiętałem z seansu, to że bawiłem się dobrze (choć to zapewne zasługa towarzystwa w kinie :D) i nie przejmowałem za bardzo wywodami Alfreda skupiając się na świetnie brzmiącym akcencie Caine’a. Bardzo się cieszę z pojawienia tej recenzji, bo chętnie teraz jeszcze raz zobaczę film i porównamy odczucia 🙂

    Reply
    • SithFrog
      16 września 2018 at 10:14
      Permalink

      Prestiż jest spoko i poza jednym zwrotem akcji nie czułem tam ani pompatyczności ani filmu klasy B 😉 To samo dwa pierwsze Batmany czy Bezsenność.

      Reply
  • 12 września 2018 at 08:46
    Permalink

    Z seansu pamiętam tylko, że oglądało się spoko, chociaż brakowało fajerwerków, ot taki film na raz – ale ja w sumie oczekiwałam filmidła o lataniu w kosmosie, nie oczekiwałam logiki czy sensu (zeby spodziewać się tego po takich filmach naprawdę trzeba mieć dużo wiary i nadziei w sobie..). Pamiętam też, że usłyszałam to sławne “ALE TY NI ROZUMISZ TEGO DZIEŁA” jak komuś tam powiedziałam, że to takie obojętne nic, można obejrzeć do popcornu 😀 miło było wyprowadzić z błędu i obserwować dalszy brak argumentów.
    Jednak żeby się tak nad filmem znęcać – sam się wprowadziłes w błędne koło oczekiwań 😉
    Niemniej tu się przynajmniej cokolwiek działo, stawianie wyżej Grawitacji 😐 to dopiero było dno dla mnie.

    Reply
    • SithFrog
      16 września 2018 at 10:15
      Permalink

      Ale Grawitacja to było trochę staroszkolne s-f moim zdaniem. Pięknie nakręcona, ale bardzo kameralna opowieść o walce o przetrwanie. Poza jedną daremną sceną to jest naprawdę fajny film, w dodatku zdjęcia do dziś zrywają beret.

      Reply
  • 12 września 2018 at 09:32
    Permalink

    A mnie się podobało. Widziałem film dwa razy, chętnie obejrzę trzeci.

    Co do kwestii naukowych – raz, to widziałem parę wypowiedzi fizyków którzy względnie pozytywnie się wypowiadali, a dwa to uważam że wiemy trochę za mało o kosmosie, by twierdzić, że w filmie są głupoty.

    Ja końcowe sceny filmu “w bibliotece” odebrałem po prostu jako jedną z hipotez/pomysłów twórców na dany temat i tyle.

    Oczywiście widzę i przewracam oczami, gdy główny bohater zostaje ostatnią nadzieją ludzkości z łapanki. Gadki o miłości też można było sobie darować, tak samo jak amerykańskie flagi, gdy z opisu świata wynika, że ludzkość ma gdzieś polityczne podziały skoro jest na krawędzi zagłady (takie mam wrażenie).

    Ale na to wszystko jestem w stanie przymknąć oko: realizacja obrazu i dźwięku (a często jego braku), muzyka, Matthew i Anne, relacje ojciec – córka i to jak Cooperowi uciekło (bo dzieci) i nie uciekło (bo młody) życie – to wystarcza, żeby mi się to lepiej oglądało.

    Z drugiej strony jestem fanem Nolana i łatwiej łykam jego produkcje, choć Prestiż, Memento czy Batmany cenię wyżej od Interstellar.

    Reply
    • SithFrog
      16 września 2018 at 10:18
      Permalink

      “Co do kwestii naukowych – raz, to widziałem parę wypowiedzi fizyków którzy względnie pozytywnie się wypowiadali, a dwa to uważam że wiemy trochę za mało o kosmosie, by twierdzić, że w filmie są głupoty.”

      Bo teoria tuneli i czarnych dziur Kippa Thorne’a jest w filmie świetnie przedstawiona. Tak samo jak temat dylatacji, ale już nikt nie zwraca uwagi na planetę numer jeden. Ja orłem z fizyki nie jestem, ale kilkukilometrowe fale w wodzie do kolan chyba nie są specjalnie możliwe 😉

      “Prestiż, Memento czy Batmany cenię wyżej od Interstellar”

      Bezwzględnie!

      Reply
  • 13 września 2018 at 11:13
    Permalink

    A ja się zgadzam z SithFrogiem. Nawet nie byłem w stanie obejrzeć tego filmu “na raz”, tak mnie bolały zęby i głowa od nadmiaru głupot wciśniętych w ten film. Bywają filmy S-F oparte na głupich założeniach i głupio prowadzonych a jednak ratujących to czymś ciekawym, tutaj poza ewentualnie efektami i planetami nie ma nic ciekawego – bohaterowie, nawet nie do zapamiętania, fabuła dziurawa jakby czarne dziury powsysały ciągi przyczynowo-skutkowe poza horyzont zdarzeń. Przykro to mówić ale nie wiem kto miał być odbiorcą tego dzieła – ukłon w stronę osób mających problemy ze współczesną fizyką i astronomią: nie szkodzi, że nic nie rozumiecie, chodzi o to, że “love is all you need”. Można tak było od razu jechać a nie udawać, że jest tu jakaś nauka itd. Ech… dla mnie bolesna porażka kina S-F (bo udaje, że ma “S” a nie ma).

    Reply
    • SithFrog
      16 września 2018 at 10:22
      Permalink

      Najgorsze, że film pod płaszczykiem hard s-f wciska właśnie tonę głupot i niekonsekwencji, a ludzie dali się nabrać.

      Mistrzostwem jest postać Coopera. Pierwsze 30 minut pokazuje jaki to twardogłowy inżynier, wybija córce z głowy bajki o duchach, potem mówi jej, że nauka to podstawa, potem w szkole się kłóci z nauczycielami a propos lądowania na księżycu zdaje się.

      I ten hardkorowy, stąpający twardo po ziemi inżynier widzi po burzy trochę piachu na podłodze i uznaje to za koordynaty miejsca, do którego koniecznie musi się udać.

      Acha…

      Reply
  • 24 września 2018 at 10:17
    Permalink

    Ja tam w ogóle nie zachwycałem się tym filmem. Był za długi (trwał prawie 3 godziny) z czego 1 godzina toczyła się na ziemi na polu kukurydzy. Scenarzyści nie musieli się wysilać bo jedna planeta okazała się wodną planetą na której spędzili parę minut. A na drugiej co prawda był śnieg i lód i spędzili trochę więcej czasu, ale też nic nie było godne zapamiętania. Więc jak na film o poszukiwaniu nowego domu to prawie w ogóle nie poświęcili czasu na eksplorację planet.

    Reply
    • SithFrog
      24 września 2018 at 22:50
      Permalink

      Bo tu – jak się okazało – nie chodziło o eksplorację tylko o WIELKIE pytania i WAŻNE przemyślenia. O miłości pokonującej czas, przestrzeń itp. Niestety.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 pozostało znaków